Moje miejsce na ziemi

Moje miejsce na ziemi okazało się bardzo skromne.

Gdy byłam małym dzieckiem marzyłam o przeprowadzce, wyobrażałam sobie piękne domy i urocze podwórka, ale okazało się, że to, co kiedyś wydawało się początkowym przystankiem, jest moim azylem, za którym tak bardzo tęsknie.

Nie napiszę nazwy dzielnicy, nie dlatego, że się jej wstydzę, lecz dlatego iż pragnę byście mogli zobaczyć ją moimi oczyma i przez moje odczucia. Podpowiadam tylko, że dzielnica przeze mnie opisana znajduje się w sercu naszej pięknej stolicy, podzielona torami kolejowymi na „nową” i „starą”- to tylko podział topograficzny.
Dla mnie to zaklęta okolica (dla niektórych przeklęta, ale na pewno magiczna). Czas się tam zatrzymał, choć przyjezdnych przybywa, tak naprawdę nic się tam nie zmienia. Wracam do obrazu pięknych kamienic częściowo przed i powojennych, specyficzny zapach klatek schodowych, drewnianych i betonowych, niekiedy czuć na nich smród miejskiego szaletu – ale nie to jest istotne.
Wspomniałam już, że czas się tam zatrzymał. Warunki mieszkaniowe w większej części dzielnicy przypominają czasy powojenne, toaleta na klatce, z której korzystają wszyscy mieszkający na tym samym piętrze. Pomyślicie, że to niesanitarne? Pewnie tak jest, ale za to jak zbliża ludzi do siebie. Sąsiedzi nie są obcymi ludźmi, których codziennie mija się na ulicy, w końcu nie dzielą z nami tylko budynku. Podwórka zalane asfaltem (to w miarę nowy materiał budowlany), tzw. studnie, kiedyś tak mnie wkurzały, teraz są dla mnie wyjątkowe. Coś co inni oglądają na filmach bądź ilustracjach książek, albumów, ja miałam na co dzień.
Dzieci nie bawią się w piaskownicach, bo takowych nie ma. Może kilka podwórek, dalej gdzieś postawili jeden na tysiąc nowy blok, wtedy dzieciaki spod kapliczek na asfaltowym podwórku ruszają gromadą na coś nowego, wysłany piachem plac zabaw. Nie zdarzyło się, by długo wytrzymał taki placyk i napór dzieci i młodzieży z całej okolicy kończy się urwaną huśtawką, pękniętą zjeżdżalnią czy połamanymi ławkami. Sztachety z płotka okalającego placyk wykorzystywane są później w Inny sposób, co młodzieży daje największą frajdę. Po takim mało wytrwałym placu zabaw zostaje wspomnienie, zaraz obok powstaje nowy. Są również obiekty sportowe wybudowane ze środków Unii Europejskiej. Przepiękne boiska, korty tenisowe nawet baseny. Przechodząc nieraz obok zastanawiałam się czy to nie atrapy, bo nie widziałam żadnego dziecka bawiącego się na tych wspaniałych obiektach, jedynie od czasu do czasu robił obchód ochroniarz.
Dzieckiem już nie jestem, więc poszkodowana z tego tytułu się nie czuję.
Jest to w jakiś sposób zapomniana dzielnica, ale nie przez dzielnicowego i jego żołnierzy. Mijamy się codziennie, chyba nas tam liczą jak w getcie, ilu ludzi przybyło, ilu wybyło, a ilu już nigdy nie powróci. Panowie policjanci chcąc umilić najmłodszym czas, robią uliczne dyskoteki włączając niebieskie kolorofony i niczym na imprezie techno, krzyczą coś przez megafon, nikt nie rozumie co krzyczą ale to nie istotne, to sygnał do ucieczki.
Wieczorami można poczuć się jak w Las Vegas, dorośli też muszą mieć rozrywki. Co 100-200 metrów sklepy nocne zapraszają świecącymi neonami do środka, w co drugim stoją automaty do gier, więc jak tu nie prowadzić rozrywkowego, nocnego życia w stylu retro? Na pewno każdy słyszał kiedyś o „metach”, alkohol i papierosy bez banderoli oraz inne specyfiki. Uwierzcie, na filmach pokazują prawdę! – to się dzieje.
Słynny na całą Polskę bazar nie jest już centrum handlu ulicznego, z racji na jego historyczny charakter, jeszcze go nie zburzyli tylko zwęzili. Ale chwila… przejdźmy 300 m dalej – jest! Na miejscu starego dworca kolejowego łączącego Warszawę z Wołominem powstał nowy, a nad nim dzieło sztuki CENTRUM HANDLOWE nowej generacji. Po latach stało się również sercem dzielnicy tętniącym życiem. Każdy kto wspomni o tym miejscu, ma uśmiech na twarzy- każdemu przypomina jego osobiste wspomnienia.
Mamy w okolicy ZOO, piękną katedrę św. Floriana i punkt lokalizacyjny , czyli pomnik… a nie! Przepraszam, pomnika i zegara już nie ma, zburzyli w imię drugiej linii metra. Bliżej mojego domu jest Dworzec Wschodni i Bazylika N.S.J , w której byłam chrzczona, a 23 lata później brałam ślub.
Żeby nie było tak ponuro wspomnę o zajezdni, w której zasypiają i budzą się co rano tramwaje warszawskie, o parku i skwerkach.
I chyba już nie muszę pisać, że chodzi o warszawską Pragę Północ. To jest właśnie ten mój azyl…
Mieszkam w „starej” części Pragi, choć więcej tu nowej infrastruktury i bloków niż na „nowej”, ale klimat pozostaje ten sam. Moja koleżanka, Korba, mieszka właśnie w tej „nowej” części i nie do końca zgadzamy się co do jej nazwy „NOWA PRAGA”.
Nadal ludzie, rodowici Prażanie mówią: „Co praskie, nie warszawskie”, po 31 latach zaczynam to rozumieć. Związana z Pragą jestem od zawsze, tu mieszkam, tak jak moi rodzice i dziadkowie. Wyprowadzałam się sześć razy i tyle samo razy wracałam.

Tęsknie codziennie do tego miejsca i ludzi. Tam się czuję bezpieczna i mogę być sobą. Żal mi jednak będzie, gdy czas się tam ruszy, bo zaklętych miejsc się nie zmienia.

POLI

9 thoughts on “Moje miejsce na ziemi

  1. WoW super opowiadanie 🙂 ja też od urodzenia mieszkam w WaWie i całe życie na jednym osiedlu i zgadzam się w 100% że pewnych miejsc nie powinno się zmieniać/unowocześniać itp. Mają swój klimat pomimo że nie jest luksusowo i kolorowo jak na time square.

    Pozdrawiam i jak zawsze całuje ciepło 😉

    Michał

  2. Prawie poetycko…. Szkoda tylko, że nie wspomniałaś o praskiej patologii, której jest tu więcej, niż gdzie indziej w Warszawie. I która rodzi zmaltretowane psychicznie (i nierzadko fizycznie) dzieci. A wiem o czym piszę, Ty chyba też.

  3. Cóż za tekst, długi, życiowy i taki z przekazem 😉

    Sama pochodzę ze Szmulek niby to taka najgorsza dzielnica Pragi heh 😉 tzn. mieszkałam tam do 12 roku życia potem rodzice się przeprowadzili.

    Oby więcej takich opowiadań 🙂

  4. Przyznam że opowiadanie ciekawe ale po części też czasami trochę przerażające, osobiście nie wyobrażam sobie abym się myła w jednej wspólnej łazience z innymi sąsiadami. Takie są uroki jak jest się jedynaczką, chyba do końca nie znam życia z tego co widzę…oczywiście nie piszę tego ironicznie z mojej strony ogromne wyrazy uznania dla Poli.

  5. Pięknie, jest moc w tym tekście 🙂 miejsce dla nie których patologiczne ale takie miejsca takie osiedla mają swój klimat…nie to co teraz te ogrodzone molochy z dwu-metrowym płotem i ochroniarzem gdzie nawet dostawca pizzy musi się tłumaczyć przez 15 min żeby wjechać….

    Amelial – chyba troszkę Cię poniosło….to na dzielnicach dla bogaczy nie rodzą się zmaltretowane dzieci ?? bo bananowa dzielnica gdzie mieszkają ludzie pod krawatem to tam jest wszystko super….chyba tylko na okładce.
    Komentuj ale bez obrażania.

    1. @Milena_WaWa

      Wpis dotyczy Pragi a nie “molochów z 2-metrowym płotem” toteż komentarz jest na ten temat.

      Opis rzeczywistości to nie obrażanie pomijając już fakt, że autorka najprawdopodobniej nie pisała komentarza z takim założeniem.

  6. Krzycha wiem że komentarz był odnośnie Pragi – a moja odpowiedź była też odnośnie Pragi i tego że na tych molochach dla bogaczy też się rodzi patologia…..
    Czytaj ze zrozumieniem i uwagą

  7. Też nie zgadzam się z tym że rodzą się tam zmaltretowane dzieci, bez sensu komentarz. Jak pisałam pracuję można powiedzieć w temacie tylko u trochę młodszych osób i przekrój tego z jakich dzielnic/miast/rodzin podchodzą jest ogromny.

    Nie ma reguły że za Wisłą na Pradze rodzi się patologia a po drugiej stronie Wisły już nie….więc nie ma co generalizować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *