Na nasz rodzinny obiad zjedlibyśmy zupę ze świeżych
pomidorów z cieniutkim makaronem i przysmażaną cebulką, pieczonego kurczaka z
ziemniaczkami i mizerią, a na deser poziomki ze śmietaną albo kruche ciasto z
rabarbarem i cukrem pudrem. Usiedlibyśmy wokół stołu – ja i moi rodzice – w
pokoju z widokiem na ogród, a przez okna wlewałby się zapach dopiero co
skoszonych traw i cykanie świerszczy. Snulibyśmy opowieści i plany na
przyszłość, przyprawione śmiechem i łzami. Ale takiego obiadu nie będzie, bo
nie ma już tamtego pokoju ani moich rodziców. Bo na wszystko jest już za późno.
Gdybyśmy byli dawnymi Słowianami, zastawiłabym stół na
cmentarzu, przy grobie, gdzie spoczywają, i rozpaliłabym ogień – jako bramę i
drogę – aby ich dusze przybyły z Nawii ogrzać się i posilić. Wtedy mogłabym
powiedzieć im, jak bardzo ich kocham i jak bardzo mi żal, że nie dane mi było
nawet się z nimi pożegnać. Mogłabym ich przeprosić za własną bezsilność. Może
zjawiliby się też dziadkowie i babcie, ciotki, wujowie i kuzyni oraz moja nienarodzona
siostrzyczka (lub braciszek) – bowiem wszyscy moi bliscy krewni przebywają już po Tamtej Stronie, w strefie
wiary i tajemnicy. Ucztowalibyśmy i gawędzili, dopóki płonąłby ogień.
Lecz nie jesteśmy dawnymi Słowianami, zaś w moim
duchowym dziedzictwie nie ma przyzwolenia na zabawy we wróżkę z Endor. Żeby
znów się spotkać, musimy cierpliwie czekać na ruch Boga. Dlatego na razie nie
będzie obiadu ani rozmów z duchami przodków.
Za to może być inny obiad i inne rozmowy, daleko stąd,
na afrykańskim brzegu – z moim mężem i jego rodziną. Bo tylko oni mi pozostali
na tym świecie. Na szczęście sercem są nieustannie ze mną, choć nie płynie w
nas ta sama krew. Wierzę, że kiedyś usiądziemy razem, w licznym gronie, na
patio pod baldachimem winorośli, w cieple śródziemnomorskiego wieczora, i nie
będziemy pamiętać ani mówić o rzeczach smutnych i bolesnych. I to będzie może
lepsze, niczym dotyk łaski, bo jak napisała Majgull Axelsson: „Niektóre
wspomnienia trzeba zostawić w spokoju, są delikatne jak pajęczyna, nie znoszą
myśli ani słów”.
Zośka
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
J.Green (work inspired from a doodle… retro high waisted pants and bubble permed red hair! And a good disco!/ praca inspirowana „gryzmoleniem”… spodnie z wysokim stanem w stylu retro, czerwone włosy z trwałą! I dobre disco!). Więcej prac londyńskiego artysty J. Greena znajdziecie na Instagramie @tampa_blighty.
(Kochana Justysiu, oto Twój pościk. Chociaż tak mi się nie
chce, ale jak bym mogła tego nie zrobić dla Ciebie, Monia)
Może myślicie, że farbowanie włosów więzieniu to nic takiego.
Otóż mylicie się. Biorąc pod uwagę fakt, że zlew, w którym będę chciała umyć
głowę po farbowaniu ma kran zamontowany 40 cm wyżej. Do tego woda leci 30
sekund, po czym kurek trzeba przycisną ponownie. Możecie sobie wyobrazić, jak
wygląda przekręcanie głowy i jednoczesne pstrykanie tym kurkiem.
Zanim jednak dojdzie do tego mycia, trzeba nałożyć
farbę szczoteczką do zębów, bo pędzelka do nakładania farby w kantynie nie
sprzedają, więc go nie mam. 🙂
Na twarz nakładam grubą warstwę kremu, żeby łatwiej było zmyć
to, co zaraz się na niej znajdzie, bo niestety, zawsze upaprze się tą farbą
cała.
