„Podróż w nieznane”

Piesek Bobbsan Krzysztofa Szczecińskiego naszego mecenasa ze Szwecji, obraz namalowała Lui, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na skraju lasu, nad rzeczką gdzie istniała Kraina pustki, spokoju, opoki którą charakteryzowała wolna przestrzeń i tak zwana nicość, mieszkały trzy baloniki duże, okrąglutkie, wypełnione prześwitującym powietrzem, co dzień rano, w południe i wieczorem fruwały po niebie z rytmem wiatru, ciszy i spokoju, a oaza która tworzyła ich świat sprawiała, że te trzy prześwitujące baloniki czuły się wciąż wypoczęte i bezpieczne.

Pewnej nocy gdy baloniki nie mogły spać, a na niebie tworzyły się piękne odcienie granatu i fioletu, na których mrugały liczne gwiazdki, zapragnęły barw, kolorów, błyszczących alautów i brokatu rozmawiając między sobą o pragnieniach. Jeden z baloników chciał być wypełniony emocjami, a trzeci uczuciami i pięknymi myślami, wymieniając poglądy o uniesieniach całą noc, nad ranem odważnie postanowiły opuścić krainę w której wszystko było przewidywalne i ruszyć w świat aby doświadczyć tego co im nieznane. Obiecały sobie jedno, że związują swoje trzy sznureczki na których trzymają swoje okrąglutkie gumowe brzuszki i żeby nie wiem co się działo, nigdy się nie rozdzielą.

Frunęły po niebie długo i wytrwale oglądając z góry różnorodny świat, lecz nie potrafiły uzgodnić tego gdzie się zatrzymają i zamieszkają. Jednemu balonikowi podobało się wesołe miasteczko, kolorowe balony na druciku, żywe kolory, dzieci które kłóciły się o nie i wyrywały sobie kolorowe baloniki z ręki. Karuzele, muzyka, wata cukrowa i inne pełne emocji atrakcje. Drugi balonik chciał wylądować przy zoo, tam każde dziecko wiązało sobie sznureczek z balonikiem na rączce, a balonik dumny i blady oglądał z góry zwierzątka, place zabaw i zawsze zabierany był do domu, wisiał przy łóżeczku dziecka i mieszkał razem z nim, czuł się jak członek rodziny. Trzeci balonik pragnął wylądować w cyrku, oglądać akrobatów, klaunów, artystów, jeździć po świecie i zwiedzać. Obiecały sobie, że za 3 dni spotkają się w tym samym miejscu i powrócą do swojej bezpiecznej Krainy.

Pierwszy balonik wylądował w wesołym miasteczku, podniósł go z podłogi pewien Pan, pomalował sprayem, obsypał brokatem, nadmuchał helem. Balonik dumnie sunął nad głowami dzieci i rodziców, oglądał karuzele, słuchał pięknej muzyki i wąchał zapach popcornu i waty cukrowej. Był rozchwytywany, pełen napędzających emocji oraz doświadczeń, które sprawiały, że czuł się szczęśliwy.

Drugi balonik doleciał prosto pod ZOO, pod klatkę małpek, gdzie uroczy mały chłopczyk podniósł go, przywiązał do wózka młodszej siostry i zwiedzał całe ZOO z całą rodzinką, oglądając piękne zwierzęta, słuchając śmiechu i radości dzieci i biegając po powietrzu za spacerówką.

Trzeci balonik był pod wrażeniem, gdy udało mu się wylądować na scenie areny, gdzie podmuch biegających zwierząt unosił go i co raz nad ziemię, wszyscy patrzyli i podziwiali przedstawienie w którym balonik był również uczestnikiem.

Minął 1 dzień pełen atrakcji, zabaw, zapachów, pięknych widoków. Minął 2 dzień emocji, uczuć i napędzających myśli. Baloniki zaczęły za sobą tęsknić, przeżycia miały niesamowite, ale w pojedynkę nie były one tak pełne jak gdyby mogły przeżyć ten czas we trójkę. Wszystkie trzy chciały wcześniej wracać w umówione miejsce i choć mocno tęskniły do siebie i za swoją spokojna Krainą, żaden nie dotrzymał umowy i nie przybył na umówione miejsce po 3 dniach. Balonik z wesołego miasteczka był zmęczony, co chwila przez właścicielkę podmuchiwany helem, zasypywany brokatem i pryskany sprayem, zapomniał kim był, stał się codzienną atrakcją, oddawany z rąk do rąk, kiedy się znudził.

Drugi balonik przywiązany został do huśtawki na placu zabaw i z dnia na dzień uchodziło z niego powietrze, nikt się nim nie interesował ponieważ wisiał tam cały czas, opadając z sił, żadne dziecko już go nie chciało, a z daleka patrząc na ten świat zwierząt, w którym wciąż dźwięczał hałas, zamieszanie i nieprzyjemny zapach stał się dla balonika przekleństwem i nie miał sił już nawet wracać do swojej Krainy w pojedynkę.

Cyrk dla trzeciego balonika przestał być atrakcyjny, co chwila byli w innym miejscu z innymi ludźmi na widowni, a balonik już od dawna nie był atrakcją na występach, patrzył na zmęczone zwierzęta, na ludzi, którzy zbyt skupieni byli na próbach i treningach, zebrał się w sobie i postanowił przy pomocy wiatru oraz bezpańskiego psa odnaleźć swoje zaprzyjaźnione baloniki. Wyczerpanego balonika z placu zabaw piesek odwiązał, złapał za zęby i pognali na wesołe miasteczko po drugiego balonika, piesek stanął na dwóch łapkach i silnie wyrwał zębami obklejonego brokatem balonika. Złapał wszystkie 3 w zęby i pognali do swojej zaprzyjaźnionej bezpiecznej Krainy, pełnej ciszy, spokoju i przewidywalnego jutra. Gnając tak przez wiatr balonik z którego uszło powietrze, napełnił się z powrotem świeżym, zdrowym wiatrem, dzięki czemu poczuł się lepiej. Brokat z oblepionego balonika poopadał przy sile powiewu zdrowego powietrza, spuszczając sztuczny hel, byli znowu sobą i razem. Gdy dotarli dzięki bezpańskiemu pieskowi do bezpiecznej Krainy, przyjęli go do siebie i zamieszkał wraz z nimi na łące pełnej polnych kwiatów i słońca.

Trzy baloniki żyły długo i szczęśliwie z nowym przyjacielem pieskiem z ulicy, który ich uratował, spędzali wspólnie czas, piesek trzymał 3 sznureczki w zębach i biegał machając ogonkiem po łące. To co na pozór wydaje nam się piękne i kolorowe, nie zawsze takim jest. Doceniajmy, co mamy, bo miłość, radość, dobroć, wierność oraz uprzejmość można odnaleźć jedynie w ciszy, spokoju i łagodności – co składa się na umiarkowane szczęście i pełnie życia.

MARIOLKA

Dzień dziecka

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

ILE WE MNIE JEST DZIECKA?

Być dzieckiem to:

  • Kochać bezgranicznie i zupełnie za nic
  • Jak kłócić się o coś to do „upadłego”
  • Jak nienawidzić to aż „do śmierci” J
  • Być wiecznie zajętym
  • Śmiać się z niczego … ale jak się śmiać
  • Ufać intuicji
  • Wierzyć „dorosłym”
  • Być niemożliwie bezpośrednim, szczerym do bólu
  • Nie wiedzieć, co to fałsz i obłuda
  • Bardzo szybko się uczyć otaczającego nas świata
  • Akceptować świat

DZIECI PO PROSTU SĄ SZCZĘŚLIWE

Choć metrykalnie jakiś czas temu dorosłam, to mentalnie pielęgnuję dziecko, które we mnie jest J. Lubię śmiać się, chcę wierzyć, że ludzie są szczerzy i dobrzy (choć coraz częściej przekonuję się, że nie wszyscy…). W każdej sytuacji staram się znaleźć same dobre strony (szklanka do połowy pełna). Jestem pomocna i ciekawa świata i ludzi. Często widzę świat w kolorach, a biel i czerń zostawiam smutasomL. Żyję w zgodzie z samą sobą i dzięki temu jestem szczęśliwa.

Pozdrawiam Wszystkie Duże Dzieci – Bella

DUŻE DZIECKO…

– lubię robić psikusy, chociaż do tego to mam nieodpowiednie warunki

– śmieszy mnie niekiedy taka „głupotka” jak nagłe wyskoczenie w celu przestraszenia

-nie wyrosłam z rzucania „ogonka” z pomidora by straszyć, że to pająk

– zmieniam głos

– kocham koty, więc wyrywa mi się miauknięcie

– spontaniczna bywam coraz mniej, ale tylko, dlatego, że znowu miejsce nie sprzyja.

Wydaje mi się, że dziecka część zostaje w człowieku na zawsze, nie zniszczy tego ani miejsce, sytuacja czy ludzie.

Dźwigam swoją własną tragedię.

Ludzie o mnie zapominają bądź po prostu ich życie przesuwa mnie na sam jego skraj. Uważam, że rodzice byli zbyt zapracowani, bym mogła należeć do grona dzieci, którym uwagę się poświęcało na maxa. Mój charakter jeszcze w więzieniu się kształtował, musiałam wszystko sama poukładać, by jakoś przetrwać, by zawalczyć o pewne wartości. Trafiłam tu będąc młodą osobą, sama sobie odebrałam poznanie niektórych zachowań, doznań. Nie należę do osób, które zabiegają o znajomość – byłam samotnym dzieckiem, bywam samotnym skazańcem. Wierzę, że mam spoko rodziców i że jak najbardziej mnie kochają – mam to szczęście, że są cały czas przy mnie. Wierzę też, że kochają mnie moi znajomi, bo tylko „kozaki” są przy mnie (pozdrawiam!). To od nich często słyszę, że jestem jak dziecko zamknięte w ciele dorosłej kobiety. Że izoluję się, że bywam naiwna, pokazuję własną hardość, a nieudolnie ukrywam wrażliwość, nie chcę dać się „zeżreć”, a później to przepłakuję. Choć wypracowałam sobie opinię, że wiem, czego chcę, to jestem pogubiona jak dziecko, do pewnych rzeczy nie dorosnę już nigdy.

Nie mam własnych dzieci, więc część swojej dziecinności pokocham jak własneJ… do tej pory oplatam palec kosmykiem włosów i kręcę, no i dalej czekam na osobę, która weźmie w garść moje życie i spróbuje je poukładać – by może pokazać jak powinno wyglądać?.

                                                                                                                   Pełnoletnia

Bajka

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

Starzec

Dawno, dawno temu w strasznie ciemnej jaskini mieszkał Starzec. Wszyscy ludzie z pobliskiej wioski bardzo się go bali. Chodziły różne legendy o nim. Jedni mówili, że zamienia ludzi w nietoperze, które w nocy polują dla niego i przynoszą mu pożywienie. Wszyscy omijali ciemną jaskinię i nikt tam się nie zbliżał. Ludzie woleli do miasta chodzić okrężną drogą, niż przejść na skróty koło jaskini Starca.

W wiosce żyła dziewczynka, która miała na imię Zuzia. Była ulubienicą wszystkich mieszkańców, choć czasami potrafiła psocić i nie zawsze słuchała mamy. Zuzia miała piękne blond warkocze i śliczne niebieskie oczka. Te jej oczy były tak niebieskie jak ocean. Nikt nigdy nie umiał się gniewać na Zuzię, bo gdy patrzyła tak uroczym spojrzeniem, to wszystkim od razu miękło serce.

Mama Zuzi powtarzała jej często, że ma się nie zbliżać do jaskini Starca. Straszyła, że Starzec zamieni ją w nietoperza. Zuzia nie bardzo tego słuchała i często po kryjomu zbliżała się do jaskini. Jednak nigdy nie było w niej tyle odwagi, by wejść do środka.

Pewnego dnia mama wysłała Zuzię do miasta po zakupy. Zuzia jak zwykle poszła drogą na skróty koło jaskini. Tym razem w ciemnościach zobaczyła dziwną postać, która wydawała z siebie żałosne dźwięki. Trochę się przestraszyła i cofnęła, ale jej ciekawość była większa niż strach. Kiedy zbliżyła się do jaskini, usłyszała, że są to straszne jęki. Postać przypominała wielkiego nietoperza. Ciekawość dziewczynki była tak duża, że nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się w jaskini w środku. Postać – nietoperz zbliżała się do niej dziwnym krokiem. Ze strachu Zuzia tak zdrętwiała, że nie byłą w stanie uciekać. Kiedy postać była już bardzo blisko, okazało się, że to nie jest żaden nietoperz, a tylko mały staruszek, siwy, z długą brodą i bujną czupryną.

Starzec powiedział:

– Podejdź do mnie, moje dziecko.

Zuzia choć bała się nadal, podeszła.

– Jęczę tak strasznie, bo strasznie boli mnie noga. Wywróciłem się i chyba jest złamana. Wiem, jakie legendy o mnie chodzą w wiosce. Wierz mi, że to wszystko nieprawda. Nietoperze są moimi jedynymi przyjaciółmi, lecz nigdy nikogo w nietoperza nie zmieniłem.

Starzec zapytał, jak dziewczynka ma na imię. Kiedy powiedziała, że Zuzia, on powiedział, że się nazywa Mieczysław i spytał, czy ma ochotę na naleśniki z jagodami. Zuzia już bardzo zgłodniała i z chęcią przyjęła propozycję.

Wzięła Starca pod rękę i pomogła mu iść i zniknęli w ciemnościach jaskini. Okazało się, że Starzec ma bardzo przytulne mieszkanko, w którym wszędzie wisiały zdjęcia dziewczynki bardzo podobnej do Zuzi. Mieczysław poczęstował Zuzię naleśnikami z jagodami i zaparzył herbatę. Gdy usiedli Zuzia zajadała się naleśnikami, a Starzec opowiadał, dlaczego postanowił zamieszkać w jaskini. Jego historia była bardzo smutna. Okazało się, że Mieczysław miał córeczkę, która miała na imię Amelka. Jego żona, którą bardzo kochał, umarła przy porodzie. Mieczysław został sam z córeczką. Bardzo się kochali i byli szczęśliwi. Pewnego dnia Amelka znikła. Mieczysław szukał jej wszędzie, przez wiele miesięcy i nie znalazł. Strasznie się załamał i nie chciał z nikim rozmawiać. Postanowił, że zamieszka w jaskini. Jego ból po stracie córeczki był tak wielki, że nie umiał sobie z nim poradzić. Jedynymi jego towarzyszami życia były nietoperze, które mieszkały z nim w jaskini. Twierdził, że tylko one rozumieją jego ból.

Zuzia płakała słuchając historii Mieczysława. Starzec rzekł:

– Widywałem ciebie tu często, ale nie chciałem cię przestraszyć, żebyś nie przestała tu przychodzić. Tak mi się miło na ciebie patrzyło, bo jesteś taka podobna do mojej Amelki.

Zuzia zaproponowała, żeby Mieczysław poszedł z nią do wioski. Jej mama była lekarką i mogłaby mu pomóc, wyleczyć chorą nogę. Mieczysław się zgodził. Poszli razem do wioski.

Wszyscy ludzie dziwili się, z kim Zuzia idzie, bo tak naprawdę nie znali Mieczysława. Mama Zuzi też się bardzo zdziwiła. Zuzia opowiedziała jej historię Starca i mama też się bardzo wzruszyła.

Mama Zuzi zajęła się chorą nogą Mieczysława  i zaoferowała, by Starzec został z nimi do czasu, póki noga się nie zagoi.

Wieść po wiosce szybko się rozniosła. Wszyscy wiedzieli, że Zuzia przyprowadziła Starca mieszkającego w jaskini. Ale gdy tylko usłyszeli smutną historię Mieczysława, wszyscy mieszkańcy bardzo mu współczuli i byli dla niego bardzo mili. Nikt już się go nie bał. Skończyły się dziwne opowieści o Starcze, który zamienia ludzi w nietoperze.

Mieczysław i Zuzia bardzo się zaprzyjaźnili i kiedy przyszedł czas rozstania, dziewczynka strasznie się smuciła. Noga Mieczysława była już zdrowa i on sam chciał wrócić do swojej jaskini. Obiecali sobie, że będą się nadal przyjaźnić i Zuzia będzie często przychodzić do Starca na wspaniałe naleśniki z jagodami. I zresztą nie tylko Zuzia, bo cała wioska zaczęła chodzić do miasta już drogą na skróty. Zawsze wszyscy, jak szli na zakupy, to wstępowali do Mietka na naleśniki i herbatę.

Już nikt się nie bał ani jaskini, ani Starca.

Magda

 


Drogi Użytkowniku/Droga Użytkowniczko http://ewkratke.fundacjadomkultury.pl/

Informujemy, że zgodnie z art. 13 ust. 1 i ust. 2 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO):

1) administratorem Twoich danych osobowych jest Fundacja Dom Kultury z siedzibą w Warszawie,

2) Twoje dane osobowe przetwarzane będą w celu realizacji usługi dostępu do http://ewkratke.fundacjadomkultury.pl/ na podstawie art. 6 ust 1 pkt b RODO,

3) odbiorcą Twoich danych osobowych będzie Fundacja Dom Kultury, do której składać będziesz wnioski lub oferty za pośrednictwem systemu http://ewkratke.fundacjadomkultury.pl/

4) Twoje dane osobowe nie będą przekazywane innym podmiotom, nie będą również wykorzystywane w celach marketingowych, chyba że wyraziłeś/wyraziłaś na to odrębną zgodę,

5) Twoje dane osobowe będą przechowywane przez okres komunikowania się z http://ewkratke.fundacjadomkultury.pl/,

6) posiadasz prawo dostępu do treści swoich danych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu,

7) masz prawo wniesienia skargi do PUODO gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016


 

 

Czego mi brakowało w dzieciństwie

Moje dzieciństwo było „niby” szczęśliwe.

Ale tak naprawdę brakowało mi mamy.

Owszem, miałam oboje rodziców, dziadków i siostrę. Dla matki wszystko i wszyscy inni byli jednak ważniejsi.

Dziś sama mam dzieci i każdą wolną chwilę chciałam poświęcić tylko im. Alkohol wygrał z „Nami”.

Od dłuższego czasu nie utrzymuję kontaktów z rodzicami, ale tak mi często ich brakuje, że rozrywa mnie od środka.

Agnieszka

Najbardziej brakowało mi rodzeństwa, bo jestem jedynaczką i nie miałam się z kim bawić. Sama musiałam się sobą zajmować i wymyślać zabawy. Ciężko mi było tak samej ciągle się bawić. Wymyślałam sobie, co mam robić, szyłam ubranka dla lalek, rysowałam i tak myślę, że w momencie dorastania wyszły efekty mojej samotności w dzieciństwie, bo weszłam w bardzo nieodpowiednie towarzystwo, żeby już nie być samą. Towarzystwo tak mnie wciągnęło, że skończyło się jak widać.

Magda

 ♦

Najbardziej brakowało mi mamy, która była dla mnie najwspanialszą i najukochańszą istotą i której braku świat mi nie zastąpił i nie wynagrodził. Straciłam ją, gdy miałam 12 lat. Odeszła po ciężkiej chorobie, która trwała tylko 5 miesięcy i odebrała mi całą radość dziecięcą. Mimo, że była przy mnie ukochana babcia, która troskliwie i z całą swoją miłością zajęła się mną, to do dzisiaj czuję w sercu pustkę i żal. Nigdy nikt i nic jej nie wypełni. Już zawsze będę uboga we wszystkie doznania, jakie ma dziecko posiadające kochającą mamę. Mamę, do której zawsze można się zwrócić ze swoimi troskami i radościami.

Daga