Chociaż jestem z
Podlasia, to Warszawa nie jest mi obca. Mam jedną, być może zabawną historię ze
stolicą. Tak jak w piosence: „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa”, to u mnie
powinno być: „Nie przenoście mi lunaparku ze stolicy”. A po kolei: będąc w
trzeciej klasie podstawówki, a był to rok 1994 lub 1993, przyjechałam z klasą
na wycieczkę do Warszawy. W tamtych czasach było to wydarzenie, tym bardziej
dla dzieci z Podlasia. Oczywiście na naszej trasie nie mogło zabraknąć wizyty w
zoo, zwiedzania zamku królewskiego i słynnego Pałacu Kultury. Ale żadne z tych
miejsc nie zapadło mi w pamięć, za to lunapark przy Pałacu Kultury jak
najbardziej. Miałam 9 lat i wiadomo – nie wszystkie atrakcje były dla mnie, ale
że od dziecka lubię adrenalinę, toteż uparłam się, że chcę przejechać się na
łódce, która przekręcała się na wysokości do góry nogami. Oczywiście z mojego
uporu zostało tyle, że wylądowałam w basenie z piłeczkami, jak przystało na
dziewięciolatkę. Wycieczka się skończyła, a ja sobie rosłam na Podlasiu. Od
tamtej wycieczki byłam nie raz jeszcze w stolicy, ale nigdy nie przywiązywałam
do Warszawy większej uwagi – aż do pewnego wydarzenia. Wyszłam za mąż i pewnego
dnia przypomniał mi się lunapark i ta „łódka”. Więc mówię do męża, że chcę
wreszcie się nią przejechać, bo jestem już przecież dorosła. I tak znaleźliśmy
się znowu w Warszawie. Pominę szczegół, że uparłam się zobaczyć żyrafę, ale jak
chciałam wejść do zoo, to okazało się, że nie można, bo zaraz zamykają.
Przyjechaliśmy więc z mężem do centrum, by wreszcie zrobić tę przejażdżkę.
Zostawiliśmy samochód na parkingu i taksówką udaliśmy się do… Poprosiłam o kurs
pod Pałac Kultury i tam faktycznie taksówkarz nas zawiózł. Tylko że ja mówię do
niego: „Panie, ale ja chciałam do lunaparku, który tutaj stał”, a on patrzy na
mnie jak na kosmitę lub wariatkę. A ja przecież tylko spytałam o lunapark. I
wtedy słyszę w odpowiedzi: „Pani, tutaj jest metro, taka podziemna kolejka. Nie
ma już lunaparku, rozebrali go”. I wtedy po raz drugi przeżyłam rozczarowanie w
tym samym miejscu – z przejażdżki nici. Ale przecież od 1993 do 2000 roku
trochę czasu minęło, a świat nie stoi w miejscu, Warszawa się rozbudowuje i nie
jest już tym miastem, które cały czas było gdzieś w mojej pamięci. Od tamtego
wyjazdu inaczej patrzyłam na to miasto. Zazwyczaj raz na trzy miesiące bywałam
w Warszawie i dla osoby z zewnątrz widać, w jak bardzo szybkim tempie miasto
się rozwija, rośnie. Jednak mimo tej całej nowości, nadal Warszawa potrafi
zachwycać i zadziwiać. Kończąc moją historię z Warszawą, to wspomnę o małej
zagadce, która zawsze dopada mnie przy przekraczaniu granicy miasta. Chociaż
jestem kierowcą z dużym stażem i jeżdżę po całej Polsce, bo byłam
przedstawicielem handlowym, to tutaj zawsze mam problem. Gdy wjeżdżam do
Warszawy, zawsze wykonuję telefon do brata z pytaniem: „Ja czy tramwaj?” Chodzi
o pierwszeństwo na drodze – i ile razy bym tu nie przyjechała, tyle razy
wykonuję ten telefon o pomoc. Chociaż w innych miastach nie mam z tym problemu.
Jeśli chodzi o jazdę po Warszawie, dla mnie jest genialnie – tutaj kierowca
jest dynamiczny, nie myśli zbyt długo, czy jechać, czy stać, i zawsze – ale to
zawsze – wszędzie się zmieści.
Zołza
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Powiązani pajęczyną zależności pociągamy przez niewidzialne sznureczki
i jesteśmy przez innych pociągani.
