Życie po pandemii

Rzeźba Ikaro Alato, Igor Mitoraj, Warszawa, Centrum Olimpijskie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Pandemia zakończona, upragnione słowa na które czekał cały świat, okrzyki radości i wielka ulga, wracamy do normalnego życia a jednak nasuwa się pytanie czy potrafimy żyć jak przed epidemią, czy „zło” nauczyło nas żyć inaczej?

Był czas przemyślenia, są też dobre strony wirusa, nie w pojęciu medycznym ale w życiu codziennym, dziś nikt nie patrzy tylko na siebie, nie goni za karierą a zaczynamy doceniać bliskość, mamy odczas odrobić z dziećmi lekcje, rozmawiamy nie telefonicznie, lecz osobiście odwiedzamy krewnych i era komputerów trochę wygasła. Jesteśmy pozytywnie nastawieni do całego świata, martwimy się o globalne ocieplenie, o smog, dbamy nie tylko o sobie ale o wszystko co nas otacza.

COVID-19 jak go inaczej określić nie językiem medycznym, ale prostymi słowami; morderca, kat, bo wymordował tyle istnień ludzkich, złodziej też pasuje – niewidzialnie kradł co mamy najcenniejsze.

Koniec epidemii cieszymy się bardzo, zaczynamy nowy rozdział w życiu bez zakazów kwarantanny, jednak pamiętamy że wyrwał nas z ułożonego życia, pozbawił pracy, szkoły i życia codziennego. Wirus postawił nas przed faktem dokonanym, zawładnął prawie całą ludzkością, był najeźdźcą XXI wieku.

Podobne epidemie miały w odległych czasach, np. Cholera czy Czarna Ospa.

Były też wojny podczas okupacji w bardzo trudnych warunkach, bez wody, prądu, żywności, leków i mediów, panował Tyfus, ludzie chorowali na gruźlice wiadomo, ile istnień ludzkich pochłonęły te wszystkie choroby, a teraźniejsze czasy pierwszy przykład to AIDS, Ptasia Grypa, Świńska Grypa i pom prostu grypa. Jak duży był wskaźnik umieralności wiemy wszyscy, a my nadal żyjemy, pokonaliśmy wszystkie przeciwności.

To wszystko mamy już za sobą, zgony, kwarantanny, puste miasta, brak kontaktów rodzinnych, koleżeńskich, i my patrzyliśmy przez okna na puste ulice, dużo można wymieniać.

Mamy już dziś, rano wstajemy, toaleta, śniadanie, szykujemy się do pracy, szkoły, odzyskaliśmy władze nad życiem. Na przystankach grupy ludzi czekających na autobus, uśmiechamy się do przedmiotów i cieszymy się bo tę wojnę wygraliśmy, wirus został pokonany.

W pracy i w szkole spotykamy starych znajomych, tych których lubimy lub mniej, ale cieszymy się że są wszyscy, możemy spotkać się, śmiać, kłócić bo jest tak jak dawniej.

Wracając do domu spotykamy mamy z dziećmi i jak miło naszych starszych mieszkańców, idą z pieskami na spacer do parku a ławeczki pełne są Pań które prowadzą gorące rozmowy i dzieciaki biegające po osiedlu, krzyczące jak zawsze.

Jakie to dziwne, być może wcześniej nam to przeszkadzało, a teraz cieszymy się że wszystko jest na miejscu. Pani sąsiadka, która oburzyła się na głośną muzykę w moim mieszkaniu, teraz uśmiecha się, pozdrawia mnie i moją rodzinę, to jest cudowne i mnie już piesek Pani z pod „8” nie brudzi na klatce, kupiłam mu kosteczkę.

Wieczorem młodzi wychodzą na upragnione spotkania do kilku kawiarni i tam gdzie wirus pozamykał drzwi, wtedy wprowadzono kwarantannę.

Nasze życie stopniowo wraca do normalności, bo tego chcemy, bo jesteśmy spragnieni, wirus to już przeszłość, jednak przykre doznania gdzieś w nas zostaną, zwłaszcza tym którym wirus odebrał najbliższych.

Reasumując KORONAWIRUS precz, nigdy więcej, ale mimo wszystko w jakimś stopniu sprawił że doceniliśmy to czego nam zabrakło w życiu codziennym, zaczęliśmy zwracać uwagę na drobiazgi które wcześniej gdzieś ulatywały albo nigdy jak sądziliśmy ich nie było; były i są te drobiazgi to całe nasze życie, dlatego cieszymy się że zagościły w naszym nowym życiu, tym lepszym życiu.

Wirus to „zło” które nauczyło być nas lepszym i zbliżyło nas do siebie, przypomniał jacy dla siebie jesteśmy ważni i jaki świat jest piękny.

H.S.



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Normalność po Koronawirusie

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na początku myślałyśmy, że powróci po 2-3 tygodniach – no, najlepiej po miesiącu. Potem dotarło do mnie, iż epidemia może potrwać nawet rok. Stoimy przede wszystkim przed wielką niewiadomą. Różni specjaliści serwują nam różnorakie prognozy, tak naprawdę nie wiemy, jak rozwinie się sytuacja, ile będzie ofiar śmiertelnych. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że kiedykolwiek zetknę się z zarazą na taką skalę. Wiadomości pokazują sceny niczym z katastroficznych filmów z „epidemią” w tytule; aż trudno uświadomić sobie, że to rzeczywistość.

Oczywiście, boje się. Mniej o siebie, bo tu za kratami odbywamy de facto rodzaj kwarantanny. Bardziej o męża, który na zewnątrz musi chodzić do pracy, by mieć środki do życia. Może wszystko przejdzie ulgowo i się nie zarazimy, może nie powtórzy się u nas scenariusz włoski. Może… a jeśli jednak?

Rodzi się pytanie, czy w krytycznej sytuacji my, więźniowie będziemy leczeni czy spisani na straty? Tak, myślę o tym. O śmierci, nie chcę umierać, nie chcę żeby inni umierali.

Nie potrafię się nie przejmować w obliczu ogólnoświatowej pandemii, która może (choć nie musi) przybrać rozmiary czternastowiecznej Czarnej Śmierci. Wtedy Dżuma zabiła więcej niż połowę populacji Europy. Wydawało by się iż w XXI w. coś takiego nie powinno się wydarzyć. Nie mniej, jak się okazuje, wciąż nie dysponujemy stuprocentową skuteczną obroną przed epidemią, a nasz technologiczny postęp nie uczynił z nas Bogów.

Normalność naturalnie powróci, zawsze w końcu powraca. Mogę tylko żywić nadzieję, że będzie naznaczona jak najmniejszą ilością mogił i nieobciążona trwałym dziedzictwem strachu. Nie chciałabym, aby w skutek lęku ludzie zaczęli żyć bardziej wirtualnie niż realnie, obawiać się bezpośredniego kontaktu z buźkami.

Człowiek to nie zbiór zer i jedynek. Pomimo okoliczności powinniśmy walczyć o to, by nasza przyszłość nie uległa dehumanizacji. Abyśmy wyszli z tego ciężkiego okresu bardziej skonsolidowani, solidarni i życzliwi dla siebie nawzajem. Na taką nową normalność liczę.

Pozdrawiam wszystkich. Obyście byli bezpieczni! Tych, którzy wierzą w Boga, proszę o modlitwę w intencji wszystkich zarażonych wirusem.

ZOŚKA



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Bajka o życiu

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Z dedykacją dla Diablicy od Markosi

Na imię mam ,,Życie”. Chcę napisać bajkę. Bajkę o Kopciuszku, który spotyka swojego księcia; o śpiącej królewnie, którą prześladuje zła królowa Matka; o kocie w butach, który przemierza siedmiomilowymi butami świat; o Kubusiu Puchatku, który jest wspaniałym przyjacielem i łasuchem. Lecz niestety wszystkie bajki zostały już napisane. A świat, który sobie stworzyłam, to nie była bajka. Byłam Kopciuszkiem, ale nie miałam księcia, a zła królowa Matka jest przy mnie do dzisiejszego dnia. Przez świat kroczyłam milowymi susami nie zastanawiając się co i kogo mijam bezpowrotnie. Nie miałam pojęcia o przyjaźni.

Ale ja byłam łasuchem, łasuchem na życie. Czerpałam dar życia bez żadnej odpowiedzialności, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Doprowadziłam tym samym do powolnego zrujnowania siebie. Mój świat zwężał się. Coraz mniej było miejsc, do których mogłam uciec; coraz mniej ludzi, którzy mnie akceptowali. I pewnego pięknego wiosennego dnia wszystko się skończyło. Znalazłam się w zamku bez drzwi, który ogrodzony był wielkim murem, wokół którego płynęła rzeka. Nie wolno było opuścić go samowolnie. Jedynie królowa Temida wydawała pozwolenie na wyjście z zamczyska. Znajdowały się w nim osoby podobne do mnie – osoby, które zgubił apetyt na życie. Nie chciałam przebywać w tym zamku. Chciałam umrzeć, ale moje ukochane dzieci powstrzymały mnie przed śmiercią. I tak mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem, a ja nadal żyłam i patrzyłam na świat przez zakratowane okno, śniąc o swojej własnej bajce. Czekałam.

W końcu upragniony dzień nadejdzie i dla mnie, wierzę w to … Pewnego grudniowego dnia, kiedy ptaki nad zamkiem fruwały wysoko, zaczęłam pisać swoją upragnioną bajkę. I tak w zamku pojawiła się dobra wróżka i obdarzyła mnie przyjaźnią, ów przyjaźń zaczęła przywracać mnie do życia, akceptując mnie taką jaką jestem, dając wiarę, że jestem wartościowa. Jak w bajce o Kopciuszku, tak i tu dobra wróżka za pomocą swojej przyjaźni  Kopciuszka zaczęła zmieniać w królewnę. Świat był lepszy, dalej przemierzałam go milowymi krokami, ale już zatrzymywałam się i podziwiałam cuda, które świat miał mi do zaoferowania. Poznałam smak przyjaźni, a mój przyjaciel – mały Temida – popędził za siedem gór i za siedem rzek złą królową Matkę.  Mój królewicz już pędzi do mnie na swym białym rumaku, w złotej zbroi, abyśmy mogli spędzić razem życie w miłości i szczęściu.

To jest moja bajka, którą napisało moje życie. Jak z każdej bajki, tak i z tej wypływa morał:

Choćby życie człowieka było najnędzniejsze, nie powinno się od niego stronić, ani ciskać na niego siarczystych przekleństw. Jest ono i tak lepsze od samego człowieka. Trzeba kochać swoje życie niezależnie od jego nędzy. Nawet w zamku bez drzwi można przeżyć miłe chwile, wzruszające i wspaniałe. Znaleźć przyjaźń i przewartościować się na nowo. Można w tym zamku tworzyć swoją bajkę z dobrym zakończeniem…. POWODZENIA!

Markosia



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



HISTORIA MOJEJ MIŁOŚCI

Rys. Lui, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Październik 2018…

Siedzę w moim ulubionym fotelu… lubię mój dom, moje psy, mojego męża – coraz mniej lubię, bo nie mam na to siły. Oddalam się od niego coraz bardziej. Coraz bardziej zatapiam się w swoim świecie. Coraz mniej mam do powiedzenia jemu… i wszystkim wokół. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi… przyszedł!

– Cześć co robisz? – podchodzi do mnie, żeby mnie pocałować.

Odsuwam się. On zastyga. Przykro mu… mi też jest przykro, ale udaję, że tego nie ma we mnie.

