Mój inny świat

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Kiedy przekroczyłam próg więzienia, już wtedy wiedziałam, że wkraczam do innego świata. Świata, którego nie znam. Świata, który jest mi obcy. Świata, którego się boję. Nie wiedziałam co mnie czeka, czy się odnajdę i czy dam sobie radę. Wszystko dookoła było przerażające i obce. Pierwsze dni/ tygodnie były dla mnie bardzo trudne. Dźwięki zamykanej klapy, brzdęk kluczy wywoływały u mnie olbrzymi niepokój. Każdego dnia wzmagały się myśli destrukcyjne, z każdą godziną zapadałam się w jeszcze większej wewnętrznej ciszy. Ciszy, w której życie się cudownie wydłuża, a jednak człowiek marzy o śmierci, bo wyobrażenie sobie wieczności w tej ciszy grozi szaleństwem. Wiedziałam jednak, że skoro jestem między ludźmi, w nowym nieznanym świecie to muszę wypracować jakąś zasadę współżycia. Każdy z nas ma przecież swoje doświadczenie, swoją pamięć, swój lęk i ból… W końcu postanowiłam się nie izolować, żyć pośród ludzi i z ludźmi. Uznałam, że samotność jest iluzją, w której nie mogę się zatracić. Kiedyś w książce Katarzyny Nosowskiej przeczytałam, że „(…) kiedy człowiek znajdzie się w czarnej dupie, to chętnie w niej pozostanie, jeśli tylko będzie miał towarzystwo”. Idąc w ślad za tymi słowami, otworzyłam się na ludzi, zaczęłam słuchać i być słuchana. Powoli uczyłam się nowych pojęć – języka więziennego. Dowiedziałam się, że stołek to fikoł, miska to dołek, a ścierka do naczyń to platerka. Dzięki temu zrozumiałam czym jest mandżur (koce, poduszka), kostka (jak wcześniej) czy wybicie się na klapę (pytanie do Oddziałowej). Nauczyłam się zagospodarować sobie czas wolny, spędzając go na malowaniu, haftowaniu czy robieniu na drutach. Z czasem przestałam liczyć dni pozostające mi do opuszczenia ZK. Zrozumiałam, że czas nie istnieje, a tykanie zegara to zaledwie jeden z dźwięków, które docierają do mojego ucha. Dużym problemem było dla mnie radzenie sobie z tęsknotą za bliskimi. Brak przy sobie męża i dziecka sprawiał ból, z którym ciężko było sobie radzić w codziennym życiu. Z czasem jednak stawałam się silniejsza, a moją siłą stawali się moi bliscy, stający za mną murem. Doceniłam ich rolę i postanowiłam żyć po pierwsze dla nich, po drugie dla siebie. Cały czas waham się jaka powinna być poprawna kolejność.
Kiedyś przeczytałam, że smutek to ściana pomiędzy dwoma ogrodami. Mi w końcu udało się odnaleźć łączącą je furtkę. Są nią ludzie.
Dziś wiem, że nie wolno się poddawać. Czas, który spędzę w ZK w końcu się skończy. Nie chcę, żeby był to czas stracony, chcę z niego jak najwięcej skorzystać, pobierając naukę od ludzi, z ich historii. Wiesze w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny i z tej trudnej lekcji, też uda mi się wyciągnąć wnioski, które pomogą mi przejść przez resztę życia.


Marika



Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

3 thoughts on “Mój inny świat

  1. Witaj Marika !
    Przeczytałem Twoją opowieść.
    Niewątpliwie jest dużą tragedią znaleźć się w ZK.
    Ale miło, że nie załamałaś się psychicznie i znalazłaś sposób na przetrwanie tego trudnego okresu.
    Piszesz, że malujesz, szydelkujesz – więc pewnie masz duszę artysty. Żałuję, że nie mogę zobaczyć tego co namalowałaś.
    Pozdrawiam i życzę samych radosnych dni.

  2. Witaj! To prawda, że nie warto się poddawać. Ja także przeżyłam dwa lata w tym miejscu i dałam radę. Choć trzeba przyznać bywało ciężko. Jedyne czego się tam nauczyłam to cierpliwość. Zastanawia mnie tylko to co napisałaś o nauce od ludzkich historii tam. Bo z tego co ja się przekonałam to większe pół z tych opowieści mija się totalnie z prawdą, ze sporej części nie da się czerpać gdyż są totalnie mało resocjalizacyjne ( jeśli coś takiego jak resocjalizacja w ogóle istnieje ). Przez dwa lata tylko kilka osób, które mogę policzyć na palcach jednej ręki coś wniosły do zwykłego koczowania tam. Pozdrawiam Cię serdecznie . A wiedzę w tym miejscu polecam czerpać z książek, czasopism. Satysfakcję z pracy jeśli uda Ci się ją tam dostać. No i jeszcze Ci życzę, że gdy już dostaniesz tą pracę ( jeśli w ogóle będziesz chciała) nikt Ci przysłowiowej świni nie podłoży. Życie tam jest niebywale zaskakujące. Trzymam kciuki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *