TYLKO TUTAJ…

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Ludzie w moim mieście są wewnętrznie rozbiegani

Patrzą, ale nie widzą

Czytają, ale nie rozumieją

Uczą się, ale – nie pamiętają

Jest kilka rzeczy, o których na pewno nie wiecie o moim mieście „B”. Każdy, kto tam był, o nich wie.

Choćby to, że miasto jest położone na pięknych terenach lubelszczyzny. I to, że po ulicy chodzą tam sami pogodni ludzie, że ruch na ulicach jest szalony, chaotyczny, nieprzewidywalny, bo nieprzerwanym strumieniem pędzą po nich samochody, rowerzyści, motocykliści, a między nimi spacerują starsze panie z psami. Czasem nie spacerują, tylko stoją w filozoficznym zamyśle, patrząc na taki blok ,,NR 9’’. Pełen barw, namalowanych ptaków, dziecinnych bohomazów, prania, hałasu, chaosu, jest tak brzydki, że uroczy. Tylko dla kogo – dla mieszkańców czy ludzi, którzy koło niego przechodzą?

Na 760 bloków w całym mieście jest tylko jeden taki, na moim osiedlu, wśród innych szarych budynków, w kształcie paczki po zapałkach stoi on NR 9. Pewnie jesteście ciekawi czym się wyróżnia. A tym np. że żeby wejść do jednego z mieszkańców trzeba wejść przez balkon. Gdy jestem przy tym, przypomina mi się taka anegdota: umówiłam się na randkę z kumplem i miał do mnie przyjechać pierwszy raz i mówię do niego, że do mnie wchodzi się przez balkon, a on do mnie : to aż tak u Ciebie krucho, że nie masz drzwi?” – ubawiłam się wtedy. A ja do niego „nie, taki blok 😊”. Tak – ten mój blok, w którym się wychowałam, stawiałam pierwsze kroki, straciłam pierwsze mleczaki, uczyłam się chodzić, jeździć na rowerze, pierwszy raz się pocałowałam – mogłabym tak bez końca. NR 9 jest inny, jest pomalowany na zielono – żółto – czerwono. Na dachu i na skraju rynien są zamontowane metalowe koguty, a nieopodal ich stoją wielkie „talerze białe” od kablówki. Na zewnątrz na bocznych ścianach jest pokryty naszymi osiedlowymi rysunkami, nikt do dnia dzisiejszego ich nie zmył. Pamiętam, jak cyrklem stawiałam serduszko z inicjałami swej miłości. Są do dziś, jak inne malowidła. To nasze wspólne wspomnienia. Od 33 lat, bo tyle mam, nadal mieszkają Ci sami ludzie. Nasza Mała Wspólnota, każdy siebie zna. Gdy dzieje się jednemu krzywda, drugi biegnie z pomocą. Balkony niby podobne, jednak inne, każdy inaczej udekorowany. Na jednym kwiaty, na drugim lampiony, na trzecim, u Pani Stasi, zawsze pełno ubrań, „wnuki, ale prania z nich” cicho się uśmiecha. Pamiętam gdy za małolata robiłyśmy sobie na balkonach namioty, pokazy mody, każda z szaf coś wyciągała. Gdy o tym wspominam łza spływa po policzku, bo mimo tylu lat, pamiętam to tak gdy by to było wczoraj. Czy się zmienił? NIE! Widziałam go w zeszłą środę na Skype – nadal jest barwny – ludzie jakby trochę pomarszczeni – ale uśmiechnięci.

W moim bloku „cudowne miałam widoki”. Z jednego pokoju piękny biały budynek, co to było – a MIEJSCOWY SZPITAL. Gdy mi się nudziło i nie mogłam zasnąć to liczyłam sobie okna na piętrze 😊. Las z drugiej strony, dwa pokoje wychodziły na przedszkole, tam pełno 3 – 6 latków, śmiech, radość dzieci co dnia, a zimą góra pokryta śniegiem i My na sankach lub lepiący bałwana. Blok pełen wspomnień..

Bo to jest inne miasto – tylko tutaj park na środku miasta, a dookoła niego rondo nieoznakowane. Tylko tam są cudowne lody u Kotka, tylko tam jest targowisko na starym jeziorku.

I tylko tam musiałam się znaleźć, żeby móc odkryć życie od kuchni w peegierowskim bloku.

