Czy warto pomagać złym ludziom ? cz. 3

Blogerki w więziennej świetlicy czytają odpowiedzi od Państwa. Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

„Zły człowiek – źli ludzie” – czym tak naprawdę jest zło… Gdy ktoś kradnie, zabija – dla większości społeczeństwa jest „ złym człowiekiem”. Nikt nie skupia się na przyczynie, ale używamy sobie na skutkach, czyli efekcie, do którego posunęła się dana osoba. Należałoby tak naprawdę cofnąć się do chwili, kiedy i dlaczego dany człowiek posunął się do tego. W dzisiejszym zabieganym świecie możemy rozkładać na czynniki pierwsze skutki złego postępowania. Nigdy jednak, nie skupiamy się na przyczynach, tylko o wiele chętniej na skutkach. Media na co dzień faszerują nas coraz to nowszymi sensacjami. Tam gdzie jest krew i mięcho – temat sprzedaje się od razu, ale czy w tym zwariowanym świecie znajdujemy czas nad pochyleniem się i zastanowieniem – czemu do tego doszło?

To, że ktoś zrobił coś złego, nie zawsze oznacza, ze jest złym człowiekiem. Moim zdaniem przyczyna tkwi głębiej. Brak czasu rodziców powoduje, że młodych ludzi w znacznym stopniu wychowuje ulica i środowisko, w którym żyją. I tak naprawdę czasem ta presja środowiska powoduje, że ze spokojnego, cichego młodego człowieka wychodzi „bestia”. Ogólnie przyjęte normy społeczne wyrzucają go poza margines społeczeństwa, zamiast wskazać mu drogę, pomoc, pokierować.

Więc kto tak naprawdę jest zły – ten co zrobił coś złego dla ogólnie przyjętych norm, czy ten który z tak łatwością go ocenił, nie robiąc nic poza tym.

Pomagając dajemy komuś szansę, zarazem sobie i ludziom, by świat i nasze otoczenie było lepsze.

Szymek 🙂

Czy warto pomagać złym ludziom? cz. 2

Janek Bajtlik maluje z osadzonymi spacerniak na Grochowie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jeśli chodzi o moją osobę, to jestem jak najbardziej za, aby takim osobom pomagać. Nie mam na myśli pomocy finansowej, ale sama pomoc psychiczna, wsparcie czasem takim osobom daje nadzieje na lepsze jutro. Sama wiem, jak to jest być złym człowiekiem, człowiekiem źle nastawionym do życia i całego społeczeństwa.

Od 14 roku życia weszłam na złą drogę, sama nie wiem jak i kiedy to się stało, w jakim czasie moja osoba tak gwałtownie się zmieniła. Ze mną rodzina miała same problemy, nie dało się ze mną po dobremu i groźbami dojść do porozumienia. Szłam ulicami, jeden zły wzrok, nie ważne kogo i już reagowałam krzykiem, wulgaryzmami, a nawet i rękoczynami. Kończyło się tak jak zawsze, że te osoby miały jakiś uszczerbek na zdrowiu,  a ja nabawiałam się kolejnych spraw. Chodziłam na ustawki, za które mi płacono. Z tego co zarobiłam, to się za to bawiłam.

Takie życie mi się podobało, nigdy nic złego mi się nie stało, ale teraz wiem, że innym robiłam wielką krzywdę moim zachowaniem. Doszło do tego, że wszyscy z moich bliskich mnie skreślili, uważali, że ze mnie nic dobrego nie będzie, że jestem zniszczona i ja jestem ta najgorsza, która nie ma do nikogo ani grosza szacunku.

Owszem, zgadzam się, taka właśnie byłam. Do momentu kiedy na mojej drodze poznałam mego kochanego męża. To on sprawił, że nauczyłam się szacunku, miłości, tolerancji do innych ludzi. Nie było mu łatwo, bo ja nie byłam łatwa. Byłam bardzo niedostępna, nie widziałam innego życia, prócz tego, które zbudowałam sama dla siebie.

Mój mąż przez wiele dni, miesięcy i lat pracował nade mną i moim zachowaniem. Zostałam otoczona dużą miłością, troską, poznawałam te uczucia dzięki niemu i nawet nie zauważyłam,  jak to i kiedy się stało, że ja zaczęłam traktować osoby koło siebie tak jak mój mąż  mnie, i dzięki temu poznałam moje nowe ja. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, że jest i można inaczej żyć, że można być na dnie społeczeństwa, a ktoś podaje ci rękę i swoimi siłami ciągnie cię ku górze.

To mój mąż sprawił, że rodzina zaczęła się do mnie przekonywać, że nie widzieli we mnie tylko samego zła, ale i wartościowego, silnego człowieka, który jak chce, to potrafi.

Mój mąż we mnie uwierzył, za co mu bardzo mocno dziękuję!

Pati

Tęsknota nie do opisania…

Kartka z więzienia, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Mam na imię Agnieszka, za kilka dni kończę 41 lat. Mam piątkę przecudownych dzieci. Cztery córki i synka. Najstarsza ma 22 lata, później 16 lat, 11 lat, 10 lat i 8 latek – synek. W AŚ jestem już 2 lata i 9 miesięcy, a zostało mi 1 rok i miesiąc. Bardzo długo zastanawiałam się: czy napisać coś na Bloga i doszłam do wniosku, że chcę i muszę. Bardzo dużo ludzi uważa nas za margines społeczeństwa, lecz każda z nas ma inna historię. Większość kobiet tutaj ma rodziny – Dom, męża, Dzieci, i w pewnym momencie życia pogubiła się, zrobiła błąd i znalazła się po drugiej stronie – tak jak ja. Niestety, nie cofnę czasu i ponoszę konsekwencje swoich złych czynów, i uwierzcie mi, że to doświadczenie, złe doświadczenie – utwierdza mnie w tym, że po opuszczeniu AŚ – będę innym, lepszym człowiekiem. Ten ból, cierpienie, tęsknota są straszne. Ta niemoc, bezradność, że nie możesz nic – rozwala człowieka od środka… Pozdrawiam Was ciepło… Napiszę więcej, jeśli macie ochotę poznać moją historię.

Markosia

List do córki…

Córeńko moja, najdroższa, kochana.

Nie widzę Cię zaledwie kilka dni, a

już bardzo za Tobą tęsknie.

Wysyłam Ci ślicznego kotka na karteczce,

nazwij go „Puszek”…

Patrz na niego czasami, a ile razy

spojrzysz, myśl o mamusi.

Ja już niedługo wrócę – zobaczysz

jak to prędko będzie. Bądź grzeczna.

Jak mamusia wróci, wyjedziemy

gdzieś razem same.

Całuję Cię bez końca: w Twój najpiękniejszy

na świecie buziaczek…

Mama

Markosia

Czy warto pomagać złym ludziom?

Rys. Paweł Althamer. Warsztat plastyczny Pawła Althamera i Rafała Żwirka w Areszcie Śledczym na Grochowie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jest to jeden z tych tematów, na które kompletnie zmieniło się moje spojrzenie odkąd jestem wiezieniu. Oczywiście, będzie to subiektywne zdanie i odniesienie do tematu wiąże się głownie z bycia osadzoną i postrzeganiem więzienia jako tego miejsca dla złych ludzi

Zewnętrzne postrzeganie nas osadzonych jest krzywdząco stereotypowe. Sama przyznam się szczerze, myślałam wcześniej, że człowiek w więzieniu, jest tu dlatego, bo na to zasłużył. I notabene tak jest w większości przypadków, każda z nas dźwiga ciężar tego co zrobiła każdego dnia. I płaci za swoje błędy, aby prędzej czy później stąd wyjść i żyć swoje życie mądrzej. Stanę na stanowisku, że nie ma tu ze mną złych ludzi. Są złe uczynki. Zaryzykuję, że każda z nas zrobiła coś mniej lub bardziej złego, ale nie nazwę żadnej z dziewczyn złą osobą, przynajmniej tych, które poznałam.

Nie tylko tu w środku, ale na zewnątrz ludzie bardzo nas oceniają, nawet nas nie znając. Ta stygmatyzacja w połączeniu z brakiem realnych możliwości wywierania wpływu na to, co n zewnątrz sprawia, że każda pomoc się liczy. Nie będę się rozpisywać o finansach czy książkach. Skupiam się na rzeczach, które bolą mnie najbardziej. A boli mnie brak zrozumienia ze strony społeczeństwa, ta obojętność. To, że tak często ludzie w więzieniu są pomijani we wszelkich debatach publicznych, że nas się nie zauważa, nie mówiąc już o pomocy. Tu nie chodzi w moim mniemaniu o pomoc finansową, chodzi mi o zauważenie, że jesteśmy ludźmi i chcemy być traktowani podmiotowo. Ja na pewno chcę.

Merida

Patrzonka

Taborety więzienne, fot. Małgorzata Brus


Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Moje pierwsze widzenie dwa dni po osadzeniu w A.Ś. Przyjechała mama z siostrą. Trudno było nam ze sobą rozmawiać, gdyż nie ukrywam, że ryczałyśmy. Było mi bardzo ciężko się z nimi rozstać po tej godzinie, która upłynęła w szybkim tempie. Mama robiła wyrzuty typu „A nie  mówiłam”, „po co z nim byłaś?” itp. Ciężko było tego słuchać, bo poniekąd miała rację. Ale cóż, czasu przecież się nie cofnie…

Chciałbym zobaczyć na widzeniu moje najdroższe skarby – dzieci oraz najukochańszą siostrzenicę – Nikolkę. Pragnę tego bardzo mocno, ale nie jest to fajne dla dzieci. Więc mimo tego, że strasznie tęsknię za nimi, nie chcę, aby mnie w tym miejscu odwiedzały.

Madlen

Jak dbam o siebie w więzieniu

Warsztat makijażu w więzieniu, fot. Justyna Domasłowska Szulc

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na wolności każda kobieta od najmłodszych lat stara się być ładnie ubrana i w miarę swoich lat mieć makijaż. Myślenie, że za murami jest jakaś zmiana w naszym życiu, jest mylne: mamy więcej czasu i co prawda mniej możliwości, jesteśmy zadbane, z makijażem, choć warunki są trudne, mamy swoje zainteresowania, które odkrywamy od nowa.

Jak każda kobieta, lubię być zadbana. W takich warunkach, w jakich się znajdujemy, mamy na to sposoby.

  1. Przede wszystkim musimy zadbać o higienę osobistą i fizyczną.
  2. Środków zakupionych i dostępnych w kantynie używamy do poprawy naszego wyglądu.
  3. Robimy peelingi z kawy lub cukru po czym nakładamy dostępne kremy.
  4. Myjemy się jak możemy, układamy fryzurę.
  5. Najważniejsze jest myślenie pozytywne.

Beti

*

Na wszystko wpływa sytuacja materialna. Kosmetyki, które często oglądamy w reklamach, zazwyczaj dostępne są w kantynie więziennej, lecz „niedostępne” dla osób, które nie otrzymują pomocy z zewnątrz. Dbanie o siebie w tym miejscu to dość trudne wyzwanie, bo choć w zasięgu ręki mielibyśmy najlepsze kremy i balsamy, wpływa na nas stres i wszelkie inne zmartwienia, osoby palące w celi, jak i samo spożywanie przez nas nikotyny, etc. Uważam, że dbanie o siebie, to tak naprawdę dbanie o bliskich poza murami, bo gdy nie towarzyszy nam stres i mamy świadomość, że bliscy są zdrowi, sami się dzięki temu uśmiechamy i to nas czyni pięknym człowiekiem, po prostu.

Ewa

*

  • Staram się spożywać owoce i soki,
  • Używam kremu przeciwzmarszczkowego,
  • Przyjmuję prawie wszystkie dostępne witaminy w „kantynie”,
  • Ograniczam do minimum papierosy.

Ola

*

Zadbanie o siebie za murami uzależnione jest od kilku czynników. Po pierwsze – zależy od długości wyroku – czym jest on krótszy, tym jest to prostsze. Wszelkie uszczerbki na zdrowiu i wyglądzie zewnętrznym „zreperujemy” po wyjściu. Drugą sprawą jest sytuacja finansowa (w naszym wypadku – naszej rodziny). Osobiście „wybierając” się do więzienia zadbałam o zdrowe zęby, zrobiłam wszelkie badania – przy okazji wykryto u mnie chorobę serca i otrzymałam skierowanie na wszczepienie stymulatora serca. Niestety nie wyrobiłam się, a tu nie mogę liczyć na wsparcie „medyczne”. Jeśli chodzi o „kosmetologię” – nie mamy dużych możliwości. Kantyna nie oferuje nam dużego wyboru kosmetyków, a to, co jest, dla wielu jest zbyt drogie. Z wolności, niestety nie można ich otrzymywać. Z mojej perspektywy (rok i 2 miesiące pozbawienia wolności) nadrobię braki po wyjściu.

Rico

*

Dbam o siebie tak:

  • Mam lakier do paznokci od innej osadzonej.
  • Fusami od kawy robię raz na jakiś czas peeling.
  • Nakładam olej roślinny na całe ciało jak nie mam kremu, a nawet i czasem masło na buzie, aby skóra nie była sucha.
  • Olej również nakładam na końcówki włosów.
  • Kąpiel dwa razy w tygodniu pod prysznicem, a tak to w misce pod celą się myję każdego dnia.

Pati

*

  1. Higiena osobista – PODSTAWA
  2. Dieta – mimo tego miejsca – można!
  3. Spacery + gimnastyka
  4. Regularne (5 razy dziennie) spożywanie posiłków (nie podjadać pomiędzy, a pić wodę!)
  5. Picie, przynajmniej 2 litry dziennie wody
  6. Sen!

Ryba

Jak dbam o siebie za murami?

Fot. Iwona Gajo

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Dbanie jest uzależnione od różnych rzeczy, a prawie nawet etapów życia. Przychodzi mi do głowy teraz taka sytuacja, jak byłam parę lat młodsza (no bo już paręnaście tu jestem) i szykowałam się na widzenie. Było ciepłe lato, byłam już ładnie opalona i w ogóle wydawało mi się, że nieźle wyglądam. Odwiedzał mnie wtedy tata i postanowiłam, że pomaluję sobie tylko rzęsy. Tamto spotkanie uświadomiło mi, że bliscy zwyczajnie kojarzą mi się z pełnym makijażem i to dla nich jest jakaś forma świadectwa mojego dobrego samopoczucia. Tata wtedy zapytał – „czemu tak kiepsko wyglądasz?”. Może faktycznie tak wyglądałam? Staram się na co dzień dobrze wyglądać, lubię dbać o siebie. Robię makijaż, trochę ćwiczę, nie palę, chodzę na spacery, jednak jem dużo niezdrowego. Na początku w ogóle nie przychodziło mi do głowy, żeby się malować (choć prawie wszystko można było mieć w paczkach). Wtedy byłam małolatą, to nie potrzebowałam może „pomagaczy” i „podkreślaczy”, teraz mam już swoje lata J. W paczkach nie można prawie nic, w kantynie kosmetyków jak za złoto, a ja dalej jestem kobietą! Juhu!

Każda z nas ma na to swoje sposoby, ale chyba najłatwiejsze jest to by żyć w zgodzie ze sobą. Być dla siebie piękną! Piękno to nie tylko wygląd zewnętrzny. Tak samo dbanie – to nie tylko wklepywanie kremów (choć to lubię i robię J ).

Pełnoletnia

*

  • Jem dużo warzyw i owoców,
  • Staram się pić soki z tutejszej kantyny oraz witaminy
  • Uczęszczam na spacery
  • Stosuję kremy i balsamy do ciała oraz odżywki do włosów.

