Moje marzenie: randka z miastem

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Popołudniowa kawę chciałoby się wypić na zalanym słońcem tarasie w towarzystwie ukochanej osoby, ale nie tym razem. Jestem sama! Ponure chmury i zimny lutowy deszcz kierują raczej w stronę miękkiego fotela. Chwila relaksu? Klimatycznie wyglądająca kawiarnia kolorowe poduszki i mnóstwo książek wyłania się z wystawy, promocyjna reklama kusi filiżanką cappuccino , zapach mocno palonych ziaren i nuta aromatycznej orzechowej pianki rozgrzewa mnie. Na stoliku przewodnik pt. ”Kocham moje miasto” . Otwieram i ledwo zagłębiam się w lekturę… moje miasto wiele oferuje. Nagle podchodzi do mnie miły chłopak z obsługi i zaprasza bym dołączyła do warsztatów, które właśnie trwają o tematyce kultury picia kawy w Portugalii delikatnie obracając mój fotel o 180 stopni. Na telebimie palmy, w tle fado i kojący głos prowadzącego warsztaty . Sięgając po kolejny łyk kremowej kawy wsłuchuje się… -Jakby to było wczoraj – stolik pod markizą w jednej z lizbońskich kawiarni, gwar ulicy i upragniona kawa po całym dniu zwiedzania. Bez względu na sposób podania kawa w Portugalii smakuje wyjątkowo bo unikalne serwowane są tam mieszanki gatunków. Zacznijmy od obrzędu picia kawy, którego początki sięgają imperium kolonialnego odkrycia Brazylii, skąd do dzisiaj przypływają ziarna arabiki. Mieszanka tych gatunków sprawia, że portugalska kawa ma intensywny, głęboki esencjonalny smak. Nie poznał ten Portugalii kto nie wypił w niej kawy i nie wystarczy wpaść na małą czarną, trzeba sobie zarezerwować czas jak na wizytę w muzeum czy w galerii bo picie kawy to część tamtejszej kultury. Na „cafezinho” czyli na kawusię Portugalczycy przychodzą rano i w porze obiadu, czytają gazety, rozmawiają z przyjaciółmi, delektują się wyjątkowymi ciasteczkami. Wizyty w kawiarni przeciągają się godzinami, nikt nie przyśpiesza tego ceremoniału. W licznych lokalach robi się tłoczno szczególnie wieczorem, a wtedy można wsłuchać się w dźwięki fado, pieśni portowej, która narodziła si wśród żeglarzy w XIX wieku, a obecnie jest wpisana na listę  dziedzictwa kulturowego UNESCO. Mimo, iż  Portugalczycy są ludźmi pogodnymi, otwartymi, chętnymi do pomocy i nawiązywania nowych znajomości fado odsłania ich melancholijny charakter. Tęskne pieśni płynące prosto z serca opowiadające o przeznaczeniu i bezwzględnym losie są jak portugalska kawa nie lekka łatwa i przyjemna, a mocna z charakterem, trochę mroczna i bardzo intensywna. Dopijając cappuccino, zerkam w stronę mokrego od zimnego deszczu ze śniegiem okna kawiarni i zaczynam czuć rozżalenie na myśl że czas opuścić wygodny fotel i tą wyjątkową atmosferę. Moje zamyślenie przerywa chłopak z obsługi stawiając na moim stoliku kolejną filiżankę cappuccino pachnie inaczej, egzotycznie. -Proszę z nami zostać zaraz zacznie się wernisaż, a po nim pokaz fado. Te słowa wywołały uśmiech na mojej twarzy, którego bym się nie spodziewała  w dniu dzisiejszym 14 lutego. W kawiarni dalej snuje się bogata historia Portugalii, której ślady widać we wnętrzach, właściciel pochodzi z tego kraju wszechobecne charakterystyczne lustra, obrazy portugalskich malarzy i posąg poety Fernanda Pessoi ustanowiony przed wejściem przypominają, że właśnie tu przy filiżance kawy można się spotkać, podyskutować i inspirować. Już nastał wieczór, a Ja chłonę tę niezwykłą atmosferę siedząc przy stoliku i obserwując magię miejsca. Nagle nastrojowe światła tracą na mocy, pojawiają się świece muzyka nabiera mocy, wysoki przystojny mężczyzna podaję mi dłoń i z charakterystycznym w głosie akcentem litery rrrr sięga po moją dłoń zapraszając  do tańca.

Zaskoczona  sytuacją podaje swoją dłoń i w rytmie fado dziękuje samej sobie za moją miłość do kawy. Czuje, że jest odwzajemniona. Chwilo trwaj… Po powrocie do domu radość nie znika z mojej twarzy, moja niespodziewana randka z miastem była bardzo udana. Po kąpieli tule się do poduszki i nagle słyszę dźwięk smsa, a w treści – Dziękuje za taniec. Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek! Może dasz się zaprosić kiedyś  na cappuccino? Hmm… Dzień wczorajszy jest przeszłością, dzisiejszy darem, a jutrzejszy wielka niewiadomą. Odpisuje – Wzajemnie! Może tak… (symbol ikona uśmiech)

Nigdy bym nie przypuszczała, że „randka z miastem” przyniesie  mi tyle radości,  i być może początek interesującej  znajomości.

Pozytywna

Jestem ciągłą podróżniczką

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Mam problem z pisaniem o sobie…

W ogóle mam problem z uzewnętrznianiem emocji. Nie wierzę światu, tzn. może nie całemu, a więc tak naprawdę tylko sobie.

Jaka jestem? Na pewno bardzo krytyczna i samokrytyczna, jestem perfekcjonistką (przynajmniej zawodowo) i perfekcjonizm, maksymalizm mnie zjada.

Perfekcjonistka? – a co robię w więzieniu?

Chyba za szybko biegłam, przeskakiwałam stopnie, których nie powinnam pominąć – znów zawodowo.

A osobiście? Właśnie pomijam jeden  z najcenniejszych motywów mojego życia…

Ale tak naprawdę jestem Anią z Zielonego Wzgórza, Zosią Samosią, kocham aktywność, przyrodę, psy i podróże. Wiatr i morze! Nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu, biegnę, ciągle biegnę i ciągle mi mało wrażeń!

Kocham np. zdrowo i pięknie żyć, poznawać nowe kultury, języki, ludzi. Mentalnie jestem kobietą świata – bardzo wielokulturalną i interdyscyplinarną. Kocham sztukę, głównie użytkową. Jestem z nią związana zawodowo, choć nie do końca… Po prostu lubię pracować w branży twórczej, kreatywnej, funkcjonalnej dla człowieka – choć sama nie jestem artystą – przynajmniej zawodowo.

Czegoś ciągle brakowało mi do spełnienia… teraz mam czas, żeby szukać wszystkich odpowiedzi na dręczące pytania.

Ciągle nie wiem, kiedy się zgubiłam, ale wiem, że muszę do tego dotrzeć. Jeśli ja jestem płynącą  w nieznane wartką wodą, to moja rodzina jest ostoją, skałą – ziemią…Jestem ciągłą podróżniczką.

Pozytywna

Rok 2219

“Mieszczanie z Bródna” – rzeźba Pawła Althamera, mieszkańców Bródna i Targówka, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Uchylmy na chwilę dni do politycznej przyszłości. Za nimi, powiedzmy w 2219 roku, w miejsce parlamentu mamy elektroniczny system centralny, bazujący na sztucznej inteligencji. Współczesny obywatel, zmęczony polityką może marzyć o systemie, w którym jednostki rządzące są pozbawione skłonności korupcyjnych, obiektywne, bazują na faktach i statystycznej analizie danych. Taki system maszyn rządzących, mógłby być wyposażony w inne zalety, to jest ciągłość pracy, tempo wdrażania nowego prawa, logiczność decyzji, płynność procesu oraz być może dla niektórych kluczowy niski koszt utrzymania władzy. By móc funkcjonować, algorytmy sztucznej inteligencji wymagają pokarmu w postaci dużych, reprezentatywnych dla problemu zbiorów danych. Przykładowo by nauczyć komputer podejmowania decyzji, czy i kiedy wyprać spodnie, potrzebujemy wielotysięcznego zbioru wierszy, zawierającego zmienne, opisujące kryteria na bazie których ludzie podejmują takie decyzje. Mogą nimi być na przykład ilość dni noszenia spodni, fakt wystąpienia planu, ich ilość, zapach spodni, kolor czy ilość innych elementów odzieży obecnych w koszu na brudną bieliznę. Taki wiersz musi także zawierać informację o tym, jaka była decyzja człowieka: prać, nie prać. Czy jesteśmy jako obywatele w stanie stale karmić system, wytwarzając adekwatne dane.?

 Rozwój cywilizacji, kultury i ludzka kreatywność w omijaniu prawa to twory dynamiczne do tego stopnia, że tempo procesu legislacji mogłoby być zbyt niskie, co tworzyłoby z kolei okresy wolnej amerykanki. Spowalniałaby je konieczność zbudowania zbioru danych zasilającego system. Byłby on bowiem jedynie lustrem zbioru historycznych decyzji ogółu obywateli. Tylko po co rozwiązywać problem wielokrotnie już rozwiązany?

Czy system centralny, oparty na sztucznej inteligencji miałby w związku z charakterystyką systemów tej klasy zastosowanie dla władzy ustawodawczej? Skoro z natury jest on niekreatywnym, bezdusznym mechanizmem stanowiącym tylko odzwierciedlenie uprzednich decyzji, być może jest dla niego miejsce we władzach wykonawczej i sądowniczej? Możemy wyobrazić sobie, że w ramach władzy ustawodawczej prawo może być tworzone za pomocą elektronicznych narzędzi referendalnych, gdzie przy założeniu osiągnięcia założonego quorum obywatele decydują o konkretnych zapisach prawnych. W przypadku zastosowania centralnego systemu elektronicznego zarządzania dla władzy wykonawczej takie elementy organizacyjne, jak dysponowanie budżetem, wydawanie niskopoziomowych decyzji administracyjnych, czy przyznawanie dotacji mogłoby odbywać się z automatu. Ludziom można byłoby pozostawić takie aspekty władzy jak podejmowanie decyzji eksperckich, budowanie innowacyjnych rozwiązań, rozwiązywanie nietypowych problemów. Wdrożenie takich rozwiązań dla władzy sądowniczej mogłoby odciążyć system w zakresie tempa podejmowania prostych decyzji w sprawach wpisujących się w zdefiniowane schematy. Warunkiem poprawności działania takiego sytemu jest wdrożenie precyzyjnych algorytmów decyzyjnych dla poszczególnych przypadków, z wyznaczonymi progami linearnymi lub dyskretnymi dla każdej z broni decyzyjnych. W każdym z tych przypadków zbudowanie sytemu wymagać będzie wkładu w postaci danych z historii podejmowania decyzji przez ludzi. Od jakości decyzji, zależeć będzie przyszłość takiego systemu. Kiedy już powstanie, a obserwując tematy, możemy być pewni, że to kwestia czasu, zostaniemy zdani na łaskę wypadkowej naszych własnych decyzji.

Skowronek

„Moda” w więzieniu

Moda w więzieniu – nie jest to moda przez duże M, ale „moda” pisana w cudzysłowie. Uzależniona najczęściej od tego, co otrzymamy od znajomych czy rodziny z zewnątrz – i to ograniczoną ilość. Biorąc pod uwagę fakt (szczególnie na początku naszego pobytu za kratami), że ci, którzy pozostali po tamtej stronie muru są w szoku i często nie wiedzą, jak się tutaj egzystuje. Odzież nie jest trafiona.

Ale jesteśmy kobietami. Bez względu na to, gdzie przebywamy, zawsze chcemy wyglądać dobrze, modnie i świetnie czuć się w danym ubraniu czy makijażu. Więc co możemy zrobić? Oczywiście w miarę możliwości i potrzeb uruchomić igłę, nitkę, mydełko, druty i swoje (bądź koleżanki) zdolności i umiejętności krawiecko-rękodzielnicze, twórczą wyobraźnię i poddać to, co mamy, przeróbkom. Często wystarczą podstawowe przeróbki krawieckie typu: zwęzić, poszerzyć, podłożyć, przesunąć, zmienić guziki.

Największą bolączką tutejszego miejsca jest to, że możemy posiadać tylko trzy „góry” i najczęściej jest to zestaw: bluza lub sweter i dwie bluzki. Problem robi się, gdy trzeba uprać bluzę i schnie ona od półtora do dwóch dni (nie ma pralek i wirówek – ręczne wykręcanie jest mniej skuteczne). Co wówczas? Lipa, jak zrobi się zimno, podobny problem, gdy jest upał i musimy zużyć dwie bluzki, bo najzwyczajniej spociłyśmy się i trudno, aby po umyciu założyć ten sam ciuch. W takich sytuacjach marzy się nie o pełnej szafie, ale po prostu o dodatkowej bluzce czy bluzie.

Ale nie poddajemy się, bo w końcu kobiety zawsze lubiły być na topie. Robimy sobie same bransoletki, splatając je w osobne węzły z kolorowych nici, różnych sznurków i koralików (towar deficytowy). Zresztą ręcznie robiona biżuteria to hit ostatnich sezonów. Na szydełku wykonujemy różnego rodzaju naszyjniki i bransoletki. Uwierzcie mi, niektóre są prawdziwymi dziełami w wersji mini. Niestety, nie mam możliwości załączenia zdjęcia.

Jeśli ktoś tylko posiada materiał – włóczkę – to i sweterek czy tunikę udzierga na drutach lub szydełku. Inspiracje i wiadomości, co w modzie piszczy, czerpiemy z prasy i telewizji. Ja ostatnio zrobiłam na szydełku czarny sweter wzorem siatkowym, a na dole są przyszyte szydełkowe motywy kwiatowe w różnych kolorach i lekko w stylu góralskim – w nawiązaniu do aktualnych trendów kwiatowych i etno. Również zrobiłam na szydełku torebkę dla córki, która ponoć robi furorę wśród jej koleżanek na uczelni.

Czasami drobny detal w postaci np. małego hafciku czy naszytych różnokolorowych guzików na zwykłą czarną tunikę dzianinową (np. na ramionach i wzdłuż dekoltu) zmienia przeciętny ciuch w jedyny i niepowtarzalny.

Tak więc trochę inwencji twórczej i umiejętności, a możemy nawet w tym miejscu stworzyć coś niebanalnego. Do tego trochę makijażu i już mamy poprawione samopoczucie.

Mańka (Magda)

Moda więzienna? Jest, i owszem. Tak jak zwykle to bywa, ludzie również tu kierują się hasłem: „jak Cię widzą, tak Cię piszą”. I niestety Twój status społeczny wzrasta wraz z kosztownym strojem. Niestety, rzadko docenia się człowieka za to, co sobą reprezentuje: kulturę osobistą, życzliwość, szczerość. Natomiast drogi firmowy ubiór przysparza Ci sprzymierzeńców, pochlebców lub pseudoprzyjaciół. Bo w więzieniu jak masz dużo, to coś znaczysz. Dlatego prawie każda z osób chce wyróżnić się czymś kosztownym i firmowym. Rewia mody, pełen „look” – fryzura, makijaż, ubiór są obowiązkowe przy każdym wyjściu z celi, nawet tym kilkuminutowym! Niestety, niektóre wyglądają kiczowato, uważając, że im więcej, tym lepiej. Dodam, że są zobowiązane założyć paskudny mundurek, który przykrywa ich „piękny” strój, ale nadal widać paznokcie, fryzurę i makijaż :). I nie krytykuję tu nikogo, że dba o siebie, że chce pokazać, że wszystkiego, co ludzkie, mu nie odebrano. Raczej chcę zwrócić uwagę na kwestię tych osób, które są biedniejsze, skromniejsze. Przecież one nadal są ludźmi – a często bardziej wartościowymi niż ci, co dużo mają. A jednak przez brak super-ciuchów są spychane na niższy pułap społeczności – nawet więziennej. Niestety, system im nie pomaga, bo nie mając pracy, nie mogą sobie kupić nawet herbaty, więc koło się zamyka. Przykre.

