Z okazji Świąt Wielkiej Nocy nasza
„Więzienna Brać” składa życzenia radości ze wspólnoty w
gronie najbliższych, umocnienia więzi rodzinnych i miłości –
Bożej i całego świata. Spokojności w sferze żywota oraz
twórczego klimatu.
A w dobrym egoiźmie życzymy zachowania w życzliwej pamięci autorów świątecznej korespondencji.
Z poważaniem,
koordynator więziennej gazetki
„Jedynka”
ppor. Krzysztof Fijałkowski
ZK nr 1 Strzelce Opolskie
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Po dość krótkim czasie odrobienia (1
rok 5 miesięcy), wbrew pozorom nadszedł szybkimi krokami ostatni
miesiąc. Jeszcze dwa tygodnie temu moje nastawienie do wyjścia było
obojętne. Nie mówię, że się nie cieszyłam, ale to nie była
radość, jaką na tamten moment, w ogóle na jakikolwiek moment bym
chciała, ponieważ w związku z osobistymi wyborami nie miałam
dokąd wyjść, a z takim nastawieniem nawet z tak „złego”
miejsca, jakim jest więzienie, wychodzi się nie za wesoło, bo nie
wiadomo gdzie zaniosą nas nogi ☹
Moja sytuacja się zmieniła szybko i bardzo pozytywnie dzięki Fundacji Dom Kultury, terapeucie Tomkowi Harasimowiczowi i Moni O. Moje dni stały się potrzebne. Strzyżenie, farbowanie, z tym nie będzie problemu, bo jestem fryzjerką w tutejszym kurorcie O.Z. Bydgoszcz, za tydzień kosmetyczka i „solarium” – godzina na palarni i będę opalona.
Moje samopoczucie jest teraz pozytywne,
ale z drugiej strony pęka kawałek mięsa – z lewej strony
(serce). Zostawiam tu garstkę osób, a dokładnie cztery (Gosię,
Asię, Marlenę i Kamilę). W nich mam kumpli, przyjaciół,
terapeutów, rodzinę penitencjarną. Uwierzcie mi, rzadko spotyka
się ludzi takich nawet na wolności, na których widok jest banan w
najgorszy dzień, a kawa chodź kadzienna, smakuje jak latte z
najlepszej kawiarni. Niedługo wszystkie 5 spotkamy się w
restauracji, wiem to. Kiedyś ktoś mi powiedział, że chęci to
zbyt mało, ale chęci i chociaż jedna możliwość to recepta na
szczęście. Ja tą możliwość dostałam przypadkowo od Fundacji i
czwórki tych ludzi tu poznanych i ją wykorzystam, bo czuję się
potrzebna.
Pozdrawiam,
Magdzik
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Gdyby ktoś ogłosił konkurs na
najgłupszy sen – jestem przekonana, że zajęłabym pierwsze
miejsce i to z jakąś nagrodą specjalną. Od zawsze moje podróże
do krainy Morfeusza były równie barwne jak moje życie, jednak
czasem sama jestem zaskoczona co Morfeusz mi funduje ????
Tematyka moich snów jest bardzo różnorodna, najczęściej
(zwłaszcza tutaj) to wspomnienia zmiksowane z rzeczywistością.
Jednak myślę, że mój ostatni sen zasługuje na ekranizację. Był
bardzo realny bo w bliskim mi otoczeniu. Akcja działa się w
Hiszpanii, począwszy od Bilbao, przez Toledo na Maladze kończąc.
Do każdego z tych miejsc mam ogromny sentyment – w Bilbao
mieszkałam z Tatą i chodziłam do szkoły, a w Toledo i Maladze
mieszkałam będąc na Erasmusie, kiedy doskwierał mi ogromny
weltschmerz.
I to właśnie Erasmus był w moim śnie
kluczowy! Akcja snu rozpoczęła się w gabinecie wychowawcy.
Nauczona doświadczeniem, wiedziałam, że kiedy wychowawca wzywa –
będą kłopoty, albo zrobiłam coś o czym jeszcze nie wiem, ale
cały oddział już wie. Ku mojemu zaskoczeniu wychowawczyni
powiedziała, że zostałam wyróżniona i wyjeżdżam do innego
więzienia w ramach programu ERASMUS PRISON, a miejscem docelowym
mojej odsiadki będzie hiszpańskie więzienie (dokładnie pamiętam,
że ucieszyłam się, bo sen był tak realny, że od razu
przypomniałam sobie, że będąc na Erasmusie w ramach zajęć
byliśmy na wycieczce w hiszpańskim więzieniu i był to raczej taki
pensjonat z basenem. Choć te kilka lat temu zastanawiałam się po
co nas tam zabrali, skoro życie studenta takie bujne jest i rano
ciężko wstać, a co dopiero spacerować po więzieniu, ale dziś
wiem, że to miało sens ????.
W śnie musiałam się szybko spakować bo samochód już
czekał. Tak więc pobiegłam w podskokach pakować moje bambetle.
Jakie było moje zaskoczenie kiedy przy starej, czerwonej skodzie
stała wychowawczyni, za którą niespecjalnie przepadałam i
oznajmiła, że odwiezie mnie do samej Malagi, a właściwie
Marbelli, bo chce się poopalać, to może mnie podwieźć bo i tak
nie ma kto. Jak pomyślałam, że przez tyle godzin będę z nią w
jednym samochodzie, to trochę się przeraziłam, bo byłyśmy jak
Yin i Yang… Ale co tam, Hiszpania czekała, nie ważne, że w
więzieniu, ważne, że będę oddychać innym powietrzem.
Wychowawczyni okazała się dosyć szalona, bo pędziłyśmy szybciej niż przewidywały to nie tylko przepisy ruchu drogowego, ale także założenia konstrukcyjne skody. Przerw na siku nie było, bo mówiła, że nie po to wyprzedza te wszystkie auta, po to żeby teraz one wyprzedziły ją, ale na subwayu zjadłyśmy kanapkę wegetariańską z sosem kowbojskim, była wyśmienita! Zapamiętałam też piękną, młodziutką trawę za oknem, jakby jakiś austriacki rolnik wystrzygł ją zgodnie z unijną normą. Podróż mijała szybko, skoda dawała radę, ale kiedy przekroczyłyśmy granicę francusko-hiszpańską, gdzieś po 2 godzinach znalazłyśmy się w jakimś lesie. Wychowawczyni jak zwykle na mnie nakrzyczała, że przespałam zjazd, a miałam nawigować. Szybko mnie zdyscyplinowała, więc rozejrzałam się po lesie, przypomniałam sobie wszystkie podróże z Tatą i kiedy już doszłam do tego, że musimy jechać na południe. Powiedziałam wychowawczyni, że musimy szukać mrowisk, bo są bardziej rozciągnięte ku południowi, ale wychowawczyni spojrzała na mnie z typowym dla siebie spojrzeniem i powiedziała, że sama mam ich szukać, bo to wszystko przeze mnie. Niestety mrowisk nie znalazłam, ale zobaczyłam ścięte pnie, w których słoje są szersze i pojedyncze korony samotnie stojących drzew liściastych, a to zawsze oznacza południe. Nagle przypomniałam sobie wszystko co Tata mówił, kiedy zgubię się w lesie i to było jak szóstka w totka. Wychowawczyni była sceptyczna, ale zgodziła się pojechać we wskazanym kierunku i znalazłyśmy drogę, ale chyba donikąd, bo nie było żadnych znaków i wychowawczyni już dymiło się z uszu ze złości, aż zatrzymała się i powiedziała, że dalej prowadzę ja. Ucieszyłam się, bo kocham jeździć (po takim czasie bez samochodu zadowoliła mnie nawet manualna skoda). Jechałam przed siebie, właściwie z wiatrem we włosach, bo okna musiały być otwarte, aż nagle zobaczyłam morze i plażę, było bajecznie! Kupiłyśmy sobie churrosy z czekoladą i słonym karmelem, usiadłyśmy na plaży i zapomniałam o więzieniu, było tak normalnie, rozmawiałyśmy o głupotach mniejszych i większych. Na stopach miałam swoje pierwsze Birkenstocki, które kupiłam w Hiszpanii lata temu, wyglądały jak nowe i pomyślałam sobie, że pójdę w nich tam gdzie tylko chcę, a wychowawczyni powiedziała mi, że prawdziwa wolność wiele daje, ale dużo wymaga i nie wiadomo skąd zjawił się Mietek (taki śmieszny funkcjonariusz). Niestety nie wiem co się stało dalej, bo Baśka jak zawsze o 6 rano robiła sceny i postawiła mnie na równe nogi. Codziennie nawet z najpiękniejszego snu, wyrywa mnie ta wariatka, ale staram się powtarzać nasze powiedzonko!: NERWY W KONSERWY I NA EKSPORT DO WIETNAMU ????
Kerasu
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Zaproszenie przyjęte. Jest to wprawdzie z lekka paranoiczne, gdy
Bractwo w kratkę (uwięzieni) „wtranżala się” w literacką
„W KRATKĘ”. Natomiast całkiem na poważnie, słowo BARDZO
DZIĘKUJEMY jest zdecydowanie na miejscu. Pora na niewielką
prezentację.
W 2002 roku kierownictwo jednostki wyraziło aprobatę dla inicjatywy
osób osadzonych w Zakładzie Karnym Nr 1 w Strzelcach Opolskich,
przedmiotem której było stworzenie czasopisma. Grupa skazanych,
zawiązana na tę okoliczność, w Zespół Redakcyjny – ruszyła z
impetem i w krótkim czasie stworzyła miesięcznik „Strzelecka
Jedynka”, który pomimo zmian personalnych (skazani opuszczający
więzienne mury…) jest wydawany, po dzień dzisiejszy. Oczywiście
był okres hossy, jak i bessy; lepszego oraz gorszego pisania.
Na przełomie 2022/23 roku nastąpiła zmiana kadrowa w osobie
opiekuna pisma, jednocześnie zmieniły się „ręce do pracy”.
Najłatwiejsza jest kosmetyka, więc na początek nożyczkami
odcięliśmy zbędny przymiotnik w tytule i została „JEDYNKA”.
Pogrzebaliśmy ciut w przyjętym pierwotnie algorytmie i pracujemy.
Niejako na marginesie staramy się wpływać na kształt kultury w
naszej jednostce. Bierzemy udział i zachęcamy do wszelakiej
aktywności w domenie kultury więziennej. W nieskromności nabytej
możemy powiedzieć, że część z nas jest laureatami konkursów
literackich organizowanych w przestrzeni penitencjarnej. Zaczyn dobry
… oczekujemy owoców.
„W Kratkę” wpadła nam w oko dawno. Edytorsko poza ligą
więzienną; niemniej zazdrość nie przesłoniła nam rozsądku.
Traktujemy zaproszenie niezwykle poważnie, spróbujemy sił i
postaramy się odnaleźć w ramach współpracy z „W Kratkę”.
Nie znamy klucza wykładniczego „W Kratkę”, tego przysłowiowego
wspólnego mianownika, chyba że stanowi go fakt, iż łamy
wypełniają teksty parających się piórem więźniów. Wysyłamy
próbkę naszego pisania. Nie ukrywam, że spotkanie online –
zapewne uzupełni naszą wiedzę o projekcie jakim jest „W Kratkę”.
STARSZY WYCHOWAWCA DZIAŁU PENITENCJARNEGO
Zakładu Karnego nr 1 w Strzelcach Opolskich
ppor. Krzysztof Fijałkowski
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Nasza koleżanka, przyjaciółka i
świetna babka potrzebuje naszego wsparcia. Walka z rakiem jest
ciężka jak drążenie kilofem tunelu w górze.
WIOSENNA RZEŹBA / CHALLENGE DLA
KLAUDII!
Świetlica więzienna, Klaudia jako wolontariuszka prowadzi zajęcia fitness dla osadzonych dziewczyn, fot. Justyna Domasłowska-Szulc
I się zaczęło…. Wyścig po formę,
rzeźbę, bo jak co roku niczym budzącym się niedźwiedziom z
zimowego snu, odpala nam się faza na zrobienie „boskich ciałek”
rodem z bogów olimpijskich, hi hi hi. Stajemy przed lustrem i nagle
zauważamy, że tyłki wymknęły nam się spod kontroli, spuchły
nam boczki, brzuszek niczym ciąża spożywcza… Wszyscy to znamy…
Ale podobno otyłość bierze się nie z tego, że dużo nam się
jadło, a z tego, że to mądrość życiowa, która nie mieści się
w głowie i odkłada się w innych częściach ciała :). Marne
pocieszenie, ale zawsze jakieś.
No więc, Ludzie, Ludziska, tyłki w
górę, zróbmy coś dla siebie i innych.
Klaudia, fot. Justyna Domasłowska-Szulc
Nasza koleżanka,
przyjaciółka i świetna babka potrzebuje naszego wsparcia. Walka z
rakiem jest ciężka jak drążenie kilofem tunelu w górze.
Wpadłam na pomysł, aby każdy z nas
nagrał 30- sekundowy filmik z ćwiczeniem i bojowym okrzykiem.
Wsparcie to moc, której potrzeba, by mieć siłę do walki…
Liczę na Was! Wiem, że damy radę
wszyscy dla Klaudii!
KLAUDIA, NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ!
Karaboska
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001