Uczucia murem podzielone

Fragment pracy osadzonych i Grupy Nowolipie, fot. Małgorzata Brus

Strasznie ciężko jest utrzymać związek, gdy jedna połówka tkwi w więzieniu, a druga jest wolna. Nie chodzi nawet o to, że dusza jest murem podzielona, bo przy wszystkim innym, to pół biedy. Niby ze sobą jesteśmy, kochamy się, ale nic w takim związku nie jest normalne. Nawet o błahym problemie trudno porozmawiać przez pięć minut, bo przecież w takim czasie nie da się choćby wygadać danego kłopotu z siebie. Są takie momenty, że męczy mnie sama świadomość tego, iż ukochana osoba jest do mnie przywiązana, a jest jej z tym ciężko. W niczym nie mogę jej pomóc, nawet wsparcie jej graniczy z cudem. Nie istnieje nic, co dałoby się zmierzyć czy jakoś konkretnie określić.  Myślę o tym czasami, że ja jestem zniewolona fizycznie, a ją zniewala to, że przy mnie tkwi. Tak dużo pięknych słów jest wypowiadanych pod adresem miłości i być może dla niektórych są one odzwierciedleniem rzeczywistego stanu rzeczy, dla mnie tak nie jest. Kocham – no i co z tego, jeżeli przez to unieszczęśliwiam tą, którą kocham właśnie, a która w tym uczuciu powinna być szczęśliwa? Co komu po tym, że kocha i nawet jest kochany, jeżeli musi żyć bez tej osoby? Sama miłość nie zawsze wystarczy. Coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy zwróciły sobie wolność i każda ze stron poszłaby w swoją stronę, zaczęła układać się od nowa z kimś innym, kto istniałby w sposób rzeczywisty = wymierny. Z drugiej strony, nie jestem w stanie sobie wyobrazić sobie, że zniknęłaby z mojego niby życia. Tym sposobem tkwimy w czymś, co jest i radością i męką jednocześnie. Obawiam się, że przyjdzie taki dzień, w którym któreś z uczuć zwycięży i wtedy wszystko się rozpadnie, bo nie można być i nie być ze sobą jednocześnie. Usłyszałam ostatnio stwierdzenie, że moja połówka nie zasługuje na moją miłość… a ja patrzę na to inaczej, bo nie ma u mnie takiego myślenia, że żebym kochała, to druga strona musi na to zasłużyć, bo kocham ją po prostu, a nie w miarę „zasług”. Albo się kocha, albo nie — proste. Szkoda tylko, że cała reszta tak prosta już nie jest.

Małgosia 

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Opalanie w kratkę

Spacerniak, widok na niebo, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Godzina11;35 – otwiera się klapa: SPACER, KTO IDZIE?. Chórem –WSZYSTKIE!!! – Ok, szykujcie się!

Krótkie spodenki, koszulki na ramiączka, maseczka na twarzy (jak któraś pali papierosy, oczywiście skręcone), butelka wody zimnej (kranówka) – przydane przy opalaniu (szybciej łapie), coś do posmarowania – ale bez filtra 😊…

11;45– schodzimy po schodach, oddziałowa otwiera klapę spacerniaka. Myślę sobie: dobrze, że po prawej, tu wpada więcej słońca! O tej porze, po prawej stronie jest go najwięcej…. Praży, cieplutko, miło pomimo zimnego, surowego wyglądu wnętrza „spacerniaka”! Ściany białe (powiedzmy), bo nie wiadomo na który miły czy niemiły napis/ podpis spojrzeć. Stoję w takim miejscu, w którym najbardziej łapię promienie słońca, taka trochę chwilka na „refleksje”. Wyłączam się, zamykam oczy….Pomimo siatki ochronnej nad głową i belki metalowej łączącej siatkę (przez co co parę minut przesuwam się o kilka cm, żeby żadnego milimetra nie zasłaniała) ładuję baterię na maxa –łapię endorfiny… Taki przyjemny moment dnia, choć przez godzinkę w okresie od początku do końca ciepłych dni 😊.

Jedne chodzą to w jedną, to w drugą stronę (przyda się trochę ruchu), podczas gdy mam zamknięte oczy – odpływam myślami daleko od tego wszystkiego, co mnie otacza, męczy, dręczy i zaprząta moją głowę…W tle słyszę śmiechy, rozmowy dziewczyn, właśnie siedzą na ławeczce, dyskutują o swoich ważnych, mniej i bardziej ważniejszych sprawach, z którymi chcą podzielić się z dziewczynami ze „strefy” – czyli grupy spacerowej…. Za parę minut koniec tej godziny – która potrafi dać tak wiele… Wracam do rzeczywistości, do tu i teraz. Idę w cień, aby ochłonąć z gorąca promieni słońca 😊.

Kiedyś ktoś mi powiedział: Andzia, jak będziesz chodzić na spacer i łapać słońce, to opalisz się w kratkę! – Przecież tam jest siatka nad głową! 😊. Patrząc na te słowa z perspektywy czasu… myślę sobie „cóż za banalny i zabawny pomysł?!?” Kiedyś może i bym się nad tym zastanowiła, teraz..? Szykuję się psychicznie, czekając na następny dzień i na spacer, który pomaga zapomnieć przez tę chwilę, o tym, co teraz, i nacieszyć się świecącym, opalającym, powiedzmy w kratkę – jak niektórym się zdaje – SŁOŃCEM.

Życzę miłych, słonecznych dni dla nas oczywiście wszystkich. Kochani Czytelnicy 😊, pociechy z naładowania się ENDORFINAMI.

MIŁEGO OPALANIA – NA SZCZĘŚCIE – NIE W KRATKĘ 😊

Taka Ja

Pozdrawiam,

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Czy może być śmiesznie w więzieniu ?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

No właśnie się dowiedziałyśmy, że będziemy startować z takim projektem. Wystarczyło podanie tego tematu, żeby na pyszczydle zaistniał mi uśmiech… i dodam tylko, że ironiczny. Najpierw coś mi się w głowie zetknęło nie tak i poszło spięcie, no bo jakby nie było – to nie jest to śmieszne miejsce. Częściej jest określane, jako piekło na ziemi, a nie scena kabaretowa. No, ale kto powiedział, że w piekle nie bywa zabawnie – szczególnie, kiedy zamarza 😉.