– Nie martw się… będzie dobrze. Góra po 8 miesiącach wyjdziesz. Będę czekał – tłumaczy cierpliwie mój mąż.

– Nie martwię się. Dam radę – nie chcę tłumaczyć, że się boję, że jestem przerażona, bo nie wiem co będzie za murem.

Wiem, że on też boi się. Wiem, że jesteśmy „nierozerwalną całością”…

Co on zrobi beze mnie? Jak sobie poradzi? Jego odejście ode mnie i ewentualna zdrada to najmniejszy problem… Przytulam się do niego… „żebyś ty tylko wiedział, jak ja bardzo kocham ciebie”… – myślę, ale nie mówię tego głośno: pełna obaw, że ta „nierozerwalna całość” rozsypie się na kawałki.

Październik 2019…

Dwunasty miesiąc odsiadki. Nie wyszłam po 8 m-cach. Wyjdę w marcu 2021 r. Ile razy widziałam się z moim mężem przez te miesiące?

24 razy – czyli spędziliśmy ze sobą dzień, bo widzenie trwa godzinę. Nie potrafię okazać miłości, tęsknoty, uczuć… za dużo jest osób wokół. Jestem zdenerwowana już od momentu wejścia na „widzeniówkę” przez świadomość, że za chwilę z niej będę musiała wracać z powrotem do celi. Czasami płaczę – czasami czyli zawsze… Za dużo we mnie emocji, często krzyczę na niego i mam pretensję – facet nie radzi sobie…

Czeka na mnie, ale myślę, że to za mało. Nie wiem co powinien robić albo zrobić, ale chcę więcej. Chcę poczuć jego miłość…ale  postawiłam mur. W murze pojawiają się pęknięcia – ale do końca nie wiem, czy to pęknięcie w nim, czy w „nierozerwalnej całości”.

Wiem, że to jemu jest gorzej: ale tak bardzo muszę być tutaj egoistką i nie chcę o tym myśleć, bo może nie przeżyłabym tego.., rozpadając się na kawałki.

Z WIELKĄ MIŁOŚCIĄ DLA MOJEGO MĘŻA …

Pani Em



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Czy warto pomagać złym ludziom cz.4

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wszystko jest zależne od tego co pojmujemy pod hasłem „zło” – czy to będzie czyn czy osoba? Kolor czy narzędzie? Słowo czy głos? Dla jednego złym będzie klaps, dla drugiego dopiero pobicie. Zło i dobro to nasza codzienność. O tym co dobre – łatwiej się mówi, zło na ogół chowa, się kryje. Nie wiem czy złym jest – być trochę złym? Jesteś zły jak ci coś nie wychodzi, złym jak coś niemoralnego zrobisz. Siedzisz w więzieniu – jesteś zły? Czy na pewno? I czy dla wszystkich? Dla Ciebie może i tak, dla moich bliskich – postąpiłam źle. Ale pomagać trzeba wszystkim – nie raz tylko pomoc, zdołała ujarzmić zło w człowieku. Dużo łatwiej jest osobom, które nie oceniają, których wewnętrzna wiara w dobro – niweluje zło. One są ponad wszystkim. Wielokrotnie uważałam, że mało jest ludzi w stanie mnie zrozumieć, postawić się w mojej sytuacjo. Ale ogrom postów, słów, poznawanych ludzi świadczy o tym, że może to ja sama więcej widzę w sobie zła niż ludzie obok? Może to ja powinnam przestać dokarmiać tego „złego” w sobie?… To jest dobro. Warto to dobro wyciągnąć na wierzch.

Pełnoletnia

Święta, święta, ach te święta

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zaczął się grudzień, a wraz z nowym miesiącem ruszyły te wszystkie przygotowania do wigilii i całych tych świąt.

Dawno temu przestałam czuć magię świąt Bożego Narodzenia – to moje trzecie święta spędzone w miejscu odosobnienia. Jest to bardzo trudny okres do zniesienia dla ludzi pozbawionych wolności.

