Lustereczko powiedz przecie…

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jak często patrząc w lustro zastanawiasz się „Gdybym młodziej wyglądała, miała mniej kurzych łapek, skórę bez wyprysków  i worków pod oczami, a do tego ważyła mniej, to byłabym szczęśliwa”. Te słowa brzmią znajomo, bo przecież wiele z nas ciągle zamartwia się zbyt dużym nosem, odstającymi uszami, nadwagą czy niskim wzrostem.

Narzekamy na nogi, których nie lubimy, włosy, którymi nie można się pochwalić, bo są łamliwe i paznokcie które się ciągle rozdwajają, a gdy rano się budzimy z nowym pryszczem na twarzy, to humor mamy popsuty na cały dzień. Życie w stresie i bezustannym pośpiechu, brak snu, nieodpowiednia dieta i siedzący tryb życia to podstawowe przyczyny do narzekania. Ale nas to nie dotyczy. My się akceptujemy! Będąc tutaj mamy więcej czasu na balsamowanie i odżywianie swojej skóry, czy włosów. Nikt nas nie goni, nigdzie nam się nie śpieszy.

Spośród kosmetyków w kantynie mam już swoje ulubione. Zaczęłam tez doceniać produkty naturalne: kawę, olej, cynamon, których stosowanie przynosi dobre efekty.

Eveline

NASZE TECHNIKI NA PIĘKNO, według Eveline

1. Terapia dla włosów

Aby nam włosy nie wypadły i poprawiała się ich kondycja, należy dodać odrobinę żelatyny do ulubionego szamponu. Żelatyna jest źródłem składników, które odżywiają nasza czuprynę. Myjąc głowę naszym preparatem 3-4 razy w tygodniu możemy się cieszyć lśniącymi i silnymi włosami.

Składniki:

1/2 łyżka stołowa żelatyny w proszku

1/2 szklanka wody

235 ml szamponu

Rozpuszczamy żelatynę w wodzie i przelewamy do butelki szamponu. Wstrząsamy butelką przed każdym użyciem i myjemy włosy tak jak zwykle.

2. Maseczki z cynamonu

Maseczka z cynamonu i miodu: jeśli masz suchą skórę, możesz dodatkowo wzbogacić swoją maseczkę o składniki, które zapewnią Twojej skórze wyjątkowe nawilżenie.

Składniki:

2 łyżeczki cynamonu

1 łyżka miodu

Aby przygotować taką maseczkę oczyszczająco-nawilżającą do twarzy, należy w małej miseczce dokładnie wymieszać miód z cynamonem. Całość należy mieszać do momentu gdy cynamon połączy się z miodem. Maseczkę należy pozostawić na skórze przez ok 30 minut. Po tym czasie należy delikatnie zmyć ją ze skóry.

Przed nałożeniem maseczki lepiej wykonać dokładny peeling skóry.

3. Maseczki młodości

Z siemienia lnianego

Zmiel 2-3 łyżeczki siemienia (lub użyj mielonego), zalej zimną woda, tak by powstała papka i nałóż na twarz na 20 minut. Maseczka działa łagodząco i regenerująco.

Jabłkowa – działa oczyszczająco

Do jabłka utartego na tarce dodaj łyżeczkę miodu i nałóż na twarz i szyje. Po 15-20 minutach zmyj letnią woda.

Cebulowa – oczyszcza

Ugotuj cebulę i rozdrobnij na papkę. Dodaj kilka kropel ulubionego olejku. Nałóż na twarz i potrzymaj przez 20 minut. Zmyj ciepłą wodą.

Prezent od Artystki, Marty Frej dla bloga eWKratke

ewkratke , aut. Marta Frej
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Marta Frej, polska wybitna malarka, ilustratorka przekazała grafikę dla dziewczyn szyjących maski w więzieniu.

W czasach zarazy musieliśmy zwiesić zajęcia z twórcami organizowane przez nas dla Kobiet w więzieniu na Grochowie. Wiele spotkań z fascynującymi artystami zostało odwołanych – wierzymy, że tylko przesuniętych. Artyści nie zapomnieli o nas, o Blogerkach. Wspierają nas swoimi pracami – dedykowanymi specjalnie dla bloga eWKratke.

Pani Ewa od K-O

Rys. Praca zbiorowa dziewczyn z Grochowa, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Pani Ewa, wychowawczyni Kulturalno – Oświatowa, K – O: Kobieta Organizacja (Kierunek Olszynka). To ona organizuje wszystkie zajęcia, imprezy, koncerty, widzenia, poza i na terenie. Sporządza listy chętnych do uczestnictwa, zaprasza ludzi, sprowadza materiały. Od nas  zbiera posty na bloga, przynosi komentarze.

Pracując w radiowęźle, osobiście widziałam, ile czasu poświęca na to wszystko, a jeszcze znajdowała go dla dziewczyn, które się do niej zapisywały (jedną zachęci do nauki j. angielskiego, drugą zapisze na zajęcia, trzeciej wydrukuje kolorowanki dla dziecka).

Mi też dała szansę, jako osobie „zacofanej” technologicznie, na naukę pracy przy komputerze zatrudniając mnie w radiowęźle.

Teraz dowodzi w tej całej akcji szycia maseczek i będziemy szyć dopóki sił i chęci wystarczy.

Dziękuję.

PEŁNOLETNIA

Wywiad z ppor. Ewą Smolińską, wychowawczynią kulturalno-oświatową w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie

Jesteś wychowawcą więziennym, pełnisz wiele ról związanych ze swoją funkcją wobec osadzonych. Jesteś negocjatorką, łagodzisz konflikty, wychowujesz, organizujesz zajęcia kulturalne. Osadzone bardzo sobie cenią Ciebie i Twoje działania, sprawiedliwość w osądach i prawdomówność, ale i też działalność propagującą kulturę w więzieniu. My również. Współpraca z Tobą jest bezcenna. Mamy do Ciebie kilka pytań:

  • Czy już od dzieciństwa planowałaś, że będziesz pracować w więzieniu? Kim chciałaś zostać? Jakie masz wykształcenie i doświadczenie zawodowe (trochę już wiemy 😉

W dzieciństwie piękne jest to, że wiele decyzji i wyborów wypływa z wnętrza, z przekonań o swoich mocnych stronach, z zamiłowania. Odkąd pamiętam zawsze chciałam pracować na płaszczyźnie „pomocowej”. Na początku był weterynarz – jednak z uwagi na zbyt małą odporność na widok krwi musiałam zrezygnować 🙂 Następnie policjantka, aktorka…i jak to każde dziecko ma swoje marzenia długo jeszcze mogłabym wymieniać. Skończyłam APS kierunek resocjalizacja. Pierwsze plany miałam związane z placówkami opiekuńczo-wychowawczymi dla młodzieży. Niestety los skierował mnie do zupełnie innej pracy, która nie była dla mnie. Wytrzymałam tam 7 lat i o 7 lat za długo..nie miałam motywacji do zmiany miejsca zatrudnienie aż w końcu przyszedł kres mojej cierpliwości…..zaczęłam szukać innego zajęcia, akurat ukazało się ogłoszenie o naborze do SW na wychowawcę, złożyłam papiery, przeszłam wszystkie etapy kwalifikacyjne i jestem tu gdzie jestem 🙂

  • Czy planowałaś, że będziesz wychowawcą kulturalno – oświatową? Co wpłynęło na to, że nią zostałaś?

Nie planowałam tego. Około pół roku po przyjęciu do służby, dziewczyna która była wychowawcą K-O przenosiła się i dostałą propozycję przejęcia od niej obowiązków. Na początku było bardzo ciężko, a teraz nie zamieniłabym swojej pracy na nic innego 🙂 Czasem mam dość, zresztą jak wszyscy, ale lubię to co robię.