Parę niezłych dowcipów na temat piekła, to pewnie każdy zna albo przynajmniej słyszał, więc zaczęłam sobie przypominać takie pogięte sytuacje, które były zabawne głównie za sprawą danych osób i poszczególnych momentów. Znalazłam tym sposobem 2 słowa klucze, które mogą okazać się drogą do ,,sukcesu’’ 😉. To: ,,ironia’’ (niekoniecznie losu) oraz ,,bywa’’. Bez względu na to, jak kto określi to miejsce, ,,fucktycznie’’ BYWA tu zabawnie. Wszystko zależy od tego, jakie kto ma poczucie humoru albo co go bawi – ale jednak dla większości BYWA. Mój humor ponoć jest ,,specyficzny’’, i nawet jeśli nie wiem do końca, co oznacza to określenie w odniesieniu do mojego poczucia, to niech i tak będzie. Na próbę powiem Wam, co mnie któregoś razu rozbawiło.

Poznałam taką dziewczynę (no bo z facetami nie siedzimy w celach), Agnieszkę. Bardzo dobrze się dogadywałyśmy i wiecznie nam się gęby nie zamykały, bo non stop było o czym klepać. Lubię oglądać filmy i niektóre seriale, i akurat wtedy byłam zauroczona ,,Sherlockiem’’, którego zaliczyłam w całości. Jak to w telewizji – puścili powtórkę (albo powtórkę powtórki, już nie policzę), a że chwilę wcześniej właśnie o tym serialu opowiadałam Agnieszce, to chciała też obejrzeć. Siedzimy sobie na łóżku, gadamy jak to my i czekamy aż się zacznie. W pewnym momencie zobaczyłyśmy tylko napisy końcowe jakiegoś filmu, który oglądałyśmy na ,,doczekanie’’ do serialu. Później napisy początkowe kolejnego filmu; zaraz znowu końcowe, i tak do 12 przeleciało. Przegadywałyśmy totalnie wszystko… w pewnej chwili Aga rzuca hasłem, że ma ochotę na kisiel. No dobra, zrobię – zanim Sherlock się zacznie, to zdążę. Ciemno, jak nie powiem gdzie (nie byłam i nie widziałam, tak się tylko mówi), światło z ekranu telewizora jakie jest, każdy wie. Sypię ten proszek do miski zupełnie ,,na oko’’, zalewam wrzątkiem, mieszam, no i już czuję, że lekko przy gęsty wyszedł, ale co tam, zje się. Daję jej tą miskę, pierwszą łyżkę wkłada do ust i koniec… nie mogła otworzyć japy, bo ją ten kisielek zakleił na amen! Oczy jej wyszły z orbit, coś mi na migi pokazuje, i chwilę szukałam rozumu, zanim do mnie dotarło, że zaklajstrowałam ją tym przysmakiem (#klejdotapet). Zamiast jej pomóc, to ze śmiechu leżałam i wyłam jak głupia, popłakałam się, brzuch mnie bolał i myślałam też, że się uduszę, bo ciężko mi było złapać oddech. Na szczęście ofiar śmiertelnych nie było, ale nawet gdybym chciała, to nie byłam w stanie jej wtedy pomóc. Do dziś mi to wypomina, i pewnie tak już będzie do końca życia, no ale trudno. Najgorsze jest to, że przy każdej tej jej ,,wypomince’’ cała ta głupkowata akcja mi się przypomina igłowa mi się znowu śmieje. Mnie to rozbawia, bo w tym uczestniczyłam, ale czy może rozbawić kogokolwiek innego – tego nie wiem i raczej wątpię, bo sama opowieść, to nie to samo, co widzieć i przeżyć 😊.

Bez względu na wszystko, już trochę wiecie, co mnie potrafi doprowadzić do łez ze śmiechu. Jeżeli macie jakieś swoje śmiechowe historyjki, to opiszcie, bardzo Was proszę. Może Wasze będą zabawniejsze.

Pozdrawiam, Małgosia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Dziecko we mnie

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Mam wrażenie, że po przekroczeniu ZK, dziecko we mnie umarło. Nie śmieje się, nie cieszę, jestem poważna i mało się uśmiecham, przynajmniej nie będę miała zmarszczek… Gasnę, a miałam taką radość z życia, której nie mogę odnaleźć tutaj. Może to przez brak dzieci, mojego partnera, rodziny? A może stałam się zgorzkniała i taka już zostanę? Często zastanawiam się, jaka będę po wyjściu, czy odzyskam tę radość, swoje „wewnętrzne dziecko”, czy będę taka bez życia? I oczywiście boję się czy jeszcze kiedyś będę się śmiać, ale też w głębi ducha liczę na to, że dzięki dzieciom, partnerowi i rodzinie, odzyskam to wszystko. Cały czas myślę nad wieloma rzeczami, bo tu mam nadmiar czasu na myślenie. Powinnam zacząć od siebie, odzyskać to wewnętrzne tu i teraz! Bo powinnam zacząć od siebie, nie liczyć na bliskich, którzy mnie wyciągną z tego stanu. Bo to nie dzięki nim mam wrócić do życia „starej ja”, tylko dzięki sobie samej! Bo wtedy będę wartościowa, nie będę głazem, który trzeba ciągnąć.

Jaka jest recepta na szczęście w więzieniu? I to nie takie z doskoku, od telefonu do telefonu, tylko takie codzienne małe szczęścia, bez przykrywania ich kocem smutku, tęsknoty i żalu…

Sabina

♦♦♦

We mnie, odkąd pamiętam, jest coś z dziecka. Da się to zauważyć w moim zachowaniu. Denerwuję się dosłownie jak małe dziecko, tupię nóżką, często również płaczę jak dziecko z byle błahego powodu.  Koleżanki z celi też to zauważają jak się zachowuję, gdy coś mi nie wychodzi.