Kusimy i jesteśmy kuszeni. W rodzinie, szkole, zakładzie pracy i Zakładzie Karnym. Parada forteli i manipulacji trwa. Nawet w relacji z ukochaną osobą nie potrafimy zrezygnować ze sztuczek, wciąż szlifujemy sztukę wpływania, stroimy fochy, kokietujemy seksem, robimy kocie oczka, igramy uczuciami. Jak? Po co? Jakim kosztem?
Manipulacja, to talia kart, w której wszyscy oszukują. Jedni, by
wygrać, inni, by nie przegrać. Większość z nas wierzy, że miłość jest
przeciwieństwem manipulacji, bezpiecznym schronieniem przed gierkami ludzi.
Uważam, że to tylko złudzenie, bo nie ma skuteczniejszej metody niż
manipulowanie innymi ludźmi. Tu mamy pole do popisu, granie na uczuciach,
przyjaźni. Im bliższa osoba, tym łatwiej grać. Poruszamy kimś, jak marionetką.
Po czasie nić zmienia się w ,,smycz’’, na której trzymamy drugą osobę.
Wystarczy zrobić minę aniołka, podarować jakiś prezent i uśmiechając się czule,
a już budzą się w nas emocje. Zastanawiam się czy to też manipulacja? Być może,
choć niekoniecznie. Na pewno manipulacja zaczyna się wtedy, gdy robi się to
celowo, skłania drugą osobę do czegoś, czego prawdopodobnie nigdy nie
zrobiłybyśmy spontanicznie, same z siebie. Nie jesteśmy świadome, że wodzi się
nas za sznurki. Każdy potrafi manipulować. Robimy kocie oczka, które
zniewalają, przytulamy się i tak naprawdę czegoś oczekujemy lub stawiamy sprawę
jasno, z przekorą udając łagodne, miłe, jak pluszowe misie. Gdy to nie przynosi
efektu, to wywołujemy kłótnię, wywierając presję, że źle się czujemy. Gdy to
też nie działam, to automatycznie obniża się poczucie wartości, ale to też gra.
Im niższe poczucie własnej wartości, tym więcej manipulacji.
Zastanawiam się jaka jest przyczyna, że każdy z nas ma w sobie chęć
manipulacji drugą osobą? Trudno odpowiedzieć? Widocznie jest potrzeba, ale czy
potrzebna?
H.S.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Nie jestem z Warszawy. Mieszkam w
niej od niemal 5 lat, lecz co mi z tego, skoro mieszkam w więziennej celi? Nie
moją Warszawę pamiętam z kilkunastu wyjazdów ze znajomymi. Wiele razy w myślach
przenoszę się do niej. Zamykam oczy, udaję, że nie słyszę hałasu kluczy i
trzaskania metalowych drzwi. Jest prawie
jak nad Wisłą. Słychać szum drzew i przejeżdżające pociągi.
RAINBOW
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Dla
kogoś, kto tu nie był, ten świat jest niezrozumiały.
Często
zasady, które tu panują, nie są dla człowieka z zewnątrz akceptowane przez jego
mentalne pojmowanie. Ktoś kiedyś napisał „Wraz z przekroczeniem bramy kończy
się Twoje życie” – to prawda, tu zaczyna się życie inne, nieznane, oparte na
regulaminie, przepisach, zasadach, oparte na samotności wśród nieznanych ci
osób. Często myślimy o ludziach z tamtej strony bramy, marzymy o miejscach w
których bywaliśmy. Wspominamy czasy, kiedy jechaliśmy do domu na wigilię i
dzielenie się opłatkiem z rodziną.
Czas
stanął, choć pozornie płynie dla nas, ludzi zamkniętych w ZK. Czym jest 5 –
minutowy telefon przy 1440 minutach w ciągu jednej doby. 1440 minut ma doba,
nasi bliscy żyją każdego dnia tyle, że dla nich czas jest dłuższy, więcej
dzieje się też w ich życiu. W ciągu doby robią coś, przeżywają, doświadczają, a
w ciągu 5 minut nie są w stanie streścić tego, co spotkało ich wczoraj.
