Czy warto pomagać złym ludziom ? cz. 3

Blogerki w więziennej świetlicy czytają odpowiedzi od Państwa. Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

„Zły człowiek – źli ludzie” – czym tak naprawdę jest zło… Gdy ktoś kradnie, zabija – dla większości społeczeństwa jest „ złym człowiekiem”. Nikt nie skupia się na przyczynie, ale używamy sobie na skutkach, czyli efekcie, do którego posunęła się dana osoba. Należałoby tak naprawdę cofnąć się do chwili, kiedy i dlaczego dany człowiek posunął się do tego. W dzisiejszym zabieganym świecie możemy rozkładać na czynniki pierwsze skutki złego postępowania. Nigdy jednak, nie skupiamy się na przyczynach, tylko o wiele chętniej na skutkach. Media na co dzień faszerują nas coraz to nowszymi sensacjami. Tam gdzie jest krew i mięcho – temat sprzedaje się od razu, ale czy w tym zwariowanym świecie znajdujemy czas nad pochyleniem się i zastanowieniem – czemu do tego doszło?

To, że ktoś zrobił coś złego, nie zawsze oznacza, ze jest złym człowiekiem. Moim zdaniem przyczyna tkwi głębiej. Brak czasu rodziców powoduje, że młodych ludzi w znacznym stopniu wychowuje ulica i środowisko, w którym żyją. I tak naprawdę czasem ta presja środowiska powoduje, że ze spokojnego, cichego młodego człowieka wychodzi „bestia”. Ogólnie przyjęte normy społeczne wyrzucają go poza margines społeczeństwa, zamiast wskazać mu drogę, pomoc, pokierować.

Więc kto tak naprawdę jest zły – ten co zrobił coś złego dla ogólnie przyjętych norm, czy ten który z tak łatwością go ocenił, nie robiąc nic poza tym.

Pomagając dajemy komuś szansę, zarazem sobie i ludziom, by świat i nasze otoczenie było lepsze.

Szymek 🙂

Czy warto pomagać złym ludziom? cz. 2

Janek Bajtlik maluje z osadzonymi spacerniak na Grochowie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jeśli chodzi o moją osobę, to jestem jak najbardziej za, aby takim osobom pomagać. Nie mam na myśli pomocy finansowej, ale sama pomoc psychiczna, wsparcie czasem takim osobom daje nadzieje na lepsze jutro. Sama wiem, jak to jest być złym człowiekiem, człowiekiem źle nastawionym do życia i całego społeczeństwa.

Od 14 roku życia weszłam na złą drogę, sama nie wiem jak i kiedy to się stało, w jakim czasie moja osoba tak gwałtownie się zmieniła. Ze mną rodzina miała same problemy, nie dało się ze mną po dobremu i groźbami dojść do porozumienia. Szłam ulicami, jeden zły wzrok, nie ważne kogo i już reagowałam krzykiem, wulgaryzmami, a nawet i rękoczynami. Kończyło się tak jak zawsze, że te osoby miały jakiś uszczerbek na zdrowiu,  a ja nabawiałam się kolejnych spraw. Chodziłam na ustawki, za które mi płacono. Z tego co zarobiłam, to się za to bawiłam.

Takie życie mi się podobało, nigdy nic złego mi się nie stało, ale teraz wiem, że innym robiłam wielką krzywdę moim zachowaniem. Doszło do tego, że wszyscy z moich bliskich mnie skreślili, uważali, że ze mnie nic dobrego nie będzie, że jestem zniszczona i ja jestem ta najgorsza, która nie ma do nikogo ani grosza szacunku.

Owszem, zgadzam się, taka właśnie byłam. Do momentu kiedy na mojej drodze poznałam mego kochanego męża. To on sprawił, że nauczyłam się szacunku, miłości, tolerancji do innych ludzi. Nie było mu łatwo, bo ja nie byłam łatwa. Byłam bardzo niedostępna, nie widziałam innego życia, prócz tego, które zbudowałam sama dla siebie.

Mój mąż przez wiele dni, miesięcy i lat pracował nade mną i moim zachowaniem. Zostałam otoczona dużą miłością, troską, poznawałam te uczucia dzięki niemu i nawet nie zauważyłam,  jak to i kiedy się stało, że ja zaczęłam traktować osoby koło siebie tak jak mój mąż  mnie, i dzięki temu poznałam moje nowe ja. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, że jest i można inaczej żyć, że można być na dnie społeczeństwa, a ktoś podaje ci rękę i swoimi siłami ciągnie cię ku górze.

To mój mąż sprawił, że rodzina zaczęła się do mnie przekonywać, że nie widzieli we mnie tylko samego zła, ale i wartościowego, silnego człowieka, który jak chce, to potrafi.

Mój mąż we mnie uwierzył, za co mu bardzo mocno dziękuję!

Pati

Tęsknota nie do opisania…

Kartka z więzienia, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Mam na imię Agnieszka, za kilka dni kończę 41 lat. Mam piątkę przecudownych dzieci. Cztery córki i synka. Najstarsza ma 22 lata, później 16 lat, 11 lat, 10 lat i 8 latek – synek. W AŚ jestem już 2 lata i 9 miesięcy, a zostało mi 1 rok i miesiąc. Bardzo długo zastanawiałam się: czy napisać coś na Bloga i doszłam do wniosku, że chcę i muszę. Bardzo dużo ludzi uważa nas za margines społeczeństwa, lecz każda z nas ma inna historię. Większość kobiet tutaj ma rodziny – Dom, męża, Dzieci, i w pewnym momencie życia pogubiła się, zrobiła błąd i znalazła się po drugiej stronie – tak jak ja. Niestety, nie cofnę czasu i ponoszę konsekwencje swoich złych czynów, i uwierzcie mi, że to doświadczenie, złe doświadczenie – utwierdza mnie w tym, że po opuszczeniu AŚ – będę innym, lepszym człowiekiem. Ten ból, cierpienie, tęsknota są straszne. Ta niemoc, bezradność, że nie możesz nic – rozwala człowieka od środka… Pozdrawiam Was ciepło… Napiszę więcej, jeśli macie ochotę poznać moją historię.

Markosia

List do córki…

Córeńko moja, najdroższa, kochana.

Nie widzę Cię zaledwie kilka dni, a

już bardzo za Tobą tęsknie.

Wysyłam Ci ślicznego kotka na karteczce,

nazwij go „Puszek”…

Patrz na niego czasami, a ile razy

spojrzysz, myśl o mamusi.

Ja już niedługo wrócę – zobaczysz

jak to prędko będzie. Bądź grzeczna.

Jak mamusia wróci, wyjedziemy

gdzieś razem same.

Całuję Cię bez końca: w Twój najpiękniejszy

na świecie buziaczek…

Mama

Markosia

Czy warto pomagać złym ludziom?

Rys. Paweł Althamer. Warsztat plastyczny Pawła Althamera i Rafała Żwirka w Areszcie Śledczym na Grochowie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jest to jeden z tych tematów, na które kompletnie zmieniło się moje spojrzenie odkąd jestem wiezieniu. Oczywiście, będzie to subiektywne zdanie i odniesienie do tematu wiąże się głownie z bycia osadzoną i postrzeganiem więzienia jako tego miejsca dla złych ludzi

Zewnętrzne postrzeganie nas osadzonych jest krzywdząco stereotypowe. Sama przyznam się szczerze, myślałam wcześniej, że człowiek w więzieniu, jest tu dlatego, bo na to zasłużył. I notabene tak jest w większości przypadków, każda z nas dźwiga ciężar tego co zrobiła każdego dnia. I płaci za swoje błędy, aby prędzej czy później stąd wyjść i żyć swoje życie mądrzej. Stanę na stanowisku, że nie ma tu ze mną złych ludzi. Są złe uczynki. Zaryzykuję, że każda z nas zrobiła coś mniej lub bardziej złego, ale nie nazwę żadnej z dziewczyn złą osobą, przynajmniej tych, które poznałam.

Nie tylko tu w środku, ale na zewnątrz ludzie bardzo nas oceniają, nawet nas nie znając. Ta stygmatyzacja w połączeniu z brakiem realnych możliwości wywierania wpływu na to, co n zewnątrz sprawia, że każda pomoc się liczy. Nie będę się rozpisywać o finansach czy książkach. Skupiam się na rzeczach, które bolą mnie najbardziej. A boli mnie brak zrozumienia ze strony społeczeństwa, ta obojętność. To, że tak często ludzie w więzieniu są pomijani we wszelkich debatach publicznych, że nas się nie zauważa, nie mówiąc już o pomocy. Tu nie chodzi w moim mniemaniu o pomoc finansową, chodzi mi o zauważenie, że jesteśmy ludźmi i chcemy być traktowani podmiotowo. Ja na pewno chcę.

Merida

ZUMBA

Fot. Anna Starkey
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zajęcia z  Zumby pozwalają nam w pozytywny sposób spożytkować energię, która rozsadza nas z każdym mijającym dniem coraz bardziej. Dzisiejszy ranek, południe czy wieczór niczym nie różni się od wczorajszego czy tego z przed tygodnia, dlatego zajęcia te cieszą i sprawiają ogromną radość, dają naszym mięśniom zmęczenie – i to „pozytywne i dobre zmęczenie”, po którym chce się rano wstać oraz dostarczają endorfin.

Ta godzina zajęć to chwila, kiedy nasze problemy wewnętrzne i zewnętrzne „odpływają”, ponieważ wtedy dobrze się bawimy, a nasze myśli skupione są na tym, żeby lewej ręki nie pomylić z prawą nogą. Odkrywamy w sobie pasje i talenty – okazuje się, że potrafimy tańczyć !

Pozdrawiam naszą prowadzącą Anetę – już nie możemy się doczekać! Przy okazji serdecznie pozdrawiam całą naszą Fundację – CZEKAMY NA ZAJĘCIA – TĘSKNIMY !!!!!!

Bella

Czym są dla nas listy? Dlaczego je piszemy?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

To nic innego jak papierowa forma przekazu własnych uczuć. Kiedy dociera do człowieka, że izolacja od społeczeństwa przestaje mieć znaczenie przy wymiarze bólu izolacji od bliskich, wtedy zaczyna przygniatać świadomość 2 godzin regulaminowego widzenia z rodziną plus codzienne rozmowy telefoniczne po 5 minut. Optymista uczepi się słów „codzienne rozmowy”, pesymista „5 minut”. Niektórzy dopiero tutaj pewne rzeczy rozumieją, do niektórych dopiero „coś” dociera, bo trzeźwieją?

Jeżeli wyrok porównać do dystansu, to chyba nie ma nigdy etapu, w którym wystarczałoby godzin i telefonów. Ja wiem, że więzienie to kara, że powinno boleć, byś tak dostał w tyłek, by tu nie wracać. Masz tęsknić, przewartościować życie, zrozumieć, przemyśleć i przede wszystkim ZOBACZYĆ ile i co straciłeś. ZOBACZYĆ I POCZUĆ. Każdy dźwiga indywidualną tragedię, różnie się to przechodzi, ale wszyscy mogą przelać na papier myśli, lęki, zapewnienia Dla niektórych to pierwsze podejście do bycia szczerym, prawdziwym. Listy wyzwalają. Niekoniecznie trzeba do tego podchodzić jako jedynej formy monologu z tego miejsca. Niektórzy przecież tylko piszą, co potrzebują, ale często słyszę, że dają możliwość „powiedzenia” tego, czego by się w oczy nie powiedziało, że zdejmują wstyd i otwierają serce. Są listy spowiedzi i listy bólu. Gdyby człowiek z tyłu głowy nie miał świadomości, że jest cenzura – może jeszcze więcej by napisał? List to wyciągnięcie ręki na zgodę, to „rysunek” dla dziecka, walentynka dla ukochanego. To miłość do rodziców czy rodzeństwa, gest przyjaźni i terapia oczyszczająca. Kartka to łącznik z tamtym światem Łącznik sumienia z sercem Łącznik z najbliższymi.

Pełnoletnia

WIĘZIENIE JEST DLA LUDZI… DRUGA SZANSA

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Było wiele sytuacji, do których pasowałby poniższy artykuł; kiedy ludzie stąd wychodzą, kiedy żegnają się z dziewczynami, kiedy w kilka „sekund” zostaje wprowadzone bezwzględne dożywocie, kiedy jest „głośna” sprawa, czy mowa o stygmatyzacji, łamaniu prawa, dyskryminacji, kolejnej wydanej książce byłej skazanej/ skazanego, czy po pojawieniu się świetnego artykułu w Newsweeku Elżbiety Turlej…. ale właśnie dziś pomyślałam że….

Bardzo lubię podkreślać, że więzienie jest dla ludzi. I nie ważne, że przebywam w nim „naście” lat i te lata zmieniły mnie, ale nie moje zdanie, że ten „przybytek” jest dla ludzi.

Nie mam pewności, ile osób wchodzi, by poczytać z ciekawości – ciekawości tego miejsca i ludzi z niego, ciekawości umysłu tych ludzi, tego, co mają do powiedzenia, a może pocieszenia się, że mamy od kogoś gorzej? Bo mamy! I jeśli to miałoby być przestrogą – to zawsze się „pocieszaj” i staraj się żyć tak, by tu nie trafić.  Ale zdarzają się w tym miejscu i takie sytuacje, no nie jak z filmu i nie wiem też czy typowo więzienne, ale coś mi dzisiaj przypomniało pewna rozmowę. Zdajecie sobie z tego sprawę, że skazany tak naprawdę mało ma do powiedzenia, z kim siedzi? Oczywiście zdarzają się „wyjątki” (czyt. skazane), które przychylniejszym okiem są traktowane, siedzą w lepszych składach, Celę, o której chcę  napisać, to chyba przypadkowo stworzono.

Nie ma więzienia, gdzie dziewczyna z dużym wyrokiem nie byłaby niepokazywana palcem, to jest nagminne, a już dożywotkę to szczególnie się pokazuje. Z racji lat odsiedzianych, coraz mniej mnie zaskakuje, mam nawet takie głupkowate porzekadło „mnie to nawet dowódca w ciąży nie zaskoczy” (na ogół przy słowie dowódca, pada jednego nazwisko, którego rzecz jasna nie mogę podać 😊).

Ta sytuacja – rozmowa, jakoś często do mnie wraca. Polubiłam te dwie osoby i tak naprawdę g…no mnie obchodziło, ile było prawdy w tym, co pisały gazety, a już najmniej to, co mówią inne osadzone. O każdym tu gadają i nawet sama daje się wkręcać w tego typu gadki, w tym, co chcę napisać była ważna TA chwila, TA rozmowa, TO zwierzenie.

Patrzysz na osobę, która nie ma końca kary i człowiek się zastanawia nad wieloma rzeczami: dla kogo ona trwa?, co ją napędza by codziennie wstawać?, czy ma nadzieję każdego dnia?, a może żyje tylko do śmierci bliskich? Czy ktoś w jakiś delikatny sposób o tym próbuje się dowiadywać?…i w tym wszystkim te zaostrzenia rządu…

Podczas rozmowy, której byłam świadkiem na niektóre pytania, odpowiedzi padły. W absolutnej ciszy – bo człowiek z jednej strony chce tego posłuchać, a z drugiej siedzi cicho, bo nie wiadomo co zrobić.

Dwie imienniczki, dwie prawie rówieśnice, dwie historie, dwie tragedie. Obie jakby z wyrokiem śmierci… Jedna i druga z ogromnym ciężarem smutku, osamotnienia, tęsknoty, strat, grzechów i – w zależności od dnia – z większą lub mniejszą nadzieją.

Nie tak ważne w tej rozmowie było to, co dźwigają, lecz co jedna powiedziała drugiej. Widziałam pierwszy raz takie zaskoczenie na twarzy. Osoba, która pierwsze podejście do wokandy ma po ćwierćwieczu pobytu w więzieniu, słyszy, że ktoś by się z nią zamienił. Nie na bagaż, ale na sytuację, na możliwości. W tamtym momencie miałam wrażenie jakby gęstniało powietrze, że cisza boli jak krzyk i że tamta postradała zmysły.

-„Proszę, zakończmy ten temat, bo żadna z was nie jest w stanie zrozumieć, co znaczy nie mieć końca kary” – docierają do mnie słowa.

Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, człowiek skupia się na swoich problemach, swoje wypłakuje, ze swoimi się śmieje. Nigdy też przedtem nie zwróciłam uwagi na to, że ludzie na tą osadzoną patrzą przez pryzmat wyroku. O kimś innym powiedzą, że siedzi za zabójstwo, czy udział w nim, a o niej, że jest dożywotką. Przemyślenia przerywa mi opowiadanie tamtej drugiej o swoim cudownym dzieciństwie, rodzicach, całej gamie dobrego życia jako jedynaczka i to, jak wszystko zaczyna się sypać przez jeden wypadek, który został spowodowani nie przez nią.

Wypadek, który jest pierwszym puzzlem „domina śmierci”. Pierwszym, który uderza w jej mózg, kręgosłup, przykuwa na prawie rok do łóżka, z sali szpitalnej robi dom; w którym rodzice przepłakują dni, miesiące. Umiera pierwszy rodzic, choć głowa siada, ten cios stawia ją w pion. Wychodzi o własnych siłach, by ……..pochować za chwilę drugiego rodzica. Nie jest sama, na drogę dostaje glejaka. Może się z nim zaprzyjaźnić na tylko kilka lat lub podjąć operacji, która ponownie zatrzyma ją w szpitalu, nawet na zawsze – tak jak w przypadku tamtej dziewczyny, nigdy nie wiadomo, kiedy to „na zawsze” ma swój koniec. Chciała się z tą dziewczyną zamienić tylko i wyłącznie, by móc widywać bliskich. Później padały jeszcze mocne słowa, szczere wypowiedzi, cholernie smutne z obu stron, ale było to zbyt prywatne; nie chciałabym powodować niepotrzebnych komentarzy dla żadnej z nich.

Jedna, jak się domyślacie do dziś siedzi, druga na wolności. Nie mają ze sobą kontaktu, choć tamta o tej pamięta. Pisze, ale bez adresu zwrotnego.

W zasadzie to mnie bardziej interesował wniosek po rozmowie, jak powierzchownie się pochylamy nad drugim człowiekiem. Że tak naprawdę to większość informacji posiadamy z oddziału lub mało życzliwych osób. Jak bardzo oceniamy i szybko przekreślamy, a jak słyszymy taką rozmowę, która wypada z ramek naszej wyobraźni, to pozostaje jedynie echem w nas.

Widuję tą dziewczynę i nie raz mam ochotę zapytać, co u niej, ale tak między nami – to głupio mi się przyznać, że fakt bycia świadkiem tamtej rozmowy zawstydził mnie. Chyba potrzebowałam tego wysłuchać dla siebie jako skazanej, ale też jako człowieka. Uświadomiłam sobie jak bardzo wygodnie się idzie w grupie, a jak trudno jest mieć odmienne zdanie. Jak ciężko lubić kogoś, kogo większość odrzuca – tu należałoby się zastanowić, z jakich naprawdę powodów?

Człowiek przy takich tragediach robi się malutki, współczuje jej, ale robi się bezradny do ogromu sytuacji… Dziś wiem jedno: bardziej doceniam to, co mam i mniej narzekam.

Kocham Was moi bliscy, dziękuję, że Was mam, że mogę być sobą, że nie muszę się przed Wami tłumaczyć, dlaczego ją lubię… To, Wy mi dajecie wiarę w ludzi, każdemu należy się druga szansa…       

JA                                    

Czego nie doceniałam na wolności

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na wolności nie doceniałam:

– miłości do mnie

– budzenia przez mamę

– spotkań z bratem, jego rodziną oraz przyjaciółmi

– wyboru posiłku

– wyjścia z psem na spacer

– chodzenia po piasku gołymi stopami

– patrzenia w gwiazdy

– wieczornego wiatru

– ciast upieczonych przez mamę

– kąpieli w wannie

– podjęcia pracy

– ukończenia szkoły

– siedzenia w fotelu

– posiadania kilku par butów

– decydowania, kiedy zgaszę światło

– usłyszanych rad

– mieszkania samej w pokoju

– przestrzeni

– biegania.

Pełnoletnia

Czego nie doceniałam na wolności

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

– chodzenia na zakupy i spacery samemu

– chodzenia do kina, teatru i na imprezy, kiedy tylko człowiek chce

– móc sobie kupić coś na co się ma ochotę w danym momencie w granicach budżetu

– móc wybrać sobie pracę, móc zarabiać na własne utrzymanie

– wszechobecny dostęp do Internetu za nieduże opłaty miesięczne

– że zawsze mogłam się spotkać z rodzicami i z nimi przebywać, a nawet przenocować, przytulić się, powiedzieć im, że ich kocham

– mogłam gadać bez limitu czasowego przez telefon z każdym, z kim miałam ochotę

– zaprowadzania dziecka do szkoły i odbierania go z niej

– nie miałam ograniczonej przestrzeni, jak tutaj, mogłam czasami pobyć ze swoimi myślami

– że nie zawsze dobrze użytkowałam czas, poświęcając go często na głupoty

– że święta bożonarodzeniowe spędzałam z rodziną swoją i rodziną mojego partnera

– że ma człowiek swoje kosmetyki, do których jest przyzwyczajony i ma do nich nieograniczony dostęp, tak jak do ubrań, w co chce, może się przebrać

– że uczestniczyłam w życiu dziecka od poczęcia aż dopóki nie trafiłam tutaj

– pomagania córce w odrabianiu lekcji, rozmawiania o problemach i rozwiązywania ich razem

realizacji swoi planów, marzeń i pragnień

– można jechać zagranicę i zwiedzać ciekawe miejsca

– spotykać się z ludźmi twarzą w twarz w każdej chwili i czasie, aby móc im wszystko powiedzieć, co ci leży na sercu

– mieć nieograniczony dostęp do lekarza, z którym można się umówić na konkretny termin i wiedzieć, że mnie przyjmie, wyda receptę i będę mogła kupić leki, z których skorzystam.

Vicky

Co zrozumiałam w więzieniu:

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

– że rodzina jest najważniejsza

– że muszę naprawić relacje z rodzicami, które uległy poluzowaniu, bo się do nich nie odzywałam ponad rok od momentu mojego zatrzymania

– że muszę zacząć też myśleć o sobie, a nie spychać siebie na ostatni plan w hierarchii wartości zajmując się innymi osobami i ich problemami

– że muszę zadbać o przyszłość dziecka, o jego rozwój duchowy i umysłowy, żeby wyrosło na normalnego człowieka, który będzie umiał sobie poradzić z różnymi problemami na swej drodze.

Doceniłam, co to jest wolny człowiek i może świadomie bez żadnej ingerencji osoby trzeciej decydować o swoim życiu, czyli gdzie chce iść, gdzie chce pracować, co chce robić w wolnym czasie, gdzie mieszkać, pójść do lekarza, jak go coś pobolewa, jak wychowywać swoje dziecko, w każdej chwili można wyjść po kłótni z partnerem, czy ze znajomym, jak się jest zdenerwowanemu, móc ugotować i zjeść to, na co się ma ochotę, spotkać się ze znajomymi na mieście.

Teraz wiem, na kogo mogę naprawdę liczyć w każdej sytuacji a na kogo niekoniecznie, bo się ode mnie odwrócił nie rozumiejąc, jak było naprawdę. Zrozumiałam, że ma się tylko jedno życie i od ciebie tylko zależy, jak nim pokierujesz, co z nim zrobisz, czy będziesz po tej właściwej stronie, czy po tej złej, która do niczego nie prowadzi, bo to jest ślepy zaułek bez wyjścia.

Ucz się na błędach. Człowiek nie jest doskonały, tak został stworzony, albo wybierze, zło, albo dobro.

Vicky