Postawić mnie koło dziecka, to wielkiej różnicy by nikt nie zauważył. Każdy ma coś z dziecka.

Bożenka

♦♦♦

Dziecko we mnie jest często nieokrzesane, kapryśnie i nieprzewidywalne.

Dziecko we mnie jeszcze nie poznało prawdziwej miłości, a mimo to wierzy w nią i ufa jej bezgranicznie.

Dziecko we mnie czasami bierze górę i ma szalone pomysły, z których czasami nie wynika nic dobrego.

Dziecko we mnie uchyla się od odpowiedzialności i myśli, że można działać wiecznie bez konsekwencji.

Dziecko we mnie pozwala mi zapomnieć o bólu i krzywdzie, i daje innym pełen kredyt zaufania.

Dziecko we mnie z łatwością przebacza i daje kolejną szansę.

Dziecko we mnie nie chce i nie potrafi nikogo skrzywdzić.

Dziecko we mnie często się uśmiecha i lubi pomagać innym.

Dziecko we mnie, mimo tego że bierze często nade mną górę i często się kłócimy i nie umiemy się dogadać, to cieszę się, że jeszcze ode mnie nie uciekło i nadal mnie akceptuje.

Dziecko we mnie często jest nie do zniesienia, ale gdyby nie ono, nie przetrwałabym w tym trudnym do ogarnięcia i skomplikowanym świecie.

Kasia

♦♦♦

Gdy byłam mała, byłam blond kręconą dziewczynką, często z dziadkiem chodziłam za rękę w parku i lubiłam tam chodzić. Ten park był bardzo duży, stały tam wielkie szachy. Gdy przy nich stawałam, były większe ode mnie. Lubiłam spoglądać, gdy się przesuwały, fajnie to wyglądało. Oczywiście zaraz po turnieju wracałam z dziadkiem za rękę do domu, gdzie czekała na nas moja Mama z rodzeństwem i Tatą. Jedliśmy pyszny obiad, pokręciłam się chwilę po domu i uciekłam na podwórko, gdzie razem z rodzeństwem oraz znajomymi bawiliśmy się w chowanego, w policję i złodziei, w zbijanego, i takie tam. To naprawdę było fajne. Wiele bym dała, żeby moje dzieciństwo trwało po dziś dzień. Gdy wracałam do domu, to nigdy nie byłam czysta, wyglądałam jak mały kocmołuch. Byłam szczęśliwym dzieckiem, bo wiedziałam że żyję.

Co z dzieciństwa mi pozostało? Na pewno to, że nie przejdę obok starszej osoby nie pomagając jej. Jestem pomocna, miła, uczynna i kreatywna. Zawsze robiłam laurki dla Mamy i Babci, a z małego kocmołuszka pozostało mi naprawianie i grzebanie w smarach przy samochodach.

Mała

♦♦♦

Pomimo tego, że stara już jestem i że przyszło mi żyć w tym miejscu, to gdy się nad tym głębiej zastanawiam, dochodzę do wniosku, że dziecko we mnie jeszcze tkwi. Co raz rzadziej wyrywa się na zewnątrz, co raz częściej przegrywa z takim przytłaczającym realnym życiem, ale jeszcze odrobina go walczy o przetrwanie. Najczęściej dzieckiem czuję się, dzięki mamie, i obstawiam, że dopóki ta fantastyczna kobietka będzie żyła, to i dziecko we mnie żyć będzie. Często śmieję się w duchu, że pępowiny to mi jeszcze nie odcięli i mocno jest to widoczne, gdy przez krótkie chwile mam bezpośredni kontakt z matulą 😊. Ma szczęście, że wyrosłam bardzo, bo gdyby nie to, to pewnie ładowałabym się jej jeszcze na kolana 😉, a że obawiam się zgniecenia jej, to tego nie robię. No i nie wyrosłam z grania w gry… Osoby, które obserwują mnie z boku, śmieją się, że kiedy gram i wszystko idzie po mojej myśli, to cieszę się jak dziecko 😉. Mocno przerośnięte, ale jednak. Ci, którzy lubią grać, rozumieją, że bicie rekordów, to radocha nie do opowiedzenia 😊. Jeszcze jedna rzecz jest we mnie, która wskazuje, że to dziecko nadal we mnie tkwi – potrafię z różnych drobnych lub drobniejszych rzeczy, niespodzianek, ludzkich fajnych zachowań albo prezencików, cieszyć się niemiłosiernie mocno. Nowe doświadczenia, próbowanie czegoś pierwszy raz, szeroko otwierają mi się oczy i usta ze zdziwienia. Zachwycają mnie przeróżne zjawiska, i choć teraz już może nie do stanu braku oddechu, ale jednak…

Pozdrawiam, Małgosia

♦♦♦

Pamiętam „małą Anię”, wiecznie było jej pełno. Gadatliwa i w przeciwieństwie do rówieśników – kochała owoce, warzywa (szpinak z jajkiem, który babcia Halinka robiła, najsmaczniejszy był na świecie)… Zawsze broniła słabszych, nawet Jasiu, z którym chodziła do III klasy w podstawówce, był jej podopiecznym (pomimo tego, że był o 2 głowy wyższy i przy kości). Nauczyła go sznurować buty (choć nikt z dorosłych nie potrafił mu tego wytłumaczyć), wszyscy się śmiali z niego, bo był nieporadny, przy kości i nosił okulary… Pomagała mu w lekcjach, broniła go (czasem stawała przed bandą chłopców i przeganiała ich, gdzie pieprz rośnie 😊 )!!!

