Twoją tarczą będę – Ja Matka

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
Fot. Małgorzata Brus

(List do syna, gdy wchodzi w dorosłe życie)

Świat to niebezpieczne miejsce rządzące się swoimi prawami. Nie mieszkają w nim ani spokój, ani sprawiedliwość. Pewność i zaufanie nie raz zatracisz. Z głodu tu nie umrzesz, owoce życia napoją i nakarmią Cię smutkiem, żalem, zdradą, ale też szczęściem i miłością. Nie raz do Twoich drzwi zapuka bezsilność, będzie warować pod Twoim domem, nawet wtedy, gdy będziesz dzielić go ze szczerą miłością. Nie odejdzie, jeśli udasz, że jej nie słyszysz, żadne psy jej nie wystraszą, nastroszą tylko ogon, gdy poczują jej obecność.

Synu, to co piękne z zewnątrz, może gnić od środka. To co delikatne; może pokazać pazury. Serce będzie nieraz pękać. Ono jest jak pancerna szyba, na której smutek odciśnie się w postaci pajęczyny. Na tę sieć złapiesz emocje, wyssiesz z nich siłę.

Będziesz niezniszczalny, bo ja Twoją tarcza będę – Ja Matka. Nie obiecam, że Cię obronię, nie przyrzeknę, że nigdy nie zapłaczesz. Puszczę Cię wolno w świat, nie zamknę w złotej klatce, choć przyznam, że bardzo bym chciała.

Pozwolę Ci żyć, Synu Kochany, rozwijać skrzydła i szybować ponad ludzką zawiścią i zazdrością.

Z dumą będę patrzeć jak się rozwijasz i odrywasz od przyziemnych problemów. A ja będę czekać na Ciebie.

Nigdy zbyt mocno nie zasnę, nigdy nie zamknę drzwi. Nawet jeśli zechcesz wyrzucić klucz do mojego serca, ja o Tobie nie zapomnę. Kochać Cię nie przestanę.

Usłyszę, gdy na palcach przejdziesz pod moim oknem – wstanę, by Cię wysłuchać, obetrzeć Twoje łzy. Otulę Cie miłością, okryje przyjaźnią i spojrzę okiem Anioła Stróża. Dam Ci po łapach, jeśli będzie trzeba i pewnie zbyt często powiem „uważaj”, bo jestem Twoją matką, a Ty jesteś moim synem – będziesz nim na zawsze.

Ludzka dola to śmiertelna choroba, na którą nie ma lekarstwa, nie ma odtrutki dla żalu, nie ma szczepień przed smutkiem. Nie ma nic na pewno i nic całkiem naprawdę, prócz tego, jak kocha Cię matka, i kochać Cię będzie już zawsze.

Znam Cię – uczyłam się Ciebie na pamięć, chłonęłam wiedzę o Tobie i popełniałam błędy.

Chcę, żebyś wiedział, gdzie byłam. Chcę, żebyś znał o mnie prawdę. Chcę, żebyś wiedział, że nie byłam idealna – dlatego piszę ten list, który dostaniesz jak dorośniesz – dokładnie za 10 lat: będziesz miał wtedy 18 lat.

Piszę ten list, tu: w tej obskurnej celi, zamknięta w płaczących ścianach pachnących śmiertelnym smutkiem, lecz mająca nadzieję.

Synu, muszę Cie prosić o jedno –  żebyś nie bał się kochać i być kochanym, żebyś swej męskości szukał w ludzkich odruchach, w głowie i sercu.

Wyciągaj pomocną dłoń do ludzi, którzy żyją w dołku, gdzie korzeni się smutek. I pamiętaj Mój Synu – nic nie zerwie życiowej pępowiny. Nawet droga do innego świata nie pochłonie matczynej miłości – bo jesteś moim synem.

Markosia

Czym jest miłość – wielogłos walentynkowy

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

♦♦♦

Miłość jest wszystkim.

Miłość do dzieci, do ukochanego,

daje mi siłę do życia.

Człowiek kochający i kochany,

to człowiek szczęśliwy.

Życie bez miłości nie ma sensu.

Doris

♦♦♦

Nie chcę na ten temat pisać.

Miłość to bezgraniczne oddanie

dla drugiego człowieka.

Miłością mego życia jest mój ukochany synuś.

To dzięki jego miłości wiem, że nie mogę się poddać.

Myślę, że jestem prawdziwą szczęściarą dzięki mojemu dziecku.

Sisi

♦♦♦

Miłość to: patrzenie w tym samym kierunku, strzelanie do tej samej „bramki”.

To wdech i wydech tego samego organizmu.

Uczucie oczekiwane i niedoceniane.

Spotykane, a nie rozdawane.

Można kochać i być uśmiechniętym.

Ale do szczęścia jest potrzebna ta druga osoba.

Dużo miłości dla wszystkich! A ja na swoją poczekam.

Pełnoletnia

♦♦♦

PS.

„W miłości chcesz, by ci wierzono,

w przyjaźni – by rozumiano”,

a ja pragnęłabym jednego i drugiego.

Chciałabym być komuś potrzebna

i chciałabym móc powiedzieć do kogoś „potrzebuję cię”.

Póki co, jestem wdzięczna za miłość rodziny

i znajomych. Dzięki niej (i im) jeszcze coś mi się chce robić,

nie czuję się taka sama.

Miłość przede wszystkim kojarzy mi się z dobrem, szacunkiem i zaufaniem,

bezpieczeństwem otrzymywanym od swojej drugiej połówki.

Ola

♦♦♦

Kiedyś powiedziałam mojemu dorosłemu już synowi przez telefon (bo był smutny):

„synu, jak masz dziś jakiś problem, chociażby z miłością, to powiedz, ja ci doradzę”.

Syn na to: „chyba oszalałaś, przecież nie stworzyłaś żadnego normalnego związku!”.

Zatkało mnie.  To fakt, przyznałam. Czym jest miłość? Na pewno nie ma jednej definicji. To wiem na 100%.

Jest to coś takiego, czego nie sposób dla mnie doświadczyć. Łatwiej jest doświadczyć porozumienia w parze lub uniesienia erotycznego. Co i tak jet rzadkością.

Ale to chyba szacunek, oddanie, akceptacja, pożądanie, tęsknota, bicie serca, choroba psychiczna pewnego rodzaju. Też pewna doza zaborczości, bezsenność, niepewność, skowronki, motyle, opiekuńczość, wybaczanie, świat w różowych okularach. No i gdy to mija, muszą zostać: to że ktoś będzie cię pocieszał w razie choroby, to że będziecie mieli o czym rozmawiać, to że będziecie mieli co ze sobą robić i że nie będziecie sobą znudzeni.

Renatofon

♦♦♦

Miłość to pragnienie bycia przy drugim człowieku. To poświęcanie siebie w imię jego dobra. To wierność i lojalność bez względu na okoliczności. To zrozumienie bez słów i odpowiadanie na czyjeś najgłębsze potrzeby. Miłość to wybaczenia. To wyrzeczenie się wszelkiego egoizmu. Jeśli jest to konieczne, to również pozwolenie kochanej osobie na podążanie własną drogą, odrębną od mojej, chociaż sprawia mi to ból. Miłość to bliskość lecz i szacunek dla autonomii drugiej osoby. To poczucie jedności bez tłamszenia. To najwyższy wyraz bycia człowiekiem.

Najwspanialszą definicję miłości zawarł św. Paweł w swoim hymnie. Chętnych odsyłam do Biblii – moim zdaniem nie pożałujecie.

Zośka

Święta, święta, ach te święta

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zaczął się grudzień, a wraz z nowym miesiącem ruszyły te wszystkie przygotowania do wigilii i całych tych świąt.

Dawno temu przestałam czuć magię świąt Bożego Narodzenia – to moje trzecie święta spędzone w miejscu odosobnienia. Jest to bardzo trudny okres do zniesienia dla ludzi pozbawionych wolności.

W tym czasie, częściej niż zwykle, myślę o swoich najbliższych. Jeszcze bardziej doceniam wartość słowa rodzina i uświadamiam sobie, ja ważną rolę odgrywają oni, bliscy, w moim życiu i jak bardzo za nimi tęsknię.

Myślę o wigilijnej kolacji, która jak co roku odbyła się u mojej teściowej, na której trzeci rok z rzędu mnie zabrakło. Teściowa jest dla mnie jak mama, której praktycznie nigdy nie miałam i jest dla mnie ważną osobą.

Myślę o moim Rafale, u którego w tym roku zdiagnozowano nowotwór i który po kolacji wigilijnej wrócił do pustego domu i święta spędził sam, bijąc się ze wszystkimi myślami.

Szczerze, to nie cierpię tego dnia w tym miejscu. Nie potrafię cieszyć się tą całą świąteczną aurą, która zaczęła tu panować. W tym czasie najbardziej odczuwam dotkliwość kary, na którą skazał mnie sąd.

Widzenie z mężem też nie będzie takie jak inne – będzie trudne i smutne. Nie będzie tym razem opłatka i życzeń. Uznałam, że tak będzie lepiej. Nie potrafię znieść tego bólu w jego oczach. On sam nic nie mówi, nie osądza, nie wypomina, ale wiem, że nie o takim małżeństwie marzył….

Ciężko mi patrzeć mu w oczy, wiedząc, że ja mogę liczyć na niego w każdej sytuacji, a sama w obliczu jego choroby być wsparciem dla niego nie mogę. Okropne uczucie…

Ten świąteczny okres w zakładzie karnym, to specyficzny czas – każdej z nas jest bardzo ciężko go przeżyć…

Nawet te najbardziej zatwardziałe kobiety w wigilię stają się wrażliwymi osóbkami, które nie wstydzą się swoich łez. Znikają pozory, wyznaczony dystans i wrogie nastawienie do innych. Próbuje się zapomnieć o nieprzyjemnych sytuacjach z „koleżankami”.

O 17.30 zamykają nam cele. Usiadłyśmy do skromnie zastawionego stołu. Były pierogi zakupione w więziennej kantynie, śledzie, sałatka, kawałek ciasta i kubek czerwonego barszczyku – tak namiastka wigilii.

W myślach złożyłyśmy życzenia swoim najbliższym, a później życząc sobie wolności, zdrowi, siły i spokoju, zaczęłyśmy jeść. Opowiadałyśmy sobie o świętach spędzonych w dzieciństwie i wspominałyśmy ostatnie święta na wolności.

Leżąc w łóżkach po 22-giej, gdy zgasło światło, popłakałyśmy w poduszkę – tak to wyglądało.

Święta, święta, ach te święta. Mam nadzieję, że kolejne święta Bożego Narodzenia uda mi się spędzić z moimi najbliższymi, a zwłaszcza z moim mężem – może choćby krótka przepustka?

Kicia 83

Noworoczne postanowienia Kici 83

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W tym roku postanawiam, że…

Kochani, zbliża się Nowy Rok, a co za tym idzie?

Masa noworocznych postanowień 😉

Każdy z nas – Ty, mój Drogi Czytelniku również, myślał lub mówił, że od Nowego Roku postanawia n. rzucić palenie, uprawiać jakiś sport, spędzać więcej czasu z rodziną, być miłym dla otoczenia czy zmienić pracę.

Ile takich noworocznych postanowień udało się Wam, Kochani, zrealizować?

Mi osobiście żadnego :(.

Zawsze znalazłam sobie jakieś usprawiedliwienie, że coś lub ktoś mi to uniemożliwił, ehhh….

Jednak ostatnio uświadomiłam sobie, że po prostu źle się do tego wszystkiego zabierałam.

Lista moich corocznych postanowień była długa, ale ja sama nie miałam żadnego konkretnego planu ich realizacji.

Zatem co zrobić, by osiągną upragniony cel?

Przede wszystkim musi być on realny..

W moim przypadku, biorąc to, że obecnie jestem kobietą pozbawioną wolności i przebywam w zakładzie karny  :(, nierealnym celem byłoby dzisiaj postanowienie tego, że będę więcej czasu spędzać z najbliższymi mi osobami. Dlatego najpierw trzeba się zastanowić nad tym, czego tak naprawdę chcemy i jak ma wyglądać nasze życie. Koniecznie pod uwagę musimy wziąć to, że większość z nas ma tendencję do odkładania spraw na później – zwłaszcza tych, które nie przynoszą natychmiastowych efektów i wymagają od nas sporego wysiłku.

Pomyśl, Drogi Czytelniku, czy jesteś gotowy na podjęcie się długoterminowego działania. Jeśli jesteś przekonany o tym, że tak, potrzebny jest czas i cierpliwość (u mnie akurat z tą cierpliwością, to różnie bywa). Po dokładnej analizie musimy podzielić realizację naszego celu na etapy. To bardzo ważne, by w połowie drogi się nie zniechęcić. Za każde chociażby małe osiągnięcia wyznaczmy sobie nagrodę. To powinno nas motywować do dalszych działań.

Ja mam mocno ograniczone możliwości – z wiadomych względów, ale Ty, mój Czytelniku, masz wachlarz nagród, którymi możesz się obdarowywać, za każdy etap, który udało Ci się osiągnąć.

Ja podejmuję się wyzwania, jakim jest moje noworoczne postanowienie i działać będę metodą małych kroków. 🙂 Wierzę w to, że uda mi się zrealizować mój cel – mam ich kilka, ale nie wszystko naraz :). Jak to mówią: nie od razu Rzym wybudowano ;).

Z całego serca życzę Wam, Kochani, determinacji, cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do obranych celów.

I pamiętajcie, że nie tylko Nowy Rok jest  chwilą do stawania sobie nowych wyzwań. W każdym czasie możemy wyznaczać sobie cele i do nich dążyć! Nie zniechęcajmy się, gdy coś nam nie wyjdzie. Walczmy do końca, z pozytywny nastawieniem 🙂

Powodzenia, Kochani, niech moc będzie  Wami!

Kicia 83

PS. A może Ty, Drogi Czytelniku, masz jakąś receptę lub sprawdzony przepis na to, by udało się zrealizować noworoczne postanowienie? Może chciałbyś się tym podzielić? Chętnie wypróbuję :).

Pozdrawiam serdecznie, życząc wszystkiego dobrego!

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, wolności! życzy Fundacja Dom Kultury

Zimowa opowieść: dogonić szczęście

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zimowa opowieść: dogonić szczęście

Poranek był mroźny, zza okna widać padający śnieg, patrzę na zegarek godzina 6.10. Dzisiaj ten wielki dzień, wigilia Bożego Narodzenia, a w moim życiu niewiele się zmienia, dzień jak każdy inny, samotność mi doskwiera, taki  los…

Tak niewiele mi do szczęścia teraz trzeba, podobno jaka wigilia taki cały przyszły rok.

Spoglądam na zawartość  portfelika mojego, najbardziej się mieni blask grosika, ach niewiele  posiadam tego majątku swego…

Rozgrzewam się gorącą kawą i wspomnieniami wracam do dobrych czasów, pierwsza myśl, która mnie nachodzi moja ulubiona bajka: Ekspres Polarny.

Mam pomysł. Kończę kawę, biegnę do szafy, szalik, czapka, ciepłe ubrania, notes,ołówek i na dworzec się udaję.

Los…, zdam się na los… niech los za mnie zdecyduje i święta mi zorganizuje…

Z daleka  słychać nadjeżdżający pociąg, gdzie kursuje? Jeszcze nie wiem, wsiadam i szukam konduktora, zapytuję o stację końcową i słyszę Wiedeń. Oh, to nie możliwe myślę sobie, koszta ogromne, muszę szybko wysiadać, konduktor mnie zatrzymuje  i informuje, spokojnie  i  w bardzo przystępnej cenie bilet świąteczny mi oferuje. Dodatkowo opowiada, w ilu miejscach pociąg się zatrzymuje i świąteczny posiłek oferuje. Zadaję sobie pytanie: co mam do stracenia? Kupuję bilet i siadam na miejscu…

Mijamy kolejne stacje, śnieg pada, a na rozkładanym stoliku gorąca czekolada w kubku się pojawia.

Stacja Kraków, wielu pasażerów, wszyscy obładowani, ktoś się do mnie dosiada.

Trzy osoby, starsza para i dziecko wszyscy z zatroskanymi minami w ciemnych, eleganckich ubraniach. Uprzejmie pytają, czy wolne. – Oczywiście- odpowiadam.

Dziecko pyta, kiedy będą w Bratysławie, starszy pan odpowiada – Jeszcze dwie stacje: Cieszyn i Ostrava.

Starsi państwo pytają, czy zerknąć na dziecko przez chwile mogę, muszą zakupić bilety, nie zdążyli przed odjazdem. W Krakowie byli na pogrzebie syna i synowej, którzy zginęli w wypadku samochodowym, odebrali wnuczka i teraz jadą do ich domu do Bratysławy. Oczywiście zgadzam się, dziecko spogląda w szybę, odwraca się i mówi do mnie. – Nie mam już mamy i taty…

– Pobawisz się ze mną kolejką? – pyta ściskając wagonik czerwony. – Tak- odpowiadam. Mija chwila, dziecko prosi, by poczytać mu bajkę. Zaczynam czytać książkę, którą dziecko mi podało„ Ekspres polarny”. Czy  to przypadek? Zadaję sobie w myślach pytanie. Wracają dziadkowie, dziecko śpi w fotelu. Pytają, jakim magicznym sposobem udało mi się je uśpić, wskazuję na bajkę. Dziadkowie zaczynają opowiadać, jaki mają trudny czas, obawiają się jutrzejszego świątecznego dnia, pytają nienachalnie, gdzie się wybieram. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że przed siebie, bo to moje kolejne samotnie spędzone Święta. Nie słyszę żadnych pytań dlaczego, widzę w ich oczach zamiast zdziwienia dużo zrozumienia. Zaczynamy rozmawiać o potrawach, tradycjach, polskich i słowackich, starszy pan na imię ma Vaclav jest Słowakiem z pochodzenia. Zagłusza nas dźwięk dzwonka, to przechadzająca się postać Św. Mikołaja, budzi nie tylko uśmiech na twarzach pasażerów, ale i dziecko śpiące  na przeciw mnie. Jest pierwsza gwiazdka na niebie. W tle Last Christmas  słychać, poczęstunek na stolikach się pojawia, życzenia: Pięknego Bożego Narodzenia. Wszyscy pasażerowie mają sobie coś do powiedzenia, dookoła się rozglądam: pan w kapeluszu, rodzina z milusińskim psiakiem, grono młodych ludzi z nartami, a naprzeciw mnie dziecko, które ma mi coś do powiedzenia. – Czy zostaniesz z nami na święta? – Zaskakujące pytanie, myślę sobie.  Dziadkowie się odzywają i namawiają – Jedno nakrycie puste pozostaje, gości się dzisiaj nie spodziewamy Ja tłumaczę, że mam powrotny bilet. Pan Vaclav na to – My też w drugi dzień świąt do Krakowa wracamy, takie mamy plany.

Nikomu nic nie podaruję, jednak  widząc minę dziecka wiem, że nikt ode mnie prezentów nie oczekuje, więc się decyduję.

Stacja Bratysława się zbliża, Pan Vaclav bagaże szykuje, a dziecko o imieniu Karol na krok mnie nie odstępuje.

Wysiadamy. Za plecami słyszę znajomy głos konduktora – Ta podróż wielu osobom święta uratuje.-

Ze stacji Bratysława do domu moich nowych znajomych się udaję.

Kamienica taka piękna na starówce, parter . – Choinki nie ma – słychać zrozpaczony głos Karola.

Pan Vaclav pocieszającym głosem -Nic się nie martw Karolku kochany, zaraz udamy się na rynek, tam obok bramy. Ciepło ubrani spacerem podążamy, stos choinek ukazuje się przed nami.

Wracając z choinką miasto pięknie oświetlone przemierzamy. Tu pieczone kasztany, tam słodkie obwarzanki, a nad wszystkim aromat gotowanej z cynamonem pomarańczy.

Czy to ilość słodkości, czy pełne oczu Karolka radości, czuję szczęście, że jestem w tym miejscu, w gości.

Śnieg nie przestaje padać, starsza pani na imię ma Joanna, w eleganckim wydaniu, ciepłym głosem  wskazuje mi miejsce przy stole, obok mnie siedzi Karolek.

Mimo smutku pan Vaclav mówi – Zjedzmy pomalutku, dzisiaj odpoczniemy, a jutro na śnieżki się przejdziemy. Uśmiech Karolka bezcenny.

Pan Vaclav do kominka mnie zaprasza, zdjęcia Bliskich wyjmuje, pokazuje i mówi – Nie wiem co teraz będzie z Karolkiem, mnie i żonie sił brakuje.

Pyta, czym na co dzień się zajmuję. Ja szczerze odpowiadam, że mam za sobą zły czas, ale teraz swoje życie kontroluję i mimo utraty Bliskich siły odzyskuję.

Uśmiech szczery  Pana Vaclava powoduje, że znaczenie konduktora słów do mnie jeszcze bardziej przemawia.

– To spotkanie, drogie dziecko, to nie przypadek, dobranoc.-  Tymi słowami pożegnał mnie pan Vaclav. Poranek wita mnie krajobrazem całkowicie pokryty białym puchem. Odwracam się w stronę drzwi, a tam Karolek przygląda się mi i mówi.- Zobacz co Mikołaj zostawił tobie w skarpecie, zobacz.- Zaglądam, a tam klucz i czekolada z karteczką „Serce rodziny i domu tego jest twoje, powtarzaj sobie: Jestem dobrym człowiekiem po przejściach, szczęścia się nie boję„. Myślę sobie, jak ta nieplanowana podróż mnie obdarowuje.

Nagle słychać -Śniadanie gotowe zapraszamy.

Schodzę, pan Vaclav  w czapce Świętego Mikołaja częstuje mnie kawą, jemy śniadanie, rozmawiamy, śmiejemy się  do południa. Karolek czeka z sankami i zniecierpliwiony oznajmia – Jestem już ciepło ubrany, czas na śnieżny marsz.

W świetle dnia  ciągnąc sanki po  białej Bratysławie, pani Joanna i pan Vaclav pokazują, opowiadają bez pośpiechu, spacerują. Zatrzymujemy się na gorące kakao, by nas w ten mroźny i śnieżny dzień rozgrzało. Po dniu na słowackim powietrzu  spędzonym wracamy, ogień w kominku rozpalony.

Z kuchni wychodzimy, by zjeść obiad wspólnie przygotowany, czas na podwieczorek, sernik krakowski, a na to wszystko jak to dziecko, reaguje znudzony czasem posiłku Karolek – Czy  obejrzymy film?

-Oczywiście – odpowiada pani Joanna. Zadowolony Karolek wskazuje nam miejsca na sofie, pan Vaclav zajmuje fotel, cisza w tle, na na ekranie „Ekspres Polarny” pojawia się.

Nie wiem, czy to jawa, czy to sen, ale moje marzenie o pięknych świętach spełnia się.

Drugi dzień Bożego Narodzenia, słyszę stukot do drzwi mojego gościnnego pokoju, domyślam się któż to może być. Nie, to nie Karolek. To pan Vaclav -Przepraszam, że tak skoro świt, czy możemy przy kawie porozmawiać? – mówi z uśmiechem, spoglądam na zegarek jest 9 rano. – Oczywiście. Schodzimy na dół, siadamy w kuchni pan Vaclav podając mi kubek kawy mówi – Dzisiaj muszę jechać z żoną do Krakowa na dwa dni, pozamykać sprawy syna i synowej, by dalej żyć. Karolek jeszcze śpi, jeśli nic ciebie nie goni, czy możesz zostać z nim? Bardzo ciebie o to proszę. Powrót  w tym czasie do Krakowa Karolka nie jest dobrym pomysłem, to dziecko powinno cieszyć się świętami. – Dobrze, jeśli to pomoże – odpowiadam. – Dziękuję, mów mi po imieniu – stwierdza wyraźnie uradowany Vaclav. Kolejne dwa dni upływają nam na spacerach, sankach i zabawie. 28 grudnia jest koło południa czekamy na dworcu z Karolkiem w Bratysławie, kolejka staje, Vaclav z żoną wysiada, wita się radośnie z nami, a za nimi znajomy konduktor szepcze – Święta uważam za uratowane. Wszystkie najcenniejsze prezenty rozdane.

Pozytywna

ŚWIĘTA W WIĘZIENIU…

Choinki z więzienia na Grochowie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Kolejny rok wyroku za mną… kolejne święta w tym miejscu… nie lubię świąt tutaj…brak zapachu świeżej choinki, smażonej ryby, wigilijnej kapusty, pierogów… tutaj  nawet śledź smakuje inaczej – ☹ gorzej…

W niektórych celach staramy się „wspólnymi siłami” organizować uroczyste chwile… stwarzamy „namiastkę” domu: przystrajamy odświętnie (bo obrusem, nie ceratą 😊) blat stołu😊 – czasem uda się nawet zdobyć sianko😊; robimy własnoręcznie imitacje choinek (w tym roku na topie makaronowe rękodzieła!) – jedynym minusem jest to, że nie pachną lasem☹; przyozdabiamy klapy i okna; z dostępnych w kantynie produktów robimy smaczne dania (co nie jest łatwe – uwierzcie😊). To ten weselszy aspekt świąt! Te przygotowania zajmują nam myśli… te o domu i najbliższych, te o popełnionych błędach i ich konsekwencjach, te o straconym czasie…

Ale są też cele, na których po prostu nie organizuje się nic – święta są traktowane jak taki dłuuuugi weekend – NUDA!!! Tam marzy się o tym, żeby jak najszybciej zleciały☹…

To czas wszechogarniającego smutku i tęsknoty za bliskimi, to czas wyciszenia i melancholii, to czas podsumowań i życzeń – czego sobie tutaj życzymy? Przeważnie zapominamy o zdrowiu! 😊 A mówimy o Spokoju i Wolności😊.

A Wam, na zewnątrz, ślemy życzenia:

Zdrowych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia

Cierpliwości (do Nas😊)

Umiejętności wybaczania

Miłości

Niech Wam i Nam się darzy😊!

Bella

Prezent na Święta

Warsztat tworzenia kartek świątecznych przez blogerki w więziennej świetlicy. Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

 

W ramach świątecznego prezentu mogłabym otrzymać długopis. Taki, który nigdy się nie wypisze. Do takiego długopisu chciałabym otrzymać kartkę. Taką, która nigdy się nie kończy. Lubię pisać. Dzięki takiemu prezentowi mogłabym stawiać litery, słowa, znaki, zdania, cały czas bez końca. Odręczne pisanie dzięki braku dostępu do komputera wpadło mi w nawyki i chyba jako taki pozostanie ze mną nawet, kiedy dostęp do komputera przestanie być luksusem. Litera to litery, słowo do słowa zdanie do zdania będę składać w opowieści, których jeszcze nie znam. W sensie, którego jeszcze nie pojmuję. Dzięki wiecznemu długopisowi i nieskończonej kartce uchwycę historię mojego wszechświata. Tylko, kto by chciał czytać? 

Skowronek

Gdybym mogła poprosić o jedną, jedyną rzecz to, co by to było? Hmmm nie, nie wolność, nie dodatkowy talon, nie możliwość dodatkowego widzenia. Możliwość by być takim człowiekiem, za jakiego uważa mnie mój pies :). Nie pamiętam, kto mądry to powiedział, ale zgadzam się z tym w zupełności. I nie ma Cię, gdy moje życie spada w dół. I nie ma Cię gdy wszystko łamię się w pół.

Bella                                                                      

Biorąc pod uwagę ten temat, mogę napisać coś z pogranicza fantastyki- cofnięcie czasu, niczym Dżamper, znaleźć się w innym czasie w innym miejscu i nie trafić tu. Jednak wypadałoby spojrzeć na to realnie prezent, jaki chciałabym otrzymać od losu.. Nie mam wygórowanych pragnień, więc prawdziwym szczęściem i radością dla mnie jest zdrowie i szczęście moich bliskich-mamy, dzieci, babci.. Jako mama pragnę by moje dzieci żyły w szczęściu, zdrowiu i by wszystko u nich układało się dobrze i tak jak tego pragną . I póki tak się dzieje nie wiem czy potrzeba mi czegokolwiek innego. Jedyne czego bym chciała to być z nimi i móc wspierać ich w każdym działaniu. Pragnę by los uchronił ich od zawodów życiowych, od rozczarowania… od błędów, które wywierają ogromny wpływ na resztę życia. Najlepszym prezentem od życia dla mnie jest powrót do rodziny….                                                                                

Diablica                                                                    

Przed świętami Bożego Narodzenia oraz rozpoczęciem Nowego Roku nadchodzi czas refleksji i zadumy czego bym chciała od losu? Hmm odpowiedź jest jedna,…aby najlepszy dzień starego roku, był najgorszym nadchodzącego. Prezentem doskonałym dla mnie będą cudowne dni spędzone z najbliższymi, nieplanowane wakacje, poranna kawa na huśtawce przy domu, spędzenie czasu aktywnie z dziećmi i buziak od męża na przywitanie i dobranoc itd. A na te święta które spędzę w Areszcie prezentem będzie przyjezdna atmosfera na celi i oczywiście pomoc przy robieniu Tiramissu, sernika czy śledzi z rodzynkami.

Blondi                                                                      

 Chyba największym prezentem od losu, który mogłabym dostać, to chyba większy „łut szczęścia”. Szczęścia, ponieważ uważam że ono omija mnie szerokim łukiem i nie pisze tu mając na uwadze to że jestem w więzieniu, bo to akurat traktuje jako szanse od losu, który uratował moje życie, a raczej zgliszcza, które mi pozostały. Mówiąc szczęście mam na myśli partnerów, których do tej pory miałam, szczęście wśród którym mogłam się rozwijać a nie trwać w tzw”pauzie” życia, spowodowanej brakiem możliwości wyboru drogi. Najgorsze jest to że nigdy nie ma dobrego momentu, zawsze jest zbyt wcześnie albo zbyt późno zawsze więc szczęście większa jej porcja byłaby dla mnie prezentem od losu największym i bycie dobrym miejscu i dobrym czasie.

No Name

Życzenia

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wesołych i zdrowych Świąt Wielkanocnych życzą blogerki.

Dobre cechy, złe cechy. Bagaż doświadczeń.

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Zacznę może od tego, że mam duży dystans do siebie i jestem względem siebie bardzo krytyczna.

Przeszłam bardzo dużą zmianę w swoim krótkim, aczkolwiek wielobarwnym życiu. I właśnie z tego tytułu uważam, że mam dość spory bagaż. W pewnym momencie było go tyle, że aby iść do przodu, musiałam swój „plecak” schować „do szafy”, bo jego ciężar ciągnął mnie w tył, i mimo że szłam do przodu (a przynajmniej tak myślałam), to i tak stałam w miejscu.

Grzebanie w przeszłości i oglądanie się za siebie nie pomaga, a wręcz przeciwnie. Trudno, nie mam żadnego wpływu na to, co się stało; to już było i minęło. Teraz kształtuję swoją przyszłość.  Decyduję już nie tylko o osobie, ale też o mojej rodzinie (mam dwóch cudownych synów i męża).

Wszystko, co w życiu zrobiłam, czegoś mnie nauczyło. Wiele cech „złych” przekształciłam w „te dobre”. Osobiście uważam, że każda cecha ludzka jest po prostu cechą, np. dzięki zawziętości,  upartości osiągam w życiu wyznaczone sobie cele, a dzięki współczuciu i empatii zaskarbiłam sobie sympatię i miłość bliskich mi ludzi.

Jak każdy człowiek mam wady i zalety. Ja widzę siebie inaczej, ktoś mnie odbiera inaczej.

Nerwowość. Dzięki temu, że gdy się zdenerwuję, to sobie pokrzyczę, daję ujście złym emocjom,  którym łatwo się poddaję.

Wrażliwość. To cecha, która często mnie gubi. Jestem dość emocjonalną osobą i tak łatwo jak się denerwuje i wybucham, tak łatwo też się wzruszam. Nie potrafię też być obojętna na krzywdę, co często jest wykorzystywane przez ludzi. Wtedy czuję się krzywdzona i zastanawiam się, „co jest ze mną nie tak?”.

Jeśli kocham, to kocham szczerze.

Lubię siebie i akceptuję to, jaka jestem. „Nie jestem zupą pomidorową, żeby każdy musiał mnie lubić”.

Często gubi mnie moja emocjonalność. Pod wpływem emocji robię różne głupie rzeczy i czasem nie zdaję sobie sprawy z tego, że złym słowem mogę kogoś zranić. Oczywiście później tego żałuję. Czasem nawet jest mi z tego powodu przykro. I tu się wyłania „zła wada”: mam problem z przepraszaniem. Nad tym muszę jeszcze dużo popracować.

Często zastanawiam się nad tym, czy jestem dobrym, czy złym człowiekiem. I nie mówię tu o stosunku do rodziny czy do swoich dzieci (bo dla nich staram się być najlepsza, taka na sto procent), ale o swoich relacjach z resztą świata.

Za „dobrą cechę” w sobie uważam to, że można na mnie polegać jako na przyjacielu, gdyż można na mnie liczyć w wielu sytuacjach. Jestem szczera i otwarta, pomocna i życzliwa. To na pewno jest we mnie dobre.

Pozdrawiam

 Nena

 

 

 

Równouprawnienie

 

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury.

 

Ostatnie zajęcia ze studentkami … o prawach kobiet przypomniały mi takie zdarzenie sprzed kilku lat. Przyjechałam z innego zakładu i na start dostałam fatalne ręczniki; było po 16-tej, więc nie miałam z kim porozmawiać o ewentualnej wymianie. Czekałam tydzień na tzw. wymianę pościeli, która odbywa się na oddziale. Przez ten czas zwyczajnie wycierałam się podkoszulkiem, przecięłam go po bokach i miałam swój bawełniany ręcznik. 😊

Nie miałam szczęścia i tym razem – dwa dostałam wyglądające jak sito. Osadzeni jak nie mają nitek, to wyciągają z ręczników. Zapisałam się w tej sprawie do osoby „z góry”, by wyprosić choć mały prywatny ręczniczek, odwoływałam się do potrzeb i kobiecych dni, ale usłyszałam: „To nie mężczyźni walczyli o równouprawnienie.”

– Pełnoletnia –

P.S. Dziś mam swój mały ręcznik, dziś ręczniki mają więcej nitek, bo osadzeni dostają zgody na posiadanie przyborników. 😊