Sylwetka: Bella

Bella, fot. Małgorzata Brus

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Zajęcia z pisania eWKratke to możliwość poznawania wciąż nowych osób: ktoś wychodzi, ktoś odjeżdża do innego zakładu, ktoś dołącza do grupy. Dlatego co pewien czas publikujemy sylwetki naszych dziennikarek.

 

Sylwetka: Bella

Szczupła wysoka energiczna blondynka, tak energiczna, że swoją energią obdarzyłaby wiele osób. Mówi tak szybko, jak szybko porusza się po peronce; i nie ważne, czy niesie jakieś paczki, czy  idzie z książką.

Zaskoczyła mnie ilość książek, które pochłania, ale dzięki temu korzystam z jej biblioteki. Jej zawód jakby tłumaczy zamiłowanie do czytania, bo ludzie zawodów ścisłych to urodzeni humaniści.

Niektórym osobom przeszkadzają ludzie udzielający się w życiu oddziału. Ta czasem głośna, o zielonych oczach blondynka nie robi tu jednak „kariery”. Realizuje siebie, tę sprzed pobytu tutaj… i tylko tyle. I aż tyle!

Napisała: Majka

Co zrobić z czasem?

 

Fot. Iwona Gajo

           

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

Szkoda, że nie można go cofnąć. Choć jeden raz. Jedna taka możliwość dana każdemu człowiekowi, każdemu może w innym czasie? Tylko kiedy by było wiadomo, że to jest właśnie ten moment na cofnięcie? Popełniamy tak dużo błędów, że trzeba naprawdę spieprzyć sobie życie, by pochylić się nad nimi, popatrzeć na te błędy i wybrać według siebie ten, do którego nie powinno dojść. A jeśli po tym zdarzy się coś jeszcze gorszego?

Ktoś kiedyś powiedział: „Dużo ludzi nie wie, co zrobić z czasem. Czas nie ma z ludźmi tego kłopotu”.

Chciałabym móc powiedzieć tak lekko i pospolicie, że nie zmarnowałam tego czasu. Tylko którego? Bo w mojej głowie to trochę miałam czas – życie PRZED i obecny czas. Niekiedy mi się zdarza myśleć o czasie – życiu PO.

W obecnej sytuacji, w której się znajduję, wyszukuję sobie, by choć dzień szybciej leciał, by nie patrzeć na zegarek, a podjechanie kalifaktorek z jedzeniem było zaskoczeniem: „To już kolacja?!”.

Mam słaby moment teraz na wszystko, nie mogę pójść do pracy, problemy bliskich gniotą mi głowę, przyjaciel mnie zawiódł i nawet w temat jest budka telefoniczna – na czas.

Jakbym miała się tylko skoncentrować na czasie tutaj – i co z nim zrobić, to powiedziałabym, że to indywidualna sprawa.

Można go „przeleżeć” lub „zabić”. Od zabicia czasu wiele rzeczy się zaczyna, idzie się na jakieś spotkanie, zapisuje się na jakieś zajęcia, jeśli spełniasz warunki, to na kurs zawodowy, podejmujesz pracę (o ile możesz) lub naukę (wtedy też zmiana kryminału). Z nudów robisz kartkę, serwetkę, serię ćwiczeń. Coś w międzyczasie zaczyna się podobać, sprawiać radość. Każde wyjście z „nudów” coś pokazało, czegoś nauczyło. Jak się ma „więcej czasu”, można napisać książkę. Ostatnio mnie też dopadł taki pomysł. Tyle lat w więzieniu, tyle twarzy, cel, zmian. Dużo do powiedzenia. Ale książka to nie ucieczka z tego miejsca, tylko jeszcze rozdrapywanie niefajnych momentów. Na to zawsze przyjdzie czas…

Trzeba dużo obserwować i słuchać. Nie każda praca jest dla ciebie dobra, nie każde zajęcia przynoszą frajdę. Ale nie można uciekać od wszystkich ludzi, tutaj też można spotkać, poznać kogoś wartościowego. Kogoś, kto może ci pomóc nawet po wyjściu. Nie ma recepty, by super-lux czas spożytkować w więzieniu, ale można go nie zmarnować. Choć ja akurat jestem przykładem na marnowanie. Im dłużej siedzę, tym mniej mi się chce…

 

Pełnoletnia

Sylwetka blogerki

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Zajęcia z pisania eWKratke to możliwość poznawania wciąż nowych osób: ktoś wychodzi, ktoś odjeżdża do innego zakładu, ktoś dołącza do grupy. Dlatego co pewien czas publikujemy sylwetki naszych dziennikarek.

 

Sylwetka: Ewenement

Justyna jest małą, wesolutką dziewczyną. Ma około 30 lat i marchewkowe włosy; jest otwarta i zabawna. Ciekaw jestem, czy przeszkadza jej to w życiu, czy ludzie nie myślą, że skoro jest wciąż taka wesoła, to mogą ją lekceważyć. – Jak sobie w tym radzisz? – pytam.

–Lubię taka być – Justyna odpowiada bez najmniejszego wahania. – Kolega mnie opisał, że jestem zwariowana, jak ten świat. Chociaż jest to też zasłona dymna: dla osób, których nie lubię,  jestem chamska i wredna. Mam więc dwie twarze. Szczerość, bezinteresowność, prawdę i poczucie humoru – zostawiam dla przyjaciół.

Justyna radzi mi, żebym zawsze był sobą. Człowiek wyluzowany inaczej się zachowuje, sztywniak robi coś, bo musi, nie dlatego, że chce. Podkreśla, że bardzo lubi chodzić na zajęcia z pisania i jest wdzięczna, za obecność ludzi z wolności.

Justyna nie siedzi za wielkie przestępstwa, lecz za jazdę pod wpływem alkoholu (na szczęście nie spowodowała wypadku, ale została złapana nietrzeźwa za kółkiem po raz drugi). Justyna po aresztowaniu przekonała się, że ludzi na wolności potrafią być fałszywi. Została jest tylko garstka przyjaciół z bardzo wielu znajomych i przyjaciół, których miała na zewnątrz.

Zajęcia to odskocznia od problemów. Justyna lubi wylewać swoje myśli i żale na papier. – Tylko kartce mogę do końca zaufać, bo wiem, że mnie nie wyda – mówi sentencjonalnie. Podkreśla, że pisze od dziecka. Czytelnikom eWKratkę dedykuje jeden ze swoich wierszy.

Rozmawiał: Leszek

 

 Dlaczego

Dlaczego – nie mogę już żyć?

Dlaczego – nie mogę być wolna?

Dlaczego – nie mogę już śnić?

Dlaczego – w mym sercu trwa wojna?

Dlaczego – mój świat zasnął już?

Dlaczego – już nie mam mych snów?

Dlaczego – już nadszedł kres?

Dlaczego –  mi teraz tak źle?

 

Ewenement

 

Pożyczki

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Pierwszy dzień na „półotworku”. Cieszą nas sąsiedzkie odwiedziny i chętnie pożyczamy papierosy, kawę, koperty, znaczki. Przez kolejne dni te same osoby z wizytą o jeszcze jednego papierosa, jeszcze jedną kawę.

Dziewczyny pierwsze „zatrybiły”. – Nie mamy papierosów, kawy też!

Nie palę, ale kawę mam. Znowu przeszłam obojętnie obok żebrzącego?

Majka

Co widzę po przebudzeniu?

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Moje pobudki nie należą do najmilszych. Po przebudzeniu widzę cztery ściany i zielony kolor dookoła. Może wam się wydaje, że to nic strasznego, ale dla mnie każde przebudzenie ze snu jest traumą. Te niby nic nieznaczące rzeczy czy kolory, które widzę każdego ranka, wywołują u mnie negatywne uczucia. Złość na samą siebie, że tu jestem, smutek, żal, tęsknotę za domem i gniew na wszystkich dookoła (współosadzonych i SW), że znowu muszę ich oglądać!

Na zielono są pomalowane nasze metalowe, piętrowe łóżka i szafki. Mówią, że zieleń to kolor nadziei i że ma właściwości kojące. Bzdura! Dla mnie kolor zielony to kolor mojego zniewolenia i nieszczęścia. Z niczym innym on mi się nie kojarzy. Po każdym smutnym dla mnie przebudzeniu, które niesie za sobą gorycz, smutek i niezadowolenie, Pokrzepiam się widokiem fotografii moich najbliższych. W momencie, gdy patrzę na zdjęcia moich dzieci i rodziny, odchodzi mi złość. To oni dają mi siłę i motywację. To dla nich muszę przetrwać każdy kolejny dzień. I to dzięki nim odpędzam te złe emocje każdego poranka.

Drzazga

Początek wakacji

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Co robiłam na początku wakacji jak byłam jeszcze w szkole?

Jak byłam uczennicą to wakacje były dla mnie czymś w rodzaju prezentu, lub wygranej szóstki w totka. Początki wakacji były pełne radości i śmiechu. Zaczynało się planowanie wyjazdów nad morze, w góry lub na Mazury.

Jeśli do wyjazdu było jeszcze trochę czasu, to ten czas spędzałam aktywnie i radośnie z przyjaciółmi lub rodziną. Robiliśmy wypady nad wodę, jeździliśmy na rowerach, biegaliśmy po lasach, graliśmy w podchody. Robiłam same miłe rzeczy, na które miałam ochotę i do niczego nie musiałam się zmuszać.

Każde wakacje i ich początek wspominam z uśmiechem. Nawet te komary, które mnie wiecznie gryzły i poparzenia słoneczne wywołują u mnie uśmiech.

Drzazga

O rany! Przeszukuje głowę, co robiłam? Co robiłam? Czy miałam nadmiar wolnego czasu? Na pewno. Cieszyłam się spotkaniami ze znajomymi. Wyczekiwałam wyjazdu na kolonie. Biegałam po mieście robiąc zakupy. Byłam wiecznie zajęta, szczęśliwa, pełna optymizmu i wiary, że świat stoi przede mną otworem.

Kiedy to wszystko zgubiłam?

Bella

Po pierwsze, to najbardziej pamiętam, że jak trenowałam koszykówkę, to wakacje już miałam zaplanowane. Czekałam po prostu, kiedy będzie termin wyjazdu na obóz sportowy i tyle. Mama zajmowała się zakupem potrzebnych rzeczy.

Po drugie, to nie wszystkie wakacje miałam zorganizowane. Jak rodzice byli razem, i to jest jakiś paradoks, nie wyjeżdżaliśmy razem. Ewentualnie ja z mamą. Bywały wakacje, że siedziałam w domu całe dwa miesiące i jakoś też zleciało. Jeździłam na basen „Wisłą” i było dobrze.

Nie pamiętam nic szczególnego, co robiłam na początku wakacji. Chyba zwyczajnie czekałam na zaplanowane wyjazdy, albo na to, co przyniesie dzień.

Pełnoletnia

Trudne pytanie…

Otóż nic szczególnego. Zaraz jak tylko skończył się rok szkolny, jeśli chodzi o mnie, to się czasem nudziłam. Część wakacji spędzałam u swoich dziadków na wsi, część na koloniach szkolnych. Końcówka wakacji to standard, czyli zakup podręczników i innych potrzebnych akcesoriów.

Chcę powiedzieć o rzeczy, która tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego doprowadzała mnie do szału. Biegałam po sklepach za juniorkami, które były obowiązkowym obuwiem w szkole.

Kiedy chodziłam do szkoły to panowała komuna. Zasady, które nas, jako dzieci obowiązywały były zupełnie inne niż teraz. Uważam, ze teraz jest dużo więcej luzu, ale też więcej pomocy szkolnych. I to dostępnych.

Barbarka

Na początku wakacji zawsze przychodziła ulga, że to koniec nauki i mam przed sobą całe dwa miesiące beztroskiego czasu zabawy oraz wypoczynku. Potem przychodził czas na pakowanie walizek na kolonie i frajda z możliwości wypoczynku nad wodą lub w górach.

Jeszcze jedna rzecz, jaką sobie przypominam z początku wakacji, to chwalenie się świadectwem i promocją do następnej klasy.

Kicia

Na początku wakacji razem z koleżankami odpuszczałyśmy sobie szkołę. Odpuszczałyśmy szkołę, lekcje. Czyli wakacje zaczynały się trochę wcześniej. Zajęcia nie były już takie, że trzeba było się uczyć i pilnie słuchać. Często też chodziłyśmy na wagary.

Madlenn

Lato! Idziemy pod prysznic…

 

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 


 

 

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że obecnie tu, gdzie jesteśmy – np. pod celą 5 osób, kibelek i umywalka – niestety jest to rzecz nierealna, żeby ktokolwiek z nas w dni upalne, gdzie temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza, w oknach blindy (zatem bardzo ograniczony dostęp powietrza), więc siedzimy pod celą i łapiemy oddech jak ryby w wodzie. Jest bardzo gorąco i duszno.

Barbarka

 ♦

 

Prysznic mamy tylko dwa razy w tygodniu, środa i niedziela. Człowiek się cieszy, jak są te dwa dni, ale nie zawsze to jest fajny prysznic – bo słabe ciśnienie. Gdyby większy był kącik sanitarny w celi, to wchodziłabym w miskę i oblewała się z drugiej, robiłabym „Titanica” i już. A tak to: w gorące dni miska zimnej wody i stopy do niej – super sposób na ochłodzenie. Ja noszę morką bandankę jako opaskę na głowie. I robię mini „Titanica” – spłukuję się gąbką z wodą.

 Pełnoletnia

 ♦

 

Upał i skwar lejący się z nieba. A do środy, czyli prysznica, jeszcze dwa dni. No, trzeba radzić sobie sposobem. Chłodna woda z butelki daje lekkie ochłodzenie, choć to marny substytut łaźni. Pomimo iż mam zaledwie 156 cm wzrostu, umywalka pod celą wzbrania się przed możliwością zanurzenia mnie całej w sobie, tak więc na raty: twarz, ręka, pacha, pierś. A nogi w miskę? Błeee… Pozostaje nadzieja, dotrwanie do wspomnianej środy. Oczywiście, o ile na łaźni woda będzie lecieć, a nie kapać.

 Pik

Trudne chwile w więzieniu 2

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

Samo więzienie nie jest aż tak trudną rzeczą, jak to sobie łatwo można wyobrazić. Wiadomo, że to nie hotel SPA, lecz kara za popełnione wykroczenie łamiące prawo. Ja jestem w stanie przystosować się do danej sytuacji i miejsca, w którym się znajduję, tak po prostu mam od zawsze, a w szczególności poza murami, tak więc nie samo więzienie i warunki w nim panujące mnie przerażają, ale ludzie, których tu spotkałam.

Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że co drugi lub trzeci osadzony to narkoman lub ćpun. Ci ludzie są specyficzni, rzadko się zdarza, że osoby te są zdrowe, bo w większości to HCF lub HIV i inne różnego rodzaju choroby, zarówno skóry jak i innych partii ciała. Ponieważ te osoby nie są izolowane od pozostałych więźniów, uważam na to w szczególności, a w chwili obecnej doprowadziłam swoje zachowanie i ostrożność do perfekcji.

Dosyć też daje w kość rozłąka z najbliższymi, w tym przypadku rodzina, znajomi z pracy i w ogóle ludzie nam bliscy. Mózgi nasze nie funkcjonują do końca tak jak w normalnym życiu, zdarzają się zaniki pamięci i wiele innych zachowań, takie jak lęki bez przyczyny itp.

Zdarzają się również obawy, że nigdy już chyba nie wyjdę z tego piekła.

Ale są też dni, kiedy zaczynając nowy dzień, po prostu od rana, tak jak w piosence, mam dobry humor.

Barbarka

Trudne chwile w więzieniu 1

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

W ciągu dwóch i pół tygodnia trzecie przenosiny. Na celi nowe dziewczyny. Po raz kolejny skulam się w sobie, za chwilę zniknę – i tak jest dobrze. W końcu wyciągam rękę:

– Majka – mówię nie swoim głosem.

Fajnie, gdyby wystarczyło te „Majka”, ale trzeba będzie się powoli „odkulić”. Notuję w pamięci zachowania dziewczyn – nie wprowadzaj swoich przyzwyczajeń, powtarzaj za dziewczynami ich gesty, ich zachowania. I na Boga, nie zapomnij zapytać, co ci wolno, a czego nie. Jeżeli nie zacznę wychodzić z tej skorupy strachu to na pewno zniknę!

            – Jaki masz zarzut: forsa, przekręt?  – pada bezceremonialne pytanie

            – Fałsz intelektualny.

            – A co to takiego?

            Zaczynam wyjaśniać i nagle czuję, że powoli przestaję być tylko imieniem Majka.

Majka

Szlachetna paczka

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

 

 

 

Podaj dalej

Czego jest po tej stronie najwięcej? Nie, nie! Nie złodziei, nie oszustów, nie morderców – choć tych wszystkich coś łączy. Nie jest to też jedna cela, spacerniak czy miejsce pracy.

Każdy tutaj za „coś” trafił. Każdy „coś” po tamtej stronie zostawił – może nawet już stracił. Każdy próbuje przetrwać, nie zwariować, walczyć. Jeden płacze, drugi krzyczy, ten się cieszy z widzenia, tamten z wypiski, ktoś tęskni za dziećmi, ktoś za żoną/mężem. Po swojemu każdy skreśla dzień i po swojemu wita kolejny.

Tu też jest życie i rodzą się fajne pomysły, może nie tak ogromne jak na wolności, ale zawsze warto choć podczepić się do tego ogromu. Coś od siebie dodać, uśmiechnąć się, że może pierwszy raz się robi coś dobrego? Dobrego – nie dla siebie.

Bardzo małą grupę interesuje więzienie od środka. Jeśli to nie studenci resocjalizacji, to najszybciej będzie to ktoś z Fundacji Dom Kultury lub osoba, która z tą Fundacją będzie chciała wejść.

No i teraz tak się zastanawiam, czy studenci na pewno interesują się więzieniem. My, a nie temat do pracy, którą trzeba napisać – no może temat, ale nie jedynie.

Osobiście poddałam się kilka razy takiej serii pytań i nigdy później już tej osoby nie widziałam. Ankiet wypełniłam też kilkadziesiąt, a zainteresowanie mną jako osadzoną odczułam tylko ze strony ludzi związanych z Fundacją, z blogiem eWKratke.

Pamiętam taką sytuację – to było jakieś 4 lata temu, jak mnie coś „walnęło” w głowę podczas oglądania reklam Szlachetnej Paczki. Pomyślałam wtedy – dlaczego by nie zrobić czegoś dla tej Paczki? Rozejrzałam się po czteroosobowej celi, w której wtedy przebywałam. Trzy leżały, czwartacoś przy stole pisała – masakra! Zapytałam tak ogólnie, co by dorzuciły do takiej paczki, jakby mogły coś zrobić od siebie. I pierwsze co usłyszałam, to „łatwo ci mówić, jak robisz na szydełku i te swoje bransoletki”. Łatwo się nie mówi, ale pomysł przyszedł łątwo. Faktycznie bardzo lubię robić przeróżne bransoletki. Kiedyś to były moje jedyne prezenty dla bliskich lub gości zaproszonych przez Fundację. Tym mogłam podziękować. Na szydełku to tak trochę robię – ale to było TO!

Padło, że można robić czapki i szaliki – to każdemu można do paczki dorzucić.

Schody zaczęły się już na następny dzień. Stopień pierwszy – dowiedziałam się, że trochę późno się obudziłam. Stopień drugi: czy ja w ogóle znajdę chętnych do współpracy przy tym. Stopień trzeci: Szlachetna Paczka to potrzeby danej rodziny, np. pralka, kurtki, żywność… A z racji posiadanego materiału – chciałam z dziewczynami właśnie czapki robić.

Wtedy byłam zatrudniona na terenie jednostki i nie chodziłam na zajęcia organizowane przez Fundację Dom Kultury, ale miałam kontakt z dziewczynami, które chodzą i przekazałam Fundacji swój pomysł. Dowiedziałam się, że to wypali i gdzieś to się na bank przyda – choćby do domu dziecka. Pierwsze wsparcie dostałam od Justyny z Fundacji. Kolejne od dziewczyn. Zgłosiły się trzy, dwie ode mnie z celi plus ja, jedna ze strefy spacerowej. W międzyczasie świetlicowa i kalifaktorki przy posiłkach pytały, kto umie i chce robić. Dołączyło kolejnych siedem. Były dni, że codziennie przy posiłku ode mnie szła wełna, a wracał szalik lub cały komplet! Wszyscy o tym wiedzieli i na to nam pozwalali. Na koniec Fundacja od nas to wzięła i przekazała Liceum Bednarska. Młodzież dodała czapki i szaliki do przygotowywanych przez siebie paczek.

Początek akcji był ciężki – jak z tym ruszyć. trochę się śmiali, trochę powątpiewali, ale my naprawdę chciałyśmy to zrobić!

Gdyby nam coś podpowiedzieć, zaproponować, by więźniowie mogli w czymś fajnym brać udział, w czymś pomóc, to może być z nas pożytek, proszę mi wierzyć!

Dla dobra ogólnego nie jest istotne, kto zrobił szalik czy dał po dziecku kurtkę. Nie istotne jest, kto na to wpadł, a nawet nie jest  ważne, że ktoś to zrobił jeden raz – najważniejsze jest, że doszło do tego jednego razu!

Po tamtej stronie ludzie mają tyle obowiązków, niektórzy są zaganiani i wpłacają pieniądze na stowarzyszenia, inni dają 1 procent podatku, na tego typu pomoc znajdzie się chwilę, żeby zrobić coś dobrego.

Czas – to jest to, czego tutaj mamy najwięcej!

Gdyby znalazł się pomysł na dobre jego spożytkowanie – czekamy!

Pełnoletnia