W tym czasie, częściej niż zwykle, myślę o swoich najbliższych. Jeszcze bardziej doceniam wartość słowa rodzina i uświadamiam sobie, ja ważną rolę odgrywają oni, bliscy, w moim życiu i jak bardzo za nimi tęsknię.

Myślę o wigilijnej kolacji, która jak co roku odbyła się u mojej teściowej, na której trzeci rok z rzędu mnie zabrakło. Teściowa jest dla mnie jak mama, której praktycznie nigdy nie miałam i jest dla mnie ważną osobą.

Myślę o moim Rafale, u którego w tym roku zdiagnozowano nowotwór i który po kolacji wigilijnej wrócił do pustego domu i święta spędził sam, bijąc się ze wszystkimi myślami.

Szczerze, to nie cierpię tego dnia w tym miejscu. Nie potrafię cieszyć się tą całą świąteczną aurą, która zaczęła tu panować. W tym czasie najbardziej odczuwam dotkliwość kary, na którą skazał mnie sąd.

Widzenie z mężem też nie będzie takie jak inne – będzie trudne i smutne. Nie będzie tym razem opłatka i życzeń. Uznałam, że tak będzie lepiej. Nie potrafię znieść tego bólu w jego oczach. On sam nic nie mówi, nie osądza, nie wypomina, ale wiem, że nie o takim małżeństwie marzył….

Ciężko mi patrzeć mu w oczy, wiedząc, że ja mogę liczyć na niego w każdej sytuacji, a sama w obliczu jego choroby być wsparciem dla niego nie mogę. Okropne uczucie…

Ten świąteczny okres w zakładzie karnym, to specyficzny czas – każdej z nas jest bardzo ciężko go przeżyć…

Nawet te najbardziej zatwardziałe kobiety w wigilię stają się wrażliwymi osóbkami, które nie wstydzą się swoich łez. Znikają pozory, wyznaczony dystans i wrogie nastawienie do innych. Próbuje się zapomnieć o nieprzyjemnych sytuacjach z „koleżankami”.

O 17.30 zamykają nam cele. Usiadłyśmy do skromnie zastawionego stołu. Były pierogi zakupione w więziennej kantynie, śledzie, sałatka, kawałek ciasta i kubek czerwonego barszczyku – tak namiastka wigilii.

W myślach złożyłyśmy życzenia swoim najbliższym, a później życząc sobie wolności, zdrowi, siły i spokoju, zaczęłyśmy jeść. Opowiadałyśmy sobie o świętach spędzonych w dzieciństwie i wspominałyśmy ostatnie święta na wolności.

Leżąc w łóżkach po 22-giej, gdy zgasło światło, popłakałyśmy w poduszkę – tak to wyglądało.

Święta, święta, ach te święta. Mam nadzieję, że kolejne święta Bożego Narodzenia uda mi się spędzić z moimi najbliższymi, a zwłaszcza z moim mężem – może choćby krótka przepustka?

Kicia 83

Noworoczne postanowienia Kici 83

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W tym roku postanawiam, że…

Kochani, zbliża się Nowy Rok, a co za tym idzie?

Masa noworocznych postanowień 😉

Każdy z nas – Ty, mój Drogi Czytelniku również, myślał lub mówił, że od Nowego Roku postanawia n. rzucić palenie, uprawiać jakiś sport, spędzać więcej czasu z rodziną, być miłym dla otoczenia czy zmienić pracę.

Ile takich noworocznych postanowień udało się Wam, Kochani, zrealizować?

Mi osobiście żadnego :(.

Zawsze znalazłam sobie jakieś usprawiedliwienie, że coś lub ktoś mi to uniemożliwił, ehhh….

Jednak ostatnio uświadomiłam sobie, że po prostu źle się do tego wszystkiego zabierałam.

Lista moich corocznych postanowień była długa, ale ja sama nie miałam żadnego konkretnego planu ich realizacji.

Zatem co zrobić, by osiągną upragniony cel?

Przede wszystkim musi być on realny..

W moim przypadku, biorąc to, że obecnie jestem kobietą pozbawioną wolności i przebywam w zakładzie karny  :(, nierealnym celem byłoby dzisiaj postanowienie tego, że będę więcej czasu spędzać z najbliższymi mi osobami. Dlatego najpierw trzeba się zastanowić nad tym, czego tak naprawdę chcemy i jak ma wyglądać nasze życie. Koniecznie pod uwagę musimy wziąć to, że większość z nas ma tendencję do odkładania spraw na później – zwłaszcza tych, które nie przynoszą natychmiastowych efektów i wymagają od nas sporego wysiłku.

Pomyśl, Drogi Czytelniku, czy jesteś gotowy na podjęcie się długoterminowego działania. Jeśli jesteś przekonany o tym, że tak, potrzebny jest czas i cierpliwość (u mnie akurat z tą cierpliwością, to różnie bywa). Po dokładnej analizie musimy podzielić realizację naszego celu na etapy. To bardzo ważne, by w połowie drogi się nie zniechęcić. Za każde chociażby małe osiągnięcia wyznaczmy sobie nagrodę. To powinno nas motywować do dalszych działań.

Ja mam mocno ograniczone możliwości – z wiadomych względów, ale Ty, mój Czytelniku, masz wachlarz nagród, którymi możesz się obdarowywać, za każdy etap, który udało Ci się osiągnąć.

Ja podejmuję się wyzwania, jakim jest moje noworoczne postanowienie i działać będę metodą małych kroków. 🙂 Wierzę w to, że uda mi się zrealizować mój cel – mam ich kilka, ale nie wszystko naraz :). Jak to mówią: nie od razu Rzym wybudowano ;).

Z całego serca życzę Wam, Kochani, determinacji, cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do obranych celów.

I pamiętajcie, że nie tylko Nowy Rok jest  chwilą do stawania sobie nowych wyzwań. W każdym czasie możemy wyznaczać sobie cele i do nich dążyć! Nie zniechęcajmy się, gdy coś nam nie wyjdzie. Walczmy do końca, z pozytywny nastawieniem 🙂

Powodzenia, Kochani, niech moc będzie  Wami!

Kicia 83

PS. A może Ty, Drogi Czytelniku, masz jakąś receptę lub sprawdzony przepis na to, by udało się zrealizować noworoczne postanowienie? Może chciałbyś się tym podzielić? Chętnie wypróbuję :).

Pozdrawiam serdecznie, życząc wszystkiego dobrego!

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, wolności! życzy Fundacja Dom Kultury

Prezent na Święta

Warsztat tworzenia kartek świątecznych przez blogerki w więziennej świetlicy. Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

 

W ramach świątecznego prezentu mogłabym otrzymać długopis. Taki, który nigdy się nie wypisze. Do takiego długopisu chciałabym otrzymać kartkę. Taką, która nigdy się nie kończy. Lubię pisać. Dzięki takiemu prezentowi mogłabym stawiać litery, słowa, znaki, zdania, cały czas bez końca. Odręczne pisanie dzięki braku dostępu do komputera wpadło mi w nawyki i chyba jako taki pozostanie ze mną nawet, kiedy dostęp do komputera przestanie być luksusem. Litera to litery, słowo do słowa zdanie do zdania będę składać w opowieści, których jeszcze nie znam. W sensie, którego jeszcze nie pojmuję. Dzięki wiecznemu długopisowi i nieskończonej kartce uchwycę historię mojego wszechświata. Tylko, kto by chciał czytać? 

Skowronek

Gdybym mogła poprosić o jedną, jedyną rzecz to, co by to było? Hmmm nie, nie wolność, nie dodatkowy talon, nie możliwość dodatkowego widzenia. Możliwość by być takim człowiekiem, za jakiego uważa mnie mój pies :). Nie pamiętam, kto mądry to powiedział, ale zgadzam się z tym w zupełności. I nie ma Cię, gdy moje życie spada w dół. I nie ma Cię gdy wszystko łamię się w pół.

Bella                                                                      

Biorąc pod uwagę ten temat, mogę napisać coś z pogranicza fantastyki- cofnięcie czasu, niczym Dżamper, znaleźć się w innym czasie w innym miejscu i nie trafić tu. Jednak wypadałoby spojrzeć na to realnie prezent, jaki chciałabym otrzymać od losu.. Nie mam wygórowanych pragnień, więc prawdziwym szczęściem i radością dla mnie jest zdrowie i szczęście moich bliskich-mamy, dzieci, babci.. Jako mama pragnę by moje dzieci żyły w szczęściu, zdrowiu i by wszystko u nich układało się dobrze i tak jak tego pragną . I póki tak się dzieje nie wiem czy potrzeba mi czegokolwiek innego. Jedyne czego bym chciała to być z nimi i móc wspierać ich w każdym działaniu. Pragnę by los uchronił ich od zawodów życiowych, od rozczarowania… od błędów, które wywierają ogromny wpływ na resztę życia. Najlepszym prezentem od życia dla mnie jest powrót do rodziny….                                                                                

Diablica                                                                    

Przed świętami Bożego Narodzenia oraz rozpoczęciem Nowego Roku nadchodzi czas refleksji i zadumy czego bym chciała od losu? Hmm odpowiedź jest jedna,…aby najlepszy dzień starego roku, był najgorszym nadchodzącego. Prezentem doskonałym dla mnie będą cudowne dni spędzone z najbliższymi, nieplanowane wakacje, poranna kawa na huśtawce przy domu, spędzenie czasu aktywnie z dziećmi i buziak od męża na przywitanie i dobranoc itd. A na te święta które spędzę w Areszcie prezentem będzie przyjezdna atmosfera na celi i oczywiście pomoc przy robieniu Tiramissu, sernika czy śledzi z rodzynkami.

Blondi                                                                      

 Chyba największym prezentem od losu, który mogłabym dostać, to chyba większy „łut szczęścia”. Szczęścia, ponieważ uważam że ono omija mnie szerokim łukiem i nie pisze tu mając na uwadze to że jestem w więzieniu, bo to akurat traktuje jako szanse od losu, który uratował moje życie, a raczej zgliszcza, które mi pozostały. Mówiąc szczęście mam na myśli partnerów, których do tej pory miałam, szczęście wśród którym mogłam się rozwijać a nie trwać w tzw”pauzie” życia, spowodowanej brakiem możliwości wyboru drogi. Najgorsze jest to że nigdy nie ma dobrego momentu, zawsze jest zbyt wcześnie albo zbyt późno zawsze więc szczęście większa jej porcja byłaby dla mnie prezentem od losu największym i bycie dobrym miejscu i dobrym czasie.

No Name

Czy warto pomagać złym ludziom ? cz. 3

Blogerki w więziennej świetlicy czytają odpowiedzi od Państwa. Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

„Zły człowiek – źli ludzie” – czym tak naprawdę jest zło… Gdy ktoś kradnie, zabija – dla większości społeczeństwa jest „ złym człowiekiem”. Nikt nie skupia się na przyczynie, ale używamy sobie na skutkach, czyli efekcie, do którego posunęła się dana osoba. Należałoby tak naprawdę cofnąć się do chwili, kiedy i dlaczego dany człowiek posunął się do tego. W dzisiejszym zabieganym świecie możemy rozkładać na czynniki pierwsze skutki złego postępowania. Nigdy jednak, nie skupiamy się na przyczynach, tylko o wiele chętniej na skutkach. Media na co dzień faszerują nas coraz to nowszymi sensacjami. Tam gdzie jest krew i mięcho – temat sprzedaje się od razu, ale czy w tym zwariowanym świecie znajdujemy czas nad pochyleniem się i zastanowieniem – czemu do tego doszło?

To, że ktoś zrobił coś złego, nie zawsze oznacza, ze jest złym człowiekiem. Moim zdaniem przyczyna tkwi głębiej. Brak czasu rodziców powoduje, że młodych ludzi w znacznym stopniu wychowuje ulica i środowisko, w którym żyją. I tak naprawdę czasem ta presja środowiska powoduje, że ze spokojnego, cichego młodego człowieka wychodzi „bestia”. Ogólnie przyjęte normy społeczne wyrzucają go poza margines społeczeństwa, zamiast wskazać mu drogę, pomoc, pokierować.

Więc kto tak naprawdę jest zły – ten co zrobił coś złego dla ogólnie przyjętych norm, czy ten który z tak łatwością go ocenił, nie robiąc nic poza tym.

Pomagając dajemy komuś szansę, zarazem sobie i ludziom, by świat i nasze otoczenie było lepsze.

Szymek 🙂

Czy warto pomagać złym ludziom? cz. 2

Janek Bajtlik maluje z osadzonymi spacerniak na Grochowie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jeśli chodzi o moją osobę, to jestem jak najbardziej za, aby takim osobom pomagać. Nie mam na myśli pomocy finansowej, ale sama pomoc psychiczna, wsparcie czasem takim osobom daje nadzieje na lepsze jutro. Sama wiem, jak to jest być złym człowiekiem, człowiekiem źle nastawionym do życia i całego społeczeństwa.

Od 14 roku życia weszłam na złą drogę, sama nie wiem jak i kiedy to się stało, w jakim czasie moja osoba tak gwałtownie się zmieniła. Ze mną rodzina miała same problemy, nie dało się ze mną po dobremu i groźbami dojść do porozumienia. Szłam ulicami, jeden zły wzrok, nie ważne kogo i już reagowałam krzykiem, wulgaryzmami, a nawet i rękoczynami. Kończyło się tak jak zawsze, że te osoby miały jakiś uszczerbek na zdrowiu,  a ja nabawiałam się kolejnych spraw. Chodziłam na ustawki, za które mi płacono. Z tego co zarobiłam, to się za to bawiłam.

Takie życie mi się podobało, nigdy nic złego mi się nie stało, ale teraz wiem, że innym robiłam wielką krzywdę moim zachowaniem. Doszło do tego, że wszyscy z moich bliskich mnie skreślili, uważali, że ze mnie nic dobrego nie będzie, że jestem zniszczona i ja jestem ta najgorsza, która nie ma do nikogo ani grosza szacunku.

Owszem, zgadzam się, taka właśnie byłam. Do momentu kiedy na mojej drodze poznałam mego kochanego męża. To on sprawił, że nauczyłam się szacunku, miłości, tolerancji do innych ludzi. Nie było mu łatwo, bo ja nie byłam łatwa. Byłam bardzo niedostępna, nie widziałam innego życia, prócz tego, które zbudowałam sama dla siebie.

Mój mąż przez wiele dni, miesięcy i lat pracował nade mną i moim zachowaniem. Zostałam otoczona dużą miłością, troską, poznawałam te uczucia dzięki niemu i nawet nie zauważyłam,  jak to i kiedy się stało, że ja zaczęłam traktować osoby koło siebie tak jak mój mąż  mnie, i dzięki temu poznałam moje nowe ja. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, że jest i można inaczej żyć, że można być na dnie społeczeństwa, a ktoś podaje ci rękę i swoimi siłami ciągnie cię ku górze.

To mój mąż sprawił, że rodzina zaczęła się do mnie przekonywać, że nie widzieli we mnie tylko samego zła, ale i wartościowego, silnego człowieka, który jak chce, to potrafi.

Mój mąż we mnie uwierzył, za co mu bardzo mocno dziękuję!

Pati