Nie ma więzienia bez książek

Więzienna biblioteczka podręczna, fot. Justyna Domasłowska Szulc
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Każda jednostka penitencjarna posiada tak zwaną bibliotekę centralną, do której można mieć dostęp wg wewnętrznego regulaminu. A jeśli nie można osobiście, to są do przejrzenia katalogi czy opcja napisania kartki z tematyką, która nas interesuje, bądź nazwisko autora, którego lubimy czytać, a osoba zatrudniona w bibliotece już coś wybiera do czytania. Ciekawą informacją może być to, że przeważnie w świetlicach oddziałów mieszkalnych stoi regał lub szafa książek, z której w ostateczności też coś można wybrać. Spora grupa osadzonych otrzymuje z wolności „lekturę” i zrozumiałym jest, że nie gromadzimy tego w celach. Trzeba się tego pozbywać; jedni odsyłają do domów, inni rozdają między sobą, ale też z prywatnych zbiorów książki trafiają do tej świetlicowej szafy. 

To miejsce tego nie zmieniło, że rozmawia się na temat przeczytanych książek. Podawane są z ręki do ręki te ciekawe, ale i te bulwersujące. Opowiada się o nich, zachwala, krytykuje, a nawet niekiedy w złości niszczy.

W tym świecie, w jednej celi, mogą się wymieszać przeróżne zainteresowania; historia z fantazją, psychologia z religią, biografia z romansem. Przez „Mase” obok „Słowikowej” leży „Gad, spowiedź klawisza”. „Harry Potter” zmieni „Tożsamość Bourne’a” by stać się „Niewinnym”. „Dziewczyna, która igrała z ogniem” będzie „Blondynką wśród łowców tęczy”, by „Zaginiony symbol” odnaleźć w „Niedzielę, która zdarzyła się w środę”. „Piekło może zdarzyć się wszędzie”. „Jeden fałszywy ruch” i stajesz się „Zły”. Mało kiedy są z tego powodu jakieś poważne kłótnie, ewentualnie lekkie uśmieszki. 

Jednak ostatnio miałam okazję wejść do celi, w której głośno dyskutowano na temat książki „Skazane na potępienie” Ewy Ornackiej. W jednostce, w której obecnie przebywam, dziewczyny odbywały karę z bohaterką owej książki. Zapewne zupełnie inaczej czyta się opowiadaną historię przez kogoś, z kim można było przebywać na co dzień – niekoniecznie w celi, ale niekiedy wystarczy spacer, kilka zamienionych słów by stwierdzić: „znam ją”. Osobiście walczę z tym stwierdzeniem od lat, bo wskazanie mnie paluchem nie równa się „znanie mnie”. 

Ćwierć wieku tak samo jestem „ciekawostką więzienną”, ile sprawą medialną.

Katarzyna Bonda korzystała z mojej ksywy, wyroku i wybranych elementów procesowych ze znanych sobie tylko powodów. W owej książce kilka słów mocno wskazuje na moją osobę. Ciągle jestem „szarpana”, a ludzie nie mieli ze mną w ogóle styczności. Ponieważ pół roku temu przeczytałam  „Skazane na potępienie” mogłam świadomie wziąć udział w dyskusji. Wręcz nawet mnie zachęcano pytaniami – „ty byłaś w Grudziądzu, powiedz, czy można się w łazience zamknąć i czy tak naprawdę w żadnej celi dzieciobój nie siedzi przy stole?”. Po pierwsze nie miałam możliwości spotkać osobiście osadzonej, która opowiadała swoją historię pani Ornackiej, w Grudziądzu byłam 10 lat temu, a książkę wydano w 2019r. Po drugie wątpię, by przez 10 lat zamontowano w łazienkach jakikolwiek mechanizm pozwalający się zamknąć, bo wtedy mogłoby dochodzić do tragicznych sytuacji. W nocy każde łóżko musi być odsłonięte tak, by przez kukiel (judasz) było widać osobę leżącą na łóżku. I nieistotne czy jest to „zamek” – cele zamknięte cały czas, czy „półotworek”, gdzie cele są otwarte do apelu wieczornego (18:30). Co do dzieciobojów, to jest to tak samobójczy temat, że bezpiecznie będzie napisać, że dobierano im skład w celi, a skoro decydowały się siedzieć z takimi osobami, to czemu nie miałyby siedzieć z nimi przy stole?  „Półotworek” czyli grupa klasyfikacyjna P2 jest formą awansu z P1, czyli dla każdego jest to chyba zrozumiałe, że jest to nagroda? Nagroda, którą na ogół się dostaje za zachowanie, postawę, wykonywanie indywidualnego programu oddziaływania. Oczywiście jest ogrom osadzonych, które po celi przejściowej na komisji dostają P2, bo np. mają mniejsze wyroki i pomija je tak naprawdę prawdziwy „zapach” więzienia. To chodzenie w mundurku na widzenia, na których dzieci i bliscy patrzą na twój wygląd, to przebywanie w ciągle zamkniętej celi z osobami nie zawsze dobrze dobranymi. Więc kiedy czytam – cyt.: „nieraz widywałyśmy zielone mundurki – o księżniczki idą – mówiłyśmy z pogardą na ich widok”, to zasmuca, że ten cholerny skarbowy strój charakteryzował człowieka – sorry, księżniczkę!

Jest sporo osób na „półotworku”, które na nim się utrzymują, dzięki niesprawiedliwemu przymykaniu oka na ich wybryki i dawaniu kolejnych szans – bo mają małe wyroki. To nie pomaga w znoszeniu trudu i niemożliwości przegrupowania tym z „zamka”. Prawdą jest, że faktycznie „zamek” odróżnia się przede wszystkim mundurkiem, ale nie spotkałam się z sytuacją, by ktoś kimś gardził tylko z tego powodu, że jest z zamka. Jak mało mobilizujące jest widzenie i słyszenie, że na „półotworku” za powyzywanie oddziałowej dostały naganę, za pocięcie się – zabrana paczka, a z „zamka” niekiedy przez jeden wniosek nie można przejść na P2. Jak łatwo się wypowiadać o tych z „zamka”, w mundurku, który zapewne jest symbolem demoralizacji, a zapomnieć, że jest się tak samo osadzonym. 

Osoba skazana na dożywocie, głównie taki wyrok ma za udział w zabójstwie bądź zabójstwo, tak zwane „cyfry”. Wyrok dwadzieścia pięć lat mogą mieć za napady i włamania. Cyfra już mniej zastanawia. Zdarza się, że pięć lat można dostać za zabójstwo męża bądź przekręt finansowy. Piętnastoletni wyrok za poćwiartowanie zwłok tak nie szokuje, jak dożywocie. 25 lat za zabicie trójki dzieci nie odbiera możliwości zatrudnienia. 

Recydywistki, osoby notorycznie okaleczające się, wpadające na testach narkotykowych, po próbach samobójczych, zdegradowane, umieszczane w celach izolacyjnych, niepowracające z przerw czy przepustek – wszystkie, zawsze mają pierwszeństwo przed dożywotką. Czy chodzi o pracę czy zwykły kurs. Bez wyjątku. Pod każdym wyrokiem jest człowiek: jest jego historia i drzwi do niego. Skazanych na potępienie są tysiące; o jednym przypomną gazety, o drugich inne osadzone – właśnie! Tak samo osadzone.

Lesbijki to nie jest już temat tabu i jest ich coraz więcej, nawet w szeregach służby więziennej, i jakoś to nikogo nie zastanawia, że taka kobieta przeszukuje osadzoną np. powracającą z widzenia. To nie zastanawia, że może to być wstydliwe czy krępujące? Ale opis dwóch kobiet, które się do siebie zbliżyły ciekawi przeokrutnie. 

Skąd się bierze to zainteresowanie więzieniem? Więźniem czy więzieniem?

Do ludzi zza muru docierają tak dziwnie wykrzywione informacje, jak cały ten program „Więzienie”. Mało kogo interesuje statystyka pozostawionych żon, znienawidzonych matek, pokiereszowanych małolat, którym lata przychodzi spędzić w izolacji. Mało kogo interesuje to, że wiele osób ma nieprzerobiony problem i powinna być wprowadzona terapia. Ludzie przebywający naście lat w więzieniu kierowani powinni być na badania psychologiczno-psychiatryczne celem wydania aktualnych orzeczeń psychologiczno-penitencjarnych. Zanik więzi z osobami z zewnątrz, bierność, obniżenie sprawności intelektualnej, utrata i zawężenie zainteresowań, to negatywne skutki związane z długoterminowym pobytem w warunkach izolacji. Jeśli kogoś to interesuje, to ja złożyłam taki wniosek i dostałam na niego odmowę.

Osobiście przeraża mnie fakt, że samych skazanych tak nakręcają do rozmów tego typu książki, jak „Skazane na potępienie” Ornackiej. Że osadzone przebywające kiedyś na przepustkach sprawdzały w internecie współosadzone. Że donoszenie jest mało weryfikowane i nie uważane za krzywdzące. Że niektóre grupy osadzonych się chroni, a inne szufladkuje w np. roszczeniowość. Bo książki były i będą – mnie to cieszy, bo z KAŻDEJ można coś wyciągnąć dla siebie. Nie skazujcie nas bardziej niż jesteśmy skazane. 

Pełnoletnia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Światełka w oddali

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Cisza, ciemność, wszystkie już zapadły w sen… Jest już po północy, na niebie skrawkowo widzianym przez jedne i drugie kraty, spogląda w oddali na mnie Księżyc w pełni, z nieodgadnioną miną… A jedyna mocno świecąca gwiazda kusi jakby ukazując drogę niczym niemy drogowskaz… Patrzę przed siebie, pomimo że blinda utrudnia spostrzeżenie czegokolwiek, spoglądam w dal, wyostrzając wzrok, niczym w obrazki 3D, które oglądałam i spostrzegałam wzory na nich, mając 15 lat… Za granicą między światów, od których oddziela mnie pleksa, majaczą światełka w oddali, wiem czym są,potrafię je nazwać, znam je od tamtej strony…

Tym najdalszym, które spostrzegam, jest znak ostrzegawczy postawiony przy torach – tak jakby przypominało, z jednej czy drugiej strony… Granicę przekraczaną do tego miejsca za grubymi, zimnymi, obserwowanymi od wewnątrz murami otaczającymi więzienie… I drogę powrotną… Sygnalizujące, zielone światło, mówiące że na Ciebie już czas! Abyś wróciła, czy wrócił do Domu! Tam, gdzie TWOJE MIEJSCE JEST NA ZIEMI, tak upragnione… Kilka bliżej światełek migoczących, zapalających się co dzień o wyznaczonej godzinie, tak jak apel, czy posiłki, tutejsza codzienność… Wiodą boczną ulicą, umykającą, niedostępną…

Te najbliższe, najbardziej dostrzegalne. Niby najjaśniej świecące, ale „niby” – bo nieprzyjemne, przypominające, co tu robię,gdzie jestem… Jeszcze kilka miesięcy temu chętniej stawałam w mroku przy oknie, opierając się łokciami, zamykałam oczy wsłuchując się w odgłosy dochodzące z lasku nieopodal, po bokach torów, za umykającą ulicą…

Ciche trele ptaków skrytych w koronach zielonych liści, nie tak częste ,jak nad ranem ale chociaż taka namiastka wolności, za którą tak bardzo tęsknię…

Nastała jesień, noce mroźne, rześkie, ale nieprzyjemne, gdy powiewa chłodem… Już nie poświęcam tyle sennych chwil na oddanie swoich myśli, pragnień nocy… I dnia, na który czekam! Z każdym zapaleniem świateł, nieprzyjemnych reflektorów, jestem o dzień bliżej zielonego światła, wskazującego „Drogę do Domu”… Każdej nocy nadal spoglądają na mnie coraz bardziej rozumnie, przyjaciele… Księżyc i Gwiazda jasno świecąca, która zawsze już będzie wskazywać mi drogę do mojego miejsca na Ziemi- DO DOMU, DO WAS <3 <3 <3 P. J. M. …

Pozdrawiam gorąco,

TAKA JA

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Kartki z kalendarza urlopowicza więziennego

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


13 październik, środa


Od dzisiaj zaczyna mi się urlop… jak co roku mam problem gdzie wyjechać? Więc standardowo zostanę w więzieniu. W końcu na
wokandzie m.in. usłyszałam, że zasadą wyroku jest odbyć go w całości. Tragedia. Dzisiaj dostałam uzasadnienie wyroku. Zarzucono mi
np.: że nie przygotowałam się na wolność bo nie ukończyłam żadnego kursu, a w każdym komunikacie odnośnie naboru na kursy jest
warunek: „dla chętnych, którzy mają maksymalnie 2 lata do końca kary bądź 2 lata do nabycia praw do warunkowego zwolnienia”. Czyli
ja dwa lata temu, czyli jak była pandemia, czyli jak nikt nie wchodził z wolności.
Postanowiłam od dziś notować co się wydarzyło.

  • Byłam w magazynie i pożyczyłam książkę i dostałam serial „Ślepnąc od świateł”.
  • Ania znowu nie odebrała telefonu, przykre.
  • Dzwoniłam do mamy.
  • Pomimo urlopu wyszłam wydać obiad i kolację bo nie ma kalifaktorek.
  • Od jutra będę spisywać jadłospis.

14 października, czwartek

  • Różaniec.
  • Dzień łaźni. Na 12 prysznicy cztery mają gorącą wodę. Trzeba sobie radzić i łudzić się, że nie zachoruję. Łaźnia jest w piwnicy, muszę
    zejść dwa piętra schodami, ominąć drzwi, którymi prowadzone są spacery, a na samym dole poczekać aż woda ciepła zacznie lecieć.
    Czas operacyjny 7 min, zimna zlatuje ok. 1,5 minuty – cała moja kąpiel.
  • Telefon do Justyny. Muszę przyznać, że dzięki temu co mi powiedziała, a dokładnie jaką propozycję dostałam od Jacka Galińskiego
    sprawia, że ten urlop będzie jednak inny.
  • ???
  • Fasolowa była obrzydliwa! Jakby dolali oleju bo aż się rozwarstwiała.
  • Dostałam komentarze, a w nich tekst Zielonookiej „ona niestety nie może doświadczyć uczucia, bez którego inni nie potrafią żyć”.
  • Jadłospis dla kuchni w dniu 14.10.2021 dla normy żywienia P1
    Śniadanie: indyczanka, chleb, tłuszcz do smarowania pieczywa, herbata
    Obiad: fasolowa 0,5 litra, makaron z jajkiem
    Kolacja: parówka drobinetka, chleb, tłuszcz do smarowania pieczywa, herbata.
    Posiłki mogą zawierać alergeny.

15 października, piątek
Różaniec.

  • Śniło mi się dzisiaj, że pływam w basenie. Znowu. Jakieś małe dziecko (we śnie wiedziałam, że to dziewczynka) uśmiechnięte samo
    pływało. Wzięłam je i wsiadłam do helikoptera. Już z góry zauważyłam poddenerwowanego mężczyznę, kręcącego się przy
    samochodzie. Krzyknęłam, że mam jego dziecko. I wylądowaliśmy.
  • Wynurzyłam się dzisiaj na spacer, 13 stopni Celsjusza, dosyć ciepło. Kurtkę miałam, więc było dosyć miło. O ile może być dla kogoś
    innego miło na spacerniaku, gdzie trzy ściany są z blachy falistej i tylko jedna z siatki. Powierzchnia 6 kroków na 13 kroków. Po środku
    kawałek ziemi, w którą wbita jest ławka. Blacha w lato to jak konserwa, prawdziwa puszka. Ale kiedy uciekasz myślami to nic z tego co wkoło nie istnieje. Jesteś wolny i tyle. Myślałam o Celinie, z którą kiedyś siedziałam…
  • Napisałam oświadczenie, że wyrażam zgodę na rozmowę z dziennikarzem odnośnie książki o Lidce.
  • Dostałam list od Eweliny.
  • Skończyłam drugi sezon „Kruka” – no cholernie mocny serial. I dygałam, i płakałam. Fajna muzyka.
  • Kapuśniak dzisiaj był zjadliwy. Nie ma kalifaktorek – dwie na L4, jedna na schodach się potknęła, więc znowu poszłam wydawać.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: mielonka kanapkowa, chleb, tłuszcz do smarowania pieczywa, herbata
    Obiad: kapuśniak z kiszonej kapusty, makaron z twarogiem, surówka z kapusty czerwonej
    Kolacja: dżem wieloowocowy, chleb, tłuszcz do smarowania pieczywa, herbata.

16 października, sobota
Różaniec.

  • Dzisiaj rozmawiałam z Leną, muszę jej wysłać ten film o Tomku Komendzie
  • O 8:00 w TVP 2 w Pytaniu na Śniadanie był Marek Łogodziński. Dziś jest Dzień papieski, a Marek spotkał się z Janem Pawłem II w
    1988 r. I o tym mówił. Ale też pozdrowił mnie na antenie, bo miał na nadgarstkach bransoletki zielono-czarne, które robię dla Fundacji
    Sławek.
  • Obudziłam mamę. Dwa tygodnie chorowała, a teraz wróciła do pracy. Przemęczona, obolała, moja biedna.
  • Piszę artykuł.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: kurczak faszerowany
    Obiad: szczawiowa, pulpet drobiowy 1 szt., sos pieczarkowy, ziemniaki, surówka z kapusty białej
    Kolacja: kasza manna, powidła śliwkowe.

17 października, niedziela
Różaniec.

  • Oj dawno tak sobie z mamą nie porozmawiałam! Opowiedziałam jej swój sen. Śnił mi się duży pająk za szybą, w regale na naszym
    starym mieszkaniu na Gocławiu. Chodził między szkłem i był obrzydliwy.
  • Z obiadu wyjadłam makaron z rosołu. Później zrobiłam sobie zupkę chińską… z Radomia.
  • „Blizny mają dziwną moc przypominania nam, że przeszłość wydarzyła się naprawdę”.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: polędwiczanka drobiowa
    Obiad: rosół, hamburger drobiowy 2 szt., sos biały
    Kolacja: płatki owsiane na mleku, powidła śliwkowe.

18 października, poniedziałek
Różaniec.

  • Wypiska. Drugi raz (w tym roku) kupiłam winogrono! Pyszne!!! To winogrono to jak kiedyś świąteczny pomarańcz, powaga. Za to
    pierwszy raz trafiłam na babkę drożdżową.
  • Zadzwoniłam do Mariolci, kochana kupuje już kartki na Boże Narodzenie.
  • Pół dnia pisałam artykuł, tyłek mnie tak boli, że szok, ale chyba bardziej łokieć.
  • Dzisiaj wychowawczyni zapytała, co by nam się przydało na świetlicę! Zaczęłam skromnie, od kart do grania (bo dziewczyny często o
    nie pytają), Eurobiznes, nowe rakietki do ping-ponga, ale też stepy, albo guma do ćwiczeń. Stwierdziłam, że stepy to priorytet.
  • Iza dzisiaj ściany umyła fioletowym Lenorem, jak u starej baby w szafie. Lawenda powieszona z zapachem jesionki. Tak mnie gryzło w
    gardle, że musiałam umyć te ściany samą wodą z płynem.
  • Zaczęłam nowy serial „Osaczony”.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: mielonka kanapkowa,
    Obiad: jarzynowa, jajko gotowane 2 szt., sos chrzanowy, surówka z kapusty czerwonej, ziemniaki,
    Kolacja: parówka drobinetka, powidła śliwkowe.

19 października, wtorek
Różaniec.

  • Mama nie mogła porozmawiać bo była w pracy, ciocia też nie.
  • Dzwoniłam do taty, cały czas dba o te kociaki.
  • Dzwoniłam do Bożenki, kochana jest. Podziękowałam jej za pieniądze.
  • Dzisiaj Marzena zdziwiła się, że ma zerowe konto na telegrosiku. Nigdy nikomu nie pożyczała, ale przypomniała sobie, że kiedyś
    poprosiła jedną z celi, by szybko zadzwoniła do męża czy się zarejestrował. Szła do lekarza i podała jej notes z pinem i numerem
    telefonu. Dwa tygodnie później tamtą przerzucili piętro wyżej. Przelała całość na swoją kartę, a kiedy Marzena się domyśliła to
    skwitowała „przecież tam były grosze”. 136 zł – w sumie „grosze”. Ja też miałam taką sytuację, zniknęło mi 44 zł i od razu się
    zorientowałam, że to na celi, bo zostawiłam na stole notes. Przykre jest to, że dzieją się takie rzeczy w celi, gdzie ludzie rozmawiają o
    swoich życiach, częstują się, jedzą wspólnie posiłek. Jak przy telefonie człowiek się odwraca czy ktoś nie stoi i nie spisuje pinu, to w
    celi też lipa. Notes chyba trzeba nosić w staniku.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: polędwiczanka drobiowa,
    Obiad: ogórkowa, kasza jęczmienna, sos warzywny 200 g, ziemniaki,
    Kolacja: pasztet drobiowy.

20 października, środa
Różaniec.

  • Dzisiaj było sporo zamieszania na oddziale. Najpierw byłam na magazynie wymienić płyty, później w biegu leciałam na spacer – super
    ciepło. Nawet kaloryfery wyłączyli. Na oddziale zaczęły się przerzuty, przyszły nowe, następnie poszły na górę, te co do pracy na
    wolność też. Ja robię te telefony i wpisuję nazwiska i kto kiedy ma dzwonić, by był taki porządek płynny pod budkami. Tak ustaliłyśmy z
    dziewczynami, a i stała godzina jest dobra dla bliskich. Poza tym, zawsze można się zamienić czasem.
  • Zaczęłam oglądać „Ślepnąc od świateł”. Fajne! Najpierw przeczytałam książkę i napisałam posta.
  • Zadanie od Justyny – bieda w więzieniu.
  • Mamcia cały dzień w pracy.
  • Beata w ciągłym biegu.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: indyczanka,
    Obiad: szczawiowa, łazanki 400 g,
    Kolacja: mielonka kanapkowa.

21 października, czwartek
Różaniec. Spacer.

  • Dzień łaźni, ale była gorąca woda, aż tyłek poparzyłam. Duże akrobacje uciekać przed strumieniem wrzątku.
  • Dostałam odpowiedź od dyrektora odnośnie kursów, a dokładnie chodziło mi o przesłanki, które powinny spełniać osoby dożywotnio pozbawione wolności. I tu też 2 lata do końca kary lub 2 lata do wokandy.
  • Dzisiaj dostałam tragiczną informację, zginęła w wypadku Ania. Z 14 na 15 października w nocy dachowali, 5 osób w tym podobno
    dwie zginęły. 11 października wyszła na wolność, to się w głowie mojej nie mieści… dlaczego? Jak zwykle przedwcześnie. A w piątek
    rano rozpiął mi się łańcuszek i medalik spadł na podłogę.
  • Mama zmęczona, w pracy.
  • Robert nie odebrał.
  • Mariolcia – zajęte.
  • Wysłałam list do Małgosi i dostałam od niej.
  • Wysłałam do Marcina pismo o kursach.
  • Skończyłam „Ślepnąc od świateł”.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: twaróg,
    Obiad: grochowa 0,5 litra, pierogi ruskie 9 szt.,
    Kolacja: parówka drobinetka.

22 października, piątek
Różaniec. Spacer.

  • Akcja winda! Dzisiaj dziewczyna zgłosiła do pani dyrektor, że b. ciężko jest nam na drugie piętro wnosić bemary z jedzeniem. Tak, jak
    śniadanie jest do „zniesienia”, tak np. obiad dla pracy wolnościowej + kolacja dla dwóch pięter to kilka rund w tę i z powrotem po
    schodach. Winda zrobiona na początku roku, nie używana. Aż teraz nagle zaczęła jeździć! Dziewczyny, które są w tym zakładzie
    dłużej, stwierdziły, że pierwszy raz odkąd istnieje ten pawilon dla kobiet, jeździ winda.
  • Mama mi wysłała książkę Jacka Galińskiego.
  • Obejrzałam Alladyna.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: polędwiczanka drobiowa,

Obiad: barszcz biały, burger rybny 1 szt., kapusta kiszona, ziemniaki,
Kolacja: jajka gotowane 2 szt.

23 października, sobota
Różaniec.

  • Jolanta rządzi świetlicą. Babka 62 lata i cały czas ludzi namawia do gry w ping-ponga. Siedzi tam, czyta książkę, a jak ktoś wchodzi
    wyciąga piłeczkę na dłoni i mówi „zagramy?”. I często grałam. Daleko nam do Grubby, ale każdy ruch to zdrowie.
  • Dzwoniłam do Leny.
  • Napisałam krótki post o biedzie.
  • Dzisiaj dziewczyny kleiły flagi na Święto Niepodległości. Jedna odważnie robiła czerwono-białe. Ale machało się tak samo.
  • Wreszcie mama wyspana na wolnym dniu. To sobie nadrobiłyśmy cały tydzień. Moja kochana.
  • Jakoś ciężko mi idzie czytanie „Wołanie kukułki” Robert Galbraith, albo nie mogę się przez tę wiadomość o Ani skoncentrować, albo
    coś się ze mną dzieje.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: parówka drobinetka,
    Obiad: ryżowa, pulpet drobiowy 1 szt., sos pieczeniowy, surówka z ogórka kiszonego, ziemniaki,
    Kolacja: płatki owsiane na mleku, dżem truskawkowy.
    24 października, niedziela
    7:00 msza, później różaniec. Cały czas myślę o Ance.
  • Dzisiaj mi się śniło, że sprawdzałam coś w telefonie. Dotykowy telefon – marzenie. Cały czas coś w nim szukałam, przesuwałam tym
    palcem po ekranie, a później mówię do mamy, że tu wszystko jest czytelne! Zawołałam ja i pokazałam jak sobie zrobić zdjęcie.
    Nacisnęłam i pojawiła się twarz faceta z brodą (mało podobny do mnie 🙂 ), ale we śnie mnie to zaskoczyło. Następnie poprosiłam
    mamę, by tak zrobiła jak będziemy na skype. Niby na wolności z mamą, a podświadomość gdzieś. Przez telefon dzisiaj mamie
    powiedziałam o tym wypadku Ani i medaliku co mi spadł, podsumowała, że może dała jakiś znak?
  • Coraz więcej zakażeń, tylko patrzeć jak znowu tu zamkną cele i będę siedzieć jak w dziupli. Niby tak nie chodzę po tych celach, ale
    świadomość, że zawsze mogę w potrzebie, dużo daje.
  • W nocy zrzuciłam DVD, ucieka kolor z ekranu, ale jak poruszę to wraca. Trzeba będzie coś nowego ogarnąć.
  • Cotton ballsy taka ciekawostka na baterie, może by napisać na święta?
  • Ja nie jestem przygotowana, opowiedziała mi dziś M., jak jej znajomi jechali na szkolenie i koleżanka w stopniu kaprala na znak
    ostrzegawczy „uwaga niewidomi” zareagowała „a na ch..j takie ostrzeżenie skoro i tak nie widzą?”. Jechali rosomakiem.
  • W Faktach o 19-tej mówili o Beacie Pasik, że wyszła na wolność. Siedziałam z nią, bardzo fajna i spokojna dziewczyna. Już wtedy
    odczuwało się, że może być niewinna. Cieszę się, że wyszła i przykre, że tyle musiała odsiedzieć. Bądź szczęśliwa!
  • Jadłospis:
    Śniadanie: jajko gotowane 2 szt.,
    Obiad: pomidorowa z makaronem, kotlet mielony drobiowy 1 szt., sos pieczarkowy, buraczki, ziemniaki,
    Kolacja: pasztet drobiowy.

  • 25 października, poniedziałek

    Różaniec. Spacer.
  • To dzisiaj rano sobie oddziałowa krzyknęła: „śmieci idą” otwierając cele, by wypuścić dziewczyny do wyrzucenia śmieci. I co zrobisz…
  • Rano dostałam list od Andrzeja, niezmiernie denerwuje mnie to, że najwięcej pisze jak sam trafia do więzienia. Nie odpiszę.
  • Urzędówka przyniosła mi pismo z Galeny Sp. z.o.o, że moje zgłoszenie zostało rozpatrzone i zerwałam pin (nie był zabezpieczony) i
    napisałam reklamację. Dzisiaj dostałam pin z tamtej karty.
  • Do Marcina wpłynął termin apelacji.
  • List od Małgosi (a dzisiaj do niej wysłałam).
  • Od mamy książka J. Galińskiego „Kółko się pani urwało”. Od razu do niej zadzwoniłam, akurat kończył się „Elif”, a ona ten serial
    ogląda. Opowiedziałam mamie, że dzisiaj we śnie chciałam wódkę kupić, to się śmiała. Lubię jak mama się śmieje.
  • Dostałam „módlmy się w sprawach trudnych o beznadziejnych”. Akurat dla mnie.
  • Obejrzałam „Crisis”- fajny.
  • Marek do tej pory nie dosłał opinii o kursach dla mnie po wyjściu… Dlaczego ja tak mam?
  • Jadłospis:
    Śniadanie: serdelki z kurcząt,
    Obiad: krupnik, jajko sadzone 2 szt., kapusta kiszona, ziemniaki,
    Kolacja: mielonka kanapkowa drobiowa.

  • 26 października, wtorek
    Różaniec. Spacer.
  • Dzisiaj chłodno było na spacerze, dodatkowo mały deszczyk popadał, ale 30 min. pochodziłyśmy.
  • Łaźnia, znowu wrzątek, mało to przyjemne, ale kąpiel to kąpiel.
  • Dzwoniłam do taty o wymianę telewizora, bo mój nie ma DVB-T, a tutaj nie można dekoderów.
  • Muszę iść do okulisty.
  • Miałam dziś skype z mamą i bratową. Tęsknię za nimi cholernie!
  • Poprosiłam o rozmowę z panią dyrektor.
  • Jadłospis:
    Śniadanie: jajka gotowane 2 szt.
    Obiad: pieczarkowa z makaronem, sos warzywny 200g, ziemniaki.
    Kolacja: indyczanka,
  • Koniec urlopu.

Pełnoletnia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Problemy intelektualne z życia celi…

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Ponieważ, w dzień jak same wiecie, program telewizyjny nie oferuje nic ciekawego, jedna ze mną osadzonych kobiet, postanowiła, że obejrzymy film przyrodniczy. Szczerze pomyślałam: „co za nuda: (film opowiadał o życiu i warunkach w jakich funkcjonuje stonoga). Najpierw żaden szczegół nie zwrócił naszej uwagi, aby się zainteresować dokumentem. Jednak gdy się przyjrzałyśmy owej stonodze rozwinęła się między nami zażarta dyskusja na temat: „Jak to możliwe, że owa stonoga jest w stanie zapanować nad taka ilością nóg?”. Pomyślałyśmy w tym momencie o sobie, że czasem się zdarza, iż nad dwiema naszymi kończynami ciężko zapanować. Że nasz błędnik płata figle i tracimy równowagę. Jak to możliwe, że stonoga jest w stanie płynnie się przemieszczać? My po obejrzeniu tego dokumentu nadal nie mamy pojęcia. Może wy znacie odpowiedź na nurtujące nas pytanie?

Kolejny film również przyrodniczy opowiadał o lwach. Stało się tak, że w tym momencie, gdy się zaczął byłam zajęta – robiłam pranie. Metr od telewizora siedziała jedna z osadzonych ze mną kobiet, z dużą wadą wzroku. Pyta: „Widziałaś kiedyś lwa z czarną grzywą?”, na co odpowiadam „Nie” i podnoszę się, aby spojrzeć w ekran. Patrzę i oczom nie wierzę. Lwy na ekranie owszem mają grzywę, ale w kolorze brązowym. I pytam koleżanki „Czy ty przetarłaś szkła? Coś chyba źle widzisz, bo te lwy wcale czarnej grzywy nie mają”. Na co ona odpowiada „Bo te lwy mają tylko nazwę czarnogrzywe„.

Doszłam do wniosku, że powinnyśmy dostać Nobla. W jakiej dziedzinie? Komunikacji międzyludzkiej. 

Blondi

Ten tekst powstał jakiś czas temu, ale pasuje do naszego projektu pt. “Czy w więzieniu może być śmiesznie”.


Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Dzień Świstaka

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Dzień Świstaka niczym – Dzień Świra 😉

Po godzinie 6.15, jarzeniówki rozpalają swe mdłe światło, śpiąc na dolnej „kolejce” – mniej irytuje i wkurza oko, na górnej „kolejce” (łóżko piętrowe), mniej przyjemną pobudką, przed 7.00 dobudzanie zaspanej: głowy, ciała… myśl dochodząca do głowy, niczym piorun z nieba. Boże znowu to samo! Kolejny dzień „Świstaka”, doprowadzający do szału, śmiechu przez łzy, powracający do „codzienności – realiów”, z pogodzeniem się…

Jak to moja Babcia Halinka powiadała: cierp ciało, jak chciało: p, co prawda to prawda! 7.45 około… śniadanie, w zależności jaka dieta, takie pseudo MENU – buhaha! Nie polecam osobiście ;)… Raczej „śniadań” nie jadam! DBAM O LINIĘ : P- powiedzmy 😉 …

Te kobiety, które nie pracują, czy nie mają możliwości, tak jak w moim przypadku realizowania się oraz odkrywania cech, o których nie miałam pojęcia :), przebywają w celi mieszkalnej, robiąc drzemkę, pisząc listy, czy robiąc pranie… W międzyczasie są spacery – godzina spędzona w czterech ścianach powiedzmy „pobielanych”, z arcydziełami pisarskimi w postaci wyznań oraz polsko-łacińskie teksty, których nie będę komentować…! Około godzinki 13.30 zajeżdża w NASZE progi… wózek z kalifaktorkami tj. osobami wydającymi posiłki…

Od koloru, do wyboru : ) – soja, kasza, ryba gotowana i na szczęście,nie tylko dla mnie – dieta bezmięsna! 🙂 Ogół – nie komentuję, tragedii nie ma, nie ma o czym mówić, ja jako „L”-lekkostrawna, gotowane, dużo marchewki, kurczaka i tak dalej… 🙂 z zakazem smażonego! Co oczywiste, nie ma to jak „elka”!: W zależności, jaki dzień tygodnia, każdy dzień jest praktycznie taki sam…

Dzień ŚWISTAKA! Około 17.00 kolacja, 19.00 apel! Tzn. przeliczenie, po którym, tylko jakaś gruba historia, typu karetka wezwana, padaczka czy inne „duże coś”, pozwoli otworzyć klapę po godzinie 19.00 i reagować! :/ W tym czasie, po „zamku” zazwyczaj poświęcam, te kilka godzin do 22.00, gdy światła już gasną, na listy, teksty do bloga, posty czy komentarze, to są minuty. Godziny, kiedy jest już „spokojniej” na oddziale i mogę przenieść się, do innego świata, przestać walczyć – do dnia następnego, z dniem „Świra”, zależnie jaki SQAD masz w celi, tak szybko ten dzień się kończy…czemu dzień „świra” w pakiecie? Patrząc dookoła, schiza schizą pogania, rzeczy niemożliwe stają się możliwymi! Niczym„CYRK MONTY PYTHONA”, połączony czasem z „PSYCHIATRYKIEM”, TAKA NA OGÓŁ „ŚWIROWNIA” :)… Już 21:21 i 21 sek, i co na to powiedzieć? To dopiero dzień świra, na szczęście końcówka :), jeszcze tylko: zaadresować list, ogarnąć się, przebrać, zapaść szybko w sen, aby nie rozkminiać dnia następnego „ŚWISTAKA WEL ŚWIRA”…

TAKA JA

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

O czym marzę?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Marzenia…. Niedawno uświadomiłam sobie, że prawie zapomniałam czym są…

Zaczęłam się zastanawiać, czy potrafię je w sobie uaktywnić, wizualizować i najważniejsze czy ich potrzebuję? Przez ostatnie lata wszystkie jakie miałem, umarły we mnie śmiercią naturalną. Bez szans na ich urzeczywistnienie. Zbyt duży rozdźwięk między nimi a codziennością, jaką sobie wykreowałam. Odczuwałam je jako coś nieosiągalnego dla mnie. Przestałam marzyć, ale wraz tą decyzją coś we mnie gasło. Coś nieuchwytnego, nieznanego. Stałam się istotą zgorzkniałą bez poczucia celu, bez zrozumienia siebie samej. Od kilku dni pozwoliłam sobie zaryzykować…. Pomarzyć…Och jak różnią się te obecne od tych dziecięcych! Tamte wydumane, wręcz kuriozalne. A te obecne nieśmiałe i jakby zawstydzone sobą, ostrożne. Ktoś mógłby je określić jako przeciętnie przyziemne. Dla mnie są jednak jak maleńki rozbłysk w duszy, ładujące baterie, zrezygnowanego serca. Moje marzenia, dziś to: uśmiech moich dzieci, czyjeś ciepłe dłonie splątane w uścisku z moimi, radość w oczach mamy, że odnalazłam właściwy azymut, brak samotnych śladów moich stóp na plaży o zachodzie życia….

PiK

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY

Fot. Małgorzata Brus

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W więzieniu najważniejsza jest twoja psychika – albo masz ją silną, albo nie masz. Nie ma złotego środka na to, jak to wszystko przetrwać. Nie robisz nic – niedobrze, robisz coś – niedobrze… ogólnie lipa. Czego nie możesz w więzieniu robić albo nie powinnaś? ( Jedno i drugie ciężkie do wykonania.) 

– Pożyczać w jedną i drugą stronę

Pożyczając komuś, licz się z tym, że nie odda, a jak ty pożyczysz od kogoś, to powie, że nie oddałaś. Płacisz podwójnie, niczym „chwilówkę”.

– Dzielić się tym, co masz – tzw. „wspólnota” 

Jedzenie i tytoń kupujecie na spółkę i razem spożywacie; po odejściu współosadzonej  z celi okaże się, że ona dawała więcej i dostaniesz info z wyliczeniem, ile jesteś winna, a co lepsze, to czasem do zwrotu w trybie ekspresowym (oczywiście nie jak Poczta Polska).

– Dawać namiarów na bliskich

Niekiedy prosimy o pomoc, by ktoś przekazał jakąś informację. W praktyce informacja brzmi: ona nie może zadzwonić do domu, ale prosi, żeby nie odbierano od niej telefonu, bo ma straszne kłopoty, za to osoba dzwoniąca może podać nr konta bankowego, gdzie można przelać pieniądze, i ta osoba jakoś je przekaże.

– Chodzić do wychowawcy

Częste wizyty w tym miejscu mogą się skończyć różnymi perypetiami. Na przykład  zostaniesz nazwana kablem (nie mam na myśli takiego od telewizora, a raczej przedłużacz). Czasem można też się dowiedzieć, że jesteś czyjąś rodziną. Nieważne, że idziesz w sprawie „własnej”, bo w tym miejscu takich nie ma. 

– Opowiadać o sobie

My, kobiety, lubimy rozmawiać, nie tylko o sobie, ale ogólnie. A gdy coś leży nam na sercu, przecież wygadać się trzeba, współosadzona wysłucha, doradzi, pomoże….a potem wykorzysta to przeciwko tobie. Oj, żeby tylko – czasem zostaniesz nazwana narcyzem bez uczuć, bo mówisz o sobie. 

– Przejmować się plotkami na swój temat

Plotka – oto słowo jakże często powtarzane w tym miejscu. A przecież każdy się brzydzi plotkami (dziwne). Plotka żyje własnym życiem, nie potrzebuje nawet tlenu. Idziesz do telefonu, rozmawiasz z koleżanką, padną słowa: „Też za tobą tęsknię, Iza”, i już plotka gotowa – żyjesz w związku z kobietą. A kogo obchodzi prawda? Przecież jest nudna. 

– Brać do siebie, że ktoś cię nie zna, a osądza

Oj, to jest temat najlepszy. Widzisz kogoś pierwszy raz na „peronce” (korytarzu), przechodzisz obojętnie. Nagle słyszysz, że przecież ona cię dobrze zna i wie takie cuda na twój temat, że cud w Kanie Galilejskiej to przy tym mały pikuś. A najlepsze jest to, że widząc kobietę ponownie, podchodzisz do niej i mówisz: „Siema”, zaś ona patrzy na ciebie jak na kosmitę i odpowiada: „Ale my się przecież nie znamy”.

– Mówić, ile wydajesz w kantynie

Robisz sobie zakupy w kantynie (tutejszej „Biedronce”). Uważasz to za normalne, że padnie kwota, jaką wydajesz, bo ceny są z Marsa – no przecież nie z Wenus( kobiety by takich nie wymyśliły). I co słyszysz w odpowiedzi?  Jaka z ciebie bogaczka, trzaskasz kasą jak lalunia, po co ci balsam za 20 zł, skoro jest za 6? Myślisz, kurde, jestem nienormalna chyba😊. Ale czy kogoś obchodzi fakt, że to twoje pieniądze i twoje ciało? A skądże, bo przecież za tę różnicę możesz kupić dwa i dać jeden dla dziewczyny obok. No cóż, życie jak w pudelku, co nie zrobisz, jest źle…

– Wierzyć w to, co ktoś mówi

Słowo – niby nic, a jaką ma moc sprawczą. Pomyśl sobie, siedzisz w celi i słyszysz historie: byłam w Madrycie, jadłam homary w Dubaju, piłam wino z winnicy swojego mężczyzny. Oj, gdzie ona nie była. I co? Oczywiście, że zazdrościsz, myślisz sobie: jaka ze mnie dziewka od krów, nie znam świata. Tylko nagle wychodzi na jaw, że homar był rakiem z Dunajca, a ty jednak nie jesteś dziewką i nie masz krowy. A szkoda, bo mleko lubisz! 

Zołza

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Czy więzienie to koniec świata?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Tak też myślałam do czasu, kiedy się tam nie znalazłam.
Miałam takie samo zdanie o osadzonych , jak Ty, Czytelniku. Media karmią nas newsami, takimi stricte ekstremalnymi, które zwrócą uwagę widza czy odbiorcy słowa pisanego, aby pobudzić jego wyobraźnię. Skupiają się na czynach, głośnych rozprawach, a nie na tym jak funkcjonują osadzone kobiety w warunkach izolacji, kiedy kończy się ten medialny show.
Przebywałam w celach, dla Was z kobietami skazanymi za najgorsze przestępstwa, jakich może dopuścić się człowiek. Takimi, które najchętniej społeczeństwo by skazywało na kary, jakich polski kodeks nie przewiduje.
I chcę Wam, Czytelnikom, uświadomić, że nigdy nie miałam najmniejszego powodu, by się ich bać.
Są to wrażliwe kobiety, które mają swój wewnętrzny kodeks moralno-etyczny. Ten kodeks, jest zdecydowanie bardziej bezlitosny, od karnego. Żałują. Każda przeżywa to na swój sposób. One nie skarżą się na to, że są w
areszcie. Analizują i przeżywają, jak to możliwe, wracając do chwil poprzedzających czyn. Ta kara, którą dźwigają na barkach każdego dnia, jest wyniszczająca. Ktoś patrzy z boku spotykając je na więziennym
korytarzu, zajęciach czy innych okolicznościach, gdy są poza cela mieszkalną i myśli sobie: uśmiechnięte pewnie nie żałują – zasłużyły. A co niby mają zrobić? Muszą jakość żyć, funkcjonować – one wiedzą
doskonale, że życie to najcenniejszy dar.
Ja proszę. aby społeczeństwo przestało je tak krytycznie odbierać. One już zostały osądzone i skazane. W głębi siebie przeżywają najbardziej krytyczną z kar. Są dla siebie bardzo surowe. Czasem warto każdy
problem rozbić na czynniki pierwsze, wtedy spadają przysłowiowe klapki, które mamy na oczach.
Blondi

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Codzienne rytuały i nawyki – tutaj i tam

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Czytam właśnie odpowiedzi od Was, Drodzy Czytacze i trafiłam na takie zagadnienie w komentarzu Asia Em: Na ile jesteśmy w stanie zachować swoje codzienne rytuały i nawyki? 

Dla mnie to porażka, od początku do końca. W tym miejscu nie ma mowy o prywatności i to jest dla mnie najgorsze. Być może zabrzmi to dziwacznie, ale się powtórzę – najbardziej brakuje mi tutaj możliwości pobycia samej. Budzę się rano – i widzę obce gęby. Nawet jeżeli lubi się swoje współosadzone (co nie jest częstym dla mnie zjawiskiem), to nie zmienia to faktu, że to obce osoby. Wykąpać się rano nie mogę, bo nie ma łazienki, więc myję się w  misce, jak w średniowieczu. Ekspresu do kawy nie można mieć, więc żeby nie mieć fusów trzeba się było przerzucić na rozpuszczalną, a to nie to samo. Zjeść tego, na co ma się akurat ochotę, nie ma szans. Albo zjesz to, co dostaniesz, albo co kupisz sobie w kantynie – to drugie nie oznacza, że akurat tego chcesz. Hobby… Żeby móc się spełniać w tym, co sprawia przyjemność, to graniczy z cudem. Wybieram więc coś, na co mam szansę dostać zgodę, a i z tym łatwo nie jest. To, co chciałabym robić, jest całkowicie poza moim zasięgiem, i nie ma takiej siły, aby to przeskoczyć. Żaden z moich rytuałów i nawyków nie przetrwał na tutejszej niwie, bo nie miałam jak ich przesadzić. Na ile mogłam, musiałam stworzyć sobie nowe, i na milimetr mi się udało 😉 – a ten milimetr, to dla mnie bardzo dużo. Jak mówi przysłowie – ,,lepszy rydz, niż nic’’. W tej jednostce, dzięki temu, że Fundacja Dom Kultury organizuje fajne zajęcia, mogłam próbować nowych rzeczy i w tym się spełniam. Nawet jeśli nie do końca odpowiadała mi tematyka niektórych zajęć, to zaspokojona była – pomimo wszystko – moja babska ciekawość tego, co nowe. Dzięki temu, że raz za razem działo się coś innego, to przeżyłam szereg pierwszych razów 😉, co bawiło mnie przeogromnie. Tutaj żyje się jakoś tak schematycznie, bo dzień do dnia jest bliźniaczo podobny – trochę tak jak w filmie ,,Dzień Świstaka’’. Tyle, że tam bohater mógł rozwijać wiele umiejętności i opanowywać je do perfekcji. Gdy nie ma się zbytniego wyboru, to czerpie się z tego co jest dostępne. Nawet jeżeli nie do końca nam to pasuje.

Pozdrawiam, Małgosia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Na rozdrożu

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jeden kwadrat. Trochę metrów przypadających na osobę, gdzie wiatr wpadający oknem przynosi zapachy wolności, które ściskają serce, że to tak daleko, a trzask zamykanych drzwi budzi strach przed tym, by to nie było na zawsze.

Pomieszczenie, w którym gęsto jest od złego i zimno od morza łez. Słone grzechy pływają jak własnoręcznie wykonane papierowe statki, które iskierką dobroci dałoby radę zmienić w popiół.

Tylko urny przypominałyby o złej przeszłości. Każdy w swoim życiu staje na rozdrożu. Dotyka tego niezdecydowania, niedowierzania. Wyostrzenie wzroku nic nie da, by dostrzec co jest na końcu dróg.

Trzeba przemyśleć i podejmować decyzje, złapać za bary konsekwencje, jak najbardziej upchać bagaż i wybrać drogę.

Nigdy nie wycelujesz w jedną do końca. Jej odnogi to kolejne przemyślenia.

I to tak się toczy, coś zostaje za Tobą, coś uczy.

W tym miejscu znajdujesz się za? … Sami wiemy za co. Zgarbieni od wstydu, z opuszczonymi ramionami niemocy, oczami skierowanymi w dół. Człowiek widzi własne stopy i nagle go zaskakuje, że on sam tu „przyszedł”. Że sam doprowadził się do tego punktu.

Prosty mechanizm. Podnosisz jedną stopę, by postawić pierwszy krok. Później drugą, i okazuje się, że idziesz. Że sam, bądź przy pomocy kogoś, to wszystko wychodziłeś. Tu możesz odgrzebać sumienie.

Poukładać sprawy do naprawienia, ludzi do przeproszenia i sytuacje do zakończenia. Tu możesz sobie przypomnieć o uczuciach, o trzeźwym myśleniu, o tym, że nie urodziłeś się zły.

Dokonania każdego, to prywatna lista tego, co było, ale też tego, co może być przed nim. Nawet jeśli wydawałoby się, że na końcu tej źle wybranej drogi jest przepaść, to masz wybór czy chcesz się rzucić.

Niekiedy wystarczy się cofnąć jeden krok, by coś inaczej pokierować. Innego słowa użyć. Innego człowieka posłuchać.

Podobno nie ma sytuacji bez wyjścia, trzeba po prostu szukać do niej drzwi.

Pełnoletnia 

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.