Daga

Moda Kamczatkowska 🙂

Dla mnie jest tu jedna moda – moda na najlepszy, najładniej skrojony mundurek, czyli ubranie służbowe, w którym musimy poruszać się wychodząc z celi. Jest to bardzo uciążliwe dla mnie, bo nieraz wychodzę tylko na pięć minut do telefonu i muszę przywdziewać swój mundur, inaczej nie wyjdę z celi. Oczywiście zawsze staram się mieć jakieś fajne dodatki do tego ubioru, np. kolorowe buciki, bluzeczka pod spodem też musi być kolorowa, bo nasze „firmówki” są dość smutne i ponure, tak więc kolorowe dodatki są wskazane :).

Magda

Zatrzymaj się… czasami odwróć…, spójrz na swoje życie z innej perspektywy…. i zacznij wyciągać wnioski!

Jedną z osób, która prowadzi z nami zajęcia eWKratke, jest Madzia, socjolog. Współpracuje na stałe z Fundacją „Dom Kultury”. Jest mediatorką, doradcą zawodowym. Lubi wyzwania i … kocha ludzi.

eWKratke: Co Cię tu sprowadza?

Madzia: Od półtora roku rewolucjonizuję swoje życie: nowe studia, nowe wyzwania, nowa współpraca i oto jestem!

eWKratke: A co Ci dają zajęcia z nami?

Madzia: Jak pracujesz przez 15 lat głównie koncentrując się na zarabianiu pieniędzy, to przestajesz mieć satysfakcję. Brak celu. Wypalasz się zawodowo. Chcesz nawiązać konkretne relacje i chcesz widzieć głębszy sens swojej pracy. A ja widzę w Was potencjał i teraz czuję, że to co robię ma większy sens. Następuje wzajemna wymiana pozytywnych energii.

eWKratke: Skąd Ci się biorą pomysły na coraz to nowe tematy zajęć?

Madzia: Życie! Obserwuję Was i siebie. Moje motto brzmi: tak długo szukam rozwiązań, aż je znajdę… Nie ma problemów są tylko kwestie do rozwiązania.

eWKratke: Jak wyobrażałaś sobie więzienie i ludzi w nim?

Madzia: Starałam sobie nic nie wyobrażać, ponieważ nie chciałam się uprzedzać. Pamiętam pierwszy raz u Was: budynek, druty kolczaste, kraty zrobiły na mnie wrażenie. Nawet dopadł mnie chwilowy stres. A tu wchodzę na zajęcia i widzę normalne, fajne laski, które chcą robić coś ciekawego.

eWKratke: Jakie są reakcje ludzi na Twoje wizyty u nas?

Madzia: Bardzo różne, od przerażenia po podziw. Stereotypy wśród ludzi są, były i będą. Ja zostałam wychowana w duchu otwartości. Jestem osobą ciekawą świata i ludzi. Dzięki temu ciągle poszerzam swoje horyzonty. Czerpię z innych i mogę tyle samo dawać.

eWKratke: Co byś chciała jeszcze z nami zrobić na zajęciach?

Madzia: Generalnie kwestie konfliktów, problemów i komunikacji. Chcę Was nauczyć, jak sobie radzić z problemami, jak komunikować swoje potrzeby i oczekiwania. Jak rozumieć siebie i innych. W skrócie, jak się skutecznie komunikować. Tylko to nie będzie gotowa recepta. Ja Wam po prostu pomogę – pokarzę narzędzia i sposoby a reszta zależy od Was.

eWKratke: Długo będziesz do nas przychodzić?

Madzia: Tak długo, jak będzie tutaj ktoś, kto będzie tego chciał.

Teraz ja Was chcę o coś zapytać: co Wam dają te zajęcia?

eWKratke:

Przekonanie, że nasze życie nie musi tak wyglądać. Że są ludzie, którzy bezinteresownie pomagają (Marlena).

Poczucie, że zawsze, gdy mam problem, mogę zadzwonić do Madzi, że ona mi pomoże, nie zbędzie mnie. (Dada)

Mam uśmiech na twarzy, gdy Madzię widzę… Ona umie się wdrążyć we mnie i tym samym wywiera na mnie i na moje przemyślenia duży wpływ. (Kajzerka)

Na pozytywnych ludzi z pasją przyjemnie się patrzy i ich się słucha. (U.A)

Zajęcia pomagają mi odkopać moje prawdziwe „ja”. Uświadamiają mi, gdzie mam szukać, aby rozwiązać problem, z którym się zmagam od lat. Nie dają gotowej odpowiedzi – zmuszają do myślenia i analizy i to jest super! (Marlena)

Lubię chodzić na te zajęcia bardzo. Choć często się wygłupiam, to zawsze biorę z nich dużo. To co wyniosłam analizuję i potem zastanawiam się nad pewnymi kwestiami. Bardzo je lubię i chcę, aby było ich więcej. Dziękuję Ci Madziu. (Magda)

Codzienność w więzieniu… Każdy, kto był, wie. Ale.. dwa razy w tygodniu widzę światełko w tunelu. Zajęcia, które pobudzają nasze mózgi do działania. Różnorodność tematów zaskakuje, ciekawi ludzie, z którymi mamy tutaj możliwość porozmawiać., wymienić się spostrzeżeniami, analizować wspólnie różne problemy. Czy to resocjalizacja? Nie wiem. Ale proszę o jeszcze ;).

(Bella)

Od ponad pół roku Madzia prowadzi zajęcia PROBLEM, KONFLIKT – KOMUNIKACJA

dla Osadzonych w Areszcie Warszawa – Grochów – podopiecznych Fundacji “Dom Kultury”,
z którą na stałe współpracuje. Warsztaty, które prowadzi dotyczą różnych sposobów i stylów komunikacji, rozwiązywania konfliktów oraz radzenia sobie z problemami.

Podczas zajęć – warsztatów prowadzi treningi, gry i rozmowy, których celem jest zaangażowanie uczestniczek do aktywnego analizowania swoich postaw, zachowań i działań. Madzia przestawiam metody, sposoby i narzędzia, dzięki którym można lepiej się komunikować, rozwiązywać konflikty i problemy.

KULTURA NA ZAMKU – C.D.

2-DSC_1512

Miałam zamiar odpisać na ten temat konkretnie do jednej osoby, ale wydaje mi się, że mogę szerzej – a nawet nie tyle mogę, co powinnam. Różnie można oceniać to, co dzieje się w zakładach karnych pod kątem zajęć kulturalnych. Wg mnie – całe szczęście, że coś się w ogóle ruszyło i całe szczęście, że o tym się zaczęło mówić. Może to wszystko co robimy nie jest na solidnym poziomie artystycznym, ale dobrze, że znaleźli się tacy ludzie, którzy, po pierwsze – chcą nam pokazywać, czym się zajmują i po drugie – chcą przychodzić do skazańców i oddawać im swój czas. Kiedy ktoś patrzy na filmik, o którym mówi Blaupunkt, to może widzi przemówienia, pioseneczki i malowanie płotka, ale dla osób, które w tym uczestniczą i patrzą z perspektywy skazanej – to impreza na jakiej nie było cię od lat i nawet samo to czyni takie spotkanie wyjątkowym. Jeżeli chodzi o dostęp do różnego rodzaju zajęć, które organizuje dla nas „Dom Kultury”, to jest tego sporo – a że uczęszcza garstka dziewczyn, to już nieistotne. Nie jesteśmy wybrane przez wychowawcę, same bardzo dobrowolnie zgłosiłyśmy się do różnych projektów. Oddział, w którym jesteśmy liczy ponad setkę osób ( + / – ), w zależności od sezonu. 🙂 I w sumie zapisać się i uczęszczać może każda chętna. No i tu jest psikus – bo chętnych jest tyle, ile widać na załączonym obrazku ( = filmiku ). Nikt na siłę tu nikogo za kłaki nie zaciągnie. Jeżeli ktoś woli leżeć cały dzień na łóżku i gapić się w sufit lub obserwować współosadzone – to jej wybór. Ludzie albo są ciekawi nowych doświadczeń, albo nie. Zdarza się – i to niezbyt często niestety – że przyjdą raz lub dwa, aby uznać zajęcia za nieinteresujące i zrezygnować. Może gdyby udział miał wpływ na przepustki lub przedterminowe zwolnienie, to tłumy waliłyby drzwiami i oknami (wtedy to i pleksa nie byłaby pewnie przeszkodą :)). Osoby, które korzystają z zajęć – ta garstka – robią to dla siebie i w sumie to uważam, że im mniej czasem oznacza tym więcej. 🙂

MAŁGOSIA

O filmach …Ale też lubię….

 

…ALE TEŻ LUBIĘ…

Nie no, muszę trochę równowagi wprowadzić do własnej natury. Tak się „roznarzekałam” na polskie kino, że aż strach. Nie chcę być takim „narzekajłem” 🙂 i w sumie nie jestem, ale dla potwierdzenia powiem teraz, co lubię. 🙂 Otóż lubię TVP Kultura, bo co jakiś czas trafiam na tym programie na fajne filmy dokumentalne. Dowiaduję się czegoś, czego jeszcze nie wiedziałam i dzięki temu mam takie wrażenie, że staję się ciut mądrzejsza. :)… No dobrze, dobrze – ciut lepiej poinformowana albo doinformowana czy douczona, ale bez względu na wszystko jest przyjemnie.

*Do tego dochodzi jeszcze cykliczny program „Legendy Rocka”, który staram się oglądać jak najczęściej i to bez względu na to, czy prezentowana jest akurat grupa, którą lubię, czy też nie. Zdarza się, że poznaję zespół, o którym w ogóle niczego nie wiem. No i filmu – te oczywiście przyciągają mnie najmocniej. Mam okazję nie oglądać po raz setny powtórek, a i często trafiam na coś, co widziałam szereg lat temu albo coś, co chętnie zaliczę raz jeszcze. Hala Odlotów też mi się podoba, bo miło jest posłuchać dyskusji na różne tematy. Przy tym udaje się ponikąd poznać tych, którzy w rozmowie biorą udział i nawet zmienić zdanie pod wpływem czyiś silnych i sensownych argumentów. Dość często „zawisam” na tym programie, bo znajduję tam dla siebie ciekawe i mądre rzeczy. Jest jeszcze kilka innych programów, które lubię, ale to następnym razem. Pozdrawiam

MAŁGOSIA

Dzień dobry

To jest całkiem nowy blog. Prowadzony będzie przez osadzone kobiety w Areszcie Śledczym Warszawa – Grochów.  To tylko tak się nazywa, ale w tym miejscu jest też więzienie. Powstają już pierwsze wpisy, które trzeba dostarczyć z więzienia do redakcji bloga.

Prosimy o cierpliwość!

redakcja bloga eWKratke

https://www.facebook.com/ewkratke