Życie po pandemii

Rzeźba Ikaro Alato, Igor Mitoraj, Warszawa, Centrum Olimpijskie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Pandemia zakończona, upragnione słowa na które czekał cały świat, okrzyki radości i wielka ulga, wracamy do normalnego życia a jednak nasuwa się pytanie czy potrafimy żyć jak przed epidemią, czy „zło” nauczyło nas żyć inaczej?

Był czas przemyślenia, są też dobre strony wirusa, nie w pojęciu medycznym ale w życiu codziennym, dziś nikt nie patrzy tylko na siebie, nie goni za karierą a zaczynamy doceniać bliskość, mamy odczas odrobić z dziećmi lekcje, rozmawiamy nie telefonicznie, lecz osobiście odwiedzamy krewnych i era komputerów trochę wygasła. Jesteśmy pozytywnie nastawieni do całego świata, martwimy się o globalne ocieplenie, o smog, dbamy nie tylko o sobie ale o wszystko co nas otacza.

COVID-19 jak go inaczej określić nie językiem medycznym, ale prostymi słowami; morderca, kat, bo wymordował tyle istnień ludzkich, złodziej też pasuje – niewidzialnie kradł co mamy najcenniejsze.

Koniec epidemii cieszymy się bardzo, zaczynamy nowy rozdział w życiu bez zakazów kwarantanny, jednak pamiętamy że wyrwał nas z ułożonego życia, pozbawił pracy, szkoły i życia codziennego. Wirus postawił nas przed faktem dokonanym, zawładnął prawie całą ludzkością, był najeźdźcą XXI wieku.

Podobne epidemie miały w odległych czasach, np. Cholera czy Czarna Ospa.

Były też wojny podczas okupacji w bardzo trudnych warunkach, bez wody, prądu, żywności, leków i mediów, panował Tyfus, ludzie chorowali na gruźlice wiadomo, ile istnień ludzkich pochłonęły te wszystkie choroby, a teraźniejsze czasy pierwszy przykład to AIDS, Ptasia Grypa, Świńska Grypa i pom prostu grypa. Jak duży był wskaźnik umieralności wiemy wszyscy, a my nadal żyjemy, pokonaliśmy wszystkie przeciwności.

To wszystko mamy już za sobą, zgony, kwarantanny, puste miasta, brak kontaktów rodzinnych, koleżeńskich, i my patrzyliśmy przez okna na puste ulice, dużo można wymieniać.

Mamy już dziś, rano wstajemy, toaleta, śniadanie, szykujemy się do pracy, szkoły, odzyskaliśmy władze nad życiem. Na przystankach grupy ludzi czekających na autobus, uśmiechamy się do przedmiotów i cieszymy się bo tę wojnę wygraliśmy, wirus został pokonany.

W pracy i w szkole spotykamy starych znajomych, tych których lubimy lub mniej, ale cieszymy się że są wszyscy, możemy spotkać się, śmiać, kłócić bo jest tak jak dawniej.

Wracając do domu spotykamy mamy z dziećmi i jak miło naszych starszych mieszkańców, idą z pieskami na spacer do parku a ławeczki pełne są Pań które prowadzą gorące rozmowy i dzieciaki biegające po osiedlu, krzyczące jak zawsze.

Jakie to dziwne, być może wcześniej nam to przeszkadzało, a teraz cieszymy się że wszystko jest na miejscu. Pani sąsiadka, która oburzyła się na głośną muzykę w moim mieszkaniu, teraz uśmiecha się, pozdrawia mnie i moją rodzinę, to jest cudowne i mnie już piesek Pani z pod „8” nie brudzi na klatce, kupiłam mu kosteczkę.

Wieczorem młodzi wychodzą na upragnione spotkania do kilku kawiarni i tam gdzie wirus pozamykał drzwi, wtedy wprowadzono kwarantannę.

Nasze życie stopniowo wraca do normalności, bo tego chcemy, bo jesteśmy spragnieni, wirus to już przeszłość, jednak przykre doznania gdzieś w nas zostaną, zwłaszcza tym którym wirus odebrał najbliższych.

Reasumując KORONAWIRUS precz, nigdy więcej, ale mimo wszystko w jakimś stopniu sprawił że doceniliśmy to czego nam zabrakło w życiu codziennym, zaczęliśmy zwracać uwagę na drobiazgi które wcześniej gdzieś ulatywały albo nigdy jak sądziliśmy ich nie było; były i są te drobiazgi to całe nasze życie, dlatego cieszymy się że zagościły w naszym nowym życiu, tym lepszym życiu.

Wirus to „zło” które nauczyło być nas lepszym i zbliżyło nas do siebie, przypomniał jacy dla siebie jesteśmy ważni i jaki świat jest piękny.

H.S.

Normalność po Koronawirusie

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na początku myślałyśmy, że powróci po 2-3 tygodniach – no, najlepiej po miesiącu. Potem dotarło do mnie, iż epidemia może potrwać nawet rok. Stoimy przede wszystkim przed wielką niewiadomą. Różni specjaliści serwują nam różnorakie prognozy, tak naprawdę nie wiemy, jak rozwinie się sytuacja, ile będzie ofiar śmiertelnych. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że kiedykolwiek zetknę się z zarazą na taką skalę. Wiadomości pokazują sceny niczym z katastroficznych filmów z „epidemią” w tytule; aż trudno uświadomić sobie, że to rzeczywistość.

Oczywiście, boje się. Mniej o siebie, bo tu za kratami odbywamy de facto rodzaj kwarantanny. Bardziej o męża, który na zewnątrz musi chodzić do pracy, by mieć środki do życia. Może wszystko przejdzie ulgowo i się nie zarazimy, może nie powtórzy się u nas scenariusz włoski. Może… a jeśli jednak?

Rodzi się pytanie, czy w krytycznej sytuacji my, więźniowie będziemy leczeni czy spisani na straty? Tak, myślę o tym. O śmierci, nie chcę umierać, nie chcę żeby inni umierali.

Nie potrafię się nie przejmować w obliczu ogólnoświatowej pandemii, która może (choć nie musi) przybrać rozmiary czternastowiecznej Czarnej Śmierci. Wtedy Dżuma zabiła więcej niż połowę populacji Europy. Wydawało by się iż w XXI w. coś takiego nie powinno się wydarzyć. Nie mniej, jak się okazuje, wciąż nie dysponujemy stuprocentową skuteczną obroną przed epidemią, a nasz technologiczny postęp nie uczynił z nas Bogów.

Normalność naturalnie powróci, zawsze w końcu powraca. Mogę tylko żywić nadzieję, że będzie naznaczona jak najmniejszą ilością mogił i nieobciążona trwałym dziedzictwem strachu. Nie chciałabym, aby w skutek lęku ludzie zaczęli żyć bardziej wirtualnie niż realnie, obawiać się bezpośredniego kontaktu z buźkami.

Człowiek to nie zbiór zer i jedynek. Pomimo okoliczności powinniśmy walczyć o to, by nasza przyszłość nie uległa dehumanizacji. Abyśmy wyszli z tego ciężkiego okresu bardziej skonsolidowani, solidarni i życzliwi dla siebie nawzajem. Na taką nową normalność liczę.

Pozdrawiam wszystkich. Obyście byli bezpieczni! Tych, którzy wierzą w Boga, proszę o modlitwę w intencji wszystkich zarażonych wirusem.

ZOŚKA