Między nami stoi jeszcze 150 prześcieradeł, które muszą
wyschnąć na rurze grzewczej po praniu. Po dwa, raz na dwa tygodnie pranie z
mozołem w niedużym wiaderku. Tylko jedno mieści się w nim na raz. Kiedy bawię
się we Franię, liczę zawsze ile jeszcze. Dziś mi wyszło 150. Rura grzewcza wisi
pod sufitem, wzdłuż ściany z oknem. Może być karniszem, na którym latem wisi
zasłona z prześcieradła w upalny dzień, by przynieść chłód, lub suszarka w
zimę. Liczę pilnie godziny potrzebne, by doprowadzić do sucha kawał bawełnianej
połaci, o wymiarze metr na 170 cm. Wyciskanie z niego wody, to zajęcie bardzo
retro, ale pomaga docenić maminy trud, kiedy do obsługi mojego niemowlęcego
ciała potrzebowała sterty tetrowych pieluch, czystych i pranych dzień w dzień.
Brudny róż mokrej połaci z minuty na minutę ustępuje pudrowo-indyjskiemu
odcieniowi. Jakby broniąc się przed promieniami rurzego ciepła. Jasny odcień
wypiera go milimetr po milimetrze, zbliżając mój czas powrotu do ciebie o
minutę, 10 minut, kwadrans, godzinę. Teatr wilgoci. Wypieranie tego co było do
stanu pożądanego. By przyśpieszyć wygrana przesuwam prześcieradło po kilka
centymetrów w ta i tamta stronę. Bo kiedy za kilka godzin suchość wygra z
wilgocią, będzie nas dzielić tylko 148 prześcieradeł.
Papryka RZ.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Przecież ona dosięga każdego! Nierealnym jest,
by ominęła kogokolwiek. Wszyscy jesteśmy jej łącznikiem, przedłużeniem, ofiarą
i „ojcem”. Rodzi się z niskich pobudek, z nudów, zazdrości, zemsty, słabego
charakteru. Ta, o której się dowiemy – zapewne dzięki drugiej osobie, nawet jak
poboli, zatka, wyciśnie łzy czy wywoła parsknięcie, to pozwala na zadziałanie,
ustosunkowanie się, olanie, bądź zareagowanie. Wszyscy świetnie zdajemy sobie z
tego sprawę, że w świecie jest jeszcze masa „info” na nasz temat, która dotrze
do nas maksymalnie zdeformowana i przyprawiona.
Ludzie
od zawsze gadali, mało z kim można porozmawiać, a gadać z każdym. Choć zawsze
miało to miejsce, to jakoś mało kiedy w identyczny sposób „podawali” dalej
zasłyszane historie.
Zakład
karny w Grudziądzu był kiedyś zakonem. Do tej pory wewnątrz jest kościół w
którym odprawiane były msze. Na terenie jest również DMiDZ (Dom Matki i
Dziecka), tzw. „ żłobek”. Dzieci się tam rodzą i są chrzczone w kościele
podczas normalnej mszy (tak było za mojej „kadencji”). Dwie takie msze
pamiętam, ale ktoś w inny sposób to zarejestrował. Po kilku latach dowiedziałam
się, że dziecko, które urodziłam zostało mi zabrane do adopcji z racji dużego
wyroku… a ja nawet nie wiem, czy mogę mieć dzieci.
Pamiętam
też jak kiedyś mnie straszyli, że gdy pojadę na karny, to muszę uważać, bo na
łaźni dochodzi do gwałtów. Nie za bardzo mieścił mi się głowie gwałt kobiety
przez kobietę, ale jakoś wtedy słowa miały budować lęk. Cały pawilon podzielony
był na dwie części, po środku dyżurka i telefony. Mnie skierowano w lewą
stronę, do końca korytarza. Do ostatniej celi. Łaźnia była po prawej stronie,
na drugim końcu tego pawilonu. Dziś bym zwyczajnie zapytała „co tam się
dzieje”, albo choćby „przypaliła Franka”, że przez kraty zbyt dobrze nie widzę.
Jakoś chciałabym zażartować z tamtego lęku, który odczuwałam, ale nie
odzwierciedliłoby to siły przekazu. Patrząc na koniec tego pawilonu widziałam
stojące dziewczyny pod tą łaźnią i nie docierała do mnie kolejka po krzywdę? A
tam pod oknem, przy tych drzwiach była popielniczka! One wyszły zapalić!
Osobiście
dotknęło mnie kilka krzywdzących słów, byłam też świadkiem, do czego
doprowadzają nieprawdziwe informacje, ile relacji niszczy, zabija plotka. Nie
wszystkie pamiętam, ale chyba gorsze jest, ile razy powiedziałam sama do kogoś
o drugim nieprawdę. Dlaczego bardziej człowiek pamięta „krzywdę” rzuconą w jego
stronę, a nie odnotowuje zadanych przez siebie razów? Gdyby dać możliwość
ranienia słowem na przysłowiowy zeszyt, ile by się wpisało? No właśnie, nie ma
przykrywki incognito, ale gdyby odwrócić propozycję, wpisanie nazwisk tych, co
nam zadali kuku…hm!…wiadomo, że płonęłoby.
Tysiące
ludzi może ukręcić tysiące wersji jednej historii. Przez lata nasłuchałam się
kto od kogo jest z rodziny, o romansach więziennych, bo tylko przecież romans
mógł zaradzić, żeby utrzymać się w pracy, o donoszeniu osadzonych, by ją
dostać, o tym, że w celi mam toster, własny materac, kino domowe (chyba celowe
to było zagranie). Ostatnio wyjeżdżałam już w transport na diagnostykę, a ja
tylko szłam z rzeczami z paczki. Moje zajęcia z psem z dogoterapii
potwierdziły, że jeszcze mam psa w celi, bo długo siedzę.
Każdy
człowiek ma za sobą niesmak niejednej krzywdzącej powiastki na swój temat,
każdy człowiek ileś razy bardziej świadomie jak nieświadomie (pozostawiam to do
indywidualnego przetrawienia) przyczynił się do bólu drugiej osoby i też każdy
człowiek ma swój próg wytrzymałości na takie gadanie. Nie uwierzę, że komuś tak
naprawdę jest to obojętne, że źle o nim mówią! Ja wiem, że istotne jest, kto
mówi, a nie co, ale prawda jest taka, że wystarczy gorsze samopoczucie, jakiś
smutek rodzinny i głupie gadanie obcych ludzi pchnie do tragedii.
A
wystarczyłoby, aby każda nasza pojedyncza łza z bólu nie wypowiedziała jednego
słowa dalej. Byśmy uwolnili się od niepotrzebnego śmietnika słów o innych i
przestali być echem.
PEŁNOLETNIA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Zwyczajnie miałam mieszane uczucia, jak zostanę odebrana przez osoby w
wolności. Przecież jestem „więźniarką”.
To, że znalazłam się w tym miejscu, nie robi ze mnie gorszego
człowieka. Człowieka pozbawionego uczuć. Myślę, a wręcz jestem tego pewna, że
całe moje człowieczeństwo, które posiadałam przed wyrokiem, jest nadal we mnie,
mimo tych krat.
Niczym się nie różnię jako człowiek od osób za murami.
Też posiadam rodzinę, dzieci, dom, lecz życie napisało dla mnie inny
scenariusz.
Borykamy się często z problemami, na które nawet nie mamy wpływu.
Wyobraź sobie sytuację, że znajdujesz się na naszym miejscu i wykonujesz
telefon do domu, a tam słyszysz, że twoje dziecko jest w szpitalu? Ma
podejrzenie wyrostka i czeka go prawdopodobnie operacja. Zanim usłyszysz
wszystkie informacje, nie wspomnę o pocieszeniu dziecka i wsparciu go, mija
pięć minut, telefon zaczyna mrugać – zaraz koniec rozmowy. I słyszysz ciszę,
następny telefon jutro (no, chyba że uda się wyżebrać dodatkowy telefon u
oddziałowej). I tak idziesz pod celę z tysiącem myśli w głowie, ale najgorsza
jest ta niemoc.
Bezsilność człowieka, bo przecież będąc na wolności to byłoby się przy
dziecku, trzymałoby się go za rękę, a tak… Zostaje się sama z własnymi myślami.
Chyba że jesteś szczęściarą i masz z kim o tym pogadać w celi.
Więzienie uczy nas wszystkich cierpliwości, bo to jest niezbędne, jak
tlen do życia.
Przecież kiedyś ten wyrok minie i będziemy przy dzieciach, rodzinie,
będziemy tak jak Wy – wolnymi ludźmi.
Myślę, że jak na pierwszy wpis nie jest źle. Może się przełamię i będę
pisać częściej.
Halina
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Na nasz rodzinny obiad zjedlibyśmy zupę ze świeżych
pomidorów z cieniutkim makaronem i przysmażaną cebulką, pieczonego kurczaka z
ziemniaczkami i mizerią, a na deser poziomki ze śmietaną albo kruche ciasto z
rabarbarem i cukrem pudrem. Usiedlibyśmy wokół stołu – ja i moi rodzice – w
pokoju z widokiem na ogród, a przez okna wlewałby się zapach dopiero co
skoszonych traw i cykanie świerszczy. Snulibyśmy opowieści i plany na
przyszłość, przyprawione śmiechem i łzami. Ale takiego obiadu nie będzie, bo
nie ma już tamtego pokoju ani moich rodziców. Bo na wszystko jest już za późno.
Gdybyśmy byli dawnymi Słowianami, zastawiłabym stół na
cmentarzu, przy grobie, gdzie spoczywają, i rozpaliłabym ogień – jako bramę i
drogę – aby ich dusze przybyły z Nawii ogrzać się i posilić. Wtedy mogłabym
powiedzieć im, jak bardzo ich kocham i jak bardzo mi żal, że nie dane mi było
nawet się z nimi pożegnać. Mogłabym ich przeprosić za własną bezsilność. Może
zjawiliby się też dziadkowie i babcie, ciotki, wujowie i kuzyni oraz moja nienarodzona
siostrzyczka (lub braciszek) – bowiem wszyscy moi bliscy krewni przebywają już po Tamtej Stronie, w strefie
wiary i tajemnicy. Ucztowalibyśmy i gawędzili, dopóki płonąłby ogień.
Lecz nie jesteśmy dawnymi Słowianami, zaś w moim
duchowym dziedzictwie nie ma przyzwolenia na zabawy we wróżkę z Endor. Żeby
znów się spotkać, musimy cierpliwie czekać na ruch Boga. Dlatego na razie nie
będzie obiadu ani rozmów z duchami przodków.
Za to może być inny obiad i inne rozmowy, daleko stąd,
na afrykańskim brzegu – z moim mężem i jego rodziną. Bo tylko oni mi pozostali
na tym świecie. Na szczęście sercem są nieustannie ze mną, choć nie płynie w
nas ta sama krew. Wierzę, że kiedyś usiądziemy razem, w licznym gronie, na
patio pod baldachimem winorośli, w cieple śródziemnomorskiego wieczora, i nie
będziemy pamiętać ani mówić o rzeczach smutnych i bolesnych. I to będzie może
lepsze, niczym dotyk łaski, bo jak napisała Majgull Axelsson: „Niektóre
wspomnienia trzeba zostawić w spokoju, są delikatne jak pajęczyna, nie znoszą
myśli ani słów”.
Zośka
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
J.Green (work inspired from a doodle… retro high waisted pants and bubble permed red hair! And a good disco!/ praca inspirowana „gryzmoleniem”… spodnie z wysokim stanem w stylu retro, czerwone włosy z trwałą! I dobre disco!). Więcej prac londyńskiego artysty J. Greena znajdziecie na Instagramie @tampa_blighty.