Trochę później jej Mama zawsze powtarzała: „ Jak jest jakaś sytuacja, tak jak w tych bajkach japońskich, że widać kłąb dymu, ręce latają po bokach i nogi – to oczywiście Twoja głowa wychyla się w samym środku”! Tak też często później bywało… Ale czy Ania miała 10, 12 czy 15 lat, a nawet 30, co roku, gdy nadchodziła końcówka wiosny czy początek lata, od najmłodszych lat zrywała kwiatki – tulipany, konwalie, żonkile, bez, irysy i róże, a później robiła i robi bukiety do tej pory dla Mamy – która jest i była NAJWAŻNIJESZA W JEJ SERDUSZKU (dopóki części jej serca nie zajął również SYNEK ). Pamiętam, że od najmłodszych lat potrafiła całować Mamę po stopach, zawsze mówiła i mówi przed odłożeniem słuchawki czy na końcu listu – ŻE JĄ KOCHA – nigdy nie wstydziła się tych uczuć i nie będzie się wstydzić. 😊

Kiedy była małolatą, jej koledzy śmiali się, gdy mówiła KOCHAM MAMCIĘ, TO NIE JEST ŻADNA „STARA”!! Zawsze! Kochała psiaki, każdego jednego zaczepiała na ulicy, aby choć pogłaskać przez chwilkę. Mama opowiadała jej anegdotkę o pewnym jamniku z osiedla, którego zawsze tuliła i  całowała mając dwa lata. Psiak tej miłości nie wytrzymał i w zimowe popołudnie taką dziurę wygryzł na pupie, że mama w  duchu dziękowała, że jej mała miała kombinezon na sobie i nic takiego się nie wydarzyło. A Ania? Ania następnego dnia na placyku psiakowi rączkę w pysk wsadzała, nie pamiętając poprzedniego dnia i dziury 😊.

Przyprowadzała „najbrzydsze” psiaki z całej dzielnicy, które były bezpańskie! To, co myślała, to mówiła, nie patrząc na konsekwencje, choć przeprosić też potrafiła 😊. Dużo osób unikało jej, nie przepadało za nią, ale tylko te osoby, które usłyszały, co czuje, co myśli… Ale ci, którzy znają ją od najmłodszych lat, wiedzą, że jest empatyczna, słowna, szczera do bólu ­ – czasem 😊… Ma specyficzne poczucie humoru, jest sumienna, życzliwa, uczuciowa… Te historyjki, które przypominają mi się, gdy byłam „małą Anią”, po części są to rzeczy, które są we mnie, wspomnienia z najmłodszych lat… A których się nie wyzbędę, pomimo tego, że jestem już po 30 – stce. Nadal zbieram bez, co roku zrywam na Dzień Mamy, albo tak po prostu, bo jadę do Niej i chcę jej sprawić przyjemność. Zawsze, bez względu czy to 30 lat temu, 15 czy 20 w przyszłość, to będzie, była i jest Mamunia, a nie Matka!! Co najwyżej Mamcia 😊. Tak jak wtedy, gdy broniłam słabszych, teraz będąc dorosłą kobietą, nie przejdę obok gdy komuś dzieje się niesłusznie krzywda, bo jest chory pod względem fizycznym, psychicznym czy innym, z którego poniżają taką osobę… Empatię daję osobom, które na to zasługują i jest ku temu powód 😊. Ale tak jak kiedyś, nie wstydzę się swoich uczuć! Bezpośrednia? No nic mi z młodzieńczych czy smykowych czasów w tym kierunku nie ubyło… Poczucie humoru? Nadal specyficzne, jak wtedy, gdy na 8 urodziny koleżanki, za którą aż tak bardzo nie przepadałam, a która przyniosła mi cukierki w prezencie, a ja zabrałam je i zamknęłam drzwi przed nosem… No dla mnie to był wtedy świetny żart, a koleżankę doprowadził do histerii..!

Na szczęście już takie „żarty” do głowy mi nie przychodzą, ale to małe dziecko we mnie nadal potrafi i potrafiło przeprosić. Może troszkę (odkąd pamiętam), to moja wojowniczość przykrywała i przykrywa moją stronę uczuciową, ale byłam, jestem i będę osobą wrażliwą. Tą moją wrażliwość znają nieliczni, otaczający mnie.

Taka Ja

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Trwam

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Poraz kolejny wypisuję kartkę… ile ich już było?

Poraz kolejny staram się tak dobrać życzenia, by jednocześnie odzwierciedlały moją miłość do Ciebie, i podziękowanie za życie.

Życie, które na pewno nie tak miało wyglądać.

Dla nikogo się takiego nie planuje.

Jak egoistycznie na dobranej kartce brzmi ,,dużo zdrowia, uśmiechu, nadziei’’.

Bez Ciebie nie byłoby mnie – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie byłoby w ogóle. Nie byłoby teraz.

Trwam, bo kocham Cię.

Trwam, bo kiedyś mi powiedziałaś, że zabraniasz mi zrobić głupstwo i Bóg mnie kocha, że da mi siły do życia, gdziekolwiek przyjdzie mi żyć.

Trwam, by po raz kolejny Cię nie zawieść. Zapewne po tamtej stronie wstyd tak samo by ciążył.

Trwam, byśmy obie dokarmiały się słowami otuchy i tej, tak bardzo potrzebnej nam obu, nadziei.

Trwam, bo nie wyobrażam sobie nie usłyszeć Twojego głosu przez telefon. Głosu który kiedyś uspokajał przy płaczu, teraz motywuje! Głosu, który opowiada mi o dzisiejszym świecie.

Trwam, by zobaczyć Ciebie na Skype.

Trwam, dzięki wspomnieniom.

Trwam, by dożyć.

Pamiętam, jak byłyśmy w Bułgarii. Byłam tak samo mała, jak dumna z tego, że mam dwuczęściowy kostium kąpielowy, który nie miał czego zasłaniać, ale dumy dodawał. W takim kostiumie inaczej się chodziło po plaży, inaczej zjeżdżało do morza. Nawet jakoś inaczej arbuzy smakowały. Słońce tak paliło, że na moich ciemnych lokach wypaliło jasne pasemka, z których musiałaś się tłumaczyć w mojej szkole przed wychowawczynią. Pamiętam też jak kwitło morze, a innym razem pływałam między meduzami. Jak pozwoliłaś nam płynąć kutrem i źle się to skończyło. Lekarze, po włożeniu mnie do basenu z octem, kazali się tylko już modlić. I robiłyśmy to razem. Ja przy gorączce, Ty przy łzach.

