Czym są dla nas listy? Dlaczego je piszemy?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

To nic innego jak papierowa forma przekazu własnych uczuć. Kiedy dociera do człowieka, że izolacja od społeczeństwa przestaje mieć znaczenie przy wymiarze bólu izolacji od bliskich, wtedy zaczyna przygniatać świadomość 2 godzin regulaminowego widzenia z rodziną plus codzienne rozmowy telefoniczne po 5 minut. Optymista uczepi się słów „codzienne rozmowy”, pesymista „5 minut”. Niektórzy dopiero tutaj pewne rzeczy rozumieją, do niektórych dopiero „coś” dociera, bo trzeźwieją?

Jeżeli wyrok porównać do dystansu, to chyba nie ma nigdy etapu, w którym wystarczałoby godzin i telefonów. Ja wiem, że więzienie to kara, że powinno boleć, byś tak dostał w tyłek, by tu nie wracać. Masz tęsknić, przewartościować życie, zrozumieć, przemyśleć i przede wszystkim ZOBACZYĆ ile i co straciłeś. ZOBACZYĆ I POCZUĆ. Każdy dźwiga indywidualną tragedię, różnie się to przechodzi, ale wszyscy mogą przelać na papier myśli, lęki, zapewnienia Dla niektórych to pierwsze podejście do bycia szczerym, prawdziwym. Listy wyzwalają. Niekoniecznie trzeba do tego podchodzić jako jedynej formy monologu z tego miejsca. Niektórzy przecież tylko piszą, co potrzebują, ale często słyszę, że dają możliwość „powiedzenia” tego, czego by się w oczy nie powiedziało, że zdejmują wstyd i otwierają serce. Są listy spowiedzi i listy bólu. Gdyby człowiek z tyłu głowy nie miał świadomości, że jest cenzura – może jeszcze więcej by napisał? List to wyciągnięcie ręki na zgodę, to „rysunek” dla dziecka, walentynka dla ukochanego. To miłość do rodziców czy rodzeństwa, gest przyjaźni i terapia oczyszczająca. Kartka to łącznik z tamtym światem Łącznik sumienia z sercem Łącznik z najbliższymi.

Pełnoletnia

WIĘZIENIE JEST DLA LUDZI… DRUGA SZANSA

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Było wiele sytuacji, do których pasowałby poniższy artykuł; kiedy ludzie stąd wychodzą, kiedy żegnają się z dziewczynami, kiedy w kilka „sekund” zostaje wprowadzone bezwzględne dożywocie, kiedy jest „głośna” sprawa, czy mowa o stygmatyzacji, łamaniu prawa, dyskryminacji, kolejnej wydanej książce byłej skazanej/ skazanego, czy po pojawieniu się świetnego artykułu w Newsweeku Elżbiety Turlej…. ale właśnie dziś pomyślałam że….

Bardzo lubię podkreślać, że więzienie jest dla ludzi. I nie ważne, że przebywam w nim „naście” lat i te lata zmieniły mnie, ale nie moje zdanie, że ten „przybytek” jest dla ludzi.

Nie mam pewności, ile osób wchodzi, by poczytać z ciekawości – ciekawości tego miejsca i ludzi z niego, ciekawości umysłu tych ludzi, tego, co mają do powiedzenia, a może pocieszenia się, że mamy od kogoś gorzej? Bo mamy! I jeśli to miałoby być przestrogą – to zawsze się „pocieszaj” i staraj się żyć tak, by tu nie trafić.  Ale zdarzają się w tym miejscu i takie sytuacje, no nie jak z filmu i nie wiem też czy typowo więzienne, ale coś mi dzisiaj przypomniało pewna rozmowę. Zdajecie sobie z tego sprawę, że skazany tak naprawdę mało ma do powiedzenia, z kim siedzi? Oczywiście zdarzają się „wyjątki” (czyt. skazane), które przychylniejszym okiem są traktowane, siedzą w lepszych składach, Celę, o której chcę  napisać, to chyba przypadkowo stworzono.

Nie ma więzienia, gdzie dziewczyna z dużym wyrokiem nie byłaby niepokazywana palcem, to jest nagminne, a już dożywotkę to szczególnie się pokazuje. Z racji lat odsiedzianych, coraz mniej mnie zaskakuje, mam nawet takie głupkowate porzekadło „mnie to nawet dowódca w ciąży nie zaskoczy” (na ogół przy słowie dowódca, pada jednego nazwisko, którego rzecz jasna nie mogę podać 😊).

Ta sytuacja – rozmowa, jakoś często do mnie wraca. Polubiłam te dwie osoby i tak naprawdę g…no mnie obchodziło, ile było prawdy w tym, co pisały gazety, a już najmniej to, co mówią inne osadzone. O każdym tu gadają i nawet sama daje się wkręcać w tego typu gadki, w tym, co chcę napisać była ważna TA chwila, TA rozmowa, TO zwierzenie.

Patrzysz na osobę, która nie ma końca kary i człowiek się zastanawia nad wieloma rzeczami: dla kogo ona trwa?, co ją napędza by codziennie wstawać?, czy ma nadzieję każdego dnia?, a może żyje tylko do śmierci bliskich? Czy ktoś w jakiś delikatny sposób o tym próbuje się dowiadywać?…i w tym wszystkim te zaostrzenia rządu…

Podczas rozmowy, której byłam świadkiem na niektóre pytania, odpowiedzi padły. W absolutnej ciszy – bo człowiek z jednej strony chce tego posłuchać, a z drugiej siedzi cicho, bo nie wiadomo co zrobić.

Dwie imienniczki, dwie prawie rówieśnice, dwie historie, dwie tragedie. Obie jakby z wyrokiem śmierci… Jedna i druga z ogromnym ciężarem smutku, osamotnienia, tęsknoty, strat, grzechów i – w zależności od dnia – z większą lub mniejszą nadzieją.

Nie tak ważne w tej rozmowie było to, co dźwigają, lecz co jedna powiedziała drugiej. Widziałam pierwszy raz takie zaskoczenie na twarzy. Osoba, która pierwsze podejście do wokandy ma po ćwierćwieczu pobytu w więzieniu, słyszy, że ktoś by się z nią zamienił. Nie na bagaż, ale na sytuację, na możliwości. W tamtym momencie miałam wrażenie jakby gęstniało powietrze, że cisza boli jak krzyk i że tamta postradała zmysły.

-„Proszę, zakończmy ten temat, bo żadna z was nie jest w stanie zrozumieć, co znaczy nie mieć końca kary” – docierają do mnie słowa.

Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, człowiek skupia się na swoich problemach, swoje wypłakuje, ze swoimi się śmieje. Nigdy też przedtem nie zwróciłam uwagi na to, że ludzie na tą osadzoną patrzą przez pryzmat wyroku. O kimś innym powiedzą, że siedzi za zabójstwo, czy udział w nim, a o niej, że jest dożywotką. Przemyślenia przerywa mi opowiadanie tamtej drugiej o swoim cudownym dzieciństwie, rodzicach, całej gamie dobrego życia jako jedynaczka i to, jak wszystko zaczyna się sypać przez jeden wypadek, który został spowodowani nie przez nią.