(Kochana Justysiu, oto Twój pościk. Chociaż tak mi się nie
chce, ale jak bym mogła tego nie zrobić dla Ciebie, Monia)
Może myślicie, że farbowanie włosów więzieniu to nic takiego.
Otóż mylicie się. Biorąc pod uwagę fakt, że zlew, w którym będę chciała umyć
głowę po farbowaniu ma kran zamontowany 40 cm wyżej. Do tego woda leci 30
sekund, po czym kurek trzeba przycisną ponownie. Możecie sobie wyobrazić, jak
wygląda przekręcanie głowy i jednoczesne pstrykanie tym kurkiem.
Zanim jednak dojdzie do tego mycia, trzeba nałożyć
farbę szczoteczką do zębów, bo pędzelka do nakładania farby w kantynie nie
sprzedają, więc go nie mam. 🙂
Na twarz nakładam grubą warstwę kremu, żeby łatwiej było zmyć
to, co zaraz się na niej znajdzie, bo niestety, zawsze upaprze się tą farbą
cała.
Najpierw robię odrosty i tu nie jest najgorzej – pół
godzinki czekania (muszę uważać, żeby nie dotykać głową górnego łóżka).
Najgorzej jest z nakładaniem farby na resztę długości włosów. Mam na sobie
koszulkę przeznaczoną tylko do farbowania włosów, która za każdym razem zmienia
wzór plam. Ręcznik spada mi z ramion, a ja co chwila poprawiam go. Ciapki z
farby co moment wycieram a to z ramion, a to z szyi, na pewno i tak jakąś
przeoczę.
Po skończeniu czekam jakieś dziesięć minut i czas na
wcześniej wspomniane mycie głowy.
Nagrodą za te męczarnie jest piękny kolor włosów.
No chyba, że postanowię położyć jaśniejszą farbę niż
wcześniej – wtedy zostaje odrost w jednym kolorze, a reszta w drugim… Tylko raz
mi się coś takiego zdarzyło i więcej tego nie powtarzam.
Monia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Na
skraju lasu, nad rzeczką gdzie istniała Kraina pustki, spokoju, opoki którą
charakteryzowała wolna przestrzeń i tak zwana nicość, mieszkały trzy baloniki
duże, okrąglutkie, wypełnione prześwitującym powietrzem, co dzień rano, w południe
i wieczorem fruwały po niebie z rytmem wiatru, ciszy i spokoju, a oaza która
tworzyła ich świat sprawiała, że te trzy prześwitujące baloniki czuły się wciąż
wypoczęte i bezpieczne.
Pewnej nocy gdy baloniki nie mogły spać, a na niebie tworzyły się piękne odcienie granatu i fioletu, na których mrugały liczne gwiazdki, zapragnęły barw, kolorów, błyszczących alautów i brokatu rozmawiając między sobą o pragnieniach. Jeden z baloników chciał być wypełniony emocjami, a trzeci uczuciami i pięknymi myślami, wymieniając poglądy o uniesieniach całą noc, nad ranem odważnie postanowiły opuścić krainę w której wszystko było przewidywalne i ruszyć w świat aby doświadczyć tego co im nieznane. Obiecały sobie jedno, że związują swoje trzy sznureczki na których trzymają swoje okrąglutkie gumowe brzuszki i żeby nie wiem co się działo, nigdy się nie rozdzielą.
Frunęły
po niebie długo i wytrwale oglądając z góry różnorodny świat, lecz nie
potrafiły uzgodnić tego gdzie się zatrzymają i zamieszkają. Jednemu balonikowi
podobało się wesołe miasteczko, kolorowe balony na druciku, żywe kolory, dzieci
które kłóciły się o nie i wyrywały sobie kolorowe baloniki z ręki. Karuzele,
muzyka, wata cukrowa i inne pełne emocji atrakcje. Drugi balonik chciał
wylądować przy zoo, tam każde dziecko wiązało sobie sznureczek z balonikiem na
rączce, a balonik dumny i blady oglądał z góry zwierzątka, place zabaw i zawsze
zabierany był do domu, wisiał przy łóżeczku dziecka i mieszkał razem z nim,
czuł się jak członek rodziny. Trzeci balonik pragnął wylądować w cyrku, oglądać
akrobatów, klaunów, artystów, jeździć po świecie i zwiedzać. Obiecały sobie, że
za 3 dni spotkają się w tym samym miejscu i powrócą do swojej bezpiecznej
Krainy.
Pierwszy
balonik wylądował w wesołym miasteczku, podniósł go z podłogi pewien Pan,
pomalował sprayem, obsypał brokatem, nadmuchał helem. Balonik dumnie sunął nad
głowami dzieci i rodziców, oglądał karuzele, słuchał pięknej muzyki i wąchał
zapach popcornu i waty cukrowej. Był rozchwytywany, pełen napędzających emocji
oraz doświadczeń, które sprawiały, że czuł się szczęśliwy.
Drugi
balonik doleciał prosto pod ZOO, pod klatkę małpek, gdzie uroczy mały chłopczyk
podniósł go, przywiązał do wózka młodszej siostry i zwiedzał całe ZOO z całą
rodzinką, oglądając piękne zwierzęta, słuchając śmiechu i radości dzieci i
biegając po powietrzu za spacerówką.
Trzeci
balonik był pod wrażeniem, gdy udało mu się wylądować na scenie areny, gdzie
podmuch biegających zwierząt unosił go i co raz nad ziemię, wszyscy patrzyli i
podziwiali przedstawienie w którym balonik był również uczestnikiem.
Minął
1 dzień pełen atrakcji, zabaw, zapachów, pięknych widoków. Minął 2 dzień
emocji, uczuć i napędzających myśli. Baloniki zaczęły za sobą tęsknić,
przeżycia miały niesamowite, ale w pojedynkę nie były one tak pełne jak gdyby
mogły przeżyć ten czas we trójkę. Wszystkie trzy chciały wcześniej wracać w
umówione miejsce i choć mocno tęskniły do siebie i za swoją spokojna Krainą,
żaden nie dotrzymał umowy i nie przybył na umówione miejsce po 3 dniach.
Balonik z wesołego miasteczka był zmęczony, co chwila przez właścicielkę
podmuchiwany helem, zasypywany brokatem i pryskany sprayem, zapomniał kim był,
stał się codzienną atrakcją, oddawany z rąk do rąk, kiedy się znudził.
Drugi
balonik przywiązany został do huśtawki na placu zabaw i z dnia na dzień
uchodziło z niego powietrze, nikt się nim nie interesował ponieważ wisiał tam
cały czas, opadając z sił, żadne dziecko już go nie chciało, a z daleka patrząc
na ten świat zwierząt, w którym wciąż dźwięczał hałas, zamieszanie i
nieprzyjemny zapach stał się dla balonika przekleństwem i nie miał sił już
nawet wracać do swojej Krainy w pojedynkę.
Cyrk
dla trzeciego balonika przestał być atrakcyjny, co chwila byli w innym miejscu
z innymi ludźmi na widowni, a balonik już od dawna nie był atrakcją na
występach, patrzył na zmęczone zwierzęta, na ludzi, którzy zbyt skupieni byli
na próbach i treningach, zebrał się w sobie i postanowił przy pomocy wiatru
oraz bezpańskiego psa odnaleźć swoje zaprzyjaźnione baloniki. Wyczerpanego
balonika z placu zabaw piesek odwiązał, złapał za zęby i pognali na wesołe
miasteczko po drugiego balonika, piesek stanął na dwóch łapkach i silnie wyrwał
zębami obklejonego brokatem balonika. Złapał wszystkie 3 w zęby i pognali do
swojej zaprzyjaźnionej bezpiecznej Krainy, pełnej ciszy, spokoju i
przewidywalnego jutra. Gnając tak przez wiatr balonik z którego uszło
powietrze, napełnił się z powrotem świeżym, zdrowym wiatrem, dzięki czemu
poczuł się lepiej. Brokat z oblepionego balonika poopadał przy sile powiewu
zdrowego powietrza, spuszczając sztuczny hel, byli znowu sobą i razem. Gdy
dotarli dzięki bezpańskiemu pieskowi do bezpiecznej Krainy, przyjęli go do
siebie i zamieszkał wraz z nimi na łące pełnej polnych kwiatów i słońca.
Trzy
baloniki żyły długo i szczęśliwie z nowym przyjacielem pieskiem z ulicy, który
ich uratował, spędzali wspólnie czas, piesek trzymał 3 sznureczki w zębach i
biegał machając ogonkiem po łące. To co na pozór wydaje nam się piękne i
kolorowe, nie zawsze takim jest. Doceniajmy, co mamy, bo miłość, radość,
dobroć, wierność oraz uprzejmość można odnaleźć jedynie w ciszy, spokoju i
łagodności – co składa się na umiarkowane szczęście i pełnie życia.
MARIOLKA
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Jak często patrząc w lustro zastanawiasz się „Gdybym
młodziej wyglądała, miała mniej kurzych łapek, skórę bez wyprysków i worków pod oczami, a do tego ważyła mniej,
to byłabym szczęśliwa”. Te słowa brzmią znajomo, bo przecież wiele z nas ciągle
zamartwia się zbyt dużym nosem, odstającymi uszami, nadwagą czy niskim
wzrostem.
Narzekamy na nogi, których nie lubimy, włosy, którymi nie
można się pochwalić, bo są łamliwe i paznokcie które się ciągle rozdwajają, a
gdy rano się budzimy z nowym pryszczem na twarzy, to humor mamy popsuty na cały
dzień. Życie w stresie i bezustannym pośpiechu, brak snu, nieodpowiednia dieta
i siedzący tryb życia to podstawowe przyczyny do narzekania. Ale nas to nie
dotyczy. My się akceptujemy! Będąc tutaj mamy więcej czasu na balsamowanie i
odżywianie swojej skóry, czy włosów. Nikt nas nie goni, nigdzie nam się nie
śpieszy.
Spośród kosmetyków w kantynie mam już swoje ulubione.
Zaczęłam tez doceniać produkty naturalne: kawę, olej, cynamon, których
stosowanie przynosi dobre efekty.
Eveline
NASZE TECHNIKI NA PIĘKNO, według Eveline
1. Terapia dla włosów
Aby nam włosy nie wypadły i poprawiała się ich kondycja,
należy dodać odrobinę żelatyny do ulubionego szamponu. Żelatyna jest źródłem
składników, które odżywiają nasza czuprynę. Myjąc głowę naszym preparatem 3-4
razy w tygodniu możemy się cieszyć lśniącymi i silnymi włosami.
Składniki:
1/2 łyżka stołowa żelatyny w proszku
1/2 szklanka wody
235 ml szamponu
Rozpuszczamy żelatynę w wodzie i przelewamy do butelki
szamponu. Wstrząsamy butelką przed każdym użyciem i myjemy włosy tak jak
zwykle.
2. Maseczki z cynamonu
Maseczka z cynamonu i miodu: jeśli masz suchą skórę, możesz
dodatkowo wzbogacić swoją maseczkę o składniki, które zapewnią Twojej skórze
wyjątkowe nawilżenie.
Składniki:
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżka miodu
Aby przygotować taką maseczkę oczyszczająco-nawilżającą do
twarzy, należy w małej miseczce dokładnie wymieszać miód z cynamonem. Całość
należy mieszać do momentu gdy cynamon połączy się z miodem. Maseczkę należy pozostawić
na skórze przez ok 30 minut. Po tym czasie należy delikatnie zmyć ją ze skóry.
Przed nałożeniem maseczki lepiej wykonać dokładny peeling
skóry.