Najpierw robię odrosty i tu nie jest najgorzej – pół
godzinki czekania (muszę uważać, żeby nie dotykać głową górnego łóżka).
Najgorzej jest z nakładaniem farby na resztę długości włosów. Mam na sobie
koszulkę przeznaczoną tylko do farbowania włosów, która za każdym razem zmienia
wzór plam. Ręcznik spada mi z ramion, a ja co chwila poprawiam go. Ciapki z
farby co moment wycieram a to z ramion, a to z szyi, na pewno i tak jakąś
przeoczę.
Po skończeniu czekam jakieś dziesięć minut i czas na
wcześniej wspomniane mycie głowy.
Nagrodą za te męczarnie jest piękny kolor włosów.
No chyba, że postanowię położyć jaśniejszą farbę niż
wcześniej – wtedy zostaje odrost w jednym kolorze, a reszta w drugim… Tylko raz
mi się coś takiego zdarzyło i więcej tego nie powtarzam.
Monia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Nie mam pewności czy „więzienna” moda w ogóle
istnieje. Połączenie pionowych pasków białego z szarym, czy ktoś bardziej
precyzyjny użyje określenia – z gołębim 😊,
nazywane było jako trykocik z Wronek 😊,
a dziś celebryci wręcz ukochali sobie marynareczki w paseczki, a nawet całe
garniturki. Lata temu „pasiak” to ewidentnie był pierdziel, a obecnie – trend.
Podobnie ma się do tatuaży, prawda? Dziś wyróżnia
ludzi, kiedyś stygmatyzował. Wtedy „dziara” to „garujący”, dziś „dzieło” to
artysta… tak się pozmieniało!
Ale wrócę do tematu „mody”… w tym moim świecie
określiłabym to jako powielanie, zgapienie, papugowanie i tego typu zachowanie.
Świetnie pamiętam „rewię mody” w zakładzie karnym, do
którego pojechałam – wyjechałam ze śledczego, na którym miałam: bluzę, sweter,
3 podkoszulki, dwie pary spodni, dwie pary butów (sweterek był tylko na
widzenia, trzymany w folii 😊 ). Po spisaniu
moich rzeczy musiałam przejść przez plac i kiedy zobaczyłam ogromne koło
spacerniaka i postacie poruszające się po nim nie za bardzo ogarniałam obrazek!
Jak byłoby więcej kolorów to stwierdziłabym, że to największy kalejdoskop w
jaki patrzę, ale poruszała się przewaga koloru białego i czarnego. A
dokładniej, koronkowe body w tych kolorach! Matko Boska! Jakby niewinność pod
rękę z żałoba szła, albo kiczowata podróba bella mafii 😊
Bardziej przypominało to wzór firany jaką mama przywoziła z Turcji (jeszcze
były takie rajstopy ze szwem 😊 ). Więc taką
„elegancję”, można było zakupić w lokalnym PEWEX-ie, czyli kantynie, a żeby
strój był kompletny (bo przecież baby nie chodziły w samych bodach, brr..!!!-
to już bym pomyślała, że jakiś portal się otworzył, tym bardziej, że tam też
jest żłobek i dzieci w śpiochach), trzeba było już na własną rękę załatwić
krótką spódniczkę, zwaną „gumką”. Widzicie już to??? No to ja jeszcze nie
skończyłam. Chciałabym jeszcze obrazowo podkreślić, że to nie tylko młode i
szczupłe, kobiety ubierały się tak. Niestety body to nie gorset, nie wszystko
przytrzyma. Czarne nie wyszczupla, nie AŻ tak, a białe podkreślało oponki… w
moją stronę szły larwy…
Z jednej strony były tak przerażające, a z drugiej też
komiczne. Znając schemat powielania, jedna kupiła, inne chciały się z nią
utożsamić i tak kręcił się „styl” spacerniaków. Chyba gorsze było to, że taka
grupka „koleżanek” a’la xero, nie mówiła sobie prawdy, że naprawdę fatalnie
wyglądają. Tak tylko na marginesie, usłyszałam kiedyś od przyjaciółki, że mając
mnie za przyjaciela nie trzeba mieć lustra, piękny dla mnie komplement. Ale
wracając do kiczu… rozumiem, że kiedyś były na fali szalone fryzury (styl
Georga Michaela z Wham) czy pantofle z białej skóry i żołędziami (Modern Talking) i nie jeden
szanowany chłopaczyna obecnie odsiadujący wyrok podbijał taki „laczford” żabką,
by się głośniej szło – to było wprowadzanie Zachodu pod blok! Ale nawet w
tamtych czasach to co fe, chowało się jakoś. Brzuch z paska wybijał się tylko
cinkciarzom spod Universamu 😊… i za wysokim
murem- larwa!
Nigdy nie byłam modna, więc marny ze mnie znawca.
Później dużo dziewczyn zaczęło nosić czapkę z daszkiem do wszystkiego. Był
jeszcze moment podwijania jednej nogawki (nigdy nie znalazłam parkingu dla
rowerów), jednak najgorszym obrazem, modą więzienną, będzie dla mnie wygolenie
boku. Często powtarzam, że z kryminałem będzie mi się kojarzyło disco polo, ale
chyba bardziej wygolony bok (lub dwa) i niejednokrotnie z burakowatym tribalem.
Z kolei jak przyjechałam parę lat temu na „Kamczatkę” tez przeraził mnie wygląd
dziewczyn. Wtedy obowiązkowe tu były mundurki, fatalny stan i obrzydliwy kolor –
kawa z mlekiem?, beżowy? Green sahara? qpa niemowalaka? – chyba zależy w czym
bądź, ile razy wyprany. No więc na różne sposoby te mundurki były
„przyozdabiane” – tak jakby w qpę, powbijać zapałki i udawać że to jeż, no qpa
to qpa!
Wszelkie naszyweczki, koroneczki przy mundurowej
kieszonce bluzy nie umywały się do dołu (każde wyjście poza celę – kompletne
umundurowanie!). Dziewczyny miały poobcinane spódnice maksymalnie krótko, by
była szybka do założenia (to był raczej pasek materiału niż odzież). Zakładały
ją na spodnie, w których chodziły po celi, widok szerokich dresów, obwiązanych
ta spódnicą wokół bioder przymykał oczy jak kwaśna cytryna, ale ta sama
spódnica na bojówkach? Ho! Ho!- to Kupisz siada! Dramat, obraz rozpaczy,
aseksualności. Brakowało, żeby w te boczne kieszenie bidony poukładać, a gdzie
tam bidony – termosy!!!
Pamiętam, że moim celem było załatwić sobie w jak
najlepszym stanie mundurek, dopasować do swojej figury i zapracować na
nagrodówkę „wychodzenie” we własnej odzieży na widzenie! Po roku się dopiero
udało. Obecnie z magazynu pobiera się w bardzo dobrym stanie nawet małe
mundurki (porusza się w nim dalej „zamek”, osadzone zatrudniane na terenie
jednostki i oczywiście osoby, które na start nie mają własnej odzieży). W
ilości posiadanych rzeczy mało też się teraz różni tymczasowo aresztowana od
skazanej. Teraz też „śledczak” za zgodą organu może dzwonić do bliskich, ja na
taki telefon czekałam dwa lata i nie wiedziałam co mam powiedzieć, bo byłam
załamana.
Dziś nie dostrzegam hitu w powielaniu, owszem zdarza
się, że jak jakiejś wyjdzie ładnie rozjaśnione końcówki włosów- to jutro cała
cela może podobnie wyglądać. Ciekawostką też jest, że kiedyś przeważały
blondynki (ewentualnie nieudane „kurczaki” ratowały się fioletową płukanką)
teraz więcej jest szatynek i brunetek. I dobrze, no nie bez powodu ktoś
wymyślił pytanie: „Kim jest szatynka stojąca między dwiema blondynkami?”-
odpowiedź brzmi: tłumaczem.
Także „moda więzienna”- to po prostu chwilowy „rzut”
na coś.
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Kantyna
znajduje się w Sali, w której są widzenia. W Kantynie jest magazyn z
produktami, które możemy nabyć. Oczywiście nie mamy pieniędzy, ale o to dbają
nasi bliscy.
Mamy
kilka możliwości:
Tzw.
wypiska: bliscy wpłacają nam pieniądze, a my je wydajemy,
Tzw.
e-paczka: bliscy wpłacają nam pieniądze, a my je możemy wydać – ale tylko raz w
miesiącu – (chyba że masz nagrodę, to dwa razy).
Tzw.
paczka: bliscy kupują nam potrzebne rzeczy podczas widzenia z nami.
W
dwóch pierwszych przypadkach robimy zakupy trochę jak przez Internet – tylko
bez laptopa. Mamy cennik – spis towarów dostępnych. Bierzemy kartkę albo specjalny druk i
szalejemy. Wybór jest ogromny.
Pierwszy
dział to wszystko co dotyczy naszego jedynego – dostępnego😊 nałogu w Zakładzie Karnym – Nikotyny. Mamy tytonie: cztery do wyboru (w
tym jest też podział na duże i małe). Papierosy pięć rodzajów. Bibułki i dwa
gatunki gilz. Napełniacze, zapalniczki i (uwaga!!!) fifki. Fifka to taka
szklana rurka, w którą wkładamy papierosa i możemy poczuć się jak dama: (w
latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku wyzwolone kobiety w takich
paliły). Aha, karty do telefonów. Bo my możemy dzwonić – raz dziennie, aż sześć
(!!!) minut mamy na wykonanie telefonu … Dziękujemy.
Kawa.
Picie kawy – to również więzienny komfort, dlatego mamy ich do wyboru i koloru.
Osiemnaście pozycji: granulowane, sypane, cappuccino i nawet zdrowa Inka.
Herbaty
to herbaty, ale również zdrowie: szałwie, rumianek, pokrzywa, melisa, mięta.
Możemy nawet trochę pobawić się w zielarki.
Dalej…
Nabiał czyli sery, mleko, śmietana: i tu mamy dwadzieścia jeden pozycji – nawet
jest ser – feta!!! No, luksus.
Samo
zdrowie – Owoce i Warzywa – to tylko dziewięć linijek tekstu: trzy rodzaje
owoców – reszta to warzywa. Pomidor jest owocem? Nie wiem no to możemy policzyć
go podwójnie.
Wędliny
– wymienionych osiem – ale mamy nawet polędwicę i szynkę. I hamburgery.
Ogólny
„potężny dział” – Artykuły Spożywcze. Na połowie strony, długa kolumna cudów i
cudeniek: kakao, miód, cytrynka (wycofana już jest!) w płynie, ryż, makaron –
możemy gotować, pichcić i cieszyć się – tylko przecież nie mamy gdzie gotować….
Oops.
Konserwy
i Przetwory Rybne – siedem pozycji – ale kto je lubi?
Przyprawy
– siedemnaście rodzajów – taki duży wybór jest dla nas po to, żebyśmy mogły
rozwijać swoją fantazję kulinarną – patrz wyżej – nie mamy takiego miejsca …
Oops.
Soki
i Napoje – normalka.
Bakalie
– luksusy – siedem wersów.
Słodycze
– no lubimy, to mamy – ponad pięćdziesiąt sztuk asortymentu… jesteśmy
zadowolone i wybór ogromny przecież.
Artykuły
Papiernicze to nie tylko artykuły papiernicze. Mamy tu baterie (R3 i R6).
Możemy pisać i wysyłać listy…
Leki
i Witaminy – wiadomo wszyscy jesteśmy zdrowi – ma się tu Służbę Zdrowia w
Areszcie. Więc najwięcej mamy witamin – musujących – wiadomo to najlepsze
suplementy w farmakologii i profilaktyce. W tym dziale dla zdrowia figuruje
również: czajnik, miska (do kupienia za zgodą tylko – bo musimy mieć zgodę Pana
Dyrektora na zakup tych produktów zdrowotnych ;)) i pojemnik plastikowy po 9
PLN za sztukę, który również jest lekiem albo witaminą – nie wiem, ale jak
posiedzę, to się dowiem.
Artykuły
Higieniczne – mhm… – wiadomo – higiena to również uroda – a uroda to nasze
dobre samopoczucie i szczęście. I tu nam dołożyli: opór!!! Mamy kosmetyki,
środki czystości i środki do higieny, ale i akcesoria: grzebień, maszynka do
golenia, obcinacz do paznokci – co chcesz… 150 – 170 linijek. Od samego
czytania czujesz się jak w SPA.
Są
też Nowości. Nie wiem dlaczego znalazł się tam papier do pieczenia. Co miałabym
upiec i gdzie? Też nie wiem.
Jeszcze
trochę Nowości, tym razem spożywczych i
… Uwaga! Uwaga! Uwaga mówi o tym, że jednorazowo możemy nabyć tylko sześć
kilogramów żywności i dziewięć litrów napojów. Ale nie to jest ważne. Ważne
jest to, że nie mamy limitu na kosmetyki.
Wyjdziemy
stąd piękni!!!
Pani Em
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Jak często patrząc w lustro zastanawiasz się „Gdybym
młodziej wyglądała, miała mniej kurzych łapek, skórę bez wyprysków i worków pod oczami, a do tego ważyła mniej,
to byłabym szczęśliwa”. Te słowa brzmią znajomo, bo przecież wiele z nas ciągle
zamartwia się zbyt dużym nosem, odstającymi uszami, nadwagą czy niskim
wzrostem.
Narzekamy na nogi, których nie lubimy, włosy, którymi nie
można się pochwalić, bo są łamliwe i paznokcie które się ciągle rozdwajają, a
gdy rano się budzimy z nowym pryszczem na twarzy, to humor mamy popsuty na cały
dzień. Życie w stresie i bezustannym pośpiechu, brak snu, nieodpowiednia dieta
i siedzący tryb życia to podstawowe przyczyny do narzekania. Ale nas to nie
dotyczy. My się akceptujemy! Będąc tutaj mamy więcej czasu na balsamowanie i
odżywianie swojej skóry, czy włosów. Nikt nas nie goni, nigdzie nam się nie
śpieszy.
Spośród kosmetyków w kantynie mam już swoje ulubione.
Zaczęłam tez doceniać produkty naturalne: kawę, olej, cynamon, których
stosowanie przynosi dobre efekty.
Eveline
NASZE TECHNIKI NA PIĘKNO, według Eveline
1. Terapia dla włosów
Aby nam włosy nie wypadły i poprawiała się ich kondycja,
należy dodać odrobinę żelatyny do ulubionego szamponu. Żelatyna jest źródłem
składników, które odżywiają nasza czuprynę. Myjąc głowę naszym preparatem 3-4
razy w tygodniu możemy się cieszyć lśniącymi i silnymi włosami.
Składniki:
1/2 łyżka stołowa żelatyny w proszku
1/2 szklanka wody
235 ml szamponu
Rozpuszczamy żelatynę w wodzie i przelewamy do butelki
szamponu. Wstrząsamy butelką przed każdym użyciem i myjemy włosy tak jak
zwykle.
2. Maseczki z cynamonu
Maseczka z cynamonu i miodu: jeśli masz suchą skórę, możesz
dodatkowo wzbogacić swoją maseczkę o składniki, które zapewnią Twojej skórze
wyjątkowe nawilżenie.
Składniki:
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżka miodu
Aby przygotować taką maseczkę oczyszczająco-nawilżającą do
twarzy, należy w małej miseczce dokładnie wymieszać miód z cynamonem. Całość
należy mieszać do momentu gdy cynamon połączy się z miodem. Maseczkę należy pozostawić
na skórze przez ok 30 minut. Po tym czasie należy delikatnie zmyć ją ze skóry.
Przed nałożeniem maseczki lepiej wykonać dokładny peeling
skóry.
3. Maseczki młodości
Z siemienia lnianego
Zmiel 2-3 łyżeczki siemienia (lub użyj mielonego), zalej
zimną woda, tak by powstała papka i nałóż na twarz na 20 minut. Maseczka działa
łagodząco i regenerująco.
Jabłkowa – działa oczyszczająco
Do jabłka utartego na tarce dodaj łyżeczkę miodu i nałóż na
twarz i szyje. Po 15-20 minutach zmyj letnią woda.
Cebulowa – oczyszcza
Ugotuj cebulę i rozdrobnij na papkę. Dodaj kilka kropel
ulubionego olejku. Nałóż na twarz i potrzymaj przez 20 minut. Zmyj ciepłą wodą.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Marta Frej, polska wybitna malarka, ilustratorka przekazała grafikę dla dziewczyn szyjących maski w więzieniu.
W czasach zarazy musieliśmy zwiesić zajęcia z twórcami organizowane przez nas dla Kobiet w więzieniu na Grochowie. Wiele spotkań z fascynującymi artystami zostało odwołanych – wierzymy, że tylko przesuniętych. Artyści nie zapomnieli o nas, o Blogerkach. Wspierają nas swoimi pracami – dedykowanymi specjalnie dla bloga eWKratke.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Pani Ewa, wychowawczyni Kulturalno – Oświatowa, K – O:
Kobieta Organizacja (Kierunek Olszynka). To ona
organizuje wszystkie zajęcia, imprezy, koncerty, widzenia, poza i na terenie.
Sporządza listy chętnych do uczestnictwa, zaprasza ludzi, sprowadza materiały.
Od nas zbiera posty na bloga, przynosi
komentarze.
Pracując w radiowęźle, osobiście widziałam, ile czasu
poświęca na to wszystko, a jeszcze znajdowała go dla dziewczyn, które się do
niej zapisywały (jedną zachęci do nauki j. angielskiego, drugą zapisze na
zajęcia, trzeciej wydrukuje kolorowanki dla dziecka).
Mi
też dała szansę, jako osobie „zacofanej” technologicznie, na naukę pracy przy
komputerze zatrudniając mnie w radiowęźle.
Teraz
dowodzi w tej całej akcji szycia maseczek i będziemy szyć dopóki sił i chęci
wystarczy.
Dziękuję.
PEŁNOLETNIA
Wywiad z ppor. Ewą Smolińską, wychowawczynią
kulturalno-oświatową w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie
Jesteś wychowawcą więziennym, pełnisz wiele ról
związanych ze swoją funkcją wobec osadzonych. Jesteś negocjatorką, łagodzisz
konflikty, wychowujesz, organizujesz zajęcia kulturalne. Osadzone bardzo sobie
cenią Ciebie i Twoje działania, sprawiedliwość w osądach i prawdomówność, ale i
też działalność propagującą kulturę w więzieniu. My również. Współpraca z Tobą
jest bezcenna. Mamy do Ciebie kilka pytań:
Czy już od dzieciństwa planowałaś, że
będziesz pracować w więzieniu? Kim chciałaś zostać? Jakie masz wykształcenie i
doświadczenie zawodowe (trochę już wiemy 😉
W dzieciństwie piękne jest to, że wiele
decyzji i wyborów wypływa z wnętrza, z przekonań o swoich mocnych stronach, z
zamiłowania. Odkąd pamiętam zawsze chciałam pracować na płaszczyźnie
„pomocowej”. Na początku był weterynarz – jednak z uwagi na zbyt małą odporność
na widok krwi musiałam zrezygnować 🙂 Następnie policjantka, aktorka…i jak to
każde dziecko ma swoje marzenia długo jeszcze mogłabym wymieniać. Skończyłam
APS kierunek resocjalizacja. Pierwsze plany miałam związane z placówkami
opiekuńczo-wychowawczymi dla młodzieży. Niestety los skierował mnie do zupełnie
innej pracy, która nie była dla mnie. Wytrzymałam tam 7 lat i o 7 lat za
długo..nie miałam motywacji do zmiany miejsca zatrudnienie aż w końcu przyszedł
kres mojej cierpliwości…..zaczęłam szukać innego zajęcia, akurat ukazało się
ogłoszenie o naborze do SW na wychowawcę, złożyłam papiery, przeszłam wszystkie
etapy kwalifikacyjne i jestem tu gdzie jestem 🙂
Czy planowałaś, że będziesz
wychowawcą kulturalno – oświatową? Co wpłynęło na to, że nią zostałaś?
Nie planowałam tego. Około pół roku po
przyjęciu do służby, dziewczyna która była wychowawcą K-O przenosiła się i
dostałą propozycję przejęcia od niej obowiązków. Na początku było bardzo
ciężko, a teraz nie zamieniłabym swojej pracy na nic innego 🙂 Czasem mam dość,
zresztą jak wszyscy, ale lubię to co robię.
Czy według Ciebie w więzieniu jest
dostępna kultura?
Tak, Wy jesteście tego najlepszym
przykładem. Ponadto osadzone same szukają kontaktu z kulturą, nawet teraz kiedy
jest ograniczony dostęp do wszystkiego „Kultura” jest obecna za murami. Wielu mamy tu ARTYSTÓW 🙂
Czy osadzone mają chęć na
uczestniczenie w zajęciach kulturalnych? Co na to wpływa? Przykładowo, może to
być wykształcenie, nawyk, tradycja albo potrzeba „zabicia czasu? A może jakieś
inne „interesowne” względy?
Myślę, że wszystko. Część osadzonych
chodzi na zajęcia tylko dla zabicia czasu, część bo być może będą miały z
udziału w zajęciach jakieś profity – patrz wniosek nagrodowy, część bo was
lubią i nie chcą was zawieść, ale jest spora część skazanych których
zainteresowania są pokrewne z tematami poruszanymi na zajęciach.
Jakie są możliwości uczestnictwa w
kulturze w więzieniu?
Zajęcia z malarstwa, biblioterapia,
kinoterapia, wystawy na terenie jednostki, udział w zajęciach k-o poza terenem
jednostki – muzea, kino, wernisaż, wystawy i wiele wiele innych.*
*(W zajęciach na zewnątrz więzienia mogą
uczestniczyć kobiety odbywające karę na oddziale półotwartym).
Czy w zajęciach kulturalnych,
warsztatach edukacyjnych, artystycznych może wziąć każda osadzona?
Tak, wystarczy, że wyrazi chęć i zgłosi
się do mnie.
Jakie podmioty poza SW i naszą
Fundacją realizują działania kulturalne w więzieniu?
Nie ma ich zbyt wiele. Fundacja Dom
Kultury i You Can Free Us Polska,
Co według Ciebie może poprawić
uczestnictwo w kulturze osób osadzonych?
Może zmienić dotychczasowe myślenie, może
zmienić człowieka…na lepsze oczywiście 🙂
Czy wierzysz w resocjalizację i to,
że uczestniczenie w kulturze ma charakter resocjalizacyjny?
Bardzo wierzę w resocjalizację ale pod
jednym warunkiem….że skazana/skazany będzie chciał się zmienić i wtedy praca
z takim człowiekiem ma sens. To jest tak samo jak z terapią. Inaczej nie będzie
efektu.
Po co, Twoim zdaniem, są zajęcia
kulturalne dla więźniów?
Zajęcia kulturalne otwierają
szerokie perspektywy na poznawanie twórczej resocjalizacji, edukują poprzez
pracę, sztukę, czerpią z dorobku kultury i kulturę współtworzą, kształtują
umiejętności społeczne, odkrywają nowe możliwości i rozbudzają entuzjazm do
zdobywania wiedzy i aktywnego uczestnictwa podczas kary pozbawienia wolności.
Co chciałabyś robić jako wychowawca
K-O w wymarzonej sytuacji?
Wystarczy mi to co robię…
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Zajęcia
K.O. czyli zajęcia kulturalno-oświatowe. Mamy takowe zajęcia regulaminowe –
według godzinowego rozkładu dnia:
Od 8.30 do 13.00
Od
13.45 do 17.00
Od
17.50 do 19.00…
Wyżej
wymienione zajęcia to zajęcia w obrębie kultury, oświaty, sportu, czyli
wymyślamy, co robić, żeby nie umrzeć z nudów.
