A
bardziej poważnie: znany Brytyjczyk stwierdził, że system
demokratyczny jest wielce niedoskonały, ale póki co nie wymyślono
niczego lepszego. Moim zdaniem wymyślono, ale człowiek nie przetrwa
do tego stadium rozwoju.
Temat
nieskończenie obszerny z dziedzin nie tylko humanistycznych. Słowami
kluczowymi dla mnie jest: kompromis, tolerancja, elastyczność i
inne cechy w naszym społeczeństwie o utopijnym charakterze.
Polacy
zresztą nie mają poważnego doświadczenia z demokracjami.
Przykład
demokracji, konkret: 5 osób na celi – ja i czterech innych.
4 osoby
to „zwykli” osadzeni.
Ja
najstarszym stażem. Staram się wprowadzać demokratyczną
sprawiedliwość.
1
osadzony to osoba z folkloru grypsujących.
3
osadzeni zwykli wzięli mnie na stronę twierdząc: „musimy się
pozbyć kobyły”. Ja na to: „konie są spoko”.
Nic nie
miałem do „grypsującego”, G. Super się dogadywałem,
szanowałem jego zasady i poglądy, ale zarazem jasno mu tłumaczyłem,
że rozumiem, ale nie ze wszystkim się zgadzam.
Ale
była demokracja: 3 jest za, JA i G., jesteśmy przeciw. Wygrywa
większość. I ta trójka mówi do mnie: „to idź, Arek i powiadom
wychowawcę, my już byliśmy i powiedzieliśmy o naszym zdaniu”.
Poszedłem.
Okazało się, że nikt z tych 3 nie był u wychowawcy. Kpiono i
wyzywano mnie, że poszedłem podpier***. Kobyła zniknęła, a przez
„normalnych” na koniec zostałem oszukany i okradziony.
OWSIK
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Aby
podejmować decyzje dotyczące określonej grupy, należy ustalić
priorytet. Np: wspólne dobro. To cel, wokół którego zjednoczymy
się w dążeniu do jego osiągnięcia. Poprzez współdziałanie w
tej określonej domenie. Jeżeli będzie to współdziałanie
skoordynowane i umożliwimy każdemu zainteresowanemu określenie
się, ustosunkowanie względem jego opinii, poglądu, czy potrzeb
wypracujemy możliwie najlepszy plan działania. Na tej podstawie
możemy wybrać najlepszy, najbardziej właściwy punkt widzenia i na
tym oprzeć działania.
Przyjęcie
tych reguł pozwoli na sprawne i sprawiedliwe osiągniecie celu
postawionego grupie. Na pozór to nic trudnego, jednak bez chęci
współdziałania i otwartości na indywidualne poglądy może okazać
się nieosiągalne… Korzystajmy z prawa do głosu i słuchajmy co
mają do powiedzenia inni.
Wspólnym
dobrem dla grupy może być zdolność do samoustanawiania schematów
działania danej grupy. To ma na celu umocnienie i scementowanie
więzi, które tę grupę stanowią. Nie zapominajmy o tym, że
demokratycznych reguł nie można stosować jednoosobowo.
Rafael T. Bezpański
Demokracja
bezpośrednia jest utopią. Człowiek jest istotą stadną, a stado
ma zawsze przywódcę. Niemożliwe jest podejmowanie wszystkich
decyzji “referendalnie”. Uważam, że każdy człowiek jest w
różnym stopniu – ale jest- egoistą, a egoiści wolą sami
podejmować decyzje, zwłaszcza bezpieczne!
Istnieje
również cecha człowieka taka jak strach, ta cecha skłania część
społeczeństwa lub jednostki do oddania decyzyjności innym (tzw.
trudne decyzje).
Wiedza jest
także kryterium podejmowania decyzji. Racjonalizm podpowiada nam,
aby w pewnych dziedzinach, w których nasza wiedza jest ograniczona
,oddać decyzyjność tzw. specjalistom w danej dziedzinie.
Maniek
Wspólne
decydowanie jest to w tutejszym miejscu dość trudne, często
dominuje tutaj liczba lat pobytu, status przestępczy, status
finansowy, siła, autorytet przestępczo-więzienny, autorytet
życiowy.
Porozumienie
jest możliwe podczas wspólnego ustalenia wewnętrznych zasad
panujących w danej celi mieszkalnej (głosowanie, każdy się może
wypowiedzieć).
Porozumienie
może być trudne w przypadku, kiedy ktoś ma z czegoś jakąś
osobistą korzyść.
Rozbieżne
charaktery utrudniają wspólne decydowanie, ale to wszystko to
indywidualny przypadek danego grona osób.
Czasami z
niesprawiedliwością osadzeni się po prostu godzą, zetknąłem się
z takim problemem. Była to forma bardzo inteligentna, umiejętnie
zainicjowana, która trwała dłuższy czas. Była to forma nękania
kogoś, przymuszania do określonego zachowania, o czym się
dowiedziałem po jakimś czasie i za wszelką cenę postanowiłem się
z tym problemem zmierzyć. Nie było to łatwe zadanie, ale
doprowadziłem do sprawiedliwego podziału między osadzonymi. Choć
jest tu grono osób, którym się to nie podoba, ponieważ utracili
swoje przywileje, ale teraz są wszyscy “JEDNAKOWO” traktowani.
Są zadowoleni i nie zadowoleni.
MP82
Podejmowanie
decyzji jest zależne od danej sytuacji, w której się znajdujemy i
czy mamy doświadczenie w danej dziedzinie. Wolę samodzielnie
podejmować decyzje, lecz czasem jest to niemożliwe i trzeba
zasięgnąć opinii innych, żeby wybrać najlepsze rozwiązanie,
ponieważ nikt nie wie wszystkiego, poza tym ludzie mają różne
spojrzenie na daną sytuację. Dlatego dobrze jest spojrzeć okiem
innych osób i podjąć decyzję razem.
Wiśnia
Wspólne
dobro jest to podejmowanie decyzji, które będą pasowały jednej
osobie lub grupie osób, np. wspólny remont domu z żoną, ma być
ładnie, funkcjonalnie i pasować jednej i drugiej osobie. Czyli po
podjęciu wspólnej decyzji, dla wspólnego dobra.
Jak
decydujemy razem
– musimy
znaleźć wspólny kompromis,
– musimy
znaleźć większość,
– głosujemy
– gry (kto
wygra, decyduje), np. oglądanie telewizji (kto ma pilot, decyduje
????),
– w dniu
dzisiejszym wyłączamy światło (nie muszę wtedy ściszać radia),
– odbieram
śniadanie, bo pierwszy wstaje ????,
– trzeba
znaleźć wspólne zainteresowania (sport, literatura, filmy),
– a najpierw
decydować samemu ????
GAL
Najważniejsze
jest ustalenie zasad zgodnych z regułami, na które zgodzą się
wszyscy uczestnicy grupy. Zasady te zostaną zaakceptowane przez
wszystkich. Wybór tych zasad odbędzie się na podstawie głosowania,
powstanie zestaw zasad, a wynik tych zasad będzie akceptowany przez
ogół.
W
procesie podejmowania decyzji u mężczyzn najważniejsza jest odwaga
w jej podjęciu. A ta odwaga wynika z wiedzy, kompetencji i
umiejętności osoby, która decyzję podejmuje. Podejmując decyzję
osoba ta jest świadoma skutków jakie będzie ona miała, jak na
nią wpłynie, jak wpłynie na otoczenie oraz jakie będą implikacje
wynikające z tej decyzji.
Samo
podjęcie decyzji jest już aktem odwagi, bo została ona podjęta,
jakakolwiek by ona nie była. Ocena tej decyzji pozostaje w
kompetencji świata zewnętrznego. Co się stanie, to się stanie,
ale decyzja została podjęta i czyn został wykonany (na podstawie
tej decyzji). A osoba miała tą odwagę aby
ją pojąć!!!
Piotr
Moim zdaniem
wspólna decyzja nie zawsze wychodzi, zależy gdzie i z kim w danej
sytuacji się znajdujemy… czego wspólne dobro ma dotyczyć. Każdy
człowiek ma odmienne zdanie, dlatego zawsze będzie ciężka droga
do tego, aby podążać do jednego celu i ten cel zrealizować,
ponieważ zawsze coś stanie ku temu na przeszkodzie. To wszystko co
mam do powiedzenia o wspólnej decyzji.
Dawidek
Teksty powstały na zajęciach prowadzonych przez Agatę Czarnacką w więzieniu w Areszcie Śledczym Warszawie – Białołęce.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
A teraz drodzy czytelnicy napiszę Wam
coś od siebie bo jestem nowa na tym blogu, więc napiszę coś o
sobie, czym się zajmuję i interesuję. Zajmuję się medytacją i
kronikami Akaszy. Pewnie jesteście ciekawi na czym to polega. A
więc, medytacja polega na tym, iż ćwiczy się spokój i równowagę
a kroniki Akaszy polegają na tym, że otwierasz przy tym wszystkie
swoje czakry, może trochę więcej Wam opowiem i wprowadzę, byście
wiedzieli o czym mówię!
Zacznijmy od medytacji, która pomoże
Wam się zrelaksować, osiągnąć spokój i równowagę. Moją
inspiracją do tego typu rzeczy, jest to, że bardzo pomaga w
wyciszeniu się i wrócić do równowagi psychicznej i fizycznej.
Pokażę Wam ćwiczenie, które możecie wykonać same, więc
zacznijmy od ćwiczenia pod kątem medytacji.
Możesz odsłuchiwać nagrane własnym
głosem wskazówki lub poprosić kogoś zaufanego, aby je odczytał w
trakcie wykonywania przez Ciebie ćwiczenia (medytacji). Ćwicz
powoli.
– Usiądź prosto ze stopami
przylegającymi płasko do podłoża.
– Ręce połóż na kolanach.
– Sprawdź czy Twój kręgosłup jest
prosty.
– Odetchnij kilka razy bardzo powoli i
głęboko.
– Wdychając powietrze nosem, wyobraź
sobie, że wciągasz energię z podstawy kręgosłupa, prowadząc ją
w górę, aż do szczytu głowy. Pozwól swojej energii podążać za
świadomością.
– Oddychaj z intencją zrelaksowania
się i odpuszczenia, kiedy oddzielasz umysł od ciała.
Następnie powtórz to powoli, nie ma
pośpiechu, bo nie musisz być nigdzie indziej, po prostu ciesz się
tą chwilą i bardzo powoli wykonaj to ćwiczenie, pamiętając o
wykonaniu głębokiego wdechu.
Czym jest Akasza?
Pewnie zastanawiacie się jakie jest
znaczenie Akaszy, to już Wam mówię.
Pozwólcie mi najpierw wyjaśnić, że
kroniki Akaszy nie są elementem jakiejś konkretnej religii.
Wzmianki o kronikach występują w wielu religijnych pismach
wywodzących się z hinduizmu, teozofii, buddyzmu, chrześcijaństwa,
judaizmu oraz neopogaństwa. To dowód, że kroniki Akaszy są
duchowym medium, przekraczającym granice religii. W sanskrycie
Akaszy oznacza eter, który mieści w sobie wszystkie materialne i
metafizyczne, niematerialne substancje.
Co oznacza to dla nas?
Energia i esencja wszystkiego zawarta
jest w polu kronik Akaszy. Rzeczy materialne posiadają, jak istoty
ludzkie, książki, drzewa a nawet pieniądze. W skład rzeczy
niematerialnych wchodzą nasze myśli, energia, emocje, kreacje oraz
energie wszystkich rzeczy materialnych. Innymi słowy w polu kronik
jest fundamentem i esencją wszelkich rzeczy. Energia Akaszy istnieje
w nasz wszystkich – we wszystkim co żyje.
Z racji wzajemnego połączenia z
wszelkim życiem, jesteśmy w stanie podłączyć się do wymiaru
kronik i uzyskać z nich informacje na dowolny temat.
Połączenie ze swoimi kronikami Akaszy
jest wyrazem intencji. Powinieneś być w stanie podnieść własną
energię do poziomu ósmej czakry i utrzymać wibrację na tym
poziomie cały czas będąc w komunikacji.
Podczas łączenia się ze swoimi
kronikami, możesz mieć intencję otrzymania, prowadzenia i
odpowiedzi wspierających Cię w życiowej wędrówce. Niektórzy
pragną znaleźć więcej spokoju lub poznać cele swej duszy.
Właściwie nie ma to znaczenia jakie masz intencję, pod warunkiem,
że są one świadome i szczere – co oznacza, że zdajesz sobie z
nich sprawę.
Co to znaczy dla Ciebie
jako uczestnika takiego kursu ?
Oznacza to, że dostęp do kronik
Akaszy nie jest częścią ani nie jest zależne od jakiegokolwiek
systemu wierzeń. Jest raczej zdolnością, którą możesz uzyskać.
Nie ma znaczenia czy rozumiesz w jaki sposób to działa. Wystarczy,
że wyrazisz chęć nauczenia się tej umiejętności. Podobnie jak
wszyscy żyjemy poddani prawu grawitacji, choć nie zdajemy sobie
sprawy z zasady jego działania. Wszyscy też mamy możność i
odwieczne prawo do tego aby połączyć się ze swoimi kronikami
Akaszy, bez potrzeby zrozumienia naukowych szczegółów. Oto kilka
sposobów pomagających w uziemieniu.
– Spożywanie zdrowego i naturalnego
pożywienia.
– Uprawianie sportów, jogi, tai chi
itp.
– Pielęgnacja ogrodu.
– Chodzenie boso czy śpiewanie.
Praktykowanie wszystkiego co prowadzi
do zrównoważenia pierwszej i drugiej czakry, poprawia uziemienie
oraz otwiera wszystkie czakry, a jest ich osiem. Nieliczni umieją
otworzyć u siebie lub innych czakry i je z powrotem zamknąć przez
kroniki Akaszy.
A więc wiecie już czym ja się
zajmuję i interesuję. Jeżeli macie, Czytelnicy bloga jakieś
pytania lub uwagi, to śmiało pytajcie, piszcie.
Mysza
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Zajęcia
z Justyną D.S. i wszystkimi osobami, które je prowadzą u nas,
zmotywowały mnie do napisania o mojej historii życia. Będzie to
krótki przekaz, ponieważ będziecie mieli możliwość jeszcze nie
raz w pełni ją usłyszeć, bo po wyjściu z AŚ/ZK mam w planach
przekazać swoje doświadczenie życiowe młodszym pokoleniom, aby
dowiedziały się, jak można łatwo popełnić błędy i jak potrafi
dotknąć życie bez względu na to, w jakim środowisku przebywamy.
Zanim
zagłębisz się w moją historię, weź sobie te słowa niżej do
serducha!
Zamiast
mnie osądzać i oceniać moje życie, włóż buty, przejdź
ścieżki, które ja przeszłam, przeżyj moje bóle, smutki i
cierpienia… Wytrzymaj tyle, ile ja wytrzymałam, upadnij tam, gdzie
ja upadłam i podnieś się tak samo, jak ja się podniosłam. Kiedy
już naprawdę poznasz moją historię, będziesz miał prawo, żeby
oceniać moje życie, tylko myślę, że może Cię to przerosnąć!
Od
dzieciaka miałam ciężko, bo rozbita rodzina i miłości garść
niewielka. Rozbita rodzina to mało powiedziane – stracone młode
lata, bo w ośrodkach i bidulach przesiedziane. W domu alkohol i
przemoc, coraz bardziej buntowałam się. Od szóstego roku życia
żyłam w wielkim strachu, moja Kochana Mamusia leżała w śpiączce
w szpitalu. W końcu po pięciu latach stało się najgorsze – na
zawsze ją straciłam. Rodzina zastępcza to nie to samo, nawet
Prababcia i dalsza rodzina nie dawała sobie ze mną rady – ja
wiem, że gdzieś tam jesteś, tęsknię za Tobą, Mamo!
Ojca
praktycznie nie miałam, bo większość mojego dzieciństwa w
kryminałach przesiedział.
W
końcu kolejna rodzina zastępcza. Wujek był wojskowym, tak bardzo
chcę o tym zapomnieć. Szczerze go nienawidzę, ale muszę o nim
wspomnieć.
Kieruję
to do Ciebie, ty chory pajacu! Jak mogłeś tak bardzo bić małe
dziecko?! W tym wersie nie będę się za bardzo rozwijać na Twój
temat, bo nie jesteś nawet tego wart, ale parę słów sobie
zapamiętaj. Kiedy trafisz do piekła, mój diabeł Cię nie pominie.
Będziesz smażył się w smole srogo, tego żałował. Pomyślisz
wtedy o mnie i będziesz wspominał moje słowa.
Do
dziś pamiętam, jak uciekałam z domu i szukałam pomocy. W końcu
się udało i wyciągnęłam też rodzeństwo z tego piekła.
Potem
złe towarzystwo, inaczej być nie mogło, wychowana tak naprawdę
przez brudne ulice. Bardzo zbłądziłam i nikt nie umiał mnie
powstrzymać, nawet rodzeństwo i dobrzy przyjaciele rodziny. Miałam
12 lat, jak zaczęłam próbować, jak smakują używki. Alkohol,
narkotyki, popełniałam już pierwsze przestępstwa, tak bardzo
załamałam się po śmierci Mamy. Nic mi nie pomogło! Brakowało mi
ciepła, wsparcia, prawdziwej rodziny. Ja tak nie chciałam żyć,
przeklinałam urodziny, ciągle przez organy ścigana, bo żyłam na
gigancie. Uciekałam z biduli do mojej schorowanej prababci, aby przy
niej być i pomagać.
Miałam
15 lat, gdy trafiłam do MOW-u. Troszkę się ogarnęłam, ale to
było za mało, więc na nogi nie stanęłam.
W
2016 roku znów kolejna tragedia – ukochana prababcia też stanęła
u bram nieba. Ona była dla mnie wszystkim, zawsze mnie broniła,
zostały tylko siostry, za które też stanę murem, mimo że są
bardzo chore. Nikt nie ma prawa ich dotknąć, pobić, obrażać,
wyśmiewać z powodu chorób, chyba że chce mieć ze mną na pieńku.
Coraz bardziej zaczęłam się podnosić, aż w końcu się udało!
Trener
Kuba, którego poznałam, dotarł do mnie z czasem. Traktowałam go
jak ojca, mogłam zawsze na niego liczyć. W końcu odkryłam swoje
pasje – zapasy i trójbój siłowy. Ogólnie poszłam w sport całą
sobą. A trójbój siłowy to moja pasja – nie bez powodu trafiłam
do klubu Tytan Team Łódź. Ciężko w MOW-ie trenowałam, tak się
oddałam mojej pasji, że zostałam dwukrotną mistrzynią Polski i
jednokrotną mistrzynią Europy. Jako junior! Z czasem wstąpiłam do
wolontariatu dzięki pewnej wychowawczyni, bo pragnęłam pomagać
innym dzieciom. Co tydzień byłam w szpitalu Fundacja Krwinka dla
Dzieci z Chorobami Nowotworowymi. Dobrze to wspominam, mimo widoku
cierpiących dzieci.
Kiedy
wyszłam z MOW-u, to długo nie minęło i zaczęłam znowu odwalać.
Powrót na stare śmieci nie był dobrym pomysłem. Nawet daleka
rodzina się mnie wyparła i musiałam sama sobie radzić. Bracia, o
których nie wspominam, byli w kryminale. Musiałam liczyć tylko na
siebie.
Picie,
pobicia, kradzieże, damski bokser – przy tym ciągle mi serce
krwawi, bo chodzę z nożem wbitym. Mężczyzną Cię nie nazwę
nigdy.
Szczerze,
ja się cieszę, że jestem w kryminale, bo odcięłam się od
wszystkiego. Miałam nieskończone 20 lat, jak tu przyszłam i do
dzisiaj tu tkwię. Jeszcze trochę i wyjdę, zacznę nową drogę.
Jak to piszę do was, mam 24 lata i bardzo się cieszę, że mogę
poznawać dobrych ludzi uczestnicząc w zajęciach – po wyjściu
będę utrzymywała kontakt z Fundacją Dom Kultury.
Chyba
na tyle wystarczy, nie będę was zanudzać. Trzymajcie się!
Misia Mała
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty! Cóż
za złudne słowa ☹ !
Niedawno był pierwszy dzień wiosny… A ja nie myślę nawet
wystawić spod koca swojego zmarzniętego „NOSA”!
Rano, gdy wstaję, moja pierwsza myśl,
jest o przyklejeniu się do kaloryfera i pozostaniu przy nim co
najmniej do południa (późnego) ????!…
SPACER!!! Jaki spacer, jest przed 8:00
rano! NIE! Nie ma mowy ani takiej możliwości! Kto w ogóle wpadł
na taki genialny pomysł, żeby ludzi wyganiać na taką temperaturę
na SPACER?!? O NIE! ????
Później owszem, TO JUŻ INNA SPRAWA!
Czekam z niecierpliwością na koniec
marca, połowę kwietnia, oczywiste, że jestem „Wiosną”,
urodzoną pod koniec kwietnia, gdy wszystko zaczyna już kwitnąć ❤️
To jest dla mnie też moment kiedy
witam się z wiosną ????
Źdźbła
trawy (trawki, ponieważ patrząc z perspektywy trawnika wielkości
1.5m…), tak to mogę powiedzieć, o spacerniakach tutaj ????
Pomijając to ???? –
te źdźbła, zaczynają się zielenić, na tych męskich większych
spacerniakach… nawet jakiś mały kwiatek idzie spotkać ????.
Nasz „kurnik” ????
może tylko trawą i jakimś chwastem zabłysnąć – szkoda gadać
:/ …
Gdy robi się cieplej, częściej okna
otwieramy, bo tak zimno nie doskwiera ????
Poprzednie wiosny tu spędzone pamiętam jak późną nocą przy
otwartym oknie, wsłuchując się w odgłosy wolności… słyszałam
różne ptaki rozpoczynające swoje trele nocne ????
1 czy 2 w nocy, wszyscy śpią a ja stoję się w ciemności przy
oknie… napawam się zapachem lasku, który otacza to więzienie…
daje się wyłapać zapach igliwia nagrzanego w dzień na słońcu,
cała ta esencja, unosi się w powietrzu ????…
pachnie od rosy, która się zbiera na listkach, igłach czy trawie,
powoduje jeszcze intensywniejsze doznanie, moje myśli uciekają w
przeszłość. Te ptaszki raz śpiewają, raz rozmawiają, innym
razem są wzburzone, pewnie na swój sposób przekomarzają się i
kłócą ???? …
Zamknięte oczy, słuch mam wyostrzony, jestem dzięki temu wolna!
Przenoszę się do domu mamy, siedzę w fotelu na balkonie z kubkiem
herbaty, nawet jak spojrzę przed siebie, widzę drzewa lasku
białołęckiego… w tle dźwięki z teraz tak są do siebie
podobne. Jest noc, potrzebuje chwili dla siebie… Na poboczu lasku
rosną bzy, to ten moment kiedy wszystko kwitnie, bukiet białych,
różowych i fioletowych bzów, stoi na stole w saloniku na wysepce,
odznacza się bukiecik z konwalii, żonkili, narcyzów, tak
intensywnie pachnących, nie pominęłam oczywiście tulipanów z
zamkniętym kielichem w kolorze czerwonym i różowym ❤️
Teraz wwąchuje się w zapach
lasu, ale tutaj nie dociera do mnie zapach bzu, tak jak w domu,
mieszając się z innymi zapachami!
Chciałabym,
aby ta noc się nie kończyła, żebym mogła wtapiać się myślami,
we wspomnienia… ⭐❤️????
❤️ Nie wychodzić już z
mojego domu, być jeszcze i czuć wolność, przecież moich myśli
nie uda się komuś zniewolić ????!
Dalej tkwię zatopiona w myślach, jest wiosna, może to jest okres,
który bardziej uwalnia wspomnienia podświadomie… Jest ciepło,
pomimo, że to jest NOC… Widzę przeszłość, myślę, że
mimowolnie na mojej twarzy pokazują się emocje ????
Czuję jak kąciki ust podnoszą się, uśmiecham się 🙂 Widzę
okolice domu mamy, lasek, mój dom, miejsca do których uwielbiałam
chodzić w okresie wiosny ❤️Wymykając
się z domku jako nastolatka późnym wieczorem, praktycznie w nocy
????
chodziłam po okolicy, upajając się jak teraz zapachem kwitnących
kwiatów bzu, konwalii, narcyzów, wybierając co piękniejsze i
zrywając, buszując w sąsiednich ogródkach czy parku nieopodal,
wracając po drodze dobierałam tulipany ????
– aż wstyd się przyznać…
Gdy mama
spała głęboko, ja wsadzałam do każdego chyba wazonu, który
znalazłam w domu, osobno bukiety mieszane bądź sam bez, którego
łodygi od ciężaru kwiatów się uginały…
Pamiętam,
a bynajmniej tak właśnie zapamiętałam to… ????
że te bukiety były piękne, bo były dla mamy ❤️
Od tak po prostu, na dzień mamy,
starałam się ułożyć je jeszcze ładniej niż poprzednie! ❤️
Oczywiście zguchą dostawałam –
nie ominęło mnie ????!
Choć wiem, że mamie sprawiało to przyjemność, to są moje
„wiosenne wspomnienia” ????
❤️ Nie miało
znaczenia, że do szkoły
chodziłam jak „zombie” ????
bo pół nocy ganiałam i zbierałam kwiaty… Było to dla mnie
ważne, dlatego że to było po
coś, z miłości do mamy, z chęci zatrzymania bliżej klimatu
wiosny ????
…
Po jakimś
czasie stało się to moim „wiosennym rytuałem”, co roku
wybierałam się na buszowanie nocne … ????
Dość często wspominamy z mamą, te wiosenne wymykanie się moje ????
Gdy mój syn pyta, czemu się śmiejemy z tego mojego wymykania się
i czemu łaziłam po nocach jak mi babcia nie pozwalała, nic nie
mówię że to było „tradycją”, aby nie wpadł na pomysł żeby
ją podtrzymać ????
Ale opowiedziałam, czemu tak było, i że powodem była moja mama,
bliskość z wiosną ????
…
Jak już
mówiłam, nie lubię początków wiosny, gdy jeszcze zimno zawieje…
Ale rozkwitanie tej pory roku jest dla mnie bezcennym doświadczeniem,
moją ucieczką do bezpiecznego miejsca – do domu, chociaż wtedy
czuję się WOLNA! ❤️
Wiosna
jest pięknym przedziałem roku
????!
Wszystko budzi się do życia! Prócz kwiatów, zwierząt, często w
tym okresie rozkwita MIŁOŚĆ❤️
Powietrze, ciepło, energia napędzają
do działania niczym czarna kawa – pobudzają i dają siłę!
Przykro, że
z tego miejsca, że w tym miejscu, ale zostaje mi jeszcze moc
wspomnień i wyobraźnia ????
A teraz od wiosny do wiosny, każda kolejna przybliża czas do domu,
do wyjścia do celu, do którego i tak dotrę ❤️Pozdrawiam
serdecznie.
– Taka Ja –
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Zgnilizna. To odczucie związane z
wczesną wiosną. Czuję, że pulsują mi skronie.
Nie lubię jasnego światła, które
przebija się po zimie.
To jedna dobra rzecz zamknięcia. Nie
widzę go, nie czuję.
Cieszę się jeśli mogę przeczekać.
Stałe trwanie, w trybie samolotowym.
Bez wpływu na rzeczywistość,
niezależnie od pory roku.
Przeczekać to mój stan ducha.
Panikara
Czasami przez pleksę wpadnie słońce.
Czasami przez pleksę usłyszymy śpiew
ptaków.
Jednak najczęściej są to tylko
papugi.
Wiosny w więzieniu właściwie nie
odczuwamy.
Tu jedynie jest lato i zima i też
właściwie przez temperatury w celi. ????
Renie
Jestem w więzieniu i to z jednej
strony to bezradność, ale z drugiej strony to, że widzę jak moje
otoczenie się nie poddaje i walczy o swoje, daje mi siły. I jak ta
wiosna, która budzi wszystko do życia, tak i we mnie budzi się
siła, by walczyć o swoje zdrowie, bo walczę z nowotworem złośliwym
i to wszystko nie pozwala mi się poddawać, a świadomość, że
ktoś (rodzina) czeka na mnie, to wszystko tak jak wiosna budzi
życie, budzi mnie w tym miejscu do tego, by walczyć.
Gosia
… Wiosna, cieplejszy wieje wiatr.
Wiosna, w ciupie nie wieje wiatr. Kwiatków brak, bo wszystkie
wyrwali… Wiosna, tu nawet nie chce przylecieć ptak (zdarza się
gołąb zwany romanem ha ha ha). Wiosna, słonko świeci, ale nie w
twarz. Wiosna pachnąca pięknie tak, a ja czuję smród tych murów
i zas*anych krat.
Wiosna, która cieszy, ale nie nas…
Kara Vel Boska
Ja w wiosnę mam przesilenie wiosenne i
mam chandrę. W wiosnę mam też tak, że jestem wtedy bezsilna i nic
mi się nie chce, bo jest mi przykro, że nie mogę być teraz z
dziećmi.
X
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Z okazji Świąt Wielkiej Nocy nasza
„Więzienna Brać” składa życzenia radości ze wspólnoty w
gronie najbliższych, umocnienia więzi rodzinnych i miłości –
Bożej i całego świata. Spokojności w sferze żywota oraz
twórczego klimatu.
A w dobrym egoiźmie życzymy zachowania w życzliwej pamięci autorów świątecznej korespondencji.
Z poważaniem,
koordynator więziennej gazetki
„Jedynka”
ppor. Krzysztof Fijałkowski
ZK nr 1 Strzelce Opolskie
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Po dość krótkim czasie odrobienia (1
rok 5 miesięcy), wbrew pozorom nadszedł szybkimi krokami ostatni
miesiąc. Jeszcze dwa tygodnie temu moje nastawienie do wyjścia było
obojętne. Nie mówię, że się nie cieszyłam, ale to nie była
radość, jaką na tamten moment, w ogóle na jakikolwiek moment bym
chciała, ponieważ w związku z osobistymi wyborami nie miałam
dokąd wyjść, a z takim nastawieniem nawet z tak „złego”
miejsca, jakim jest więzienie, wychodzi się nie za wesoło, bo nie
wiadomo gdzie zaniosą nas nogi ☹
Moja sytuacja się zmieniła szybko i bardzo pozytywnie dzięki Fundacji Dom Kultury, terapeucie Tomkowi Harasimowiczowi i Moni O. Moje dni stały się potrzebne. Strzyżenie, farbowanie, z tym nie będzie problemu, bo jestem fryzjerką w tutejszym kurorcie O.Z. Bydgoszcz, za tydzień kosmetyczka i „solarium” – godzina na palarni i będę opalona.
Moje samopoczucie jest teraz pozytywne,
ale z drugiej strony pęka kawałek mięsa – z lewej strony
(serce). Zostawiam tu garstkę osób, a dokładnie cztery (Gosię,
Asię, Marlenę i Kamilę). W nich mam kumpli, przyjaciół,
terapeutów, rodzinę penitencjarną. Uwierzcie mi, rzadko spotyka
się ludzi takich nawet na wolności, na których widok jest banan w
najgorszy dzień, a kawa chodź kadzienna, smakuje jak latte z
najlepszej kawiarni. Niedługo wszystkie 5 spotkamy się w
restauracji, wiem to. Kiedyś ktoś mi powiedział, że chęci to
zbyt mało, ale chęci i chociaż jedna możliwość to recepta na
szczęście. Ja tą możliwość dostałam przypadkowo od Fundacji i
czwórki tych ludzi tu poznanych i ją wykorzystam, bo czuję się
potrzebna.
Pozdrawiam,
Magdzik
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Gdyby ktoś ogłosił konkurs na
najgłupszy sen – jestem przekonana, że zajęłabym pierwsze
miejsce i to z jakąś nagrodą specjalną. Od zawsze moje podróże
do krainy Morfeusza były równie barwne jak moje życie, jednak
czasem sama jestem zaskoczona co Morfeusz mi funduje ????
Tematyka moich snów jest bardzo różnorodna, najczęściej
(zwłaszcza tutaj) to wspomnienia zmiksowane z rzeczywistością.
Jednak myślę, że mój ostatni sen zasługuje na ekranizację. Był
bardzo realny bo w bliskim mi otoczeniu. Akcja działa się w
Hiszpanii, począwszy od Bilbao, przez Toledo na Maladze kończąc.
Do każdego z tych miejsc mam ogromny sentyment – w Bilbao
mieszkałam z Tatą i chodziłam do szkoły, a w Toledo i Maladze
mieszkałam będąc na Erasmusie, kiedy doskwierał mi ogromny
weltschmerz.
I to właśnie Erasmus był w moim śnie
kluczowy! Akcja snu rozpoczęła się w gabinecie wychowawcy.
Nauczona doświadczeniem, wiedziałam, że kiedy wychowawca wzywa –
będą kłopoty, albo zrobiłam coś o czym jeszcze nie wiem, ale
cały oddział już wie. Ku mojemu zaskoczeniu wychowawczyni
powiedziała, że zostałam wyróżniona i wyjeżdżam do innego
więzienia w ramach programu ERASMUS PRISON, a miejscem docelowym
mojej odsiadki będzie hiszpańskie więzienie (dokładnie pamiętam,
że ucieszyłam się, bo sen był tak realny, że od razu
przypomniałam sobie, że będąc na Erasmusie w ramach zajęć
byliśmy na wycieczce w hiszpańskim więzieniu i był to raczej taki
pensjonat z basenem. Choć te kilka lat temu zastanawiałam się po
co nas tam zabrali, skoro życie studenta takie bujne jest i rano
ciężko wstać, a co dopiero spacerować po więzieniu, ale dziś
wiem, że to miało sens ????.
W śnie musiałam się szybko spakować bo samochód już
czekał. Tak więc pobiegłam w podskokach pakować moje bambetle.
Jakie było moje zaskoczenie kiedy przy starej, czerwonej skodzie
stała wychowawczyni, za którą niespecjalnie przepadałam i
oznajmiła, że odwiezie mnie do samej Malagi, a właściwie
Marbelli, bo chce się poopalać, to może mnie podwieźć bo i tak
nie ma kto. Jak pomyślałam, że przez tyle godzin będę z nią w
jednym samochodzie, to trochę się przeraziłam, bo byłyśmy jak
Yin i Yang… Ale co tam, Hiszpania czekała, nie ważne, że w
więzieniu, ważne, że będę oddychać innym powietrzem.
Wychowawczyni okazała się dosyć szalona, bo pędziłyśmy szybciej niż przewidywały to nie tylko przepisy ruchu drogowego, ale także założenia konstrukcyjne skody. Przerw na siku nie było, bo mówiła, że nie po to wyprzedza te wszystkie auta, po to żeby teraz one wyprzedziły ją, ale na subwayu zjadłyśmy kanapkę wegetariańską z sosem kowbojskim, była wyśmienita! Zapamiętałam też piękną, młodziutką trawę za oknem, jakby jakiś austriacki rolnik wystrzygł ją zgodnie z unijną normą. Podróż mijała szybko, skoda dawała radę, ale kiedy przekroczyłyśmy granicę francusko-hiszpańską, gdzieś po 2 godzinach znalazłyśmy się w jakimś lesie. Wychowawczyni jak zwykle na mnie nakrzyczała, że przespałam zjazd, a miałam nawigować. Szybko mnie zdyscyplinowała, więc rozejrzałam się po lesie, przypomniałam sobie wszystkie podróże z Tatą i kiedy już doszłam do tego, że musimy jechać na południe. Powiedziałam wychowawczyni, że musimy szukać mrowisk, bo są bardziej rozciągnięte ku południowi, ale wychowawczyni spojrzała na mnie z typowym dla siebie spojrzeniem i powiedziała, że sama mam ich szukać, bo to wszystko przeze mnie. Niestety mrowisk nie znalazłam, ale zobaczyłam ścięte pnie, w których słoje są szersze i pojedyncze korony samotnie stojących drzew liściastych, a to zawsze oznacza południe. Nagle przypomniałam sobie wszystko co Tata mówił, kiedy zgubię się w lesie i to było jak szóstka w totka. Wychowawczyni była sceptyczna, ale zgodziła się pojechać we wskazanym kierunku i znalazłyśmy drogę, ale chyba donikąd, bo nie było żadnych znaków i wychowawczyni już dymiło się z uszu ze złości, aż zatrzymała się i powiedziała, że dalej prowadzę ja. Ucieszyłam się, bo kocham jeździć (po takim czasie bez samochodu zadowoliła mnie nawet manualna skoda). Jechałam przed siebie, właściwie z wiatrem we włosach, bo okna musiały być otwarte, aż nagle zobaczyłam morze i plażę, było bajecznie! Kupiłyśmy sobie churrosy z czekoladą i słonym karmelem, usiadłyśmy na plaży i zapomniałam o więzieniu, było tak normalnie, rozmawiałyśmy o głupotach mniejszych i większych. Na stopach miałam swoje pierwsze Birkenstocki, które kupiłam w Hiszpanii lata temu, wyglądały jak nowe i pomyślałam sobie, że pójdę w nich tam gdzie tylko chcę, a wychowawczyni powiedziała mi, że prawdziwa wolność wiele daje, ale dużo wymaga i nie wiadomo skąd zjawił się Mietek (taki śmieszny funkcjonariusz). Niestety nie wiem co się stało dalej, bo Baśka jak zawsze o 6 rano robiła sceny i postawiła mnie na równe nogi. Codziennie nawet z najpiękniejszego snu, wyrywa mnie ta wariatka, ale staram się powtarzać nasze powiedzonko!: NERWY W KONSERWY I NA EKSPORT DO WIETNAMU ????
Kerasu
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001