MOJA CODZIENNOŚĆ

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jeden tydzień, siedem dni, różnych od siebie. Może to są minimalne różnice, wymyślone odgórnie, ale też własny pomysł pomaga je jeszcze bardziej urozmaicić. Lata też pewne rzeczy zmieniają, choćby starania się o pracę. Kiedyś pracowała garstka dziewczyn i to była forma nagrody.

 Skoro to piszę, to też codziennie wstaję:) , niby światło zapalają o godz. 6:00 ( czyt. pobudka), ale ja parę minut jeszcze potrzebuję. Bardzo lubię siedzieć w celi z dziewczynami, które „polegują” na maksa, bo wtedy mam chwilę dla siebie. Poranki nie zawsze są takie same, ponieważ jednego dnia zwyczajnie potrzebuje posiedzieć w ciszy, przy kawie, przypominam sobie sen – jeśli jakiś miałam, zamyślam się nad nim, a niekiedy kawę popijam nad książką bo nie doczytałam np. wczoraj rozdziału i ciekawi mnie co dalej. Jedno jest zawsze to samo – rozciąganie, kawa,  poranna higiena i codziennie robię makijaż. Dbam o siebie, staram się nie „straszyć”. Po apelu czeka się już na śniadanie i później jest zależne od tego, co było dane, co załatwione, z jakiej propozycji skorzystane (jak by to nie zabrzmiało ha!ha!). Czyli  te, które pracują, wychodzą do pracy. Jeśli jest akurat organizowany na terenie A.Ś kurs – to też rano. Spacer co drugi dzień jest chwilę po ósmej. W poniedziałki chodzimy do magazynu po paczki lub dokonać wymiany odzieży (raz w m- cu). We wtorki dodatkowo nasz oddział ma boisko, w czwartki i niedziele kąpiel na łaźni. W tych ustalonych ramach oddziały podzielone na cele, one w zależności od metrażu na ilość łóżek, a ile łóżek, tyle ludzi:)… Ile ludzi, tyle charakterów… ale najważniejsze to mieć w życiu swoje cele:). Społeczność więzienna też się dzieli na tych, którzy chcą coś ze sobą robić i na tych z ulubionym tekstem „tyle to ja pod klapą przeleżę”. Indywidualne podejście i tyle.

Ja korzystam ze wszystkiego, co powyżej wymieniłam, ale dla mnie to mało. Wiele lat przebywałam na tzw. zamku – prawdą jest, że od kilku dopiero miesięcy jestem na półotworku.

Na zamku wyszukujesz zajęć, by nie zwariować. To w więzieniu pokazano mi, jak się wyszywa, szyje na maszynie (chociaż w domu mama szyła), robi bransoletki, tworzy na laptopie gazetkę. Tutaj „zapoznałam” się z jogą, obecnie w środy chodzę na Zumbę – początek był fatalny:), poznaję świetnych ludzi, którzy przyjmują zaproszenie na zajęcia „Piszę, więc jestem” organizowane przez Fundację Dom Kultury (pozdrawiam każdą cudowną osobę, która mnie pamięta!, a jeśli nawet nie, to dzięki, że wpadliście). Po tylu latach mogłam przytulić psa dzięki  Fundacji Tatar i Pies, która z zaufaniem powierzyła swoich czworonożnych podopiecznych w nasze ręce. Super wspominam warsztaty „You Can Free Us”. W piątki Warszawska Misja Ochotnicza wspomaga w duchowym rozwoju osadzonych, Michael Murphy z córkami wykonuje tu kawał dobrej roboty. To są rzeczy, z których ja korzystam, ale bywają jeszcze inne spotkania religijne, koncerty – te akurat najrzadziej.

Według mnie najwięcej robi dla nas Fundacja Dom Kultury w połączeniu z wychowawcami K.O.

O ile mogę iść na jakieś zajęcia, to po prostu idę (nie! nie pójdę na kurs kucharza, bo nie lubię gotować :).

W moim tygodniu jest zawsze czas na książkę i jakoś ostatnio mam szczęście do Mroza i Bednarka, lubię ćwiczyć, więc jakieś małe zmęczonko stosuję, codziennie oczywiście dzwonię do bliskich. Najlepsze momenty to właśnie telefon i widzenia, a najgorsze to zmiana celi lub wymiana współosadzonych. Cel nie lubię zmieniać,  bo jestem niepaląca, zawsze mnie czeka szorowanie i doprowadzanie wszystkiego po swojemu. Przez tyle lat nie zostałam pobita i niestety nie próbowano nawet mnie zgwałcić :).

Prawda jest taka, że to w latach 90′ dochodziło do agresji z obydwu stron, to był straszny okres, który jest już za nami. Spróbujmy go zamknąć w szufladzie z napisem „ co cię nie zabiło, to cię wzmocni”.

Wolę myśleć, że we wtorki i czwartki mam zajęcia, że trzy razy pójdę na widzenie, że moi Rodzice żyją, że poznaję fajnych ludzi, że może i do mnie kiedyś uśmiechnie się szczęście. Jak każdy potrzebuję wsparcia, zrozumienia i ……….książek! Nie macie jakiś na zbyciu? Jeśli tak to skontaktujcie się z Fundacją Dom Kultury!

Dzięki. Pozdrawiam.

Pełnoletnia     

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Radiowęzeł

Fot. ppor. Ewa Smolińska
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Miejsce, do którego chcę was zabrać, jest miejscem, gdzie staram się spędzić jak najwięcej czasu. Miejsce, które pozwala mi odpoczywać psychicznie i w jakiś sposób zniwelować mój ból i tęsknotę za wolnością. Radiowęzeł- miejsce mojej pracy, ale powoli. Wychodzę z celi, a mieszkam na końcu peronki (czyli korytarza więziennego), idąc do pracy zabieram z tablicy jadłospis, by przeczytać go przez radio. Jest to robione dlatego, że nie wszyscy wychodzą ze swoich cel i nie wiedzą, co kuchnia serwuje w dniu dzisiejszym. Pierwsze drzwi i pomieszczenie są wychowawcy KO, i wtedy pojawia się pierwszy uśmiech w pracy. Od razu wiadomo, że w razie problemu, złego humoru można przyjść i porozmawiać jak człowiek z człowiekiem, a nie osadzona z funkcjonariuszem. Spokojnie, nie będę tutaj cukrować wychowawcy, no chyba. Ale zawsze wchodząc do tego pokoju można liczyć na dobre słowo. I następne drzwi, białe i na dodatek z klamką. Takie zwyczajne drzwi, na które będąc na wolności człowiek nie zwróci uwagi, a tutaj, no cóż, w celi nie mam drzwi, lecz klapę bez klamek. Gdy otworzy się drzwi, widać różowy, taki pudrowy róż ścian oraz biały. Na jednej ścianie jest zrobione drzewo metodą decoupage’u z kwiatów. Gdy obrócisz się w prawo, zobaczysz ścianę, w której jest okno z widokiem na świat. Okno, w którym są kraty, lecz nie ma pleksy i widok nieba czy chociażby padającego deszczu jest namiastką wolności. Przecież wtedy można w wyobraźni się przenieść do balkonu i porannej kawy. Na całej długości tej ściany stoją 3 stoły i tworzą wspólny blat. Miejsce naszej pracy. Na nim stoją 3 komputery, teczki z przygotowanymi audycjami oraz nasze zapiski. Jak to w kobiecym świecie, nie może zabraknąć też dodatków. Na każdym biurku – bo tak nazywamy te stoły –  stoi słoiczek opleciony szarym sznurkiem z różowo-niebieskimi dodatkami, a w nim długopisy, zakreślacze itp. Oj, bobym zapomniała, na tych stołach mamy ceratę, srebrną  w kwiatki, jak przystało na kobiety. Po przyjściu do pracy pierwsze, co robimy, to zmiana radia według grafiku, który jest układany przez nas. I jak w każdej pracy, dzień trzeba zacząć od kawy w miłym towarzystwie. Ostatnio najlepszą kawę robi Doris, idealna ilość mleka i cukru. I gdy kawa się parzy, to do mikrofonu padają pierwsze słowa, czyli: „Dzień dobry, nasi słuchacze, dziś mamy….” Po przeczytaniu ogłoszeń oraz komunikatów, przechodzimy do jadłospisu. Po takim początku czas sobie chwilę porozmawiać o tym, jak minął nam dzień poprzedni i ogólnie. W międzyczasie widok za otwartym oknem cieszy, a do tego te śnieżnobiałe firanki z różowymi dodatkami dają poczucie kobiecości. Możliwość przebywania w takim naszym kobiecym pomieszczeniu daje nam bardzo dużo. Wszystko mamy ułożone tak, by było pod ręką. Na ścianach wiszą tablice korkowe, na których mamy rozpisane poszczególne miesiące, audycje czy nawet radia. Nie może też zabraknąć czegoś śmiesznego, co potrafi dać uśmiech na twarzy, tak jak płacząca panda obejmująca i pocieszająca płaczącego mężczyznę. Ostatnio, aby upiększyć nasz azyl, na ścianie powstał napis: „ Ciesz się małymi rzeczami; rób to, co cię uszczęśliwia; śmiej się tyle, ile oddychasz; kochaj tak długo, jak żyjesz; żyj tak, aby niczego nie żałować; tańcz, jakby nikt nie patrzył”. Same go zrobiłyśmy, literka po literce. Wspólne dzieło, jak przystało na zespół w pracy. Mamy rozdzielone prace, każda jest za coś odpowiedzialna. Jedna czyta, to druga pisze audycje, czy też składa gazetkę, która się ukazuje raz w miesiącu. Za biurkami, czyli naszymi plecami stoi szafa, już tylko jedna, ze sprzętem odpowiedzialnym za łączność, czyli by poszczególne oddziały nas słyszały. Szafa, która jest sercem tego miejsca, no może nie sercem, a nerkami, bo sercem jest konsola, która umożliwia włączenie radia czy też przemówienie do słuchaczy. I ten mikrofon z czerwonym kablem, który nazywany jest przez nas „władza do narodu”. Chociaż nie jest to duże pomieszczenie, to 4 osoby przy dobrych chęciach dałyby radę zatańczyć kankana. I został jeszcze jeden mebel, nasz regał, na którym jest hm… chyba wszystko. Na pewno znajdują się tam segregatory, ułożone tak, by każdy wiedział, co tam jest. Na innych półkach szkatułki z „potrzebnymi rzeczami”. Ale też miejsce na kawę i ciastko. Jest to takie pomieszczenie, gdzie możemy się poczuć trochę inaczej niż na celi. Mówi się, że więzienie powinno być straszne, by odstraszało przed ponownym przyjściem, ale ten pokój jest takim azylem, gdzie nie jesteśmy osadzoną, tylko człowiekiem. Jak dobrze jest tam usłyszeć od wychowawcy, czy wszystko dobrze, czy nie chcemy pogadać. Nigdy nie jesteśmy pozostawione same sobie. W tym pomieszczeniu także tworzymy teksty na bloga, a nasza koleżanka pisze książkę. Być może kiedyś znajdziemy ją na półce w księgarniach. I wiecie, co mi się wtedy przypomni? Właśnie ten kobiecy pokój, gdzie Zośka siedziała odcięta od świata. Radiowęzeł to nasz kobiecy świat.

Zołza

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Jak inni nas odbierają

Instruktorka fitness Marta Brus prowadzi ćwiczenia z osadzonymi, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jak odbierają nas, osadzone kobiety, inni po tamtej, lepszej stronie muru. Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Pewnie na głębsze przemyślenia przyjdzie czas, gdy opuszczę to miejsce. Przebywając tu mam kontakt z moją cudowną rodziną, która mnie wspiera z całych sił. Daje miłość, wiarę i nadzieję. To bardzo wiele. Nie wszystkie kobiety osadzone mają tyle szczęścia. Tak naprawdę to oprócz bliskich jedyne osoby z „wolności”, z jakimi mam kontakt, to pracownicy służby więziennej oraz osoby, które odwiedzają nas w areszcie i prowadzą zajęcia. Służba więzienna, co oczywiste, musi trzymać dystans. Nasze relacje są czysto „służbowe”. Myślę, że to odpowiednie słowo. Osoby, które przychodzą z zajęciami, nie oceniają nas. Są przyjaźni i traktują nas normalnie. Czasem odnoszę wrażenie, że ten czas, który z nami spędzają, traktują jako misję. Więzienie to nie jest miejsce, które odwiedza się z przyjemnością. W tym momencie czapki z głów dla tych wszystkich, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli nas odwiedzają. Gdy rozmawiam z nimi, momentami mam wrażenie, że choć na chwilę mogę złapać oddech, łyk świeżego powietrza.

Gdy już opuszczę areszt, co inni o mnie pomyślą? Nie wiem. Wiem jednak, że jakoś szczególnie mnie to nie interesuje. Ci, którzy byli przy mnie przed aresztowaniem- pozostali. W tej kwestii nic się nie zmieniło.

Zdaję sobie sprawę, że na temat więźniów zwykle społeczeństwo nie ma dobrego zdania. A szczególnie o kobietach. Bo kobiecie nie przystoi, aby znalazła się w takim miejscu. Idąc za następnym stereotypem myślenia- matce również. Ale, tak szczerze mówiąc, nikt nie zna naszych historii. A niektóre z nas (tak zresztą jak ja), nie mają ochoty ich opowiadać, jak by nie było, obcym ludziom. Naszej sytuacji to nie zmieni. Można byłoby to potraktować jako formę terapii, aby wylać to wszystko na papier. Ale czy warto dzielić się z obcymi?

Obawa (być może) przed hejtem i falą krytyki, jaka na nas spadnie, podpowiada STOP. KROPKA.

