Mój inny świat

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Kiedy przekroczyłam próg więzienia, już wtedy wiedziałam, że wkraczam do innego świata. Świata, którego nie znam. Świata, który jest mi obcy. Świata, którego się boję. Nie wiedziałam co mnie czeka, czy się odnajdę i czy dam sobie radę. Wszystko dookoła było przerażające i obce. Pierwsze dni/ tygodnie były dla mnie bardzo trudne. Dźwięki zamykanej klapy, brzdęk kluczy wywoływały u mnie olbrzymi niepokój. Każdego dnia wzmagały się myśli destrukcyjne, z każdą godziną zapadałam się w jeszcze większej wewnętrznej ciszy. Ciszy, w której życie się cudownie wydłuża, a jednak człowiek marzy o śmierci, bo wyobrażenie sobie wieczności w tej ciszy grozi szaleństwem. Wiedziałam jednak, że skoro jestem między ludźmi, w nowym nieznanym świecie to muszę wypracować jakąś zasadę współżycia. Każdy z nas ma przecież swoje doświadczenie, swoją pamięć, swój lęk i ból… W końcu postanowiłam się nie izolować, żyć pośród ludzi i z ludźmi. Uznałam, że samotność jest iluzją, w której nie mogę się zatracić. Kiedyś w książce Katarzyny Nosowskiej przeczytałam, że „(…) kiedy człowiek znajdzie się w czarnej dupie, to chętnie w niej pozostanie, jeśli tylko będzie miał towarzystwo”. Idąc w ślad za tymi słowami, otworzyłam się na ludzi, zaczęłam słuchać i być słuchana. Powoli uczyłam się nowych pojęć – języka więziennego. Dowiedziałam się, że stołek to fikoł, miska to dołek, a ścierka do naczyń to platerka. Dzięki temu zrozumiałam czym jest mandżur (koce, poduszka), kostka (jak wcześniej) czy wybicie się na klapę (pytanie do Oddziałowej). Nauczyłam się zagospodarować sobie czas wolny, spędzając go na malowaniu, haftowaniu czy robieniu na drutach. Z czasem przestałam liczyć dni pozostające mi do opuszczenia ZK. Zrozumiałam, że czas nie istnieje, a tykanie zegara to zaledwie jeden z dźwięków, które docierają do mojego ucha. Dużym problemem było dla mnie radzenie sobie z tęsknotą za bliskimi. Brak przy sobie męża i dziecka sprawiał ból, z którym ciężko było sobie radzić w codziennym życiu. Z czasem jednak stawałam się silniejsza, a moją siłą stawali się moi bliscy, stający za mną murem. Doceniłam ich rolę i postanowiłam żyć po pierwsze dla nich, po drugie dla siebie. Cały czas waham się jaka powinna być poprawna kolejność.
Kiedyś przeczytałam, że smutek to ściana pomiędzy dwoma ogrodami. Mi w końcu udało się odnaleźć łączącą je furtkę. Są nią ludzie.
Dziś wiem, że nie wolno się poddawać. Czas, który spędzę w ZK w końcu się skończy. Nie chcę, żeby był to czas stracony, chcę z niego jak najwięcej skorzystać, pobierając naukę od ludzi, z ich historii. Wiesze w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny i z tej trudnej lekcji, też uda mi się wyciągnąć wnioski, które pomogą mi przejść przez resztę życia.


Marika



Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Fasolka

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-1024x399.jpg
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jest koniec roku 2015 – grudzień, a dokładnie 6 grudnia – „Mikołajki”! Od paru dni czuję się nieswojo. Jest mi niedobrze, mdli mnie, wymiotuję i cały czas jestem śpiąca. Informuję o tym mojego narzeczonego – Kamila, parę minut nim odwiezie mnie do salonu (jestem kosmetyczką, grudzień to szalony miesiąc w salonach i najbardziej dla nas zarobkowy). Wiem, co dzieje się z moim organizmem (jestem mamą trójki dzieci), ale staram się nie panikować i tłumaczyć to przepracowaniem, lecz oboje z Kamilem dobrze wiemy co to oznacza! Jestem przerażona, gdy mój narzeczony informuje mnie, że odbierze mnie po pracy i pójdziemy razem do ginekologa! 

Docieramy do salonu w milczeniu lecz Kamil ma cały czas uśmiech na twarzy, a jego oczy aż się iskrzą ze szczęścia, ja niestety nie podzielam jego optymizmu ☹ (od dłuższego czasu jestem poszukiwana do odbycia kary pozbawienia wolności). Nie wyobrażam sobie, jak poradzimy sobie w tej sytuacji ☹ Dzień w salonie mija bardzo szybko, nie mam czasu zastanowić się nad sytuacją, w którą się wpakowaliśmy! Jak co dzień Kamil odbiera mnie z pracy (razem raźniej i bezpieczniej wrócić do domu – tak mi mówi każdego dnia 😊) i jedziemy do prywatnej kliniki ginekologicznej. Lekarz potwierdza nasze przypuszczenia – jestem w ciąży!!!!!! 😮 Wychodzimy z kliniki i Kamil tańczy ze szczęścia na ulicy, przytula mnie, całuje, pociesza, a mi po policzku płyną łzy ☹ Mam tysiące myśli na sekundę i jestem wściekła, że on nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji!!! Ja poszukiwana do odbycia paru ładnych lat pozbawienia wolności, nieuregulowana sytuacja prawna z dziećmi, remont w mieszkaniu, otworzyłam niedawno z siostrą nowy salon kosmetyczny i w dodatku jestem w ciąży! Taka refleksja dopadła mnie w Mikołajki – ludzie w ten dzień podarowują sobie lub dzieciom prezenty, my na Mikołajki dostaliśmy dziecko – najpiękniejszy dar losu – ale docenię to dopiero za parę, paręnaście miesięcy – obecnie myślę tylko o tym, że to tylko zły sen i zaraz się obudzę z tego koszmaru, jakim jest obecna sytuacja i wiadomość o ciąży …… ☹ 

Tak mija nam dzień za dniem w wielkim przedświątecznym pędzie i moimi myślami, aby samej stawić się do Zakładu Karnego….. Tylko jak, skoro jestem w ciąży, a każda rozmowa z Kamilem nie idzie mi łatwo – on się nie godzi, abym sama stawiła się do ZK! Chce abym rodziła na wolności, ukrywała się i udawała, że nasze życie jest normalne, dopóki się da! Tylko ile się tak da!? Piszę do sądu o warunkowe zawieszenie kary z nadzieją, że system w polskim sądownictwie przychyli się do mojego wniosku… Niestety myliłam się, a mój narzeczony popada w depresję, nie mogąc pogodzić się z decyzją sądu, chce by zawiesili mi mi karę do czasu porodu i przekazali dziecko – Kamilowi…! Nadchodzi wigilia – najpiękniejsza jaką spędziliśmy z Kamilem i jego rodziną w jego rodzinnym domu. Jest choinka, którą do dziś mam przed oczami, ma ponad 2,5 metra wysokości i rozpiętości 😊 Jest ubrana w białe ręcznie haftowane bombki – są śliczne! Wyglądają jakby były z białych małych kryształków. Te święta są jak najpiękniejszy sen, jaki mogłam sobie wyśnić z całą rodziną obok mnie i maleńką – „fasolką” – (tak nazywa nasze maleństwo Kamil) – nikt przy stole nie jest świadomy, że to ostatnie takie piękne święta, za rok zabraknie przy tym stole troje z nas ☹ Już nigdy nie będzie takie jak było…! 

Święta, święta i po świętach… znowu szaleństwo w pracy, każda kobieta chce wyglądać pięknie na sylwestra 😊 Zaczyna się Nowy Rok, a ja próbuję oswoić się z nową sytuacją i problemami, jakie mamy! Planujemy ślub na Wielkanoc z nadzieją, że do tego dnia mnie nie zatrzyma policja – w razie czego będzie o wiele prościej przekazać mu dziecko – mężowi i ojcu, jakbym musiała urodzić za murami! 10 styczeń – pada pierwszy raz śnieg tej zimy, finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (te dwie rzeczy już zawsze będą wywoływać u mnie złe wspomnienia) – cały dzień mamy zaplanowany, mamy dziś odebrać garnitur Kamila na nasz ślub, potem zjeść obiad z jego rodziną i wieczorem jechać na Światełko do Nieba, na które mamy zabrać Kamila czternastoletniego brata 😊😊😊 Wstajemy bardzo wcześnie, postanawiam szybko wyskoczyć do sklepu, tak naprawdę nie pamiętam dziś po co, ale oboje jesteśmy dziś poddenerwowani, pewnie z napięcia, jakie każdy dusi w sobie. Kamil jest jak zawsze bardzo opiekuńczy dla mnie i bardzo czuły 😊 Prosi, abym założyła czapkę i szalik, bo na dworze jest zimno i spadł śnieg, a ja muszę o siebie bardziej dbać, bo jestem w ciąży! Jego troska o mnie dziś zaczyna mnie irytować, chociaż Kamil zawsze okazuje mi swoje uczucia i to jak się martwi o mnie! Mamy wymianę zdań w przedpokoju o to, że jestem za lekko ubrana, a ja nie chcę założyć czapki i szalika. Czy on nie rozumie, że wychodzę na 15-20 minut – no góra 30 minut, a on w tym czasie ma się ogarnąć, bo musimy jechać po garnitur. Wychodzę z domu, w dość szybkim tempie docieram do sklepu, ale nie mam pojęcia co mam kupić, krążę między półkami, mam jakieś złe przeczucia, że mojemu narzeczonemu dzieje się krzywda!!! Wybiegam ze sklepu nie kupując niczego, biegnę w stronę domu najszybciej, jak się da. Pada tak gęsty śnieg, że nie  widać nic co jest w koło mnie, ani nic co jest przede mną. Wpadam na starszą panią, próbuje szybko ją przeprosić i biec dalej, ale uderzam w nią z taką siłą brzuchem, że muszę na chwile ukucnąć, bo ból przeszywa mnie całą! Kobieta schyla się nade mną i pyta czy nic mi nie jest, patrzy mi prosto w oczy i chyba zauważa panikę w moich oczach… podając mi ręce podnosi się ze mną do pozycji stojącej i mówi: „nie śpiesz się tak dziecino, co ma się stać to i tak się stanie, zwolnij troszeczkę”, wstaję i odchodzę od nie…. Wchodzę do domu, siadam na przedpokoju, aby zdjąć buty, widzę Kamila w progu kuchni jakby klęczał i coś robił przy szafkach. Mówię do niego, że nic nie kupiłam, że miałam w sklepie jakieś dziwne przeczucie, że dzieje mu się krzywda i, że bardzo się cieszę, że go widzę 😊 Po chwili dociera do mnie, że on się do mnie nie odzywa – pewnie jest obrażony za tą czapkę i szalik, że ich nie założyłam! Spoglądam w jego stronę i dociera do mnie obraz, który zarejestrowałam od razu po wejściu do domu, jednak mój mózg doznał tak zwanego szoku i przestał racjonalnie myśleć (tak stwierdził psycholog 3 lata później), mój Kamil wisiał, KUXXXX… popełnił samobójstwo na klęcząco!!! Stałam tak i patrzyłam na niego parę sekund, chodź wtedy wydawało mi się to wiecznością ☹ Całe życie stanęło mi przed oczami… Krzyczałam do niego, aby się nie wygłupiał, że to nie jest śmieszne, zaczęłam nerwowo szukać na blacie w kuchni noża, nie mogłam żadnego znaleźć, zaczęłam wysuwać i wywalać wszystko z szuflad i wysypywać ich zawartość na podłogę, jest!!! Nóż!!! Zaczęłam ciąć materiał z którego zrobił sobie linę, jego ciało się zakołysało, próbowałam podciągnąć jego ciało ku górze jedną ręką, a drugą cięłam materiał… . Upadł twarzą na podłogę i w tym samym momencie poczułam jakby w moim brzuchu pękł mały balonik… Krzyczałam, że nie teraz, aby Bóg mi go nie zabierał, nie teraz gdy mam pod sercem jego dziecko, że go teraz potrzebuję najbardziej!!! Próbowałam go reanimować, niestety bezskutecznie. Pamiętam jak klęczałam w kuchni z jego głową na kolanach, otwierałam mu oczy i zamykałam, całując jego twarz i błagałam na wszystkie świętości, aby Kamil wstał ze mną z tej podłogi… 

Parę godzin później jestem w szpitalu. Jakaś kobieta prosi stojąc nade mną, abym się rozebrała, bo musi mnie zbadać – mam silny krwotok ☹ Ciąża jest bardzo zagrożona, krwotok nie ustępuje … do gabinetu wchodzi kolejna kobieta, która informuje mnie, że będzie robiła mi USG  i w tym momencie moja panika wzrasta do ogromnych rozmiarów, jedyne co jestem w stanie z siebie wydusić to proszę, aby zawołali moją Mamusię, teściową! Stoi obok mnie leżącej na kozetce, trzyma mnie za rękę i słyszymy pierwszy raz bicie serca małej Fasolki, w tej najważniejszej dla mnie chwili zamiast Kamila jest obok moja Mamusia (teściowa)… Dzień, w którym Kamila serce przestało dla nas bić, pierwszy raz usłyszałam bicie serca naszej Fasolki… Poddałam się, dalsze ukrywanie nie miało sensu, tak naprawdę wszystko straciło sens… 6 dni po pogrzebie trafiłam do Zakładu Karnego i to był pierwszy raz od śmierci Kamila, gdy poczułam spokój i w pewnym sensie ulgę ☹ Nie pamiętam za bardzo tych paru miesięcy pod celą, jedyne co się dla mnie liczyło, to to co dzieje się u moich dzieci na wolności, ciąża która od prawie początku do końca była zagrożona, po za tym cały czas spałam lub płakałam! Pod koniec 28 tygodnia ciąży nastąpił transport do Grudziądza – niebawem poród, znowu dopada mnie ogromny strach, a z drugiej strony cieszy mnie fakt, że coraz bliżej do terminu porodu, a dziecko jest na tyle duże i w pełni rozwinięte, że gdyby akcja porodowa miała zacząć się wcześniej – Fasolce nie zagraża już nic! 😊 Termin porodu lekarze obliczyli na 28.08 – Kamila data urodzin – SZOK! Niedowierzanie! Jest 03.08 – idę jak każdego dnia na pawilon – „E” ginekologa – na KTG  – lecz tętno Fasolki nie jest takie jak każdego dnia, jest o wiele słabsze i podejmują decyzję o konwoju do szpitala!!! Jestem przerażona i to bardziej niż można sobie wyobrazić. Otaczają mnie ludzie w mundurach w kamizelkach kuloodpornych, za paskami mają broń!!! Wiozą mnie kabaryną (metalowym samochodem, gdzie obijam się jak worek kartofli na śliskich siedzeniach, za każdym razem gdy auto skręca), do tego mam skute ręce ☹ Wprowadzają mnie do szpitala – ginekologia! W poczekalni siedzi mnóstwo kobiet w ciąży, obok nich siedzą ich mężczyźni – tatusiowe! A ja w obstawie dwóch mężczyzn i jednej kobiety w tych okropnych umundurowaniach. Nie ma koło mnie Kamila, nie ma obok ukochanego człowieka, z którym dziś powinnam tu być, z którym dzieliłam smutek, radość i życie!!! Lekarze są wściekli, podchodzi do nas kobieta w białym kitlu i oznajmia, że dziś mają „komplet” i nie ma mowy, żeby ktokolwiek zajął się dziś „skazaną”, bo oni po prostu mnie tu dziś przywieźli. Słysząc to wybuchłam takim płaczem, że słyszy mnie chyba cały szpital, wszyscy patrzą w moją stronę ale mnie to nie obchodzi!!! Patrzę na oddziałową i szlochając krzyczę do niej, aby coś zrobiła, bo dziecka tętno jest słabe, nie czuję jego ruchów!!! Podchodzi do mnie kobieta, przedstawia się jako ordynator oddziału, prosi abym przestała płakać i powiedziała co się dzieje. Jednym tchem mówię, że miałam godzinę temu KTG, że tętno dziecka było bardzo słabe, że jak coś się stanie, to ja tego nie wytrzymam, straciłam narzeczonego, nie wytrzymam straty dziecka! P. Doktor decyduje się na zrobienie mi USG i okazuje się, że dziecko jest owinięte pępowiną, stwierdza, że nie mamy zbyt dużo czasu i wykonuje parę telefonów, 15 minut później leżę na sali operacyjnej. Anestezjolog robi mi znieczulenie dolędźwiowe, jakaś kobieta liczy z boku narzędzia, po mojej prawej stronie stoi oddziałowa, po jej minie widać, że jest równie zszokowana i zmartwiona co ja i reszta ludzi na tej sali. Obok stoi P. Doktor, która ma wykonać cesarskie cięcie, mówi do mnie, że jestem w dobrych rękach, że obiecuje mi, że będzie dobrze i że dziecko i ja wyjdziemy z tej sali cali i zdrowi… . Zamykam oczy i błagam w myślach, aby to wszystko już było za mną, leżę tak i czuję jak dosłownie ktoś grzebie mi w brzuchu, ale nie czuję bólu. Nagle jakiś głos do mnie mówi, abym otworzyła oczy. Otwieram je i widzę jak kobieta trzyma nad moją twarzą – najpiękniejszą istotę na świecie, mojego synka i mówi do mnie, że mogę go pocałować 😊 Całuję go i mówię „to mój wielki mały człowiek”.

Bonita 

Blog “eWKratke” jest dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Funduszu Promocji Kultury.


Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Gdyby jutro był koniec świata, jak spędziłabyś ten dzień?