Zamknięci, odcięci od życia, pozbawieni wrażliwości, wiedzy. Wiedzy życia o
swojej rodzinie. Dla osób, które są po raz pierwszy w ZK i dla ich rodzin,
wiele rzeczy jest niezrozumiałych, dziwnych. My, osadzeni, jak i nasi bliscy,
musimy dostosować się do zasad na pozór „jasno określonych”, niemniej jednak
dziwnych. Jak radzić sobie z osadzeniem, z tęsknotą, z uczuciami? Dobre
pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Cały regulamin opiera się na
tym, co można, a czego nie można, co można powiedzieć, a czego nie. Ale wśród
tylu zasad, nakazów, zakazów – nie ma słowa o uczuciach, o tym jak przestać
tęsknić, o tym jak w 5 minut przegadać wczorajszy dzień. Dzień za dniem leci,
minuta za minutą mija, myślami za bramą jestem, próbując nabyć umiejętności
jasnowidzenia, aby wiedzieć, co moja córcia robi, co mój syn je na obiad –
próbuję uparcie nabyć umiejętności joginów, aby móc być obok tych, o których
myślę całe dnie. I tak dzień po dniu, odliczam minuty od telefonu do telefonu,
24h zaliczone. Jutro SKYPE, no i telefon, w sobotę do mamy zadzwonię, w
niedzielę do taty i syna. Co dzień zbieram okruszki informacji o mojej
rodzinie. I tę tęsknotę ukajam dźwiękiem głosu mojego syna. Jedno słowo, ton
jego głosu, mojego ojca, mówi mi o tym jak się czuje, co go dziś spotkało czy
miał udany dzień. Ton głosu mojego dziecka kryje tyle informacji… czego tu
brak? Ich bliskości, możliwości bycia obok, kiedy radują się i płaczą, kiedy
osiągają sukcesy i kiedy przegrywają…
Regulamin – zimna strona kary
AKSAMITKA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Warszawa to bardzo dużo znaczące słowo. W tym słowie kryje się bardzo dużo! Przykro mi jest, kiedy gdzieś jadę i słyszę różne obelgi wobec mojego Miasta. Nie wiem, czy ludzie, którzy to mówią, choć trochę doświadczyli bycia w tym Mieście, czy po prostu znają Warszawę tylko ze słyszenia i wychodzi to z ich ust z czystej zazdrości. Bo jest czego pozazdrościć. Urodziłam się w Warszawie. Mieszkam w tym pięknym mieście 41 lat. Wychowałam się na Starym Powiślu. Sięgając pamięcią pamiętam stary Most Syreny – drewniany stary most. Nie zapomnę, bodajże był to rok 98, jak go rozbierali, aby postawić nowoczesny most na linach, zwany Świętokrzyskim. Pamiętam, że często chodziłam na spacery nad Wisłę, bo niedaleko mieszkałam. Łezka mi się w oku zakręciła. No i od tego mostu zaczęły się inne budowle. Załamani byli tubylcy, ponieważ nad Wisłą znajdowały się stare budy z piwem, kiełbaską i kaszanką. Starszej daty ludzie podchodzili do tych miejsc sentymentalnie. Było to miejsce spotkań na mecze, oraz spotkań znajomych w czasie wolnym od pracy, ale, jak to mówią, coś za coś. Fontanny na Starym Mieście… teraz nie można sobie nawet nóg pomoczyć, bo można mandat wyrwać. I ja pamiętam starą krzywą ósemkę – tak się mówiło na tę fontannę. Całą ekipą szło się z ręcznikami kąpać. A teraz nie ma ekipy, i nie ma mojej starej sentymentalnej krzywej ósemki. Piszę tak z łezką w oku, bo chciałabym, aby te czasy wróciły. Może i te mosty brzydko wyglądały, i te fontanny, może i nie miało to smaku, ani gustu, ale lepiej się żyło. Ale i tak pomimo tych wszystkich kolosalnych zmian, jakie nastały, bardzo kocham tę moją oszkloną łzami Warszawę. Mogłabym tak pisać, chwaląc te wszystkie budowle, ale nie nazywałabym się Dorocia. Bardzo mało zostało miejsc, które mają smak i gust starej Warszawy. Dokładnie wychowałam się na Mariensztacie, ponieważ Mariensztat to zabytkowa Kolonia, nie można tam wcisnąć między budynki nic oszklonego, jest on na tyle oryginalny. Jedynie elewacje są co jakiś czas odnawiane, i taka Warszawa mi się podoba. W chwili obecnej mieszkam na Muranowie. Kiedyś znajdowało się tam słynne Getto. Mijam się bardzo często z wycieczkami, ale najczęściej są to Żydzi związani sentymentalnie z tym miejscem. Miłe jest to dla oka, że ludzie podtrzymują swoje tradycje. Jestem dumna, że jestem Warszawianką, pomimo hałasu i wiecznie spieszących się ludzi. Potem człowiek się już przyzwyczaja do tego harmidru, jest to niezauważalne. W życiu nie zamieniłabym się na inne miejsce zamieszkania. To wszystko, co mogłabym w tych paru słowach, napisać o mojej Warszawie.