  • Czy według Ciebie w więzieniu jest dostępna kultura?

Tak, Wy jesteście tego najlepszym przykładem. Ponadto osadzone same szukają kontaktu z kulturą, nawet teraz kiedy jest ograniczony dostęp do wszystkiego „Kultura” jest  obecna za murami. Wielu mamy tu ARTYSTÓW 🙂

  • Czy osadzone mają chęć na uczestniczenie w zajęciach kulturalnych? Co na to wpływa? Przykładowo, może to być wykształcenie, nawyk, tradycja albo potrzeba „zabicia czasu? A może jakieś inne „interesowne” względy?

Myślę, że wszystko. Część osadzonych chodzi na zajęcia tylko dla zabicia czasu, część bo być może będą miały z udziału w zajęciach jakieś profity – patrz wniosek nagrodowy, część bo was lubią i nie chcą was zawieść, ale jest spora część skazanych których zainteresowania są pokrewne z tematami poruszanymi na zajęciach.

  • Jakie są możliwości uczestnictwa w kulturze w więzieniu?

Zajęcia z malarstwa, biblioterapia, kinoterapia, wystawy na terenie jednostki, udział w zajęciach k-o poza terenem jednostki – muzea, kino, wernisaż, wystawy i wiele wiele innych.*

*(W zajęciach na zewnątrz więzienia mogą uczestniczyć kobiety odbywające karę na oddziale półotwartym).

  • Czy w zajęciach kulturalnych, warsztatach edukacyjnych, artystycznych może wziąć każda osadzona?

Tak, wystarczy, że wyrazi chęć i zgłosi się do mnie.

  • Jakie podmioty poza SW i naszą Fundacją realizują działania kulturalne w więzieniu?

Nie ma ich zbyt wiele. Fundacja Dom Kultury i You Can Free Us Polska,

  • Co według Ciebie może poprawić uczestnictwo w kulturze osób osadzonych?

Może zmienić dotychczasowe myślenie, może zmienić człowieka…na lepsze oczywiście 🙂

  • Czy wierzysz w resocjalizację i to, że uczestniczenie w kulturze ma charakter resocjalizacyjny?

Bardzo wierzę w resocjalizację ale pod jednym warunkiem….że skazana/skazany będzie chciał się zmienić i wtedy praca z takim człowiekiem ma sens. To jest tak samo jak z terapią. Inaczej nie będzie efektu.

  • Po co, Twoim zdaniem, są zajęcia kulturalne dla więźniów?

Zajęcia kulturalne otwierają szerokie perspektywy na poznawanie twórczej resocjalizacji, edukują poprzez pracę, sztukę, czerpią z dorobku kultury i kulturę współtworzą, kształtują umiejętności społeczne, odkrywają nowe możliwości i rozbudzają entuzjazm do zdobywania wiedzy i aktywnego uczestnictwa podczas kary pozbawienia wolności.

  • Co chciałabyś robić jako wychowawca K-O w wymarzonej sytuacji?

Wystarczy mi to co robię…

Nie dajmy się zwariować… czyli jak poszerzać horyzonty…

Rys. Agnieszka Sadurska
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zajęcia K.O. czyli zajęcia kulturalno-oświatowe. Mamy takowe zajęcia regulaminowe – według godzinowego rozkładu dnia:

  • Od   8.30 do 13.00
  • Od 13.45 do 17.00
  • Od 17.50 do 19.00…

Wyżej wymienione zajęcia to zajęcia w obrębie kultury, oświaty, sportu, czyli wymyślamy, co robić, żeby nie umrzeć z nudów.

Aleee… są też zajęcia, obejmujące wyjście np. na świetlicę, gdzie znajduje się: szafa pancerna z książkami, duży telewizor z pilotem, kilka zdekompletowanych gier, dziwne przyrządy do ćwiczeń itp. Takie zajęcia to m.in. eWKratke, na które ja również uczęszczam: bo lubię pisać… Nawet jest fajnie… z wdzięcznością przyjmuję fakt, że komuś chce się tutaj przychodzić i poświęcać swój czas m.in. dla mnie.

