

Myślę, że ten właśnie konkretny dzień zapamiętam do końca życia,
choć w mojej pamięci jest to obecnie wyjątkowo mgliste i niekompletne wspomnienie…
Do więzienia trafiłam w bardzo młodym wieku (nie ma się tu czym chwalić – swoje młodociane życie rozpoczęłam z ogromnym przytupem…), gdyż w momencie zatrzymania ledwo co ukończyłam siedemnaście lat. W pierwszej kolejności zostałam umieszczona przez Sąd w Schronisku dla Nieletnich, skąd po czterech miesiącach przewieziono mnie bezpośrednio do Aresztu Śledczego w Warszawie – Grochowie.
Ten czteromiesięczny pobyt w schronisku, poprzedzający czas, w którym trafiłam do celi przejściowej na warszawskim Grochowie był dla mnie w pewnym stopniu swoistym „rytuałem przejścia”, który mógł mnie co nieco przygotować do odbywania kary w izolacji penitencjarnej.
Myślę, że dzięki Schronisku dla Nieletnich, moment w którym trafiłam do więzienia nie był aż tak traumatyczny, co w przypadku, gdybym została bezpośrednio wyrwana z mojego Rodzinnego domu – dziecięcego świata, pełnego pięknych perspektyw oraz wielkich marzeń, mojego malutkiego, przytulnego gniazdka – otulonego Rodzicielską Miłością – infantylnego świata, w którym brak jest miejsca na niebezpieczeństwa świata zewnętrznego. Mimo wszystko wspomnienie z sierpnia 2020 r., w którym zamknęła się za mną brama do wolności, ze względu na okoliczności jest niekompletne.
W przebłyskach poszczególnych klatek oraz migawek odnajduję w swoim wspomnieniu moment wjazdu na teren Aresztu Śledczego w Warszawie – Grochowie.
W pierwszej kolejności powitał mnie Magazyn Depozytowy, potocznie zwany „dziewiętnastką”. Zostałam zamknięta w pomieszczeniu „z okienkiem” , na które mówi się tu „sieczkarnik”, zrobiono mi tu zdjęcie niezbędne do wyrobienia „celówki” – czyli swego rodzaju karty identyfikacyjnej, zawierającej zdjęcie osoby osadzonej oraz opis znaków rozpoznawalnych i szczególnych wraz z rysopisem.
Następnie zostałam zaproszona do drugiego, nieco mniejszego pomieszczenia, gdzie osadzona zatrudniona w magazynie musiała opisać w mojej nowo utworzonej karcie depozytowej każdy element mojego ubioru oraz wszelkie rzeczy prywatne, które na tamtą chwilę przy sobie posiadałam. Gdy osadzona skończyła szczegółowo wszystko spisywać, została mi wydana cała „wyprawka”, czyli rzeczy „kadzienne” (skarbowe), które są mi w tym miejscu niezbędne, tzn. 2 gryzące koce skarbowe, 2 prześcieradła, poduszkę, poszewkę, platerkę (ścierkę do naczyń), 2 ręczniki, platery (talerz, miska, kubek i „sztućce” -wszystko to plastikowe) oraz zielony mundurek. Do tego otrzymałam najpotrzebniejsze środki higieniczne, takie jak: podpaski, szczoteczkę do zębów, 2 rolki szarego papieru toaletowego oraz 2 kostki białego mydła.
Jednym z najgorszych wspomnień z tamtego dnia był fakt, że to wszystko co wyżej wymieniłam musiałam przenieść za jednym razem z Magazynu Depozytowego na oczekujący na mnie oddział mieszkalny, dodając do tego wszystkie rzeczy, z którymi przyjechałam. Miałam taki komfort, że wcześniej przebywałam we wspomnianym schronisku, wiedziałam co mnie czeka i zawczasu mogłam przygotować się do pobytu w areszcie.
Zabrałam więc ze sobą torbę sportową, do której uprzednio spakowałam trochę najpotrzebniejszych ubrań i mały sportowy plecako-worek. Przygotowałam sobie torbę z jedzeniem, artykuły chemiczne i kilka kobiecych „gadżetów”, na które zezwala tutejszy porządek wewnętrzny (regulamin), małą kosmetyczkę oraz malutki półlitrowy czajnik elektryczny. To wszystko ułatwiło mi to samotny pobyt w monitorowanej celi przejściowej. Była to cela, w której ze względu na mój „młodociany” wiek oraz status osoby niepalącej musiałam przebywać samotnie.
Myślę, że w mojej sytuacji samotność była wskazana. Na tym etapie mojej „drogi” osobiście wolałam zostać sama ze sobą i swoimi myślami.
Pamiętam, że w tamtym okresie większość czasu przesypiałam. Zastanawiałam się również, czym są posiłki, które zostawały mi wydawane trzy razy dziennie.
Najciężej było mi przetrwać z wykańczającymi mnie myślami, dotyczącymi moich Rodziców, mojej Rodziny. Wiedziałam jak strasznie się o mnie zamartwiają, a przecież w tamtym czasie nie miałam możliwości, aby chociażby do nich zadzwonić. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach, analizował wszystko co w ostatnich dniach oraz miesiącach wydarzyło się w moim życiu.
Ogólnie w celi przejściowej pozostaje się do dwóch tygodni.
Myślę, że spokojnie można by nazwać tamten miniony czas „wegetacją”, jednak mimo wszystko mój mózg przyswajał do wiadomości wszelkie informacje dotyczące zasad, jakie w tym miejscu panują.
Pamiętam, że już pierwszego dnia bardzo dokładnie przewertowałam porządek wewnętrzny, który wręczyła mi Pani Oddziałowa, lecz na tamtym etapie,w mojej ówczesnej sytuacji naprawdę ciężko było mi się na czymkolwiek skupić, gdyż były to chwile „przekoczowania” najcięższych dni mojego życia oraz czas adaptacji i chwila na odnalezienie się w nowej, niezwykle ekstremalnej sytuacji.
Od tamtego pamiętnego dnia minęło już 6 lat. Wszystko co najgorsze przeminęło.
Wiem, że aktualnie moje życie toczy się w Areszcie Śledczym w Warszawie-Grochowie.
Tutaj rządzi się ono swoimi prawami, lecz mam tu swoje miejsce.
Z czasem łatwiej to zrozumieć. Jeśli chcemy przetrwać – możemy to jedynie zaakceptować.
Zara
Sfinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.


Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001










