,,Chciałabym
mieć twarz, której nikt nie rozpoznaje, człowieka, który nigdy się nie urodził,
którego nie ma w żadnych rejestrach, którego nikt nie zna, nikt nie kojarzy.
Człowieka, którego nikt nie żegna, ani nie wita, którego wszyscy mijają; ’’
Czy to by pomogło zminimalizować ból, którego jest się sprawcą?
Czy brak mojego oddechu dałby komuś możliwość krzyku, szansy ucieczki,
uchylenia się?
Czy fakt niewitania sprawiłby, że przeze mnie nie pożegna się młodej
dziewczyny?
Czy nierozpoznawalność uciszy sumienie?
Ucisk? Żal?
Czy mijając mnie bez spojrzeń zaciśniesz dłoń w pięść?
Im bardziej odwracam się od ,,bólu’’, tym więcej się dociskam.
Demony przeszłości nie są stworami znikąd, jestem matką tych cieni
smutku.
Żadna moja łza nie ukoi, nie wypełni zmarszczki zaciśniętych ust, nie
otworzy dławiących gardeł.
Nie podniesie głów, które spuściła rozpacz i wstyd.
Nie mam jak oddać siebie za nią.
Nie zawrócę.
Nie przywrócę.
Moje przepraszam kuli się pod biedą, chorobą, głodem.
Proszenie o uwierzenie przecina brzytwa pogardy.
Cichnę pod – żałuję.
,,Czasami
chciałbym mieć taką twarz codziennie inną, aby codziennie wszystko zaczynało
się od nowa.’’
Uchylone drzwi sumienia wpuszczają światło, codziennie jest inny
dzień, ale inna twarz już nie zmieni jednego.
Marzenie, byś mnie nie rozpoznał, przestało być lekiem na przetrwanie,
przeżycie.
Czy słusznie mnie wyeliminowano?
Za długo wiszę.
Otwórz zapadnię bądź mnie ,,zdejmij’’
– to uczynek czy nowa twarz?
,,To
byłby najlepszy kamuflaż. Nie znać i nie być obok nikogo, być zupełnie
transparentnym.’’
Cyt. z książki Jakuba Żulczyka ,,Ślepnąc od świateł’’
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Kochani Blogerzy – Czytelnicy naszego bloga, zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie naszej akcji na rzecz 9 – miesięcznej Hani. My, blogerki, dajemy od siebie uszyte pomysłowo – kolorowe poduszki do przytulenia, na prezent, do ozdoby, pasujące do każdego wystroju pokoju oraz plecaki, również pięknie dobrane kolorami. Aby je zdobyć wystarczy włączyć się do licytacji – 10 zł dla Was to nic – zestaw w McDonaldzie, a dla Hani szansa na lepsze życie – zdrowe życie. Nigdy nas nie zawodzicie, wspomagacie nasze akcje, liczymy na Was i teraz. Na szczęście, każdy może być szczęśliwy. Bo szczęście to decyzja – więc prosimy o promyk szczęścia dla Hani i jej bliskich.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Kiedy nikt mnie nie widzi jestem zwykła kobietą, czasem próżną… Lubię zawinąć się w koc ze słuchawkami na uszach, z ulubioną muzyką i przywoływać w pamięci najlepsze chwile w moim życiu… Lubię też poświęcić czas swojej urodzie, zająć się sobą, poświęcić sobie czas na zabiegi typu peeling, maseczka, depilacja… itp… Gdy mam coś do przemyślenia, najlepiej robi mi się to sprzątając, więc często sprzątam. Uwielbiam też robótki ręczne, a jeszcze, gdy robię coś dla kogoś i temu komuś to się podoba – cieszę się, że mogłam sprawić odrobinę radości komuś – lubię sprawiać ludziom radość i przyjemność. Jestem małomówna, lubię ciszę, spokój… Często lubię wypić kawę w zupełnej ciszy… Gdy nikt nie widzi, nadal i niezmiennie, jestem sobą – kobietą, matką, córką, wnuczką, babcią, przyjaciółką… Żyjącą z dala od tych, których kocham i z którymi pragnęłabym być… Bez względu na okoliczności, miejsce i czas… Jestem człowiekiem, kobietą taką jak Ty i Ty i Ty… Mam dobre dni i złe dni. Żyję tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim dniem moim. Staram się żyć tak, by nikt przeze mnie nie płakał. Choć nie zawsze jest to proste. Staram się być blisko tych, którzy mnie kochają, i których ja kocham. Mam duszę romantyczki, więc czasem lubię pomarzyć o tym, jakby to mogło być, gdyby… Jednak romantyczka, stąpająca twardo po ziemi, z ogromnym zasobem optymizmu – szaleńcza mieszanka!
