Witajcie
Kochani Czytelnicy. W tym wpisie chciałabym poruszyć bardzo ważny
wątek. Temat rodziny, która zostaje nagle rozbita przez osadzenie
jej członka w areszcie.
Chciałabym
również podziękować wszystkim rodzinom, które mimo wszystko
trwają przy osobach osadzonych. Na blogu często można przeczytać
o prozie życia w Zakładzie Karnym i tęsknotach czy
marzeniach. Rzadko jednak można szukać informacji o tym, jak
sobie radzą z tym Rodzice, Mężowie czy Dzieci, które
pozostają na wolności. Dodam, że wcale nie jest im łatwiej.
Przebywając
w warunkach izolacji olbrzymim szczęściem jest mieć kogoś kto
czeka. I tu myślę, że trzeba wspomnieć, że spora grupa
osadzonych nie ma nikogo takiego. Że po wyjściu z Zakładu Karnego
muszą mierzyć się choćby z tym, że nie mają do czego i do kogo
wracać.
W
Areszcie spędziłam dwa lata. Miałam pełne wsparcie Rodziny i
Przyjaciół, za co jestem niesamowicie wdzięczna i w tym miejscu im
za to pięknie dziękuję.
Mój
A został na dwa lata z moimi obowiązkami. Czy było mu łatwo?
Na pewno nie! Ale ani razu nie usłyszałam od niego słowa skargi.
Mieliśmy wspólne problemy, plany i marzenia. To nas oboje trzymało.
A może trzymała nas miłość, która wcale nie jest
przereklamowana.
Nie
zawsze przez 5 minut rozmowy telefonicznej mogłam usłyszeć same
dobre informacje. Przeżywałam podwójnie każdy choćby najmniejszy
problem. Dlaczego podwójnie? Bo nic nie mogłam zrobić i pomóc.
A moja Rodzina dzielnie radziła sobie ze wszystkim sama. A stał się
głową rodziny na pełny etat. Praca, dom, dzieci, pranie,
sprzątanie, gotowanie stały się jego rutyną. Czy nie miał chwil
zwątpienia? Myślę, że na pewno miał, choć nigdy mi o tym nie
powiedział.
My
to miejsce przetrwaliśmy wspólnie. Dostawaliśmy od siebie
wsparcie i miłość.
Jednak
takich historii jak moja jest garstka. Na porządku dziennym zdarzają
się rozstania przez telefon, czy po prostu numer chłopaka czy męża
nagle staje się nieaktywny. Nie wszyscy tą presję czasu, miejsca
wytrzymują. Samotność to chyba coś najgorszego co może
spotkać osobę przebywająca w izolacji.
Wam
dziewczyny życzę samych życzliwych ludzi wokół, dużo
siły, zdrowia i cierpliwości.
A
na koniec wklejam kilka złotych myśli o Rodzinie.
„Rodzina to silnik umożliwiający podbój świata, a zarazem bunkier, w którym można się schronić. Rodzina nie jest tylko czymś ważnym. Ona jest wszystkim. Rodzina jest w życiu oparciem, czymś co chroni, co daje siłę.
Może każda normalna rodzina musi mieć taki bezpiecznik normalności, kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie”.
–
Olga
Tokarczuk
W rodzinie nie ma „moje” czy „twoje”. Jest „nasze”.
Blondi
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Tak też myślałam do czasu, kiedy się tam nie znalazłam. Miałam takie samo zdanie o osadzonych , jak Ty, Czytelniku. Media karmią nas newsami, takimi stricte ekstremalnymi, które zwrócą uwagę widza czy odbiorcy słowa pisanego, aby pobudzić jego wyobraźnię. Skupiają się na czynach, głośnych rozprawach, a nie na tym jak funkcjonują osadzone kobiety w warunkach izolacji, kiedy kończy się ten medialny show. Przebywałam w celach, dla Was z kobietami skazanymi za najgorsze przestępstwa, jakich może dopuścić się człowiek. Takimi, które najchętniej społeczeństwo by skazywało na kary, jakich polski kodeks nie przewiduje. I chcę Wam, Czytelnikom, uświadomić, że nigdy nie miałam najmniejszego powodu, by się ich bać. Są to wrażliwe kobiety, które mają swój wewnętrzny kodeks moralno-etyczny. Ten kodeks, jest zdecydowanie bardziej bezlitosny, od karnego. Żałują. Każda przeżywa to na swój sposób. One nie skarżą się na to, że są w areszcie. Analizują i przeżywają, jak to możliwe, wracając do chwil poprzedzających czyn. Ta kara, którą dźwigają na barkach każdego dnia, jest wyniszczająca. Ktoś patrzy z boku spotykając je na więziennym korytarzu, zajęciach czy innych okolicznościach, gdy są poza cela mieszkalną i myśli sobie: uśmiechnięte pewnie nie żałują – zasłużyły. A co niby mają zrobić? Muszą jakość żyć, funkcjonować – one wiedzą doskonale, że życie to najcenniejszy dar. Ja proszę. aby społeczeństwo przestało je tak krytycznie odbierać. One już zostały osądzone i skazane. W głębi siebie przeżywają najbardziej krytyczną z kar. Są dla siebie bardzo surowe. Czasem warto każdy problem rozbić na czynniki pierwsze, wtedy spadają przysłowiowe klapki, które mamy na oczach. Blondi
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
O tym, aby nigdy więcej nie budzić się ze strachem po opuszczeniu tego miejsca, ani gdy zadzwoni dzwonek do drzwi lub usłyszę pukanie (znowu to samo?).
Marzę o tym, aby dojść do celów, które wyznaczyłam sobie, zanim znów tutaj trafiłam!
Marzę o tym, aby mój syn miał w przyszłości fajne życie (poukładane) i nigdy nie popełnił moich błędów życiowych…
Aby moja mama była zdrowa, dumna ze mnie, moich sukcesów oraz sukcesów mojego synka i co oczywiste, tych, które moja niesamowita mamcia ciężką pracą (dzieląc ze mną moje problemy, smutki i porażki) dała radę! Osiągając to, do czego dążyła, bez względu na kłody rzucane przez los – pod nogi 😊.
Aby w przyszłości mój syn osiągnął to, o czym marzy i kiedyś będzie marzyć! Żeby posiadał siłę i wiarę w siebie i w swoje możliwości i potencjał – KTÓRY W NIM JEST…!
Ostatnim moim marzeniem jest to, aby moja motywacja w trudnych chwilach, momentach – napędzała mnie w dążeniu, w poukładaniu kawałek po kawałeczku w jedną całość, abym mogła przenosić góry oraz zaznała miłości prawdziwej, odwzajemnionej i docenionej w każdym momencie mojego życia (bezpieczeństwo, ostoja, zaufanie, zrozumienie i dzielenie się wzajemnie: smutkiem, radością,troskami i wszystkim, co możliwe).
Osiągnięcie celu i pokazanie swoich możliwości NIEDOWIARKOM 😊.
To chyba tyle 😊.
Pozdrawiam,
,,J, P, M…” Kocham
Taka Ja
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Ile osób w więzieniu, tyle charakterów. Każdy na swój sposób chce to miejsce przetrwać. Nieważne czy jest to wyrok 3 miesięcy, czy 3 lat. Każdy dzień w tym miejscu jest dniem, którego już na wolności nie przeżyjemy. Jestem w tym miejscu już prawie 5 lat i czasem mam wrażenie, że nic mnie już nie zdziwi, jeśli chodzi o charakter ludzki. A jednak, potrafi mi czasem zabraknąć słów, by coś skomentować.
Spotkałam się z osobą, która już od samej pobudki potrafi narzekać na wszystko. Nieważne czy to faktycznie tak było, czy nie, ale najważniejsze, że jest ona na nie. Czasami się zastanawiałam, kiedy będzie pretensja, że niebo jest niebieskie, a nie zielone, bo to jej ulubiony kolor. Na dłuższą metę odsiadka z taką osobą potrafi być nawet nie uciążliwa, ale zaraźliwa. To taki mój typ smerfa marudy.
Na samym początku wyroku trafił mi się „mecenas”. Mecenas niby z wolności , własna kancelaria itp. Życie na wolności usłane różami. Doradzała wszystkim, co i jak napisać. A jak wychodziło, że pismo nie zostaje przyjęte przez sąd, to tłumaczenie było jedno – zmiana przepisów. Nawet sama o mały włos nie byłam jej klientem – gdzie, po jej dobrej radzie poddania się dobrowolnie karze, propozycja prokuratora brzmiała 8 lat. Gdy zaczęłam sama bez pomocy „mecenasa” walczyć, to wyrok wyszedł 3 lata. A mecenas okazał się pijaczkiem odbywającym karę pozbawienia wolności za kradzież śmietnika z terenu przedszkola. Innym typem, który pozostał mi w pamięci, i z którym się stykam bardzo często to milioner.
Osoba, która miała wszystko na wolności. Życie, o którym słyszy się w filmach. Pieniądze, podróże, dom, oj, nie dom, a kilka domów w różnych krajach i mężczyzna, który poza nią świata nie widzi. Szkoda tylko, że jej wypiska, to 50 zł (bo niby ,,komornik wszystko zabrał”), a do tego jeszcze co druga cela to dług do oddania. Ale przecież ona na wolności ma miliony i idealne życie. Często się zastanawiam, co taka osoba chce osiągnąć, co ma na celu robienie z siebie bogatej , gdzie w tym miejscu bardziej się liczy człowiek, a nie zawartość paragonu. Więcej w tym miejscu można zyskać będąc szczerą osobą i będąc sobą, a nie „księżniczką”.
Wszyscy jedziemy na jednym wózku, nie ma tutaj gorszej i lepszej. Każda z nas jest pozbawiona wolności. Tylko patrząc na to wszystko z perspektywy czasu i swojego wyroku, to w dziewczynach zamiera cecha zwana autentycznością.
Zołza
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Czarno- biała fotografia, na której mnie jeszcze nie ma… Lecz są moi rodzice, jeszcze razem w kadrze, ubrani w stroje ślubne. Mama na głowie ma białą woalkę przyozdobioną delikatnymi dodatkami. Suknia gładka z pięknymi rękawkami, nie krzykliwa, wręcz skromna, ale pięknie w niej wygląda. Z oczu bije blask iskierek szczęścia…
Tata… przystojny, elegancki,
który niesamowicie wygląda w garniturze. Uśmiechnięty, szczęśliwy młody
człowiek. Szczerze mówiąc jest to jedno z niewielu zdjęć, które z nim posiadam…
Zdjęcie drugie…
Jak poprzednie, czarno- białe,
ale w kadrze już ja z Mamą… Mamcia młoda, piękna, uśmiechnięta, wręcz
rozbawiona, pochyla się nade mną. Czyli w tamtym momencie bobas leżący na
kocyku, rozgogolony,
uchachany od ucha do ucha 😊 (zapewne większość z nas ma takie fotki…)
Zdjęcie trzecie…
Już kolorowe, trochę większe.
Robione u fotografa, z tłem, na fotelu wiklinowym. W kadrze ja z moją Babcią.
Elegancka, w średnim wieku. Widać, wnioskując z ubrania, że to okres letni.
Ubrana w sukienkę o krótkich rękawkach, z cienkiego materiału. Blondynka, o
mocnych rysach twarzy, szczupła, średniego wzrostu, młodo wyglądająca jak na
swój wiek 😊. Na kolanach siedzi u niej dziewczynka w
wieku około 3 latek. Uśmiechnięta, rumiana, wpatrzona w Babcię – z którą
spędzała i spędzać będzie bardzo dużo czasu (zawsze miałam bardzo bliską
relację z moją Babcią, była zwariowaną kobietą, BARDZO!).
Zdjęcie czwarte…
Kolorowe, w przybliżeniu buźka
dzieciątka. Na główce błękitna czapusia, troszkę wyglądająca jak od krasnala z
bajki. Małą buziulkę zakrywa smoczek, co prawda najmniejszy rozmiar, ale widać
malutkie oczka, nosek, a resztę twarzyczki zasłania właśnie „on”. Buzieńka
wygląda tak, jakby to była laleczka z porcelany, krucha, delikatna twarzyczka,
strach ją mocniej dotknąć, wydaje się tak delikatna! Co po niektóre osoby,
widząc to zdjęcie, zastanawiają się czy to laleczka, fotomontaż? Mój synek jest
tak prześlicznym dzidziusiem… Pewnie co druga osoba czytając teraz to, co piszę
pomyśli sobie, że każda matka gdy urodzi swoje maleństwo – twierdzi że jest
najpiękniejszym darem na świecie… 😊. W międzyczasie, gdy malutka ja między tym
zdjęciem, a poprzednim wydarzyło się wiele dobrych jak i złych rzeczy:
dorastanie, szkoła, problem, którego nie mogła się pozbyć, dziwne związki, z
których również nie potrafiła się wyplątać… Ale o tym to może innym razem…
Zdjęcie piąte…
Te ostatnie – na ten moment w którego kadrze jestem ja, Mama, która
jest w wieku dojrzałej kobiety, lecz nadal mająca błysk w oku, ale teraz już:
nadziei, dobra, miłości, zrozumienia… Obok ja, jak wspominałam (dorosła
kobieta, u której da się wyłapać ze spojrzenia, że nie było jej łatwo, lecz
chce zawalczyć i są małe iskierki, chęci do wali o siebie i życie, które musi
poukładać od nowa).
Po środku nas, tych dwóch kobiet, różniących się pokoleniami, poglądami, stylami życia – lecz tak bliskich sobie i rozumiejących się wzajemnie… stoi on! Już 11-lat, kolejne pokolenie, duży chłopiec, nastolatek, a nie dzieciaczek, maleństwo które dopiero co pojawiło się na świecie… Nastolatek stojący miedzy dwoma kobietami (mamą, babcią) podpierający się o hulajnogę… Ciemny blondyn o zielonych oczach, opalony, zdrowy, z aparatem na zębach (który tylko dodaje mu uroku). Razem z Mamą obejmujemy go, jak „skarb” – jedna z jednej, druga z drugiej strony… Uśmiechnięty od ucha do ucha, że aż mruży oczęta… 😊. Są we troje, ale szczęśliwi, pomimo problemów, których mieli wiele, wręcz bez końca, utraty najstarszego pokolenia… Parę lat, od tego momentu minęło, już ból straty zmniejszył się z czasem, który minął, już tak go nie czuć 😊. Chłopiec, który potrafi „zaabsorbować” sobą wszystkich dookoła, zaciekawiony różnych rzeczy, życia… Uważany przez kolegów za fajnego, bystrego, koleżeńskiego.
Teraz zaczyna się jego kolej na 5 zdjęć z jego życia. Może będzie za…
dzieścia lat na nich babcia o laseczce, a mama, czyli ja z jego synkiem bądź
córeczką na rękach już jako babcia, lecz dla kolejnego pokolenia… Już teraz
zależy od Niego jakie te zdjęcia będą i kto będzie w kadrze…
Taka Ja
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Piszę do Ciebie tych parę linijek, żebyś wiedział, że do Ciebie piszę.
Jak ten list dostaniesz, to znaczy, że do Ciebie doszedł. Jak go nie
dostaniesz, to daj mi znać, wyślę jeszcze raz. Piszę do Ciebie wolno, bo wiem,
że nie umiesz szybko czytać. Niedawno tata przeczytał w jakiejś gazecie, że
najwięcej wypadków zdarza się kilometr od domu, więc przeprowadziliśmy się
kawałek dalej. Jest tu pralka, choć nie jestem pewna, czy się nie zepsuła.
Wczoraj wrzuciłam do niej pranie, nacisnęłam guzik i pranie zniknęło. Ale
przecież z tego powodu się nie powieszę. Pogoda nie jest najgorsza. W zeszłym
tygodniu padało tylko dwa razy. Za pierwszym razem padało trzy dni, a za drugim
cztery.
Co do tej kurtki, którą chciałeś, to wujek Piotr powiedział, że jak Ci
wyślę z guzikami, to będzie dużo kosztować, bo guziki są ciężkie. Dlatego
oberwałam guziki i włożyłam do kieszeni.
Tata dostał nową pracę, chodzi dumny jak paw, bo ma pod sobą jakieś
500 osób – wysiewa trawę na cmentarzu.
Twoja siostra, Julka, która wyszła wtedy za mąż, jest w ciąży. Nie
znamy jeszcze płci dziecka, więc nie powiem Ci czy jesteś wujkiem czy ciocią.
Jak to będzie dziewczynka, to Twoja siostra chce jej dać na imię po mnie, ale
to będzie dziwne mówić na swoją córkę ,,mama’’.
Gorzej jest z Twoim bratem, Jankiem. Zamknął samochód i zostawił
kluczyki w środku. Musiał iść do domu po drugi komplet, żeby nas wyciągnąć ze
środka.
Chciałabym Ci włożyć parę złotych, ale już zakleiłam kopertę.
Mała
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Na
skraju lasu, nad rzeczką gdzie istniała Kraina pustki, spokoju, opoki którą
charakteryzowała wolna przestrzeń i tak zwana nicość, mieszkały trzy baloniki
duże, okrąglutkie, wypełnione prześwitującym powietrzem, co dzień rano, w południe
i wieczorem fruwały po niebie z rytmem wiatru, ciszy i spokoju, a oaza która
tworzyła ich świat sprawiała, że te trzy prześwitujące baloniki czuły się wciąż
wypoczęte i bezpieczne.
Pewnej nocy gdy baloniki nie mogły spać, a na niebie tworzyły się piękne odcienie granatu i fioletu, na których mrugały liczne gwiazdki, zapragnęły barw, kolorów, błyszczących alautów i brokatu rozmawiając między sobą o pragnieniach. Jeden z baloników chciał być wypełniony emocjami, a trzeci uczuciami i pięknymi myślami, wymieniając poglądy o uniesieniach całą noc, nad ranem odważnie postanowiły opuścić krainę w której wszystko było przewidywalne i ruszyć w świat aby doświadczyć tego co im nieznane. Obiecały sobie jedno, że związują swoje trzy sznureczki na których trzymają swoje okrąglutkie gumowe brzuszki i żeby nie wiem co się działo, nigdy się nie rozdzielą.
Frunęły
po niebie długo i wytrwale oglądając z góry różnorodny świat, lecz nie
potrafiły uzgodnić tego gdzie się zatrzymają i zamieszkają. Jednemu balonikowi
podobało się wesołe miasteczko, kolorowe balony na druciku, żywe kolory, dzieci
które kłóciły się o nie i wyrywały sobie kolorowe baloniki z ręki. Karuzele,
muzyka, wata cukrowa i inne pełne emocji atrakcje. Drugi balonik chciał
wylądować przy zoo, tam każde dziecko wiązało sobie sznureczek z balonikiem na
rączce, a balonik dumny i blady oglądał z góry zwierzątka, place zabaw i zawsze
zabierany był do domu, wisiał przy łóżeczku dziecka i mieszkał razem z nim,
czuł się jak członek rodziny. Trzeci balonik pragnął wylądować w cyrku, oglądać
akrobatów, klaunów, artystów, jeździć po świecie i zwiedzać. Obiecały sobie, że
za 3 dni spotkają się w tym samym miejscu i powrócą do swojej bezpiecznej
Krainy.
Pierwszy
balonik wylądował w wesołym miasteczku, podniósł go z podłogi pewien Pan,
pomalował sprayem, obsypał brokatem, nadmuchał helem. Balonik dumnie sunął nad
głowami dzieci i rodziców, oglądał karuzele, słuchał pięknej muzyki i wąchał
zapach popcornu i waty cukrowej. Był rozchwytywany, pełen napędzających emocji
oraz doświadczeń, które sprawiały, że czuł się szczęśliwy.
Drugi
balonik doleciał prosto pod ZOO, pod klatkę małpek, gdzie uroczy mały chłopczyk
podniósł go, przywiązał do wózka młodszej siostry i zwiedzał całe ZOO z całą
rodzinką, oglądając piękne zwierzęta, słuchając śmiechu i radości dzieci i
biegając po powietrzu za spacerówką.
Trzeci
balonik był pod wrażeniem, gdy udało mu się wylądować na scenie areny, gdzie
podmuch biegających zwierząt unosił go i co raz nad ziemię, wszyscy patrzyli i
podziwiali przedstawienie w którym balonik był również uczestnikiem.
Minął
1 dzień pełen atrakcji, zabaw, zapachów, pięknych widoków. Minął 2 dzień
emocji, uczuć i napędzających myśli. Baloniki zaczęły za sobą tęsknić,
przeżycia miały niesamowite, ale w pojedynkę nie były one tak pełne jak gdyby
mogły przeżyć ten czas we trójkę. Wszystkie trzy chciały wcześniej wracać w
umówione miejsce i choć mocno tęskniły do siebie i za swoją spokojna Krainą,
żaden nie dotrzymał umowy i nie przybył na umówione miejsce po 3 dniach.
Balonik z wesołego miasteczka był zmęczony, co chwila przez właścicielkę
podmuchiwany helem, zasypywany brokatem i pryskany sprayem, zapomniał kim był,
stał się codzienną atrakcją, oddawany z rąk do rąk, kiedy się znudził.
Drugi
balonik przywiązany został do huśtawki na placu zabaw i z dnia na dzień
uchodziło z niego powietrze, nikt się nim nie interesował ponieważ wisiał tam
cały czas, opadając z sił, żadne dziecko już go nie chciało, a z daleka patrząc
na ten świat zwierząt, w którym wciąż dźwięczał hałas, zamieszanie i
nieprzyjemny zapach stał się dla balonika przekleństwem i nie miał sił już
nawet wracać do swojej Krainy w pojedynkę.
Cyrk
dla trzeciego balonika przestał być atrakcyjny, co chwila byli w innym miejscu
z innymi ludźmi na widowni, a balonik już od dawna nie był atrakcją na
występach, patrzył na zmęczone zwierzęta, na ludzi, którzy zbyt skupieni byli
na próbach i treningach, zebrał się w sobie i postanowił przy pomocy wiatru
oraz bezpańskiego psa odnaleźć swoje zaprzyjaźnione baloniki. Wyczerpanego
balonika z placu zabaw piesek odwiązał, złapał za zęby i pognali na wesołe
miasteczko po drugiego balonika, piesek stanął na dwóch łapkach i silnie wyrwał
zębami obklejonego brokatem balonika. Złapał wszystkie 3 w zęby i pognali do
swojej zaprzyjaźnionej bezpiecznej Krainy, pełnej ciszy, spokoju i
przewidywalnego jutra. Gnając tak przez wiatr balonik z którego uszło
powietrze, napełnił się z powrotem świeżym, zdrowym wiatrem, dzięki czemu
poczuł się lepiej. Brokat z oblepionego balonika poopadał przy sile powiewu
zdrowego powietrza, spuszczając sztuczny hel, byli znowu sobą i razem. Gdy
dotarli dzięki bezpańskiemu pieskowi do bezpiecznej Krainy, przyjęli go do
siebie i zamieszkał wraz z nimi na łące pełnej polnych kwiatów i słońca.
Trzy
baloniki żyły długo i szczęśliwie z nowym przyjacielem pieskiem z ulicy, który
ich uratował, spędzali wspólnie czas, piesek trzymał 3 sznureczki w zębach i
biegał machając ogonkiem po łące. To co na pozór wydaje nam się piękne i
kolorowe, nie zawsze takim jest. Doceniajmy, co mamy, bo miłość, radość,
dobroć, wierność oraz uprzejmość można odnaleźć jedynie w ciszy, spokoju i
łagodności – co składa się na umiarkowane szczęście i pełnie życia.
MARIOLKA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Świat
to niebezpieczne miejsce rządzące się swoimi prawami. Nie mieszkają w nim ani
spokój, ani sprawiedliwość. Pewność i zaufanie nie raz zatracisz. Z głodu tu
nie umrzesz, owoce życia napoją i nakarmią Cię smutkiem, żalem, zdradą, ale też
szczęściem i miłością. Nie raz do Twoich drzwi zapuka bezsilność, będzie
warować pod Twoim domem, nawet wtedy, gdy będziesz dzielić go ze szczerą miłością.
Nie odejdzie, jeśli udasz, że jej nie słyszysz, żadne psy jej nie wystraszą,
nastroszą tylko ogon, gdy poczują jej obecność.
Synu,
to co piękne z zewnątrz, może gnić od środka. To co delikatne; może pokazać
pazury. Serce będzie nieraz pękać. Ono jest jak pancerna szyba, na której
smutek odciśnie się w postaci pajęczyny. Na tę sieć złapiesz emocje, wyssiesz z
nich siłę.
Będziesz
niezniszczalny, bo ja Twoją tarcza będę – Ja Matka. Nie obiecam, że Cię
obronię, nie przyrzeknę, że nigdy nie zapłaczesz. Puszczę Cię wolno w świat,
nie zamknę w złotej klatce, choć przyznam, że bardzo bym chciała.
Pozwolę
Ci żyć, Synu Kochany, rozwijać skrzydła i szybować ponad ludzką zawiścią i
zazdrością.
Z dumą
będę patrzeć jak się rozwijasz i odrywasz od przyziemnych problemów. A ja będę
czekać na Ciebie.
Nigdy
zbyt mocno nie zasnę, nigdy nie zamknę drzwi. Nawet jeśli zechcesz wyrzucić
klucz do mojego serca, ja o Tobie nie zapomnę. Kochać Cię nie przestanę.
Usłyszę,
gdy na palcach przejdziesz pod moim oknem – wstanę, by Cię wysłuchać, obetrzeć
Twoje łzy. Otulę Cie miłością, okryje przyjaźnią i spojrzę okiem Anioła Stróża.
Dam Ci po łapach, jeśli będzie trzeba i pewnie zbyt często powiem „uważaj”, bo
jestem Twoją matką, a Ty jesteś moim synem – będziesz nim na zawsze.
Ludzka
dola to śmiertelna choroba, na którą nie ma lekarstwa, nie ma odtrutki dla
żalu, nie ma szczepień przed smutkiem. Nie ma nic na pewno i nic całkiem
naprawdę, prócz tego, jak kocha Cię matka, i kochać Cię będzie już zawsze.
Znam
Cię – uczyłam się Ciebie na pamięć, chłonęłam wiedzę o Tobie i popełniałam
błędy.
Chcę,
żebyś wiedział, gdzie byłam. Chcę, żebyś znał o mnie prawdę. Chcę, żebyś
wiedział, że nie byłam idealna – dlatego piszę ten list, który dostaniesz jak
dorośniesz – dokładnie za 10 lat: będziesz miał wtedy 18 lat.
Piszę
ten list, tu: w tej obskurnej celi, zamknięta w płaczących ścianach pachnących
śmiertelnym smutkiem, lecz mająca nadzieję.
Synu,
muszę Cie prosić o jedno – żebyś nie bał
się kochać i być kochanym, żebyś swej męskości szukał w ludzkich odruchach, w
głowie i sercu.
Wyciągaj
pomocną dłoń do ludzi, którzy żyją w dołku, gdzie korzeni się smutek. I
pamiętaj Mój Synu – nic nie zerwie życiowej pępowiny. Nawet droga do innego
świata nie pochłonie matczynej miłości – bo jesteś moim synem.
Markosia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Mam na imię Agnieszka, za kilka dni kończę 41 lat. Mam piątkę przecudownych dzieci. Cztery córki i synka. Najstarsza ma 22 lata, później 16 lat, 11 lat, 10 lat i 8 latek – synek. W AŚ jestem już 2 lata i 9 miesięcy, a zostało mi 1 rok i miesiąc. Bardzo długo zastanawiałam się: czy napisać coś na Bloga i doszłam do wniosku, że chcę i muszę. Bardzo dużo ludzi uważa nas za margines społeczeństwa, lecz każda z nas ma inna historię. Większość kobiet tutaj ma rodziny – Dom, męża, Dzieci, i w pewnym momencie życia pogubiła się, zrobiła błąd i znalazła się po drugiej stronie – tak jak ja. Niestety, nie cofnę czasu i ponoszę konsekwencje swoich złych czynów, i uwierzcie mi, że to doświadczenie, złe doświadczenie – utwierdza mnie w tym, że po opuszczeniu AŚ – będę innym, lepszym człowiekiem. Ten ból, cierpienie, tęsknota są straszne. Ta niemoc, bezradność, że nie możesz nic – rozwala człowieka od środka… Pozdrawiam Was ciepło… Napiszę więcej, jeśli macie ochotę poznać moją historię.
Na wolności każda kobieta od najmłodszych lat stara się być
ładnie ubrana i w miarę swoich lat mieć makijaż. Myślenie, że za murami jest
jakaś zmiana w naszym życiu, jest mylne: mamy więcej czasu i co prawda mniej możliwości,
jesteśmy zadbane, z makijażem, choć warunki są trudne, mamy swoje
zainteresowania, które odkrywamy od nowa.
Jak każda kobieta, lubię być zadbana. W takich warunkach, w
jakich się znajdujemy, mamy na to sposoby.
Przede wszystkim musimy zadbać o higienę
osobistą i fizyczną.
Środków zakupionych i dostępnych w kantynie
używamy do poprawy naszego wyglądu.
Robimy peelingi z kawy lub cukru po czym
nakładamy dostępne kremy.
Myjemy się jak możemy, układamy fryzurę.
Najważniejsze jest myślenie pozytywne.
Beti
*
Na wszystko wpływa sytuacja materialna. Kosmetyki, które
często oglądamy w reklamach, zazwyczaj dostępne są w kantynie więziennej, lecz
„niedostępne” dla osób, które nie otrzymują pomocy z zewnątrz. Dbanie o siebie
w tym miejscu to dość trudne wyzwanie, bo choć w zasięgu ręki mielibyśmy
najlepsze kremy i balsamy, wpływa na nas stres i wszelkie inne zmartwienia,
osoby palące w celi, jak i samo spożywanie przez nas nikotyny, etc. Uważam, że
dbanie o siebie, to tak naprawdę dbanie o bliskich poza murami, bo gdy nie
towarzyszy nam stres i mamy świadomość, że bliscy są zdrowi, sami się dzięki
temu uśmiechamy i to nas czyni pięknym człowiekiem, po prostu.
Ewa
*
Staram się spożywać owoce i soki,
Używam kremu przeciwzmarszczkowego,
Przyjmuję prawie wszystkie dostępne witaminy w
„kantynie”,
Ograniczam do minimum papierosy.
Ola
*
Zadbanie o siebie za murami uzależnione jest od kilku
czynników. Po pierwsze – zależy od długości wyroku – czym jest on krótszy, tym
jest to prostsze. Wszelkie uszczerbki na zdrowiu i wyglądzie zewnętrznym
„zreperujemy” po wyjściu. Drugą sprawą jest sytuacja finansowa (w naszym
wypadku – naszej rodziny). Osobiście „wybierając” się do więzienia zadbałam o
zdrowe zęby, zrobiłam wszelkie badania – przy okazji wykryto u mnie chorobę
serca i otrzymałam skierowanie na wszczepienie stymulatora serca. Niestety nie wyrobiłam
się, a tu nie mogę liczyć na wsparcie „medyczne”. Jeśli chodzi o „kosmetologię”
– nie mamy dużych możliwości. Kantyna nie oferuje nam dużego wyboru kosmetyków,
a to, co jest, dla wielu jest zbyt drogie. Z wolności, niestety nie można ich
otrzymywać. Z mojej perspektywy (rok i 2 miesiące pozbawienia wolności)
nadrobię braki po wyjściu.
Rico
*
Dbam o siebie tak:
Mam lakier do paznokci od innej osadzonej.
Fusami od kawy robię raz na jakiś czas peeling.
Nakładam olej roślinny na całe ciało jak nie mam
kremu, a nawet i czasem masło na buzie, aby skóra nie była sucha.
Olej również nakładam na końcówki włosów.
Kąpiel dwa razy w tygodniu pod prysznicem, a tak
to w misce pod celą się myję każdego dnia.
Pati
*
Higiena osobista – PODSTAWA
Dieta – mimo tego miejsca – można!
Spacery + gimnastyka
Regularne (5 razy dziennie) spożywanie posiłków
(nie podjadać pomiędzy, a pić wodę!)