Kochani Blogerzy – Czytelnicy naszego bloga, zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie naszej akcji na rzecz 9 – miesięcznej Hani. My, blogerki, dajemy od siebie uszyte pomysłowo – kolorowe poduszki do przytulenia, na prezent, do ozdoby, pasujące do każdego wystroju pokoju oraz plecaki, również pięknie dobrane kolorami. Aby je zdobyć wystarczy włączyć się do licytacji – 10 zł dla Was to nic – zestaw w McDonaldzie, a dla Hani szansa na lepsze życie – zdrowe życie. Nigdy nas nie zawodzicie, wspomagacie nasze akcje, liczymy na Was i teraz. Na szczęście, każdy może być szczęśliwy. Bo szczęście to decyzja – więc prosimy o promyk szczęścia dla Hani i jej bliskich.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl
Zajęcia
K.O. czyli zajęcia kulturalno-oświatowe. Mamy takowe zajęcia regulaminowe –
według godzinowego rozkładu dnia:
Od 8.30 do 13.00
Od
13.45 do 17.00
Od
17.50 do 19.00…
Wyżej
wymienione zajęcia to zajęcia w obrębie kultury, oświaty, sportu, czyli
wymyślamy, co robić, żeby nie umrzeć z nudów.
Aleee…
są też zajęcia, obejmujące wyjście np. na świetlicę, gdzie znajduje się: szafa
pancerna z książkami, duży telewizor z pilotem, kilka zdekompletowanych gier,
dziwne przyrządy do ćwiczeń itp. Takie zajęcia to m.in. eWKratke, na które ja
również uczęszczam: bo lubię pisać… Nawet jest fajnie… z wdzięcznością
przyjmuję fakt, że komuś chce się tutaj przychodzić i poświęcać swój czas m.in.
dla mnie.
Ostatnio
przeżyłam szok i do dziś „zachodzę w głowę” co, kogo i dlaczego skłoniło do
zorganizowania takiego spotkania?
Mianowicie
przyszedł do nas młody mężczyzna w celu przedstawienia tematu z zakresu kolei. Wiadomo w tym miejscu
możliwość porozmawiania z facetem (w dodatku młodym) to frajda… więc byłyśmy
wielce zadowolone.
Rzeczony
mężczyzna przedstawił nam w sposób czytelny – podparty prezentacją – początki
kolejnictwa i przeszedł gładko do
rodzajów lokomotyw… Zaczął robić się „szum”.
Wiadomo
na takich spotkaniach jesteśmy z różnych cel, oddziałów… no mamy, o czym
pogadać. Więc każda z każdą gadała i nikt wyżej wymienionego nie słuchał.
No
dobra, gwoli sprawiedliwości, przyznam, że kilka z nas słuchało – wydaje się,
że z zainteresowaniem. Ba, wchodziły w interakcje. Ja również śledziłam trochę
to, co się dzieje. I tak! Skazane z seksownie rozchylonymi ustami zadaje
pytanie:
–
A te tory w kierunku Falenicy? Tam są trzy tory… jeden z nich jest zarośnięty.
Dokąd on prowadzi?
Nie
wierzę! , q…, nie wierzę! Jeden do przodu, drugi do tyłu, a trzeci – q…a w bok
– chyba – nie!?
–
Bocznica to jest. – Tłumaczy 22-latek z pasją…
O
rany… on zna wszystkie tory w województwie mazowieckim, a może nawet w Polsce.
–
A co się dzieje, kiedy zostanie przejechany pies przez lokomotywę? – pyta
poczciwie wyglądająca skazana z uśmiechem „Mona Lisy” na ustach.
Zalega
cisza… każda z nas ma wyobraźnię i większość z nas lubi psy. Nie za bardzo wiem
o co chodzi… O weterynarza? Czy o to, kto ma umyć lokomotywę, po tym
rozjechanym psie? Nie wiem? Jestem głupia!!!
–
Takie zderzenie wyhamowuje pociąg, ale nie wiem do jakiej prędkości, bo nie
wiem z jaką prędkością jechał. – Odpowiedź jest spójna i na temat.
No
tak, logiczne, jeszcze dochodzą kwestie sporne: waga psa, rodzaj i kolor
sierści, warunki atmosferyczne itd…
Następnie
od „człowieka z pasją” dowiadujemy się o ilości wagonów, podczepionych do
lokomotywy, i o tym, że jeżeli w skład
„wchodzi” 15 sztuk, to jeden „wystaje” za peron. Dowiadujemy się
również, że taka zielona lokomotywa to EP-02.
Dowiadujemy się, że radioskop to jakiś czerwony przycisk, który „hamuje”
konkretny pociąg i inne w pobliżu ( albo coś źle zrozumiałam ). Dowiadujemy się
innych ciekawych rzecz, których nie pamiętam, bo ostatnią rzeczą, która mnie
interesuje to pociąg, lokomotywa, kolej, przejechany pies i tory, które gdzieś
prowadzą.
Po
prelekcji młody mężczyzna zapewnia, że jeszcze do nas przyjedzie. Pełna obaw,
pytam o czym będzie chciał rozmawiać.
–
O umundurowaniu na kolei. – A ja zgrzytam
zębami.
–
To fajnie. – Odpowiadam nieszczerze.
Pani eM
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Żadna z nas nie wiedziała, jak to będzie. Nawet te, które wcześniej były w placówkach opiekuńczych, czy poprawczakach i przebywały w jednym pokoju z kilkoma dziewczynami, nie były pewne co je czeka, na przykład na takim „zamku”. Cele praktycznie zamknięte cały czas. Ile osób tyle charakterów, płacz i śmiech na małym metrażu. Tutaj nie spodziewasz się na dzień dobry życzliwości – bo to przecież więzienie! Tak jak teraz Wy, pozostając w domach, nie spodziewacie się jakiegoś zła ze strony bliskich. A przecież różne „cienie” w izolacji wychodzą.
W tym miejscu nie mamy szansy na
dobranie sobie składu w celi – bo się lubimy czy mamy o czym pogadać, a
niekiedy – choć dla Was będzie to mało zrozumiałe, duże znaczenie ma wyrok.
Osobie, której przyszło spędzić lata w zakładzie karnym trudniej uczestniczyć w
codziennych rozmowach o terminie na „obrączki”. Zwłaszcza teraz, kiedy
docierają do zainteresowanych różne informacje o SDE. Co parę lat w więzieniach
pojawia się nowa choroba – był to już rok penitencjarny, miał zbijać wyroki (bo
rok to 8 miesięcy), dekrety, teraz „koronodozór” poprzeczka podniesiona do 1,5
roku. Ciągle coś.
Osoby z mniejszymi wyrokami „nie
zadomawiają się”, mniej uwagi przykładają do czystości wokół (nie wszystkie!
żeby nie było, ale podejście, że są na chwilę, wielokrotnie odbija się echem
„nie przyszłam doczyszczać pudła”). Ja muszę. Muszę, i też chcę, bo to jest
obecnie moje „mieszkanie” i chcę mieszkać w czystości. Nie wdychać kurzu, nie
siadać na brudne. Wiele osób tego nie rozumie, ogrom nie doświadcza ciągłych
zmian cel, przemiału ludzi. Najlepiej utrzymywanie czystości sprowadzić do
„zmuszania” i szorowania podłogi szczoteczką. No, życie. Wspólne przebywanie na
jednym metrażu – to wspólne sprzątanie po wspólnym bałaganie. W domu też często
był podział na sprzątanie; dzieci na ogół muszą dbać o własny pokój, ale
dodatkowym obowiązkiem jest np. w soboty – łazienka. U mnie tak było.
Do cel każda wnosi własne
przyzwyczajenia, nawyki. U niektórych to mąż sprzątał, u innych – zatrudniona
pani; jedne sprzątają tylko w rękawiczkach, a sporo jest na serio zdziwionych,
że nie ma w celi szczotki na długim kiju czy mopa! Pozycja na kolanach zmienia
znaczenie J.
Po jakimś czasie osadzona kobieta
układa w głowie własną metodę na przetrwanie, na zorganizowanie się. Trzeba
przejść przyśpieszony kurs ustępowania i odnaleźć w sobie dar przekonywania. Na
wolności przecież też nikt od razu nie jest idealnie dobrany. To właśnie
wspólne mieszkanie uczy siły kompromisu, bądź staje się metryką związku.
Przebywanie koło siebie i obserwowanie staje się codziennym pobieraniem lekcji,
to skarbnica wiedzy dla wielu i przy każdym. To wyczucie, kiedy zejść z drogi i
czym załagodzić popełniony błąd.
I po tamtej, jak i po tej stronie
trzeba jakoś żyć. #ZOSTAŃWDOMU
może rodziny zbliżyć na maxa, ale też poróżnić. Nikt nie jest przygotowany do
radzenia sobie w izolacji czy kwarantannie. Tutaj zwyczajnie obserwujesz tryb
danego dnia, podpatrujesz jak inni go organizują. W takich sytuacjach
przypominają się „zabijacze czasu”. Kiedy mojemu bratu urodziło się dziecko,
bratowa siedziała z nim w domu. Każdego dnia miała co robić, ale pamiętam też
te momenty, gdy znajdowała czas, by zagrać ze mną w makao. Uwielbiałam w to
grać! Karty w tym miejscu są na każdej celi, do grania, do stawiania pasjansa.
Trzeba przeżyć bez laptopa czy plejaka, bez komórki i tableta (tableta? – jak
masz szczęście to dostaniesz, przeciwbólową :)). Przypominają się takie zabawy
jak: inteligencja, statki czy kropki. Kto z Was pamięta kropki? Ja każdą
ostatnią stronę zeszytu w kratkę miałam w państwach kropek! Sięgamy po gry
planszowe, nieśmiertelne Monopoly, a rok temu poznałam „pięć sekund” i to bez
cenzury J.
Nie każdemu będzie odpowiadała
taka codzienność. Wiele rzeczy zacznie drażnić. Coś się dopiero teraz
dostrzeże, na coś zwróci uwagę. Ale trzeba to przetrwać. Jakoś sobie z tym
poradzić. Tragedie podobno zbliżają, wiele osób może się teraz pogodzi?
Społeczeństwo niesamowicie się zjednoczyło. U mojej mamy w klatce wisi kartka,
że można prosić o pomoc w zrobieniu zakupów – osobiście jestem wdzięczna i
wzruszona takim gestem. W końcu nikomu korona z głowy nie spadnie, jak drugiemu
pomoże… Choć w obecnej sytuacji to może lepiej dla tamtych ludzi – korony z
głów!?
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Wiosenny cykl świąteczny zaczyna się od Środy Popielcowej i
trwa do Zielonych Świątek. Niedziela Wielkanocna przypada na pierwszą niedzielę
po pełni Księżyca, po wiosennej równonocy.
W Wielki Czwartek i Piątek przygotowywano świąteczne
przysmaki. Nasze babcie miały wszystko pod kontrolą. To właśnie w te dni piekły
bułki, kołacze, baby, gotowano barszcze białe – żury na zakwasie. Każdy
wiedział co ma robić. W Wielki Piątek babcie gotowały dla nas jajka na twardo w
cebuli aby miały ładne kolory do robienia pisanek. Każdy się starał jak mógł
aby pisanki były piękne – wyjątkowe. Jajko to symbol życia i siły – było i jest
najważniejszym atrybutem świąt Wielkanocnych.
Według staropolskiej tradycji potraw w koszyku powinno być
siedem, bo siódemka jest znana jako liczba święta i symbol doskonałości, z nią
łączy się pojęcie pełni.
Śniadanie wielkanocne ma wszędzie charakter uroczystego i
obfitego posiłku. Po czterdziestodniowym poście, czas spełnienia się marzeń o
pełnym brzuchu.
Śniadanie zaczyna się od święconego, czyli darów bożych
poświęconych przez Kapłana w Wielką Środę. Z koszyka ze święconką matka obiera
jajko lub więcej i dzieli je na talerzyku na tyle cząstek ilu jest domowników.
Przekazuje talerzyk ojcu który rozpoczyna składanie życzeń dzieląc się z każdym
poświęconym jajkiem. Każdy między sobą składa sobie życzenia i zaczynają
świętować Zmartwychwstanie Pana.
„Wielka Noc dla wszystkich jest bardzo wesoła, całe
chrześcijaństwo „Alleluja” woła. I my się radujemy bośmy chrześcijanie- daj nam
szczęście, zdrowie, pogodę ducha Zmartwychwstały Panie!
Byśmy Królowali na wiek wieków w niebie! Dziś Jezus
zmartwychwstał i my zmartwychwstaliśmy. Pójdźmy do spowiedzi z grzechów się
słuchajmy. Zrzućmy grzech z sumienia, który nas krępuje Jezus Zmartwychwstały
wszystko nam daruje. Wtedy się odrodzi i nas dusza wesoła, każdy „Alleluja”
wesoło woła.”
Zdrowych i spokojnych świąt Wam życzę.
EVELINE
Palmy blogerek, fot. Sara Prekurat
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Na wolności każda kobieta od najmłodszych lat stara się być
ładnie ubrana i w miarę swoich lat mieć makijaż. Myślenie, że za murami jest
jakaś zmiana w naszym życiu, jest mylne: mamy więcej czasu i co prawda mniej możliwości,
jesteśmy zadbane, z makijażem, choć warunki są trudne, mamy swoje
zainteresowania, które odkrywamy od nowa.
Jak każda kobieta, lubię być zadbana. W takich warunkach, w
jakich się znajdujemy, mamy na to sposoby.
Przede wszystkim musimy zadbać o higienę
osobistą i fizyczną.
Środków zakupionych i dostępnych w kantynie
używamy do poprawy naszego wyglądu.
Robimy peelingi z kawy lub cukru po czym
nakładamy dostępne kremy.
Myjemy się jak możemy, układamy fryzurę.
Najważniejsze jest myślenie pozytywne.
Beti
*
Na wszystko wpływa sytuacja materialna. Kosmetyki, które
często oglądamy w reklamach, zazwyczaj dostępne są w kantynie więziennej, lecz
„niedostępne” dla osób, które nie otrzymują pomocy z zewnątrz. Dbanie o siebie
w tym miejscu to dość trudne wyzwanie, bo choć w zasięgu ręki mielibyśmy
najlepsze kremy i balsamy, wpływa na nas stres i wszelkie inne zmartwienia,
osoby palące w celi, jak i samo spożywanie przez nas nikotyny, etc. Uważam, że
dbanie o siebie, to tak naprawdę dbanie o bliskich poza murami, bo gdy nie
towarzyszy nam stres i mamy świadomość, że bliscy są zdrowi, sami się dzięki
temu uśmiechamy i to nas czyni pięknym człowiekiem, po prostu.
Ewa
*
Staram się spożywać owoce i soki,
Używam kremu przeciwzmarszczkowego,
Przyjmuję prawie wszystkie dostępne witaminy w
„kantynie”,
Ograniczam do minimum papierosy.
Ola
*
Zadbanie o siebie za murami uzależnione jest od kilku
czynników. Po pierwsze – zależy od długości wyroku – czym jest on krótszy, tym
jest to prostsze. Wszelkie uszczerbki na zdrowiu i wyglądzie zewnętrznym
„zreperujemy” po wyjściu. Drugą sprawą jest sytuacja finansowa (w naszym
wypadku – naszej rodziny). Osobiście „wybierając” się do więzienia zadbałam o
zdrowe zęby, zrobiłam wszelkie badania – przy okazji wykryto u mnie chorobę
serca i otrzymałam skierowanie na wszczepienie stymulatora serca. Niestety nie wyrobiłam
się, a tu nie mogę liczyć na wsparcie „medyczne”. Jeśli chodzi o „kosmetologię”
– nie mamy dużych możliwości. Kantyna nie oferuje nam dużego wyboru kosmetyków,
a to, co jest, dla wielu jest zbyt drogie. Z wolności, niestety nie można ich
otrzymywać. Z mojej perspektywy (rok i 2 miesiące pozbawienia wolności)
nadrobię braki po wyjściu.
Rico
*
Dbam o siebie tak:
Mam lakier do paznokci od innej osadzonej.
Fusami od kawy robię raz na jakiś czas peeling.
Nakładam olej roślinny na całe ciało jak nie mam
kremu, a nawet i czasem masło na buzie, aby skóra nie była sucha.
Olej również nakładam na końcówki włosów.
Kąpiel dwa razy w tygodniu pod prysznicem, a tak
to w misce pod celą się myję każdego dnia.
Pati
*
Higiena osobista – PODSTAWA
Dieta – mimo tego miejsca – można!
Spacery + gimnastyka
Regularne (5 razy dziennie) spożywanie posiłków
(nie podjadać pomiędzy, a pić wodę!)
Spotkanie z dziennikarzem zawsze jest jakieś nerwowe.
Człowiek się zastanawia nad każdym wypowiedzianym słowem (by nic nie zostało
wykorzystane przeciwko tobie J), nad każdą udzieloną
wypowiedzią.
Pamiętam jak powstały te warsztaty: „Piszę, więc jestem”, usłyszałam,
że prowadzić ma je dziennikarz – przeszedł mnie chłód. Przecież oni piszą tylko
to co jest ubrane w strach, szok, krew i łzy – pomyślałam. Zrobi z nas pewnie
patologię, ćpunki, złodziejki, morderczynie – i tyle będzie z naszej
współpracy. My się powściekamy – on zbierze tyle materiałów i coś skrobnie.
Nasze życie – warte parę zdań… Nie zapisałam się.
Dochodziły do mnie różne informacje, wypowiedzi – przeważnie
pozytywne, ciekawe spostrzeżenia, że TA czy TAMTA nawet fajnie pisze. Jednak mi
najbardziej przypadło to, że on regularnie tu drepcze, że poświęca swój czas,
przekazuje wskazówki, w łagodny sposób podpowiada co by inaczej napisał, nie
krytykuje. „ZAWSZE zachęca do pisania!”, mówię o Leszku Wejcmanie i zajęciach z
pisania.
Na ostatnie zajęcia Leszek przyprowadził swojego przyjaciela
Marcina, który należy do Fundacji Rozwoju Kinematografii. Jest filmoznawcą,
pracował w Playboyu i w ogóle powalił mnie jego fajny głos – chyba nawet mnie
rozpraszał w słuchaniu J. Była też Ela Turlej,
dziennikarka z 30-letnim stażem w mediach, autorka książki ostatnio wydanej –
„Naciągnięte”, którą nam przyniosła. Odebrałam ją pozytywnie. Łapała z każdą z
nas kontakt wzrokowy, gadała jak taka „swoja babka”, ale cały czas z tyłu głowy
miałam info, że to dziennikarka, że o jednej z nas, być może, pisała.
Spotkanie spoko (w między czasie weszła do nas wycieczka z
Czech): kobieta dziennikarz przyszła odwiedzić osadzone kobiety – jedna płeć,
jeden mur, a jakby dwa światy. Często jest mi przykro, że tak „marnie” wyglądamy.
Zwłaszcza że tematem tego spotkania była medycyna estetyczna. Manipulacja
wkradnie się wszędzie. Kobiety gonią za wyglądem jak z szablonu (bo takie się
zawsze przebiją!), a my choć będziemy się starać i dbać o siebie, to żaden
skalpel, zastrzyk czy sprzęt nie zmieni faktu, że będziemy karane. Z tym musimy
poradzić sobie same! Może nie resocjalizacja, a terapia by bardziej była
wskazana? Tak czy siak, trzeba coś ze sobą robić.
Z zajęć wyniosłam nadzieję, że dziennikarstwo się zmieniło,
że choć część tego środowiska przestaje być tzw. hienami. Bo teraz jest czas
zajączkowania J, z okazji Świąt Wielkanocnych zdrowia
i przepięknej pogody ducha. Spotkajcie się na śniadanku z rodziną i cieszcie
się tą atmosferą. Bądźcie wspaniali i nie wchodźcie w szablony, stawiajcie na
indywidualność!
Są trzy osoby, które chciałabym zobaczyć na widzeniu. Zacznijmy po kolei:
Bardzo ją kocham i bardzo mi jej
brakuje. Oddałabym bardzo wiele, aby choć na chwilę móc z nią pobyć, zobaczyć
ją, dotknąć i przytulić się do niej. Tak cholernie za nią tęsknię i tak bardzo
jej potrzebuję. Nie mogę do niej zadzwonić, czy nawet napisać listu, który bym
wysłała. Wiem, że stale jest ze mną i przy mnie, ale to nie to samo. Nie ma
jej, nie żyje.
Umarła trzy lata temu na okropne
raczysko. Pochowałam ją dwa tygodnie przed urodzeniem pierwszego syna. Jest nią
moja Mamusia. Chciałabym z nią móc porozmawiać, usłyszeć od niej, że mimo
wszystko jest ze mnie dumna i że wszystko będzie dobrze. Boli mnie to tak bardzo,
że nawet teraz, gdy to piszę, to łzy ciekną mi po policzkach.
Druga bliska memu sercu osoba,
którą kocham jak moją mamę, i tęsknię za nią tak, jak jeszcze nigdy, jest moja
Cudowna, Kochana i Wspaniała Babunia. Ona jest przy mnie stale, zawsze mogę na nią
liczyć, i wiem, że kocha mnie bardzo. „Bóg nie mógł być wszędzie, więc stworzył
babcię” – co pasuje tu po prostu idealnie!
Zawsze, za każdym razem gdy do
niej zadzwonię, słyszę jak bardzo się cieszy, że się słyszymy. Jest jak Anioł.
Mimo mojego wieku, dla niej ciągle jestem „wnuczunią”. Chciałabym ją przytulić,
poczuć zapach, który kojarzy mi się z domem, dzieciństwem, pysznymi obiadami,
ciastkami i miłością. Jednak listy i telefony to nie to samo. Z tego miejsca
serdecznie ją całuję i ściskam!
No i przychodzimy do trzeciej
osoby. Jest nią mój młodszy brat. Mimo że nie rozmawiamy za często i generalnie
nie piszemy ze sobą nawet listów, to i tak za nim tęsknię. Nie ważne, ile ma
lat, bo dla mnie zawsze będzie moim młodszym braciszkiem i będę miała głębokie
poczucie opieki nad nim. Chciałabym usiąść, i patrząc mu w oczy, porozmawiać z
nim. Wtedy od razu mogłabym wyłapać reakcję brata na moje pytania, aby
wiedzieć, gdzie jest coś nie tak. Znamy się z bratem jak „łyse konie”. Przy nim
nie muszę udawać, że jest ok i że daje sobie radę, bo nie musiałabym się
martwić, że obciążam go swoimi problemami. Ma świetne dystans do życia. Możemy
rozmawiać o wszystkim i bardzo wielu rzeczy nie bierze do siebie.
Gdybym mogła wcisnąć guzik, który przeniósłby mnie do
przeszłości, to byłaby niezbyt odległa przeszłość. Jednak patrząc na to, że mam
40 lat, to ta nieodległa przeszłość równa się połowie mojego życia. Czyli dla
mnie kawał czasu!