Aleee…
są też zajęcia, obejmujące wyjście np. na świetlicę, gdzie znajduje się: szafa
pancerna z książkami, duży telewizor z pilotem, kilka zdekompletowanych gier,
dziwne przyrządy do ćwiczeń itp. Takie zajęcia to m.in. eWKratke, na które ja
również uczęszczam: bo lubię pisać… Nawet jest fajnie… z wdzięcznością
przyjmuję fakt, że komuś chce się tutaj przychodzić i poświęcać swój czas m.in.
dla mnie.
Ostatnio
przeżyłam szok i do dziś „zachodzę w głowę” co, kogo i dlaczego skłoniło do
zorganizowania takiego spotkania?
Mianowicie
przyszedł do nas młody mężczyzna w celu przedstawienia tematu z zakresu kolei. Wiadomo w tym miejscu
możliwość porozmawiania z facetem (w dodatku młodym) to frajda… więc byłyśmy
wielce zadowolone.
Rzeczony
mężczyzna przedstawił nam w sposób czytelny – podparty prezentacją – początki
kolejnictwa i przeszedł gładko do
rodzajów lokomotyw… Zaczął robić się „szum”.
Wiadomo
na takich spotkaniach jesteśmy z różnych cel, oddziałów… no mamy, o czym
pogadać. Więc każda z każdą gadała i nikt wyżej wymienionego nie słuchał.
No
dobra, gwoli sprawiedliwości, przyznam, że kilka z nas słuchało – wydaje się,
że z zainteresowaniem. Ba, wchodziły w interakcje. Ja również śledziłam trochę
to, co się dzieje. I tak! Skazane z seksownie rozchylonymi ustami zadaje
pytanie:
–
A te tory w kierunku Falenicy? Tam są trzy tory… jeden z nich jest zarośnięty.
Dokąd on prowadzi?
Nie
wierzę! , q…, nie wierzę! Jeden do przodu, drugi do tyłu, a trzeci – q…a w bok
– chyba – nie!?
–
Bocznica to jest. – Tłumaczy 22-latek z pasją…
O
rany… on zna wszystkie tory w województwie mazowieckim, a może nawet w Polsce.
–
A co się dzieje, kiedy zostanie przejechany pies przez lokomotywę? – pyta
poczciwie wyglądająca skazana z uśmiechem „Mona Lisy” na ustach.
Zalega
cisza… każda z nas ma wyobraźnię i większość z nas lubi psy. Nie za bardzo wiem
o co chodzi… O weterynarza? Czy o to, kto ma umyć lokomotywę, po tym
rozjechanym psie? Nie wiem? Jestem głupia!!!
–
Takie zderzenie wyhamowuje pociąg, ale nie wiem do jakiej prędkości, bo nie
wiem z jaką prędkością jechał. – Odpowiedź jest spójna i na temat.
No
tak, logiczne, jeszcze dochodzą kwestie sporne: waga psa, rodzaj i kolor
sierści, warunki atmosferyczne itd…
Następnie
od „człowieka z pasją” dowiadujemy się o ilości wagonów, podczepionych do
lokomotywy, i o tym, że jeżeli w skład
„wchodzi” 15 sztuk, to jeden „wystaje” za peron. Dowiadujemy się
również, że taka zielona lokomotywa to EP-02.
Dowiadujemy się, że radioskop to jakiś czerwony przycisk, który „hamuje”
konkretny pociąg i inne w pobliżu ( albo coś źle zrozumiałam ). Dowiadujemy się
innych ciekawych rzecz, których nie pamiętam, bo ostatnią rzeczą, która mnie
interesuje to pociąg, lokomotywa, kolej, przejechany pies i tory, które gdzieś
prowadzą.
Po
prelekcji młody mężczyzna zapewnia, że jeszcze do nas przyjedzie. Pełna obaw,
pytam o czym będzie chciał rozmawiać.
–
O umundurowaniu na kolei. – A ja zgrzytam
zębami.
–
To fajnie. – Odpowiadam nieszczerze.
Pani eM
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”