Warszawa, KAWIARNIA FAWORY, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Iza 36 lat: chciałabym spędzić go ze swoim chłopakiem w jakimś domku nad jeziorem, umrzeć obok niego.
Monika 35 lat: z rodziną wyjechać do Disneylandu i tam umrzeć.
Ola 49 lat: wrócić do domu, do córki i mamy, tak po prostu umrzeć podczas snu.
Jola 62 lata: z dziećmi i wnuczką w swoim domu bo tylko tam czuję się bezpieczna.
Bożena 63 lata: na wolności z bliskimi, na wesoło.
Monika 39 lat: wyjść i spotkać się z synem.
Ela 51 lat: z dziećmi i wnukami gdzieś w górach.
Patrycja 44 lata: jeśli mogę wybrać, to z synkiem na Malediwach.
Danuta 66 lat: bawiłabym się, przetańczyła w dobrym towarzystwie z rodziną ostatnie godziny.
Iza 43 lata: pojechałabym na dyskotekę, bawiła się i spędziła upojną noc z chłopakiem.
Julka 22 lata: pojechałabym na Bali i skoczyła już bez spadochronu.
Magda 32 lata: upiłabym się i naćpała.
Magda 38 lat: w domu z dziećmi.
Elżbieta 58 lat: siedziałabym i czekała.


Kiedy zadawałam, to pytanie ludzie podnosili głowy w stronę nieba, by złapać ostatnie promienie słońca, przymykali oczy nie bojąc się niczego. Życie nie było idealne i spokojne bo dochodziło co chwila do jakichś tragedii. Bieda nie jednego prowadziła pod rękę, a miłość chroniła. Tęsknota, bez wyjątku, wszechobecna jak śmierć, kusiła opuszczonych i smuciła kochających. Łzy zawsze były zaraźliwe, a krzyk poprzez nie – przeraża każdego.


Pół roku od mojej rozmowy z osadzonymi z oddziału ich wersje ostatnich chwil zmierzają tylko do najbliższych, choć boją się teraz podwójnie. Wtedy podchodzili do mojego pytania jak do sondy, dziś się martwią, że wojna na Ukrainie może zmienić dosłownie wszystko. Sięgnąć nas i nasze rodziny. Codziennie, w każdej celi po kilka razy lecą wiadomości, powodują różne wypowiedzi i nastawienia. Dziewczyny, które pochodzą spod wschodniej granicy, nie czują egoistycznego zamartwiania się tylko o własne dzieci, mówią „jak najbardziej trzeba pomagać, Putin zwariował, dojdzie do trzeciej wojny, a my za tę pomoc zapłacimy polskim ciałem”. Inne dzwonią i bliskich namawiają do wzięcia ukraińskich kobiet do domów. Pierwsze minuty czy godziny nie pozwoliły żadnej na skrytykowanie polskiej reakcji, zachowania, pomocy. „Tego nie trzeba podkreślać” powiedziała jedna, „to było naturalne, jesteśmy najbliżej”. Ale z każdym dniem, kiedy wojna coraz dłużej trwa, zagarnia więcej miejsc, burzy, niszczy, zabija, powoduje też nerwowość, poczucia z tyłu. Na korytarzach cisza, ale zamknięte cele duszą różne wypowiedzi, od „dziękować Bogu, że to nie nas Putin napadł” czy „Putin nas zaatakuje, bo będzie chciał Ukraińców sięgnąć” po „moja siostra taka chora i tyle na lekarza musi czekać”. Kobiety boją się to wypowiadać poza swoim gronem, nie chcą być nazwane „znieczulicą”. Martwią się o bliskich. O pracę dla nich. O lekarza. O miejsce dla nich. Dla nas. Zamartwianie nie zabija empatii, a na pewno strach rodzi różne uczucia, niekiedy niezrozumiałe, niewypowiedziane publicznie. Niewypowiedziane, ale są w nas.


Znam te dziewczyny, najpierw pandemia odebrała nam normalny kontakt z rodzinami, przywrócili nam od tego miesiąca jedno widzenie przez pleksę, ale sytuacja obok granicy naszego państwa zwyczajnie paraliżuje. Informacje przez telefon trochę odbiegają od tych podawanych w wiadomościach – tym bardziej wzrasta lęk. Miesza w głowach i sercach.
Wszystkich nas łączy jeden strach.
Jedno pragnienie pokoju i jeden podziw dla prezydenta Ukrainy. Tu też wyrósł już na bohatera. Polacy też.
Trzymajcie się.


Pełnoletnia

Blog “eWKratke” jest dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Funduszu Promocji Kultury.

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Wywiad z Tanią

11 dzień wojny, Hala Global Expo przy ul. Modlińskiej w Warszawie, fot. Z. Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Ten czwartek zostanie zapisany w historii. Dokładnie 24 luty 2022 roku godzina 3:45. Godzinę później Armia Rosyjska zacznie ataki rakietowe. To co dzieje się za naszą wschodnią granicą obserwuje cały świat. Putin za kilkanaście dni zostanie zbrodniarzem wojennym. Ukraińskie matki i dzieci, te które mogą, uciekają. Większa część z nich trafia do Polski. Na granicy rozgrywają się dramaty. Ojcowie żegnają żony i dzieci, synowie żegnają matki i ojców. Sami wracają walczyć ze swoją kochaną Ukrainą o swoją przyszłość. Sercu niosąc słowa hymnu: Nie umarły jeszcze Ukrainy ni chwała, ni wolność. Jeszcze do nas, bracia młodzi, uśmiechnie się los. My Polacy staramy się stanąć na wysokości zadania. Nasze serca otwierają się na ludzi, którzy potrzebują pomocy.

W piątek w moim domu odbywa się narada i zostają podjęte decyzje. Nasz dom staje się otwarty a my ruszamy na granicę. Do domu nie wracamy sami. Wraca z nami Tatiana z dwojgiem dzieci. Marika lat 15 i Nazar lat 8. Pierwszemu spotkaniu towarzyszą  łzy. Miało być priviet i szto u Was? A była gula w gardle. Nasi goście są potwornie zmęczeni. Dwa dni odsypiają trudy podróży. Z komunikacją nie mamy problemu. Porozumiewamy się po angielsku i rosyjsku. Po tygodniu opracowaliśmy wspólny system, który sprawia, że każdemu żyje się w miarę komfortowo, że każdy ma jakąś swoją przestrzeń. W tym miejscu zapraszam do przeczytania wywiadu z Tatianą. Chciałabym, żebyście poznali tę dzielną kobietę. Osoba niezwykle zdeterminowaną, dla której rzeczy niemożliwe nie istnieją.

– Tania, czy możesz w kilku zdaniach przedstawić swoją rodzinę i troszkę o was opowiedzieć?

– Pewnie. Mam na imię Tatiana. Mam 40 lat dwoje dzieci i męża Bogdana, który został na Ukrainie. Oboje jesteśmy nauczycielami. Pochodzimy z obwodu wołyńskiego. Mamy psa, którego syn nazwał Bomba, gdy sytuacja na Ukrainie była jeszcze okej. Córka ma 15 lat i chodziła do 10 klasy. Uwielbia fizykę i matematykę. Lubi jeździć rowerem i przebieżki. Syn ma 8 lat i od dziecka nie słyszy. Walczyliśmy z mężem o aparaty słuchowe i się udało. Obecnie nauczyłam go mówić i rozumieć, z tego powodu ma jednak wiele ograniczeń.

– Taniu, patrząc na mapę Ukrainy można sądzić, że w twoim miejscu zamieszkania było względnie bezpiecznie. Chodzi mi o to, że nie było tam zbrojnych działań. A jednak zdecydowałaś się uciekać?

– O konflikcie zbrojnym na Ukrainie mówiło się dużo od wielu lat. W ostatnim czasie wiedzieliśmy, że Rosja stanowi duże zagrożenie. Jednak nikt się nie spodziewał, że Putin odważy się i zaatakuje. Gdy się to stało w miejscach, w których nawet nie dochodziło do czynnego ataku, non-stop wyły syreny. Mój syn używa aparatów słuchowych, które nie zawsze odcinają takie dźwięki. Zwyczajnie bałam się o jego zdrowie. Ciśnienie rosło, a z nosa leciała często krew.

– Myślę, że dla każdego człowieka to zrozumiałe. Czy możesz teraz powiedzieć kto z twoich bliskich został na Ukrainie?

– Został mąż. Patroluje miasto, w którym mieszkamy. Ostatnio dostałam od niego informację, że nad naszym miastem zaczęły latać rosyjskie drony. Bardzo mnie to martwi. Oprócz męża, zostali rodzice.

– Czy nie chcieli uciekać razem z tobą?

– Nie. Tata cierpi na chorobę nowotworową i był zbyt słaby. Siłą rzeczy mama też została.

– Taniu, dziękuję tobie w imieniu swoim i czytelników, że zgodziłaś się troszeczkę opowiedzieć o tobie i twoich bliskich.

Ja ten tekst kończę słowami ukraińskiego hymnu.

“Dusze ciało poświęcimy dla naszej Wolności, pokażemy żeśmy bracia z kozackiego rodu”.

Slava Ukraini!

Blondi

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

O wojnie Zośki

M. Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

HISTORIA MAGISTRA VITAE ?


Jestem z tych którzy widzieli
Ciepłe opary ludzkich wnętrzności
Słodką surowicę niezagojonych ran
Rzesze zadowolonych czerwi
Na ciele w głowach w drogich garniturach
Świat z którego zdarto skore
Ten świat konał nam w rękach (…)

Borys Humeniuk, „ Wiersze z wojny” (2014 – 2015)

Ogromne nieba suną z warkotem.
Ludzie w snach ciężkich jak w klatkach krzyczą.
Usta ściśnięte mamy, twarz wilczą,
Czuwając w dzień, słuchając w noc.

Krzysztof Kamil Baczyński „Pokolenie”, 1943

Z historii winniśmy wyciągnąć naukę, ale czy rzeczywiście pełni ona tę rolę? Poprzez dzieje ludzkości ciągnie się nieprzerwane, krwawe pasmo zbrojnych konfliktów. Wiemy, czym jest wojna i jakie są jej skutki. Nie jesteśmy nieświadomi niczym małe dziecko, które musi włożyć rękę w ogień, by się przekonać, że parzy. My jesteśmy ponoć dojrzali, cywilizowani.

I co? Ano nic! Dalej z zapałem prowadzimy wojny. W wielu miejscach na świecie nieustannie płoną ogniska konfliktów, niewyobrażalnie cierpią miliony ludzi. Nadal zabijamy się nawzajem z rozmaitych, niejednokrotnie, absurdalnych powodów; nie pomogło nawet dwa tysiące lat chrześcijaństwa. Od niedawna wojna rozgorzała również na wschodniej granicy Polski. Ja, urodzona piętnaście lat po II wojnie światowej, nie przypuszczałam, iż dożyję chwili, gdy nad Europą znów zawiśnie widmo zniszczenia. Nie minęło jeszcze osiemdziesiąt lat od zakończenia najstraszniejszego konfliktu w historii, wciąż żyją naoczni świadkowie tamtych okropieństw, a mimo to niektórzy przywódcy zdają się nie wyciągać żadnych wniosków z przeszłości lub być kompletnie pozbawieni wyobraźni (o empatii nie wspomnę). Ostatnio na horyzoncie zamajaczyła najgorsza zmora: groźba nuklearna. Przeraża myśl, że komuś może się zamarzyć wykrzyknąć patetycznie za Oppenheimerem: „I stałem się Śmiercią, niszczycielem światów”( jakże szatańsko kusi taka potęga!), a w rezultacie my zapłacimy za czyjąś megalomanię udziałem w tragedii, jaka po Hiroszimie nigdy więcej nie powinna się powtórzyć.


Otuchy w tej sytuacji dodaje jedynie zgodna reakcja większości świata, który mówi jednym głosem: „NIE DLA WOJNY!” Oby dzięki temu wspólnemu głosowi agresja Rosji na Ukrainę została powstrzymana. Osobiście ogromnie na to liczę. My, więźniowie, nie jesteśmy tu tak odizolowani od rzeczywistości, aby ten dziejowy wstrząs do nas nie dotarł, nie poruszył. Wśród nas również panuje niepokój. Niektórzy nie śpią po nocach. Leżą w celach i myślą, co będzie. Martwią się zwłaszcza ci pochodzący zza wschodniej granicy, którzy zostawili tam domy i rodziny. Chociaż muszę z przykrością nadmienić, iż są i takie osoby, które potrafią powiedzieć: „W Polsce też będzie wojna? No to wypuszczą nas z więzienia!”. Dla mnie jest to porażający przykład głupoty i egoizmu.
Dlatego nam wszystkim, aby nam nie zabrakło wyobraźni i abyśmy nie zapomnieli, dedykuję – niestety nadal aktualne – słowa poety najstraszliwszej wojny w dziejach ludzkości, któremu wojna ta odebrała młode życie, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego:

Gdy broń dymiącą z dłoni wyjmę
i grzbiet jak pręt rozgrzany stygnie,
niech mi nie kładą gwiazd na skronie
i pomnik niech nie staje przy mnie.

Bo przecież trzeba znów pokochać.
Palce mam – każdy czarną lufą,
co zabić umie. Teraz nimi
grać trzeba, i to grać do słuchu.

Bo przecież trzeba znów miłować.
Oczy – granaty pełne śmierci,
a tu by trzeba w ludzi spojrzeć
i tak, by Boga dojrzeć w piersi.

Bo przecież trzeba czas przemienić,
a tutaj ciemna we mnie siła,
i trzeba blaskiem kazać ziemi,
by z sercem razem jak krew bila.

(…)

I pośród nich jakże ja stanę
z garścią, co tylko strzelać umie,
z wiarą, co śmiercią przeorana,
z sercem, co nic już nie rozumie ?

(1944)

Zośka

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

POLSKA OKAZUJE DOBRO – DAJE POMOCNĄ DŁOŃ W OBLICZU WOJNY

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W takich sytuacjach wciąż wybrzmiewają mi słowa wiersza Wisławy Szymborskiej.

“Jacyś ludzie w ucieczce przed jakimiś ludźmi.
W jakimś kraju pod słońcem
i niektórymi chmurami.

Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,
obsiane pola, jakieś kury, psy,
lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.”

Mam nadzieję, że kiedyś ta empatia i wrażliwość na tragedię, którą dziś obdarzamy naszych ukraińskich przyjaciół, wejdą w nasz narodowy krwiobieg – bo na co dzień też pomagamy ale ten tydzień wojny scalił nas bardzo. Nasi bliscy przyjmują matki z dziećmi, zwierzętami, ofiarują im wszystko, aby choć przez chwilę czuli się bezpiecznie u nas, bo tego co mają w pamięci, nie wymażemy im.

Ja jestem z Lublina mieszkam blisko granicy. Mój brat, który zatrudnia dwóch Ukraińców w swojej firmie, sam czekał trzy doby na granicy na ich żony i dzieci, aby zawieść ich do naszego domu. Są to ludzie bardzo wdzięczni za okazaną im pomoc. Każdego dnia patrzę na obrazki w gazecie i TV i widzę płaczące kobiety, maszerujące biedne dzieci, które nie są niczemu winne. Widzę mężczyzn, którzy po odstawieniu najbliższych do przejścia granicznego i po ostatnim buziaku w mokry policzek dziecka, wracają na front, aby walczyć o odzyskanie swojego kraju. Takie widoki chwytają mocno za serce, bo czemu winne jest to nowo narodzone dziecko, dziewczynka walczącą o życie po postrzale? Zadajemy sobie pytanie, ile to ma jeszcze trwać, ilu ludzi ma polec, aby Putin odpuścił. Czy on tego nie widzi, jak ludzie cierpią? Bo My Polacy dostrzegamy i pomagamy. Są dobre i złe obrazy, ale my będąc tu w Areszcie Śledczym i oglądając takie wiadomości widzimy tylko zło – ja osobiście bardzo się boję o swoich bliskich i myślę sobie, czy będę mieć gdzie wracać?

Mam nadzieje, że kiedyś ta empatia i wrażliwość na ludzką tragedię wejdą w nasz krwiobieg, że już nigdy nie pozwolą patrzeć z obojętnością, tak jak jeszcze kilka tygodni temu patrzyliśmy na los innych uchodźców. Doświadczenie tragedii i zagrożenia nie musi czynić lepszym, ale współczucie jest przecież dobre. Dobre jest też współdziałanie państwa i obywateli, dobre jest niezwracanie uwagi na różnice poglądów, kiedy komuś trzeba pomóc. Marzę o Polsce, w której to dobro pozostanie i o Ukrainie, która nie będzie musiała mierzyć się z takim wielkim złem.

Jestem z Wami

Pozdrawiam ciepło,

EVELINE

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Czym jest dla mnie wolność?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wolność…

Wolność słowa, umysłu, wnętrza…

Dla mnie te słowa również oznaczają wolność, lecz nie są jedyne. Przede wszystkim miłość jest wolnością. Prawdziwa, szczera w każdym geście, słowach, obietnicach czynionych. Poczuciu bezpieczeństwa, zaufaniu, przyjaźni partnerskiej, bez agresji słownej i nie tylko… Kochając, ufając, będąc bezpieczną, nie tkwiąc w toksycznym związku, niczym ptaszek w klatce. Dom, rodzina, poświęcenie – w moich oczach również jest wolnością, która daje Ci poczucie spełnienia i swobody i czystości umysłu, że dajesz najbliższym to, co najlepsze. Wolnością jest także wyswobodzenie się z nałogu, pozostawienie przeszłości w tyle i determinacja, motywacja do działania i walki z nim. Wolnością jest odbicie się od dna, desperacja ogarniająca umysł i chęć niesamowita, aby mieć wolność ciała, myśli serca – być wolną całkowicie. Nawet ciężka praca, która Cię czeka i trud, który Cię czeka, droga, która doprowadzi do celu – wolności 😊. Wolność, to czucie się swobodnie i dobrze z samą sobą, swoim ciałem, charakterem, sposobem myślenia, postępowaniem. Całkowicie wolna będę się czuć, gdy opuszczę mury tego miejsca, gdy to wszystko będę miała już za sobą, gdy będę przy rodzinie, Synku, Mamie, Partnerze. I po kolei będę spacerować po lesie, słysząc śpiew ptaków w tle, czując zapach igliwia, prowadząc sunię na smyczy, a każdego z moich bliskich trzymając za rękę, pokonując krok po kroku las, w który będziemy się zagłębiać z czystym kontem w moją wolność. Koniec tego miszmaszu tutaj w najgorszym wypadku będzie w przyszłym roku, pod koniec kwietnia. Wtedy, gdy przyroda odżyje, pąki na drzewach zaczną rozkwitać, a już w maju zapach konwalii przypomni mi, że to już za mną. A moja wolność – serca, duszy, ciała, umysłu – rozpoczęła nową drogę…  Z czystą kartą, na której to, co będzie malowane, zależy tylko ode mnie.

Pozdrawiam, do zobaczenia.

Taka Ja

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

PRAWDZIWEGO PRZYJACIELA POZNAJE SIĘ W BIEDZIE…

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Powyższą, jakże prawdziwą, maksymę zawdzięczamy rzymskiemu filozofowi Cyceronowi. W miejscu, w którym przebywamy, bieda – nie tylko w znaczeniu materialnego niedostatku – jest udziałem nas wszystkich. Czy w takim razie mamy tu liczyć na znalezienie prawdziwego przyjaciela?

Zastanawiam się nad tym i najpierw zadaję sobie pytanie, co to właściwie jest prawdziwa przyjaźń. Potrzebuję jakiejś definicji, punktu odniesienia, wzorca do porównania z moją rzeczywistością. W ręce wpadła mi niewielka, ale bardzo pouczająca książeczka autorstwa benedyktyna, ojca Anslema Gruna, traktująca właśnie o przyjaźni. Pozwolę sobie zacytować niektóre ze stwierdzeń ojca Gruna:

„Bez przyjaźni życie staje się puste i pozbawione radości. (…) Ludzie, którzy nie mają przyjaciół, o wiele trudniej znoszą doświadczenia losu”.

„Przyjaciel jest najlepszym terapeutą, w doświadczeniach samotności i zranień. (…) Przyjaciel nie udziela rad. Po prostu jest przy mnie i dla mnie. Słucha mnie, nie oceniając tego co mówię. Mogę mu powiedzieć, co czuję, bez cenzurowania tego, co chcę powiedzieć. Wiem, że nie zrobi z tego użytku. (…) Prawdziwy przyjaciel trwa przy cierpiącym. Przechodzi z nim przez wszystkie trudności i biedy”.

„W anonimowości naszych czasów potrzebujemy miejsc, w których będziemy się czuli bezpiecznie jak w domu. Tam, gdzie są przyjaciele, jest dom”.

„Przyjaciel u boku daje nam siłę, żeby iść dalej, nawet gdy z każdej strony dopadają nas przeciwności”.

Obraz, który maluje ojciec Grun, budzi pragnienie, by zaznać takiej relacji z drugim człowiekiem. Zwłaszcza tutaj, gdzie wszyscy jesteśmy osamotnieni, gdzie nasze więzi z bliskimi „po drugiej stronie” są mocno ograniczone lub nawet zerwane, szukamy wsparcia i zrozumienia u towarzyszy niedoli. Ale czy je znajdujemy?

Moja odpowiedź na to pytanie nie jest szczególnie optymistyczna. Może decyduje o tym specyficzny defekt więziennego środowiska, w każdym razie niesłychanie trudno zdobyć się tu przede wszystkim na otwarcie się przed innymi. Bez otwarcia się nie ma relacji, jednak okazanie zaufania, że ten, kogo wybiorę na powiernika moich problemów, nie wykorzysta tego w najprzewrotniejszy sposób, najczęściej okazuje się skrajną naiwnością. Niestety, znakomita większość osób osadzonych w zakładach karnych przejawia skłonność do manipulacji, a plotka i obmowa święcą triumfy. W takim układzie ciężko o wsparcie – łatwiej o dostarczenie otoczeniu niezdrowej zabawy swoim kosztem.

Najwięcej „przyjaciół” w więzieniu posiada ten, kto ma najzasobniejsze konto, a przy tym hojną rękę. Trafnie ilustrują to kolejne starożytne, lecz wciąż aktualne słowa, zaczerpnięte z Księgi Mądrości Syracha: „Bywa przyjaciel, ale tylko jako towarzysz stołu, nie wytrwa on w dniu twego ucisku” (6,10).

I pisze dalej autor: „Jeśli zaś zostaniesz poniżony, stanie przeciw tobie i skryje się przed twym obliczem” (6,12). To kolejna cecha nagminnie spotykana w więziennym środowisku. Gdy przydarzy ci się niepowodzenie bądź przykrość, „przyjaciele” pierzchają, zamiast cię podtrzymać. Czy to oznacza, że jesteśmy tu skazani na samotne zmaganie się z losem i problemami? Na ogół niestety tak, choć zawsze zdarzają się owe przysłowiowe wyjątki potwierdzające regułę. Moje doświadczenie nie jest w tym względzie jednoznacznie negatywne, aczkolwiek rozczarowania są liczniejsze niż miłe zaskoczenia.

Czy spotkałam za kratami prawdziwego przyjaciela? Być może, ale to pokaże przyszłość. Tak czy owak, polecam jego poszukiwanie, chociaż z konieczną dozą ostrożności i rozwagi. Musimy się uczyć rozpoznawać właściwe osoby i powściągać przemożoną (acz w pełni zrozumiałą) chęć, by już natychmiast poczuć, iż ma się przyjaciela. Wówczas nie spotka nas niemiła niespodzianka. Mimo niesprzyjającego klimatu, nie porzucajmy nadziei, że i w tym miejscu rozkwitnie coś pozytywnego i pięknego, bo „kto nie ma przyjaciela, chodzi po ziemi jak obcy i nie należy do nikogo”.

Zośka

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Tęsknota

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


– Pojawiłeś się „nagle”, ale już „nigdy” nigdzie nie odchodź…

– Wspieraj mnie swym silnym ramieniem. Stojąc twardo na Naszej Ziemi…

– Przecież wiesz, że jestem jeszcze dość krucha i nie mam na tyle siły, aby iść naprzód, z tą samą siłą – jaką masz w sobie Ty, a moje nogi mogą jeszcze czasem uginać się pod ciężarem bezradności i niemocy. Ale w walce z samą sobą.

– Trwaj przy mnie jak to robisz od samego początku, gdy pojawiłeś się w moim życiu…

– Oplatasz moje serce, umysł i ciało… Emocjami, które wyczuwam nawet będąc w oddali, o tysiące kilometrów od Ciebie.

– Wsłuchuj się w moje prawdziwe Ja… pomagając poznać „samą siebie”… Rozumiejąc dziwne stany emocjonalne – KTÓRYCH SAMA CZASEM NIE ROZUMIEM … i ciężko mi je „okiełznać” 🙂

– Trwaj przy mnie, moją przeszłość pochłania nicość, cząstka po cząstce… Prowadź w „PRZYSZŁOŚĆ”, o której marzymy Oboje , z którą pomimo przeszkód, nie do ominięcia, chcemy się zmierzyć…

– Pozwól mi poznawać bezkresne drogi Twoich uczuć, emocji i umysłu -po prostu Ciebie…

– Kochaj mnie, całym sercem, całą duszą, całym Sobą…Bezgranicznie, jak od dawna, już na zawsze…

– I pozwól kochać Cię, jeszcze bardziej niż to możliwe, ale bardziej – to już raczej się nie da !!!

– Pamiętaj! Że każdy dzień bez Ciebie powoduje pustkę w mym serduszku, tęsknotę… one są nie do zniesienia, niejednokrotnie…

– Każdy z tych dni rozłąki, każdy kolejny jeden! Zbliża mnie do Ciebie, niczym równym krokiem, już kolejnym krokiem… Coraz krótszej drogi do przebycia, której końcem będzie ta chwila… K

Kochany, już tak bardzo bym chciała być bezpieczna, Twymi silnymi ramionami okryta…

Pozdrawiam, do zobaczenia ♥ niebawem…

TAKAJA

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Babcia Charlotta

Kwiatki z więzienia, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Babcia to inny wymiar, okulary, konfitury, stare fotografie, mają nauczyć dziecko, że czas może dzielić na równe godziny pełne ciszy i twórczej nudy. Nie jak w domu, gdzie każda minuta jest coraz krótsza, a rodzice gonią je w nieustannym pędzie z pokoju do łazienki, z zajęć na zajęcia. Tak. Babcia to niezbędne ogniwo w rozwoju dziecka. Moja ukochana Babcia, odeszła cztery lata temu. Dziś miałaby tyle samo lat co Królowa Elżbieta II 🙂 96, obie urodziły się tego samego dnia. Babcia, to najważniejsza osoba w moim dzieciństwie. To wakacje w Sulejówku, pachnące kompotem z wiśni, ciastem cytrynowym, deszczem parującym na rozgrzanym chodniku, lasem. Babcia to moja Alfa i Omega, która cierpliwie uczyła mnie matematyki, historii, angielskiego, niemieckiego i łaciny. Babcia to mecze w badmintona, w „nogę” jeden na jeden, partyjka szachów. Przez zabawę uczyła mnie wielu rzeczy. Babcia to wycieczki rowerowe, jazda na sankach, ulubiona cukiernia i ciastka pakowane w kartonik, zawijane w papier, przewiązane pomarańczowym sznurkiem. To zimowe wieczory pełne historyjek opowiadanych przez Babcię, zakraszane koglem- moglem, który kręciła aż nabrał kremowego koloru. Babcia to ciepło, bezpieczeństwo, otarcie łez. Jedyna osoba, która wykazywała się cierpliwością do mnie, czasem tylko okazując swój gniew ciszą. Dla niej zawsze byłam Karolem/ Karolkiem lub kiedy chciała mi dokuczyć, nazywała Karolusem- Baranusem 🙂 nawet mając 37 lat byłam Karolkiem. Moja Babcia była inna niż większość Babć. Słuchała Ace of Base, Monkey March, Kris Kross, Queen. Uczyła mnie piosenek Zauchy “Czarny Alibabo” 🙂 Santor czy Wodeckiego. Uwielbiałam z nią śpiewać „Panie Janie” na dwa głosy. Godzinami grała ze mną w „Piotrusia”, czy wysłuchiwała rzępolenia na keyboardzie. Bywało, że zirytowała mnie jej nadopiekuńczość. Syrop z cebuli kiedy tylko usłyszała chrypę w moim głosie, trzymanie za rękę, kiedy przechodziłyśmy przez pasy, a ja uparcie chciałam iść sama! Rajstopki podciągnięte niemiłosiernie wysoko, aż pod pachy, aby nie zaziębić nerek, rękawiczki na sznurku, co by nie zgubić (i tak gubiłam 🙂 ), czy stanie w dłuuugiej kolejce w kiosku, żeby kupić „Życie Warszawy” i „Skandale” (lata 90). W sumie te kolejki nie były takie złe. Za grzeczne stanie, Babcia kupowała mi w barze pyzy z mięsem x2 🙂 przysługując się mojej nadwadze, ku rozpaczy rodziców 🙂 Śmieszne, ale te wszystkie babcine nawyki, przeniosłam na siebie, w konsekwencji swoim dzieciom podciągając znienawidzone rajstopki pod szyję 🙂 czy „przemycając” czosnek leczniczo, pod plastrem wędliny w kanapce 🙂 Babcia to moje Sakrum. I bardzo mi jej brakuje. Choć cieszy mnie jedno, że nie widzi mnie „tu”, za kratami i murem, nie takiej przyszłości ode mnie oczekiwała. Wybacz mi Babciu. Już trzeci rok, nie zapalam znicza na jej grobie z okazji Dnia Babci, bo jestem „tu”. Ale w moim sercu jest i będzie zawsze. Dziś ja sama jestem Babcią 🙂 Mój Skarb ma ponad rok, kręcone blond włosy, duże niebieskie oczy, cudne, pulchne stópki i duży apetyt 🙂 Mój Wnuk Staś – moje życie. Boli że nie mogę być przy nim. Czuć jego zapachu, patrzeć jak rośnie i nieporadnie stawia dzielnie pierwsze kroki. Ale! Kiedy wrócę, będzie jeszcze małym szkrabem, któremu będę ukręcać kogel-mogel, uczyć piosenek, grać w szachy, jeździć rowerem, piec ciasta, gotować kompot i pewnie podciągać spodenki wysoko, aby nerki nie były odsłonięte 🙂 Wszystkim Babciom – pociechy z Wnuków 🙂


Karola J-Ż (Babcia Charlotta)


Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.