Wypadek, który jest pierwszym puzzlem „domina śmierci”. Pierwszym, który uderza w jej mózg, kręgosłup, przykuwa na prawie rok do łóżka, z sali szpitalnej robi dom; w którym rodzice przepłakują dni, miesiące. Umiera pierwszy rodzic, choć głowa siada, ten cios stawia ją w pion. Wychodzi o własnych siłach, by ……..pochować za chwilę drugiego rodzica. Nie jest sama, na drogę dostaje glejaka. Może się z nim zaprzyjaźnić na tylko kilka lat lub podjąć operacji, która ponownie zatrzyma ją w szpitalu, nawet na zawsze – tak jak w przypadku tamtej dziewczyny, nigdy nie wiadomo, kiedy to „na zawsze” ma swój koniec. Chciała się z tą dziewczyną zamienić tylko i wyłącznie, by móc widywać bliskich. Później padały jeszcze mocne słowa, szczere wypowiedzi, cholernie smutne z obu stron, ale było to zbyt prywatne; nie chciałabym powodować niepotrzebnych komentarzy dla żadnej z nich.

Jedna, jak się domyślacie do dziś siedzi, druga na wolności. Nie mają ze sobą kontaktu, choć tamta o tej pamięta. Pisze, ale bez adresu zwrotnego.

W zasadzie to mnie bardziej interesował wniosek po rozmowie, jak powierzchownie się pochylamy nad drugim człowiekiem. Że tak naprawdę to większość informacji posiadamy z oddziału lub mało życzliwych osób. Jak bardzo oceniamy i szybko przekreślamy, a jak słyszymy taką rozmowę, która wypada z ramek naszej wyobraźni, to pozostaje jedynie echem w nas.

Widuję tą dziewczynę i nie raz mam ochotę zapytać, co u niej, ale tak między nami – to głupio mi się przyznać, że fakt bycia świadkiem tamtej rozmowy zawstydził mnie. Chyba potrzebowałam tego wysłuchać dla siebie jako skazanej, ale też jako człowieka. Uświadomiłam sobie jak bardzo wygodnie się idzie w grupie, a jak trudno jest mieć odmienne zdanie. Jak ciężko lubić kogoś, kogo większość odrzuca – tu należałoby się zastanowić, z jakich naprawdę powodów?

Człowiek przy takich tragediach robi się malutki, współczuje jej, ale robi się bezradny do ogromu sytuacji… Dziś wiem jedno: bardziej doceniam to, co mam i mniej narzekam.

Kocham Was moi bliscy, dziękuję, że Was mam, że mogę być sobą, że nie muszę się przed Wami tłumaczyć, dlaczego ją lubię… To, Wy mi dajecie wiarę w ludzi, każdemu należy się druga szansa…       

JA                                    

Czego nie doceniałam na wolności

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na wolności nie doceniałam:

– miłości do mnie

– budzenia przez mamę

– spotkań z bratem, jego rodziną oraz przyjaciółmi

– wyboru posiłku

– wyjścia z psem na spacer

– chodzenia po piasku gołymi stopami

– patrzenia w gwiazdy

– wieczornego wiatru

– ciast upieczonych przez mamę

– kąpieli w wannie

– podjęcia pracy

– ukończenia szkoły

– siedzenia w fotelu

– posiadania kilku par butów

– decydowania, kiedy zgaszę światło

– usłyszanych rad

– mieszkania samej w pokoju

– przestrzeni

– biegania.

Pełnoletnia

Czego nie doceniałam na wolności

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

– chodzenia na zakupy i spacery samemu

– chodzenia do kina, teatru i na imprezy, kiedy tylko człowiek chce

– móc sobie kupić coś na co się ma ochotę w danym momencie w granicach budżetu

– móc wybrać sobie pracę, móc zarabiać na własne utrzymanie

– wszechobecny dostęp do Internetu za nieduże opłaty miesięczne

– że zawsze mogłam się spotkać z rodzicami i z nimi przebywać, a nawet przenocować, przytulić się, powiedzieć im, że ich kocham

– mogłam gadać bez limitu czasowego przez telefon z każdym, z kim miałam ochotę

– zaprowadzania dziecka do szkoły i odbierania go z niej

– nie miałam ograniczonej przestrzeni, jak tutaj, mogłam czasami pobyć ze swoimi myślami

– że nie zawsze dobrze użytkowałam czas, poświęcając go często na głupoty

– że święta bożonarodzeniowe spędzałam z rodziną swoją i rodziną mojego partnera

– że ma człowiek swoje kosmetyki, do których jest przyzwyczajony i ma do nich nieograniczony dostęp, tak jak do ubrań, w co chce, może się przebrać

– że uczestniczyłam w życiu dziecka od poczęcia aż dopóki nie trafiłam tutaj

– pomagania córce w odrabianiu lekcji, rozmawiania o problemach i rozwiązywania ich razem

realizacji swoi planów, marzeń i pragnień

– można jechać zagranicę i zwiedzać ciekawe miejsca

– spotykać się z ludźmi twarzą w twarz w każdej chwili i czasie, aby móc im wszystko powiedzieć, co ci leży na sercu

– mieć nieograniczony dostęp do lekarza, z którym można się umówić na konkretny termin i wiedzieć, że mnie przyjmie, wyda receptę i będę mogła kupić leki, z których skorzystam.

Vicky

Co zrozumiałam w więzieniu:

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

– że rodzina jest najważniejsza

– że muszę naprawić relacje z rodzicami, które uległy poluzowaniu, bo się do nich nie odzywałam ponad rok od momentu mojego zatrzymania

– że muszę zacząć też myśleć o sobie, a nie spychać siebie na ostatni plan w hierarchii wartości zajmując się innymi osobami i ich problemami

– że muszę zadbać o przyszłość dziecka, o jego rozwój duchowy i umysłowy, żeby wyrosło na normalnego człowieka, który będzie umiał sobie poradzić z różnymi problemami na swej drodze.

Doceniłam, co to jest wolny człowiek i może świadomie bez żadnej ingerencji osoby trzeciej decydować o swoim życiu, czyli gdzie chce iść, gdzie chce pracować, co chce robić w wolnym czasie, gdzie mieszkać, pójść do lekarza, jak go coś pobolewa, jak wychowywać swoje dziecko, w każdej chwili można wyjść po kłótni z partnerem, czy ze znajomym, jak się jest zdenerwowanemu, móc ugotować i zjeść to, na co się ma ochotę, spotkać się ze znajomymi na mieście.

Teraz wiem, na kogo mogę naprawdę liczyć w każdej sytuacji a na kogo niekoniecznie, bo się ode mnie odwrócił nie rozumiejąc, jak było naprawdę. Zrozumiałam, że ma się tylko jedno życie i od ciebie tylko zależy, jak nim pokierujesz, co z nim zrobisz, czy będziesz po tej właściwej stronie, czy po tej złej, która do niczego nie prowadzi, bo to jest ślepy zaułek bez wyjścia.

Ucz się na błędach. Człowiek nie jest doskonały, tak został stworzony, albo wybierze, zło, albo dobro.

Vicky

Dzień dziecka

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

ILE WE MNIE JEST DZIECKA?

Być dzieckiem to:

  • Kochać bezgranicznie i zupełnie za nic
  • Jak kłócić się o coś to do „upadłego”
  • Jak nienawidzić to aż „do śmierci” J
  • Być wiecznie zajętym
  • Śmiać się z niczego … ale jak się śmiać
  • Ufać intuicji
  • Wierzyć „dorosłym”
  • Być niemożliwie bezpośrednim, szczerym do bólu
  • Nie wiedzieć, co to fałsz i obłuda
  • Bardzo szybko się uczyć otaczającego nas świata
  • Akceptować świat

DZIECI PO PROSTU SĄ SZCZĘŚLIWE

Choć metrykalnie jakiś czas temu dorosłam, to mentalnie pielęgnuję dziecko, które we mnie jest J. Lubię śmiać się, chcę wierzyć, że ludzie są szczerzy i dobrzy (choć coraz częściej przekonuję się, że nie wszyscy…). W każdej sytuacji staram się znaleźć same dobre strony (szklanka do połowy pełna). Jestem pomocna i ciekawa świata i ludzi. Często widzę świat w kolorach, a biel i czerń zostawiam smutasomL. Żyję w zgodzie z samą sobą i dzięki temu jestem szczęśliwa.

Pozdrawiam Wszystkie Duże Dzieci – Bella

DUŻE DZIECKO…

– lubię robić psikusy, chociaż do tego to mam nieodpowiednie warunki

– śmieszy mnie niekiedy taka „głupotka” jak nagłe wyskoczenie w celu przestraszenia

-nie wyrosłam z rzucania „ogonka” z pomidora by straszyć, że to pająk

– zmieniam głos

– kocham koty, więc wyrywa mi się miauknięcie

– spontaniczna bywam coraz mniej, ale tylko, dlatego, że znowu miejsce nie sprzyja.

Wydaje mi się, że dziecka część zostaje w człowieku na zawsze, nie zniszczy tego ani miejsce, sytuacja czy ludzie.

Dźwigam swoją własną tragedię.

Ludzie o mnie zapominają bądź po prostu ich życie przesuwa mnie na sam jego skraj. Uważam, że rodzice byli zbyt zapracowani, bym mogła należeć do grona dzieci, którym uwagę się poświęcało na maxa. Mój charakter jeszcze w więzieniu się kształtował, musiałam wszystko sama poukładać, by jakoś przetrwać, by zawalczyć o pewne wartości. Trafiłam tu będąc młodą osobą, sama sobie odebrałam poznanie niektórych zachowań, doznań. Nie należę do osób, które zabiegają o znajomość – byłam samotnym dzieckiem, bywam samotnym skazańcem. Wierzę, że mam spoko rodziców i że jak najbardziej mnie kochają – mam to szczęście, że są cały czas przy mnie. Wierzę też, że kochają mnie moi znajomi, bo tylko „kozaki” są przy mnie (pozdrawiam!). To od nich często słyszę, że jestem jak dziecko zamknięte w ciele dorosłej kobiety. Że izoluję się, że bywam naiwna, pokazuję własną hardość, a nieudolnie ukrywam wrażliwość, nie chcę dać się „zeżreć”, a później to przepłakuję. Choć wypracowałam sobie opinię, że wiem, czego chcę, to jestem pogubiona jak dziecko, do pewnych rzeczy nie dorosnę już nigdy.

Nie mam własnych dzieci, więc część swojej dziecinności pokocham jak własneJ… do tej pory oplatam palec kosmykiem włosów i kręcę, no i dalej czekam na osobę, która weźmie w garść moje życie i spróbuje je poukładać – by może pokazać jak powinno wyglądać?.

                                                                                                                   Pełnoletnia

Wilczyca

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-e1556967276869.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Kim Jestem  – Wilczyca

Rok 2005, wydawałoby się w innej przeszłości, w innym życiu, na innej planecie. Wtedy wydawało mi się, że jest to najgorszy, przełomowy rok mojego życia. Na kolejnych studiach wybranych  w poszukiwaniu siebie zadano mi pracę pod tytułem „Who am I” (Kim jestem), nie oddałam jej wykładowcy. Między definicjami, nieuchwytna. Czy określał mnie prestiżowy kierunek, wyuczony zawód, zainteresowania humanistyczne? Czy też niepohamowane umiłowanie natury, zwierząt, bycie w ciągłym ruchu? Skąd nagle mam wiedzieć, kim jestem, gdy całkowicie pochłaniało mnie życie klubowe, zawodowe, naukowe.

Z chaosu, niezgody na siebie wytańczyłam taniec chochoła, równię pochyłą.

Jest rok 2019 czternaście kluczowych lat życia później. Kilka zmian miejsc zamieszkania, kilka prac, kilkanaście wyjazdów, kilka związków, kilka zabiegów medycyny estetycznej. Najważniejsze punkty na mapie – odwyki i detoksy, terapie. A w międzyczasie to najgorsze, najgorsze ze snów, wyobrażeń, świat znany jedynie z filmów i książek – więzienie.

Słowa uczestniczki AA prowadzącej zajęcia w więzieniu, że zaliczyłam 2 z 3 wyjść z choroby alkoholowej, tj. szpital i więzienie. Trzecie wyjście to śmierć lub wyzdrowienie.  Więc jestem w tym niewyobrażalnym czymś, w otchłani gorszej od śmierci.

Znowu czekam i nie wiem kim jestem – na dozór elektryczny, na dalszą terapię, na rehabilitację, na pracę, na powrót do społeczeństwa.

Wciąż oczekująca na to „prawdziwe” i „dorosłe” życie. Wziąwszy pod uwagę fakt, że nie pamiętam ostatnich 5 lat życia, to może tutaj w ogłupiającym hałasie disco-polo, nad który wybija się ciągłe k***a, spie*****j, pier***ę, jestem wreszcie prawdziwa?

Gorączkowo myślę, że jeśli odnajdę w przeszłości ten moment, w którym zaczęłam tracić siebie i zdrowy rozsądek, to może się uratuję? A może ten moment jest właśnie tutaj? Może w huku disco polo i k***a mać, spie*****j jestem wolna, bo mam wolny umysł? Umysł niezamroczony ciągłym braniem i piciem, wyczarowuje pomysły, a serce czuje.

                                                                                                                                    Wilczyca

Kim jest Wilczyca

Widzę przed sobą drobną blondynkę, krótko obcięte włosy okalające bardzo przyjemną twarz.

– Skąd jesteś?

Północno-wschodnia Polska, malownicze i ciche miejsce. Miasto tylko do pracy. Posiada prywatny zakątek… Psy i koty – czysta rekreacja.

Z pochodzenia kresowianka, wielokulturowość, zna dużo ciekawostek regionalnych. Żyjąca w pokłosiu sybiraków. Związana z ochroną zdrowia. Zainteresowania: obcowanie z naturą, zwierzętami.

Jej przebyte życie jest w cieniu uzależnienia. Krzyżowego (leki i alkohol).

Pozostaje w trakcie terapii, pracując nad uzależnieniami i zapobieganiem powrotowi do nałogu. Nałóg okazał się na tyle silny, że doprowadził do kłopotów z prawem. W Z. K. przebywa od 4 tygodni. Oczekuje na termin Dozoru Elektronicznego. Wie, że jest dużo pracy przed nią. Pobyt tutaj wykorzystuje na walkę o jak najszybsze wyjście i podjęcie terapii.

Bella

Patrzonka

Taborety więzienne, fot. Małgorzata Brus


Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Moje pierwsze widzenie dwa dni po osadzeniu w A.Ś. Przyjechała mama z siostrą. Trudno było nam ze sobą rozmawiać, gdyż nie ukrywam, że ryczałyśmy. Było mi bardzo ciężko się z nimi rozstać po tej godzinie, która upłynęła w szybkim tempie. Mama robiła wyrzuty typu „A nie  mówiłam”, „po co z nim byłaś?” itp. Ciężko było tego słuchać, bo poniekąd miała rację. Ale cóż, czasu przecież się nie cofnie…

Chciałbym zobaczyć na widzeniu moje najdroższe skarby – dzieci oraz najukochańszą siostrzenicę – Nikolkę. Pragnę tego bardzo mocno, ale nie jest to fajne dla dzieci. Więc mimo tego, że strasznie tęsknię za nimi, nie chcę, aby mnie w tym miejscu odwiedzały.

Madlen

Jak dbam o siebie w więzieniu

Warsztat makijażu w więzieniu, fot. Justyna Domasłowska Szulc

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na wolności każda kobieta od najmłodszych lat stara się być ładnie ubrana i w miarę swoich lat mieć makijaż. Myślenie, że za murami jest jakaś zmiana w naszym życiu, jest mylne: mamy więcej czasu i co prawda mniej możliwości, jesteśmy zadbane, z makijażem, choć warunki są trudne, mamy swoje zainteresowania, które odkrywamy od nowa.

Jak każda kobieta, lubię być zadbana. W takich warunkach, w jakich się znajdujemy, mamy na to sposoby.

  1. Przede wszystkim musimy zadbać o higienę osobistą i fizyczną.
  2. Środków zakupionych i dostępnych w kantynie używamy do poprawy naszego wyglądu.
  3. Robimy peelingi z kawy lub cukru po czym nakładamy dostępne kremy.
  4. Myjemy się jak możemy, układamy fryzurę.
  5. Najważniejsze jest myślenie pozytywne.

Beti

*

Na wszystko wpływa sytuacja materialna. Kosmetyki, które często oglądamy w reklamach, zazwyczaj dostępne są w kantynie więziennej, lecz „niedostępne” dla osób, które nie otrzymują pomocy z zewnątrz. Dbanie o siebie w tym miejscu to dość trudne wyzwanie, bo choć w zasięgu ręki mielibyśmy najlepsze kremy i balsamy, wpływa na nas stres i wszelkie inne zmartwienia, osoby palące w celi, jak i samo spożywanie przez nas nikotyny, etc. Uważam, że dbanie o siebie, to tak naprawdę dbanie o bliskich poza murami, bo gdy nie towarzyszy nam stres i mamy świadomość, że bliscy są zdrowi, sami się dzięki temu uśmiechamy i to nas czyni pięknym człowiekiem, po prostu.

Ewa

*

  • Staram się spożywać owoce i soki,
  • Używam kremu przeciwzmarszczkowego,
  • Przyjmuję prawie wszystkie dostępne witaminy w „kantynie”,
  • Ograniczam do minimum papierosy.

Ola

*

Zadbanie o siebie za murami uzależnione jest od kilku czynników. Po pierwsze – zależy od długości wyroku – czym jest on krótszy, tym jest to prostsze. Wszelkie uszczerbki na zdrowiu i wyglądzie zewnętrznym „zreperujemy” po wyjściu. Drugą sprawą jest sytuacja finansowa (w naszym wypadku – naszej rodziny). Osobiście „wybierając” się do więzienia zadbałam o zdrowe zęby, zrobiłam wszelkie badania – przy okazji wykryto u mnie chorobę serca i otrzymałam skierowanie na wszczepienie stymulatora serca. Niestety nie wyrobiłam się, a tu nie mogę liczyć na wsparcie „medyczne”. Jeśli chodzi o „kosmetologię” – nie mamy dużych możliwości. Kantyna nie oferuje nam dużego wyboru kosmetyków, a to, co jest, dla wielu jest zbyt drogie. Z wolności, niestety nie można ich otrzymywać. Z mojej perspektywy (rok i 2 miesiące pozbawienia wolności) nadrobię braki po wyjściu.

Rico

*

Dbam o siebie tak:

  • Mam lakier do paznokci od innej osadzonej.
  • Fusami od kawy robię raz na jakiś czas peeling.
  • Nakładam olej roślinny na całe ciało jak nie mam kremu, a nawet i czasem masło na buzie, aby skóra nie była sucha.
  • Olej również nakładam na końcówki włosów.
  • Kąpiel dwa razy w tygodniu pod prysznicem, a tak to w misce pod celą się myję każdego dnia.

Pati

*

  1. Higiena osobista – PODSTAWA
  2. Dieta – mimo tego miejsca – można!
  3. Spacery + gimnastyka
  4. Regularne (5 razy dziennie) spożywanie posiłków (nie podjadać pomiędzy, a pić wodę!)
  5. Picie, przynajmniej 2 litry dziennie wody
  6. Sen!

Ryba

Jak dbam o siebie za murami?

Fot. Iwona Gajo

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Dbanie jest uzależnione od różnych rzeczy, a prawie nawet etapów życia. Przychodzi mi do głowy teraz taka sytuacja, jak byłam parę lat młodsza (no bo już paręnaście tu jestem) i szykowałam się na widzenie. Było ciepłe lato, byłam już ładnie opalona i w ogóle wydawało mi się, że nieźle wyglądam. Odwiedzał mnie wtedy tata i postanowiłam, że pomaluję sobie tylko rzęsy. Tamto spotkanie uświadomiło mi, że bliscy zwyczajnie kojarzą mi się z pełnym makijażem i to dla nich jest jakaś forma świadectwa mojego dobrego samopoczucia. Tata wtedy zapytał – „czemu tak kiepsko wyglądasz?”. Może faktycznie tak wyglądałam? Staram się na co dzień dobrze wyglądać, lubię dbać o siebie. Robię makijaż, trochę ćwiczę, nie palę, chodzę na spacery, jednak jem dużo niezdrowego. Na początku w ogóle nie przychodziło mi do głowy, żeby się malować (choć prawie wszystko można było mieć w paczkach). Wtedy byłam małolatą, to nie potrzebowałam może „pomagaczy” i „podkreślaczy”, teraz mam już swoje lata J. W paczkach nie można prawie nic, w kantynie kosmetyków jak za złoto, a ja dalej jestem kobietą! Juhu!

Każda z nas ma na to swoje sposoby, ale chyba najłatwiejsze jest to by żyć w zgodzie ze sobą. Być dla siebie piękną! Piękno to nie tylko wygląd zewnętrzny. Tak samo dbanie – to nie tylko wklepywanie kremów (choć to lubię i robię J ).

Pełnoletnia

*

  • Jem dużo warzyw i owoców,
  • Staram się pić soki z tutejszej kantyny oraz witaminy
  • Uczęszczam na spacery
  • Stosuję kremy i balsamy do ciała oraz odżywki do włosów.

Kowal

*

Mimo ograniczonych możliwości (kantyna – brak śluzu ślimaka hue hue hue), dajemy radę. Bardzo ważne jest dbanie o kondycję fizyczną. Ćwiczenia dają podwójny efekt – modelują sylwetkę oraz zwiększają pozytywną energię (zastrzyk dopaminy!). Roimy pod celą maseczki, peelingi, farbujemy włosy, malujemy paznokcie… wyglądamy kobieco i tak się czujemy. Wszystkie przepisy w Kamczatka News.

Pozdrawiam, Bella

*

Ciężko mi się wypowiedzieć ponieważ czynności związane z higieną codzienną raczej się nie wliczają  temat. Staram się wyglądać schludnie – w razie jakiegoś nagłego pryszcza używam toniku. Na co dzień krem nawilżający, delikatny makijaż. Jestem narcyzem, zazwyczaj jak zaglądam w lusterko, jestem piękna choć zdarzają się też „brzydkie dni”. Trzeba je przeczekać bez zbytniego dbania  o urodę i wszystko wróci do normy.

Safi

*

Pierwsza sprawa podstawowa to zachowanie higieny, tzn. codzienna toaleta rano i wieczorem mycie całego ciała. Dwa razy w tygodniu łaźnie (kąpiel pod prysznicem). Kosmetyki są dostępne w kantynie. Jeżeli ktoś z zewnątrz przysyła pieniądze, połowa sumy idzie na zakupy, a druga na tzw. żelazną, kasę którą odbieramy po wyjściu  więzienia. W takim systemie można kupić: krem, żel, tusz do rzęs, puder, farbę do włosów, lakier do paznokci. Podstawowo środki higieny dostajemy od więzienia tzn. mydło, szampon, pastę do zębów. Spacery są codziennie w wymiarze 1 godziny. Psychikę mam na tyle mocną, że jakoś wytrzymuję myśląc o tym, że niedługo będę po drugiej stronie.

Lwica