HISTORIA MOJEJ MIŁOŚCI

Rys. Lui, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Październik 2018…

Siedzę w moim ulubionym fotelu… lubię mój dom, moje psy, mojego męża – coraz mniej lubię, bo nie mam na to siły. Oddalam się od niego coraz bardziej. Coraz bardziej zatapiam się w swoim świecie. Coraz mniej mam do powiedzenia jemu… i wszystkim wokół. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi… przyszedł!

– Cześć co robisz? – podchodzi do mnie, żeby mnie pocałować.

Odsuwam się. On zastyga. Przykro mu… mi też jest przykro, ale udaję, że tego nie ma we mnie.

– Nie martw się… będzie dobrze. Góra po 8 miesiącach wyjdziesz. Będę czekał – tłumaczy cierpliwie mój mąż.

– Nie martwię się. Dam radę – nie chcę tłumaczyć, że się boję, że jestem przerażona, bo nie wiem co będzie za murem.

Wiem, że on też boi się. Wiem, że jesteśmy „nierozerwalną całością”…

Co on zrobi beze mnie? Jak sobie poradzi? Jego odejście ode mnie i ewentualna zdrada to najmniejszy problem… Przytulam się do niego… „żebyś ty tylko wiedział, jak ja bardzo kocham ciebie”… – myślę, ale nie mówię tego głośno: pełna obaw, że ta „nierozerwalna całość” rozsypie się na kawałki.

Październik 2019…

Dwunasty miesiąc odsiadki. Nie wyszłam po 8 m-cach. Wyjdę w marcu 2021 r. Ile razy widziałam się z moim mężem przez te miesiące?

24 razy – czyli spędziliśmy ze sobą dzień, bo widzenie trwa godzinę. Nie potrafię okazać miłości, tęsknoty, uczuć… za dużo jest osób wokół. Jestem zdenerwowana już od momentu wejścia na „widzeniówkę” przez świadomość, że za chwilę z niej będę musiała wracać z powrotem do celi. Czasami płaczę – czasami czyli zawsze… Za dużo we mnie emocji, często krzyczę na niego i mam pretensję – facet nie radzi sobie…

Czeka na mnie, ale myślę, że to za mało. Nie wiem co powinien robić albo zrobić, ale chcę więcej. Chcę poczuć jego miłość…ale  postawiłam mur. W murze pojawiają się pęknięcia – ale do końca nie wiem, czy to pęknięcie w nim, czy w „nierozerwalnej całości”.

Wiem, że to jemu jest gorzej: ale tak bardzo muszę być tutaj egoistką i nie chcę o tym myśleć, bo może nie przeżyłabym tego.., rozpadając się na kawałki.

Z WIELKĄ MIŁOŚCIĄ DLA MOJEGO MĘŻA …

Pani Em

WOLNOŚĆ – BYCIA SOBĄ!

Otwarcie Filii Parku Rzeźby w Areszcie Śledczym na Grochowie , fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jestem szczęściarą, bo nie potrzebuję ładnej bielizny, perfum aby potwierdzić moją kobiecość – moje Ja. Dla mnie kobiecość to siła, mądrość, umiejętność dokonywania właściwych wyborów, troska, wrażliwość. To po prostu człowieczeństwo, a niektórym tego brakuje. Prawdziwa uroda to nie makijaż, włosy których naturalnego koloru już prawie nikt nie pamięta, sztuczne rzęsy i obciachowe długie paznokcie.

To nie my – naturalne kobiety!

Kobiecość nie potrzebuje wysokich obcasów, obcisłych sukienek, wyzywających spojrzeń, widocznej bielizny. Dla mnie widok bielizny to dowód zwykłego niechlujstwa. Można wyglądać i czuć się spoko w golfie, dżinsach a nawet w kaloszach.

Kobiecość to my – nasz błysk w oku, uśmiech, głośny śmiech, czasami słone łzy, wdzięk – urok, tembr głosu, świadomość swojej wartości. Jestem właśnie taką kobietą.

EVELINE

Jako kobiecie brakuje mi…

1-DSC_0185-001

Jako kobiecie to w sumie mi niczego nie brakuje :), powiedziałabym nawet, że tu i ówdzie to mam nawet w nadmiarze :). Ale to też nie martwi, bo zapasy na ewentualność wojny mogą się przydać :).

Tak nie bardzo wiem, jak ten temat ugryźć, dlatego sobie żartuję. Może i powinnam na całkiem poważnie, ale nie wiem, czy dam radę.

Zaczęło się od tego, że dyskutowałyśmy po przeczytaniu wywiadu z Magdaleną Środą na temat feminizmu i na koniec wypłynęło takie oto zagadnienie, jak na starcie: czego brakuje mi jako kobiecie…

Udzielenie odpowiedzi na to pytanie musiałabym podzielić na dwa etapy: I – do momentu aresztowania i II – czas spędzony w więzieniu.

I. Prawdę mówiąc to niczego mi nie brakowało, bo robiłam, co chciałam i tak, jak chciałam, więc wtedy czułam się osobą spełnioną. Okazało się, że na chwilę zabrakło rozumu, rozsądku i czegoś jeszcze istotnego i trafiłam do więzienia. Ale choć to ważne braki, to teraz nie o nich.

Pracowałam, gdzie chciałam, a kiedy chciałam, to zmieniałam pracę na inną, uczyłam się też tego, czego chciałam.

W sumie to uważam, że istotne jest tylko to, aby robić wszystko zgodnie ze sobą.

Często ludzie dają się wepchnąć w jakieś ramy i tkwią w nich unieszczęśliwiają siebie i innych, a to bez sensu.

Ja na przykład nie nadaję się do tego, aby być matką czy żoną i dlatego nie jestem ani jedną, ani drugą.

Inna kobieta akurat w takich rolach czuje się spełniona i proszę bardzo, niech będzie gospodynią domową aż po grób. Nikt nikomu nie powinien narzucać, że taki a nie inny model życia jest dobry. Mnie drażni, kiedy słyszę, że ten czy inny (szczególnie, gdy to mężczyzna) twierdzi, iż jako kobieta powinna,:

1) rodzić dzieci

2) gotować

3) prać i sprzątać

4) być katoliczką (stosować zamiennie z 1)

5) „bzykać” się po bożemu i przy zgaszonym świetle…

Jeżeli ktoś tak chce bądź lubi, to niech sobie tak żyje i nic mi do tego. Chciałabym móc o sobie decydować od początku do końca, zgodnie z moimi przekonaniami i własnym, jak się to ogólnie nazywa, „sumieniem”.

Teraz z tą decyzyjnością jest trochę kulawo ;), choć w sumie na ile można, na tyle korzystam.

Żałuję, że nie mogę się kształcić – i tego tutaj brakuje mi jako kobiecie bardzo. Codziennej kąpieli też mi brakuje i możliwości posiadania perfum. Odosobnienia jeszcze bardziej niż perfum i możliwości gotowania tego, czego chcę, bo lubię szaleć w kuchni :).

Więzienie do tego jest, żeby odczuwać braki, ale jako kobiecie właśnie możliwości nauki i rozwoju pod tym kątem brak jest dla mnie dokuczliwy.

Małgosia