Chciałabym
zmienić przede wszystkim to, że powinnyśmy mieć możliwość
„swojego głosu” przy załatwianiu różnych formalnych rzeczy.
Ciągle każą nam na wszystko czekać, ciągle słyszymy
„dzwoniłem”, „mówiłem”, lecz tak naprawdę nic z tego nie
wynika. Ta bezradność, którą ciągle tutaj mamy, jest strasznie
wkurzająca. Czasem do tego stopnia, że z nadmiaru emocji człowiek
zaczyna płakać i w sumie tylko tyle mu pozostaje. Chciałabym też
zmienić tą izolację, która ciągle jest taka, że nie możemy
mieć płatnej pracy, uczestniczyć w wielu rzeczach, a wszystko jest
zależne od czyjegoś humoru czy chęci, a nie od tego, ile ktoś z
nas daje z siebie. Chciałabym zmienić podejście służby zdrowia
do osadzonych: przez to, jakie czasami elementy tutaj siedzą, inni,
którzy naprawdę potrzebują pomocy, są zlewani, co jest chore.
No
i wiadomo, kontakt z rodziną: chciałabym mieć więcej telefonów,
skype’ów, na których, mimo braku widzeń, ma się 10 minut na
zobaczenie bliskich. Nie każdy mieszka w Warszawie, czasami
kilometry czy stan zdrowia nie pozwalają bliskim na przyjazd, ale
tutaj przecież nikt się tym nie interesuje. Jednym zdaniem,
jesteśmy tylko „numerkami w rejestrze”.
X
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji
Każdy z nas ma marzenia, każdy z nas
o czymś marzy, każdy z nas „coś” planuje. Każdy chciałby coś
mieć, coś osiągnąć. Marzenia są piękne, a jeszcze piękniejsze
stają się, gdy zostają zrealizowane. Niezależnie od wieku, w
jakim jesteśmy, marzenia są zawsze. Będąc małymi dziećmi
marzyliśmy o tym, aby rodzice kupili nam najpiękniejszą lalkę
albo najbardziej „wypasiony” samochodzik z naszej dziecięcej
wyobraźni. Oczywiście my rodzice w większości przypadków robimy
wszystko, aby spełnić realne marzenia naszych pociech, gdyż
wywołuje uśmiech na ich buźkach. Dziewczynki marzą o tym, żeby
być księżniczkami z ulubionych bajek, a chłopcy super bohaterami
z nadzwyczajnymi mocami. Dzieci na tym etapie rozwoju nie zdają
sobie jeszcze sprawy, że postacie z bajek to fikcja. Później
przechodząc w wiek młodzieżowy marzenia stają się bardziej
realne, stopniowo przechodzą w plany.
Marzymy, planujemy, aby skończyć z
jak najlepszym wynikiem szkołę, co otworzy nam furtkę na
przyszłość. Marzymy, aby zdać jak najszybciej prawo jazdy i nie
być zależnym od rodziców. Mieć najładniejszą dziewczynę w
szkole, bądź najprzystojniejszego chłopaka.
Natomiast, gdy wchodzimy w dorosły
wiek zaczynamy realizować nasze marzenia stopniowo planując
wszystko, ponieważ marzenia to pewnego rodzaju plany i aby zostały
zrealizowane musimy mieć dobry plan i sukcesywnie do tego dążyć.
Generalnie wszystko jest możliwe, wszystko jest w zasięgu naszych
rąk, tylko trzeba tego chcieć.
Nie strącajmy sobie sami, „wysoko
zawieszonych poprzeczek”. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z
naszym planem. Nie zawsze wszystko zostanie podane nam na tacy.
Jednak grunt to nie poddawać się. Często o swoje marzenia musimy
zawalczyć, często metodą „prób i błędów”. Czasem też, w
połowie drogi okazuje się, że nie idzie nam najlepiej, lecz
zamiast się poddawać, przeanalizujemy „nasz plan” raz
jeszcze, może warto wprowadzić jakieś zmiany, ulepszyć.
Pamiętajcie, marzenia to plany, to
cele. A cele, które osiągniemy to również pewien etap w drodze do
spełnienia naszych marzeń. Dlatego jak sami widzicie, niezależnie
od naszego wieku, od małego dziecka po dorosłość mamy marzenia. W
zależności od tego, na jakim etapie życia jesteśmy, są one
różne, z wiekiem wzrastają. Jedno jest pewne: nieważne ile mamy
lat, nie ważne czy są to mniejsze czy większe marzenia. Ważne
jest to, że zawsze wywołują uśmiech na naszych twarzach i są
endorfinami, hormonami szczęścia.
Aszera
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji
Z pewnością dla nikogo więzienie nie
jest idealnym miejscem do spędzania letniego urlopu… Ja oczywiście
również nie jestem zachwycona tym, że KOLEJNE wakacje spędzę za
kratami. Mimo to, zamiast skupiać się na stratach i użalaniu nad
swoim losem, wolę przedstawić Wam pozytywne strony najcieplejszej
pory roku.
Generalnie lato zawsze było (i jest!) moim ulubionym sezonem – pobyt w pudle niczego tu nie zmienia! Co prawda jego zalety różnią się w zależności od „strony muru”, po której się znajduję, ale nadal tak samo obfituję w pozytywy.
W wakacje, najważniejszym elementem
mojego dnia, są dla mnie spacery. W pozostałą część roku
właściwie nie wynurzam się z pawilonu mieszkalnego, a niebo widzę
praktycznie tylko w drodze na magazyn czy salę widzeń (pomijając
oczywiście ten jego mały, zakratowany skrawek widoczny z mojego
okna ponad blindą z plexi). Powodem tego jest fakt, że nasze
spacerniaki znacznie różnią się od tych pokazywanych w TV, w
kryminalnych filmach i serialach… w rzeczywistości nie jest to
żaden skwerek otoczony płotem z siatki, a jedynie depresyjna,
betonowa klitka wielkości kilku metrów kwadratowych. Siatka
rozciąga się tu jedynie jako „sufit” (zamontowany chyba po to,
żebyśmy nawet patrząc w niebo pamiętały gdzie jesteśmy).
Zadeptany trawnik, umiejscowiony na środku owej klitki (nie większy
niż 2x3m), nie rodzi już praktycznie nic, a jedyną wątpliwą
„ozdobę” tego prostokąta ubitej ziemi, stanowi zniszczona
ławeczka, zbita z trzech spróchniałych (i niejednokrotnie
połamanych) desek.
Cały spacerniak otacza niegdyś biały
mur, którego otynkowanie w wielu miejscach pęka i odpada. Mnożące
się przez lata bazgroły, pozostawione przez znudzone spacerowiczki
na każdej dostępnej powierzchni, tworzą obraz niezliczonych
historii miłości i nienawiści (ze zdecydowaną przewagą tych
drugich).
Dementując kolejny telewizyjny mit o
więzieniach, muszę też podkreślić, że na spacerach nie
spotykamy się ze wszystkimi innymi osadzonymi z jednostki, większość
cel (w tym moja) jest na nie prowadzona osobno, w związku z czym,
nawet taka stricte towarzyska motywacja do przewietrzenia nie ma
racji bytu.
W wakacje wszystko się jednak odmienia. Spacer staje się dla mnie najważniejszą częścią dnia i to wokół niego kręci się cały jego rozkład. Rano mam motywację żeby wstać i się ogarnąć (bo nigdy nie wiadomo, o której po nas przyjdą). Potem ładuję swoje wewnętrzne akumulatory promieniami słonecznymi, opalając się w tak dziwnych pozycjach, że przypomina to zaawansowaną praktykę jogi.
Kiedy człowiek leży z zamkniętymi
oczami w pełnym słońcu, różnice praktycznie się zacierają, nie
ma znaczenia czy masz pod sobą ręcznik plażowy czy bluzę od
więziennego mundurka… nie ma znaczenia również to czy otaczają
Cię te obrzydliwe, pomazane mury z popękanym tynkiem, czy też
pięciogwiazdkowy hotel gdzieś na egzotycznych wyspach. Odpędzasz
się od takich samych komarów jak na Mazurach, a do spoconego ciała
przykleja Ci się taki sam piasek jak na plaży nad Bałtykiem.
Letnie spacery są dla mnie jak taka
„mała przepustka na wolność”. Wracam na celę z lepszym
nastrojem i samopoczuciem. Czuję też, że wyglądam zdrowiej i
mniej „więziennie”, bo moją skórę pokrywa lekka opalenizna.
Cały otaczający mnie syf traci trochę swojej obrzydliwości, a ja
sama nabieram nowych sił, żeby jakoś brnąć przez to wszystko.
Prawda jest taka, że różnica między
„tutaj” a „tam” jest kolosalna i z tym nie ma co dyskutować…
ale słońce jest jedno dla wszystkich – tak samo piękne nad
Sopotem, Hiszpanią czy A.Ś. Warszawa-Grochów.
Życzę Wam miłego lata – bez
względu na to, gdzie je spędzacie.
– A. –
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacji
Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS.
Źle śpię lub nie sypiam wcale i
wtedy przez moją głowę przebiega stado dzików. Myśli krążą
tak nieznośnie, że marzę o przeprowadzeniu lobotomii mózgu,
zatrzymaniu gonitwy niezliczonych impulsów w neuronowym labiryncie,
albo przynajmniej o przeprowadzeniu operacji czyszczenia pamięci
przez system antywirusowy, by z radością patrzeć na paski postępu,
bo tak bardzo chciałabym kliknąć w zapominanie. Chciałabym
uwolnić się od gniotących duszę wycinków, od zbędnej wiedzy,
zupy mlecznej z więzienia, od imion, twarzy, nazwisk, które raz
spotkane, na zawsze wpadają mi w mózgowe zwoje i zostają z nimi
jak Himilsbach z angielskim. Ale nie mam żadnego programu
czyszczącego… Właściwie to nie mam tutaj niczego co chociaż
pomogłoby mi zapomnieć. Podczas gdy w normalnym życiu mamy dużą
nadpodaż łatwej kultury, wszystkie streamingi filmowe i serialowe,
gry, książki, muzyka na Spotify, wszystko na pstryknięcie palcami,
bez potrzeby wychodzenia z domu. Tak łatwo się zresetować, odciąć
i nie myśleć… a tutaj każdą emocję, czy to radość, czy
smutek odczuwa się mocniej i mimo, że pojedyncze kwiatki na
spacerniaku pachną piękniej, to gówno śmierdzi bardziej i chyba
nic tego nie zmieni.
A może jednak macie sposoby na
odcinanie i zapominanie?
Piszcie! See U Soon
Kerasu
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001