Mam na imię
Monika, mam 39 lat. W ZK jestem od lipca 2020, w sumie do odbycia kary zostały
mi jeszcze 23 miesiące ☹.
Bardzo liczę na to, że będzie mi dane wyjść na wolność wcześniej. Jestem
blondynką średniego wzrostu z niebieskimi oczami.
Z natury
jestem pogodnym człowiekiem, znam swoją wartość. Mimo tego, że znalazłam się
tutaj, nie jestem złym człowiekiem. Jeden błąd, jedna nieprzemyślana decyzja i
jestem tu, gdzie jestem. Nie lubię mówić, pisać o sobie, ale może z czasem się
otworzę i opowiem coś więcej.
Przygotowania
No i stało
się, jestem w więzieniu. W miejscu, do którego nikt nie chce trafić. W 2019
roku zapadł prawomocny wyrok, z którym miałam rok, żeby się oswoić, przygotować
psychicznie na to, co mnie czeka. Miałam też czas na to, żeby dowiedzieć się
jak tu jest, co trzeba mieć ze sobą, żeby przetrwać „przejściówkę”, co wolno
zabrać z wolności, no i najważniejsze, pozamykać sprawy zawodowe i przygotować
rodzinę na czas mojej nieobecności.
Zaczęłam od
przeczytania książek dostępnych na rynku, które dotyczą polskich osadzonych. Z
nich dowiedziałam się, że osadzone to w większości normalne kobiety, które
próbują ułożyć sobie życie i wcale nie szukają awantur. Potem przyszedł czas na
internet i YouTube. Obejrzałam wszystkie filmy dotyczące więzień w Polsce,
jednak na temat więzień kobiecych nie ma za wiele materiału.
Z czasem
udało mi się poukładać sobie w głowie, że to nie koniec świata, że nie umieram,
że nikt mnie nie zabije, więc dam sobie radę. Buszując w internecie odkryłam
blog „W kratkę”, kopalnia wiedzy dla początkujących. Poczytałam cały, wszystkie
wpisy i komentarze. Przestałam się bać dziewczyn z więzienia, przynajmniej
tych, które pisały na blogu 😊
SENSYMILLA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Zwyczajnie miałam mieszane uczucia, jak zostanę odebrana przez osoby w
wolności. Przecież jestem „więźniarką”.
To, że znalazłam się w tym miejscu, nie robi ze mnie gorszego
człowieka. Człowieka pozbawionego uczuć. Myślę, a wręcz jestem tego pewna, że
całe moje człowieczeństwo, które posiadałam przed wyrokiem, jest nadal we mnie,
mimo tych krat.
Niczym się nie różnię jako człowiek od osób za murami.
Też posiadam rodzinę, dzieci, dom, lecz życie napisało dla mnie inny
scenariusz.
Borykamy się często z problemami, na które nawet nie mamy wpływu.
Wyobraź sobie sytuację, że znajdujesz się na naszym miejscu i wykonujesz
telefon do domu, a tam słyszysz, że twoje dziecko jest w szpitalu? Ma
podejrzenie wyrostka i czeka go prawdopodobnie operacja. Zanim usłyszysz
wszystkie informacje, nie wspomnę o pocieszeniu dziecka i wsparciu go, mija
pięć minut, telefon zaczyna mrugać – zaraz koniec rozmowy. I słyszysz ciszę,
następny telefon jutro (no, chyba że uda się wyżebrać dodatkowy telefon u
oddziałowej). I tak idziesz pod celę z tysiącem myśli w głowie, ale najgorsza
jest ta niemoc.
Bezsilność człowieka, bo przecież będąc na wolności to byłoby się przy
dziecku, trzymałoby się go za rękę, a tak… Zostaje się sama z własnymi myślami.
Chyba że jesteś szczęściarą i masz z kim o tym pogadać w celi.
Więzienie uczy nas wszystkich cierpliwości, bo to jest niezbędne, jak
tlen do życia.
Przecież kiedyś ten wyrok minie i będziemy przy dzieciach, rodzinie,
będziemy tak jak Wy – wolnymi ludźmi.
Myślę, że jak na pierwszy wpis nie jest źle. Może się przełamię i będę
pisać częściej.
Halina
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Na nasz rodzinny obiad zjedlibyśmy zupę ze świeżych
pomidorów z cieniutkim makaronem i przysmażaną cebulką, pieczonego kurczaka z
ziemniaczkami i mizerią, a na deser poziomki ze śmietaną albo kruche ciasto z
rabarbarem i cukrem pudrem. Usiedlibyśmy wokół stołu – ja i moi rodzice – w
pokoju z widokiem na ogród, a przez okna wlewałby się zapach dopiero co
skoszonych traw i cykanie świerszczy. Snulibyśmy opowieści i plany na
przyszłość, przyprawione śmiechem i łzami. Ale takiego obiadu nie będzie, bo
nie ma już tamtego pokoju ani moich rodziców. Bo na wszystko jest już za późno.
Gdybyśmy byli dawnymi Słowianami, zastawiłabym stół na
cmentarzu, przy grobie, gdzie spoczywają, i rozpaliłabym ogień – jako bramę i
drogę – aby ich dusze przybyły z Nawii ogrzać się i posilić. Wtedy mogłabym
powiedzieć im, jak bardzo ich kocham i jak bardzo mi żal, że nie dane mi było
nawet się z nimi pożegnać. Mogłabym ich przeprosić za własną bezsilność. Może
zjawiliby się też dziadkowie i babcie, ciotki, wujowie i kuzyni oraz moja nienarodzona
siostrzyczka (lub braciszek) – bowiem wszyscy moi bliscy krewni przebywają już po Tamtej Stronie, w strefie
wiary i tajemnicy. Ucztowalibyśmy i gawędzili, dopóki płonąłby ogień.
Lecz nie jesteśmy dawnymi Słowianami, zaś w moim
duchowym dziedzictwie nie ma przyzwolenia na zabawy we wróżkę z Endor. Żeby
znów się spotkać, musimy cierpliwie czekać na ruch Boga. Dlatego na razie nie
będzie obiadu ani rozmów z duchami przodków.
Za to może być inny obiad i inne rozmowy, daleko stąd,
na afrykańskim brzegu – z moim mężem i jego rodziną. Bo tylko oni mi pozostali
na tym świecie. Na szczęście sercem są nieustannie ze mną, choć nie płynie w
nas ta sama krew. Wierzę, że kiedyś usiądziemy razem, w licznym gronie, na
patio pod baldachimem winorośli, w cieple śródziemnomorskiego wieczora, i nie
będziemy pamiętać ani mówić o rzeczach smutnych i bolesnych. I to będzie może
lepsze, niczym dotyk łaski, bo jak napisała Majgull Axelsson: „Niektóre
wspomnienia trzeba zostawić w spokoju, są delikatne jak pajęczyna, nie znoszą
myśli ani słów”.
Zośka
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
J.Green (work inspired from a doodle… retro high waisted pants and bubble permed red hair! And a good disco!/ praca inspirowana „gryzmoleniem”… spodnie z wysokim stanem w stylu retro, czerwone włosy z trwałą! I dobre disco!). Więcej prac londyńskiego artysty J. Greena znajdziecie na Instagramie @tampa_blighty.
(Kochana Justysiu, oto Twój pościk. Chociaż tak mi się nie
chce, ale jak bym mogła tego nie zrobić dla Ciebie, Monia)
Może myślicie, że farbowanie włosów więzieniu to nic takiego.
Otóż mylicie się. Biorąc pod uwagę fakt, że zlew, w którym będę chciała umyć
głowę po farbowaniu ma kran zamontowany 40 cm wyżej. Do tego woda leci 30
sekund, po czym kurek trzeba przycisną ponownie. Możecie sobie wyobrazić, jak
wygląda przekręcanie głowy i jednoczesne pstrykanie tym kurkiem.
Zanim jednak dojdzie do tego mycia, trzeba nałożyć
farbę szczoteczką do zębów, bo pędzelka do nakładania farby w kantynie nie
sprzedają, więc go nie mam. 🙂
Na twarz nakładam grubą warstwę kremu, żeby łatwiej było zmyć
to, co zaraz się na niej znajdzie, bo niestety, zawsze upaprze się tą farbą
cała.
Najpierw robię odrosty i tu nie jest najgorzej – pół
godzinki czekania (muszę uważać, żeby nie dotykać głową górnego łóżka).
Najgorzej jest z nakładaniem farby na resztę długości włosów. Mam na sobie
koszulkę przeznaczoną tylko do farbowania włosów, która za każdym razem zmienia
wzór plam. Ręcznik spada mi z ramion, a ja co chwila poprawiam go. Ciapki z
farby co moment wycieram a to z ramion, a to z szyi, na pewno i tak jakąś
przeoczę.
Po skończeniu czekam jakieś dziesięć minut i czas na
wcześniej wspomniane mycie głowy.
Nagrodą za te męczarnie jest piękny kolor włosów.
No chyba, że postanowię położyć jaśniejszą farbę niż
wcześniej – wtedy zostaje odrost w jednym kolorze, a reszta w drugim… Tylko raz
mi się coś takiego zdarzyło i więcej tego nie powtarzam.
Monia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Nie mam pewności czy „więzienna” moda w ogóle
istnieje. Połączenie pionowych pasków białego z szarym, czy ktoś bardziej
precyzyjny użyje określenia – z gołębim 😊,
nazywane było jako trykocik z Wronek 😊,
a dziś celebryci wręcz ukochali sobie marynareczki w paseczki, a nawet całe
garniturki. Lata temu „pasiak” to ewidentnie był pierdziel, a obecnie – trend.
Podobnie ma się do tatuaży, prawda? Dziś wyróżnia
ludzi, kiedyś stygmatyzował. Wtedy „dziara” to „garujący”, dziś „dzieło” to
artysta… tak się pozmieniało!
Ale wrócę do tematu „mody”… w tym moim świecie
określiłabym to jako powielanie, zgapienie, papugowanie i tego typu zachowanie.
Świetnie pamiętam „rewię mody” w zakładzie karnym, do
którego pojechałam – wyjechałam ze śledczego, na którym miałam: bluzę, sweter,
3 podkoszulki, dwie pary spodni, dwie pary butów (sweterek był tylko na
widzenia, trzymany w folii 😊 ). Po spisaniu
moich rzeczy musiałam przejść przez plac i kiedy zobaczyłam ogromne koło
spacerniaka i postacie poruszające się po nim nie za bardzo ogarniałam obrazek!
Jak byłoby więcej kolorów to stwierdziłabym, że to największy kalejdoskop w
jaki patrzę, ale poruszała się przewaga koloru białego i czarnego. A
dokładniej, koronkowe body w tych kolorach! Matko Boska! Jakby niewinność pod
rękę z żałoba szła, albo kiczowata podróba bella mafii 😊
Bardziej przypominało to wzór firany jaką mama przywoziła z Turcji (jeszcze
były takie rajstopy ze szwem 😊 ). Więc taką
„elegancję”, można było zakupić w lokalnym PEWEX-ie, czyli kantynie, a żeby
strój był kompletny (bo przecież baby nie chodziły w samych bodach, brr..!!!-
to już bym pomyślała, że jakiś portal się otworzył, tym bardziej, że tam też
jest żłobek i dzieci w śpiochach), trzeba było już na własną rękę załatwić
krótką spódniczkę, zwaną „gumką”. Widzicie już to??? No to ja jeszcze nie
skończyłam. Chciałabym jeszcze obrazowo podkreślić, że to nie tylko młode i
szczupłe, kobiety ubierały się tak. Niestety body to nie gorset, nie wszystko
przytrzyma. Czarne nie wyszczupla, nie AŻ tak, a białe podkreślało oponki… w
moją stronę szły larwy…
Z jednej strony były tak przerażające, a z drugiej też
komiczne. Znając schemat powielania, jedna kupiła, inne chciały się z nią
utożsamić i tak kręcił się „styl” spacerniaków. Chyba gorsze było to, że taka
grupka „koleżanek” a’la xero, nie mówiła sobie prawdy, że naprawdę fatalnie
wyglądają. Tak tylko na marginesie, usłyszałam kiedyś od przyjaciółki, że mając
mnie za przyjaciela nie trzeba mieć lustra, piękny dla mnie komplement. Ale
wracając do kiczu… rozumiem, że kiedyś były na fali szalone fryzury (styl
Georga Michaela z Wham) czy pantofle z białej skóry i żołędziami (Modern Talking) i nie jeden
szanowany chłopaczyna obecnie odsiadujący wyrok podbijał taki „laczford” żabką,
by się głośniej szło – to było wprowadzanie Zachodu pod blok! Ale nawet w
tamtych czasach to co fe, chowało się jakoś. Brzuch z paska wybijał się tylko
cinkciarzom spod Universamu 😊… i za wysokim
murem- larwa!
Nigdy nie byłam modna, więc marny ze mnie znawca.
Później dużo dziewczyn zaczęło nosić czapkę z daszkiem do wszystkiego. Był
jeszcze moment podwijania jednej nogawki (nigdy nie znalazłam parkingu dla
rowerów), jednak najgorszym obrazem, modą więzienną, będzie dla mnie wygolenie
boku. Często powtarzam, że z kryminałem będzie mi się kojarzyło disco polo, ale
chyba bardziej wygolony bok (lub dwa) i niejednokrotnie z burakowatym tribalem.
Z kolei jak przyjechałam parę lat temu na „Kamczatkę” tez przeraził mnie wygląd
dziewczyn. Wtedy obowiązkowe tu były mundurki, fatalny stan i obrzydliwy kolor –
kawa z mlekiem?, beżowy? Green sahara? qpa niemowalaka? – chyba zależy w czym
bądź, ile razy wyprany. No więc na różne sposoby te mundurki były
„przyozdabiane” – tak jakby w qpę, powbijać zapałki i udawać że to jeż, no qpa
to qpa!
Wszelkie naszyweczki, koroneczki przy mundurowej
kieszonce bluzy nie umywały się do dołu (każde wyjście poza celę – kompletne
umundurowanie!). Dziewczyny miały poobcinane spódnice maksymalnie krótko, by
była szybka do założenia (to był raczej pasek materiału niż odzież). Zakładały
ją na spodnie, w których chodziły po celi, widok szerokich dresów, obwiązanych
ta spódnicą wokół bioder przymykał oczy jak kwaśna cytryna, ale ta sama
spódnica na bojówkach? Ho! Ho!- to Kupisz siada! Dramat, obraz rozpaczy,
aseksualności. Brakowało, żeby w te boczne kieszenie bidony poukładać, a gdzie
tam bidony – termosy!!!
Pamiętam, że moim celem było załatwić sobie w jak
najlepszym stanie mundurek, dopasować do swojej figury i zapracować na
nagrodówkę „wychodzenie” we własnej odzieży na widzenie! Po roku się dopiero
udało. Obecnie z magazynu pobiera się w bardzo dobrym stanie nawet małe
mundurki (porusza się w nim dalej „zamek”, osadzone zatrudniane na terenie
jednostki i oczywiście osoby, które na start nie mają własnej odzieży). W
ilości posiadanych rzeczy mało też się teraz różni tymczasowo aresztowana od
skazanej. Teraz też „śledczak” za zgodą organu może dzwonić do bliskich, ja na
taki telefon czekałam dwa lata i nie wiedziałam co mam powiedzieć, bo byłam
załamana.
Dziś nie dostrzegam hitu w powielaniu, owszem zdarza
się, że jak jakiejś wyjdzie ładnie rozjaśnione końcówki włosów- to jutro cała
cela może podobnie wyglądać. Ciekawostką też jest, że kiedyś przeważały
blondynki (ewentualnie nieudane „kurczaki” ratowały się fioletową płukanką)
teraz więcej jest szatynek i brunetek. I dobrze, no nie bez powodu ktoś
wymyślił pytanie: „Kim jest szatynka stojąca między dwiema blondynkami?”-
odpowiedź brzmi: tłumaczem.
Także „moda więzienna”- to po prostu chwilowy „rzut”
na coś.
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Kantyna
znajduje się w Sali, w której są widzenia. W Kantynie jest magazyn z
produktami, które możemy nabyć. Oczywiście nie mamy pieniędzy, ale o to dbają
nasi bliscy.
Mamy
kilka możliwości:
Tzw.
wypiska: bliscy wpłacają nam pieniądze, a my je wydajemy,
Tzw.
e-paczka: bliscy wpłacają nam pieniądze, a my je możemy wydać – ale tylko raz w
miesiącu – (chyba że masz nagrodę, to dwa razy).
Tzw.
paczka: bliscy kupują nam potrzebne rzeczy podczas widzenia z nami.
W
dwóch pierwszych przypadkach robimy zakupy trochę jak przez Internet – tylko
bez laptopa. Mamy cennik – spis towarów dostępnych. Bierzemy kartkę albo specjalny druk i
szalejemy. Wybór jest ogromny.
Pierwszy
dział to wszystko co dotyczy naszego jedynego – dostępnego😊 nałogu w Zakładzie Karnym – Nikotyny. Mamy tytonie: cztery do wyboru (w
tym jest też podział na duże i małe). Papierosy pięć rodzajów. Bibułki i dwa
gatunki gilz. Napełniacze, zapalniczki i (uwaga!!!) fifki. Fifka to taka
szklana rurka, w którą wkładamy papierosa i możemy poczuć się jak dama: (w
latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku wyzwolone kobiety w takich
paliły). Aha, karty do telefonów. Bo my możemy dzwonić – raz dziennie, aż sześć
(!!!) minut mamy na wykonanie telefonu … Dziękujemy.
Kawa.
Picie kawy – to również więzienny komfort, dlatego mamy ich do wyboru i koloru.
Osiemnaście pozycji: granulowane, sypane, cappuccino i nawet zdrowa Inka.
Herbaty
to herbaty, ale również zdrowie: szałwie, rumianek, pokrzywa, melisa, mięta.
Możemy nawet trochę pobawić się w zielarki.
Dalej…
Nabiał czyli sery, mleko, śmietana: i tu mamy dwadzieścia jeden pozycji – nawet
jest ser – feta!!! No, luksus.
Samo
zdrowie – Owoce i Warzywa – to tylko dziewięć linijek tekstu: trzy rodzaje
owoców – reszta to warzywa. Pomidor jest owocem? Nie wiem no to możemy policzyć
go podwójnie.
Wędliny
– wymienionych osiem – ale mamy nawet polędwicę i szynkę. I hamburgery.
Ogólny
„potężny dział” – Artykuły Spożywcze. Na połowie strony, długa kolumna cudów i
cudeniek: kakao, miód, cytrynka (wycofana już jest!) w płynie, ryż, makaron –
możemy gotować, pichcić i cieszyć się – tylko przecież nie mamy gdzie gotować….
Oops.
Konserwy
i Przetwory Rybne – siedem pozycji – ale kto je lubi?
Przyprawy
– siedemnaście rodzajów – taki duży wybór jest dla nas po to, żebyśmy mogły
rozwijać swoją fantazję kulinarną – patrz wyżej – nie mamy takiego miejsca …
Oops.
Soki
i Napoje – normalka.
Bakalie
– luksusy – siedem wersów.
Słodycze
– no lubimy, to mamy – ponad pięćdziesiąt sztuk asortymentu… jesteśmy
zadowolone i wybór ogromny przecież.
Artykuły
Papiernicze to nie tylko artykuły papiernicze. Mamy tu baterie (R3 i R6).
Możemy pisać i wysyłać listy…
Leki
i Witaminy – wiadomo wszyscy jesteśmy zdrowi – ma się tu Służbę Zdrowia w
Areszcie. Więc najwięcej mamy witamin – musujących – wiadomo to najlepsze
suplementy w farmakologii i profilaktyce. W tym dziale dla zdrowia figuruje
również: czajnik, miska (do kupienia za zgodą tylko – bo musimy mieć zgodę Pana
Dyrektora na zakup tych produktów zdrowotnych ;)) i pojemnik plastikowy po 9
PLN za sztukę, który również jest lekiem albo witaminą – nie wiem, ale jak
posiedzę, to się dowiem.
Artykuły
Higieniczne – mhm… – wiadomo – higiena to również uroda – a uroda to nasze
dobre samopoczucie i szczęście. I tu nam dołożyli: opór!!! Mamy kosmetyki,
środki czystości i środki do higieny, ale i akcesoria: grzebień, maszynka do
golenia, obcinacz do paznokci – co chcesz… 150 – 170 linijek. Od samego
czytania czujesz się jak w SPA.
Są
też Nowości. Nie wiem dlaczego znalazł się tam papier do pieczenia. Co miałabym
upiec i gdzie? Też nie wiem.
Jeszcze
trochę Nowości, tym razem spożywczych i
… Uwaga! Uwaga! Uwaga mówi o tym, że jednorazowo możemy nabyć tylko sześć
kilogramów żywności i dziewięć litrów napojów. Ale nie to jest ważne. Ważne
jest to, że nie mamy limitu na kosmetyki.
Wyjdziemy
stąd piękni!!!
Pani Em
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Blog eWkratke jest efektem pracy wielu osób, tych w więzieniu i tych po drugiej stronie muru.
Prace blogowe rozpoczynają się od zajęć edukacji kulturalnej, które prowadzimy dla naszej grupy Blogerek dwa razy w tygodniu. Ważna jest regularność. Tkamy sieć wolontariuszy, którzy chcą odwiedzić dziewczyny i podzielić się z nimi swoją wiedzą, doświadczeniem. Mamy prelekcje, warsztaty, prezentacje multimedialne. Przychodzą do nas profesjonaliści, studenci, hobbyści, którzy dzielą się swoją pasją.
Potem omawiamy różne tematy i osadzone samodzielnie piszą posty o sobie, życiu w więzieniu, swoich marzeniach i potrzebach. Nie mają dostępu do Internetu (O Blogu na eWKratke). Ale jednak ich teksty publikowane są w Sieci. Dzieje się tak dzięki zasłudze wielu osób, które dobrowolnie, na zasadzie wolontariatu chodzą, jeżdżą do więzienia i pracują z dziewczynami.
Blogerki piszą swoje posty ręcznie. Tak po prostu, na papierze, długopisem, ołówkiem.
I co dalej się z tym dzieje? Teksty te są zabierane od osadzonych, przepisywane na wolności w programach do edycji tekstu, dokonywana jest lekka korekta ortograficzna i redakcja, ale naprawdę lekka, tak żeby nie zatracić charakteru indywidualnego piszącej osoby.
Następnie teksty przesyłane są do Moderatorki. Małgosia, autorka wyglądu eWKratke, moderatorka, artystka fotografka, publikuje je w Sieci i wynajduje dla nich fotografię swojego autorstwa. Regularnie, raz w tygodniu.
A teraz najważniejsze dla Państwa!
Osadzone w trakcie blogowego dyskursu otrzymują komentarze od swoich „Czytaczy”. Ale w komentarzach tych jest nigdy nie ma adresu osoby komentującej, jest tylko Państwa nick. Co widać na załączonej fotografii.
Gorąco zapraszamy do komentowania postów, do dialogu z Dziewczynami, ale i do kontaktowania się z nami, Redakcją na wolności. Zapraszamy wolontariuszy do współpracy przy blogu. Każde wsparcie jest potrzebne.
Dopiero sugestia w pytaniu sprawiła, ze odkryłam, że on w ogóle płynie. Do tej pory byłam przekonana, że raczej wlecze się niemiłosiernie, choć paradoksalnie – czasami wydaje mi się, jakbym przesiedziała tu już co najmniej osiemdziesiąt lat. Prawda jest taka, że kiedy dzień do dnia jest tak bardzo podobny, to po dłuższym czasie wydaje się, że czas się wlecze. Inaczej jest, gdy wychodzimy na jakieś zajęcia, wtedy skupiamy się na tym, co robimy, plus działanie w grupie potrafi rozbawić i tym sposobem nie patrzymy na zegarek .
Na krótszą metę łatwiej dobrze zagospodarować dzień, bo nawet jeśli nie uda się go wypełnić sensownie, to jednak się go wypełni. Dla kogoś, kto ma w więzieniu do spędzenia więcej niż pięć lat – zaczyna się problem. Nie da się latami rozwiązywać krzyżówek, wyszywać, dziergać lub czytać, bo nawet jeśli się bardzo lubi coś z tego robić, to po kilku latach czynność taka wykonywana codziennie zbrzydnie niemiłosiernie – do zwymiotowania. Aby w więzieniu czas się poruszał w jakimkolwiek tempie, to musi się coś dziać. Wychodzimy np. co tydzień na spotkania redakcyjne – gazetki i bloga „W kratkę”.
Każda z nas czeka na ten moment i już od czwartku do czwartku ciut szybciej nasz bohater „pan Czas” sobie idzie, a tutaj to naprawdę coś.
Małgosia
♦♦♦
Wszystko jest wydarzeniem
Czasami mam wrażenie, że przyszło mi żyć i funkcjonować w jakiejś zakrzywionej, zdeformowanej czasoprzestrzeni. Bywają dni, które ciągną się w nieskończoność i – co gorsze – skończyć się nie chcą. Co ciekawe, tygodnie i miesiące mijają w ekspresowym tempie. Wszystkie dni zlewają się w jedną, nudną całość, która przerywana jest czasami jakimiś ciekawymi wydarzeniami. I to właśnie te wydarzenia zapadają w pamięć. Wydarzeniem w więzieniu można nazwać wszystko, każdą sytuację, która sprawia, że ten dzień będzie inny, może wyjątkowy. Dla mnie najbardziej wartościowe są te dni, kiedy mogę uczestniczyć w zajęciach organizowanych przez fundację oraz te wyjątkowe dni, kiedy odwiedza mnie rodzina. Na nie czekam z utęsknieniem.
Zwykły dzień możemy podzielić na czas płynący od śniadania do obiadu, a potem od obiadu do kolacji. Po kolacji dniówka już jest zaliczona i można wyrwać kartkę z kalendarza.
W tygodniu czas też płynie inaczej. W weekend dłuży się okropnie i rozciąga w nieskończoność. W dni robocze jest lepiej. Na korytarzu większy ruch, wokandy, oczekiwanie na listy od bliskich, no i oczywiście zajęcia kulturalno-oświatowe.
Spróbujcie zamknąć się na tydzień w domu, wyłączcie telefon i Internet, nie wychodźcie nawet do sklepu, nie zapraszajcie gości. Wtedy zobaczycie, ile jest wolnego czasu do wykorzystania i jak bardzo czas jest pojęciem względnym.
Wisienka
♦♦♦
Na nic nie mam czasu w więzieniu
Witam wszystkich serdecznie i chciałam się Was zapytać: jak znajdujecie czas “na wszystko”?
W moim przypadku – na nic nie mam czasu. Nim się obejrzę – jest wieczór, zaraz wieczorny apel, później jakiś film by się obejrzało, a ja się orientuję, że nie odpisałam na list, bo nie miałam czasu 🙂 Jutro odpiszę.
I tak leci kolejny dzień i znowu wieczór – a ja nie miałam kiedy zrobić sobie paznokci – hm, znowu nie było czasu. A to dlatego, że znalazłam sobie świetne zajęcie!
Mianowicie przepisuję sennik (500 stron). Jednym z wielu porannych tematów, jest to, co się komu śniło i co to może oznaczać. I tu pojawia się problem, bo sennik ma jedna dziewczyna na oddziale (ze źródeł poczty pantoflowej) i żeby nie prosić się i nie stać w kolejce (po sennik) pożyczyłam na trochę dłużej i będziemy miały swój na celi. Jestem na literce R, piszę trzeci tydzień i muszę się pochwalić, że szybko mi to idzie, biorąc pod uwagę, że:
codziennie wychodzę do pracy społecznej na 2-3 godziny, do tego trzeba w ciągu dnia postawić karty, przeprać, posprzątać, poprasować, pogadać o wrażeniach z odwiedzin, pójść na zajęcia i oczywiście poczytać książkę.
Wydawałoby się, że mamy czas na wszystko, ale tak nie jest, ponieważ każda z nas ma jakiś sposób na wypełnienie tego czasu tutaj.