3. Maseczki młodości
Z siemienia lnianego
Zmiel 2-3 łyżeczki siemienia (lub użyj mielonego), zalej
zimną woda, tak by powstała papka i nałóż na twarz na 20 minut. Maseczka działa
łagodząco i regenerująco.
Jabłkowa – działa oczyszczająco
Do jabłka utartego na tarce dodaj łyżeczkę miodu i nałóż na
twarz i szyje. Po 15-20 minutach zmyj letnią woda.
Cebulowa – oczyszcza
Ugotuj cebulę i rozdrobnij na papkę. Dodaj kilka kropel
ulubionego olejku. Nałóż na twarz i potrzymaj przez 20 minut. Zmyj ciepłą wodą.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Marta Frej, polska wybitna malarka, ilustratorka przekazała grafikę dla dziewczyn szyjących maski w więzieniu.
W czasach zarazy musieliśmy zwiesić zajęcia z twórcami organizowane przez nas dla Kobiet w więzieniu na Grochowie. Wiele spotkań z fascynującymi artystami zostało odwołanych – wierzymy, że tylko przesuniętych. Artyści nie zapomnieli o nas, o Blogerkach. Wspierają nas swoimi pracami – dedykowanymi specjalnie dla bloga eWKratke.
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Pani Ewa, wychowawczyni Kulturalno – Oświatowa, K – O:
Kobieta Organizacja (Kierunek Olszynka). To ona
organizuje wszystkie zajęcia, imprezy, koncerty, widzenia, poza i na terenie.
Sporządza listy chętnych do uczestnictwa, zaprasza ludzi, sprowadza materiały.
Od nas zbiera posty na bloga, przynosi
komentarze.
Pracując w radiowęźle, osobiście widziałam, ile czasu
poświęca na to wszystko, a jeszcze znajdowała go dla dziewczyn, które się do
niej zapisywały (jedną zachęci do nauki j. angielskiego, drugą zapisze na
zajęcia, trzeciej wydrukuje kolorowanki dla dziecka).
Mi
też dała szansę, jako osobie „zacofanej” technologicznie, na naukę pracy przy
komputerze zatrudniając mnie w radiowęźle.
Teraz
dowodzi w tej całej akcji szycia maseczek i będziemy szyć dopóki sił i chęci
wystarczy.
Dziękuję.
PEŁNOLETNIA
Wywiad z ppor. Ewą Smolińską, wychowawczynią
kulturalno-oświatową w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie
Jesteś wychowawcą więziennym, pełnisz wiele ról
związanych ze swoją funkcją wobec osadzonych. Jesteś negocjatorką, łagodzisz
konflikty, wychowujesz, organizujesz zajęcia kulturalne. Osadzone bardzo sobie
cenią Ciebie i Twoje działania, sprawiedliwość w osądach i prawdomówność, ale i
też działalność propagującą kulturę w więzieniu. My również. Współpraca z Tobą
jest bezcenna. Mamy do Ciebie kilka pytań:
Czy już od dzieciństwa planowałaś, że
będziesz pracować w więzieniu? Kim chciałaś zostać? Jakie masz wykształcenie i
doświadczenie zawodowe (trochę już wiemy 😉
W dzieciństwie piękne jest to, że wiele
decyzji i wyborów wypływa z wnętrza, z przekonań o swoich mocnych stronach, z
zamiłowania. Odkąd pamiętam zawsze chciałam pracować na płaszczyźnie
„pomocowej”. Na początku był weterynarz – jednak z uwagi na zbyt małą odporność
na widok krwi musiałam zrezygnować 🙂 Następnie policjantka, aktorka…i jak to
każde dziecko ma swoje marzenia długo jeszcze mogłabym wymieniać. Skończyłam
APS kierunek resocjalizacja. Pierwsze plany miałam związane z placówkami
opiekuńczo-wychowawczymi dla młodzieży. Niestety los skierował mnie do zupełnie
innej pracy, która nie była dla mnie. Wytrzymałam tam 7 lat i o 7 lat za
długo..nie miałam motywacji do zmiany miejsca zatrudnienie aż w końcu przyszedł
kres mojej cierpliwości…..zaczęłam szukać innego zajęcia, akurat ukazało się
ogłoszenie o naborze do SW na wychowawcę, złożyłam papiery, przeszłam wszystkie
etapy kwalifikacyjne i jestem tu gdzie jestem 🙂
Czy planowałaś, że będziesz
wychowawcą kulturalno – oświatową? Co wpłynęło na to, że nią zostałaś?
Nie planowałam tego. Około pół roku po
przyjęciu do służby, dziewczyna która była wychowawcą K-O przenosiła się i
dostałą propozycję przejęcia od niej obowiązków. Na początku było bardzo
ciężko, a teraz nie zamieniłabym swojej pracy na nic innego 🙂 Czasem mam dość,
zresztą jak wszyscy, ale lubię to co robię.
Czy według Ciebie w więzieniu jest
dostępna kultura?
Tak, Wy jesteście tego najlepszym
przykładem. Ponadto osadzone same szukają kontaktu z kulturą, nawet teraz kiedy
jest ograniczony dostęp do wszystkiego „Kultura” jest obecna za murami. Wielu mamy tu ARTYSTÓW 🙂
Czy osadzone mają chęć na
uczestniczenie w zajęciach kulturalnych? Co na to wpływa? Przykładowo, może to
być wykształcenie, nawyk, tradycja albo potrzeba „zabicia czasu? A może jakieś
inne „interesowne” względy?
Myślę, że wszystko. Część osadzonych
chodzi na zajęcia tylko dla zabicia czasu, część bo być może będą miały z
udziału w zajęciach jakieś profity – patrz wniosek nagrodowy, część bo was
lubią i nie chcą was zawieść, ale jest spora część skazanych których
zainteresowania są pokrewne z tematami poruszanymi na zajęciach.
Jakie są możliwości uczestnictwa w
kulturze w więzieniu?
Zajęcia z malarstwa, biblioterapia,
kinoterapia, wystawy na terenie jednostki, udział w zajęciach k-o poza terenem
jednostki – muzea, kino, wernisaż, wystawy i wiele wiele innych.*
*(W zajęciach na zewnątrz więzienia mogą
uczestniczyć kobiety odbywające karę na oddziale półotwartym).
Czy w zajęciach kulturalnych,
warsztatach edukacyjnych, artystycznych może wziąć każda osadzona?
Tak, wystarczy, że wyrazi chęć i zgłosi
się do mnie.
Jakie podmioty poza SW i naszą
Fundacją realizują działania kulturalne w więzieniu?
Nie ma ich zbyt wiele. Fundacja Dom
Kultury i You Can Free Us Polska,
Co według Ciebie może poprawić
uczestnictwo w kulturze osób osadzonych?
Może zmienić dotychczasowe myślenie, może
zmienić człowieka…na lepsze oczywiście 🙂
Czy wierzysz w resocjalizację i to,
że uczestniczenie w kulturze ma charakter resocjalizacyjny?
Bardzo wierzę w resocjalizację ale pod
jednym warunkiem….że skazana/skazany będzie chciał się zmienić i wtedy praca
z takim człowiekiem ma sens. To jest tak samo jak z terapią. Inaczej nie będzie
efektu.
Po co, Twoim zdaniem, są zajęcia
kulturalne dla więźniów?
Zajęcia kulturalne otwierają
szerokie perspektywy na poznawanie twórczej resocjalizacji, edukują poprzez
pracę, sztukę, czerpią z dorobku kultury i kulturę współtworzą, kształtują
umiejętności społeczne, odkrywają nowe możliwości i rozbudzają entuzjazm do
zdobywania wiedzy i aktywnego uczestnictwa podczas kary pozbawienia wolności.
Co chciałabyś robić jako wychowawca
K-O w wymarzonej sytuacji?
Wystarczy mi to co robię…
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”