Blondi



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Jeszcze 150 prześcieradeł

W więziennej pralni, fot. Małgorzata Brus

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Między nami stoi jeszcze 150 prześcieradeł, które muszą wyschnąć na rurze grzewczej po praniu. Po dwa, raz na dwa tygodnie pranie z mozołem w niedużym wiaderku. Tylko jedno mieści się w nim na raz. Kiedy bawię się we Franię, liczę zawsze ile jeszcze. Dziś mi wyszło 150. Rura grzewcza wisi pod sufitem, wzdłuż ściany z oknem. Może być karniszem, na którym latem wisi zasłona z prześcieradła w upalny dzień, by przynieść chłód, lub suszarka w zimę. Liczę pilnie godziny potrzebne, by doprowadzić do sucha kawał bawełnianej połaci, o wymiarze metr na 170 cm. Wyciskanie z niego wody, to zajęcie bardzo retro, ale pomaga docenić maminy trud, kiedy do obsługi mojego niemowlęcego ciała potrzebowała sterty tetrowych pieluch, czystych i pranych dzień w dzień. Brudny róż mokrej połaci z minuty na minutę ustępuje pudrowo-indyjskiemu odcieniowi. Jakby broniąc się przed promieniami rurzego ciepła. Jasny odcień wypiera go milimetr po milimetrze, zbliżając mój czas powrotu do ciebie o minutę, 10 minut, kwadrans, godzinę. Teatr wilgoci. Wypieranie tego co było do stanu pożądanego. By przyśpieszyć wygrana przesuwam prześcieradło po kilka centymetrów w ta i tamta stronę. Bo kiedy za kilka godzin suchość wygra z wilgocią, będzie nas dzielić tylko 148 prześcieradeł.

Papryka RZ.



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Plotka

Świetlicowe rozmowy, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Przecież ona dosięga każdego! Nierealnym jest, by ominęła kogokolwiek. Wszyscy jesteśmy jej łącznikiem, przedłużeniem, ofiarą i „ojcem”. Rodzi się z niskich pobudek, z nudów, zazdrości, zemsty, słabego charakteru. Ta, o której się dowiemy – zapewne dzięki drugiej osobie, nawet jak poboli, zatka, wyciśnie łzy czy wywoła parsknięcie, to pozwala na zadziałanie, ustosunkowanie się, olanie, bądź zareagowanie. Wszyscy świetnie zdajemy sobie z tego sprawę, że w świecie jest jeszcze masa „info” na nasz temat, która dotrze do nas maksymalnie zdeformowana i przyprawiona.

Ludzie od zawsze gadali, mało z kim można porozmawiać, a gadać z każdym. Choć zawsze miało to miejsce, to jakoś mało kiedy w identyczny sposób „podawali” dalej zasłyszane historie.

Zakład karny w Grudziądzu był kiedyś zakonem. Do tej pory wewnątrz jest kościół w którym odprawiane były msze. Na terenie jest również DMiDZ (Dom Matki i Dziecka), tzw. „ żłobek”. Dzieci się tam rodzą i są chrzczone w kościele podczas normalnej mszy (tak było za mojej „kadencji”). Dwie takie msze pamiętam, ale ktoś w inny sposób to zarejestrował. Po kilku latach dowiedziałam się, że dziecko, które urodziłam zostało mi zabrane do adopcji z racji dużego wyroku… a ja nawet nie wiem, czy mogę mieć dzieci.

Pamiętam też jak kiedyś mnie straszyli, że gdy pojadę na karny, to muszę uważać, bo na łaźni dochodzi do gwałtów. Nie za bardzo mieścił mi się głowie gwałt kobiety przez kobietę, ale jakoś wtedy słowa miały budować lęk. Cały pawilon podzielony był na dwie części, po środku dyżurka i telefony. Mnie skierowano w lewą stronę, do końca korytarza. Do ostatniej celi. Łaźnia była po prawej stronie, na drugim końcu tego pawilonu. Dziś bym zwyczajnie zapytała „co tam się dzieje”, albo choćby „przypaliła Franka”, że przez kraty zbyt dobrze nie widzę. Jakoś chciałabym zażartować z tamtego lęku, który odczuwałam, ale nie odzwierciedliłoby to siły przekazu. Patrząc na koniec tego pawilonu widziałam stojące dziewczyny pod tą łaźnią i nie docierała do mnie kolejka po krzywdę? A tam pod oknem, przy tych drzwiach była popielniczka! One wyszły zapalić!

Osobiście dotknęło mnie kilka krzywdzących słów, byłam też świadkiem, do czego doprowadzają nieprawdziwe informacje, ile relacji niszczy, zabija plotka. Nie wszystkie pamiętam, ale chyba gorsze jest, ile razy powiedziałam sama do kogoś o drugim nieprawdę. Dlaczego bardziej człowiek pamięta „krzywdę” rzuconą w jego stronę, a nie odnotowuje zadanych przez siebie razów? Gdyby dać możliwość ranienia słowem na przysłowiowy zeszyt, ile by się wpisało? No właśnie, nie ma przykrywki incognito, ale gdyby odwrócić propozycję, wpisanie nazwisk tych, co nam zadali kuku…hm!…wiadomo, że płonęłoby.

Tysiące ludzi może ukręcić tysiące wersji jednej historii. Przez lata nasłuchałam się kto od kogo jest z rodziny, o romansach więziennych, bo tylko przecież romans mógł zaradzić, żeby utrzymać się w pracy, o donoszeniu osadzonych, by ją dostać, o tym, że w celi mam toster, własny materac, kino domowe (chyba celowe to było zagranie). Ostatnio wyjeżdżałam już w transport na diagnostykę, a ja tylko szłam z rzeczami z paczki. Moje zajęcia z psem z dogoterapii potwierdziły, że jeszcze mam psa w celi, bo długo siedzę.

Każdy człowiek ma za sobą niesmak niejednej krzywdzącej powiastki na swój temat, każdy człowiek ileś razy bardziej świadomie jak nieświadomie (pozostawiam to do indywidualnego przetrawienia) przyczynił się do bólu drugiej osoby i też każdy człowiek ma swój próg wytrzymałości na takie gadanie. Nie uwierzę, że komuś tak naprawdę jest to obojętne, że źle o nim mówią! Ja wiem, że istotne jest, kto mówi, a nie co, ale prawda jest taka, że wystarczy gorsze samopoczucie, jakiś smutek rodzinny i głupie gadanie obcych ludzi pchnie do tragedii.

A wystarczyłoby, aby każda nasza pojedyncza łza z bólu nie wypowiedziała jednego słowa dalej. Byśmy uwolnili się od niepotrzebnego śmietnika słów o innych i przestali być echem.

PEŁNOLETNIA



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Pierwszy post Haliny

W celi, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Pierwszy post Haliny

Długo się zastanawiałam czy napisać na bloga.

Zwyczajnie miałam mieszane uczucia, jak zostanę odebrana przez osoby w wolności. Przecież jestem „więźniarką”.

To, że znalazłam się w tym miejscu, nie robi ze mnie gorszego człowieka. Człowieka pozbawionego uczuć. Myślę, a wręcz jestem tego pewna, że całe moje człowieczeństwo, które posiadałam przed wyrokiem, jest nadal we mnie, mimo tych krat.

Niczym się nie różnię jako człowiek od osób za murami.

Też posiadam rodzinę, dzieci, dom, lecz życie napisało dla mnie inny scenariusz.

Borykamy się często z problemami, na które nawet nie mamy wpływu. Wyobraź sobie sytuację, że znajdujesz się na naszym miejscu i wykonujesz telefon do domu, a tam słyszysz, że twoje dziecko jest w szpitalu? Ma podejrzenie wyrostka i czeka go prawdopodobnie operacja. Zanim usłyszysz wszystkie informacje, nie wspomnę o pocieszeniu dziecka i wsparciu go, mija pięć minut, telefon zaczyna mrugać – zaraz koniec rozmowy. I słyszysz ciszę, następny telefon jutro (no, chyba że uda się wyżebrać dodatkowy telefon u oddziałowej). I tak idziesz pod celę z tysiącem myśli w głowie, ale najgorsza jest ta niemoc.

Bezsilność człowieka, bo przecież będąc na wolności to byłoby się przy dziecku, trzymałoby się go za rękę, a tak… Zostaje się sama z własnymi myślami. Chyba że jesteś szczęściarą i masz z kim o tym pogadać w celi.

Więzienie uczy nas wszystkich cierpliwości, bo to jest niezbędne, jak tlen do życia.

Przecież kiedyś ten wyrok minie i będziemy przy dzieciach, rodzinie, będziemy tak jak Wy – wolnymi ludźmi.

Myślę, że jak na pierwszy wpis nie jest źle. Może się przełamię i będę pisać częściej.

Halina



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Nasz rodzinny obiad

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
Fot. Małgorzata Brus

Na nasz rodzinny obiad zjedlibyśmy zupę ze świeżych pomidorów z cieniutkim makaronem i przysmażaną cebulką, pieczonego kurczaka z ziemniaczkami i mizerią, a na deser poziomki ze śmietaną albo kruche ciasto z rabarbarem i cukrem pudrem. Usiedlibyśmy wokół stołu – ja i moi rodzice – w pokoju z widokiem na ogród, a przez okna wlewałby się zapach dopiero co skoszonych traw i cykanie świerszczy. Snulibyśmy opowieści i plany na przyszłość, przyprawione śmiechem i łzami. Ale takiego obiadu nie będzie, bo nie ma już tamtego pokoju ani moich rodziców. Bo na wszystko jest już za późno.

Gdybyśmy byli dawnymi Słowianami, zastawiłabym stół na cmentarzu, przy grobie, gdzie spoczywają, i rozpaliłabym ogień – jako bramę i drogę – aby ich dusze przybyły z Nawii ogrzać się i posilić. Wtedy mogłabym powiedzieć im, jak bardzo ich kocham i jak bardzo mi żal, że nie dane mi było nawet się z nimi pożegnać. Mogłabym ich przeprosić za własną bezsilność. Może zjawiliby się też dziadkowie i babcie, ciotki, wujowie i kuzyni oraz moja nienarodzona siostrzyczka (lub braciszek) – bowiem wszyscy moi bliscy krewni  przebywają już po Tamtej Stronie, w strefie wiary i tajemnicy. Ucztowalibyśmy i gawędzili, dopóki płonąłby ogień.

Lecz nie jesteśmy dawnymi Słowianami, zaś w moim duchowym dziedzictwie nie ma przyzwolenia na zabawy we wróżkę z Endor. Żeby znów się spotkać, musimy cierpliwie czekać na ruch Boga. Dlatego na razie nie będzie obiadu ani rozmów z duchami przodków.

Za to może być inny obiad i inne rozmowy, daleko stąd, na afrykańskim brzegu – z moim mężem i jego rodziną. Bo tylko oni mi pozostali na tym świecie. Na szczęście sercem są nieustannie ze mną, choć nie płynie w nas ta sama krew. Wierzę, że kiedyś usiądziemy razem, w licznym gronie, na patio pod baldachimem winorośli, w cieple śródziemnomorskiego wieczora, i nie będziemy pamiętać ani mówić o rzeczach smutnych i bolesnych. I to będzie może lepsze, niczym dotyk łaski, bo jak napisała Majgull Axelsson: „Niektóre wspomnienia trzeba zostawić w spokoju, są delikatne jak pajęczyna, nie znoszą myśli ani słów”.

Zośka



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Farba, włosy i więzienie

J.Green (work inspired from a doodle… retro high waisted pants and bubble permed red hair! And a good disco!/ praca inspirowana “gryzmoleniem”… spodnie z wysokim stanem w stylu retro, czerwone włosy z trwałą! I dobre disco!).
Więcej prac londyńskiego artysty J. Greena znajdziecie na Instagramie @tampa_blighty.
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Farba, włosy i więzienie

(Kochana Justysiu, oto Twój pościk. Chociaż tak mi się nie chce, ale jak bym mogła tego nie zrobić dla Ciebie, Monia)

Może myślicie, że farbowanie włosów więzieniu to nic takiego. Otóż mylicie się. Biorąc pod uwagę fakt, że zlew, w którym będę chciała umyć głowę po farbowaniu ma kran zamontowany 40 cm wyżej. Do tego woda leci 30 sekund, po czym kurek trzeba przycisną ponownie. Możecie sobie wyobrazić, jak wygląda przekręcanie głowy i jednoczesne pstrykanie tym kurkiem.

Zanim jednak dojdzie do tego mycia, trzeba nałożyć farbę szczoteczką do zębów, bo pędzelka do nakładania farby w kantynie nie sprzedają, więc go nie mam. 🙂

Na twarz nakładam grubą warstwę kremu, żeby łatwiej było zmyć to, co zaraz się na niej znajdzie, bo niestety, zawsze upaprze się tą farbą cała.

Najpierw robię odrosty i tu nie jest najgorzej – pół godzinki czekania (muszę uważać, żeby nie dotykać głową górnego łóżka). Najgorzej jest z nakładaniem farby na resztę długości włosów. Mam na sobie koszulkę przeznaczoną tylko do farbowania włosów, która za każdym razem zmienia wzór plam. Ręcznik spada mi z ramion, a ja co chwila poprawiam go. Ciapki z farby co moment wycieram a to z ramion, a to z szyi, na pewno i tak jakąś przeoczę.

Po skończeniu czekam jakieś dziesięć minut i czas na wcześniej wspomniane mycie głowy.

Nagrodą za te męczarnie jest piękny kolor włosów.

No chyba, że postanowię położyć jaśniejszą farbę niż wcześniej – wtedy zostaje odrost w jednym kolorze, a reszta w drugim… Tylko raz mi się coś takiego zdarzyło i więcej tego nie powtarzam.

Monia



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



„Podróż w nieznane”

Piesek Bobbsan Krzysztofa Szczecińskiego naszego mecenasa ze Szwecji, obraz namalowała Lui, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na skraju lasu, nad rzeczką gdzie istniała Kraina pustki, spokoju, opoki którą charakteryzowała wolna przestrzeń i tak zwana nicość, mieszkały trzy baloniki duże, okrąglutkie, wypełnione prześwitującym powietrzem, co dzień rano, w południe i wieczorem fruwały po niebie z rytmem wiatru, ciszy i spokoju, a oaza która tworzyła ich świat sprawiała, że te trzy prześwitujące baloniki czuły się wciąż wypoczęte i bezpieczne.

Pewnej nocy gdy baloniki nie mogły spać, a na niebie tworzyły się piękne odcienie granatu i fioletu, na których mrugały liczne gwiazdki, zapragnęły barw, kolorów, błyszczących alautów i brokatu rozmawiając między sobą o pragnieniach. Jeden z baloników chciał być wypełniony emocjami, a trzeci uczuciami i pięknymi myślami, wymieniając poglądy o uniesieniach całą noc, nad ranem odważnie postanowiły opuścić krainę w której wszystko było przewidywalne i ruszyć w świat aby doświadczyć tego co im nieznane. Obiecały sobie jedno, że związują swoje trzy sznureczki na których trzymają swoje okrąglutkie gumowe brzuszki i żeby nie wiem co się działo, nigdy się nie rozdzielą.

Frunęły po niebie długo i wytrwale oglądając z góry różnorodny świat, lecz nie potrafiły uzgodnić tego gdzie się zatrzymają i zamieszkają. Jednemu balonikowi podobało się wesołe miasteczko, kolorowe balony na druciku, żywe kolory, dzieci które kłóciły się o nie i wyrywały sobie kolorowe baloniki z ręki. Karuzele, muzyka, wata cukrowa i inne pełne emocji atrakcje. Drugi balonik chciał wylądować przy zoo, tam każde dziecko wiązało sobie sznureczek z balonikiem na rączce, a balonik dumny i blady oglądał z góry zwierzątka, place zabaw i zawsze zabierany był do domu, wisiał przy łóżeczku dziecka i mieszkał razem z nim, czuł się jak członek rodziny. Trzeci balonik pragnął wylądować w cyrku, oglądać akrobatów, klaunów, artystów, jeździć po świecie i zwiedzać. Obiecały sobie, że za 3 dni spotkają się w tym samym miejscu i powrócą do swojej bezpiecznej Krainy.

Pierwszy balonik wylądował w wesołym miasteczku, podniósł go z podłogi pewien Pan, pomalował sprayem, obsypał brokatem, nadmuchał helem. Balonik dumnie sunął nad głowami dzieci i rodziców, oglądał karuzele, słuchał pięknej muzyki i wąchał zapach popcornu i waty cukrowej. Był rozchwytywany, pełen napędzających emocji oraz doświadczeń, które sprawiały, że czuł się szczęśliwy.

Drugi balonik doleciał prosto pod ZOO, pod klatkę małpek, gdzie uroczy mały chłopczyk podniósł go, przywiązał do wózka młodszej siostry i zwiedzał całe ZOO z całą rodzinką, oglądając piękne zwierzęta, słuchając śmiechu i radości dzieci i biegając po powietrzu za spacerówką.

Trzeci balonik był pod wrażeniem, gdy udało mu się wylądować na scenie areny, gdzie podmuch biegających zwierząt unosił go i co raz nad ziemię, wszyscy patrzyli i podziwiali przedstawienie w którym balonik był również uczestnikiem.

Minął 1 dzień pełen atrakcji, zabaw, zapachów, pięknych widoków. Minął 2 dzień emocji, uczuć i napędzających myśli. Baloniki zaczęły za sobą tęsknić, przeżycia miały niesamowite, ale w pojedynkę nie były one tak pełne jak gdyby mogły przeżyć ten czas we trójkę. Wszystkie trzy chciały wcześniej wracać w umówione miejsce i choć mocno tęskniły do siebie i za swoją spokojna Krainą, żaden nie dotrzymał umowy i nie przybył na umówione miejsce po 3 dniach. Balonik z wesołego miasteczka był zmęczony, co chwila przez właścicielkę podmuchiwany helem, zasypywany brokatem i pryskany sprayem, zapomniał kim był, stał się codzienną atrakcją, oddawany z rąk do rąk, kiedy się znudził.

Drugi balonik przywiązany został do huśtawki na placu zabaw i z dnia na dzień uchodziło z niego powietrze, nikt się nim nie interesował ponieważ wisiał tam cały czas, opadając z sił, żadne dziecko już go nie chciało, a z daleka patrząc na ten świat zwierząt, w którym wciąż dźwięczał hałas, zamieszanie i nieprzyjemny zapach stał się dla balonika przekleństwem i nie miał sił już nawet wracać do swojej Krainy w pojedynkę.

Cyrk dla trzeciego balonika przestał być atrakcyjny, co chwila byli w innym miejscu z innymi ludźmi na widowni, a balonik już od dawna nie był atrakcją na występach, patrzył na zmęczone zwierzęta, na ludzi, którzy zbyt skupieni byli na próbach i treningach, zebrał się w sobie i postanowił przy pomocy wiatru oraz bezpańskiego psa odnaleźć swoje zaprzyjaźnione baloniki. Wyczerpanego balonika z placu zabaw piesek odwiązał, złapał za zęby i pognali na wesołe miasteczko po drugiego balonika, piesek stanął na dwóch łapkach i silnie wyrwał zębami obklejonego brokatem balonika. Złapał wszystkie 3 w zęby i pognali do swojej zaprzyjaźnionej bezpiecznej Krainy, pełnej ciszy, spokoju i przewidywalnego jutra. Gnając tak przez wiatr balonik z którego uszło powietrze, napełnił się z powrotem świeżym, zdrowym wiatrem, dzięki czemu poczuł się lepiej. Brokat z oblepionego balonika poopadał przy sile powiewu zdrowego powietrza, spuszczając sztuczny hel, byli znowu sobą i razem. Gdy dotarli dzięki bezpańskiemu pieskowi do bezpiecznej Krainy, przyjęli go do siebie i zamieszkał wraz z nimi na łące pełnej polnych kwiatów i słońca.

Trzy baloniki żyły długo i szczęśliwie z nowym przyjacielem pieskiem z ulicy, który ich uratował, spędzali wspólnie czas, piesek trzymał 3 sznureczki w zębach i biegał machając ogonkiem po łące. To co na pozór wydaje nam się piękne i kolorowe, nie zawsze takim jest. Doceniajmy, co mamy, bo miłość, radość, dobroć, wierność oraz uprzejmość można odnaleźć jedynie w ciszy, spokoju i łagodności – co składa się na umiarkowane szczęście i pełnie życia.

MARIOLKA



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Twoją tarczą będę – Ja Matka

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
Fot. Małgorzata Brus

(List do syna, gdy wchodzi w dorosłe życie)

Świat to niebezpieczne miejsce rządzące się swoimi prawami. Nie mieszkają w nim ani spokój, ani sprawiedliwość. Pewność i zaufanie nie raz zatracisz. Z głodu tu nie umrzesz, owoce życia napoją i nakarmią Cię smutkiem, żalem, zdradą, ale też szczęściem i miłością. Nie raz do Twoich drzwi zapuka bezsilność, będzie warować pod Twoim domem, nawet wtedy, gdy będziesz dzielić go ze szczerą miłością. Nie odejdzie, jeśli udasz, że jej nie słyszysz, żadne psy jej nie wystraszą, nastroszą tylko ogon, gdy poczują jej obecność.

Synu, to co piękne z zewnątrz, może gnić od środka. To co delikatne; może pokazać pazury. Serce będzie nieraz pękać. Ono jest jak pancerna szyba, na której smutek odciśnie się w postaci pajęczyny. Na tę sieć złapiesz emocje, wyssiesz z nich siłę.

Będziesz niezniszczalny, bo ja Twoją tarcza będę – Ja Matka. Nie obiecam, że Cię obronię, nie przyrzeknę, że nigdy nie zapłaczesz. Puszczę Cię wolno w świat, nie zamknę w złotej klatce, choć przyznam, że bardzo bym chciała.

Pozwolę Ci żyć, Synu Kochany, rozwijać skrzydła i szybować ponad ludzką zawiścią i zazdrością.

Z dumą będę patrzeć jak się rozwijasz i odrywasz od przyziemnych problemów. A ja będę czekać na Ciebie.

Nigdy zbyt mocno nie zasnę, nigdy nie zamknę drzwi. Nawet jeśli zechcesz wyrzucić klucz do mojego serca, ja o Tobie nie zapomnę. Kochać Cię nie przestanę.

Usłyszę, gdy na palcach przejdziesz pod moim oknem – wstanę, by Cię wysłuchać, obetrzeć Twoje łzy. Otulę Cie miłością, okryje przyjaźnią i spojrzę okiem Anioła Stróża. Dam Ci po łapach, jeśli będzie trzeba i pewnie zbyt często powiem „uważaj”, bo jestem Twoją matką, a Ty jesteś moim synem – będziesz nim na zawsze.

Ludzka dola to śmiertelna choroba, na którą nie ma lekarstwa, nie ma odtrutki dla żalu, nie ma szczepień przed smutkiem. Nie ma nic na pewno i nic całkiem naprawdę, prócz tego, jak kocha Cię matka, i kochać Cię będzie już zawsze.

Znam Cię – uczyłam się Ciebie na pamięć, chłonęłam wiedzę o Tobie i popełniałam błędy.

Chcę, żebyś wiedział, gdzie byłam. Chcę, żebyś znał o mnie prawdę. Chcę, żebyś wiedział, że nie byłam idealna – dlatego piszę ten list, który dostaniesz jak dorośniesz – dokładnie za 10 lat: będziesz miał wtedy 18 lat.

Piszę ten list, tu: w tej obskurnej celi, zamknięta w płaczących ścianach pachnących śmiertelnym smutkiem, lecz mająca nadzieję.

Synu, muszę Cie prosić o jedno –  żebyś nie bał się kochać i być kochanym, żebyś swej męskości szukał w ludzkich odruchach, w głowie i sercu.

Wyciągaj pomocną dłoń do ludzi, którzy żyją w dołku, gdzie korzeni się smutek. I pamiętaj Mój Synu – nic nie zerwie życiowej pępowiny. Nawet droga do innego świata nie pochłonie matczynej miłości – bo jesteś moim synem.

Markosia



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”