Myślisz, że tak bardzo wtedy chciałam żyć?

Nieraz się zastanawiam czy nie byłoby Ci łatwiej, gdybym wtedy umarła… Tylko dziecko podobno najtrudniej pochować…

Wiem, bo przyczyniłam się do tego.

Pamiętam, jak szyłaś dla mnie swetry i sukienki, jak pozwoliłaś mi chodzić w koronkowej spódnicy. Jak wieczorem uciekałyśmy z domu. Jak trolejbusem jechałyśmy do cioci do Piaseczna. Pamiętam, jak pozwoliłaś mi przyjmować klientów w zakładzie na Nowym Świecie, w którym innych przyuczałaś do zawodu.

I jak odszedł ojciec.

I jak stanowczo zadecydowałaś do jakiej szkoły mam pójść, chociaż tam nie chciałam. Dziś zapewne już byś tak nie naciskała na tamto liceum, w którym niepotrzebnie trójka uczniów się spotkała. Ostatnio mi się śniło, że byłaś ze mną w więzieniu. Wyglądałaś młodo, tak jak wtedy, gdy mnie aresztowali. Za paręl at będę miała tyle co Ty wtedy…

Leżałaś na górnym łóżku i bardzo mnie to zdenerwowało, że nikt nie ustąpił Ci dolnego. Chodziłam po celach i szukałam wolnych miejsc. Choć Ty palisz papierosy, chciałam być z Tobą w celi.

Właśnie cieszyłam się, że jesteś obok mnie, jednak rano, po przebudzeniu zagryzłam szczęki ze strachu, że ja nie zdążę do Ciebie. Że obie nas skazano na dożywocie – bez siebie.

Przepraszam Cię Kochana, że taki los nam zgotowałam, że jestem sprawcą dni,w których nie mogłaś się przyznać, że masz mnie, bo to rodziłoby kolejne pytania: a co robi?

Przepraszam, że kiedy potrzebowałaś wsparcia i fizycznej pomocy, ja byłam daleko, a kiedy ja czegoś potrzebowałam, to nawet mur Ciebie nie zatrzymywał.

Wybacz, że nie umiem Ci powiedzieć, kiedy będę, ale wiedz jedno – żaden wyrok nie skaże mnie na zapomnienie Ciebie i Twojej miłości.

Wiem, że mnie kochasz i ciągle jesteś. Jeśli tylko będę mogła, to przyjdę.

W Dniu Matki – I ❤

Pełnoletnia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Kilka małych spraw – DO CZYTELNIKÓW 😊

Fragment postu Takiej Ja
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Drodzy Czytelnicy!!! Patrząc na reakcję z Waszej strony, po naszych REDAKCYJNYCH APELACH i takie ilości komentarzy… mam do Was PARĘ MAŁYCH SPRAW (choć znając mnie, to zapewne z paru zrobi się kilka 😊 )…Otóż – pierwszą z nich jest to:

Zaczęłyśmy pracę nad numerem 5 magazynu – W KRATKĘ! Który istnieje dzięki również WASZEJ POMOCY W RATOWANIU I WYDANIU 5 NUMERU, BAAARDZO POMOGLIŚCIE NAM! I chyba się udało?!? 😊. Dlatego fajnie, a nawet bardziej niż fajnie – byłoby GDYBYŚCIE powiedzieli nam co CHIELIBYŚCIE przeczytać 5 numerze W KRATKĘ?

My mamy już jakiś wewnętrzny plan od czego zacząć 😊 – ale zależy nam na Waszym zdaniu, oczywiście, tematy mogą być różne, lecz bardziej zależy naszej SKROMNEJ REDAKCJI 😊 😊, NA POWAŻNYCH TEMATACH, które po „riserczu” 😊, zostaną wybrane, i o których będziemy pisać w 5 numerze… zależy nam na tym, abyście wzięli nas na poważnie… 😊. Dlatego tak jak już napisałam wcześniej, piszcie do nas na: Blogu, Fb, FDK!! Napiszcie, nakreślcie, zobaczymy co możemy WSPÓLNYMI SIŁAMI ZDZIAŁAĆ!!!

Miłego pisania i świetnych pomysłów – CZEKAMY !

Druga sprawa, to: WYZWANIE GOTOWE!

Nie wiem czy pamiętacie, ale około 1,5 tygodnia temu miałyśmy ŚWIETNE ZAJĘCIA! Karolina zrobiła dla nas prezentacje na ŚWIATOWY DZIEŃ MATKI ZIEMI, po prezentacji dość długo dyskutowałyśmy na temat tego, jak ludzie są często bezmyślni (bez urazy) 😊, zaśmiecając, podrzucając śmieci, np. w lasach, parkach jak i na drogach ☹!!! KOCHANI, po zajęciach wpadłam na taki pomysł (myślę, że jak będę w domu już, to na 100% podejmę się tego również ja sama –bądź z bliskimi).

WYZWANIE GOTOWE!

Jestem ciekawa, czy podjęlibyście się takiego zadania 😊,­ ja niestety nie mogę jak na razie wziąć w nim udziału z oczywistych powodów – ale może Wy spróbujecie? Jesteście wstanie poświęcić CHOCIAŻ GODZINĘ, podczas spaceru, aby pozbierać choć reklamówkę czy worek na śmieci…odpady plastikowe czy szklane, papierki, itd.

Totaki mój pomysł na wyzwanie, które może NIESAMOWICIE poprawić humorek (dobry uczynek 😊), a przy okazji pomóc PRZYRODZIE 😊…Szczerze… to też fajnie uczenie w pewien sposób najmłodszych 😊 – dobrych nawyków. Dlatego wyzwanie rzucone 😊! Mam nadzieję, że napiszecie COKOLWIEK, jak zaopatrujecie się na taki pomysł 😊.

