Pierwszy post Haliny

W celi, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Pierwszy post Haliny

Długo się zastanawiałam czy napisać na bloga.

Zwyczajnie miałam mieszane uczucia, jak zostanę odebrana przez osoby w wolności. Przecież jestem „więźniarką”.

To, że znalazłam się w tym miejscu, nie robi ze mnie gorszego człowieka. Człowieka pozbawionego uczuć. Myślę, a wręcz jestem tego pewna, że całe moje człowieczeństwo, które posiadałam przed wyrokiem, jest nadal we mnie, mimo tych krat.

Niczym się nie różnię jako człowiek od osób za murami.

Też posiadam rodzinę, dzieci, dom, lecz życie napisało dla mnie inny scenariusz.

Borykamy się często z problemami, na które nawet nie mamy wpływu. Wyobraź sobie sytuację, że znajdujesz się na naszym miejscu i wykonujesz telefon do domu, a tam słyszysz, że twoje dziecko jest w szpitalu? Ma podejrzenie wyrostka i czeka go prawdopodobnie operacja. Zanim usłyszysz wszystkie informacje, nie wspomnę o pocieszeniu dziecka i wsparciu go, mija pięć minut, telefon zaczyna mrugać – zaraz koniec rozmowy. I słyszysz ciszę, następny telefon jutro (no, chyba że uda się wyżebrać dodatkowy telefon u oddziałowej). I tak idziesz pod celę z tysiącem myśli w głowie, ale najgorsza jest ta niemoc.

Bezsilność człowieka, bo przecież będąc na wolności to byłoby się przy dziecku, trzymałoby się go za rękę, a tak… Zostaje się sama z własnymi myślami. Chyba że jesteś szczęściarą i masz z kim o tym pogadać w celi.

Więzienie uczy nas wszystkich cierpliwości, bo to jest niezbędne, jak tlen do życia.

Przecież kiedyś ten wyrok minie i będziemy przy dzieciach, rodzinie, będziemy tak jak Wy – wolnymi ludźmi.

Myślę, że jak na pierwszy wpis nie jest źle. Może się przełamię i będę pisać częściej.