Ostatnio przeżyłam szok i do dziś „zachodzę w głowę” co, kogo i dlaczego skłoniło do zorganizowania takiego spotkania?

Mianowicie przyszedł do nas młody mężczyzna w celu przedstawienia tematu  z zakresu kolei. Wiadomo w tym miejscu możliwość porozmawiania z facetem (w dodatku młodym) to frajda… więc byłyśmy wielce zadowolone.

Rzeczony mężczyzna przedstawił nam w sposób czytelny – podparty prezentacją – początki kolejnictwa i  przeszedł gładko do rodzajów lokomotyw… Zaczął robić się „szum”.

Wiadomo na takich spotkaniach jesteśmy z różnych cel, oddziałów… no mamy, o czym pogadać. Więc każda z każdą gadała i nikt wyżej wymienionego nie słuchał.

No dobra, gwoli sprawiedliwości, przyznam, że kilka z nas słuchało – wydaje się, że z zainteresowaniem. Ba, wchodziły w interakcje. Ja również śledziłam trochę to, co się dzieje. I tak! Skazane z seksownie rozchylonymi ustami zadaje pytanie:

– A te tory w kierunku Falenicy? Tam są trzy tory… jeden z nich jest zarośnięty. Dokąd on prowadzi?

Nie wierzę! , q…, nie wierzę! Jeden do przodu, drugi do tyłu, a trzeci – q…a w bok – chyba – nie!?

– Bocznica to jest. – Tłumaczy 22-latek z pasją…

O rany… on zna wszystkie tory w województwie mazowieckim, a może nawet w Polsce.

– A co się dzieje, kiedy zostanie przejechany pies przez lokomotywę? – pyta poczciwie wyglądająca skazana z uśmiechem „Mona Lisy” na ustach.

Zalega cisza… każda z nas ma wyobraźnię i większość z nas lubi psy. Nie za bardzo wiem o co chodzi… O weterynarza? Czy o to, kto ma umyć lokomotywę, po tym rozjechanym psie? Nie wiem? Jestem głupia!!!

– Takie zderzenie wyhamowuje pociąg, ale nie wiem do jakiej prędkości, bo nie wiem z jaką prędkością jechał. – Odpowiedź jest spójna i na temat.

No tak, logiczne, jeszcze dochodzą kwestie sporne: waga psa, rodzaj i kolor sierści, warunki atmosferyczne itd…

Następnie od „człowieka z pasją” dowiadujemy się o ilości wagonów, podczepionych do lokomotywy, i o tym, że jeżeli w skład  „wchodzi” 15 sztuk, to jeden „wystaje” za peron. Dowiadujemy się również, że taka zielona lokomotywa to EP-02.  Dowiadujemy się, że radioskop to jakiś czerwony przycisk, który „hamuje” konkretny pociąg i inne w pobliżu ( albo coś źle zrozumiałam ). Dowiadujemy się innych ciekawych rzecz, których nie pamiętam, bo ostatnią rzeczą, która mnie interesuje to pociąg, lokomotywa, kolej, przejechany pies i tory, które gdzieś prowadzą.

Po prelekcji młody mężczyzna zapewnia, że jeszcze do nas przyjedzie. Pełna obaw, pytam o czym będzie chciał rozmawiać.

– O umundurowaniu na kolei. –  A ja zgrzytam zębami.

– To fajnie. –  Odpowiadam nieszczerze.

Pani eM

#KORONY Z GŁÓW

Autorka Lui, fot. Sara Prekurat
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

 Żadna z nas nie wiedziała, jak to będzie. Nawet te, które wcześniej były w placówkach opiekuńczych, czy poprawczakach i przebywały w jednym pokoju z kilkoma dziewczynami, nie były pewne co je czeka, na przykład na takim „zamku”. Cele praktycznie zamknięte cały czas. Ile osób tyle charakterów, płacz i śmiech na małym metrażu. Tutaj nie spodziewasz się na dzień dobry życzliwości – bo to przecież więzienie! Tak jak teraz Wy, pozostając w domach, nie spodziewacie się  jakiegoś zła ze strony bliskich. A przecież różne „cienie” w izolacji wychodzą.

W tym miejscu nie mamy szansy na dobranie sobie składu w celi – bo się lubimy czy mamy o czym pogadać, a niekiedy – choć dla Was będzie to mało zrozumiałe, duże znaczenie ma wyrok. Osobie, której przyszło spędzić lata w zakładzie karnym trudniej uczestniczyć w codziennych rozmowach o terminie na „obrączki”. Zwłaszcza teraz, kiedy docierają do zainteresowanych różne informacje o SDE. Co parę lat w więzieniach pojawia się nowa choroba – był to już rok penitencjarny, miał zbijać wyroki (bo rok to 8 miesięcy), dekrety, teraz „koronodozór” poprzeczka podniesiona do 1,5 roku. Ciągle coś.

Osoby z mniejszymi wyrokami „nie zadomawiają się”, mniej uwagi przykładają do czystości wokół (nie wszystkie! żeby nie było, ale podejście, że są na chwilę, wielokrotnie odbija się echem „nie przyszłam doczyszczać pudła”). Ja muszę. Muszę, i też chcę, bo to jest obecnie moje „mieszkanie” i chcę mieszkać w czystości. Nie wdychać kurzu, nie siadać na brudne. Wiele osób tego nie rozumie, ogrom nie doświadcza ciągłych zmian cel, przemiału ludzi. Najlepiej utrzymywanie czystości sprowadzić do „zmuszania” i szorowania podłogi szczoteczką. No, życie. Wspólne przebywanie na jednym metrażu – to wspólne sprzątanie po wspólnym bałaganie. W domu też często był podział na sprzątanie; dzieci na ogół muszą dbać o własny pokój, ale dodatkowym obowiązkiem jest np. w soboty – łazienka. U mnie tak było.

Do cel każda wnosi własne przyzwyczajenia, nawyki. U niektórych to mąż sprzątał, u innych – zatrudniona pani; jedne sprzątają tylko w rękawiczkach, a sporo jest na serio zdziwionych, że nie ma w celi szczotki na długim kiju czy mopa! Pozycja na kolanach zmienia znaczenie J.

Po jakimś czasie osadzona kobieta układa w głowie własną metodę na przetrwanie, na zorganizowanie się. Trzeba przejść przyśpieszony kurs ustępowania i odnaleźć w sobie dar przekonywania. Na wolności przecież też nikt od razu nie jest idealnie dobrany. To właśnie wspólne mieszkanie uczy siły kompromisu, bądź staje się metryką związku. Przebywanie koło siebie i obserwowanie staje się codziennym pobieraniem lekcji, to skarbnica wiedzy dla wielu i przy każdym. To wyczucie, kiedy zejść z drogi i czym załagodzić popełniony błąd.

I po tamtej, jak i po tej stronie trzeba jakoś żyć. #ZOSTAŃWDOMU może rodziny zbliżyć na maxa, ale też poróżnić. Nikt nie jest przygotowany do radzenia sobie w izolacji czy kwarantannie. Tutaj zwyczajnie obserwujesz tryb danego dnia, podpatrujesz jak inni go organizują. W takich sytuacjach przypominają się „zabijacze czasu”. Kiedy mojemu bratu urodziło się dziecko, bratowa siedziała z nim w domu. Każdego dnia miała co robić, ale pamiętam też te momenty, gdy znajdowała czas, by zagrać ze mną w makao. Uwielbiałam w to grać! Karty w tym miejscu są na każdej celi, do grania, do stawiania pasjansa. Trzeba przeżyć bez laptopa czy plejaka, bez komórki i tableta (tableta? – jak masz szczęście to dostaniesz, przeciwbólową :)). Przypominają się takie zabawy jak: inteligencja, statki czy kropki. Kto z Was pamięta kropki? Ja każdą ostatnią stronę zeszytu w kratkę miałam w państwach kropek! Sięgamy po gry planszowe, nieśmiertelne Monopoly, a rok temu poznałam „pięć sekund” i to bez cenzury J.

Nie każdemu będzie odpowiadała taka codzienność. Wiele rzeczy zacznie drażnić. Coś się dopiero teraz dostrzeże, na coś zwróci uwagę. Ale trzeba to przetrwać. Jakoś sobie z tym poradzić. Tragedie podobno zbliżają, wiele osób może się teraz pogodzi? Społeczeństwo niesamowicie się zjednoczyło. U mojej mamy w klatce wisi kartka, że można prosić o pomoc w zrobieniu zakupów – osobiście jestem wdzięczna i wzruszona takim gestem. W końcu nikomu korona z głowy nie spadnie, jak drugiemu pomoże… Choć w obecnej sytuacji to może lepiej dla tamtych ludzi – korony z głów!?

Pełnoletnia

Do Zuli – kilka refleksji spowodowanych jej wpisem

Zula napisała 9 grudnia 2015 r.

…Ktoś napisał,że ten blog to jeden wielki „fake”.I ja tak myślę,że jest wiele rzeczy przemilczanych,niedopowiedzianych,utajnionych,a Dziewczyny które piszą bloga,są zwyczajnie przez grypsujące towarzyszki wyśmiewane.Nie zawsze można napisać prawdę,a przede wszystkim w więzieniu nie można być SOBĄ,trzeba nosić maskę,by nie zostać wykluczonym (jeśli komuś zależy,a myślę,że przy długim wyroku ciężko jest siedzieć nieakceptowanym przez innych i uznanym za „świra” albo odmieńca….

Do Zula 09.12.2015 19:45 „o blogu”

Nie wiem jak to się stało, że dopiero teraz wpadł mi w ręce Twój wpis. Ważne, że go mam i choć „trochę” po terminie, to mogę (i chcę) odpowiedzieć. Może dla kogoś ten blog to „fake”, dla mnie sposób na to, aby móc troszeczkę porozmawiać z ludźmi z „tamtej strony” – tak jak z Tobą – między innymi.

Masz rację twierdząc, że coś się przemilcza, czegoś nie dopowiada – to zależy od tej osoby, która pisze. Możemy o tym powiedzieć – autocenzura – ale wbrew pozorom wcale nie tak wiele przemilczamy. Poza tym, niektórzy czytacze naszego bloga świetnie odnajdują to, co jest pisane między wierszami i wcale nie trzeba o wszystkim tak wprost.

Wierz, że absolutnie nie jesteśmy wyśmiewane przez „grypsujące towarzyszki” – i to z kilku powodów. Po pierwsze, kobiety nie grypsują, po drugie – zjawisko takiej typowej subkultury fali istniało dawno, dawno temu (myślę czasami, że nawet w innej galaktyce) – fali już nie ma.

Jeżeli ktoś się śmieje z piszących – z czym się nie spotkałam osobiście – to jego sprawa i śmiać się może też każdy kto chcę, nikt tego nie zabrania. Gdybym była w domu, nie miałabym czasu ani ochoty na pisanie bloga, bo wolę umówić się na kawę; posiedzieć (fizycznie) z tą czy inną osobą i porozmawiać twarzą w twarz, niż tkwić przed ekranem. Tutaj czasu mam sporo, więc taka forma rozmowy jest lepsza niż żadna. Co do tego, czy w więzieniu jest się sobą, to też zależy od danego człowieka. Uwierz mi Zula, że być wykluczonym to świetna rzecz -szczególnie przy „okazji” gdy ma się długi wyrok :). Dla mnie to wręcz wskazane. Nie „socjalizuję” się tu z ludźmi nazbyt chętnie, bo taki mam charakter. Przez wszystkie lata znalazłam dwie osoby do bólu szczere i prawdziwe i z nimi się przyjaźnię. Z jedną znam się od samego początku*, z drugą ciut krócej (* mojego pobytu tutaj) i znamy się jak przysłowiowe łyse konie. Można siedzieć długo i nie chcieć być akceptowanym przez rzeszę ludzi – nie jest mi to do niczego potrzebne. A czy ktoś mnie uznaje za „świra”, to też nie mój problem, na swój sposób pewnie jestem „odmieńcem”, ale taka jestem i już. Może to brzmi nieprawdopodobnie, ale słowo Ci daję, że ludzie męczą.

Wyobraź sobie, że przez okres 4 lat (tylko!) przewija się obok Ciebie 40 osób – bardzo różnych osób, które są wręcz skrajnie różne i z którymi musisz przebywać 24/dobę… Nawet przez chwilę nie jesteś sama, więc bardzo szybko masz ludzi powyżej dziurek w nosie. Jeżeli pomnożysz ten czas przez na przykład kolejne dwa – ludzi masz dosyć aż po kokardę… itd… itd… Bardzo szybko jedynym twoim pragnieniem w więzieniu staje się pobyć samej bez obcych obok i realizacja tego pragnienia jest poza Twoim zasięgiem. Prędzej niż później dostajesz gigantycznego „ludowstrętu”, z którym musisz się zmierzyć albo oszalejesz.

Zajęcia – bez względu na to jakiego typu – nie są głupie. Często takie spotkania to niespodzianki, no nie zawsze wiemy, kto nas odwiedzi. W więzieniu, które jest miejscem typu od – do, bo apel o tej i o tej, obiad o tej i o tej, … itd.. każda, nawet drobna niespodzianka to frajda i może stąd to nasze podniecanie się wszystkim.

Co do nauki, to niestety często ze strony osób skazanych pada „nie przyszłam do więzienia się uczyć, tylko odsiedzieć wyrok”. Nikt tu nikogo na siłę do nauki nie zmusi. Nauka angielskiego odbywa się tu w areszcie, organizują lekcje misjonarze i kto chce może się zapisać, a że chodzi mała grupka…, to akurat świetnie dla tych, które uczęszczają 🙂, bo lepiej się korzysta.

Z pracą jest cieniutko, bo chętnych od groma, a miejsc tyle, ile jest, ale gdy się chce to poza pracą można chodzić na kursy, bo czy sensowniejsze czy mniej, to zawsze można być odrobinę mądrzejszym o daną wiedzę. „Wyrokowcy” mają pod tym kontem gorzej, bo kursy są dla osób, które lada moment wychodzą, albo są przed terminem warunkowego zwolnienia, więc na przykład ja z takich kursów zawodowych nie korzystam. Za to jakiś czas temu miałyśmy kurs komputerowy zorganizowany przez Fundację „Dom Kultury” – to chodziłam.

Jeżeli się chce, to jakieś rozwiązanie się znajdzie – nie mogę tego czy tamtego, to wykupiłam sobie kurs języka hiszpańskiego i uczę się na własną rękę.

Więzienie, Zulu, to faktycznie stracone lata, żeby nie wiem, co się działo, przepaści się nie zasypie. Osobiście jednak uważam, że warto jest robić co się da, aby ta przepaść ze straconych lat była jak najpłytsza i na ile można, na tyle trzeba walczyć o siebie.

Co do noszenia maski – może dałoby się ją utrzymać przez krótką chwilę, ale na dłuższą metę nie. Chyba żaden, nawet najbardziej uzdolniony aktor nie byłby w stanie grać ciągiem przez szereg lat. Nie zdecydowałabym się na noszenie maski, bo poza tym, że to niezdrowe dla skóry :P, to mój charakter by się zbuntował.

Pozdrawiam, Małgosia