Wiersze Krzysztofa

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Przedstawiamy Wam wiersze autorstwa Krzysztofa Żybury, w jego wykonaniu. Krzysztof odbywa karę więzienia w Zakładzie Karnym w Wołowie i tworzy poezję.

Film jest owocem naszej współpracy z ppor. Iwoną Bawolską, wychowawczynią ds. kulturalno-oświatowych i jej podopiecznych – panów osadzonych w Zakładzie Karnym w Wołowie. Współpraca rozpoczęła się przy realizacji 6. numeru czasopisma „W Kratkę” i rozwinęła się także na bloga. Śledźcie nas na bieżąco na blogu eWKratke.pl i jego profilach https://www.facebook.com/ewkratke oraz https://www.instagram.com/fundacjadomkultury/. A Na jesieni poczytajcie 6. numer czasopisma „W Kratkę” .


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie tablica-ministerialna-bloga-1024x680.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-finansowania-bloga-748x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




Rodzice osób odbywających karę więzienia….

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Rodzice osób odbywających karę więzienia….
Mam tylko mamę. Jest staruszką, schorowaną, w tym roku kończy 90 lat. Zanim trafiłam tutaj, opiekowałyśmy się Nią na zmianę z siostrami. Mama nie wie, gdzie jestem, cierpi na demencję. Pierwotna wersja mojego zniknięcia była taka, że wyjechałam w pogoni za pieniądzem (zawsze dużo pracowałam). Niestety, ja się tu „zasiedziałam”, choroba mamy postępowała. Teraz prawie mnie już nie pamięta. Z relacji siostry wiem, że owszem czasem wspomina moje imię, ale nie kojarzy kim jestem 🙁 Może to szczęście w nieszczęściu?
Moje siostry są wspaniałe. Chociaż temat posta jest nieco inny, ja napiszę o nich, bo należy Im się medal. Są ze mną od pierwszego dnia pobytu w Z. K., pomimo że mają mnóstwo własnych problemów, własne rodziny. Wspierają mnie na wszystkich płaszczyznach życia, zawsze są po mojej stronie. Pomimo wszystko nie wykluczyły mnie ze swojego życia. Na wysokości zadania stanęła moja średnia siostra (ja jestem najmłodsza), nie spodziewałam się, że poradzi sobie tak dobrze z sytuacją, której nie przewidziała pewnie nawet w snach… Jestem dumna, że Ją mam.. 🙂
Kocham Cię Siostro <3
Mam też dorosłych siostrzeńców, to nie jest powód do dumy mieć ciotkę w więzieniu. A jednak regularnie mnie odwiedzają tutaj, ustalając sobie kolejność odwiedzin, bo każdy chce się ze mną zobaczyć. Nawet trudno jest mi to wyrazić słowami, ile to dla mnie znaczy. Bez nich byłoby mi o wiele trudniej przetrwać tutaj. Odliczam czas od telefonu do telefonu; od listu do listu; od widzenia do widzenia. Relacjonują mi, co się dzieje w ich życiu, o problemach, radościach. Na szczęście zdrowie dopisuje wszystkim i to jest najważniejsze.
Mam nadzieję, że będę miała czas i możliwość aby Im się odwdzięczyć za wszystko. Chociaż wiem, że wcale tego nie oczekują.
Moja rodzina jest wspaniała, możecie mi zazdrościć 🙂 Czy musiałam trafić tutaj, aby to dostrzec i docenić???
Alicja


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie tablica-ministerialna-bloga-1024x680.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-finansowania-bloga-748x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




My to miejsce przetrwaliśmy wspólnie

Kolaż osadzonych z Grochowa, pt. Miłość, fot. M. Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Witajcie Kochani Czytelnicy. W tym wpisie chciałabym poruszyć bardzo ważny wątek. Temat rodziny, która zostaje nagle rozbita przez osadzenie jej członka w areszcie.

Chciałabym również podziękować wszystkim rodzinom, które mimo wszystko trwają przy osobach osadzonych. Na blogu często można przeczytać o prozie życia w Zakładzie Karnym  i tęsknotach czy marzeniach.  Rzadko jednak można szukać informacji o tym, jak sobie radzą z tym Rodzice,  Mężowie czy Dzieci,  które pozostają na wolności.  Dodam, że wcale nie jest im łatwiej.

Przebywając w warunkach izolacji olbrzymim szczęściem jest mieć kogoś kto czeka. I tu myślę, że trzeba wspomnieć,  że spora grupa osadzonych nie ma nikogo takiego. Że po wyjściu z Zakładu Karnego muszą mierzyć się choćby z tym, że nie mają do czego i do kogo wracać.

W Areszcie spędziłam dwa lata. Miałam pełne wsparcie Rodziny i Przyjaciół, za co jestem niesamowicie wdzięczna i w tym miejscu im za to pięknie dziękuję. 

Mój A został na dwa lata z moimi obowiązkami.  Czy było mu łatwo? Na pewno nie! Ale ani razu nie usłyszałam od niego słowa skargi. Mieliśmy wspólne problemy, plany i marzenia. To nas oboje trzymało. A może trzymała nas miłość, która wcale nie jest przereklamowana. 

Nie zawsze przez 5 minut rozmowy telefonicznej mogłam usłyszeć same dobre informacje. Przeżywałam podwójnie każdy choćby najmniejszy problem. Dlaczego podwójnie? Bo nic nie mogłam zrobić i pomóc.   A moja Rodzina dzielnie radziła sobie ze wszystkim sama. A stał się głową rodziny na pełny etat. Praca, dom, dzieci, pranie, sprzątanie, gotowanie stały się jego rutyną. Czy nie miał chwil zwątpienia? Myślę, że na pewno miał, choć nigdy mi o tym nie powiedział. 

My to miejsce przetrwaliśmy wspólnie. Dostawaliśmy od siebie wsparcie i miłość.

Jednak takich historii jak moja jest garstka. Na porządku dziennym zdarzają się rozstania przez telefon, czy po prostu numer chłopaka czy męża nagle staje się nieaktywny. Nie wszyscy tą presję czasu, miejsca wytrzymują.  Samotność to chyba coś najgorszego co może spotkać osobę przebywająca w izolacji.

Wam dziewczyny życzę samych życzliwych ludzi wokół,  dużo siły, zdrowia i cierpliwości.

A na koniec wklejam kilka złotych myśli o Rodzinie.

Rodzina to silnik umożliwiający podbój świata, a zarazem bunkier, w którym można się schronić. Rodzina nie jest tylko czymś ważnym. Ona jest wszystkim. Rodzina jest w życiu oparciem, czymś co chroni, co daje siłę.

Może każda normalna rodzina musi mieć taki bezpiecznik normalności, kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie”.

– Olga Tokarczuk

W rodzinie nie ma „moje” czy „twoje”. Jest „nasze”.

Blondi


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie tablica-ministerialna-bloga-1024x680.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-finansowania-bloga-748x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




Rodzice osób skazanych

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Nie każdy ma to szczęście, że rodzice zostają przy dziecku aresztowanym. Wielokrotnie widziałam łzy dziewczyn, których matki mówiły: „tłumaczyłam, prosiłam – teraz radź sobie sama”. Zapewne za tym słowami kryje się troska i zwątpienie. Nie znamy prawdziwych – w sensie całego życia – historii osób pozostawionych. Mogło do takich słów doprowadzić wiele cierpień w domu, wiele prób ratowania. 90% dziewczyn, z którymi przyszło mi dzielić jedną celę, miała pomoc choćby od jednego rodzica. Choć wiele niefajnych słów pada przy stoliku na więziennej widzeniówce, to i tak miłość rodzica jest bezwarunkowa.

Spora grupa ludzi mi bliskich niejednokrotnie zaznała przeze mnie wstydu i bólu. Rodzice po moim aresztowaniu, jeszcze zanim się przeprowadzili, jakiś czas pochylali głowy przed sąsiadami, później wspierali mnie podczas procesu, a ludzie ze stowarzyszenia „Przeciwko zbrodni” ich wyzywali. Obwiniali ich, że tak mnie wychowali, że są rodzicami bestii. Mama się ukrywała za filarem, ojciec osłaniał mnie ciałem. Są po rozwodzie, a w tamtym czasie byli razem przy mnie. Cierpieli i cierpią za mnie, wiele rzeczy nie rozumieją, starzejąc się, czekają na mnie mimo wszystko.

Trwanie przy dziecku w więzieniu nie jest łatwą drogą – dla obu stron. Rodzice wspierają mnie w każdy dostępny sposób: paczki, wpłaty pieniężne, widzenia, telefony. Rodzic wie, że dziecko nie mówi wszystkiego, więc dusi w sobie lęk, czy oby nie dzieje mu się krzywda, zwłaszcza fizyczna.

Książki czy paradokumenty mała prawdy o kryminale ukazują. Jaką bym osadzoną nie zapytała, czego się bała wchodząc do więzienia, to przeważnie słyszałam: „że mnie pobiją”. „No ale za co” – pytam. „No nie wiem” słyszę. I rodzice też mają obawy – bo się czegoś naoglądają. Odczuwają niejednokrotnie poczucie winy za taki stan, że może coś przeoczyli, może za mało czasu poświęcali, może na za dużo pozwalali. Nie zawsze wszystko zostaje wyjaśnione, bo obie strony wolą milczeć. I tylko przeprosić.

Mnie więzienie zbliżyło do rodziców i nie wyobrażam sobie życia bez nich.

Pełnoletnia


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie tablica-ministerialna-bloga-1024x680.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-finansowania-bloga-748x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




Mój list w butelce

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Mój list w butelce

Drogi znalazco! Nie wiem ile czasu upłynęło, jak długo mój list błądził w przestworzach. 

Dziś analizuję swoje życie, zestawiam co było w nim dobrego, co złego, co mogłam zmienić, czemu mogłam zapobiec… Ja czasu nie cofnę, muszę żyć ze swoimi błędami i słabościami. 

Lecz Ty, drogi czytelniku, masz jeszcze czas, może jesteś dobrym człowiekiem i nie musisz niczego zmieniać… A może nie jesteś dobry tak jak uważasz i jesteś trochę jak ja…

Wyobraź sobie, że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłeczkami: praca, rodzina, zdrowie, przyjaźń, uczciwość. Utrzymujesz je w powietrzu, a przynajmniej się starasz. Tylko jedna z nich jest gumowa – jeśli upada, odbija się i wraca – to Twoja praca. Cztery pozostałe wykonane z kruchego materiału wymagają szczególnej dbałości o nie; nieumiejętne i nierozważne żonglowanie nimi może spowodować, że się obiją, wyszczerbią, porysują, roztrzaskają. Czasami można je wypolerować, wygładzić, rzadziej skleić, by odzyskały swój dawny kształt.

Każdy chciałby mieć wszystkie piłki normalne, czyste, kolorowe, bez defektów… Co zrobić, kiedy nie masz piłek lub dostępu do nich? Czy wtedy żyjesz? Czy tylko dryfujesz? Jesteś dla siebie? Jesteś dla innych? Pomyśl…

Alicja


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie tablica-ministerialna-bloga-1024x680.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-finansowania-bloga-748x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.



Kicz: tak czy nie?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W naszym świecie kicz był, jest i zapewne będzie wszechobecny prawie w każdym rodzaju sztuki: w architekturze, modzie, malarstwie czy rzeźbie. W każdym. Zaryzykowałabym stwierdzeniem, że również znajdujemy go w muzyce czy literaturze (choć tu określa się go raczej mianem: szmira).  

Jeżeli więc poruszamy temat kiczu, cóż. Uważam, że jest on wynikiem różnorodności ludzkich upodobań, wyczucia stylu czy w końcu indywidualnego postrzegania piękna, jak i brzydoty. Ktoś kiedyś powiedział : „nie to ładne, co ładne, lecz to co się komu podoba”. Kicz z pewnością przyciąga uwagę i każda sztuka wywołuje sobą zainteresowanie. O ile przyjmiemy, że kicz jest sztuką. Krytyków znajdzie z pewnością wielu. Zarzuca się mu, że jest przesłodzony, prymitywny, że zniesmacza lub (albo przede wszystkim) kłuje w oczy. Lecz właśnie ową krzykliwość wykorzystują niektórzy artyści (?), by zwrócić powszechną uwagę, wywołać kontrowersje czy nawet oburzenie. Nieistotne są dla nich pozytywne opinie, ponieważ liczy się dla nich osiągnięcie celu –  zostać zauważonym! A dzieło powinno obronić się samo…

Osobiście uważam, że kicz jest doskonałą przeciwwagą dla klasycznego stylu. Dzięki niemu dostrzegam kontrast pomiędzy przerostem formy nad treścią, a stanowczym, subtelnym przekazem artysty, który potrafi uchwycić piękno w jego naturalnej prostocie. Ale to moje odbieranie sztuki. Mimo to nie zarzeknę się, że nigdy nie pochyliłam się nad jakimś kiczowatym towarem bez błysku w oku. Dlatego uważam, że kicz ma prawo być lubianym. Każdy ma prawo wyboru i do tego, by otaczać się przedmiotami, którymi kreuje swój wizerunek i swoją rzeczywistość.

I niech pierwszy rzuci kamieniem ten, którego wyczucie estetyki nigdy nie przyjęło do serca czegoś – co inni okrzyknęli kiczem! 

Wobec tego pozostaje mi tylko powtórzyć powszechnie znaną łacińską sentencję: „De gustibus non est disputandum” (o gustach się nie dyskutuje).

Pozdrawiam,

PIK


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie tablica-ministerialna-bloga-1024x680.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-finansowania-bloga-748x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.



Pakuj się, idziesz do domu

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Od półtora roku z małymi przerwami jestem w takim samym położeniu, jak Wy. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale jestem tu. Do pisania na bloga zachęciły mnie koleżanki z celi: chodź, czas będzie ci lepiej i szybciej leciał. Rzeczywiście, kontakt z ludźmi poprawił mi sposób myślenia, spojrzenia na to miejsce i pokazał nowe możliwości.

Nie mogę się zgodzić z powiedzeniem niektórych „więzienie to więzienie”. Każdy tu jest inny, ilu ludzi, tyle osobowości, lepszych, gorszych, zakłamanych.

Wchodząc do wychowawcy nigdy nie wiesz, czego możesz się spodziewać, jakie pytanie padnie. Rano co dzień czekasz, czy dadzą ci reklamówkę i pojedziesz dalej. Nie możesz zagrzać miejsca w celi, ani czasem w całym AŚ. Jedziesz i na nowo musisz się przyzwyczajać do nowych zasad. Bo co zakład, to nowe zasady. A wydawało by się, że takie same, a jednak różne.

Czego mi tu najbardziej brakuje, to w miarę normalnego jedzenia. Nie mówię o schabowym, ale o czymś, co by miało jakiś smak. No i mojej rodziny, za którą najbardziej tęsknię. Chociaż przez ten czas, to Wy jesteście moją rodziną. Nie bójcie się tego miejsca, bo w filmach jest mocno przerysowane. Zachowajcie w pamięci obraz rodziny.

„Zamknąć was musieli, lecz wypuścić muszą”.

I to jest piękne, że kiedyś nadejdzie ten dzień i usłyszysz „pakuj się, idziesz do domu”.

Pozdrawiam serdecznie,

Wiewióra



Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Śmierć

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Jest tak bardzo niepotrzebnie wszechobecna. Śmierć. Nigdy nie ma odpowiedniego momentu na nią. Poruszana, zadawana, karana. Zbyt wczesna, na uboczu, powolna. Niepojęta, szybka, samotna. Rozrywająca, tajemnicza, pod kluczem. Oczekiwana tylko przez tych, który chce się z nią połączyć w tańcu ulgi, odganiana przez osoby pozbawione poczucia tego rytmu.
Temat śmierci, chłodzi miejsce. Plaża staje się prosektorium. Tworzy gęsią skórkę na ciele, gdy tylko zaczyna pojawiać się w głowie. Temat oddalony jak ona sama w życiu… w końcu jest na jego końcu. O którym co? lub kto? Decyduje? Czy dla opłakującego ma to znaczenie? Później – może tak, tylko kolejne zapytanie, czy to „później” odliczymy miarką minut, dni, m-cy czy lat?
Kiedy zmarł jej ojciec naprawdę szczerze martwiłam się o nią. No, o nią, bo ojciec już zupełnie miał lepiej od nas. Bałam się, że odwali jej coś i będzie chciała „pobiec” za nim, nie pamiętając o matce na drugim końcu świata. Jej płacz zamykał usta wszystkim wokół. Pojawienie się – chyliło głowy, by nie daj Bóg spojrzenia się zderzyły. Wtedy trzeba by było stanąć. A jak już przystaniesz, to należałoby coś powiedzieć, uczynić jakiś gest? W obliczu takich prywatnych tragedii dotknięcie ramienia osoby cierpiącej jest jak próba przezwyciężenia swoich fobii. Usta zasznurowane przyspieszają tylko bicie myśli o ściany chęci. Dlaczego ludzie w ogóle coś próbują mówić? Dlaczego wyświechtane „trzymaj się” jest wtedy tak denerwujące, że ma się ochotę znaleźć siły, by tę osobę wcisnąć w ścianę i jego ciałem ją rozwalić wyprzedzając tak braterskie „będzie dobrze”. Bo jakoś będzie, ale zupełnie inaczej. Łamał mi się głos, kiedy prosiłam, by ją pozdrowić, wiedziałam, że mogę, od lat łączyły nas inne tragedie. Choć sama w skrytości dziękowałam Bogu, że nie jestem na jej miejscu, to każdy szept na korytarzu zniekształcał się w głowie i docierał do mnie złowrogim echem. Dłoń, przysłaniająca ich usta powstrzymywała syk, deformowała słowa. Ale oczy gadały. Gadały i gadały.
Pierwsze przymknięcie powiek „niech poczuje to, co oni”. Szybkie spojrzenie przed ponownym spuszczenie wzroku „ fajne uczucie tak cierpieć?”.
Odwrócenie twarzy zaszeleściło „karma wraca”.
A wystarczyłoby przejść. Przejść obok i udawać, że jej nie ma. Ale człowiek musi.
Musi pokazać, choć to nie jego cierpienie dosięgło. Nie z jej ręki, bo jakieś kiedyś na pewno.
Musi w cieniu jej żałoby poczuć się lepszym.
Musi się przekonać, że gdyby stała nad przepaścią, to wystarczyło, by dotknąć jej pleców i prawie że niewinnie pchnąć.
Musi poczuć to, jakby spadała i czy nie zbyt krótko leciała. I musi później się uśmiechnąć, że nie jest taka jak ona, jest „ dobrym” człowiekiem. Nie pchnie, nie odbierze życia….
Takie jak ona, powinny właśnie „ żyć”. Powinny tęsknić, nie zaznawać szczęścia. Takiej powinno brakować dotyku, zapachu, wiatru. Niech wegetuje wśród więziennych odgłosów. Niech trzask krat nie pozwoli jej na dobre wspomnienia. Światło zapalającej się co godzinę jarzeniówki podczas nocnego obchodu ma wybudzać ze spokojnego snu.
Umarł jej ojciec?
Taka jest kolej rzeczy – usłyszy, człowiek się rodzi i umiera. To był zawał, miał szczęście. Może zbyt szybko żył? W jakimś stresie? Ale nie zginął.
Wystarczyło, by przestał się denerwować o dzieci. Rzucić palenie, przystopować.
Niepojęte, jak przez taki czas dostrzega się pewne rzeczy, gesty. Jak takie miejsce zmienia twarz, chód, mowę ciała. Mniej mówisz – bo to nie czas, więcej obserwujesz. A później się dostrzega, przepłakuje, odwraca głowę.
Mało kiedy ma się ten komfort, by w celi spotkać bratnią duszę albo choć kogoś na tyle zaufanego, by odważyć się przyznać, że najbardziej się boisz śmierci bliskich. Że ten strach wywołuje nie tylko okratowane okno, na trzy spusty zamknięte drzwi, kilka oddechów na małym metrażu, nocne krzyki, kałuże łez pod budką telefoniczną, odmowy dyrektora, brak Internetu na skype. Nie boli cię tak wywołany sztuczny tłok, by od kogoś dostać z bara, czy śmiech, że przykrywasz ciało na łaźni, że nie masz co zapalić. Brak widzeń z powodu odległości, braku możliwości dojazdu, braku funduszy. To tak nie telepie sercem, jak ten cholerny lęk, że możesz nie mieć do kogo wyjść.
Widzenia trzymają przy życiu, przy trwaniu, staraniu się, walczeniu o siebie i wytyczaniu sobie celu. Bez tego podpunktu zamykasz się, niekiedy czuć się możesz gorsza, ale na pewno samotniejsza.
Więzienie jest pełne śmierci. Osadzonych mało umiera w samym więzieniu, ale część z nich jest sprawcami, a inna część doświadcza odejść bliskich po drugiej stronie muru.
Uważam, że obie części cierpią. Po swojemu. Na własnej głębokości, we własnych kątach ciał.
Nie tylko ten, który głośno mówi o żalu, żałuje.
Nie tylko ten co wysmarkuje tony chusteczek od łez, płacze.
Nie tylko ten co się modli, potrzebuje wybaczenia.
Nie wzrok wbity w ziemię świadczy o wstydzie czy zmęczeniu.
Już spotkałam wygadanych samotników. Śmiejących się opuszczonych, zakompleksionych śmiałków, wrażliwych samouszkodzeniowców. Dzieciobójczynie z powieszonymi zdjęciami własnych dzieci, morderczynie z różańcami na szyi. Mężatki sypiające z kobietami, małolaty pomagające się ubierać starszym.
Nie raz mam wrażenie, że większość powinna przejść przez więzienie. Poczuć je tylko po to, by wyczuć życie. Przestać mu dawać uciekać przez palce, tylko zacisnąć pięść i działać. Jakby tylko po upadku zwycięstwo miało smak. Więzienie nie zawsze znaczy kryminał. Gruzy prywatności każdy gdzieś zostawił. Może już nawet nie pamięta, gdzie one są, ale trud wyjścia z nich do dziś stopy czują. Ta obręcz wokół kostki, pierwszy krok i od razu potknięcie. Nikt dobrze się nie czuje na nierównej powierzchni, dąży się do własnej drogi z ludźmi drogowskazami. Konsekwencje rzucają nas na bruk. Śmierć albo życie, musisz wybrać. Zapomnieć o tym, do czego nie przykładało się tak specjalnej uwagi, tam o jajecznicy, nieposprzątanym pokoju, mokrym nosie psa. Zwykłym geście pogłaskania po głowie, wychyleniu się przez okno, ciepłej kąpieli w wannie. Jechaniu windą, spacerowaniu po 10-tej, zamieszaniu w herbacie metalową łyżeczką. Z czasem stanie się to pierdołą-tęsknotą, bez której nauczysz się żyć. Bo wybrałaś życie.
To lęk o innych zaczyna paraliżować.
Niejednego żałobnika starałam się pocieszyć, ale żadnemu nie powiem, że ponownie dziękuję, że to nie moi bliscy. To uczucie staje się jednocześnie podłe i kojące. Schizofrenia losu. Bałagan uczuć.
Jak trudno jest być po części sprawcą i błagającym o zdrowie dla swoich. Więzienie nie zawsze znaczy kryminał. Tylko lata bez nich, sprawiają, że pada się na kolana za nich. Pierwsze chwile są zawsze egoistyczne „Panie Boże, spraw bym sobie poradziła, jak najszybciej wróciła do rodziny, a już nic złego nie zrobię”. Znam tylko jedną osobę, która nigdy nie modliła się za siebie. Po jakimś czasie się do tego dociera. Bez nich, nie ma nas. Więc po co my?
Kiedy po jakimś czasie przyszło mi „mieszkać” w jednej celi z koleżanką, której zmarł ojciec, byłam drewniana od niezręczności. Codziennie żyłam widzeniami i tymi spotkaniami. Większość telefonicznych rozmów w końcu schodziła na temat ewentualnego przyjazdu na widzenie, to miejsce nie zabija w człowieku chęci do dialogu. To współosadzone z celi są na pierwszej linii ataku czy obserwacji. To ich dni pobytu na wspólnym metrażu uczą odczytywać przebieg rozmów drugiej. Już w drzwiach celi wiadomo czy rozmowa się udała. Twarz i sposób wejścia w pierwszej sekundzie decydowało o dalszym przebiegu dnia. Każda z nas miała jakieś swoje problemy na wolności, jedna chwilowe, jakieś sytuacyjne, ale inne długotrwałe, rodzinne, zdrowotne. Zawsze się o czymś mówi. Indywidualne podejście kto ile o sobie powiedział, ale jedno jest pewne, nie ma takiej możliwości, by cela normalnie funkcjonowała bez rozmów o sobie, ale też o własnych trudnościach. Za każdą stoi jej historia i jej metoda radzenia sobie.
W więzieniu najgorszy jest krzyk. Kojarzy mi się tylko ze złą wiadomością lub tragedią. Kiedy słyszę płacz i krzyk pod telefonem, zawsze mnie przechodzi zimny dreszcz. Wielokrotnie trzęsłam się z nerwów i płakałam z tą osobą. To jest tak przerażające i bolące, jak moje wyobrażenia powolnej śmierci.
Bywałam najmłodsza w celi, gdzie tak naprawdę mało miałam do powiedzenia – bo nie jedynie krótkie życie to powodowało, ale przede wszystkim krótkie życie na wolności. Nie byłam postawiona pod murem, by zasłaniać dzieci własnym ciałem przed mężem katem, nie pochowałam dziecka, nie opiekowałam się sparaliżowanym rodzicem, nie przechodziłam chemioterapii, nie skończyłam w monarze. Nie raz miałyśmy z mamą kiepski moment, ale to ona, kochana robiła wszystko, bym nie zaznała głodu. Najsmutniejsze jest to, że głodu doświadczę w więzieniu, ale i tak jakoś to staje się małoznaczące wśród tych wszystkich historii, które celę robiły jeszcze bardziej ciaśniejszą. Te małe lokum musiało pomieścić historię kobiety, która znosiła lata poniżania, gwałcenia i strachu we własnym domu. Katował ją mąż na oczach dzieci. Dopóki były małe, łudziła się, że nie rozumieją co się dzieje, płakała dopiero po wszystkim, jak domownicy już spali. Miała popalone ręce i nogi, jak mogła to chroniła twarz, by móc pracować, by móc się pokazać. Wypiła tylko raz, przed dokonaniem zbrodni, którą zaplanowała na dany dzień. Gwałt na dorastającej córce rozerwał ją od środka, uwierzyła jej od razu. Nie musiała męża upijać, wrócił już pod wpływem alkoholu, sobie nalała, by nie wycofać się. Nie chciała zabić, chciała go pokarać, odebrać broń, narzędzie, którym ranił je. Związała go i odcięła penisa. Mówiła, że ciężko szło. Zemdlał. Chciała się uspokoić i wtedy się wykrwawiał. Organ wyrzuciła przez okno, na podwórko. Sama zgłosiła się na policję, dostała 11 lat i tyle czasu zakład karny męczył ją terapią alkoholową. Nie chciała się jej poddać, bo tamto było jednorazowe, oni naciskali, że czyn dokonany pod wpływem i terapia musi być zrobiona. Bez niej nie miała szans na zwolnienie warunkowe. Odwiedzana przez dzieci dawała radę. Spotkania i telefony z córką najbardziej ją zamykały, przeżywała jej związek z chłopakiem. Bała się, że obraz rodziców skrzywi obraz domu. Parę razy powiedziała mi, że strach o nią doprowadza ją do myślenia, że wolałaby ją mieć w więzieniu i tak się nie bać. Codziennie o nią się modliła i codziennie przy tym płakała. Przepraszała nas, ale jak można mieć do matki żal o łzy za córkę? Tylko, że „młoda” płakała nie raz przez nią, ale to też z takiego powodu, że tęskniła za takim obrazem matki. Większość czasu wychowana przez dom dziecka i placówki wychowawcze nie zaznała bliskości i więzi z rodzicielką…
Pozdrawiam,

Pełnoletnia



Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Mój inny świat

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Kiedy przekroczyłam próg więzienia, już wtedy wiedziałam, że wkraczam do innego świata. Świata, którego nie znam. Świata, który jest mi obcy. Świata, którego się boję. Nie wiedziałam co mnie czeka, czy się odnajdę i czy dam sobie radę. Wszystko dookoła było przerażające i obce. Pierwsze dni/ tygodnie były dla mnie bardzo trudne. Dźwięki zamykanej klapy, brzdęk kluczy wywoływały u mnie olbrzymi niepokój. Każdego dnia wzmagały się myśli destrukcyjne, z każdą godziną zapadałam się w jeszcze większej wewnętrznej ciszy. Ciszy, w której życie się cudownie wydłuża, a jednak człowiek marzy o śmierci, bo wyobrażenie sobie wieczności w tej ciszy grozi szaleństwem. Wiedziałam jednak, że skoro jestem między ludźmi, w nowym nieznanym świecie to muszę wypracować jakąś zasadę współżycia. Każdy z nas ma przecież swoje doświadczenie, swoją pamięć, swój lęk i ból… W końcu postanowiłam się nie izolować, żyć pośród ludzi i z ludźmi. Uznałam, że samotność jest iluzją, w której nie mogę się zatracić. Kiedyś w książce Katarzyny Nosowskiej przeczytałam, że „(…) kiedy człowiek znajdzie się w czarnej dupie, to chętnie w niej pozostanie, jeśli tylko będzie miał towarzystwo”. Idąc w ślad za tymi słowami, otworzyłam się na ludzi, zaczęłam słuchać i być słuchana. Powoli uczyłam się nowych pojęć – języka więziennego. Dowiedziałam się, że stołek to fikoł, miska to dołek, a ścierka do naczyń to platerka. Dzięki temu zrozumiałam czym jest mandżur (koce, poduszka), kostka (jak wcześniej) czy wybicie się na klapę (pytanie do Oddziałowej). Nauczyłam się zagospodarować sobie czas wolny, spędzając go na malowaniu, haftowaniu czy robieniu na drutach. Z czasem przestałam liczyć dni pozostające mi do opuszczenia ZK. Zrozumiałam, że czas nie istnieje, a tykanie zegara to zaledwie jeden z dźwięków, które docierają do mojego ucha. Dużym problemem było dla mnie radzenie sobie z tęsknotą za bliskimi. Brak przy sobie męża i dziecka sprawiał ból, z którym ciężko było sobie radzić w codziennym życiu. Z czasem jednak stawałam się silniejsza, a moją siłą stawali się moi bliscy, stający za mną murem. Doceniłam ich rolę i postanowiłam żyć po pierwsze dla nich, po drugie dla siebie. Cały czas waham się jaka powinna być poprawna kolejność.
Kiedyś przeczytałam, że smutek to ściana pomiędzy dwoma ogrodami. Mi w końcu udało się odnaleźć łączącą je furtkę. Są nią ludzie.
Dziś wiem, że nie wolno się poddawać. Czas, który spędzę w ZK w końcu się skończy. Nie chcę, żeby był to czas stracony, chcę z niego jak najwięcej skorzystać, pobierając naukę od ludzi, z ich historii. Wiesze w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny i z tej trudnej lekcji, też uda mi się wyciągnąć wnioski, które pomogą mi przejść przez resztę życia.


Marika



Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Nowe miejsce – nowe możliwości

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Od ponad dwóch lat jestem z Wami, czasem rzadziej, czasem częściej, ale zawsze na bieżąco żyłam z blogiem. Pisanie do Was było częścią mojego wyroku, ale teraz…. Zmieniłam jednostkę na inny zakład karny i powstały nowe możliwości, lecz o starych przyjaciołach się nie zapomina. Można by powiedzieć, że więzienie to więzienie niczym się nie różni, ale jest inaczej. Będąc w jednym zakładzie, nabiera się pewnych przyzwyczajeń. Wiadomo jak się zachować przy pewnej oddziałowej czy nawet jak rozmawiać z wychowawcą. A teraz jest coś nowego. Najbardziej dziwną rzeczą jest, gdy się słyszy „twarzą do ściany”. Za każdym razem, gdy się gdzieś wychodzi trzeba stanąć twarzą do ściany. Dziwne, ale mus to mus, tylko po co – a tego w żaden sposób nie rozumiem. Będąc w Warszawie przez ponad dwa lata miałam telefon tylko 6 minut a tutaj…. bez ograniczeń, byle by na karcie było. Pierwszy tydzień był spędzany przy budce telefonicznej, możliwość rozmowy z dziećmi kilka razy dziennie, bezcenne. Jakie to piękne, kiedy się może zadzwonić do córki przed 8 rano, przed lekcjami i powiedzieć „miłego dnia”. Niby nic, coś, czego się nie docenia będąc za murami, a tutaj miód na sercu. Święta – nawet w sposób tylko głosowy mogłam uczestniczyć w śniadaniu wielkanocnym. Być przy stole, chociaż bez smakowania potraw, ale głosowo tak. Na początku był strach, lecz teraz jest radość. Jedno mogę powiedzieć, nie warto bać się nowych możliwości, lecz iść przed siebie. Pozdrawiam Was i będę się starać w miarę możliwości uczestniczyć w blogu.

Pozdrawiam,

Zołza


Blog “eWKratke” jest dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Funduszu Promocji Kultury.


Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.