Pozdrawiam,
Dorocia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Dziwne miejsce. Szyny i pociąg są
wszystko wydaje się być w porządku. Tylko czemu się tak denerwuję? Idę z
bagażem. Przy wejściu miły człowiek
prosi mnie o bilet. Grymasi, że tak późno zgłosiłam się – przecież pociąg
niedługo odjedzie… sprawdza mi bagaże. Po co? Może ustawa jakaś weszła? Penie
antyterrorystyczna! Cholera – zabrał mi żel do kąpieli i szampon!!! Mówi, że
dostanę inne. OK. Może fajniejsze – liczę na firmowe pamiątki z podróży 🙂
Zapakowałam niezbędne ubranie,
trochę kosmetyków – przecież tak do końca nie wiem co mi w tej podróży będzie
potrzebne. Ale ten peron? Jeden, krótki, wąski PERONKA.
Wchodzę do pociągu. Z sympatyczną
Panią Konduktorką szukamy wolnego miejsca. O! Sleeping tu jest! Każdy przedział
to kilkuosobowa, słodka kuszetka. Łóżeczka są piętrowe, trochę wąskie, ale
pościelone. Kocyki nie najpiękniejsze, ale na krótką podróż wystarczy. Ręczniki
z przemyślanym logo: AŚ-ZK. Mhm… jakiś nowy przewoźnik?!? Na razie nie
przychodzi mi nic do głowy… nie znam. Wchodzę do przedziału. Dziwne!!! Same
kobiety!!! Siedzą i każda na swoim łóżku. Trochę to wygląda jakby na pryczach
siedziały w jakimś Areszcie Śledczym albo Zakładzie Karnym, albo innym więzieniu…
Zagaduję współpasażerki… Dialogu na
razie nie ma… Nie chcą gadać… Ruszamy! Pociąg się toczy jak „żółw ociężale” …
Pani Em
Tytułem wyjaśnienia PERONKA –
korytarz więzienny wzdłuż którego znajdują się cele i więzienne pomieszczenia
socjalne.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
„Mam tak samo jak Ty, Miasto
moje, a w nim…” moje wspomnienia i moje życie. Do Warszawy przyjechałam 20 lat
temu, na studia. Zakupy robiło się na stadionie i w budkach pod Pałacem
Kultury, centra handlowe dopiero powstawały. Czasy studenckie, to imprezy do
białego rana, w klubach, których dzisiaj już nie ma. Przyjaźnie, które wtedy
zawarłam, trwają do dziś.
Teraz „Moja Warszawa”, to przepyszne jedzenie z kuchni całego świata na Nocnym Markecie, w Hali Koszyki czy na Bulwarach Wiślanych. Pikniki z mężem na plażach po prawej stronie Wisły przy zachodzie słońca. Ogniska ze znajomymi pod Mostem Poniatowskim i letnie kino pod chmurką. Moja codzienna droga w korku do pracy i z pracy. Tu poznałam mojego męża, tu znalazłam wymarzoną pracę, tutaj poznałam moich przyjaciół.
Warszawa, to miasto wielu możliwości,
można i trzeba tu sięgać po swoje marzenia. Kocham to miasto za jego tętniące
życiem ulice, za wiecznie spieszących się ludzi, za to że miasto nie śpi, że
czas szybko płynie, że można być anonimowym.
SENSYMILLA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Zakład Karny jest bardzo specyficznym miejscem. Jest to
skupisko ludzi o przeróżnych charakterach, odmiennych przekonaniach, różnych
przyzwyczajeniach oraz osobowościach. Generalnie to mamy tu taki ,,misz –
masz’’ różnego rodzaju typów ludzi liczonych w setkach i zamkniętych na bardzo
małej powierzchni. Tak więc często bywa tu bardzo ,,ciekawie’’. Postaram się
Wam przybliżyć kilka podstawowych typów, z jakimi się tu spotykamy. A więc:
Typ nr 1 – FERMENCIARZ – AFERZYSTA: ten osobnik charakteryzuje się tym, że ma ogromne zdolności do skłócania ludzi. Z pozoru sprzyja Ci w oczy, a za plecami Cię obgaduje i nie zostawia na Tobie ,,suchej nitki’’. Ma skłonność do rozmawiania z Tobą na temat osób trzecich, a potem wykorzystuje te rozmowy przeciwko Tobie, robiąc z Ciebie tę ,,złą’’ osobę. Mam poczucie, że ludzie tego pokroju nie potrafią żyć w zgodzie i spokoju, ponieważ wymyślają nieistniejące problemy, buntują przeciwko sobie nawzajem otoczenie oraz czerpią frajdę ze zgrzytów i nieporozumień, których są prowokatorami.
Typ nr 2 – MITOMAN – FARMAZON: jest to osoba, która wymyśla niestworzone historie, przypisuje sobie czyjeś zasługi, kreuje się na kogoś, kim nie jest w rzeczywistości i bardzo często kłamie. Mitoman – Farmazon bardzo wierzy w swoje kłamliwe historie, lecz często ma problem z pamięcią, co powoduje, że nie trzyma się pierwotnych faktów swoich historii. Do tego ma tendencję do ubarwiania i koloryzowania opowieści. Niestety słowa, to nie fakty. Słowa muszą być weryfikowane i potrzebują konkretnych potwierdzeń z rzeczywistości. Tak więc Mitomani długo w więzieniu nie celebrują i karierę robią raczej marną! Pięć minut takiego osobnika trwa do momentu, aż ich ktoś nie złapie na kłamstwie i nie skompromituje.
Typ nr 3 – BRUDAS: każdy z nas wie, kto to taki. Żałosne jest to, że żyjemy w XXI wieku i tacy ludzie jeszcze istnieją. Ktoś, kto nie dba o siebie, o swoją higienę, wygląd oraz czystość swojego otoczenia, jest dla mnie zerem. W moim światopoglądzie nie ma tolerancji na coś takiego i żałosne jest to, jak wiele ludzi ma problem z brudactwem. Wstyd mi rozpisywać się na ten temat, gdyż ten typ ludzi nie powinien w ogóle istnieć. Jedyne, co mogę Wam powiedzieć, to to, że będąc na wolności nigdy nie spotkałam tylu ohydnych, obrzydliwych i odpychających ludzi, co przyszło mi spotkać się z nimi właśnie tu. Bardzo często zastanawiam się nad tym, jak tacy ludzie żyją na wolności, jak sobie radzą w życiu codziennym oraz co sobą reprezentują, itd.
Typ nr 4 – BIEDNY MIŚ: jest to osobnik, który bazuje na litości i współczuciu innych. Gra kogoś wiecznie nieszczęśliwego, skrzywdzonego przez los, biednego, godnego politowania, przeciwko któremu przeciwstawił się cały świat i wszyscy dookoła. Litość i współczucie innych jest jego sposobem na przetrwanie w tym miejscu, bo zazwyczaj przez litość, jaką okazują mu inni, wygrywa coś dla siebie.
Typ nr 5 – PAJAC CELOWY: Pajac, jak sama nazwa mówi za siebie, jest Pajacem i pajacuje. To taki celowy błazen, który bardzo często kosztem swojej godności rozbawia innych. Zazwyczaj jest to osoba wesoła, śmieszna, z ogromnym dystansem do samego siebie i tego, co go otacza. Lecz mimo tego, co w niej pozytywne, to niestety bardzo często bywa irytująca, żałosna i niepoważna. Na dłuższą metę po prostu męcząca. Pajac ma problem z rozróżnianiem granic, jakie są pomiędzy byciem zabawnym i śmiesznym, a wkurzającym i męczącym.
Typ nr 6 – CICHOCIEMNY: jest to typ człowieka, który najbardziej mnie wkurza. Osobiście unikam takich ludzi w tym miejscu. Są dla mnie najbardziej niebezpieczni, bo nie wiadomo, czego się można po nich spodziewać. Z pozoru wydają się nieszkodliwi, zazwyczaj są bardzo wyciszeni, małomówni, zachowują się tak, jakby ich nie było, lub jakby żyli w innym świecie. Starają się nikomu nie przeszkadzać, ani nie wchodzić w drogę. Są bardzo skryci, niechętnie uczestniczą w życiu celi. Praktycznie nic nie mówią o sobie i nie otwierają się przed innymi. Generalnie, to jakby tylko o to chodziło, to nic mi do tego, bo przecież ludzie są różni, np. jedni są duszami towarzystwa, a inni outsiderami. Problem jednak w tym, że ten typ odznacza się mało fajną cechą. Może i mało mówi, ale za to bardzo dobrze słucha. Do tego łatwo przyswaja informacje, które gdzieś, kiedyś, może wykorzystać przeciwko Tobie. Koncertowo pali frana, że niby nie jest w temacie, że się nie interesuje, a tak naprawdę wie wszystko i dla swojej korzyści, by ją osiągnąć, jest w stanie narobić komuś nieprzyjemności, problemów i przykrości, w taki sposób, by podejrzenia za zło jakie wyrządza, nie padły na niego.
Typ nr 7 – KONKRET – SZCZEROWINA: jest to mój ulubiony typ człowieka. Taki człowiek nadaje się do tańca i do różańca. Uwielbiam ludzi szczerych aż do bólu i mega konkretnych. Mając w swoim otoczeniu taką osobę, możesz uważać się za szczęściarza. Ten typ wyróżnia się silnym charakterem, honorowością, prawdomównością, i to nawet wtedy, kiedy prawda jest niewygodna. Taka osoba twierdzi, że coś jest czarne albo białe, nie ma nic pośrodku. Ten typ nie dba o to, co pomyślą inni, bo liczy się to, co jest zgodne z jego przekonaniami, co ważne dla niego lub osób mu bliskich. Zawsze dotrzymuje słowa, nie wymyśla i żyje w zgodzie z samą sobą. Na takiej osobie się nie zawiedziesz, lecz musi mieć pewność, że jesteś wobec niej tak samo fair, jak ona wobec Ciebie. Ten typ nie jest lekkomyślny i naiwny – wręcz przeciwnie, jest bardzo inteligentny, zawzięty, ma silną osobowość, jest życzliwy, ma dobre serduszko i szczere zamiary, choć nie każdy jest w stanie wkraść się w jego łaski, gdyż jest bardzo ostrożny.
Typ nr 8 – MATKA TERESA: tym określeniem nazywam osoby, które usilnie starają się zbawić świat. Matka Teresa zawsze Ci pomoże, zawsze się zlituje, zawsze jej kogoś żal, zawsze stanie w obronie innego i będzie wszystkim współczuć. Szkoda tylko, że te wszystkie Matki Teresy są tak podatne na manipulacje osób, które w parszywy i podły sposób żerują na ich naiwności i dobroci, i bezgranicznie to wykorzystują. Typ Matki Teresy nie ma szans na przetrwanie w więzieniu. Ludzie sami przyczyniają się do tego, że niszczą dobro. Dlatego też prędzej czy później, po wielokrotnych rozczarowaniach i przykrościach z Matki Teresy robi się ktoś, kto uodpornia się na krzywdę ludzką. Zazwyczaj dzieje się to za sprawą niewdzięczności i podłości ludzkiej.
Typ nr 9 – CARITAS: caritasem nazywa się osoby, które mają łatwość w rozdawaniu wszystkiego i wszystkim dookoła. Z natury są do dobrzy ludzie, tylko bardzo naiwni. Caritas wychodzi z założenia, że jeśli sam ma, to czemu ma nie pomóc komuś, kto ma mniej, dlaczego komuś czegoś nie dać lub nie pożyczyć?! Caritas czuje się wtedy spełniony… Dla mnie, jeśli takie Caritasy stać, to niech utrzymują całą jednostkę – to ich osobista sprawa. Razi mnie tylko to, że tak naprawdę to rodziny Caritasów łożą monetę na to, by ci mogli być rozrzutni. Przykre jest również to, że w momencie kiedy Caritasowi zabraknie, to staje się dla ludzi mało opłacalny i dopiero wtedy zaczyna zauważać, jaki był naiwny i jak mało jest chętnych do pomocy jemu. Takie rozczarowanie bywa bardzo przykre i bolesne, choć uważam, że w tym miejscu nieuniknione.
Melisa
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Zapraszam Was do biblioteki pawilonu siódmego, w której jestem
zatrudniona (nieodpłatnie – społecznie oczywiście…)
Zapewniam, że jest to jedno z niewielu takich miejsc w Warszawie!
W świetlicy pawilonu siódmego znajdują się dwie szafy pancerne
wypchane po brzegi książkami… wyjątkowymi książkami! Zastanawiacie się pewnie,
dlaczego są takie wyjątkowe? Może macie jakieś pomysły?
Książki były nowe. Naprawdę, chyba wszystkie osadzone były zadowolone,
kiedy rozpakowywałam kartony z ,,wymianą’’. I choć sama nie znalazłam tu nic
dla siebie, bo wolę książki związane z historią sztuki, malarstwem lub
mitologią indyjską, wiem, że każda z osadzonych znalazła tu coś dla siebie J. Te z nas, które
siedzą dłużej niż kilkumiesięczne wyroczki, bardziej dbają o książki. Mówią
nawet innym, by szanować książki, bo mogło być gorzej, a te ktoś tu będzie
czytał też za parę lat… Czasem nawet same je podklejają taśmą, gdy są
gdzieniegdzie uszkodzone.
Niestety (!), często spotykam się z Paniami – jak to się tu mówi –
świeżymi, choć ja bym ich takimi nie nazwała… Wpadają przygarbione do
świetlicy… często zachrypniętym głosem pytając o ,,szluga’’ :/
Zazwyczaj chcą tylko wypożyczyć Biblię, ale nie dlatego, że się
nawróciły, lecz z powodu faktury papieru, na którym Biblia jest wydrukowana.
Przypomina ona bibułki do kręcenia papierosów…
Taki ,,Grotołaz’’ nazbiera sobie petów na spacerniaku, nakruszy z nich
resztki tytoniu… zapalniczkę komuś ukradnie albo pożyczy – na wieczne
nieoddanie…
Biblii im nie daję. Zostały może dwie, zapisuję, kto wypożycza.
,,Grotołazy’’ są jednak nieugięte! Nie z Biblii, to z innej książki…
zazwyczaj albo brakuje w nich kilku kartek albo ktoś wycina prostokąt
odpowiedni do skręcenia ,,papierosa’’…
I co zrobić? Jak żyć?
Jak przetrwać kolejny dzień smutnej odsiadki, gdy czytasz romansidło
albo dobry kryminał i brakuje 10 stron..?
Pomyślcie tylko, ile przeżyłam stresu, gdy do świetlicy przyszłą
kolejna ,,grupa’’, a jedna z osadzonych, WYŻSZA ODE MNIE O DWIE GŁOWY
wykrzykiwała:
– Luizaa, ty mnie oszukałaś!!!
– Co? W jaki sposób?
– Wypożyczyłaś mi drugą część ,,Pięćdziesięciu twarzy Grey’a’’, on ją
rozebrał, a mi brakuje 7 stron!!! 7 STRON! Ja muszę wiedzieć, co robić, bo będę
list pisała do swojego Seby, i co ja mam mu przepisać? Zrób coś!
Ten przykład zakończył się szczęśliwie. Fanka ,,Pięćdziesięciu twarzy
Grey’a’’ wyszła z dwiema takimi samymi książkami, i jak to bywa przy układaniu
puzzli… dała radę.
Lui
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Miejsce, do którego chcę was zabrać, jest miejscem, gdzie staram się spędzić jak najwięcej czasu. Miejsce, które pozwala mi odpoczywać psychicznie i w jakiś sposób zniwelować mój ból i tęsknotę za wolnością. Radiowęzeł- miejsce mojej pracy, ale powoli. Wychodzę z celi, a mieszkam na końcu peronki (czyli korytarza więziennego), idąc do pracy zabieram z tablicy jadłospis, by przeczytać go przez radio. Jest to robione dlatego, że nie wszyscy wychodzą ze swoich cel i nie wiedzą, co kuchnia serwuje w dniu dzisiejszym. Pierwsze drzwi i pomieszczenie są wychowawcy KO, i wtedy pojawia się pierwszy uśmiech w pracy. Od razu wiadomo, że w razie problemu, złego humoru można przyjść i porozmawiać jak człowiek z człowiekiem, a nie osadzona z funkcjonariuszem. Spokojnie, nie będę tutaj cukrować wychowawcy, no chyba. Ale zawsze wchodząc do tego pokoju można liczyć na dobre słowo. I następne drzwi, białe i na dodatek z klamką. Takie zwyczajne drzwi, na które będąc na wolności człowiek nie zwróci uwagi, a tutaj, no cóż, w celi nie mam drzwi, lecz klapę bez klamek. Gdy otworzy się drzwi, widać różowy, taki pudrowy róż ścian oraz biały. Na jednej ścianie jest zrobione drzewo metodą decoupage’u z kwiatów. Gdy obrócisz się w prawo, zobaczysz ścianę, w której jest okno z widokiem na świat. Okno, w którym są kraty, lecz nie ma pleksy i widok nieba czy chociażby padającego deszczu jest namiastką wolności. Przecież wtedy można w wyobraźni się przenieść do balkonu i porannej kawy. Na całej długości tej ściany stoją 3 stoły i tworzą wspólny blat. Miejsce naszej pracy. Na nim stoją 3 komputery, teczki z przygotowanymi audycjami oraz nasze zapiski. Jak to w kobiecym świecie, nie może zabraknąć też dodatków. Na każdym biurku – bo tak nazywamy te stoły – stoi słoiczek opleciony szarym sznurkiem z różowo-niebieskimi dodatkami, a w nim długopisy, zakreślacze itp. Oj, bobym zapomniała, na tych stołach mamy ceratę, srebrną w kwiatki, jak przystało na kobiety. Po przyjściu do pracy pierwsze, co robimy, to zmiana radia według grafiku, który jest układany przez nas. I jak w każdej pracy, dzień trzeba zacząć od kawy w miłym towarzystwie. Ostatnio najlepszą kawę robi Doris, idealna ilość mleka i cukru. I gdy kawa się parzy, to do mikrofonu padają pierwsze słowa, czyli: „Dzień dobry, nasi słuchacze, dziś mamy….” Po przeczytaniu ogłoszeń oraz komunikatów, przechodzimy do jadłospisu. Po takim początku czas sobie chwilę porozmawiać o tym, jak minął nam dzień poprzedni i ogólnie. W międzyczasie widok za otwartym oknem cieszy, a do tego te śnieżnobiałe firanki z różowymi dodatkami dają poczucie kobiecości. Możliwość przebywania w takim naszym kobiecym pomieszczeniu daje nam bardzo dużo. Wszystko mamy ułożone tak, by było pod ręką. Na ścianach wiszą tablice korkowe, na których mamy rozpisane poszczególne miesiące, audycje czy nawet radia. Nie może też zabraknąć czegoś śmiesznego, co potrafi dać uśmiech na twarzy, tak jak płacząca panda obejmująca i pocieszająca płaczącego mężczyznę. Ostatnio, aby upiększyć nasz azyl, na ścianie powstał napis: „ Ciesz się małymi rzeczami; rób to, co cię uszczęśliwia; śmiej się tyle, ile oddychasz; kochaj tak długo, jak żyjesz; żyj tak, aby niczego nie żałować; tańcz, jakby nikt nie patrzył”. Same go zrobiłyśmy, literka po literce. Wspólne dzieło, jak przystało na zespół w pracy. Mamy rozdzielone prace, każda jest za coś odpowiedzialna. Jedna czyta, to druga pisze audycje, czy też składa gazetkę, która się ukazuje raz w miesiącu. Za biurkami, czyli naszymi plecami stoi szafa, już tylko jedna, ze sprzętem odpowiedzialnym za łączność, czyli by poszczególne oddziały nas słyszały. Szafa, która jest sercem tego miejsca, no może nie sercem, a nerkami, bo sercem jest konsola, która umożliwia włączenie radia czy też przemówienie do słuchaczy. I ten mikrofon z czerwonym kablem, który nazywany jest przez nas „władza do narodu”. Chociaż nie jest to duże pomieszczenie, to 4 osoby przy dobrych chęciach dałyby radę zatańczyć kankana. I został jeszcze jeden mebel, nasz regał, na którym jest hm… chyba wszystko. Na pewno znajdują się tam segregatory, ułożone tak, by każdy wiedział, co tam jest. Na innych półkach szkatułki z „potrzebnymi rzeczami”. Ale też miejsce na kawę i ciastko. Jest to takie pomieszczenie, gdzie możemy się poczuć trochę inaczej niż na celi. Mówi się, że więzienie powinno być straszne, by odstraszało przed ponownym przyjściem, ale ten pokój jest takim azylem, gdzie nie jesteśmy osadzoną, tylko człowiekiem. Jak dobrze jest tam usłyszeć od wychowawcy, czy wszystko dobrze, czy nie chcemy pogadać. Nigdy nie jesteśmy pozostawione same sobie. W tym pomieszczeniu także tworzymy teksty na bloga, a nasza koleżanka pisze książkę. Być może kiedyś znajdziemy ją na półce w księgarniach. I wiecie, co mi się wtedy przypomni? Właśnie ten kobiecy pokój, gdzie Zośka siedziała odcięta od świata. Radiowęzeł to nasz kobiecy świat.
Zołza
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl