Jacy ludzie trafiają do więzienia dziś, a jacy trafiali kiedyś

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Trudny orzech do zgryzienia, bo żeby tak przelecieć przez te lata to trzeba się trochę umysłowo napocić. Ciężko jest porównać tak bardzo szczegółowo, a zrobienie tego pobieżnie mija się z celem.

Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to że kiedyś więcej było kobiet, które miały problem z alkoholem, dziś więcej ma problemy z narkotykami. Bez względu na wszystko- uzależnienia są i były obecne. Dziś więcej jest osób z zaburzeniami psychicznymi, spory procent tego zjawiska jest wg mnie powodowany np. przez dopalacze albo inne używki temu podobne.

Kiedyś kobiety były bardziej charakterystyczne i nie mam na myśli wyglądu ale zachowania. Spotkałam takie, które zapamiętałam i pamiętam do dziś, choć nie wszystkie. Dziś „przelatują” przez mój umysł i nie zostają w nim na dłużej, czy krócej. Nieliczne mają w sobie coś, co dla mojej głowy jest warte zapamiętania. Dobrze, że w ogóle zdarzają się i takie. Więcej jest kobiet, które są wykształcone, skończyły szkoły średnie czy studia, znają obce języki. Więcej jest takich, które podróżują po świecie i mogą o tym opowiadać. Więzienie kojarzy się zazwyczaj z ludźmi w których myśli się i mówi „patologia’, a sporo osób tutaj pochodzi z tzw. dobrych domów. Trudno jest znaleźć taki wspólny mianownik dla wszystkich, zakładam, że to w ogólne niemożliwe, bo każda osoba to oddzielna historia. Nawet jeżeli na start wydają się do siebie podobne, gdy poznamy szczegóły to podobieństwo okazuje się pozorne.

Ktoś mmi kiedyś powiedział, że można ludzi w więzieniu podzielić na kilka kategorii, dla każdej bierze kubeczek i do tego „kubeczka” wrzuca poszczególnych. Zawsze jednak znajda się takie jednostki, które do tych kubeczków nie pasują. Każdy medal ma dwie strony, żadna to filozofia. Jest masa młodych dziewczyn które mając dostęp do wiedzy niemal całego świata na jedno kliknięcie o niczym sensownym czy mądrym nie potrafią powiedzieć. Znają się tylko na kosmetykach, koniecznie markowych ciuchach i imprezowaniu. Są również takie, które mają tak po ludzku poukładane w głowach i posiadają wiedzę z której można coś wyciągnąć dla siebie, albo przynajmniej jest z kim porozmawiać. Więcej jest osób za przekręty finansowe- takie drobniejsze, ale za to w większej ilości. Kiedyś było kilka tzw. finansówek, ale na dużą skalę. Tendencja się odwróciła. Kiedyś częściej spotykało się panie księgowe, które wykorzystywały okazję w pobałaganionych księgach rachunkowych. Teraz szybciej można wziąć kredyt czy pożyczki na mniejsza skale, a później się okazuje że jednak nie można tego spłacić i zaczynają się schody.

Pieniądze ściągają na ludzi kłopoty i tyle, bo teraz goni się za kasa i „ona” staje się najważniejsza. Nie dla każdego, nie uogólniam, ale niestety w dużym stopniu. Świat się zmienia, bardzo szybko, więc ludzi tez się zmieniają w zawrotnym tempie i jest to zauważalne dla kogoś takiego jak ja, bo jestem takim obserwatorem, który stoi z boku i widzi, to czego w pędzie nie widzą ci pędzący.

Małgosia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

REGULAMIN – W ODPOWIEDZI NA MICHAŁ Z URSUSA, 17.07.2016 o 23:38

1-DSC_0239

Pytasz o codzienne życie w celi?! Opiszę Ci jeden dzień u mnie na celi. Podejrzewam, że na każdej celi (prócz rana – 7:00 i wieczora – 19:00) jest inaczej.

6:15 – Pobudka. Nas budzi telewizor (sam się włącza). Pani T od razu idzie na ranne posiedzenie do kąta (to WC – ma drzwi), jak otwieram oczy to już Pani I myje zęby, Pani E robi fajki i kawę, Pani M nadal śpi i zrywa się dopiero, jak otwiera się cela.

7:00 – Apel. Przy nim jest oddziałowa, która była na noc (kończy pracę). Oddziałowy, który sprawdza, czy stan osadzonych się zgadza, czasami to robi dowódca lub oddziałowa oraz oddziałowa, która przyszła na zmianę dzienną. Wchodzi, stuka młotkiem drewnianym, sprawdzając, czy nie są nadcięte kraty. ‘’Dzień dobry, dzień dobry’’ i powrót do łóżek.

7:30 – 8:00 – Podjeżdżają dziewczyny, które są korytarzowymi i podają nam porcję (śniadanie) przy tym mówiąc :
– „Ile chleba ?”
– „2”
– „Dzięki”.
– „Smacznego”.
– „Na spacer?”
– „Tak”.
– „Zaczyna się o 8:00, bądźcie gotowe”.

Cela się zamyka. Siadamy, dopijamy kawę, myjemy się.

8:00 – Spacer. Przez godzinę ktoś siedzi, ktoś chodzi dookoła siebie.

9:00 – Powrót ze spaceru, stoimy pod klapą (i tak jak przy każdym wyjściu z celi i powrocie do niej), bierzemy ręce na ścianę i szeroko nogi, najpierw sprawdzają tzw. pikaczem, a później rękoma od góry do dołu. Wchodzimy do celi i kto nie zdążył przed spacerem, myje się po nim.

9:00 do 13:00 – Czas wolny, różnie bywa, najczęściej czytamy książki przy muzyce, ktoś śpi, inny rysuje bądź pisze listy i w tym czasie idziemy również do telefonu (10 min).

13:00 – 14:00 – Obiad. Czasami oddziałowa rozdaje nam listy, otwieramy je przy niej by miała pewność, że nie ma w nich nielegalnych rzeczy, np. pieniądze, narkotyki, nagie zdjęcia.

14:00 – 15:00 – Odpoczynek po obiedzie.

15:00 -17:00 – Pranie. Nalewamy do misek wody (15l), wsypujemy proszek lub skrobiemy mydło, jeżeli proszku zabraknie i ręcznie jak za dawnych czasów, tylko tutaj brakuje tarki 🙂. Płukanie, wykręcanie i wieszanie. Mokre rzeczy najczęściej wieszamy na sznurku zamontowanym na kracie okna bądź pomiędzy łóżkami. Jak jest ciepło do rana wyschnie. W zimę jest gorzej bo jeden kaloryfer i trzeba się dzielić, ale kłótni o to nie ma.

17:05 – Kolacja.

18:00 – Włączamy ESKA.TV i zaczyna się Gorąca 20.

18:30 – Myjemy się, nalewamy wodę do misek i do kąta. Nie jest źle, jeżeli ktoś nie widzi problemu, tak jak ja. Najpierw myje się cały, później nabierając wodę do butelki oblewa się od góry nie patrząc na to, że woda wylatuje pod cele. Wtedy mówią do mnie – Shauer, wypływasz pod celę! (hahah). Po prysznicu ręcznym kolejne pranie, tym razem bielizny.

19:00 – Apel. Ten sam scenariusz co przy porannym apelu, tylko przy tym „Dobranoc”.

19:05 – Oglądamy nadal Gorącą 20 w oczekiwaniu na jakiś fajny kawałek. Jeżeli taki leci, zaczynam gwizdać do Izuś, by słuchała razem ze mną.

20:00 – Szukamy jakiegoś filmu, chyba że jest jakiś, który widziałyśmy w reklamie, to go oglądamy.

22:00 – Gaśnie światło i zaczyna się cisza nocna, włączam muzykę, palę ostatniego papierosa, robimy herbatkę na rano, zakrywam telewizor ręcznikiem. Wszyscy kładziemy się do „łóżka” i każda odpływa w swoją krainę marzeń.

23:00 – Robi się cisza: słychać pociągi, samochody, ujadanie psów i zasypiam.

Tak wygląda dzień u mnie w celi.
A co do pytania o wygodnym „łóżku”: są trzy duże materace. Jeżeli chodzi o mnie, lubię spać na twardym, więc mi to nie przeszkadza, ale większość osadzonych narzeka. Czasem materac nie jest dopasowany do metalowej konstrukcji „łóżka” i robią się szpary.

Mam nadzieję, że choć troszeczkę dowiedziałeś się co i jak na celi. Przy tym musisz też niestety użyć wyobraźni. Dziękujemy za wpis i kilka słów. Jeżeli interesuje Cię życie w kryminale, pozwolę sobie na to, by zachęcić Cię do posłuchania kilku piosenek, jeżeli nie zniechęci Cię to, że są w niej wulgaryzmy. Proponuję: Chada – Od apelu do apelu, Kali – Tu gdzie żyjemy i moją piosenkę, którą znajdziesz na youtube.pl z koncertu wraz z moimi przyjaciółkami : Audiostacja Falenica- Deszcz. Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam serdecznie.

-Batory-

Do tych, którym jest przykro, że żyjemy tu za ich podatki

 

1-zestaw

To, że zakłady karne są „sponsorowane” z podatków, dyskusji nie podlega, bo to fakt. Na większość najróżniejszych instytucji są przeznaczane ludzi pieniądze, a i nie tylko na to. Kiedy pracowałam po tamtej stronie, z mojej pensji zabierano tak samo, jak i teraz się zabiera – „no, czyste złodziejstwo”, można by powiedzieć, a za złodziejstwo, to proponuję – do więzienia J.
Uważam, że skoro już muszę w więzieniu przebywać, to poza stwierdzeniem, iż „sobie na ten pobyt zapracowałam”, mogę spokojnie dodać: tak, „zapracowałam” i jeszcze z góry sobie to opłaciłam, bo podatki płaciłam tak samo, jak reszta społeczeństwa płaci. Mało tego – moi bliscy też podatki płacą, a nie siedzieli, nie siedzą i siedzieć – mam nadzieję – nie będą. Mogę więc powiedzieć, że cały czas na mnie łożą i to z górką, bo gdy doliczyć paczki i pieniądze na wypiski, to trzeba by to pomnożyć razy co najmniej cztery. Wbrew pozorom z tych podatków na same „dobroci i luksusy” dla skazanego to niedużo zostaje, bo starcza w sposób wymierny (po odliczeniu „za wynajem”, prąd, wodę i inne) na kilka dosłownie rzeczy. Mam nadzieję, że ktoś spyta: na co? Otóż na: dwa mydła , paczuszkę proszku do prania, rolkę papieru szarego plus paczka (20 sztuk) podpasek dla kobiet. Oprócz tego dostajemy płyn uniwersalny do mycia: naczyń, podłogi, okien, i czego tylko mycia wymaga oraz torebeczkę proszku do czyszczenia toalety i zlewu. Plus jedzenie, o którym było wspominane wcześniej… J. Czy ten zestaw, który dostajemy na miesiąc, jest luksusem?!
Poza wszystkim – skazany, który pracuje, też płaci podatki, z których znowu opłacane są takie rzeczy, z których on sam nie korzysta i mógłby powiedzieć: po co jego kasa idzie na to czy tamto, skoro jego to nie dotyczy? Trochę by to przypominało dyskusję typu, co było pierwsze – kura czy jajko, ale że dyskutować lubię, to każda opinia i każde zdanie jest dla mnie ciekawe.

Małgosia