Pewnie ktoś z boku obserwujący mnie powie, że jestem nudna… no cóż. Mi
dobrze jest ze sobą i nigdy nie nudzę się sama. Uwielbiam samotność i ubolewam,
że w tym miejscu to rarytas – nie być obserwowanym i być samemu choć przez
chwilę…
Z pozdrowieniami, Diablica
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Wolność dla
człowieka jest jak powietrze. Musi je mieć, by żyć. Tak jesteśmy skonstruowani.
Ale jednocześnie jesteśmy też tak skonstruowani, że musimy wyznaczyć jakieś
ramy tej pierwotnej potrzebie. Gdzie leżą granice wolności, nadal tego nie
wiem.
Chciałabym umieć
przeżywać piękno danej chwili w zgodzie na jej nietrwałość, bo często nie
potrafimy się porozumieć. Bo nam się nie chce, nie interesujemy się drugim
człowiekiem. Wolność, to nie tylko wykrzyczenie słowa ,,NIE’’. To też możliwość
powiedzenia ,,TAK’’.
Są takie miejsca,
gdzie śni się więcej niż zazwyczaj, i dzieje się więcej niż na co dzień po
tamtej stronie. Czy wolność może sprawić, że zamiast się kłócić albo unikać
rozmowy, zdołamy się zrozumieć? Zaufanie? Szacunek? Poszukuję okoliczności
łagodzących i nic z tego nie wynika. Czasami zaufanie zastępuje zrozumienie.
Zmienić tok myślenia? Ale po co? Bo czy możemy czuć, że nasze życie jest dobre,
skoro opiera się na tak niepewnych podstawach?
Los każdego dnia
może przynieść nam bolesne doświadczenia. Mimo to, ja nadal wierzę, że nasze
życie, nawet tu, może być do zaakceptowania, i autentycznie, prawdziwie trzeba
ruszyć z miejsca, uwolnić się od lęków i nawyków. Uczynić swoje życie lepsze.
Nigdy nie jest za późno, by zaakceptować siebie, zmiany, które przynosi los,
niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy.
Prawda jest taka, że
nikt nie wie, do czego jest stworzony, dopóki nie napotka w życiu wyzwań, które
go odmienią. Myślę, że nie można do końca wierzyć w to, co ludzie mówią. Zawsze
podają racjonalny powód swoich poczynań, ale będzie to tylko alibi, gwarancja
spokojnego sumienia. Nie można też wstydzić się naturalnych potrzeb, np.
emocji, miłości, złości i błędów.
Tylko zwierzęta
zaskakują nas zdolnościami i zachowaniem, których na próżno szukać u ludzi.
Jednak niełatwo się
żyje, nieustannie czując się winnym. Czy istnieje jakieś dobre rozwiązanie?
Może przyznanie się do winy, bez wykrętów, bo nikt z nas nie wie, ile jeszcze
dokładnie mamy czasu. Lata czy miesiące? Wolimy myśleć, że długo, ale jak
będzie, tego nie wie nikt.
H.S.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Jak odbierają nas, osadzone kobiety, inni po tamtej, lepszej
stronie muru. Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Pewnie na głębsze przemyślenia
przyjdzie czas, gdy opuszczę to miejsce. Przebywając tu mam kontakt z moją
cudowną rodziną, która mnie wspiera z całych sił. Daje miłość, wiarę i
nadzieję. To bardzo wiele. Nie wszystkie kobiety osadzone mają tyle szczęścia.
Tak naprawdę to oprócz bliskich jedyne osoby z „wolności”, z jakimi mam
kontakt, to pracownicy służby więziennej oraz osoby, które odwiedzają nas w
areszcie i prowadzą zajęcia. Służba więzienna, co oczywiste, musi trzymać
dystans. Nasze relacje są czysto „służbowe”. Myślę, że to odpowiednie słowo.
Osoby, które przychodzą z zajęciami, nie oceniają nas. Są przyjaźni i traktują
nas normalnie. Czasem odnoszę wrażenie, że ten czas, który z nami spędzają,
traktują jako misję. Więzienie to nie jest miejsce, które odwiedza się z
przyjemnością. W tym momencie czapki z głów dla tych wszystkich, którzy z
własnej, nieprzymuszonej woli nas odwiedzają. Gdy rozmawiam z nimi, momentami
mam wrażenie, że choć na chwilę mogę złapać oddech, łyk świeżego powietrza.
Gdy już opuszczę areszt, co inni o mnie pomyślą? Nie wiem.
Wiem jednak, że jakoś szczególnie mnie to nie interesuje. Ci, którzy byli przy
mnie przed aresztowaniem- pozostali. W tej kwestii nic się nie zmieniło.
Zdaję sobie sprawę, że na temat więźniów zwykle
społeczeństwo nie ma dobrego zdania. A szczególnie o kobietach. Bo kobiecie nie
przystoi, aby znalazła się w takim miejscu. Idąc za następnym stereotypem myślenia-
matce również. Ale, tak szczerze mówiąc, nikt nie zna naszych historii. A
niektóre z nas (tak zresztą jak ja), nie mają ochoty ich opowiadać, jak by nie
było, obcym ludziom. Naszej sytuacji to nie zmieni. Można byłoby to potraktować
jako formę terapii, aby wylać to wszystko na papier. Ale czy warto dzielić się
z obcymi?
Obawa (być może) przed hejtem i falą krytyki, jaka na nas
spadnie, podpowiada STOP. KROPKA.
Blondi
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Wiele lat minęło od chwili, gdy
byłam tam ostatni raz, ale gdy tylko będzie mi dane pojadę tam znów.
Często
jeździłam na Mazury, las, woda, żagle i ja…uwielbiam obcować z naturą,
uwielbiam ten błogi spokój i stan, że nic nie muszę – wszystko mogę 😊.
Z dala od ludzi, mały domek tuż przy lesie, kuchnia w której paliło się
drewnem, klimat trochę jak ze starego kina 😊. Drewniany domek, w którym wszystko
było wykończone drewnem, okiennice – które otwierało się z zewnątrz z wyciętymi
wzorami ozdobnymi, z zewnątrz wyglądał jak leśniczówka taka – malutki, ale było
tyle ciepła w nim. Kuchnia pełna staromodnych drewnianych szafek, z drewnianym
stołem i krzesłami… pokój w którym wizawi drzwi znajdował się kominek, po lewej
stronie stało drewniane łóżko, na którym spokojnie mogły spać 4 osoby, szafa,
sekretarzyk, komoda z dużym ozdobnym lustrem i stół z krzesłami – stary
drewniany z fikuśnie rzeźbionymi nogami… warunki na dzisiejsze czasy
spartańskie, ale uwielbiałam tam jeździć. Do brzegu jeziora miałam może pół
kilometra, a może trochę więcej, jednak nie odczuwałam tej odległości… stojąc
pod domkiem widziałam jak tafla wody w jeziorze błyszczy się w słońcu,
zachęcając by do niej wejść… kąpiele w jeziorze, gdy tylko tego zapragnęłam,
ognisko, które rozpalałam, by usmażyć sobie kiełbaski czy ziemniaki… Widok jak
z obrazka, mam to miejsce w swej pamięci wyryty na zawsze, ten widok, ten
zapach, który jest niepowtarzalny, ten spokój i harmonia, która tam panowała…
Było to miejsce, które kochałam i uwielbiałam do niego wracać. Dziś nie wiem
czy jeszcze istnieje, gdyż upłynęło wiele, wiele lat od chwili gdy byłam tam
ostatni raz… Jedno jest pewne, chciałabym móc znaleźć się tam jeszcze raz,
chociaż raz…
Z pozdrowieniami
Diablica
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Między nami stoi jeszcze 150 prześcieradeł, które muszą
wyschnąć na rurze grzewczej po praniu. Po dwa, raz na dwa tygodnie pranie z
mozołem w niedużym wiaderku. Tylko jedno mieści się w nim na raz. Kiedy bawię
się we Franię, liczę zawsze ile jeszcze. Dziś mi wyszło 150. Rura grzewcza wisi
pod sufitem, wzdłuż ściany z oknem. Może być karniszem, na którym latem wisi
zasłona z prześcieradła w upalny dzień, by przynieść chłód, lub suszarka w
zimę. Liczę pilnie godziny potrzebne, by doprowadzić do sucha kawał bawełnianej
połaci, o wymiarze metr na 170 cm. Wyciskanie z niego wody, to zajęcie bardzo
retro, ale pomaga docenić maminy trud, kiedy do obsługi mojego niemowlęcego
ciała potrzebowała sterty tetrowych pieluch, czystych i pranych dzień w dzień.
Brudny róż mokrej połaci z minuty na minutę ustępuje pudrowo-indyjskiemu
odcieniowi. Jakby broniąc się przed promieniami rurzego ciepła. Jasny odcień
wypiera go milimetr po milimetrze, zbliżając mój czas powrotu do ciebie o
minutę, 10 minut, kwadrans, godzinę. Teatr wilgoci. Wypieranie tego co było do
stanu pożądanego. By przyśpieszyć wygrana przesuwam prześcieradło po kilka
centymetrów w ta i tamta stronę. Bo kiedy za kilka godzin suchość wygra z
wilgocią, będzie nas dzielić tylko 148 prześcieradeł.
Papryka RZ.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Przecież ona dosięga każdego! Nierealnym jest,
by ominęła kogokolwiek. Wszyscy jesteśmy jej łącznikiem, przedłużeniem, ofiarą
i „ojcem”. Rodzi się z niskich pobudek, z nudów, zazdrości, zemsty, słabego
charakteru. Ta, o której się dowiemy – zapewne dzięki drugiej osobie, nawet jak
poboli, zatka, wyciśnie łzy czy wywoła parsknięcie, to pozwala na zadziałanie,
ustosunkowanie się, olanie, bądź zareagowanie. Wszyscy świetnie zdajemy sobie z
tego sprawę, że w świecie jest jeszcze masa „info” na nasz temat, która dotrze
do nas maksymalnie zdeformowana i przyprawiona.
Ludzie
od zawsze gadali, mało z kim można porozmawiać, a gadać z każdym. Choć zawsze
miało to miejsce, to jakoś mało kiedy w identyczny sposób „podawali” dalej
zasłyszane historie.
Zakład
karny w Grudziądzu był kiedyś zakonem. Do tej pory wewnątrz jest kościół w
którym odprawiane były msze. Na terenie jest również DMiDZ (Dom Matki i
Dziecka), tzw. „ żłobek”. Dzieci się tam rodzą i są chrzczone w kościele
podczas normalnej mszy (tak było za mojej „kadencji”). Dwie takie msze
pamiętam, ale ktoś w inny sposób to zarejestrował. Po kilku latach dowiedziałam
się, że dziecko, które urodziłam zostało mi zabrane do adopcji z racji dużego
wyroku… a ja nawet nie wiem, czy mogę mieć dzieci.
Pamiętam
też jak kiedyś mnie straszyli, że gdy pojadę na karny, to muszę uważać, bo na
łaźni dochodzi do gwałtów. Nie za bardzo mieścił mi się głowie gwałt kobiety
przez kobietę, ale jakoś wtedy słowa miały budować lęk. Cały pawilon podzielony
był na dwie części, po środku dyżurka i telefony. Mnie skierowano w lewą
stronę, do końca korytarza. Do ostatniej celi. Łaźnia była po prawej stronie,
na drugim końcu tego pawilonu. Dziś bym zwyczajnie zapytała „co tam się
dzieje”, albo choćby „przypaliła Franka”, że przez kraty zbyt dobrze nie widzę.
Jakoś chciałabym zażartować z tamtego lęku, który odczuwałam, ale nie
odzwierciedliłoby to siły przekazu. Patrząc na koniec tego pawilonu widziałam
stojące dziewczyny pod tą łaźnią i nie docierała do mnie kolejka po krzywdę? A
tam pod oknem, przy tych drzwiach była popielniczka! One wyszły zapalić!
Osobiście
dotknęło mnie kilka krzywdzących słów, byłam też świadkiem, do czego
doprowadzają nieprawdziwe informacje, ile relacji niszczy, zabija plotka. Nie
wszystkie pamiętam, ale chyba gorsze jest, ile razy powiedziałam sama do kogoś
o drugim nieprawdę. Dlaczego bardziej człowiek pamięta „krzywdę” rzuconą w jego
stronę, a nie odnotowuje zadanych przez siebie razów? Gdyby dać możliwość
ranienia słowem na przysłowiowy zeszyt, ile by się wpisało? No właśnie, nie ma
przykrywki incognito, ale gdyby odwrócić propozycję, wpisanie nazwisk tych, co
nam zadali kuku…hm!…wiadomo, że płonęłoby.
Tysiące
ludzi może ukręcić tysiące wersji jednej historii. Przez lata nasłuchałam się
kto od kogo jest z rodziny, o romansach więziennych, bo tylko przecież romans
mógł zaradzić, żeby utrzymać się w pracy, o donoszeniu osadzonych, by ją
dostać, o tym, że w celi mam toster, własny materac, kino domowe (chyba celowe
to było zagranie). Ostatnio wyjeżdżałam już w transport na diagnostykę, a ja
tylko szłam z rzeczami z paczki. Moje zajęcia z psem z dogoterapii
potwierdziły, że jeszcze mam psa w celi, bo długo siedzę.
Każdy
człowiek ma za sobą niesmak niejednej krzywdzącej powiastki na swój temat,
każdy człowiek ileś razy bardziej świadomie jak nieświadomie (pozostawiam to do
indywidualnego przetrawienia) przyczynił się do bólu drugiej osoby i też każdy
człowiek ma swój próg wytrzymałości na takie gadanie. Nie uwierzę, że komuś tak
naprawdę jest to obojętne, że źle o nim mówią! Ja wiem, że istotne jest, kto
mówi, a nie co, ale prawda jest taka, że wystarczy gorsze samopoczucie, jakiś
smutek rodzinny i głupie gadanie obcych ludzi pchnie do tragedii.
A
wystarczyłoby, aby każda nasza pojedyncza łza z bólu nie wypowiedziała jednego
słowa dalej. Byśmy uwolnili się od niepotrzebnego śmietnika słów o innych i
przestali być echem.
PEŁNOLETNIA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Zwyczajnie miałam mieszane uczucia, jak zostanę odebrana przez osoby w
wolności. Przecież jestem „więźniarką”.
To, że znalazłam się w tym miejscu, nie robi ze mnie gorszego
człowieka. Człowieka pozbawionego uczuć. Myślę, a wręcz jestem tego pewna, że
całe moje człowieczeństwo, które posiadałam przed wyrokiem, jest nadal we mnie,
mimo tych krat.
Niczym się nie różnię jako człowiek od osób za murami.
Też posiadam rodzinę, dzieci, dom, lecz życie napisało dla mnie inny
scenariusz.
Borykamy się często z problemami, na które nawet nie mamy wpływu.
Wyobraź sobie sytuację, że znajdujesz się na naszym miejscu i wykonujesz
telefon do domu, a tam słyszysz, że twoje dziecko jest w szpitalu? Ma
podejrzenie wyrostka i czeka go prawdopodobnie operacja. Zanim usłyszysz
wszystkie informacje, nie wspomnę o pocieszeniu dziecka i wsparciu go, mija
pięć minut, telefon zaczyna mrugać – zaraz koniec rozmowy. I słyszysz ciszę,
następny telefon jutro (no, chyba że uda się wyżebrać dodatkowy telefon u
oddziałowej). I tak idziesz pod celę z tysiącem myśli w głowie, ale najgorsza
jest ta niemoc.
Bezsilność człowieka, bo przecież będąc na wolności to byłoby się przy
dziecku, trzymałoby się go za rękę, a tak… Zostaje się sama z własnymi myślami.
Chyba że jesteś szczęściarą i masz z kim o tym pogadać w celi.
Więzienie uczy nas wszystkich cierpliwości, bo to jest niezbędne, jak
tlen do życia.
Przecież kiedyś ten wyrok minie i będziemy przy dzieciach, rodzinie,
będziemy tak jak Wy – wolnymi ludźmi.
Myślę, że jak na pierwszy wpis nie jest źle. Może się przełamię i będę
pisać częściej.
Halina
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Na nasz rodzinny obiad zjedlibyśmy zupę ze świeżych
pomidorów z cieniutkim makaronem i przysmażaną cebulką, pieczonego kurczaka z
ziemniaczkami i mizerią, a na deser poziomki ze śmietaną albo kruche ciasto z
rabarbarem i cukrem pudrem. Usiedlibyśmy wokół stołu – ja i moi rodzice – w
pokoju z widokiem na ogród, a przez okna wlewałby się zapach dopiero co
skoszonych traw i cykanie świerszczy. Snulibyśmy opowieści i plany na
przyszłość, przyprawione śmiechem i łzami. Ale takiego obiadu nie będzie, bo
nie ma już tamtego pokoju ani moich rodziców. Bo na wszystko jest już za późno.
Gdybyśmy byli dawnymi Słowianami, zastawiłabym stół na
cmentarzu, przy grobie, gdzie spoczywają, i rozpaliłabym ogień – jako bramę i
drogę – aby ich dusze przybyły z Nawii ogrzać się i posilić. Wtedy mogłabym
powiedzieć im, jak bardzo ich kocham i jak bardzo mi żal, że nie dane mi było
nawet się z nimi pożegnać. Mogłabym ich przeprosić za własną bezsilność. Może
zjawiliby się też dziadkowie i babcie, ciotki, wujowie i kuzyni oraz moja nienarodzona
siostrzyczka (lub braciszek) – bowiem wszyscy moi bliscy krewni przebywają już po Tamtej Stronie, w strefie
wiary i tajemnicy. Ucztowalibyśmy i gawędzili, dopóki płonąłby ogień.
Lecz nie jesteśmy dawnymi Słowianami, zaś w moim
duchowym dziedzictwie nie ma przyzwolenia na zabawy we wróżkę z Endor. Żeby
znów się spotkać, musimy cierpliwie czekać na ruch Boga. Dlatego na razie nie
będzie obiadu ani rozmów z duchami przodków.
Za to może być inny obiad i inne rozmowy, daleko stąd,
na afrykańskim brzegu – z moim mężem i jego rodziną. Bo tylko oni mi pozostali
na tym świecie. Na szczęście sercem są nieustannie ze mną, choć nie płynie w
nas ta sama krew. Wierzę, że kiedyś usiądziemy razem, w licznym gronie, na
patio pod baldachimem winorośli, w cieple śródziemnomorskiego wieczora, i nie
będziemy pamiętać ani mówić o rzeczach smutnych i bolesnych. I to będzie może
lepsze, niczym dotyk łaski, bo jak napisała Majgull Axelsson: „Niektóre
wspomnienia trzeba zostawić w spokoju, są delikatne jak pajęczyna, nie znoszą
myśli ani słów”.
Zośka
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”