WIĘZIENIE JEST DLA LUDZI… DRUGA SZANSA

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Było wiele sytuacji, do których pasowałby poniższy artykuł; kiedy ludzie stąd wychodzą, kiedy żegnają się z dziewczynami, kiedy w kilka „sekund” zostaje wprowadzone bezwzględne dożywocie, kiedy jest „głośna” sprawa, czy mowa o stygmatyzacji, łamaniu prawa, dyskryminacji, kolejnej wydanej książce byłej skazanej/ skazanego, czy po pojawieniu się świetnego artykułu w Newsweeku Elżbiety Turlej…. ale właśnie dziś pomyślałam że….

Bardzo lubię podkreślać, że więzienie jest dla ludzi. I nie ważne, że przebywam w nim „naście” lat i te lata zmieniły mnie, ale nie moje zdanie, że ten „przybytek” jest dla ludzi.

Nie mam pewności, ile osób wchodzi, by poczytać z ciekawości – ciekawości tego miejsca i ludzi z niego, ciekawości umysłu tych ludzi, tego, co mają do powiedzenia, a może pocieszenia się, że mamy od kogoś gorzej? Bo mamy! I jeśli to miałoby być przestrogą – to zawsze się „pocieszaj” i staraj się żyć tak, by tu nie trafić.  Ale zdarzają się w tym miejscu i takie sytuacje, no nie jak z filmu i nie wiem też czy typowo więzienne, ale coś mi dzisiaj przypomniało pewna rozmowę. Zdajecie sobie z tego sprawę, że skazany tak naprawdę mało ma do powiedzenia, z kim siedzi? Oczywiście zdarzają się „wyjątki” (czyt. skazane), które przychylniejszym okiem są traktowane, siedzą w lepszych składach, Celę, o której chcę  napisać, to chyba przypadkowo stworzono.

Nie ma więzienia, gdzie dziewczyna z dużym wyrokiem nie byłaby niepokazywana palcem, to jest nagminne, a już dożywotkę to szczególnie się pokazuje. Z racji lat odsiedzianych, coraz mniej mnie zaskakuje, mam nawet takie głupkowate porzekadło „mnie to nawet dowódca w ciąży nie zaskoczy” (na ogół przy słowie dowódca, pada jednego nazwisko, którego rzecz jasna nie mogę podać 😊).

Ta sytuacja – rozmowa, jakoś często do mnie wraca. Polubiłam te dwie osoby i tak naprawdę g…no mnie obchodziło, ile było prawdy w tym, co pisały gazety, a już najmniej to, co mówią inne osadzone. O każdym tu gadają i nawet sama daje się wkręcać w tego typu gadki, w tym, co chcę napisać była ważna TA chwila, TA rozmowa, TO zwierzenie.

Patrzysz na osobę, która nie ma końca kary i człowiek się zastanawia nad wieloma rzeczami: dla kogo ona trwa?, co ją napędza by codziennie wstawać?, czy ma nadzieję każdego dnia?, a może żyje tylko do śmierci bliskich? Czy ktoś w jakiś delikatny sposób o tym próbuje się dowiadywać?…i w tym wszystkim te zaostrzenia rządu…

Podczas rozmowy, której byłam świadkiem na niektóre pytania, odpowiedzi padły. W absolutnej ciszy – bo człowiek z jednej strony chce tego posłuchać, a z drugiej siedzi cicho, bo nie wiadomo co zrobić.

Dwie imienniczki, dwie prawie rówieśnice, dwie historie, dwie tragedie. Obie jakby z wyrokiem śmierci… Jedna i druga z ogromnym ciężarem smutku, osamotnienia, tęsknoty, strat, grzechów i – w zależności od dnia – z większą lub mniejszą nadzieją.

Nie tak ważne w tej rozmowie było to, co dźwigają, lecz co jedna powiedziała drugiej. Widziałam pierwszy raz takie zaskoczenie na twarzy. Osoba, która pierwsze podejście do wokandy ma po ćwierćwieczu pobytu w więzieniu, słyszy, że ktoś by się z nią zamienił. Nie na bagaż, ale na sytuację, na możliwości. W tamtym momencie miałam wrażenie jakby gęstniało powietrze, że cisza boli jak krzyk i że tamta postradała zmysły.

-„Proszę, zakończmy ten temat, bo żadna z was nie jest w stanie zrozumieć, co znaczy nie mieć końca kary” – docierają do mnie słowa.

Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, człowiek skupia się na swoich problemach, swoje wypłakuje, ze swoimi się śmieje. Nigdy też przedtem nie zwróciłam uwagi na to, że ludzie na tą osadzoną patrzą przez pryzmat wyroku. O kimś innym powiedzą, że siedzi za zabójstwo, czy udział w nim, a o niej, że jest dożywotką. Przemyślenia przerywa mi opowiadanie tamtej drugiej o swoim cudownym dzieciństwie, rodzicach, całej gamie dobrego życia jako jedynaczka i to, jak wszystko zaczyna się sypać przez jeden wypadek, który został spowodowani nie przez nią.

Wypadek, który jest pierwszym puzzlem „domina śmierci”. Pierwszym, który uderza w jej mózg, kręgosłup, przykuwa na prawie rok do łóżka, z sali szpitalnej robi dom; w którym rodzice przepłakują dni, miesiące. Umiera pierwszy rodzic, choć głowa siada, ten cios stawia ją w pion. Wychodzi o własnych siłach, by ……..pochować za chwilę drugiego rodzica. Nie jest sama, na drogę dostaje glejaka. Może się z nim zaprzyjaźnić na tylko kilka lat lub podjąć operacji, która ponownie zatrzyma ją w szpitalu, nawet na zawsze – tak jak w przypadku tamtej dziewczyny, nigdy nie wiadomo, kiedy to „na zawsze” ma swój koniec. Chciała się z tą dziewczyną zamienić tylko i wyłącznie, by móc widywać bliskich. Później padały jeszcze mocne słowa, szczere wypowiedzi, cholernie smutne z obu stron, ale było to zbyt prywatne; nie chciałabym powodować niepotrzebnych komentarzy dla żadnej z nich.

Jedna, jak się domyślacie do dziś siedzi, druga na wolności. Nie mają ze sobą kontaktu, choć tamta o tej pamięta. Pisze, ale bez adresu zwrotnego.

W zasadzie to mnie bardziej interesował wniosek po rozmowie, jak powierzchownie się pochylamy nad drugim człowiekiem. Że tak naprawdę to większość informacji posiadamy z oddziału lub mało życzliwych osób. Jak bardzo oceniamy i szybko przekreślamy, a jak słyszymy taką rozmowę, która wypada z ramek naszej wyobraźni, to pozostaje jedynie echem w nas.

Widuję tą dziewczynę i nie raz mam ochotę zapytać, co u niej, ale tak między nami – to głupio mi się przyznać, że fakt bycia świadkiem tamtej rozmowy zawstydził mnie. Chyba potrzebowałam tego wysłuchać dla siebie jako skazanej, ale też jako człowieka. Uświadomiłam sobie jak bardzo wygodnie się idzie w grupie, a jak trudno jest mieć odmienne zdanie. Jak ciężko lubić kogoś, kogo większość odrzuca – tu należałoby się zastanowić, z jakich naprawdę powodów?

Człowiek przy takich tragediach robi się malutki, współczuje jej, ale robi się bezradny do ogromu sytuacji… Dziś wiem jedno: bardziej doceniam to, co mam i mniej narzekam.

Kocham Was moi bliscy, dziękuję, że Was mam, że mogę być sobą, że nie muszę się przed Wami tłumaczyć, dlaczego ją lubię… To, Wy mi dajecie wiarę w ludzi, każdemu należy się druga szansa…       

JA                                    

12 thoughts on “WIĘZIENIE JEST DLA LUDZI… DRUGA SZANSA

      1. Nie przychodzi mi nic innego do głowy, jak podziękować za spostrzegawczość. Dziękujemy, że jesteś z nami, że komentujesz i zachęcamy do dalszego czytania. Pozdrawiam PEŁNOLETNIA

  1. Te same żale.te same pragnienia.podobne przemyślenia
    …JA-PEŁNOLETNIA. powinno być😍 ciekawe czy to. JA to strch.wstyd czy tak nakazali
    Nie wstydz sie nie ma czego…JAK WYJDZIESZ TEŻ O TYM BEDZIESZ MYŚLEĆ I MÓWIĆ…..

    1. Nic mi nie nakazali, masz rację, ubrałam się w strach. Bardzo chciałabym wierzyć, jak piszesz, że wyjdę i będę umiała o tym mówić… poniekąd zaczynam od dziś. Zdajesz sobie z tego sprawę, że miałabym dużo do powiedzenia, tylko, że ludzi najbardziej interesują siniaki po kopach. Nie chciałam nikogo zmylić ani urazić. Może chciałam coś sprawdzić. Proszę o zrozumienie. Serdecznie pozdrawiam JA -PEŁNOLETNIA
      P.S. Nie gniewam się, również jesteś super.

        1. Jestem uczciwa we wszystkim i też oczyszcza mnie „wylewanie” uczuć. Daj Boże bym wyszła za kilka lat i mogła nie tylko leczyć swój lęk po tamtej stronie, ale też udowodnić, że nie ma o kim i oczy pisać. Potrzebuję zwyczajnie pooddychać, pobyć, popracować. Jest wiele do naprawienia nie koniecznie w moim życiu. Także, wolę się lękać po tamtej stronie i robić dobre i pozytywne rzeczy. To tak jak z depresją- żyje się. Jedynie muszę mieć po co i dla kogo. Trzymaj się. Pełnoletnia.

  2. Jestem na ewkratkę z tych wszystkich powodów które wymieniłaś.WIELKA RACJA JESTEŚ SUPR OBSERWATORKĄ JA-PEŁNOLETNIA….tylko sie nie pogniewaj!!!!POZDROWIONKA….

  3. Człowiek jest istotą rozumną i uczuciową. Zachowując człowieczeństwo staramy się odnaleźć w każdej życiowej sytuacji. Jedni mają z górki, inni nie, ale walczymy. Chcemy żyć, uczestniczyć w świecie. Każdy ma do tego prawo i powinien dostać szansę. Dziecko się rodzi i nikt nie wie jakie będzie, ale dajemy mu możliwość wykazania się. Dajmy szansę wszystkim skazanym by się wykazali. Wpuśćmy ‘ich’ punkt widzenia, doświadczenie, optymizm/pesymizm i poczucie humoru. Tym bardziej po odbyciu długoletniej kary. Chcijmy ‘ich’ wśród nas. Tych LUDZI.

    1. Moją górką to chyba jest Mont Everest… nie wiem jak tam wlazłam, tylko strasznie dłuży mi się schodzenie. To dzięki życzliwym ludziom napotkanym na naszej drodze, chcę nam się podejmować walkę. To słowa osób, które nie wstydzą się nazwać przyjacielem, dodają otuchy, wiary w siebie. Stają się drogowskazem. Bez przyjaciół, nie raz nie wiadomo, w którą stronę iść. Przepychasz się przez życie, obierasz cel, próbujesz dążyć do niego, a nawet jak coś Ci się uda musisz mieć kogoś, komu chcesz o tym powiedzieć. Jak każdy, potrzebuję szansy i Ty mi poniekąd ją dajesz. Dziękuję, że chcesz takich ludzi wpuścić do swojego świata, dziękuję, że o takich ludziach jak Ja umiesz mówić do swoich bliskich. Serdecznie pozdrawiam i bądźmy w kontakcie. PEŁNOLETNIA

  4. Pełnoletnia ze wzgledu jak opisujesz i postrzegasz życie na twoje przeżycia i przemyslenia POWINNAS ZDECYDOWAĆ SIE NS WYDANIE KSIAŻKI…pomysl miała bys cos innego ludzie by cie inaczej postrzegali nie tak jak pokazała to TV w latach 90-tych…NA PEWNO BY CI TO NIE ZASZKODZIŁO. A za 3 lata jest szansa…..W koncu sie pokaz troche siebie.Jesyem przykładem na to że ludzie cie AKCEPTUJA I ROZUMIEJĄ…

    1. ….ale tak naprawdę mnie akceptujesz? Z przeszłością?
      Nie jesteś pierwszą osobą, która podpowiada mi bym napisała książkę. Mój problem polega na tym, że jak coś zaczynam pisać to ZAWSZE atakują mnie takie blokady. Hamulce. Dotyczy to tak samo sfery prywatnej- czyli nie daj się rozpoznać, a my już to mamy za sobą:), jak i więziennej ( kontroluj zamienniki, nie mów o czym nie powinnaś mówić źle…).Dużo łatwiej było by mi komuś opowiadać , kiedy mogę cytować prawdziwe słowa, kiedy k..wa jest k..wą, a nie kurczę. Kiedy człowiek może sam zaobserwować, że nie kłamię, że się krzywię, że zapłaczę, przy czymś speszę. No, nieskromnie mogę stwierdzić, że jestem skarbnicą wiedzy- tej niepotrzebnej. Kiedyś przyjdzie dobry moment by z tego skorzystać. Dziś więcej bym sobie zaszkodziła bo chyba zrozumiałe, że musiałabym poruszyć niesprawiedliwość widzianą moimi oczami, doświadczona mija osobą .Kiedyś przychodziła do mnie dziennikarka, bardzo dobra. Naprawdę przeryczałam z nią ogrom tematów, poświęciła mi szmat własnego czasu. Z powodów prywatnych musiałam się z tego wycofać….a Ona niedługo po tym zmarła na raka.
      Może kiedyś wylezę z tej swojej skorupy i komuś otworze oczy…
      Póki co dzięki za słowa, za to, że czytasz. Pozdrawiam i do następnego. Pozdrawiamy! Pełnoletnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *