Apel poduszkowy

Fot. ppor. Ewa Smolińska
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

POMOC DLA HANI – WSPOMÓŻCIE NAS

Kochani Blogerzy – Czytelnicy naszego bloga, zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie naszej akcji na rzecz 9 – miesięcznej Hani. My, blogerki, dajemy od siebie uszyte pomysłowo – kolorowe poduszki do przytulenia, na prezent, do ozdoby, pasujące do każdego wystroju pokoju oraz plecaki, również pięknie dobrane kolorami. Aby je zdobyć wystarczy włączyć się do licytacji – 10 zł dla Was to nic – zestaw w McDonaldzie, a dla Hani szansa na lepsze życie – zdrowe życie. Nigdy nas nie zawodzicie, wspomagacie nasze akcje, liczymy na Was i teraz. Na szczęście, każdy może być szczęśliwy. Bo szczęście to decyzja – więc prosimy o promyk szczęścia dla Hani i jej bliskich.

EVELINE

https://www.facebook.com/groups/604149230171173/permalink/743624822890279

Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Nie dajmy się zwariować… czyli jak poszerzać horyzonty…

Rys. Agnieszka Sadurska
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zajęcia K.O. czyli zajęcia kulturalno-oświatowe. Mamy takowe zajęcia regulaminowe – według godzinowego rozkładu dnia:

  • Od   8.30 do 13.00
  • Od 13.45 do 17.00
  • Od 17.50 do 19.00…

Wyżej wymienione zajęcia to zajęcia w obrębie kultury, oświaty, sportu, czyli wymyślamy, co robić, żeby nie umrzeć z nudów.

Aleee… są też zajęcia, obejmujące wyjście np. na świetlicę, gdzie znajduje się: szafa pancerna z książkami, duży telewizor z pilotem, kilka zdekompletowanych gier, dziwne przyrządy do ćwiczeń itp. Takie zajęcia to m.in. eWKratke, na które ja również uczęszczam: bo lubię pisać… Nawet jest fajnie… z wdzięcznością przyjmuję fakt, że komuś chce się tutaj przychodzić i poświęcać swój czas m.in. dla mnie.

Ostatnio przeżyłam szok i do dziś „zachodzę w głowę” co, kogo i dlaczego skłoniło do zorganizowania takiego spotkania?

Mianowicie przyszedł do nas młody mężczyzna w celu przedstawienia tematu  z zakresu kolei. Wiadomo w tym miejscu możliwość porozmawiania z facetem (w dodatku młodym) to frajda… więc byłyśmy wielce zadowolone.

Rzeczony mężczyzna przedstawił nam w sposób czytelny – podparty prezentacją – początki kolejnictwa i  przeszedł gładko do rodzajów lokomotyw… Zaczął robić się „szum”.

Wiadomo na takich spotkaniach jesteśmy z różnych cel, oddziałów… no mamy, o czym pogadać. Więc każda z każdą gadała i nikt wyżej wymienionego nie słuchał.

No dobra, gwoli sprawiedliwości, przyznam, że kilka z nas słuchało – wydaje się, że z zainteresowaniem. Ba, wchodziły w interakcje. Ja również śledziłam trochę to, co się dzieje. I tak! Skazane z seksownie rozchylonymi ustami zadaje pytanie:

– A te tory w kierunku Falenicy? Tam są trzy tory… jeden z nich jest zarośnięty. Dokąd on prowadzi?

Nie wierzę! , q…, nie wierzę! Jeden do przodu, drugi do tyłu, a trzeci – q…a w bok – chyba – nie!?

– Bocznica to jest. – Tłumaczy 22-latek z pasją…

O rany… on zna wszystkie tory w województwie mazowieckim, a może nawet w Polsce.

– A co się dzieje, kiedy zostanie przejechany pies przez lokomotywę? – pyta poczciwie wyglądająca skazana z uśmiechem „Mona Lisy” na ustach.

Zalega cisza… każda z nas ma wyobraźnię i większość z nas lubi psy. Nie za bardzo wiem o co chodzi… O weterynarza? Czy o to, kto ma umyć lokomotywę, po tym rozjechanym psie? Nie wiem? Jestem głupia!!!

– Takie zderzenie wyhamowuje pociąg, ale nie wiem do jakiej prędkości, bo nie wiem z jaką prędkością jechał. – Odpowiedź jest spójna i na temat.

No tak, logiczne, jeszcze dochodzą kwestie sporne: waga psa, rodzaj i kolor sierści, warunki atmosferyczne itd…

Następnie od „człowieka z pasją” dowiadujemy się o ilości wagonów, podczepionych do lokomotywy, i o tym, że jeżeli w skład  „wchodzi” 15 sztuk, to jeden „wystaje” za peron. Dowiadujemy się również, że taka zielona lokomotywa to EP-02.  Dowiadujemy się, że radioskop to jakiś czerwony przycisk, który „hamuje” konkretny pociąg i inne w pobliżu ( albo coś źle zrozumiałam ). Dowiadujemy się innych ciekawych rzecz, których nie pamiętam, bo ostatnią rzeczą, która mnie interesuje to pociąg, lokomotywa, kolej, przejechany pies i tory, które gdzieś prowadzą.

Po prelekcji młody mężczyzna zapewnia, że jeszcze do nas przyjedzie. Pełna obaw, pytam o czym będzie chciał rozmawiać.

– O umundurowaniu na kolei. –  A ja zgrzytam zębami.

– To fajnie. –  Odpowiadam nieszczerze.

Pani eM



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



#KORONY Z GŁÓW

Autorka Lui, fot. Sara Prekurat
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

 Żadna z nas nie wiedziała, jak to będzie. Nawet te, które wcześniej były w placówkach opiekuńczych, czy poprawczakach i przebywały w jednym pokoju z kilkoma dziewczynami, nie były pewne co je czeka, na przykład na takim „zamku”. Cele praktycznie zamknięte cały czas. Ile osób tyle charakterów, płacz i śmiech na małym metrażu. Tutaj nie spodziewasz się na dzień dobry życzliwości – bo to przecież więzienie! Tak jak teraz Wy, pozostając w domach, nie spodziewacie się  jakiegoś zła ze strony bliskich. A przecież różne „cienie” w izolacji wychodzą.

W tym miejscu nie mamy szansy na dobranie sobie składu w celi – bo się lubimy czy mamy o czym pogadać, a niekiedy – choć dla Was będzie to mało zrozumiałe, duże znaczenie ma wyrok. Osobie, której przyszło spędzić lata w zakładzie karnym trudniej uczestniczyć w codziennych rozmowach o terminie na „obrączki”. Zwłaszcza teraz, kiedy docierają do zainteresowanych różne informacje o SDE. Co parę lat w więzieniach pojawia się nowa choroba – był to już rok penitencjarny, miał zbijać wyroki (bo rok to 8 miesięcy), dekrety, teraz „koronodozór” poprzeczka podniesiona do 1,5 roku. Ciągle coś.

Osoby z mniejszymi wyrokami „nie zadomawiają się”, mniej uwagi przykładają do czystości wokół (nie wszystkie! żeby nie było, ale podejście, że są na chwilę, wielokrotnie odbija się echem „nie przyszłam doczyszczać pudła”). Ja muszę. Muszę, i też chcę, bo to jest obecnie moje „mieszkanie” i chcę mieszkać w czystości. Nie wdychać kurzu, nie siadać na brudne. Wiele osób tego nie rozumie, ogrom nie doświadcza ciągłych zmian cel, przemiału ludzi. Najlepiej utrzymywanie czystości sprowadzić do „zmuszania” i szorowania podłogi szczoteczką. No, życie. Wspólne przebywanie na jednym metrażu – to wspólne sprzątanie po wspólnym bałaganie. W domu też często był podział na sprzątanie; dzieci na ogół muszą dbać o własny pokój, ale dodatkowym obowiązkiem jest np. w soboty – łazienka. U mnie tak było.

Do cel każda wnosi własne przyzwyczajenia, nawyki. U niektórych to mąż sprzątał, u innych – zatrudniona pani; jedne sprzątają tylko w rękawiczkach, a sporo jest na serio zdziwionych, że nie ma w celi szczotki na długim kiju czy mopa! Pozycja na kolanach zmienia znaczenie J.

Po jakimś czasie osadzona kobieta układa w głowie własną metodę na przetrwanie, na zorganizowanie się. Trzeba przejść przyśpieszony kurs ustępowania i odnaleźć w sobie dar przekonywania. Na wolności przecież też nikt od razu nie jest idealnie dobrany. To właśnie wspólne mieszkanie uczy siły kompromisu, bądź staje się metryką związku. Przebywanie koło siebie i obserwowanie staje się codziennym pobieraniem lekcji, to skarbnica wiedzy dla wielu i przy każdym. To wyczucie, kiedy zejść z drogi i czym załagodzić popełniony błąd.

I po tamtej, jak i po tej stronie trzeba jakoś żyć. #ZOSTAŃWDOMU może rodziny zbliżyć na maxa, ale też poróżnić. Nikt nie jest przygotowany do radzenia sobie w izolacji czy kwarantannie. Tutaj zwyczajnie obserwujesz tryb danego dnia, podpatrujesz jak inni go organizują. W takich sytuacjach przypominają się „zabijacze czasu”. Kiedy mojemu bratu urodziło się dziecko, bratowa siedziała z nim w domu. Każdego dnia miała co robić, ale pamiętam też te momenty, gdy znajdowała czas, by zagrać ze mną w makao. Uwielbiałam w to grać! Karty w tym miejscu są na każdej celi, do grania, do stawiania pasjansa. Trzeba przeżyć bez laptopa czy plejaka, bez komórki i tableta (tableta? – jak masz szczęście to dostaniesz, przeciwbólową :)). Przypominają się takie zabawy jak: inteligencja, statki czy kropki. Kto z Was pamięta kropki? Ja każdą ostatnią stronę zeszytu w kratkę miałam w państwach kropek! Sięgamy po gry planszowe, nieśmiertelne Monopoly, a rok temu poznałam „pięć sekund” i to bez cenzury J.

Nie każdemu będzie odpowiadała taka codzienność. Wiele rzeczy zacznie drażnić. Coś się dopiero teraz dostrzeże, na coś zwróci uwagę. Ale trzeba to przetrwać. Jakoś sobie z tym poradzić. Tragedie podobno zbliżają, wiele osób może się teraz pogodzi? Społeczeństwo niesamowicie się zjednoczyło. U mojej mamy w klatce wisi kartka, że można prosić o pomoc w zrobieniu zakupów – osobiście jestem wdzięczna i wzruszona takim gestem. W końcu nikomu korona z głowy nie spadnie, jak drugiemu pomoże… Choć w obecnej sytuacji to może lepiej dla tamtych ludzi – korony z głów!?

Pełnoletnia



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Wielkanocne tradycje Eveline

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Palmy blogerek, fot. Sara Prekurat

„…WIELKANOC, WIELKANOC, WIELKANOC

NO I BABKI ZACZĘŁY SIĘ BUDZIĆ

NA WIELKANOCNYCH OBRUSACH

LUDZIE SZLI Z KWIATEM DO LUDZI

JAK DO POETÓW MUZA…”

K.J.G; Wróble Wielkanocne

Wiosenny cykl świąteczny zaczyna się od Środy Popielcowej i trwa do Zielonych Świątek. Niedziela Wielkanocna przypada na pierwszą niedzielę po pełni Księżyca, po wiosennej równonocy.

W Wielki Czwartek i Piątek przygotowywano świąteczne przysmaki. Nasze babcie miały wszystko pod kontrolą. To właśnie w te dni piekły bułki, kołacze, baby, gotowano barszcze białe – żury na zakwasie. Każdy wiedział co ma robić. W Wielki Piątek babcie gotowały dla nas jajka na twardo w cebuli aby miały ładne kolory do robienia pisanek. Każdy się starał jak mógł aby pisanki były piękne – wyjątkowe. Jajko to symbol życia i siły – było i jest najważniejszym atrybutem świąt Wielkanocnych.

Według staropolskiej tradycji potraw w koszyku powinno być siedem, bo siódemka jest znana jako liczba święta i symbol doskonałości, z nią łączy się pojęcie pełni.

Śniadanie wielkanocne ma wszędzie charakter uroczystego i obfitego posiłku. Po czterdziestodniowym poście, czas spełnienia się marzeń o pełnym brzuchu.

Śniadanie zaczyna się od święconego, czyli darów bożych poświęconych przez Kapłana w Wielką Środę. Z koszyka ze święconką matka obiera jajko lub więcej i dzieli je na talerzyku na tyle cząstek ilu jest domowników. Przekazuje talerzyk ojcu który rozpoczyna składanie życzeń dzieląc się z każdym poświęconym jajkiem. Każdy między sobą składa sobie życzenia i zaczynają świętować Zmartwychwstanie Pana.

„Wielka Noc dla wszystkich jest bardzo wesoła, całe chrześcijaństwo „Alleluja” woła. I my się radujemy bośmy chrześcijanie- daj nam szczęście, zdrowie, pogodę ducha Zmartwychwstały Panie!

Byśmy Królowali na wiek wieków w niebie! Dziś Jezus zmartwychwstał i my zmartwychwstaliśmy. Pójdźmy do spowiedzi z grzechów się słuchajmy. Zrzućmy grzech z sumienia, który nas krępuje Jezus Zmartwychwstały wszystko nam daruje. Wtedy się odrodzi i nas dusza wesoła, każdy „Alleluja” wesoło woła.”

Zdrowych i spokojnych świąt Wam życzę.

EVELINE

Palmy blogerek, fot. Sara Prekurat



Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”



Jak dbam o siebie w więzieniu

Warsztat makijażu w więzieniu, fot. Justyna Domasłowska Szulc

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na wolności każda kobieta od najmłodszych lat stara się być ładnie ubrana i w miarę swoich lat mieć makijaż. Myślenie, że za murami jest jakaś zmiana w naszym życiu, jest mylne: mamy więcej czasu i co prawda mniej możliwości, jesteśmy zadbane, z makijażem, choć warunki są trudne, mamy swoje zainteresowania, które odkrywamy od nowa.

Jak każda kobieta, lubię być zadbana. W takich warunkach, w jakich się znajdujemy, mamy na to sposoby.

  1. Przede wszystkim musimy zadbać o higienę osobistą i fizyczną.
  2. Środków zakupionych i dostępnych w kantynie używamy do poprawy naszego wyglądu.
  3. Robimy peelingi z kawy lub cukru po czym nakładamy dostępne kremy.
  4. Myjemy się jak możemy, układamy fryzurę.
  5. Najważniejsze jest myślenie pozytywne.

Beti

*

Na wszystko wpływa sytuacja materialna. Kosmetyki, które często oglądamy w reklamach, zazwyczaj dostępne są w kantynie więziennej, lecz „niedostępne” dla osób, które nie otrzymują pomocy z zewnątrz. Dbanie o siebie w tym miejscu to dość trudne wyzwanie, bo choć w zasięgu ręki mielibyśmy najlepsze kremy i balsamy, wpływa na nas stres i wszelkie inne zmartwienia, osoby palące w celi, jak i samo spożywanie przez nas nikotyny, etc. Uważam, że dbanie o siebie, to tak naprawdę dbanie o bliskich poza murami, bo gdy nie towarzyszy nam stres i mamy świadomość, że bliscy są zdrowi, sami się dzięki temu uśmiechamy i to nas czyni pięknym człowiekiem, po prostu.

Ewa

*

  • Staram się spożywać owoce i soki,
  • Używam kremu przeciwzmarszczkowego,
  • Przyjmuję prawie wszystkie dostępne witaminy w „kantynie”,
  • Ograniczam do minimum papierosy.

Ola

*

Zadbanie o siebie za murami uzależnione jest od kilku czynników. Po pierwsze – zależy od długości wyroku – czym jest on krótszy, tym jest to prostsze. Wszelkie uszczerbki na zdrowiu i wyglądzie zewnętrznym „zreperujemy” po wyjściu. Drugą sprawą jest sytuacja finansowa (w naszym wypadku – naszej rodziny). Osobiście „wybierając” się do więzienia zadbałam o zdrowe zęby, zrobiłam wszelkie badania – przy okazji wykryto u mnie chorobę serca i otrzymałam skierowanie na wszczepienie stymulatora serca. Niestety nie wyrobiłam się, a tu nie mogę liczyć na wsparcie „medyczne”. Jeśli chodzi o „kosmetologię” – nie mamy dużych możliwości. Kantyna nie oferuje nam dużego wyboru kosmetyków, a to, co jest, dla wielu jest zbyt drogie. Z wolności, niestety nie można ich otrzymywać. Z mojej perspektywy (rok i 2 miesiące pozbawienia wolności) nadrobię braki po wyjściu.

Rico

*

Dbam o siebie tak:

  • Mam lakier do paznokci od innej osadzonej.
  • Fusami od kawy robię raz na jakiś czas peeling.
  • Nakładam olej roślinny na całe ciało jak nie mam kremu, a nawet i czasem masło na buzie, aby skóra nie była sucha.
  • Olej również nakładam na końcówki włosów.
  • Kąpiel dwa razy w tygodniu pod prysznicem, a tak to w misce pod celą się myję każdego dnia.

Pati

*

  1. Higiena osobista – PODSTAWA
  2. Dieta – mimo tego miejsca – można!
  3. Spacery + gimnastyka
  4. Regularne (5 razy dziennie) spożywanie posiłków (nie podjadać pomiędzy, a pić wodę!)
  5. Picie, przynajmniej 2 litry dziennie wody
  6. Sen!

Ryba

Naciągnięte? Czyli spotkanie z dziennikarzami

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Spotkanie z dziennikarzem zawsze jest jakieś nerwowe. Człowiek się zastanawia nad każdym wypowiedzianym słowem (by nic nie zostało wykorzystane przeciwko tobie J), nad każdą udzieloną wypowiedzią.

Pamiętam jak powstały te warsztaty: „Piszę, więc jestem”, usłyszałam, że prowadzić ma je dziennikarz – przeszedł mnie chłód. Przecież oni piszą tylko to co jest ubrane w strach, szok, krew i łzy – pomyślałam. Zrobi z nas pewnie patologię, ćpunki, złodziejki, morderczynie – i tyle będzie z naszej współpracy. My się powściekamy – on zbierze tyle materiałów i coś skrobnie. Nasze życie – warte parę zdań… Nie zapisałam się.

Dochodziły do mnie różne informacje, wypowiedzi – przeważnie pozytywne, ciekawe spostrzeżenia, że TA czy TAMTA nawet fajnie pisze. Jednak mi najbardziej przypadło to, że on regularnie tu drepcze, że poświęca swój czas, przekazuje wskazówki, w łagodny sposób podpowiada co by inaczej napisał, nie krytykuje. „ZAWSZE zachęca do pisania!”, mówię o Leszku Wejcmanie i zajęciach z pisania.

Na ostatnie zajęcia Leszek przyprowadził swojego przyjaciela Marcina, który należy do Fundacji Rozwoju Kinematografii. Jest filmoznawcą, pracował w Playboyu i w ogóle powalił mnie jego fajny głos – chyba nawet mnie rozpraszał w słuchaniu J. Była też Ela Turlej, dziennikarka z 30-letnim stażem w mediach, autorka książki ostatnio wydanej – „Naciągnięte”, którą nam przyniosła. Odebrałam ją pozytywnie. Łapała z każdą z nas kontakt wzrokowy, gadała jak taka „swoja babka”, ale cały czas z tyłu głowy miałam info, że to dziennikarka, że o jednej z nas, być może, pisała.

Spotkanie spoko (w między czasie weszła do nas wycieczka z Czech): kobieta dziennikarz przyszła odwiedzić osadzone kobiety – jedna płeć, jeden mur, a jakby dwa światy. Często jest mi przykro, że tak „marnie” wyglądamy. Zwłaszcza że tematem tego spotkania była medycyna estetyczna. Manipulacja wkradnie się wszędzie. Kobiety gonią za wyglądem jak z szablonu (bo takie się zawsze przebiją!), a my choć będziemy się starać i dbać o siebie, to żaden skalpel, zastrzyk czy sprzęt nie zmieni faktu, że będziemy karane. Z tym musimy poradzić sobie same! Może nie resocjalizacja, a terapia by bardziej była wskazana? Tak czy siak, trzeba coś ze sobą robić.

Z zajęć wyniosłam nadzieję, że dziennikarstwo się zmieniło, że choć część tego środowiska przestaje być tzw. hienami. Bo teraz jest czas zajączkowania J, z okazji Świąt Wielkanocnych zdrowia i przepięknej pogody ducha. Spotkajcie się na śniadanku z rodziną i cieszcie się tą atmosferą. Bądźcie wspaniali i nie wchodźcie w szablony, stawiajcie na indywidualność!

Spokoju,

Pełnoletnia

Życzenia

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wesołych i zdrowych Świąt Wielkanocnych życzą blogerki.

Kogo chciałabym zobaczyć na widzeniu?

Fot. Małgorzata Brus

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury



Są trzy osoby, które chciałabym zobaczyć na widzeniu. Zacznijmy po kolei:

Bardzo ją kocham i bardzo mi jej brakuje. Oddałabym bardzo wiele, aby choć na chwilę móc z nią pobyć, zobaczyć ją, dotknąć i przytulić się do niej. Tak cholernie za nią tęsknię i tak bardzo jej potrzebuję. Nie mogę do niej zadzwonić, czy nawet napisać listu, który bym wysłała. Wiem, że stale jest ze mną i przy mnie, ale to nie to samo. Nie ma jej, nie żyje.

Umarła trzy lata temu na okropne raczysko. Pochowałam ją dwa tygodnie przed urodzeniem pierwszego syna. Jest nią moja Mamusia. Chciałabym z nią móc porozmawiać, usłyszeć od niej, że mimo wszystko jest ze mnie dumna i że wszystko będzie dobrze. Boli mnie to tak bardzo, że nawet teraz, gdy to piszę, to łzy ciekną mi po policzkach.

Druga bliska memu sercu osoba, którą kocham jak moją mamę, i tęsknię za nią tak, jak jeszcze nigdy, jest moja Cudowna, Kochana i Wspaniała Babunia. Ona jest przy mnie stale, zawsze mogę na nią liczyć, i wiem, że kocha mnie bardzo. „Bóg nie mógł być wszędzie, więc stworzył babcię” – co pasuje tu po prostu idealnie!

Zawsze, za każdym razem gdy do niej zadzwonię, słyszę jak bardzo się cieszy, że się słyszymy. Jest jak Anioł. Mimo mojego wieku, dla niej ciągle jestem „wnuczunią”. Chciałabym ją przytulić, poczuć zapach, który kojarzy mi się z domem, dzieciństwem, pysznymi obiadami, ciastkami i miłością. Jednak listy i telefony to nie to samo. Z tego miejsca serdecznie ją całuję i ściskam!

No i przychodzimy do trzeciej osoby. Jest nią mój młodszy brat. Mimo że nie rozmawiamy za często i generalnie nie piszemy ze sobą nawet listów, to i tak za nim tęsknię. Nie ważne, ile ma lat, bo dla mnie zawsze będzie moim młodszym braciszkiem i będę miała głębokie poczucie opieki nad nim. Chciałabym usiąść, i patrząc mu w oczy, porozmawiać z nim. Wtedy od razu mogłabym wyłapać reakcję brata na moje pytania, aby wiedzieć, gdzie jest coś nie tak. Znamy się z bratem jak „łyse konie”. Przy nim nie muszę udawać, że jest ok i że daje sobie radę, bo nie musiałabym się martwić, że obciążam go swoimi problemami. Ma świetne dystans do życia. Możemy rozmawiać o wszystkim i bardzo wielu rzeczy nie bierze do siebie.

Nena

Wehikuł czasu

Fot. Małgorzata Brus

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-300x117.jpg

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Gdybym mogła wcisnąć guzik, który przeniósłby mnie do przeszłości, to byłaby niezbyt odległa przeszłość. Jednak patrząc na to, że mam 40 lat, to ta nieodległa przeszłość równa się połowie mojego życia. Czyli dla mnie kawał czasu!

            Moja chęć cofnięcia się do tego jednego dnia nie jest taką typową chęcią powrotu do czegoś tak pięknego, czego nie doświadcza się drugi raz – chyba że za pomocą wehikułu czasu.  To nie jest chęć powrotu do momentu, w którym czułam się jakoś szczególnie szczęśliwa. Ta chęć spowodowana jest tym, że gdybym tego jednego dnia coś zmieniła, to uratowałabym życie. Na bank jedno, ale wolę myśleć, że własne też. Ponieważ chcę skorzystać z tej okazji i nacisnąć ten guzik, to…

            Był to typowy styczniowy dzień. Niezbyt dużo śniegu napadło jednak jak na tą porę, było zimno. Obudziłam się w cieplutkim łóżeczku, w kolorowej pościeli. Pokój miałam w kolorach: bieli i czerni, ale pościel lubiłam bardzo kolorową. I jeszcze skarpetki lubiłam nosić kolorowe.

            Przeciągnęłam się, wstałam i włączyłam Sade. Wiedziałam, że mamy nie ma już w domu, więc pozwoliłam sobie na głośniejsze puszczenie muzyki. Wiedziałam również, że mama zrobiła mi śniadanie i wystarczyło do zestawu zaparzyć herbatę.

Nie miałam planów na ten dzień. Do szkoły szłam dopiero na 14.20. to był jedyny dzień w tygodniu, kiedy chodziłam na popołudnie. Najgorsze w tym było to, że był to piątek.

            Wykąpałam się, wyszykowałam, zjadłam śniadanie i poszłam z Maxem na spacer. Lubiliśmy chodzić nad Wisłę. Mieliśmy swoje miejsca – co prawda tylko dwa :), ale tego dnia poszliśmy na kamienie. Mi się tam dobrze myślało, a Max miał ogromny teren do biegania. Od czasu do czasu podchodził by mu jakiś badyl rzucić, ale na kamieniach najrzadziej o to prosił. Wisła od naszej strony jakoś bardziej przy brzegu była zamarźnięta.

            Z rozmyślań wybiło mnie szczekanie psa. To nie był Max, ale i on za chwilę się pojawił. Pieski niezbyt na start się polubiły, o czym świadczyło ich warczenie na siebie. Uwięziłam więc swojego pupila na znienawidzonej przez niego smyczy i zaczęliśmy się kierować w stronę wału. Max nigdy nie był agresywny. Smycz nosiłam na wszelki wypadek… A może to jakaś pozostałość po sprawdzeniu mnie, czy na pewno będę wyprowadzać psa? Zanim Max pojawił się w domu, musiałam przez miesiąc czasu co rano wychodzić na spacer… ze smyczą! To był mój test na odpowiedzialnego opiekuna. Dziecko wszystko zrobi, by mieć wymarzonego przyjaciela. Nie wiem, czy w tamtym okresie nie byłabym zdolna jeść z psiej miski, by udowodnić, że piesek nie będzie zostawiał kupy w butach.

            Kierowaliśmy się już w stronę bloku, kiedy na skrzyżowaniu w samochodzie poznałam swoją koleżankę. Ona chyba też mnie poznała, bo jakąś głupkowatą zrobiła minę: usta rozdziawione, ale uśmiechnięte i takie duże oczy. Tak chyba wygląda osoba, która w zaskoczeniu się cieszy… Czyli ja też musiałam podobnie wyglądać. Od razu wysiadła z samochodu i podbiegła do mnie. Nie staliśmy na górce – więc samochód się nie stoczył, nie zostawiła go na światłach, nic nie trąbiło, bo za kierownicą siedział jej tata. Też go rozpoznałam. Ruchem ręki pokazałam, gdzie ma zjechać. Normalnie nie dowierzałam, że ją widzę. Ją – czyli Kaśkę. Wyjechała do innego miasta po rozwodzie rodziców. Kiedyś razem chodziłyśmy do podstawówki, razem trenowałyśmy koszykówkę, lubiłam ją. Wspierałyśmy się w tamtym okresie, bo ja już jakiś czas byłam sama z mamą, a ona dopiero smakowała sytuację bycia dzieckiem z rozbitej rodziny. Taka nas po prostu tragedia połączyła.

            Wysiadł do nas jej tata, przywitał się i co się okazało? Że on już jakiś czas na naszym osiedlu ponownie mieszka. Kaśka przyjechała do niego kilka dni temu i nazajutrz miała sprawdzić, czy mieszkam tam, gdzie mieszkałam. To było niesamowite. Jakieś przeznaczenie, czy co?

            Spojrzałam na zegarek, było już po pierwszej. Max grzecznie cały czas siedział przy nodze, a ja już za chwilę miałam iść do szkoły. I wtedy usłyszałam głos taty Kaśki:

– Jedziemy właśnie na Śródmieście, do Atlantica, jedź z nami!

            14.20, pierwsza lekcja – rachunkowość. No, nie chciałam iść do tego liceum, wolałam zawodówkę, by rok krócej się uczyć. Mama zadecydowała. Ale skoro już dotrwałam do IV klasy i tak naprawdę „za chwilę” miałam szansę ją skończyć, to czemu z tej szansy nie skorzystać i nie pójść do kina z Kaśką i jej tatą?

I ta pokusa wygrała.

            Odprowadziłam Maxa do domu, wzięłam plecak, by mama się nie zorientowała, że nie poszłam do szkoły i pojechaliśmy na Śródmieście.

            Gdyby ten dzień wyglądał właśnie tak, to do domu wróciłabym po 19.00. Może chwilę pooglądała z mamą telewizję, ale na pewno wzięła psa i przeszła się wokół bloku. Byłoby duże prawdopodobieństwo, że spotkałabym Mikiego i III klatki, bo tuż po wiadomościach wypuszcza psa. Bo jak jest zbyt zimno, to go tylko wypuszcza, a sam zostaje na klatce. Wypala papierosa i woła Kulfona z powrotem. Z kolei ja zawsze robię rundkę wokół bloku. Wróciłabym, zjadła coś i…

– coś obejrzała i poszła spać

lub

– zadzwoniła do Aśki, czy idziemy do Parku (na dyskotekę). Wróciłabym i też położyła się spać.

I być może do dziś lubiłabym budzić się w kolorowej pościeli.

Pełnoletnia

Złe cechy, dobre cechy, mój bagaż. Co zastałam, co odkryłam…

Fot. Małgorzata Brus

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Hm…, złe cechy… Trudno odpowiedzieć na to zagadnienie.

Wydaje mi się, że moją złą cechą, która mnie denerwuje, jest upartość, zawziętość. I czasami działam pod wpływem impulsu.

Jeśli chodzi o mój bagaż życiowy, to wydaje mi się, że jak na moje dotychczasowe życie, jest bardzo duży. Problemy w domu, a potem w późniejszym 17-letnim związku.

Co do odpowiedzi na pytanie, co zastałam, co odkryłam, biorąc pod uwagę miejsce, w którym obecnie jestem: to, co zastałam tutaj, było dla mnie, nie ukrywam,  zaskoczeniem, tzn. różnorodność charakterów w jednym miejscu. Porażka – ludzie są, jak chorągiew. 

Odkryłam na pewno bardzo dużą dwulicowość osób, które dla pewnych korzyści, udają kogoś innego i kłamią.

Madlen