Halina

Moje marzenie: randka z miastem

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Popołudniowa kawę chciałoby się wypić na zalanym słońcem tarasie w towarzystwie ukochanej osoby, ale nie tym razem. Jestem sama! Ponure chmury i zimny lutowy deszcz kierują raczej w stronę miękkiego fotela. Chwila relaksu? Klimatycznie wyglądająca kawiarnia kolorowe poduszki i mnóstwo książek wyłania się z wystawy, promocyjna reklama kusi filiżanką cappuccino , zapach mocno palonych ziaren i nuta aromatycznej orzechowej pianki rozgrzewa mnie. Na stoliku przewodnik pt. ”Kocham moje miasto” . Otwieram i ledwo zagłębiam się w lekturę… moje miasto wiele oferuje. Nagle podchodzi do mnie miły chłopak z obsługi i zaprasza bym dołączyła do warsztatów, które właśnie trwają o tematyce kultury picia kawy w Portugalii delikatnie obracając mój fotel o 180 stopni. Na telebimie palmy, w tle fado i kojący głos prowadzącego warsztaty . Sięgając po kolejny łyk kremowej kawy wsłuchuje się… -Jakby to było wczoraj – stolik pod markizą w jednej z lizbońskich kawiarni, gwar ulicy i upragniona kawa po całym dniu zwiedzania. Bez względu na sposób podania kawa w Portugalii smakuje wyjątkowo bo unikalne serwowane są tam mieszanki gatunków. Zacznijmy od obrzędu picia kawy, którego początki sięgają imperium kolonialnego odkrycia Brazylii, skąd do dzisiaj przypływają ziarna arabiki. Mieszanka tych gatunków sprawia, że portugalska kawa ma intensywny, głęboki esencjonalny smak. Nie poznał ten Portugalii kto nie wypił w niej kawy i nie wystarczy wpaść na małą czarną, trzeba sobie zarezerwować czas jak na wizytę w muzeum czy w galerii bo picie kawy to część tamtejszej kultury. Na „cafezinho” czyli na kawusię Portugalczycy przychodzą rano i w porze obiadu, czytają gazety, rozmawiają z przyjaciółmi, delektują się wyjątkowymi ciasteczkami. Wizyty w kawiarni przeciągają się godzinami, nikt nie przyśpiesza tego ceremoniału. W licznych lokalach robi się tłoczno szczególnie wieczorem, a wtedy można wsłuchać się w dźwięki fado, pieśni portowej, która narodziła si wśród żeglarzy w XIX wieku, a obecnie jest wpisana na listę  dziedzictwa kulturowego UNESCO. Mimo, iż  Portugalczycy są ludźmi pogodnymi, otwartymi, chętnymi do pomocy i nawiązywania nowych znajomości fado odsłania ich melancholijny charakter. Tęskne pieśni płynące prosto z serca opowiadające o przeznaczeniu i bezwzględnym losie są jak portugalska kawa nie lekka łatwa i przyjemna, a mocna z charakterem, trochę mroczna i bardzo intensywna. Dopijając cappuccino, zerkam w stronę mokrego od zimnego deszczu ze śniegiem okna kawiarni i zaczynam czuć rozżalenie na myśl że czas opuścić wygodny fotel i tą wyjątkową atmosferę. Moje zamyślenie przerywa chłopak z obsługi stawiając na moim stoliku kolejną filiżankę cappuccino pachnie inaczej, egzotycznie. -Proszę z nami zostać zaraz zacznie się wernisaż, a po nim pokaz fado. Te słowa wywołały uśmiech na mojej twarzy, którego bym się nie spodziewała  w dniu dzisiejszym 14 lutego. W kawiarni dalej snuje się bogata historia Portugalii, której ślady widać we wnętrzach, właściciel pochodzi z tego kraju wszechobecne charakterystyczne lustra, obrazy portugalskich malarzy i posąg poety Fernanda Pessoi ustanowiony przed wejściem przypominają, że właśnie tu przy filiżance kawy można się spotkać, podyskutować i inspirować. Już nastał wieczór, a Ja chłonę tę niezwykłą atmosferę siedząc przy stoliku i obserwując magię miejsca. Nagle nastrojowe światła tracą na mocy, pojawiają się świece muzyka nabiera mocy, wysoki przystojny mężczyzna podaję mi dłoń i z charakterystycznym w głosie akcentem litery rrrr sięga po moją dłoń zapraszając  do tańca.

Zaskoczona  sytuacją podaje swoją dłoń i w rytmie fado dziękuje samej sobie za moją miłość do kawy. Czuje, że jest odwzajemniona. Chwilo trwaj… Po powrocie do domu radość nie znika z mojej twarzy, moja niespodziewana randka z miastem była bardzo udana. Po kąpieli tule się do poduszki i nagle słyszę dźwięk smsa, a w treści – Dziękuje za taniec. Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek! Może dasz się zaprosić kiedyś  na cappuccino? Hmm… Dzień wczorajszy jest przeszłością, dzisiejszy darem, a jutrzejszy wielka niewiadomą. Odpisuje – Wzajemnie! Może tak… (symbol ikona uśmiech)

Nigdy bym nie przypuszczała, że „randka z miastem” przyniesie  mi tyle radości,  i być może początek interesującej  znajomości.

Pozytywna

Czas

W celi, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Chciałabym dziś poruszyć temat czasu. Będę pisała w liczbie pojedynczej, bo to mój osobisty pogląd, pewnie dużo dziewczyn ma odmienny. Myślę, że nie doceniamy czasu, na pewno ja tego nie robiłam. Wydawało mi się, że kiedy będzie trzeba stanie w miejscu , a ja będę się nim cieszyć wiecznie. Dopiero od niedawna uświadamiam sobie, że Go zawiodłam. Szastałam nim jakby był nieskończony. Marnowałam na głupoty, ulatywał mi przez palce. Nie chciałabym Go cofnąć, bo może nigdy nie doszłabym do tego momentu, w który jestem obecnie. Wiadomo, że nie chodzi mi o miejsce, bo nic w nim ciekawego, lecz przez to wiem kim jestem.

Czas spędzony w izolacji może być czasem straconym i tak było ze mną tzn. nic NIE BYŁO.  Zatrzymałam się w NIM, ale ON we mnie nie. Nastąpiła chwila, która to odmieniła. Postanowiłam się zmienić, pokochać samą siebie ( a myślałam, że bardziej się nie da ), nie udawało się. Nadal było we mnie coś nieszczęśliwego i co ?, zmieniłam sposób działania. Prócz sobie postanowiłam  POKOCHAĆ innych. I stało się coś czego nie umiem sobie wytłumaczyć, nawet tłumaczenia nie potrzebuje, stałam się dobra dla innych i nie na siłę i wbrew sobie. Zaczęłam słuchać i starać się rozumieć to, że różnią się ode mnie nie oznacza, że są gorsi.

OK wszystko fajnie, pięknie ale ….. Czuję, że nie marnuję tego bardzo cennego CZASU, chcę z niego czerpać. Otworzyłam swój umysł , wcześniej chciałam coś ze sobą robić, rozpocząć dalszą edukację , nauczyć się języków- tylko tak korzystać z tego CZASU , w tym miejscu. Brak możliwości był dla mnie wymówką…

Teraz wykorzystuje ten czas na zmianę duchową i czuję , że GO nie tracę. Ludzie są wspaniali i cholernie ciekawi, nie biorę z nich przykładu, bo często się z nimi nie zgadzam lecz nie potępiam.

Pragnę by każdy z NAS choć przez chwilę pomyślał nad tym co może dobrego dla siebie zrobić w tych warunkach. Wiem, że mało kto wierzy w moją duchową przemianę , kiedyś by mnie to złościło , teraz nie, bo tą zmianę przechodzę dla samej siebie nie dla innych. Święta nie jestem i pewnie nie będę. Przykro mi gdy ludzie działają przeciwko sobie co bardziej ich zżera niż przeciwnika. Może i dobro nie zawsze zwycięża, ale fajnie, że jest…

Rakieta

Jestem ciągłą podróżniczką

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Mam problem z pisaniem o sobie…

W ogóle mam problem z uzewnętrznianiem emocji. Nie wierzę światu, tzn. może nie całemu, a więc tak naprawdę tylko sobie.

Jaka jestem? Na pewno bardzo krytyczna i samokrytyczna, jestem perfekcjonistką (przynajmniej zawodowo) i perfekcjonizm, maksymalizm mnie zjada.

Perfekcjonistka? – a co robię w więzieniu?

Chyba za szybko biegłam, przeskakiwałam stopnie, których nie powinnam pominąć – znów zawodowo.

A osobiście? Właśnie pomijam jeden  z najcenniejszych motywów mojego życia…

Ale tak naprawdę jestem Anią z Zielonego Wzgórza, Zosią Samosią, kocham aktywność, przyrodę, psy i podróże. Wiatr i morze! Nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu, biegnę, ciągle biegnę i ciągle mi mało wrażeń!

Kocham np. zdrowo i pięknie żyć, poznawać nowe kultury, języki, ludzi. Mentalnie jestem kobietą świata – bardzo wielokulturalną i interdyscyplinarną. Kocham sztukę, głównie użytkową. Jestem z nią związana zawodowo, choć nie do końca… Po prostu lubię pracować w branży twórczej, kreatywnej, funkcjonalnej dla człowieka – choć sama nie jestem artystą – przynajmniej zawodowo.

Czegoś ciągle brakowało mi do spełnienia… teraz mam czas, żeby szukać wszystkich odpowiedzi na dręczące pytania.

Ciągle nie wiem, kiedy się zgubiłam, ale wiem, że muszę do tego dotrzeć. Jeśli ja jestem płynącą  w nieznane wartką wodą, to moja rodzina jest ostoją, skałą – ziemią…Jestem ciągłą podróżniczką.

Pozytywna

Czym jest miłość – wielogłos walentynkowy

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

♦♦♦

Miłość jest wszystkim.

Miłość do dzieci, do ukochanego,

daje mi siłę do życia.

Człowiek kochający i kochany,

to człowiek szczęśliwy.

Życie bez miłości nie ma sensu.

Doris

♦♦♦

Nie chcę na ten temat pisać.

Miłość to bezgraniczne oddanie

dla drugiego człowieka.

Miłością mego życia jest mój ukochany synuś.

To dzięki jego miłości wiem, że nie mogę się poddać.

Myślę, że jestem prawdziwą szczęściarą dzięki mojemu dziecku.

Sisi

♦♦♦

Miłość to: patrzenie w tym samym kierunku, strzelanie do tej samej „bramki”.

To wdech i wydech tego samego organizmu.

Uczucie oczekiwane i niedoceniane.

Spotykane, a nie rozdawane.

Można kochać i być uśmiechniętym.

Ale do szczęścia jest potrzebna ta druga osoba.

Dużo miłości dla wszystkich! A ja na swoją poczekam.

Pełnoletnia

♦♦♦

PS.

„W miłości chcesz, by ci wierzono,

w przyjaźni – by rozumiano”,

a ja pragnęłabym jednego i drugiego.

Chciałabym być komuś potrzebna

i chciałabym móc powiedzieć do kogoś „potrzebuję cię”.

Póki co, jestem wdzięczna za miłość rodziny

i znajomych. Dzięki niej (i im) jeszcze coś mi się chce robić,

nie czuję się taka sama.

Miłość przede wszystkim kojarzy mi się z dobrem, szacunkiem i zaufaniem,

bezpieczeństwem otrzymywanym od swojej drugiej połówki.

Ola

♦♦♦

Kiedyś powiedziałam mojemu dorosłemu już synowi przez telefon (bo był smutny):

„synu, jak masz dziś jakiś problem, chociażby z miłością, to powiedz, ja ci doradzę”.

Syn na to: „chyba oszalałaś, przecież nie stworzyłaś żadnego normalnego związku!”.

Zatkało mnie.  To fakt, przyznałam. Czym jest miłość? Na pewno nie ma jednej definicji. To wiem na 100%.

Jest to coś takiego, czego nie sposób dla mnie doświadczyć. Łatwiej jest doświadczyć porozumienia w parze lub uniesienia erotycznego. Co i tak jet rzadkością.

Ale to chyba szacunek, oddanie, akceptacja, pożądanie, tęsknota, bicie serca, choroba psychiczna pewnego rodzaju. Też pewna doza zaborczości, bezsenność, niepewność, skowronki, motyle, opiekuńczość, wybaczanie, świat w różowych okularach. No i gdy to mija, muszą zostać: to że ktoś będzie cię pocieszał w razie choroby, to że będziecie mieli o czym rozmawiać, to że będziecie mieli co ze sobą robić i że nie będziecie sobą znudzeni.

Renatofon

♦♦♦

Miłość to pragnienie bycia przy drugim człowieku. To poświęcanie siebie w imię jego dobra. To wierność i lojalność bez względu na okoliczności. To zrozumienie bez słów i odpowiadanie na czyjeś najgłębsze potrzeby. Miłość to wybaczenia. To wyrzeczenie się wszelkiego egoizmu. Jeśli jest to konieczne, to również pozwolenie kochanej osobie na podążanie własną drogą, odrębną od mojej, chociaż sprawia mi to ból. Miłość to bliskość lecz i szacunek dla autonomii drugiej osoby. To poczucie jedności bez tłamszenia. To najwyższy wyraz bycia człowiekiem.

Najwspanialszą definicję miłości zawarł św. Paweł w swoim hymnie. Chętnych odsyłam do Biblii – moim zdaniem nie pożałujecie.

Zośka

Życie jest piękne

Sebastian Grzywacz i Małgorzata Szumowska, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W czwartek 23.01.2020 r. w ramach spotkań organizowanych przez FUNDACJĘ DOM KULTURY odbyły się zajęcia, na których zaszczycił nas swoją obecnością (myślę, że zaszczycił w tym tekście nie jest absolutnie przesadą ) SEBASTIAN – osoba niewidoma, której towarzyszyła koleżanka Gosia i nie sposób nie wspomnieć o jego psim przyjacielu – przewodniku, przekochanym i przemądrym Rollku chesapeake bay retiver.

Rollek, fot. Małgorzata Brus

Ponieważ jestem osobą z natury sceptyczną, pomyślałam, że będzie to kolejna opowieść z cyklu smutnych opowieści. Nic bardziej mylnego. Po kilku zdaniach zaczęłam chłonąć to, co mówił Sebastian, jak gąbka, a spotkanie z nim wywołało we mnie olbrzymią refleksję na tematy życiowe.

Sebastian stracił wzrok w wyniku wypadku komunikacyjnego. Z jego historii wynika, że jeśli się tylko chce i spotyka odpowiednich ludzi na swojej drodze, wszystko jest możliwe. Wcześniej nie przypuszczałam, że tak mało wiem o osobach niepełnosprawnych. Często bywa, ze nie widzimy nic poza czubkiem własnego nosa. A może nie chcemy zauważać? Jeśli już zauważymy, to, co się dzieje? Chcemy pomóc. Nasze pomysły, jak wytłumaczył nam Sebastian,  są zwykle nawet gorsze jak kiepskie.

Część z nas miała możliwość dzięki opaskom, w które zaopatrzył nas Sebastian, przekonać się, jak to jest, gdy się nic nie widzi. Kiedy obserwowałam to ćwiczenie z boku, widziałam jak trudne to jest, gdy trzeba zaufać osobie z pary, aby w ogóle móc się poruszać.

Spróbuj czytając to zrobić pewną wizualizacje. Stoisz przez przejściem dla pieszych,jest olbrzymi ruch. Na krawężniku stoi osoba niewidoma poznajesz po białej lasce w ręce. Co robisz? Jeśli posiadasz w sobie choć mały odruch troski o innych, podchodzisz do tej osoby i… co mówisz? Tu czas na zastanowienie. W tym momencie przyznaję, jaką ja jestem kretynką, gdyż ja bym powiedziała: proszę chwycić mnie za rękę pomogę Pani/ Panu przejść przez jezdnię. Wydawałby się to super pomysł, ale do cholery,  skąd osoba niewidoma może wiedzieć, gdzie jest moja dłoń?

Sebastian objaśnił nam, że czasem nasza pomoc jest zupełnie niepotrzebna, bo można tym wyrządzić więcej szkody jak pożytku. A komunikaty powinny być bardziej jasne.

Innym ćwiczeniem była próba czytania z książek dla niewidomych, które przyniósł nasz Gość. Okazało  się to potwornie trudnym zadaniem – dla mnie niewykonalnym. Sebastian opowiadał  również o tym, że osoba niewidoma wcale nie musi być wykluczona choćby nawet z korzystania z mediów społecznościowych. Pewnie w tym momencie myślicie niby jak? Ja osobiście patrzyłam z niedowierzaniem. Do momentu, kiedy masz pozytywny Gość nie wyjął telefonu i nam tego nie zademonstrował. Telefon wydawał komunikaty i objaśniał oraz opisywał zdjęcia z portalu. Przyznam, że tych komunikatów nie rozumiałam, jednak osoby niewidome mają bardziej rozwinięte inne zmysły, słuch czy dotyk.

Tygrys, fot. Małgorzata Brus

Sebastian to osoba bardzo pozytywna, ciepła, na pewno uparta w dążeniu do stawianych sobie celi, niewątpliwie odważna, komunikatywna, która bez dwóch zdań się nie poddała i dążyła do tego, aby jej życie po wypadku było jak najbardziej komfortowe.

Sebastian prowadzi dla wojska warsztaty sensoryczne i udziela się w środowisku osób niepełnosprawnych. Zapewne w funkcjonowaniu pomaga Sebastianowi jego pies- przewodnik, który zna tak wiele komend, że moja głowa tego nie ogarnia (dla przykładu: bankomat, winda, drzwi … ).

Pięknie dziękuje Tobie – Sebastianie, że zdecydowałeś się nas odwiedzić i mam nadzieję, że do następnego 🙂  

Blondii

Czy warto pomagać złym ludziom cz.6

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Warto byłoby się zastanowić nad tym kto jest złym człowiekiem? Pewnie pytając dziesięciu osób, kto jest złym człowiekiem, każda z nich udzieliłaby zupełnie innej odpowiedzi. Pewnie znalazłyby się nawet takie, które szalenie zaskoczyłyby nas. Dla jednych złym człowiekiem okazałby się egoista, dla kolejnych człowiek krzywdzący zwierzęta, kolejno tyran, zabójca. Myślę, że to stwierdzenie rozbijając na różne rzeczy zależy od wielu czynników.  Przede wszystkim od tego w jakim kanonie moralnym i etycznym żyjemy. Dla mnie osobiście złych ludzi nie ma. Uważam, że w każdym z nas są jednak pokłady dobra. Czasem jedna sytuacja w życiu sprawia, że społeczeństwo klasyfikuje człowieka mając na uwadze tylko tę jedną konkretną, sytuację. A sądzę, że to bardzo niesprawiedliwe.

Gorzuleczka 🙂

Cichy dialog o przyjaźni

Rozmowy w więziennej świetlicy, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Chcę się od was dowiedzieć czegoś o przyjaźni.

Rakieta: Nie wiem, czy ktokolwiek ma ochotę przeczytać, co tak naprawdę o tym myślę.

Ja chcę. Powody są dwa. Po pierwsze: bo jesteście w innym świecie niż ja. Po drugie bo jesteście dokładnie w tym samym świecie, co ja.

Pierwsza Anonimka: Mam pustkę w głowie, ale ponieważ do zajęć podchodzę poważnie, postanawiam skreślić parę słów.

Druga Anonimka: Przyjaźń to bezwarunkowa akceptacja.

Maruda: Przyjaciel to bliska osoba, na której można polegać, ufać jej i powierzyć największe sekrety.

Maja: O przyjaźni można by pisać poematy, ale tak krótko i na temat – prawdziwy przyjaciel to ktoś, kto zawsze będzie, gdy my będziemy go potrzebować.

Eveline: Czy w ogóle w tym paskudnym miejscu jest to możliwe?

Trzecia Anonimka: Wielokrotnie myślałam, że tak! I teraz wiem, że to nie była przyjaźń, tylko akceptacja.

Pierwsza Anonimka: Przyjaźń ma prawo bytu w każdym miejscu i w każdych okolicznościach, w jakich się znaleźliśmy można znaleźć ludzi takich przez wielkie Ce.

Trzecia Anonimka: Nie ma tu przyjaźni. Jest rywalizacja i to przez duże R.

Rakieta: Przyjaźń brzmi bardzo wzniośle, dla mnie dzisiaj nic nie oznacza.

Rakieta: Mam ludzi, który ufam, na których mogę polegać i których kocham, nie będę ich obrażać słowem PRZYJACIEL.

Diablica: Ale przecież to też zwykłe, codzienne gesty niby nic nieznaczące, tj. gdy się potykasz, czyjaś pomocna dłoń nie pozwala ci się przewrócić.

Eveline: Gdy jest szczera, budowana na prawdzie, zawsze jest możliwa.

Maruda: Jeśli coś jest prawdziwe, będzie szczere.

Trzecia Anonimka: Teraz ostrożniej podchodzę do zawierania nowych znajomości.

Maja: To jest cenny dar nieważne kiedy go otrzymamy.

Czwarta Anonimka: Kiedy poznajemy kogoś, kartka jest pusta. Kiedy wkracza w nas – kartka się zapisuje.

Eveline: Nawet w tak sztucznym towarzystwie, gdzie każdy gra swój film.

Pierwsza Anonimka: Być może na taką osobę nie trafiłam. Jest sporo dziewczyn, które zwyczajnie lubię i szanuję, ale to nie jest przyjaźń.

Eveline: Ja znalazłam taką osobę.

Maja: Ja właśnie takiego przyjaciela mam i za to jestem bardzo wdzięczna.

Pierwsza Anonimka: Być może wszystko przede mną?

Diablica: Czasem nie zauważamy, że przyjaciel jest tak blisko, a my twierdzimy, że nie ma nikogo przy nas.

Teksty zebrała i opracowała Ewa Frączek Biłat

Czy warto pomagać złym ludziom cz.5

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Płaskorzeźby wykonane przez osadzonych w więzieniu w Potulicach z Reaktorem – Laboratorium Rzeźby – projekt Fundacji Dom Kultury pt. “Warsztaty w więzieniach”, fot. M. Brus

Na tak zadane pytanie odmawiam odpowiedzi. Semantycznie wywołuje mój bunt. Nie ma ludzi złych. Są ludzie gniewni, skrzywdzeni, czyniący ludziom krzywdę, chorzy,  zbłąkani, oszukani, niewyedukowani, ale złych nie ma. Skoro to jest jasne, przejdźmy do tego czy warto dobrym ludziom, którzy popełnili błędy udzielić pomocy? Mądrej pomocy, celowanej z chirurgiczną precyzją, dostosowanej do zdiagnozowanych deficytów, udzielać się powinno. To wynika wprost z tego jakim człowiek jest ssakiem, a należymy do zwierząt stadnych, o dużej potrzebie budowania jasnych społecznie struktur. Czy warto? To zależy już od rezultatów, z którymi bywa rozmaicie, choć moim zdaniem, jeśli pomoc jest przemyślana, to i rezultat powinien być pozytywny. ~Sposób i jakoś pomocy, zależy od pomagającego, więc naturalnie konkluduje, że to dający kreuje wartość. Pomaganie z racji struktury, w jakiej żyjemy jest naszym obowiązkiem, choć należy tez pamiętać o stanowieniu osobistych granic, za którymi spotykamy poczucie wykorzystania, oszukania i stracimy szacunek do siebie. Konsekwencją tego może się stać utrata wiary w sens pomocy w ogóle. Taka niechęć pomocy jest zakaźna. Z rodzica na dziecko, na nauczyciela na ucznia. Nie róbmy tego naszemu społeczeństwu. Kiedy już nikt nie będzie chciał pomagać, jak przetrwamy?

Skowronek

Czy warto pomagać złym ludziom cz.4

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wszystko jest zależne od tego co pojmujemy pod hasłem „zło” – czy to będzie czyn czy osoba? Kolor czy narzędzie? Słowo czy głos? Dla jednego złym będzie klaps, dla drugiego dopiero pobicie. Zło i dobro to nasza codzienność. O tym co dobre – łatwiej się mówi, zło na ogół chowa, się kryje. Nie wiem czy złym jest – być trochę złym? Jesteś zły jak ci coś nie wychodzi, złym jak coś niemoralnego zrobisz. Siedzisz w więzieniu – jesteś zły? Czy na pewno? I czy dla wszystkich? Dla Ciebie może i tak, dla moich bliskich – postąpiłam źle. Ale pomagać trzeba wszystkim – nie raz tylko pomoc, zdołała ujarzmić zło w człowieku. Dużo łatwiej jest osobom, które nie oceniają, których wewnętrzna wiara w dobro – niweluje zło. One są ponad wszystkim. Wielokrotnie uważałam, że mało jest ludzi w stanie mnie zrozumieć, postawić się w mojej sytuacjo. Ale ogrom postów, słów, poznawanych ludzi świadczy o tym, że może to ja sama więcej widzę w sobie zła niż ludzie obok? Może to ja powinnam przestać dokarmiać tego „złego” w sobie?… To jest dobro. Warto to dobro wyciągnąć na wierzch.

Pełnoletnia