Kowal

*

Mimo ograniczonych możliwości (kantyna – brak śluzu ślimaka hue hue hue), dajemy radę. Bardzo ważne jest dbanie o kondycję fizyczną. Ćwiczenia dają podwójny efekt – modelują sylwetkę oraz zwiększają pozytywną energię (zastrzyk dopaminy!). Roimy pod celą maseczki, peelingi, farbujemy włosy, malujemy paznokcie… wyglądamy kobieco i tak się czujemy. Wszystkie przepisy w Kamczatka News.

Pozdrawiam, Bella

*

Ciężko mi się wypowiedzieć ponieważ czynności związane z higieną codzienną raczej się nie wliczają  temat. Staram się wyglądać schludnie – w razie jakiegoś nagłego pryszcza używam toniku. Na co dzień krem nawilżający, delikatny makijaż. Jestem narcyzem, zazwyczaj jak zaglądam w lusterko, jestem piękna choć zdarzają się też „brzydkie dni”. Trzeba je przeczekać bez zbytniego dbania  o urodę i wszystko wróci do normy.

Safi

*

Pierwsza sprawa podstawowa to zachowanie higieny, tzn. codzienna toaleta rano i wieczorem mycie całego ciała. Dwa razy w tygodniu łaźnie (kąpiel pod prysznicem). Kosmetyki są dostępne w kantynie. Jeżeli ktoś z zewnątrz przysyła pieniądze, połowa sumy idzie na zakupy, a druga na tzw. żelazną, kasę którą odbieramy po wyjściu  więzienia. W takim systemie można kupić: krem, żel, tusz do rzęs, puder, farbę do włosów, lakier do paznokci. Podstawowo środki higieny dostajemy od więzienia tzn. mydło, szampon, pastę do zębów. Spacery są codziennie w wymiarze 1 godziny. Psychikę mam na tyle mocną, że jakoś wytrzymuję myśląc o tym, że niedługo będę po drugiej stronie.

Lwica

Naciągnięte? Czyli spotkanie z dziennikarzami

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Spotkanie z dziennikarzem zawsze jest jakieś nerwowe. Człowiek się zastanawia nad każdym wypowiedzianym słowem (by nic nie zostało wykorzystane przeciwko tobie J), nad każdą udzieloną wypowiedzią.

Pamiętam jak powstały te warsztaty: „Piszę, więc jestem”, usłyszałam, że prowadzić ma je dziennikarz – przeszedł mnie chłód. Przecież oni piszą tylko to co jest ubrane w strach, szok, krew i łzy – pomyślałam. Zrobi z nas pewnie patologię, ćpunki, złodziejki, morderczynie – i tyle będzie z naszej współpracy. My się powściekamy – on zbierze tyle materiałów i coś skrobnie. Nasze życie – warte parę zdań… Nie zapisałam się.

Dochodziły do mnie różne informacje, wypowiedzi – przeważnie pozytywne, ciekawe spostrzeżenia, że TA czy TAMTA nawet fajnie pisze. Jednak mi najbardziej przypadło to, że on regularnie tu drepcze, że poświęca swój czas, przekazuje wskazówki, w łagodny sposób podpowiada co by inaczej napisał, nie krytykuje. „ZAWSZE zachęca do pisania!”, mówię o Leszku Wejcmanie i zajęciach z pisania.

Na ostatnie zajęcia Leszek przyprowadził swojego przyjaciela Marcina, który należy do Fundacji Rozwoju Kinematografii. Jest filmoznawcą, pracował w Playboyu i w ogóle powalił mnie jego fajny głos – chyba nawet mnie rozpraszał w słuchaniu J. Była też Ela Turlej, dziennikarka z 30-letnim stażem w mediach, autorka książki ostatnio wydanej – „Naciągnięte”, którą nam przyniosła. Odebrałam ją pozytywnie. Łapała z każdą z nas kontakt wzrokowy, gadała jak taka „swoja babka”, ale cały czas z tyłu głowy miałam info, że to dziennikarka, że o jednej z nas, być może, pisała.

Spotkanie spoko (w między czasie weszła do nas wycieczka z Czech): kobieta dziennikarz przyszła odwiedzić osadzone kobiety – jedna płeć, jeden mur, a jakby dwa światy. Często jest mi przykro, że tak „marnie” wyglądamy. Zwłaszcza że tematem tego spotkania była medycyna estetyczna. Manipulacja wkradnie się wszędzie. Kobiety gonią za wyglądem jak z szablonu (bo takie się zawsze przebiją!), a my choć będziemy się starać i dbać o siebie, to żaden skalpel, zastrzyk czy sprzęt nie zmieni faktu, że będziemy karane. Z tym musimy poradzić sobie same! Może nie resocjalizacja, a terapia by bardziej była wskazana? Tak czy siak, trzeba coś ze sobą robić.

Z zajęć wyniosłam nadzieję, że dziennikarstwo się zmieniło, że choć część tego środowiska przestaje być tzw. hienami. Bo teraz jest czas zajączkowania J, z okazji Świąt Wielkanocnych zdrowia i przepięknej pogody ducha. Spotkajcie się na śniadanku z rodziną i cieszcie się tą atmosferą. Bądźcie wspaniali i nie wchodźcie w szablony, stawiajcie na indywidualność!

Spokoju,

Pełnoletnia

Życzenia

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wesołych i zdrowych Świąt Wielkanocnych życzą blogerki.

Kogo chciałabym zobaczyć na widzeniu?

Fot. Małgorzata Brus

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury



Są trzy osoby, które chciałabym zobaczyć na widzeniu. Zacznijmy po kolei:

Bardzo ją kocham i bardzo mi jej brakuje. Oddałabym bardzo wiele, aby choć na chwilę móc z nią pobyć, zobaczyć ją, dotknąć i przytulić się do niej. Tak cholernie za nią tęsknię i tak bardzo jej potrzebuję. Nie mogę do niej zadzwonić, czy nawet napisać listu, który bym wysłała. Wiem, że stale jest ze mną i przy mnie, ale to nie to samo. Nie ma jej, nie żyje.

Umarła trzy lata temu na okropne raczysko. Pochowałam ją dwa tygodnie przed urodzeniem pierwszego syna. Jest nią moja Mamusia. Chciałabym z nią móc porozmawiać, usłyszeć od niej, że mimo wszystko jest ze mnie dumna i że wszystko będzie dobrze. Boli mnie to tak bardzo, że nawet teraz, gdy to piszę, to łzy ciekną mi po policzkach.

Druga bliska memu sercu osoba, którą kocham jak moją mamę, i tęsknię za nią tak, jak jeszcze nigdy, jest moja Cudowna, Kochana i Wspaniała Babunia. Ona jest przy mnie stale, zawsze mogę na nią liczyć, i wiem, że kocha mnie bardzo. „Bóg nie mógł być wszędzie, więc stworzył babcię” – co pasuje tu po prostu idealnie!

Zawsze, za każdym razem gdy do niej zadzwonię, słyszę jak bardzo się cieszy, że się słyszymy. Jest jak Anioł. Mimo mojego wieku, dla niej ciągle jestem „wnuczunią”. Chciałabym ją przytulić, poczuć zapach, który kojarzy mi się z domem, dzieciństwem, pysznymi obiadami, ciastkami i miłością. Jednak listy i telefony to nie to samo. Z tego miejsca serdecznie ją całuję i ściskam!

No i przychodzimy do trzeciej osoby. Jest nią mój młodszy brat. Mimo że nie rozmawiamy za często i generalnie nie piszemy ze sobą nawet listów, to i tak za nim tęsknię. Nie ważne, ile ma lat, bo dla mnie zawsze będzie moim młodszym braciszkiem i będę miała głębokie poczucie opieki nad nim. Chciałabym usiąść, i patrząc mu w oczy, porozmawiać z nim. Wtedy od razu mogłabym wyłapać reakcję brata na moje pytania, aby wiedzieć, gdzie jest coś nie tak. Znamy się z bratem jak „łyse konie”. Przy nim nie muszę udawać, że jest ok i że daje sobie radę, bo nie musiałabym się martwić, że obciążam go swoimi problemami. Ma świetne dystans do życia. Możemy rozmawiać o wszystkim i bardzo wielu rzeczy nie bierze do siebie.

Nena