Święta w czasie pandemii Aksamitki i Małgosi

Rys. Aksamitka
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Czego życzę Czytelnikom?

Na pewno życzę Wam wszystkim zdrowia. Życzę, abyście Wy i Wasze rodziny nie zostały dotknięte COVID-19 i abyście w tym roku mogli zobaczyć bliskich i zasiąść przy stole, wspólnie zjeść potrawy i podzielić się opłatkiem.

Abyście nie musieli składać sobie życzeń przez zimny monitor komputera, tableta czy komórki. Życzę Wam, abyście w te święta byli radośni, weseli i najedzeni. Abyście mogli, mimo pandemii, spędzić te święta w gronie rodziny, przyjaciół. Abyście byli przepełnieni nadzieją i wiara oraz miłością do swego bliźniego.

AKSAMITKA

♦♦♦

Święta w czasie pandemii

Święta Bożego Narodzenia to dla mnie nie tylko 12 potraw, które obowiązkowo powinny być na stole. To nie choinka, którą ubieramy wspólnie w dzień Wigilii, wyczekując bliskich, którzy mają nadjechać. To nie tylko pierwsza gwiazdka, wraz z którą zaczynamy Wigilię.

Święta Bożego Narodzenia to czas, podczas którego mamy możliwość spotkania się z najbliższymi. To czas wspólnie spędzony z rodziną.

Może też dlatego w tym miejscu dla mnie nie ma Świąt i też nie potrafię się przemóc, aby je tu urządzić. Patrzę na współosadzone, miłe i niemiłe – ale każda z nas ma inny punkt patrzenia na świat, tu w AŚ-ZK Grochów.

Jedne płaczą, drugim to zupełnie obojętne, a trzecie aż nie mogą doczekać się, kiedy ten dzień nadejdzie. Na grupę trzecią patrzę z podziwem, bo ja nie potrafię obchodzić tych świąt tu, bez rodziny, obchodzę je w 5 minut, w momencie, kiedy dzwonię do domu i w ciągu tego czasu – jestem z nimi. Pandemia podczas Świąt w AŚ-ZK? Jedyną zmianą dla mnie jest to, że w tym czasie, w tym roku SW i my – osadzone mamy założone maseczki. A tam za bramą, jak wyglądać będą Święta podczas pandemii? Tego dowiem się od siostry, mamy czy taty. No i rozmawiałam z synem, na temat pandemii… „książki nie dotarły na czas”…

AKSAMITKA

♦♦♦

Fot. Małgorzata Brus

Święta w czasach pandemii

Ten czas dla wszystkich jest, na swój sposób, wyjątkowy. Dla mnie jest wyjątkowo trudny, a teraz jest trudny podwójnie. Izolacja jest przez pandemię podwójna. Zawsze przed świętami mocniej czekało się na widzenia, paczki też były fajniejsze, bo nawet jeśli tylko trochę, to jednak świąteczne. W tym roku tego nie będzie, bo nie ma widzeń, i tylko perspektywa zobaczenia kochanej twarzy przez skype’a, niesie trochę radości, ale to nie to samo, co spotkać się z najbliższymi na żywo. Wszystkim jest ciężko, i to nie podlega dyskusji, ale tutaj nie ma szans na jakikolwiek manewr i ulgę w podwójnej samotności. Nic na to teraz nie poradzimy, trzeba przez to przejść i tyle. Kiedyś martwiło mnie to, że ,,święta, święta i po…’’, bo ten czas mijał zbyt szybko. Teraz będziemy się cieszyć, że to minie w ułamku sekundy. Bez względu na wszystko, jakoś się nie poddaję. Już zaczęłyśmy ozdabiać celę. ,,Gruby’’ wisi na klamce od okna, bo nie ma komina, żeby mógł się przez niego przeciskać. Hologramowe śnieżynki poprzyklejałyśmy na szybę, stroik z bombkami zawisł na szczycie łóżka, twarz Mikołaja przyklejona na drzwi. Jeszcze dwie choinki ubierzemy, dodamy kokardki i wstążeczki, i będzie dobrze. Nawet jeśli ,,dobrze’’, to określenie na wyrost, to wystarczy ,,nie najgorzej’’. Oby tylko atmosfera była przyzwoita i spokojna, to sukces będzie murowany. Człowiek ma to do siebie, że brnie przez gorsze tragedie w życiu, więc przebrnięcie przez święta przy wszystkim innym, będzie nie tyle bułką z masłem, ile pierogami z kapustą i grzybami ☺.

Małgosia

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Witam ponownie

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wpadam na chwilkę, żeby się przywitać – ponownie. Wszystkim, którzy czytają, tworzą i pomagają tworzyć tego bloga, mówię dzień dobry. Trochę mnie nie było… w sumie to ,,trochę’’ to dla mnie szmat czasu, bo cztery lata – nawet w więzieniu to dużo. Mam wrażenie, jakbym cofnęła się w czasie – takie to lekko dziwne, bo znowu mogę biegać na zajęcia, mogę pisać i pozornie wszystko wróciło do normy. Jakbym odzyskiwała to, co mi wyrwano tych parę lat temu. Z drugiej strony wiem, że to mylne wrażenie, bo ludzie nowi i w większości zupełnie obcy, ale tylko dla mnie. Kiedy zaczynałyśmy tworzyć tego bloga, grupa też była dla siebie obca. W miarę upływu czasu docierałyśmy się jak kamyki o różnych kształtach wrzucane do jednego woreczka. Poznawałyśmy się, uczyłyśmy się siebie wzajemnie. Teraz tak z biegu wchodzę do grupy, która już ma pewną formę i teoretycznie jestem tą nową = obcą J. Uśmiecham się do tego stwierdzenia oraz do tego, co czuję, gdy je słyszę, bo ani nie jestem nowa, ani obca tak całkowicie. Przypomina mi to trochę powrót na stare podwórko. Najważniejsze jest dla mnie to, że wróciłam, bo mogę grubą kreską odciąć te poprzednie lata i uznać je za przeszłe. Dlaczego? Ponieważ nie były one dla mnie zbyt ciekawe. Nawet w takim więziennym życiu może dziać się dużo, albo jeszcze więcej, a mnie te cztery lata w innej jednostce trochę skopały, ale teraz to już nie jest ważne. Mogę odwrócić się, popatrzeć na to, co było, z innej już perspektywy i tworzyć coś nowego, choć na bazie starego. Dobrze, że fundamentem jestem ja sama, bo na tym mogę odbudowywać, co tylko chcę lub czego zapragnę. Mogę włączyć sobie np. Boba Marley’a i już poprawia mi się humorek J. Dorwałam się do ,,swojej’’ muzyki, więc samo to, to już dla mnie frajda. Niech nikt nie myśli, że te lata przeistoczyły mnie w pesymistkę… nic z tego… Poznałam trochę fajnych osób, z którymi mam nadzieję będę miała kontakt jeszcze długo i jeszcze dłużej. Z niektórymi zjadłam przysłowiową beczkę soli, a to dobry start na przyszłość J. Tak to chyba w życiu jest, że ,,pan los’’ coś zabiera, ale też coś daje. Wbrew wszystkiemu, mi dał kogoś, a że jak kiedyś już mówiłam, mam szczęście w nieszczęściu, to takich ,,ktosiów’’, dostałam w ilości, której się nie spodziewałam.  To KTOSIE ważni i ważniejsi – a to najistotniejsze. Będę powolutku o nich opowiadała, bo każdy zasługuje na odrębną opowieść. Mam sprawdzonych przyjaciół, którzy przy mnie trwali i trwają – kocham ich za wszystko, a teraz to grono jeszcze się powiększyło… czy można mieć większe szczęście?

Pozdrawiam, Małgosia

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Nie jestem wszyscy i nie mam na imię każdy

Prace osadzonych w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Tego często brakuje w warunkach izolacji. Gdy ktoś trafia do Zakładu Karnego z wyrokiem, dołącza do wszystkich winnych i jest traktowany jak każdy więzień. Pomimo tego że tak bardzo się różnimy i dzięki temu ten świat nie jest nudny, przekraczając bramę aresztu, która bardzo szybko się za Tobą zamyka, bywa że na długie lata, dostajesz metkę kolejnej osadzonej.

Nigdy nie chciałam być w żaden sposób faworyzowana, bo to nie o to zupełnie chodzi. Ale czasem brakuje indywidualnego podejścia do człowieka. Człowieka jako człowieka, nie osadzonego. Kolejnego, jednego z wielu.

W areszcie fakt, że trzeba się trzymać z dala od negatywnych ludzi. Oni mają zawsze na problem gotowe rozwiązanie.

Ja bym chciała, żeby kiedyś społeczeństwo zrozumiało, że za murami, kratami i blindami znajdują się również wartościowe osoby. Osoby wrażliwe, z pasją, z prawdziwym apetytem na życie. Artykuł, za który ktoś otrzymuje wyrok, nie powinien przysłaniać opinii o osobie. Dziewczyny pracują na to, żeby usłyszeć coś dobrego i miłego o sobie. Niestety, nie jest to częste. Fajnie by było, żeby dziewczyny były doceniane za to co dobre choćby dobrym słowem. Tego tam brakuje.

Dziewczyny bądźcie dzielne. Tego Wam życzę. Choćby nie wiem co się działo, idźcie do przodu. Nie poddawajcie się. Jest wiele osób, które Wam dobrze życzą.

„A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,

Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,

Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,

I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza,

I gołąb i żmija, i piołun i miód,

I anioł i demon, i upiór i cud,

I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna,

Początek i koniec – kobieta, aha!”

Julian Tuwim

Z pozdrowieniami Blondi

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

TYLKO TUTAJ…

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Ludzie w moim mieście są wewnętrznie rozbiegani

Patrzą, ale nie widzą

Czytają, ale nie rozumieją

Uczą się, ale – nie pamiętają

Jest kilka rzeczy, o których na pewno nie wiecie o moim mieście „B”. Każdy, kto tam był, o nich wie.

Choćby to, że miasto jest położone na pięknych terenach lubelszczyzny. I to, że po ulicy chodzą tam sami pogodni ludzie, że ruch na ulicach jest szalony, chaotyczny, nieprzewidywalny, bo nieprzerwanym strumieniem pędzą po nich samochody, rowerzyści, motocykliści, a między nimi spacerują starsze panie z psami. Czasem nie spacerują, tylko stoją w filozoficznym zamyśle, patrząc na taki blok ,,NR 9’’. Pełen barw, namalowanych ptaków, dziecinnych bohomazów, prania, hałasu, chaosu, jest tak brzydki, że uroczy. Tylko dla kogo – dla mieszkańców czy ludzi, którzy koło niego przechodzą?

Na 760 bloków w całym mieście jest tylko jeden taki, na moim osiedlu, wśród innych szarych budynków, w kształcie paczki po zapałkach stoi on NR 9. Pewnie jesteście ciekawi czym się wyróżnia. A tym np. że żeby wejść do jednego z mieszkańców trzeba wejść przez balkon. Gdy jestem przy tym, przypomina mi się taka anegdota: umówiłam się na randkę z kumplem i miał do mnie przyjechać pierwszy raz i mówię do niego, że do mnie wchodzi się przez balkon, a on do mnie : to aż tak u Ciebie krucho, że nie masz drzwi?” – ubawiłam się wtedy. A ja do niego „nie, taki blok 😊”. Tak – ten mój blok, w którym się wychowałam, stawiałam pierwsze kroki, straciłam pierwsze mleczaki, uczyłam się chodzić, jeździć na rowerze, pierwszy raz się pocałowałam – mogłabym tak bez końca. NR 9 jest inny, jest pomalowany na zielono – żółto – czerwono. Na dachu i na skraju rynien są zamontowane metalowe koguty, a nieopodal ich stoją wielkie „talerze białe” od kablówki. Na zewnątrz na bocznych ścianach jest pokryty naszymi osiedlowymi rysunkami, nikt do dnia dzisiejszego ich nie zmył. Pamiętam, jak cyrklem stawiałam serduszko z inicjałami swej miłości. Są do dziś, jak inne malowidła. To nasze wspólne wspomnienia. Od 33 lat, bo tyle mam, nadal mieszkają Ci sami ludzie. Nasza Mała Wspólnota, każdy siebie zna. Gdy dzieje się jednemu krzywda, drugi biegnie z pomocą. Balkony niby podobne, jednak inne, każdy inaczej udekorowany. Na jednym kwiaty, na drugim lampiony, na trzecim, u Pani Stasi, zawsze pełno ubrań, „wnuki, ale prania z nich” cicho się uśmiecha. Pamiętam gdy za małolata robiłyśmy sobie na balkonach namioty, pokazy mody, każda z szaf coś wyciągała. Gdy o tym wspominam łza spływa po policzku, bo mimo tylu lat, pamiętam to tak gdy by to było wczoraj. Czy się zmienił? NIE! Widziałam go w zeszłą środę na Skype – nadal jest barwny – ludzie jakby trochę pomarszczeni – ale uśmiechnięci.

W moim bloku „cudowne miałam widoki”. Z jednego pokoju piękny biały budynek, co to było – a MIEJSCOWY SZPITAL. Gdy mi się nudziło i nie mogłam zasnąć to liczyłam sobie okna na piętrze 😊. Las z drugiej strony, dwa pokoje wychodziły na przedszkole, tam pełno 3 – 6 latków, śmiech, radość dzieci co dnia, a zimą góra pokryta śniegiem i My na sankach lub lepiący bałwana. Blok pełen wspomnień..

Bo to jest inne miasto – tylko tutaj park na środku miasta, a dookoła niego rondo nieoznakowane. Tylko tam są cudowne lody u Kotka, tylko tam jest targowisko na starym jeziorku.

I tylko tam musiałam się znaleźć, żeby móc odkryć życie od kuchni w peegierowskim bloku.

EVELINE

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Puzzle

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zacznę od puzzli. Pewnie nie raz układałaś puzzle i nie raz trzymałaś w ręku malutki element, który wydawał się do niczego nieprzydatny? Miał taki kształt, który nijak nie chciał pasować do tego, co już miałaś ułożone? A czasami kształt był OK, tylko rysunek nie pasował… Mi, nie raz, przy układaniu puzzli  zdawało się, że w życiu nie dopasuję jakiegoś elementu… Niby rysunek podobny i kształt wydaje się OK, ale żadnym sposobem nie mogę tego wpasować w całość. Wydawało mi się, że ten element zawieruszył się z innego pudełka puzzli… Czasem była chwila olśnienia, spojrzenia inaczej, i puzel trafiał na swoje miejsce, przygotowane specjalnie dla niego, a czasami trzeba było ułożyć wszystkie inne, żeby zobaczyć, gdzie jest miejsce na tego ,,trudnego’’, który wydawał się do niczego nie pasować.

Z pewnością też znacie to uczucie. A ja ostatnimi czasy myślałam, że do takiej układanki z puzzli podobne jest nasze życie – Bóg wyznaczył ramy i położył pierwsze puzzle. I miał zamysł, co to ma być za piękny, poruszający, chwytający za serce obraz? Ten obraz składa się z malutkich części, epizodów z naszego życia, z których jedna pasuje dokładnie do drugiej, i razem tworzą sensowną całość. Choć nie raz pojedynczo wydają się bezsensowne, brzydkie, niegodne uwagi… Dopiero po wpasowaniu w całość widzisz, że to zdarzenie ,,miało sens’’ w odniesieniu do całości, że bez tej części obraz nie byłby pełny.

Ale czy to znaczy, że cokolwiek zrobimy, jest OK? W żadnym wypadku! On tylko zaczął, dalsze puzzle to zdarzenia z naszego życia. To nasze pragnienia, nasze wybory, nasz wolny czas, nasza praca, nasze marzenia, nasze wzloty i upadki, itd., itp. I jest to obraz otwarty, malowany na bieżąco – boży projekt jest doskonały, ale my wcale nie musimy go chcieć! Możemy stwierdzić, że lepiej wiemy, czego chcemy. Lepiej wiemy, z czym nam do twarzy, co nam wyjdzie na dobre… I tym sposobem to, co mogło być piękne i doskonałe, jest takie sobie, a czasami jest nawet obrzydliwe… I tak dzień po dniu dokładamy kolejne ,,puzzle’’ i niestety czasami to, co w bożym pomyśle miało być doskonałe, jest mocno ,,takie sobie’’. A może się zdarzyć i tak, że nasza układanka pasuje tylko do głębin piekła i nigdzie indziej… Ale jest też jasna strona tej układanki J. Nie możemy zmienić tych puzzli, które już ,,zajęły swoje miejsca’’ w naszym obrazie. Ale pozostało jeszcze trochę wolnego miejsca. Te kolejne, które będziemy dokładać, mogą zupełnie zmienić charakter całości. Jakiś trudny element w połączeniu z innymi może wyglądać już zupełnie inaczej J. Więc bardzo ważne jest to, co było, ale jeszcze ważniejsze to, co będzie!

Pozdrawiam Barbarę M.

Dorocia

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Apel poduszkowy

Fot. ppor. Ewa Smolińska
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

POMOC DLA HANI – WSPOMÓŻCIE NAS

Kochani Blogerzy – Czytelnicy naszego bloga, zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie naszej akcji na rzecz 9 – miesięcznej Hani. My, blogerki, dajemy od siebie uszyte pomysłowo – kolorowe poduszki do przytulenia, na prezent, do ozdoby, pasujące do każdego wystroju pokoju oraz plecaki, również pięknie dobrane kolorami. Aby je zdobyć wystarczy włączyć się do licytacji – 10 zł dla Was to nic – zestaw w McDonaldzie, a dla Hani szansa na lepsze życie – zdrowe życie. Nigdy nas nie zawodzicie, wspomagacie nasze akcje, liczymy na Was i teraz. Na szczęście, każdy może być szczęśliwy. Bo szczęście to decyzja – więc prosimy o promyk szczęścia dla Hani i jej bliskich.

EVELINE

https://www.facebook.com/groups/604149230171173/permalink/743624822890279

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Czym jest miłość – wielogłos walentynkowy

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

♦♦♦

Miłość jest wszystkim.

Miłość do dzieci, do ukochanego,

daje mi siłę do życia.

Człowiek kochający i kochany,

to człowiek szczęśliwy.

Życie bez miłości nie ma sensu.

Doris

♦♦♦

Nie chcę na ten temat pisać.

Miłość to bezgraniczne oddanie

dla drugiego człowieka.

Miłością mego życia jest mój ukochany synuś.

To dzięki jego miłości wiem, że nie mogę się poddać.

Myślę, że jestem prawdziwą szczęściarą dzięki mojemu dziecku.

Sisi

♦♦♦

Miłość to: patrzenie w tym samym kierunku, strzelanie do tej samej „bramki”.

To wdech i wydech tego samego organizmu.

Uczucie oczekiwane i niedoceniane.

Spotykane, a nie rozdawane.

Można kochać i być uśmiechniętym.

Ale do szczęścia jest potrzebna ta druga osoba.

Dużo miłości dla wszystkich! A ja na swoją poczekam.

Pełnoletnia

♦♦♦

PS.

„W miłości chcesz, by ci wierzono,

w przyjaźni – by rozumiano”,

a ja pragnęłabym jednego i drugiego.

Chciałabym być komuś potrzebna

i chciałabym móc powiedzieć do kogoś „potrzebuję cię”.

Póki co, jestem wdzięczna za miłość rodziny

i znajomych. Dzięki niej (i im) jeszcze coś mi się chce robić,

nie czuję się taka sama.

Miłość przede wszystkim kojarzy mi się z dobrem, szacunkiem i zaufaniem,

bezpieczeństwem otrzymywanym od swojej drugiej połówki.

Ola

♦♦♦

Kiedyś powiedziałam mojemu dorosłemu już synowi przez telefon (bo był smutny):

„synu, jak masz dziś jakiś problem, chociażby z miłością, to powiedz, ja ci doradzę”.

Syn na to: „chyba oszalałaś, przecież nie stworzyłaś żadnego normalnego związku!”.

Zatkało mnie.  To fakt, przyznałam. Czym jest miłość? Na pewno nie ma jednej definicji. To wiem na 100%.

Jest to coś takiego, czego nie sposób dla mnie doświadczyć. Łatwiej jest doświadczyć porozumienia w parze lub uniesienia erotycznego. Co i tak jet rzadkością.

Ale to chyba szacunek, oddanie, akceptacja, pożądanie, tęsknota, bicie serca, choroba psychiczna pewnego rodzaju. Też pewna doza zaborczości, bezsenność, niepewność, skowronki, motyle, opiekuńczość, wybaczanie, świat w różowych okularach. No i gdy to mija, muszą zostać: to że ktoś będzie cię pocieszał w razie choroby, to że będziecie mieli o czym rozmawiać, to że będziecie mieli co ze sobą robić i że nie będziecie sobą znudzeni.

Renatofon

♦♦♦

Miłość to pragnienie bycia przy drugim człowieku. To poświęcanie siebie w imię jego dobra. To wierność i lojalność bez względu na okoliczności. To zrozumienie bez słów i odpowiadanie na czyjeś najgłębsze potrzeby. Miłość to wybaczenia. To wyrzeczenie się wszelkiego egoizmu. Jeśli jest to konieczne, to również pozwolenie kochanej osobie na podążanie własną drogą, odrębną od mojej, chociaż sprawia mi to ból. Miłość to bliskość lecz i szacunek dla autonomii drugiej osoby. To poczucie jedności bez tłamszenia. To najwyższy wyraz bycia człowiekiem.

Najwspanialszą definicję miłości zawarł św. Paweł w swoim hymnie. Chętnych odsyłam do Biblii – moim zdaniem nie pożałujecie.

Zośka

Kogo chciałabym zobaczyć na widzeniu?

Fot. Małgorzata Brus

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury



Są trzy osoby, które chciałabym zobaczyć na widzeniu. Zacznijmy po kolei:

Bardzo ją kocham i bardzo mi jej brakuje. Oddałabym bardzo wiele, aby choć na chwilę móc z nią pobyć, zobaczyć ją, dotknąć i przytulić się do niej. Tak cholernie za nią tęsknię i tak bardzo jej potrzebuję. Nie mogę do niej zadzwonić, czy nawet napisać listu, który bym wysłała. Wiem, że stale jest ze mną i przy mnie, ale to nie to samo. Nie ma jej, nie żyje.

Umarła trzy lata temu na okropne raczysko. Pochowałam ją dwa tygodnie przed urodzeniem pierwszego syna. Jest nią moja Mamusia. Chciałabym z nią móc porozmawiać, usłyszeć od niej, że mimo wszystko jest ze mnie dumna i że wszystko będzie dobrze. Boli mnie to tak bardzo, że nawet teraz, gdy to piszę, to łzy ciekną mi po policzkach.

Druga bliska memu sercu osoba, którą kocham jak moją mamę, i tęsknię za nią tak, jak jeszcze nigdy, jest moja Cudowna, Kochana i Wspaniała Babunia. Ona jest przy mnie stale, zawsze mogę na nią liczyć, i wiem, że kocha mnie bardzo. „Bóg nie mógł być wszędzie, więc stworzył babcię” – co pasuje tu po prostu idealnie!

Zawsze, za każdym razem gdy do niej zadzwonię, słyszę jak bardzo się cieszy, że się słyszymy. Jest jak Anioł. Mimo mojego wieku, dla niej ciągle jestem „wnuczunią”. Chciałabym ją przytulić, poczuć zapach, który kojarzy mi się z domem, dzieciństwem, pysznymi obiadami, ciastkami i miłością. Jednak listy i telefony to nie to samo. Z tego miejsca serdecznie ją całuję i ściskam!

No i przychodzimy do trzeciej osoby. Jest nią mój młodszy brat. Mimo że nie rozmawiamy za często i generalnie nie piszemy ze sobą nawet listów, to i tak za nim tęsknię. Nie ważne, ile ma lat, bo dla mnie zawsze będzie moim młodszym braciszkiem i będę miała głębokie poczucie opieki nad nim. Chciałabym usiąść, i patrząc mu w oczy, porozmawiać z nim. Wtedy od razu mogłabym wyłapać reakcję brata na moje pytania, aby wiedzieć, gdzie jest coś nie tak. Znamy się z bratem jak „łyse konie”. Przy nim nie muszę udawać, że jest ok i że daje sobie radę, bo nie musiałabym się martwić, że obciążam go swoimi problemami. Ma świetne dystans do życia. Możemy rozmawiać o wszystkim i bardzo wielu rzeczy nie bierze do siebie.

Nena

Wehikuł czasu

Fot. Małgorzata Brus

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Gdybym mogła wcisnąć guzik, który przeniósłby mnie do przeszłości, to byłaby niezbyt odległa przeszłość. Jednak patrząc na to, że mam 40 lat, to ta nieodległa przeszłość równa się połowie mojego życia. Czyli dla mnie kawał czasu!

            Moja chęć cofnięcia się do tego jednego dnia nie jest taką typową chęcią powrotu do czegoś tak pięknego, czego nie doświadcza się drugi raz – chyba że za pomocą wehikułu czasu.  To nie jest chęć powrotu do momentu, w którym czułam się jakoś szczególnie szczęśliwa. Ta chęć spowodowana jest tym, że gdybym tego jednego dnia coś zmieniła, to uratowałabym życie. Na bank jedno, ale wolę myśleć, że własne też. Ponieważ chcę skorzystać z tej okazji i nacisnąć ten guzik, to…

            Był to typowy styczniowy dzień. Niezbyt dużo śniegu napadło jednak jak na tą porę, było zimno. Obudziłam się w cieplutkim łóżeczku, w kolorowej pościeli. Pokój miałam w kolorach: bieli i czerni, ale pościel lubiłam bardzo kolorową. I jeszcze skarpetki lubiłam nosić kolorowe.

            Przeciągnęłam się, wstałam i włączyłam Sade. Wiedziałam, że mamy nie ma już w domu, więc pozwoliłam sobie na głośniejsze puszczenie muzyki. Wiedziałam również, że mama zrobiła mi śniadanie i wystarczyło do zestawu zaparzyć herbatę.

Nie miałam planów na ten dzień. Do szkoły szłam dopiero na 14.20. to był jedyny dzień w tygodniu, kiedy chodziłam na popołudnie. Najgorsze w tym było to, że był to piątek.

            Wykąpałam się, wyszykowałam, zjadłam śniadanie i poszłam z Maxem na spacer. Lubiliśmy chodzić nad Wisłę. Mieliśmy swoje miejsca – co prawda tylko dwa :), ale tego dnia poszliśmy na kamienie. Mi się tam dobrze myślało, a Max miał ogromny teren do biegania. Od czasu do czasu podchodził by mu jakiś badyl rzucić, ale na kamieniach najrzadziej o to prosił. Wisła od naszej strony jakoś bardziej przy brzegu była zamarźnięta.

            Z rozmyślań wybiło mnie szczekanie psa. To nie był Max, ale i on za chwilę się pojawił. Pieski niezbyt na start się polubiły, o czym świadczyło ich warczenie na siebie. Uwięziłam więc swojego pupila na znienawidzonej przez niego smyczy i zaczęliśmy się kierować w stronę wału. Max nigdy nie był agresywny. Smycz nosiłam na wszelki wypadek… A może to jakaś pozostałość po sprawdzeniu mnie, czy na pewno będę wyprowadzać psa? Zanim Max pojawił się w domu, musiałam przez miesiąc czasu co rano wychodzić na spacer… ze smyczą! To był mój test na odpowiedzialnego opiekuna. Dziecko wszystko zrobi, by mieć wymarzonego przyjaciela. Nie wiem, czy w tamtym okresie nie byłabym zdolna jeść z psiej miski, by udowodnić, że piesek nie będzie zostawiał kupy w butach.

            Kierowaliśmy się już w stronę bloku, kiedy na skrzyżowaniu w samochodzie poznałam swoją koleżankę. Ona chyba też mnie poznała, bo jakąś głupkowatą zrobiła minę: usta rozdziawione, ale uśmiechnięte i takie duże oczy. Tak chyba wygląda osoba, która w zaskoczeniu się cieszy… Czyli ja też musiałam podobnie wyglądać. Od razu wysiadła z samochodu i podbiegła do mnie. Nie staliśmy na górce – więc samochód się nie stoczył, nie zostawiła go na światłach, nic nie trąbiło, bo za kierownicą siedział jej tata. Też go rozpoznałam. Ruchem ręki pokazałam, gdzie ma zjechać. Normalnie nie dowierzałam, że ją widzę. Ją – czyli Kaśkę. Wyjechała do innego miasta po rozwodzie rodziców. Kiedyś razem chodziłyśmy do podstawówki, razem trenowałyśmy koszykówkę, lubiłam ją. Wspierałyśmy się w tamtym okresie, bo ja już jakiś czas byłam sama z mamą, a ona dopiero smakowała sytuację bycia dzieckiem z rozbitej rodziny. Taka nas po prostu tragedia połączyła.

            Wysiadł do nas jej tata, przywitał się i co się okazało? Że on już jakiś czas na naszym osiedlu ponownie mieszka. Kaśka przyjechała do niego kilka dni temu i nazajutrz miała sprawdzić, czy mieszkam tam, gdzie mieszkałam. To było niesamowite. Jakieś przeznaczenie, czy co?

            Spojrzałam na zegarek, było już po pierwszej. Max grzecznie cały czas siedział przy nodze, a ja już za chwilę miałam iść do szkoły. I wtedy usłyszałam głos taty Kaśki:

– Jedziemy właśnie na Śródmieście, do Atlantica, jedź z nami!

            14.20, pierwsza lekcja – rachunkowość. No, nie chciałam iść do tego liceum, wolałam zawodówkę, by rok krócej się uczyć. Mama zadecydowała. Ale skoro już dotrwałam do IV klasy i tak naprawdę „za chwilę” miałam szansę ją skończyć, to czemu z tej szansy nie skorzystać i nie pójść do kina z Kaśką i jej tatą?

I ta pokusa wygrała.

            Odprowadziłam Maxa do domu, wzięłam plecak, by mama się nie zorientowała, że nie poszłam do szkoły i pojechaliśmy na Śródmieście.

            Gdyby ten dzień wyglądał właśnie tak, to do domu wróciłabym po 19.00. Może chwilę pooglądała z mamą telewizję, ale na pewno wzięła psa i przeszła się wokół bloku. Byłoby duże prawdopodobieństwo, że spotkałabym Mikiego i III klatki, bo tuż po wiadomościach wypuszcza psa. Bo jak jest zbyt zimno, to go tylko wypuszcza, a sam zostaje na klatce. Wypala papierosa i woła Kulfona z powrotem. Z kolei ja zawsze robię rundkę wokół bloku. Wróciłabym, zjadła coś i…

– coś obejrzała i poszła spać

lub

– zadzwoniła do Aśki, czy idziemy do Parku (na dyskotekę). Wróciłabym i też położyła się spać.

I być może do dziś lubiłabym budzić się w kolorowej pościeli.

Pełnoletnia

Złe cechy, dobre cechy, mój bagaż. Co zastałam, co odkryłam…

Fot. Małgorzata Brus

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Hm…, złe cechy… Trudno odpowiedzieć na to zagadnienie.

Wydaje mi się, że moją złą cechą, która mnie denerwuje, jest upartość, zawziętość. I czasami działam pod wpływem impulsu.

Jeśli chodzi o mój bagaż życiowy, to wydaje mi się, że jak na moje dotychczasowe życie, jest bardzo duży. Problemy w domu, a potem w późniejszym 17-letnim związku.

Co do odpowiedzi na pytanie, co zastałam, co odkryłam, biorąc pod uwagę miejsce, w którym obecnie jestem: to, co zastałam tutaj, było dla mnie, nie ukrywam,  zaskoczeniem, tzn. różnorodność charakterów w jednym miejscu. Porażka – ludzie są, jak chorągiew. 

Odkryłam na pewno bardzo dużą dwulicowość osób, które dla pewnych korzyści, udają kogoś innego i kłamią.

Madlen