Bóg się rodzi!


Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zastanawiałam się jak poruszyć ten temat. W jaki sposób opisać emocje budzące się we mnie w ten wyjątkowy czas? Prawdę mówiąc, przez ostatnich wiele lat całkowicie przestałam sobie zawracać nimi głowę: i świętami i emocjami. Przez fakt, jakim stałam się człowiekiem, życie jakie wiodłam, sumienie nie pozwalało mi zwrócić swoich oczu ku Bogu. Czułam się niegodna. Uważałam, że nie zasługuję na miłosierdzie. Z żalem i zawiścią patrzyłam na uradowane twarze ludzi pochłoniętych przez szał przedświątecznych przygotowań! Z ukłuciem w sercu spoglądałam na kolorowe światełkaw cudzych oknach. Z własnego wyboru ulegając pragnieniom, które zwodziły mnie daleko, głęboko, czasem aż do piekła, porzucając rodzinę – pozostałam sama. W mroku i w zimnie. Nie potrafiłam jednak mimo usilnych prób, wymazać z pamięci świąt spędzanych wrodzinnym domu. Gdy jeszcze żyła babcia. To ona była bramą, która wprowadziła mnie w życie, to ona oddała mnie w opiekę Bogu, to ona właśnie zawiązała między mną a Jezusem pierwszą więź. To babcia Zosia była spoiwem rodziny i sprawczynią najcudowniejszych świąt mojego dzieciństwa. Byłam wówczas taka szczęśliwa. Pamiętam, jak wspólnie przeżywałyśmy narodziny Dzieciątka Jezus. Do dziś wryło się w mojej pamięci wspomnienie, gdy poprzełamaniu się opłatkiem, poprowadziła mnie do szeroko otwartego okna, wskazując dłonią skierowała mój wzrok na pierwszą, najjaśniejszą gwiazdę, prosząc bym zawsze podążała za jej blaskiem. Jak trzej Królowie. Dary, które złożyłyśmy przed Narodzonym Panem były tym, co najczystszego posiadały nasze dusze. Oddałyśmy nasze myśli, troski i radości, nadzieję i modlitwy. Nie potrafię ubrać w słowa unoszącej mnie wówczas wszechogarniającej miłości i radości. To była magia…

Wielelat później po śmierci babci, zapomniałam o tej magii, a Święta dla mnie przestały istnieć. Jeszcze przez jakiś czas przyjeżdżałam w Wigilię do domu, lecz po drodze utraciłam ich prawdziwe znaczenie. Liczyły się tylko prezenty, którymi się wzajemnie obdarowaliśmy, życzenia wypowiadane beznamiętnie, bez wiary w ich spełnienie, odruchowe poklepywanie się po plecach kryjące w sobie więcej ukrytego żalu i niewypowiedzianych pretensji niż szczerej życzliwości. I nikt nie zwracał uwagi na głównego jubilata – Dzieciątko Jezus. Nikt z nas nie troszczył się o Niego. Moje serce stało się obojętne jak te domy i karczmy, które stały zamknięte przed Bogiem, w dniu Jego narodzin. Nie znalazłam dla niego miejsca, ani kołyski, nawet sianka z pod obrusu zabrakło.

Dziś, miejsce w którym jestem, jest konsekwencją moich poczynań. Znalazłam się tutaj z własnego powodu, choć wbrew własnej woli. Jeszcze miesiąc temu z niechęcią myślałam o nadchodzących dniach. Co zrobić? Najlepiej będzie położyć się, odwrócić twarz do ściany i przespać ten świąteczny czas. Udawać, że to dzień jak co dzień. Nie myśleć. Nie czuć. Nie być. Jednak niepotrafię nie tęsknić. I chyba tę moją tęsknotę, pragnienie odrodzenia zauważył Bóg. Poczułam delikatne drgnienie serca, jakby ledwo wyczuwalne pukanie. Zatkałam uszy, by nie słyszeć. Na nic się to zdało, gdyż to rozgrywało się wewnątrz mnie. I głos, który zapytał czy go w końcu przyjmę. Nie wiem czy to moje sumienie czy Pan Jezus Chrystus? Nie mogę pójść do Świątyni Ojca, nie mam możliwości, by się wyspowiadać przed Kapłanem. Jednak postanowiłam u siebie posprzątać. Wymiotłam z serca wszystkie grzechy, brudy, cały zalegający w nim gnój. Słowami pokuty wybieliłam serca ściany i ocieplam je dobrymi wspomnieniami i radosną obietnicą narodzin Pana. Teraz z niecierpliwością i nadzieją czekam na Cud Bożego Narodzenia. I choć blindy w oknach uniemożliwiają mi spojrzeć w Wigilijne Niebo, to wiem, że Betlejemska Gwiazda rozproszy we mnie mrok i Bóg się w mym sercu narodzi. Wiem również, że w moim rodzinnym domu, jak co roku będzie czekał na mnie przygotowany dodatkowy talerz. I może w kolejne święta odważę się usiąść przed nim przy stole wśród bliskich, śpiewając kolędy. W tym roku, w tym miejscu będzie to dla mnie cicha noc…

…Cicha noc, święta noc,

Narodzony Boży Syn,

Pan Wielkiego Majestatu,

Niesie dziś całemu światu,

Odkupienie win, odkupienie win.

PiK/2021


Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Święta

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Co roku w Wigilię mam z bliskimi taką ceremonię, że o godz. 18-tej w myślach składamy sobie życzenia. Im jest łatwiej bo jestem jedna, ja staram się nikogo nie pominąć w tej swojej prywatnej mszy. Obecnie „nie robię” Świąt już od kilku lat, nie umiem przeżywać Bożego Narodzenia w co chwilę zmieniającym się towarzystwie.

Pamiętam jak dawno temu, gdy przewieźli mnie do zakładu karnego w Grudziądzu, tam była organizowana Wigilia na świetlicy. Ze strony administracji był wkład w postaci słodyczy, ciastek i ciasta, my od siebie mogłyśmy wszystko co było dla nas dostępne bądź do zrobienia. Kto co miał bądź co chciał dać dorzucał do wspólnego kartonu. Dana grupa dziewczyn ubierała choinkę, przystrajała stół i o umówionej godzinie schodziły się dziewczyny. Z kaset magnetofonowych puszczane były kolędy i przy świeczkach przyniesionych przez wychowawcę płynęły rozmowy, a u niektórych też łzy. Garstka dzieliła się opłatkiem.

Na tego typu spotkaniach wigilijnych byłam cztery może pięć razy. Z roku na rok robiło się to coraz bardziej uboższe nie tylko w kwestii materialnej, ale też mentalnej. Dziewczyny nie chciały „dokarmiać” innych nawet z okazji świąt. Mnie osobiście zniechęciła rozmowa osadzonych na mój temat – „ta to musi się dorzucać, by choć takie święta mieć”. Pytanie – jakie święta? Chyba takie same jak tych co obgadywały mnie? Jedno miejsce a jakby odległe punkty.

Później moje święta były już tylko w obrębie celi – najlepsze jakie mogłam spędzić, to z Małgosią. Przygotowywałyśmy wszystko, na co było nas stać. Jakaś część pyszności przychodziła w żywnościowych paczkach, coś zakupiłyśmy w kantynie, ale były też przysmaki osobiście przygotowane. Małgosia uwielbiała „gotować”, ja uwielbiałam to jeść. Trochę „jadłyśmy jej z ręki” :). Łączyłyśmy dwa małe stoliki, kładłyśmy obrus i serwetki, opłatek na środku i wszystkie potrawy. Siadałyśmy wspólnie bez wyjątku, czy ktoś dostał paczkę czy nie. Przy kolędach z telewizora starałyśmy się jak najweselej przywitać Jezusa. Małgosia jest osobą niewierzącą, a i tak co roku szła zemną na mszę. Raz nawet byłyśmy na Pasterce!

Później pojechałam do Warszawy i nie uczestniczyłam w Wigiliach. Co chwilę w celi mi się zmienia skład, wchodzili i wychodzili. Mało kiedy miałam taką możliwość, by z kimś sobie coś zaplanować choćby właśnie te święta. Nie ozdabiałam celi, nie robiłam nawet sałatki. Jadłam tylko to co kupiłam, jedynie tej 18-tej do dziś jestem wierna. W tym miejscu szczególnie trzeba mieć z kim ten dzień spędzić. Twarze się zmieniają, a ja ciągle jestem tutaj. Jak to tradycyjne miejsce dla wędrowca, przygotowane, ale lepiej żeby nie przyszedł.

Pomimo wszystko, spokojnych dla wszystkich Was Świąt, jakby co, zapraszam o 18-tej.

Pełnoletnia


Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Nasz rodzinny obiad

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
Fot. Małgorzata Brus

Na nasz rodzinny obiad zjedlibyśmy zupę ze świeżych pomidorów z cieniutkim makaronem i przysmażaną cebulką, pieczonego kurczaka z ziemniaczkami i mizerią, a na deser poziomki ze śmietaną albo kruche ciasto z rabarbarem i cukrem pudrem. Usiedlibyśmy wokół stołu – ja i moi rodzice – w pokoju z widokiem na ogród, a przez okna wlewałby się zapach dopiero co skoszonych traw i cykanie świerszczy. Snulibyśmy opowieści i plany na przyszłość, przyprawione śmiechem i łzami. Ale takiego obiadu nie będzie, bo nie ma już tamtego pokoju ani moich rodziców. Bo na wszystko jest już za późno.

Gdybyśmy byli dawnymi Słowianami, zastawiłabym stół na cmentarzu, przy grobie, gdzie spoczywają, i rozpaliłabym ogień – jako bramę i drogę – aby ich dusze przybyły z Nawii ogrzać się i posilić. Wtedy mogłabym powiedzieć im, jak bardzo ich kocham i jak bardzo mi żal, że nie dane mi było nawet się z nimi pożegnać. Mogłabym ich przeprosić za własną bezsilność. Może zjawiliby się też dziadkowie i babcie, ciotki, wujowie i kuzyni oraz moja nienarodzona siostrzyczka (lub braciszek) – bowiem wszyscy moi bliscy krewni  przebywają już po Tamtej Stronie, w strefie wiary i tajemnicy. Ucztowalibyśmy i gawędzili, dopóki płonąłby ogień.

Lecz nie jesteśmy dawnymi Słowianami, zaś w moim duchowym dziedzictwie nie ma przyzwolenia na zabawy we wróżkę z Endor. Żeby znów się spotkać, musimy cierpliwie czekać na ruch Boga. Dlatego na razie nie będzie obiadu ani rozmów z duchami przodków.

Za to może być inny obiad i inne rozmowy, daleko stąd, na afrykańskim brzegu – z moim mężem i jego rodziną. Bo tylko oni mi pozostali na tym świecie. Na szczęście sercem są nieustannie ze mną, choć nie płynie w nas ta sama krew. Wierzę, że kiedyś usiądziemy razem, w licznym gronie, na patio pod baldachimem winorośli, w cieple śródziemnomorskiego wieczora, i nie będziemy pamiętać ani mówić o rzeczach smutnych i bolesnych. I to będzie może lepsze, niczym dotyk łaski, bo jak napisała Majgull Axelsson: „Niektóre wspomnienia trzeba zostawić w spokoju, są delikatne jak pajęczyna, nie znoszą myśli ani słów”.

Zośka



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Pierwszy dzień wolności: wizja 4

3-IMG_0010

Jadę do domu z ciocią (mamą ewentualnie) i chrześnicą. Po drodze rozmawiamy o czym tylko się da. W domu czeka reszta rodziny. Stół zastawiony jedzeniem i alkoholem. Panuje lekki chaos, bo wszyscy biegają po domu, z kuchni do pokoju. Panuje gwar, dzieci biegają i krzyczą. Atmosfera podobna do świątecznej. W końcu siadamy przy stole i prawie wszyscy zaczynamy opowiadać, co ostatnio kogo spotkało, śmiejemy się i cieszymy sobą.

Nad ranem wypijam drinka i idę wziąć kąpiel w wannie (DŁUUUGĄ) z DUUUŻĄ pianą! A później luli w OGROMNYM łóżku z WIELKĄ poduchą! … Tydzień później…

MAŁGOSIA

 

Jak spędzamy Święta w więzieniu

 

 3-Drzwi do celi

W tym miejscu magia Świąt nas nie omija.

Można to zauważyć wchodząc na oddział mieszkalny – ładnie ubrana choinka, stroiki na klapach, światełka. Świąteczna atmosfera sprawia, że jesteśmy dla siebie milsi. Pomimo zaistniałych pomiędzy nami konfliktów, to właśnie Święta sprawiają, że choć na chwilę o tym zapominamy.

1-3-DSC_0254-001

W tym okresie możemy liczyć na lepszy obiad, czyli na paluszki rybne w Wigilię, a w Święto udko z kurczaka. Mówiąc poważnie, same sobie organizujemy stół świąteczny – wypiski, paczki od rodziny. Szkoda tylko, że nie możemy otrzymywać w paczkach tradycyjnych potraw, takich jak pierogi z kapustą i grzybami, pasztet, mięsa faszerowane, śledziki, bo niestety nasza jednostka nie przyjmuje tego typu jedzenia. W miarę możliwości stroimy sobie celę – malujemy okna, klapę, robimy stroiki, lecz nie do końca wczuwamy się w ten klimat, ponieważ nie jest to to samo co Święta w gronie rodzinnym.

2-1-DSC_0258

Świąt w więzieniu w żadnym stopniu nie można porównać do Świąt spędzanych z bliskimi.

Ania b