Pozdrawiam gorąco 😊😊. Taka Ja

P.S. A jednak zatrzymało się na PARU MAŁYCH SPRAWACH 😊…DO PRZECZYTANIA – Taka Ja

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Realia wokandy

Opis:

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Już od jakiegoś czasu uczestniczę w zajęciach, lecz do tej pory brakowało mi odwagi, by napisać cokolwiek. Dziś w moim życiu nastąpił przełom związany z moją wokandą, o której dla Was postanowiłam napisać kilka słów. 

Dla mnie osobiście to niesamowite przeżycie związane z pragnieniem, tęsknotą i wieloma innymi osobistymi odczuciami. Ogólnie, po jednostkach penitencjarnych poniewieram się już jakiś czas. Do końca została mi mała kropla w morzu, które przeszłam. Bywało różnie. Można zaliczyć to jako: progres, regres, progres. 😉 No i doszliśmy do sedna resocjalizacji. Hmm… szykuję się rano, idę sobie tanecznym krokiem do magicznego pomieszczenia z nadzieją, że może dziś zaświeci dla mnie słońce. Stanęłam przed Wyrocznią, gdzie w przeciągu 5 minut ważyły się moje losy. Mimo dużej pracy nad sobą, nienagannej postawy, gotowości do życia i powrotu do rodziny – sąd postanowił odmówić zwolnienia, mimo iż to tylko 4 miesiące. Poczułam rozczarowanie, ogromny żal, smutek,bo liczyłam, iż mimo wzlotów i upadków, nawet w tym miejscu dostanę szansę, bo ktoś we mnie wierzy. Przeliczyłam się. To przykre, ale prawdziwe.

Serdecznie pozdrawiam Czytelników. Cicha

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

OBLICZA WOLNOŚCI

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wolność – słowo znane chyba w każdym języku świata i używane na tysiąc sposobów, od wyświechtanych haseł na transparentach polityków po wypisane na sztandarach bojowników  idee, które hoduje się w głębi dusz i za które ludzie oddają życie. Pomiędzy tymi biegunami rozciąga się mnogość różnych znaczeń, jakie każdy osobiście nadaje temu słowu.

Szczególną treść ma ono dla więźniarki; można by zapytać, czy tu, za kratami, w ogóle niesie  w sobie cokolwiek prócz tęsknoty za rzeczami utraconymi – czasem chwilowo, a czasem na zawsze. Mimo wszystko więźniarka odpowiada, że i jej egzystencja zawiera składniki, które może identyfikować z wolnością. Co zatem nosi tutaj znamiona wolności? Cóż, dla więźniarki ważna jest choćby najdrobniejsza rzecz. Niekiedy jest to przywilej podjęcia decyzji – rzadki luksus, ale zdarza się. Jakie decyzje można tu podejmować samodzielnie i niezawiśle? Niewiele leży w gestii więźniarki; może jednak na przykład nie wyjść na spacer, jeśli nie ma ochoty lub nie zjeść niesmacznego posiłku. Mało, powiecie? Niemniej zważcie, że decydowanie o swoich czynach to niekwestionowany przejaw wolności człowieka. Decydować można też o własnym zachowaniu i zasadach, jakim więźniarka chce być wierna. 

Wolność w więzieniu przychodzi również w postaci smaku jedzenia czy zapachu kosmetyku z paczki, w dotyku prywatnego ubrania na skórze, w widoku drzewa albo kwiatu. Wolność przynosi także opowieść wysnuta z książki lub filmu, jeśli otworzy się umysł i włoży w ich przeżywanie odpowiednią dawkę empatii. Lecz dla więźniarki najistotniejsza jest wolność wewnątrz niej, w obszarze, którego nikt nie zdoła zamknąć, okratować ani kontrolować i gdzie może swobodnie dryfować w niezmierzonej przestrzeni osobistego kosmosu. Niczym benandante, czarownica potrafiąca podróżować poza ciało, opuszcza czasami swoją celę i w wyobraźni podąża, gdzie tylko zapragnie. 

Znów powiecie, że to za mało? Że za kratami nie ma miejsca na prawdziwą wolność? Więźniarka się z wami nie zgodzi, bowiem wie, iż nie istnieje wolność uniwersalna czy wolność absolutna. Zawsze i wszędzie napotkamy jakieś ograniczenia, więc nawet jeśli ta więzienna wolność jest skromna i cicha, nie znaczy to, że gorsza. 

 Zośka   

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

To jest przesłanie dla Was, Czytelnicy

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Zatrzaśnij z impetem “drzwi”, zachowaj wspomnienia jako przestrogę na przyszłość, zbieraj to, co dobre i wyrzucaj to co złe – jak rzeka wyrzuca to co jej nie odpowiada. Wyspowiadaj się godnie i szczerze, z wielką dokładnością przed samym sobą. Oczyść duszę i umysł. Z takim przesłaniem do Was, Czytelników i samej siebie piszę ten tekst. Cholernie trudne zadanie, z którym teraz staję w oko w oko. Emocji, których temat dostarcza, jest mnóstwo. Zarówno tych dobrych, jak i złych, które wolałabym odziać pajęcza siecią i nigdy do nich nie wracać. Ponieważ same do mnie wracają jak bumerang, czas ich się pozbyć. Natłok myśli sprawia, że nie wiem od czego powinnam zacząć. Rozum podpowiada: “zacznij od początku”.

Maj 2018
Czuję, że tracę grunt pod nogami. Zapadły cztery skazujące wyroki. Adwokaci piszą o kolejne odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności. A ja mam dosyć. Psychika kompletnie tego nie wytrzymuje. Trudno jest unieść mój plecak doświadczeń. Presja zaczyna rujnować życie prywatne i zawodowe. Ze spokojnej kobiety, ceniącej mir rodzinny, staję się nerwowa i tonę w swoich myślach. Boję się tego, co może nastać. Zaczynam sobie wyobrażać pobyt w areszcie. Przecież znam to miejsce tylko z filmów i książek o tematyce kryminalnej, które lubiłam czytać. Widzę wszystko w czarnych barwach. Staje się apatyczna. Wycofuję się z życia społecznego.

Wrzesień 2018
Dokładnie 25 wrzesień godzina 11. Wychodzę ze szpitala. Pokonuję kilka schodów a tam czeka na mnie dwóch stróży prawa. Aresztują mnie. Przewożą do Aresztu Śledczego w Warszawie Grochowie. Pierwszy raz na rękach mam kajdanki. Niebawem od dziewczyn starszych stażem przebywania w zakładzie karnym dowiem się, że to nie kajdanki a bransoletki. Jestem zupełnie zagubiona. Nie znam więziennego języka. Nie wiem, że drzwi są klapą, tabort – fikołem, okno – lipem, korytarz – peronką, dyżurka oddziałowej – kondonem, radiokomunikator – betonem, list – grypsem, a pukanie w ścianę, które oznacza rozmowę przez okno z kimś z celi obok – pucą. 

Jestem przerażona tymi nowościami. Nie wiem, co u mojego partnera i dzieci. Na twarzy mam wyrysowane zmartwienie, a oczy za mgłą – świadczą o tym, że myślami jestem gdzieś daleko. Pierwsze telefony do bliskich to przepłakane pięć cholernie krótkich minut.
Co będzie dalej? Jak damy radę? Czy przetrwamy próbę czasu i nadal będziemy rodziną? Ciągle stawiałam sobie te pytania. Na odpowiedź trzeba było cierpliwie poczekać.

Marzec 2019
Zapada wyrok łączny. Dwa lata i dwa miesiące. Płaczę do słuchawki pytając partnera, jak my to wytrzymamy? On pociesza, jak może. Mówi, że damy radę. Że nasza miłość jest wieczna. Żebym nie martwiła się o dzieci. Że są zaopiekowane. Koniec rozmowy, czas upłynął.

Zdaję sobie sprawę, że Was bardziej ciekawi życie w areszcie. Dlatego postaram się szczerze na swoim przykładzie o tym opowiedzieć. Od razu zaznaczam na wstępie, że żadne książki bądź filmy, nie oddają tego jak tam jest w realu. Ja uczciwie pisząc muszę zaznaczyć, że znacznie gorzej wyobrażałam sobie prozę życia w takim miejscu. Fakt – do niektórych reguł i zasad trzeba się przyzwyczaić. Na większość rzeczy nie ma się wpływu. Ja nigdy w pełni tego nie akceptowałam (byłabym hipokrytką, gdybym napisała inaczej). Zaczęłam tolerować zasady. Zdałam sobie sprawę, że korona z głowy mi nie spadnie, jeśli dwa razy dziennie (7 i 19) wstanę do apelu. Łóżko zaścielone w ciągu dnia to nie koniec świata. Jeśli zrobią przeszukanie celi raz na jakiś czas – nie muszę się martwić, bo nie posiadam żadnych niedozwolonych przedmiotów. Posiłki w areszcie pozostawiają wiele do życzenia. I tu chwała moim bliskim, że dbali o mnie i wpłacali pieniądze na paczki i wypiski. Mały spacerniak i boisko, na którym nie rośnie trawa, nie zachęcały do spacerów. Ja jednak wiosną i latem korzystałam ze spacerów, celem zażycia kąpieli słonecznej. Zmieniałam często pozycję, by nie opalić się w kratkę.

Chcę w tym momencie zaznaczyć, że zakład karny jest paskudnym miejscem, ale jest dla ludzi. Na swoim przykładzie twierdzę, że jeśli ktoś ma godność względem siebie, to żaden wyrok nie jest w stanie jej zabrać.

Na koniec pozostawiam kwestię przebywania na małym metrażu z czterema osadzonymi kobietami. Tu kluczowy jest kompromis oraz tolerancja, umiejętność rzeczowej rozmowy oraz sztuka ustępowania. Wyda Wam się to pewnie zabawne, ale nieporozumienia rodzą się z banalnych spraw. Tematem kłótni są np. okna – czy mają być otwarte czy zamknięte. Jeden telewizor, a każda ma inną wizję wieczornego filmu. Albo pranie – kto robi w który dzień. Powodem do sporu może być nawet gra w karty. Były osoby, które zwyczajnie nie umiały przegrywać. Ile osób tyle charakterów.

Wystrój celi:
Pięć łóżek (dwa piętrowe), zlew, dwie szafki – oczywiście zielone, wieszak w tym samym kolorze i stół a raczej ławka szkolna oraz kącik sanitarny.

Da się to miejsce przeżyć. Wystarczy chcieć. Gwarantuję, że każdy ma tam mnóstwo czasu, aby swoje zachowanie przemyśleć oraz pomyśleć o przyszłości. Tylko nie wszyscy chcą.
Dlaczego nie chcą? Sama nie wiem. Nadal mnie to nurtuje. Jednak więzienie jest dla ludzi i pracują tam ludzie. A życie to najcenniejszy dar.
Pozdrawiam serdecznie Blondi.

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

5 fotografii Eveline # To, co o mnie # Rodzina – Miłość #

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

5 fotografii – nie, to będzie rozpiska, ,,Ziomeczki’’. To moja ukochana rozpiska. Należy do mojej przyjemności.

Rozpiska ,,Ziomeczki’’ to nic innego, jak spis bliskich mojemu sercu osób, ale… z nutą uśmiechu, zaskoczenia i dobrego humoru.

  1. Tomasz

Punkt Tomaszek dotyczy mojego narzeczonego. Pewnie jesteście ciekawi, jak się poznaliśmy ☺. Otóż byłam na próbie teatru do spektaklu ,,Jaskinia Filozofów’’. Początkowo trochę Tomka olałam, ale w końcu pochwyciliśmy się wzrokiem i zaczęliśmy rozmawiać. Jedno z pytań, które mu zadałam dotyczyło pasji, ponieważ kocham ludzi, którzy mają swoje ,,zajawki’’. Powiedział ,,jestem kierowcą rajdowym słuchającym romantyczne ballady’’… Hmm… Jako, że ja kiedyś przecież też śpiewałam, to wzięłam go za rękę – nie wiem, co we mnie wstąpiło! – i powiedziałam ,,chodź do biblioteki, co coś ci pokażę’’. Tomek poczuł się wówczas odrobinkę nieswojo, jak mi potem zdradził, pomyślał sobie ,,taka fajna dziewczyna, a od razu przechodzi do takich rzeczy…’’ Ale…poszedł za mną.

Znaleźliśmy się więc w tej bibliotece, gdzie mu zaśpiewałam ,,Kołysankę dla Nieznajomej’’ zespołu Perfect. Tomek stwierdził, że w życiu nie spotkał takiej pokręconej wariatki… I jesteśmy razem do dziś. To już 3 lata.

Tomasz – osoba o wielkim sercu, po prostu dobry człowiek. Nawet moja rodzina nie wierzy, że trafił mi się ktoś tak wyjątkowy. Kocham go przeokrutnie, bo jest moim najlepszym przyjacielem. Wspiera mnie, motywuje, a jak trzeba to ochrzani. Pragnę dla niego wszystkiego, co najlepsze.  Oddałabym mu wszystko, co mam. Może to głupie, bo jak to mówią ,,facetom nie można do końca nigdy ufać’’, ale on skradł moje serce. Ma wady, jak każdy, ale prawie w ogóle się nie kłócimy… choć czasem nie rozumiem, jak to możliwe. Pewnie to kwestia dobrej komunikacji. Czasem, jak na niego patrzę, to myślę, że jestem prawdziwą szczęściarą.

Wybrałam go na wzór mojego taty. Bardzo mi go przypomina z charakteru. Jest spokojny, opanowany i wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko.

Prosty przykład: po 3 tygodniach znajomości powiedziałam mu, że jeśli będzie się nam super układać, to będzie miał 2 lata, żeby mi się oświadczyć… Tak, wiem, że w tym momencie każdy by uciekł ☺ Dałam mu więc wybór, jeśli się nie zgodzi na taki układ, to droga wolna. Może sobie pójść…zostać. Uczynił to – pokazałam mu, jaki pierścionek mi się podoba – nie byłam zaskoczona, gdy po 3 tygodniach poprosił mnie o rękę.

Oczywiście usłyszałam od wielu osób, że to na nim wymusiłam. Nie sądzę, żeby tak było. Tomasz jest ugodowy, ale jeśli czegoś nie chce, to tego nie zrobi – proste. Tomek pokazał mi i udowodnił najważniejszą rzecz: gdy facet chce, to nie odpuści i będzie się o Ciebie starał. Jeśli facetowi zależy, to da z siebie wszystko, a jeśli nie daje… no cóż, możesz łudzić się dalej, ale to słabo rokuje. Nie da się nikogo zmusić do miłości. Smutne, ale taka jest prawda. Dlatego dostrzegaj to, co masz wokół siebie.

  1. Kasia

Kasia jest dla mnie, jak siostra. Też mamy swoje kłótnie, nieporozumienia, ale bardzo się kochamy i dbamy o siebie, bo wiemy, jak ciężko buduje się taką relację. Znamy się od 1995 roku, a przyjaźnimy się od 2000 r. Jako nastolatki uwielbiałyśmy układać choreografię do ulubionych piosenek. Potrafiłyśmy godzinami się przebierać w ciuchy naszych mam. Działo się, ale mamy co obie wspominać.

Ech… tyle wspomnień, tyle przeżyć. Tyle lat za nami, a jeszcze więcej przed nami.

    3) Olga

Nikt nie wie, jak to się dzieje, że się przyjaźnimy. Sama czasem się nad tym zastanawiam… Ale tak serio: Olga – ma złote serce, i jeśli trzeba, to przyjedzie po mnie na koniec świata, spełni każdą jedną moją prośbę. Jest wtedy, kiedy jej potrzebuję.

    4) Ciocia Bożenka

Trudno mi z nią być w kontakcie. To ,,krejzolka’’, fashionistka, która często wpada do Warszawy na zakupy. Zna się na technologiach, a jej pasją jest kuchnia. Potrafi upichcić dowolną potrawę z każdego zakątka świata. Najlepsze krewetki? Tylko u Cioci!!! Mhm. Bardzo ją kocham! Można powiedzieć, że w dużej części, to właśnie ona mnie wychowała i przekazała mi wartości, którymi kieruję się do dziś. Nie wyobrażam sobie tego, żeby jej w moim życiu nie było.

      5) Rodzina

Rodzice, rodzeństwo chcą być anonimowi – nie lubią, jak się o nich czyta. Jednak coś o nich napiszę. Kocham ich najbardziej za to, że pokazali mi, czym jest prawdziwa rodzina – oni stanowią dobry przykład. Zawsze mogę na nich polegać, mimo że czasem, szczególnie ja i mama, patrzymy inaczej na różne sprawy. O moim tacie mogłabym wiele powiedzieć. O nim i o miłości do niego mogłabym napisać nie jeden tekst. Jak sobie czasem wspomnę, to nieraz płaczę – nie, nie z powodu facetów czy niepowodzeń, ale dlatego, że tak kocham swojego tatę – jest taki cudowny. Tato jest po prostu cudownym człowiekiem! Nigdy nikomu źle nie życzył, nigdy nikomu nie zazdrościł. Nauczył mnie, że nic nie spada z nieba i na wszystko trzeba ciężko pracować. Zawsze mnie wspiera, jak tylko może.

,,Każdy, kto go poznał, może potwierdzić moje ochy i achy. A kto zna i jego i Tomasza przyzna, że ten drugi jest na podobieństwo pierwszego’’.

Eveline

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.