EVELINE

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Puzzle

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zacznę od puzzli. Pewnie nie raz układałaś puzzle i nie raz trzymałaś w ręku malutki element, który wydawał się do niczego nieprzydatny? Miał taki kształt, który nijak nie chciał pasować do tego, co już miałaś ułożone? A czasami kształt był OK, tylko rysunek nie pasował… Mi, nie raz, przy układaniu puzzli  zdawało się, że w życiu nie dopasuję jakiegoś elementu… Niby rysunek podobny i kształt wydaje się OK, ale żadnym sposobem nie mogę tego wpasować w całość. Wydawało mi się, że ten element zawieruszył się z innego pudełka puzzli… Czasem była chwila olśnienia, spojrzenia inaczej, i puzel trafiał na swoje miejsce, przygotowane specjalnie dla niego, a czasami trzeba było ułożyć wszystkie inne, żeby zobaczyć, gdzie jest miejsce na tego ,,trudnego’’, który wydawał się do niczego nie pasować.

Z pewnością też znacie to uczucie. A ja ostatnimi czasy myślałam, że do takiej układanki z puzzli podobne jest nasze życie – Bóg wyznaczył ramy i położył pierwsze puzzle. I miał zamysł, co to ma być za piękny, poruszający, chwytający za serce obraz? Ten obraz składa się z malutkich części, epizodów z naszego życia, z których jedna pasuje dokładnie do drugiej, i razem tworzą sensowną całość. Choć nie raz pojedynczo wydają się bezsensowne, brzydkie, niegodne uwagi… Dopiero po wpasowaniu w całość widzisz, że to zdarzenie ,,miało sens’’ w odniesieniu do całości, że bez tej części obraz nie byłby pełny.

Ale czy to znaczy, że cokolwiek zrobimy, jest OK? W żadnym wypadku! On tylko zaczął, dalsze puzzle to zdarzenia z naszego życia. To nasze pragnienia, nasze wybory, nasz wolny czas, nasza praca, nasze marzenia, nasze wzloty i upadki, itd., itp. I jest to obraz otwarty, malowany na bieżąco – boży projekt jest doskonały, ale my wcale nie musimy go chcieć! Możemy stwierdzić, że lepiej wiemy, czego chcemy. Lepiej wiemy, z czym nam do twarzy, co nam wyjdzie na dobre… I tym sposobem to, co mogło być piękne i doskonałe, jest takie sobie, a czasami jest nawet obrzydliwe… I tak dzień po dniu dokładamy kolejne ,,puzzle’’ i niestety czasami to, co w bożym pomyśle miało być doskonałe, jest mocno ,,takie sobie’’. A może się zdarzyć i tak, że nasza układanka pasuje tylko do głębin piekła i nigdzie indziej… Ale jest też jasna strona tej układanki J. Nie możemy zmienić tych puzzli, które już ,,zajęły swoje miejsca’’ w naszym obrazie. Ale pozostało jeszcze trochę wolnego miejsca. Te kolejne, które będziemy dokładać, mogą zupełnie zmienić charakter całości. Jakiś trudny element w połączeniu z innymi może wyglądać już zupełnie inaczej J. Więc bardzo ważne jest to, co było, ale jeszcze ważniejsze to, co będzie!

Pozdrawiam Barbarę M.

Dorocia

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Wspomnienie z więzienia…inni mają gorzej


Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Fundacja Dom Kultury serdecznie dziękuje Blondi, autorce tego niecodziennego postu. Dzięki takim wypowiedziom nasze działania, działania Służby Więziennej i blogerek tworzących tego bloga nabierają głębokiego sensu i motywują do dalszej pracy.

Autorką filmu jest Blondi.

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Ciemno już, zgasły wszystkie światła

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

,,Ciemno już, zgasły wszystkie światła

Ciemno już, noc nadchodzi głucha…’’

Wczoraj była tutaj jakaś awaria; chwilę przed 18-stą zgasły wszystkie światła i przestała też lecieć woda. Dwa najbardziej potrzebne źródła zostały odcięte. Zapewne dla bezpieczeństwa cele wcześniej pozamykali. Wiadomą raczej rzeczą jest, że taka niecodzienna sytuacja uzewnętrznia różne zachowania, np. w celi obok zaczęły głośniej się śmiać, ogólnie głośniej rozmawiać, gdzieś dalej ktoś siarczyście zaklął (odważny, bo ciemno? Czy przypadkiem wpadł na stół? J). Za murem, który dzień nasz damski pawilon od męskiego jakiegoś chojraka ,,pobrało’’ mocno brak świateł, zaczął wyzywać – aż dwie wybrane cele (!) od konfidentów administracyjnych (nie pytajcie mnie czy za dnia nimi nie są J). Ale prawdą jest, że może w innym przypadku lub okolicznościach zaciekawiłby ten wykwit słów, ale wczoraj zwyczajnie rozbawił większość cel. Tamci wyzywani – też mu się odwdzięczyli ,,60-tką’’ i to nie jest wymawianie sobie, ile kto ma lat. Zamiar pewnie był, że miało boleć, a rozśmieszyło 1/3 kryminału.

W mojej celi bardziej się przejmowałyśmy brakiem wody – bo by się przydało umyć albo zagotować wodę w czajniku na herbatę. Mi osobiście jeść się zachciało, w planach miałam zrobić sobie zupkę, wszystko było przygotowane dużo wcześniej – rifon ostry, jedno jajko na twardo, pół serka topionego ,,o smaku sera gouda’’, przyprawy – pieprz, koperek i tabasco… a zrobiłam sobie 3 kanapki z jajkiem. Dzień jak co dzień – kanapki! A miał być – prawie że – uroczyście! J Kanapki bez herbaty marnie smakują… i w ogóle jakoś zimno się zrobiło, choć od dwóch już dni u nas leciutko grzeją kaloryfery. Jak tak sobie leżałam w tej ciemności, na tym moim górnym łóżku i patrzyłam w to ciemne okno, to pomyślałam sobie, że dotkliwą karą byłoby takie nieoświetlone pomieszczenie. W którym nie widać żadnego kształtu i słychać jedynie pracę poszczególnych przedmiotów. Niby rozmowy się toczyły, było nawet głośniej niż zwykle, to ta niewidoczność zaczęła działać pod przykrywką. Pamiętam jak parę lat temu w wyznaczonych godzinach wyłączana była faza. W taką pogodę, jaka jest obecnie, na spacery mało osób chodzi, a ja właśnie to lubię, i ten chłodek i tą samotność. Wielokrotnie wracałam lekko przemarźnięta  i człowiekowi chciało się tej gorącej herbaty, normalna rzecz, ale niestety. Bywały dni – że oddziałowa idealnie mi wyznaczyła godzinę spaceru, a były i też takie, że po powrocie nie piłam 2 godziny. Niby nic, ale często tak jest, że często chce się wtedy, kiedy tego nie ma.

Siedzę na celi niepalącej, ale to nie oznacza, że brak u nas zapalniczek! Otóż były aż 3 sztuki. Nie bawiłyśmy się jak na koncercie i nie oświecałyśmy sobie płomieniem. Zapalniczki kupowane są głównie do laserka, który w tym miejscu zastępuje mini latarkę. Wczoraj jeden laser dopiero padł po – dokończeniu listu, zrobieniu kolacji i jeszcze zdaniu apelu J. Ja kupuję bransoletki, bo potrzebuję do opalania bransoletek sznurkowych, ale też ciekawostką może być to, że w takiej zapalniczce są aż trzy małe baterie, które są idealne do zegarka. A tutaj na baterie trzeba mieć talon, więc… Polak potrafi J. Światło ,,oddali’’ ok godziny 21:00. Wodę chwilę później i życie ucichło… tylko jakaś nadal głodna się obudziłam.

Pełnoletnia

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

MOJA CODZIENNOŚĆ

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jeden tydzień, siedem dni, różnych od siebie. Może to są minimalne różnice, wymyślone odgórnie, ale też własny pomysł pomaga je jeszcze bardziej urozmaicić. Lata też pewne rzeczy zmieniają, choćby starania się o pracę. Kiedyś pracowała garstka dziewczyn i to była forma nagrody.

 Skoro to piszę, to też codziennie wstaję:) , niby światło zapalają o godz. 6:00 ( czyt. pobudka), ale ja parę minut jeszcze potrzebuję. Bardzo lubię siedzieć w celi z dziewczynami, które „polegują” na maksa, bo wtedy mam chwilę dla siebie. Poranki nie zawsze są takie same, ponieważ jednego dnia zwyczajnie potrzebuje posiedzieć w ciszy, przy kawie, przypominam sobie sen – jeśli jakiś miałam, zamyślam się nad nim, a niekiedy kawę popijam nad książką bo nie doczytałam np. wczoraj rozdziału i ciekawi mnie co dalej. Jedno jest zawsze to samo – rozciąganie, kawa,  poranna higiena i codziennie robię makijaż. Dbam o siebie, staram się nie „straszyć”. Po apelu czeka się już na śniadanie i później jest zależne od tego, co było dane, co załatwione, z jakiej propozycji skorzystane (jak by to nie zabrzmiało ha!ha!). Czyli  te, które pracują, wychodzą do pracy. Jeśli jest akurat organizowany na terenie A.Ś kurs – to też rano. Spacer co drugi dzień jest chwilę po ósmej. W poniedziałki chodzimy do magazynu po paczki lub dokonać wymiany odzieży (raz w m- cu). We wtorki dodatkowo nasz oddział ma boisko, w czwartki i niedziele kąpiel na łaźni. W tych ustalonych ramach oddziały podzielone na cele, one w zależności od metrażu na ilość łóżek, a ile łóżek, tyle ludzi:)… Ile ludzi, tyle charakterów… ale najważniejsze to mieć w życiu swoje cele:). Społeczność więzienna też się dzieli na tych, którzy chcą coś ze sobą robić i na tych z ulubionym tekstem „tyle to ja pod klapą przeleżę”. Indywidualne podejście i tyle.

Ja korzystam ze wszystkiego, co powyżej wymieniłam, ale dla mnie to mało. Wiele lat przebywałam na tzw. zamku – prawdą jest, że od kilku dopiero miesięcy jestem na półotworku.

Na zamku wyszukujesz zajęć, by nie zwariować. To w więzieniu pokazano mi, jak się wyszywa, szyje na maszynie (chociaż w domu mama szyła), robi bransoletki, tworzy na laptopie gazetkę. Tutaj „zapoznałam” się z jogą, obecnie w środy chodzę na Zumbę – początek był fatalny:), poznaję świetnych ludzi, którzy przyjmują zaproszenie na zajęcia „Piszę, więc jestem” organizowane przez Fundację Dom Kultury (pozdrawiam każdą cudowną osobę, która mnie pamięta!, a jeśli nawet nie, to dzięki, że wpadliście). Po tylu latach mogłam przytulić psa dzięki  Fundacji Tatar i Pies, która z zaufaniem powierzyła swoich czworonożnych podopiecznych w nasze ręce. Super wspominam warsztaty „You Can Free Us”. W piątki Warszawska Misja Ochotnicza wspomaga w duchowym rozwoju osadzonych, Michael Murphy z córkami wykonuje tu kawał dobrej roboty. To są rzeczy, z których ja korzystam, ale bywają jeszcze inne spotkania religijne, koncerty – te akurat najrzadziej.

Według mnie najwięcej robi dla nas Fundacja Dom Kultury w połączeniu z wychowawcami K.O.

O ile mogę iść na jakieś zajęcia, to po prostu idę (nie! nie pójdę na kurs kucharza, bo nie lubię gotować :).

W moim tygodniu jest zawsze czas na książkę i jakoś ostatnio mam szczęście do Mroza i Bednarka, lubię ćwiczyć, więc jakieś małe zmęczonko stosuję, codziennie oczywiście dzwonię do bliskich. Najlepsze momenty to właśnie telefon i widzenia, a najgorsze to zmiana celi lub wymiana współosadzonych. Cel nie lubię zmieniać,  bo jestem niepaląca, zawsze mnie czeka szorowanie i doprowadzanie wszystkiego po swojemu. Przez tyle lat nie zostałam pobita i niestety nie próbowano nawet mnie zgwałcić :).

Prawda jest taka, że to w latach 90′ dochodziło do agresji z obydwu stron, to był straszny okres, który jest już za nami. Spróbujmy go zamknąć w szufladzie z napisem „ co cię nie zabiło, to cię wzmocni”.

Wolę myśleć, że we wtorki i czwartki mam zajęcia, że trzy razy pójdę na widzenie, że moi Rodzice żyją, że poznaję fajnych ludzi, że może i do mnie kiedyś uśmiechnie się szczęście. Jak każdy potrzebuję wsparcia, zrozumienia i ……….książek! Nie macie jakiś na zbyciu? Jeśli tak to skontaktujcie się z Fundacją Dom Kultury!

Dzięki. Pozdrawiam.

Pełnoletnia     

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

CZYM JEST DLA MNIE WARSZAWA

Autor: Sympatyk bloga
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

„Moją nadzieją na wszystko co lepsze”

Jedyną rzeczą, której powinienem się bać, jest strach – to nie ja, to Winston Churchill.

Te słowa zostały wypowiedziane sto lat temu, wydają się dziś tak aktualne. Strach ma tylko wielkie oczy – ale 1,5 roku temu, gdy usłyszałam ,,jedziesz w transport do W-wy’’, to strach bym zamieniła na „lęk”, dlaczego?

Strach dał mi szansę na przetrwanie – lęku trudno się pozbyć. Adrenalina, napięcie mięśni – to wszystko daje mi siłę, by uciec i walczyć z przeciwnikiem, wyzwaniami.

Nagle okazało się, że warunki, w jakich jesteśmy zamknięci, wcale nie umniejszają tego, co nam zabrano. Bo miejsce, to ludzie.

Czym jest W-wa? To moje plany i ich realizacja. To miejsce, abym spostrzegła Kim Jestem, Kim chcę być. Warszawa – to spotkania, gdzie i kiedy chcesz, to miejsce wielu możliwości. To wiara, że możesz i to po horyzont. To możliwość nauki, nie tylko o wybranych rzeczach. Mam osobiście szczególny rodzaj poczucia wdzięczności za transport. Za wyzwania, przed którymi stanęłam w ostatnich miesiącach. Za ten beztroski dla mnie czas, który sączył się powoli jak kropla herbaty sunąca się po łyżeczce. Za wiedzę, że można poradzić sobie ze złością wobec tego, co jest od nas niezależne. Za ćwiczenia z życia, które wiele mnie nauczyły – co to jest akceptacja i kreatywność.

Warszawa – dała Mi siebie na nowo.

EVELINE

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Przygotowania

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Cześć!

Mam na imię Monika, mam 39 lat. W ZK jestem od lipca 2020, w sumie do odbycia kary zostały mi jeszcze 23 miesiące ☹. Bardzo liczę na to, że będzie mi dane wyjść na wolność wcześniej. Jestem blondynką średniego wzrostu z niebieskimi oczami.

Z natury jestem pogodnym człowiekiem, znam swoją wartość. Mimo tego, że znalazłam się tutaj, nie jestem złym człowiekiem. Jeden błąd, jedna nieprzemyślana decyzja i jestem tu, gdzie jestem. Nie lubię mówić, pisać o sobie, ale może z czasem się otworzę i opowiem coś więcej.


Przygotowania

No i stało się, jestem w więzieniu. W miejscu, do którego nikt nie chce trafić. W 2019 roku zapadł prawomocny wyrok, z którym miałam rok, żeby się oswoić, przygotować psychicznie na to, co mnie czeka. Miałam też czas na to, żeby dowiedzieć się jak tu jest, co trzeba mieć ze sobą, żeby przetrwać „przejściówkę”, co wolno zabrać z wolności, no i najważniejsze, pozamykać sprawy zawodowe i przygotować rodzinę na czas mojej nieobecności.

Zaczęłam od przeczytania książek dostępnych na rynku, które dotyczą polskich osadzonych. Z nich dowiedziałam się, że osadzone to w większości normalne kobiety, które próbują ułożyć sobie życie i wcale nie szukają awantur. Potem przyszedł czas na internet i YouTube. Obejrzałam wszystkie filmy dotyczące więzień w Polsce, jednak na temat więzień kobiecych nie ma za wiele materiału.

Z czasem udało mi się poukładać sobie w głowie, że to nie koniec świata, że nie umieram, że nikt mnie nie zabije, więc dam sobie radę. Buszując w internecie odkryłam blog „W kratkę”, kopalnia wiedzy dla początkujących. Poczytałam cały, wszystkie wpisy i komentarze. Przestałam się bać dziewczyn z więzienia, przynajmniej tych, które pisały na blogu 😊

SENSYMILLA

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”


Forum Służby Więziennej
 objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Mój biegun

Fot. Marcin Prokop
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wszyscy znają polski biegun zimna, miasto białych misiów. Oczywiście chodzi o Suwałki. Urodziłam się w tym pięknym mieście i wychowałam. Jest to moje miejsce na ziemi. Chociaż nie jest ono metropolią i ma swoje ograniczenia, dla mnie jest domem. Bo czyż można nie kochać miejsca, w którym dookoła jest pełno lasów, jezior, przyrody. Mieszkałam w bloku, ale w żaden sposób nie czułam się mieszczuchem. Dlaczego? Już na to pytanie odpowiadam. Stojąc na balkonie, widzę dużą łąkę, taką naturalną. Czasem nawet zdarza się zobaczyć tam krowę. Gdy spojrzę w prawo z balkonu, pojawia się widok polskiej wsi. Wiecie, jaki to komfort wyjść na spacer i móc zajść do gospodarza po świeże jajeczko, takie od „szczęśliwej kury” czy nawet dostać mleko, takie prawdziwe. A czasem, jak się dobrze zagadało z gospodynią, to prosto z grządki można przynieść świeże warzywa do zupy. Ten zapach sam zachęcał do zrobienia obiadu. Wracając ze spaceru, nie sposób było przejść obojętnie obok Czarnej Hańczy, która płynie tuż przy bloku. Można zamoczyć tam nogi, a nawet przejść przez rzekę, bo to szybszy sposób dotarcia nad Zalew Arkadia. A  dokoła świeże powietrze. Chociaż Suwałki to nie tylko przyroda, ale także ciekawe miejsca. Dom, w którym urodziła się Maria Konopnicka, jest zachowany w idealnym stanie, a w chwili obecnej mieści się tam muzeum. Powstał też szlak turystyczny Marii Konopnickiej „ Krasnoludki są na świecie”, który prowadzi przez całą Suwalszczyznę. Jak oddalimy się trochę od Suwałk, bo zaledwie 15 km, mamy piękny Wigierski Park Narodowy, który zachwyca swoją przyrodą i ścieżkami. Piękne, autentyczne stare kamienice na ulicy Kościuszki, które, mimo swojego nie cieszącego oczu wyglądu, mają swój urok. Galeria, która jakiś czas temu powstała, jest jedyną w mieście, ale za to, co jest ciekawostką, ma w swoją architekturę wbudowany stary Areszt Śledczy z zachowaniem nawet takich szczegółów jak cela. Mieszkańcy nie narzekają na brak galerii czy też dużych supermarketów (chociaż jest kilka). Każdy ceni sobie osiedlowe sklepiki, bo przecież można do niego wyskoczyć w piżamie i dostać świeże pieczywo. A że jest zimno, to też taki urok tego miasta, ale i hartowanie organizmu. Każdemu polecam przyjazd na Suwalszczyznę i spróbowanie naszych regionalnych przysmaków, jak chociażby kiszka ziemniaczana czy sękacz prosto z ognia. Jest to moje miejsce na ziemi i nie wyobrażam sobie mieszkać w innym miejscu.

Zołza

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Refleksja o byciu w więzieniu

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zdaję sobie sprawę, że społeczeństwo w ostatnich latach bardziej zainteresowało się – być może też dzięki mediom, które są wszechobecne, interesują się sprawami dotyczącymi więzień, więźniów i życiu za kratami – nami, osadzonymi.

Nie umiem sobie jednak odpowiedzieć do końca na nurtujące mnie pytanie: czy to za sprawą szukania sensacji, czy za sprawą ciekawości, czy za sprawą nas, tu osadzonych kobiet i naszych historii?

Wiele z nas na bloga pisze na luźne tematy, czując obawę przed krytyką, jaka na nas spadnie, gdy opowiemy całą swoją historię. Nie uzewnętrzniamy się do końca. Każdy człowiek, nieważne czy po tej, czy po tamtej stronie muru, skrywa jakąś tajemnicę.

Jako odbiorcy bloga wiecie tyle, ile my się odważymy Wam zdradzić. Kiedy opowiadamy o swoim dniu w celi – co jest dla nas dniem powszednim – dla Was pewnie jest nie do pomyślenia, że można niektóre zasady znosić. Tu nie ma się wyboru. I czasem myślę, że nawet „wolności słowa”- choć sąd wydając wyrok nam tego nie zabrał. Jedyne, co zabrał, to wyśnioną i wymarzoną przez większość z nas WOLNOŚĆ.

Czy da się przywyknąć do tego miejsca? Osadzić się w jakiś schematach? Ja na to pytanie odpowiem tak: da się to tolerować, zaś w pełni zaakceptować nigdy.

Moim sposobem na przetrwanie w tym miejscu jest cierpliwość. Uczę się jej każdego dnia. Staram się o to, aby nie przesiąknąć tym miejscem.

Chciałabym, gdy będę po tamtej stronie muru, aby moi najbliżsi mnie poznali. Żebym wreszcie mogła żyć bez stresu i olbrzymiego strachu, jaki mi towarzyszył, gdy sprawy związane z wyrokiem nabierały tempa.

Straszne jest to, kiedy kładziesz się u boku ukochanego myśląc tylko o tym, czy jutro nie zawali się twój cały świat. Czy wszystko nie legnie w gruzach. Więzienie to ciągła walka. Nie z innymi, lecz z samym sobą. Test, który trwa dni, miesiące, lata. Czujesz ciągle czyjś oddech za plecami, jakąś obawę o to, co się wydarzy. Gryziesz się w język w sytuacji, kiedy masz rację. Tak dla dobra sprawy. Czy stajesz się przez to osobą słabą? Nie! Pokazujesz tym samej sobie, jaka jesteś silna i dzielna. Mój spokój – Twoja racja!

Najgorsze, co tu doskwiera, to tęsknota. Robisz sobie bilans i okazuje się, ile tak naprawdę straciłaś. Czasem ten bilans jest druzgocący. Bo po wyjściu nie da się żyć, jakby nigdy nic się nie stało. Jedyne co można, to starać się, aby jakoś to bliskim wynagrodzić.

Blondi

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Moje wspomnienie o Warszawie

Fot. Zuzanna Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Moja znajomość dzisiejszej Warszawy ogranicza się niestety do Grochowa. Oczywiście mam okazję obejrzeć nieco najnowszych widoków stolicy w telewizji, co daje mi niejakie wyobrażenie o tym, jak bardzo miasto się zmieniło. Można rzec, iż od powojennych ruin wręcz dramatycznie. Ja odwiedzałam Warszawę głównie w latach 80-tych i 90-tych, kiedy stolica była wizytówką Polski socjalistycznej. Przyjeżdżałam tutaj dość często po nieodzowne wówczas przy podróżach zagranicznych wizy, w związku z czym dość blisko zaznajomiłam się z okolicami ambasad. Pozostawiły mi miłe wrażenie atmosfery przedwojennej elegancji. Zwiedzałam naturalnie Starówkę, ale muszę przyznać, że jako krakowianka nie umiałam zbytnio docenić zrekonstruowanych zabytków – wszystko tu wydawało mi się po prostu za nowe, trochę jak dekoracja sceniczna albo plan w studio filmowym. Natomiast w porównaniu z Krakowem takie miejsca jak Dworzec Centralny czy hotele typu Victorii, również lotnisko międzynarodowe, z którego często wylatywałam z Polski, miały oblicze daleko bardziej „światowe” niż ich krakowskie odpowiedniki. Cóż, wracając z Warszawy do Krakowa czuło się galicyjską prowincjonalność dawnej stolicy królów, zaś Warszawa, nawet w czasach  PRL-u, emanowała jednak aurą dużej metropolii, niemniej nigdy nie byłam zazdrosna – nic z tych rzeczy. Z kolei kiedy jechało się na Zachód, wrażenie było ekstremalnie odmienne, bowiem nasza stolica zdawała się gwałtownie maleć i szarzeć w moich oczach, mimo to nie odbierałam owych różnic jako czegoś świadczącego na niekorzyść Warszawy. Warszawa miała po prostu własny klimat i charakter i porównania nie były tu potrzebne. Choć poznałam naszą stolicę jedynie „z doskoku”, podczas krótkich wizyt, zawsze ją lubiłam i dobrze się w niej czułam. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się obejrzeć także tę część miasta, która wyrosła w XXI wieku, i że ta nowoczesna Warszawa mi się spodoba. Na koniec dodam: nie burzcie Pałacu Kultury, bo Historia przez duże „H” zazwyczaj ocenia burzenie symboli w kategoriach małostkowości. Sztuką jest uczynienie z pomnika podporządkowania  symbolu niezależności i siły.   

Zośka

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl