J.Green (work inspired from a doodle… retro high waisted pants and bubble permed red hair! And a good disco!/ praca inspirowana „gryzmoleniem”… spodnie z wysokim stanem w stylu retro, czerwone włosy z trwałą! I dobre disco!). Więcej prac londyńskiego artysty J. Greena znajdziecie na Instagramie @tampa_blighty.
(Kochana Justysiu, oto Twój pościk. Chociaż tak mi się nie
chce, ale jak bym mogła tego nie zrobić dla Ciebie, Monia)
Może myślicie, że farbowanie włosów więzieniu to nic takiego.
Otóż mylicie się. Biorąc pod uwagę fakt, że zlew, w którym będę chciała umyć
głowę po farbowaniu ma kran zamontowany 40 cm wyżej. Do tego woda leci 30
sekund, po czym kurek trzeba przycisną ponownie. Możecie sobie wyobrazić, jak
wygląda przekręcanie głowy i jednoczesne pstrykanie tym kurkiem.
Zanim jednak dojdzie do tego mycia, trzeba nałożyć
farbę szczoteczką do zębów, bo pędzelka do nakładania farby w kantynie nie
sprzedają, więc go nie mam. 🙂
Na twarz nakładam grubą warstwę kremu, żeby łatwiej było zmyć
to, co zaraz się na niej znajdzie, bo niestety, zawsze upaprze się tą farbą
cała.
Najpierw robię odrosty i tu nie jest najgorzej – pół
godzinki czekania (muszę uważać, żeby nie dotykać głową górnego łóżka).
Najgorzej jest z nakładaniem farby na resztę długości włosów. Mam na sobie
koszulkę przeznaczoną tylko do farbowania włosów, która za każdym razem zmienia
wzór plam. Ręcznik spada mi z ramion, a ja co chwila poprawiam go. Ciapki z
farby co moment wycieram a to z ramion, a to z szyi, na pewno i tak jakąś
przeoczę.
Po skończeniu czekam jakieś dziesięć minut i czas na
wcześniej wspomniane mycie głowy.
Nagrodą za te męczarnie jest piękny kolor włosów.
No chyba, że postanowię położyć jaśniejszą farbę niż
wcześniej – wtedy zostaje odrost w jednym kolorze, a reszta w drugim… Tylko raz
mi się coś takiego zdarzyło i więcej tego nie powtarzam.
Monia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Nie mam pewności czy „więzienna” moda w ogóle
istnieje. Połączenie pionowych pasków białego z szarym, czy ktoś bardziej
precyzyjny użyje określenia – z gołębim 😊,
nazywane było jako trykocik z Wronek 😊,
a dziś celebryci wręcz ukochali sobie marynareczki w paseczki, a nawet całe
garniturki. Lata temu „pasiak” to ewidentnie był pierdziel, a obecnie – trend.
Podobnie ma się do tatuaży, prawda? Dziś wyróżnia
ludzi, kiedyś stygmatyzował. Wtedy „dziara” to „garujący”, dziś „dzieło” to
artysta… tak się pozmieniało!
Ale wrócę do tematu „mody”… w tym moim świecie
określiłabym to jako powielanie, zgapienie, papugowanie i tego typu zachowanie.
Świetnie pamiętam „rewię mody” w zakładzie karnym, do
którego pojechałam – wyjechałam ze śledczego, na którym miałam: bluzę, sweter,
3 podkoszulki, dwie pary spodni, dwie pary butów (sweterek był tylko na
widzenia, trzymany w folii 😊 ). Po spisaniu
moich rzeczy musiałam przejść przez plac i kiedy zobaczyłam ogromne koło
spacerniaka i postacie poruszające się po nim nie za bardzo ogarniałam obrazek!
Jak byłoby więcej kolorów to stwierdziłabym, że to największy kalejdoskop w
jaki patrzę, ale poruszała się przewaga koloru białego i czarnego. A
dokładniej, koronkowe body w tych kolorach! Matko Boska! Jakby niewinność pod
rękę z żałoba szła, albo kiczowata podróba bella mafii 😊
Bardziej przypominało to wzór firany jaką mama przywoziła z Turcji (jeszcze
były takie rajstopy ze szwem 😊 ). Więc taką
„elegancję”, można było zakupić w lokalnym PEWEX-ie, czyli kantynie, a żeby
strój był kompletny (bo przecież baby nie chodziły w samych bodach, brr..!!!-
to już bym pomyślała, że jakiś portal się otworzył, tym bardziej, że tam też
jest żłobek i dzieci w śpiochach), trzeba było już na własną rękę załatwić
krótką spódniczkę, zwaną „gumką”. Widzicie już to??? No to ja jeszcze nie
skończyłam. Chciałabym jeszcze obrazowo podkreślić, że to nie tylko młode i
szczupłe, kobiety ubierały się tak. Niestety body to nie gorset, nie wszystko
przytrzyma. Czarne nie wyszczupla, nie AŻ tak, a białe podkreślało oponki… w
moją stronę szły larwy…
Z jednej strony były tak przerażające, a z drugiej też
komiczne. Znając schemat powielania, jedna kupiła, inne chciały się z nią
utożsamić i tak kręcił się „styl” spacerniaków. Chyba gorsze było to, że taka
grupka „koleżanek” a’la xero, nie mówiła sobie prawdy, że naprawdę fatalnie
wyglądają. Tak tylko na marginesie, usłyszałam kiedyś od przyjaciółki, że mając
mnie za przyjaciela nie trzeba mieć lustra, piękny dla mnie komplement. Ale
wracając do kiczu… rozumiem, że kiedyś były na fali szalone fryzury (styl
Georga Michaela z Wham) czy pantofle z białej skóry i żołędziami (Modern Talking) i nie jeden
szanowany chłopaczyna obecnie odsiadujący wyrok podbijał taki „laczford” żabką,
by się głośniej szło – to było wprowadzanie Zachodu pod blok! Ale nawet w
tamtych czasach to co fe, chowało się jakoś. Brzuch z paska wybijał się tylko
cinkciarzom spod Universamu 😊… i za wysokim
murem- larwa!
Nigdy nie byłam modna, więc marny ze mnie znawca.
Później dużo dziewczyn zaczęło nosić czapkę z daszkiem do wszystkiego. Był
jeszcze moment podwijania jednej nogawki (nigdy nie znalazłam parkingu dla
rowerów), jednak najgorszym obrazem, modą więzienną, będzie dla mnie wygolenie
boku. Często powtarzam, że z kryminałem będzie mi się kojarzyło disco polo, ale
chyba bardziej wygolony bok (lub dwa) i niejednokrotnie z burakowatym tribalem.
Z kolei jak przyjechałam parę lat temu na „Kamczatkę” tez przeraził mnie wygląd
dziewczyn. Wtedy obowiązkowe tu były mundurki, fatalny stan i obrzydliwy kolor –
kawa z mlekiem?, beżowy? Green sahara? qpa niemowalaka? – chyba zależy w czym
bądź, ile razy wyprany. No więc na różne sposoby te mundurki były
„przyozdabiane” – tak jakby w qpę, powbijać zapałki i udawać że to jeż, no qpa
to qpa!
Wszelkie naszyweczki, koroneczki przy mundurowej
kieszonce bluzy nie umywały się do dołu (każde wyjście poza celę – kompletne
umundurowanie!). Dziewczyny miały poobcinane spódnice maksymalnie krótko, by
była szybka do założenia (to był raczej pasek materiału niż odzież). Zakładały
ją na spodnie, w których chodziły po celi, widok szerokich dresów, obwiązanych
ta spódnicą wokół bioder przymykał oczy jak kwaśna cytryna, ale ta sama
spódnica na bojówkach? Ho! Ho!- to Kupisz siada! Dramat, obraz rozpaczy,
aseksualności. Brakowało, żeby w te boczne kieszenie bidony poukładać, a gdzie
tam bidony – termosy!!!
Pamiętam, że moim celem było załatwić sobie w jak
najlepszym stanie mundurek, dopasować do swojej figury i zapracować na
nagrodówkę „wychodzenie” we własnej odzieży na widzenie! Po roku się dopiero
udało. Obecnie z magazynu pobiera się w bardzo dobrym stanie nawet małe
mundurki (porusza się w nim dalej „zamek”, osadzone zatrudniane na terenie
jednostki i oczywiście osoby, które na start nie mają własnej odzieży). W
ilości posiadanych rzeczy mało też się teraz różni tymczasowo aresztowana od
skazanej. Teraz też „śledczak” za zgodą organu może dzwonić do bliskich, ja na
taki telefon czekałam dwa lata i nie wiedziałam co mam powiedzieć, bo byłam
załamana.
Dziś nie dostrzegam hitu w powielaniu, owszem zdarza
się, że jak jakiejś wyjdzie ładnie rozjaśnione końcówki włosów- to jutro cała
cela może podobnie wyglądać. Ciekawostką też jest, że kiedyś przeważały
blondynki (ewentualnie nieudane „kurczaki” ratowały się fioletową płukanką)
teraz więcej jest szatynek i brunetek. I dobrze, no nie bez powodu ktoś
wymyślił pytanie: „Kim jest szatynka stojąca między dwiema blondynkami?”-
odpowiedź brzmi: tłumaczem.
Także „moda więzienna”- to po prostu chwilowy „rzut”
na coś.
Pełnoletnia
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Kantyna
znajduje się w Sali, w której są widzenia. W Kantynie jest magazyn z
produktami, które możemy nabyć. Oczywiście nie mamy pieniędzy, ale o to dbają
nasi bliscy.
Mamy
kilka możliwości:
Tzw.
wypiska: bliscy wpłacają nam pieniądze, a my je wydajemy,
Tzw.
e-paczka: bliscy wpłacają nam pieniądze, a my je możemy wydać – ale tylko raz w
miesiącu – (chyba że masz nagrodę, to dwa razy).
Tzw.
paczka: bliscy kupują nam potrzebne rzeczy podczas widzenia z nami.
W
dwóch pierwszych przypadkach robimy zakupy trochę jak przez Internet – tylko
bez laptopa. Mamy cennik – spis towarów dostępnych. Bierzemy kartkę albo specjalny druk i
szalejemy. Wybór jest ogromny.
Pierwszy
dział to wszystko co dotyczy naszego jedynego – dostępnego😊 nałogu w Zakładzie Karnym – Nikotyny. Mamy tytonie: cztery do wyboru (w
tym jest też podział na duże i małe). Papierosy pięć rodzajów. Bibułki i dwa
gatunki gilz. Napełniacze, zapalniczki i (uwaga!!!) fifki. Fifka to taka
szklana rurka, w którą wkładamy papierosa i możemy poczuć się jak dama: (w
latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku wyzwolone kobiety w takich
paliły). Aha, karty do telefonów. Bo my możemy dzwonić – raz dziennie, aż sześć
(!!!) minut mamy na wykonanie telefonu … Dziękujemy.
Kawa.
Picie kawy – to również więzienny komfort, dlatego mamy ich do wyboru i koloru.
Osiemnaście pozycji: granulowane, sypane, cappuccino i nawet zdrowa Inka.
Herbaty
to herbaty, ale również zdrowie: szałwie, rumianek, pokrzywa, melisa, mięta.
Możemy nawet trochę pobawić się w zielarki.
Dalej…
Nabiał czyli sery, mleko, śmietana: i tu mamy dwadzieścia jeden pozycji – nawet
jest ser – feta!!! No, luksus.
Samo
zdrowie – Owoce i Warzywa – to tylko dziewięć linijek tekstu: trzy rodzaje
owoców – reszta to warzywa. Pomidor jest owocem? Nie wiem no to możemy policzyć
go podwójnie.
Wędliny
– wymienionych osiem – ale mamy nawet polędwicę i szynkę. I hamburgery.
Ogólny
„potężny dział” – Artykuły Spożywcze. Na połowie strony, długa kolumna cudów i
cudeniek: kakao, miód, cytrynka (wycofana już jest!) w płynie, ryż, makaron –
możemy gotować, pichcić i cieszyć się – tylko przecież nie mamy gdzie gotować….
Oops.
Konserwy
i Przetwory Rybne – siedem pozycji – ale kto je lubi?
Przyprawy
– siedemnaście rodzajów – taki duży wybór jest dla nas po to, żebyśmy mogły
rozwijać swoją fantazję kulinarną – patrz wyżej – nie mamy takiego miejsca …
Oops.
Soki
i Napoje – normalka.
Bakalie
– luksusy – siedem wersów.
Słodycze
– no lubimy, to mamy – ponad pięćdziesiąt sztuk asortymentu… jesteśmy
zadowolone i wybór ogromny przecież.
Artykuły
Papiernicze to nie tylko artykuły papiernicze. Mamy tu baterie (R3 i R6).
Możemy pisać i wysyłać listy…
Leki
i Witaminy – wiadomo wszyscy jesteśmy zdrowi – ma się tu Służbę Zdrowia w
Areszcie. Więc najwięcej mamy witamin – musujących – wiadomo to najlepsze
suplementy w farmakologii i profilaktyce. W tym dziale dla zdrowia figuruje
również: czajnik, miska (do kupienia za zgodą tylko – bo musimy mieć zgodę Pana
Dyrektora na zakup tych produktów zdrowotnych ;)) i pojemnik plastikowy po 9
PLN za sztukę, który również jest lekiem albo witaminą – nie wiem, ale jak
posiedzę, to się dowiem.
Artykuły
Higieniczne – mhm… – wiadomo – higiena to również uroda – a uroda to nasze
dobre samopoczucie i szczęście. I tu nam dołożyli: opór!!! Mamy kosmetyki,
środki czystości i środki do higieny, ale i akcesoria: grzebień, maszynka do
golenia, obcinacz do paznokci – co chcesz… 150 – 170 linijek. Od samego
czytania czujesz się jak w SPA.
Są
też Nowości. Nie wiem dlaczego znalazł się tam papier do pieczenia. Co miałabym
upiec i gdzie? Też nie wiem.
Jeszcze
trochę Nowości, tym razem spożywczych i
… Uwaga! Uwaga! Uwaga mówi o tym, że jednorazowo możemy nabyć tylko sześć
kilogramów żywności i dziewięć litrów napojów. Ale nie to jest ważne. Ważne
jest to, że nie mamy limitu na kosmetyki.
Wyjdziemy
stąd piękni!!!
Pani Em
Projekt “Okno na świat” „Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych”
Po pierwsze – posiedzę na przystanku i z wielką przyjemnością poczekam na autobus. Pojadę do domu i nacieszę się rodziną, swobodą, zwyczajnym życiem. Takie mam plany. Zatrudnię się jako szwaczka w zakładzie, bo dobrze szyję. Zarobię na siebie i swoje potrzeby. Będę odkładać grosiki na przyjemności i spełnienie małych marzeń. Będę gotować korzystając z przepisów zebranych w czasie odsiadki. Odwiedzę wszystkie ciekawe miejsca w Polsce, jeżdżąc z plecakiem i namiotem. Będę utrzymywać przyjaźnie, które nauczyłam się cenić tutaj w więzieniu. Będę odkrywać ludzkie historie, bo fascynuje mnie człowiek. Wezmę sobie kotkę, którą upasę i pozwolę się wykorzystywać – oczywiście w dobrym celu :-). Nie będę się martwić, co będzie jutro, bo jak mówi dobra księga każdy dzień ma swoje zmartwienia. Takie są moje plany. Czy się spełnią? Nie wątpię w to. Czy to zwyczajne życie? Myślę, że żadne nie jest zwyczajne.
Drodzy Czytacze eWKratke! Startujemy w konkursie Onetu na najlepszy blog 2014 roku w kategorii Życie i społeczeństwo. Jeśli nas lubicie, głosujcie. Redakcja
Można to zauważyć wchodząc na oddział mieszkalny – ładnie ubrana choinka, stroiki na klapach, światełka. Świąteczna atmosfera sprawia, że jesteśmy dla siebie milsi. Pomimo zaistniałych pomiędzy nami konfliktów, to właśnie Święta sprawiają, że choć na chwilę o tym zapominamy.
W tym okresie możemy liczyć na lepszy obiad, czyli na paluszki rybne w Wigilię, a w Święto udko z kurczaka. Mówiąc poważnie, same sobie organizujemy stół świąteczny – wypiski, paczki od rodziny. Szkoda tylko, że nie możemy otrzymywać w paczkach tradycyjnych potraw, takich jak pierogi z kapustą i grzybami, pasztet, mięsa faszerowane, śledziki, bo niestety nasza jednostka nie przyjmuje tego typu jedzenia. W miarę możliwości stroimy sobie celę – malujemy okna, klapę, robimy stroiki, lecz nie do końca wczuwamy się w ten klimat, ponieważ nie jest to to samo co Święta w gronie rodzinnym.
Świąt w więzieniu w żadnym stopniu nie można porównać do Świąt spędzanych z bliskimi.
To, że zakłady karne są „sponsorowane” z podatków, dyskusji nie podlega, bo to fakt. Na większość najróżniejszych instytucji są przeznaczane ludzi pieniądze, a i nie tylko na to. Kiedy pracowałam po tamtej stronie, z mojej pensji zabierano tak samo, jak i teraz się zabiera – „no, czyste złodziejstwo”, można by powiedzieć, a za złodziejstwo, to proponuję – do więzienia J.
Uważam, że skoro już muszę w więzieniu przebywać, to poza stwierdzeniem, iż „sobie na ten pobyt zapracowałam”, mogę spokojnie dodać: tak, „zapracowałam” i jeszcze z góry sobie to opłaciłam, bo podatki płaciłam tak samo, jak reszta społeczeństwa płaci. Mało tego – moi bliscy też podatki płacą, a nie siedzieli, nie siedzą i siedzieć – mam nadzieję – nie będą. Mogę więc powiedzieć, że cały czas na mnie łożą i to z górką, bo gdy doliczyć paczki i pieniądze na wypiski, to trzeba by to pomnożyć razy co najmniej cztery. Wbrew pozorom z tych podatków na same „dobroci i luksusy” dla skazanego to niedużo zostaje, bo starcza w sposób wymierny (po odliczeniu „za wynajem”, prąd, wodę i inne) na kilka dosłownie rzeczy. Mam nadzieję, że ktoś spyta: na co? Otóż na: dwa mydła , paczuszkę proszku do prania, rolkę papieru szarego plus paczka (20 sztuk) podpasek dla kobiet. Oprócz tego dostajemy płyn uniwersalny do mycia: naczyń, podłogi, okien, i czego tylko mycia wymaga oraz torebeczkę proszku do czyszczenia toalety i zlewu. Plus jedzenie, o którym było wspominane wcześniej… J. Czy ten zestaw, który dostajemy na miesiąc, jest luksusem?!
Poza wszystkim – skazany, który pracuje, też płaci podatki, z których znowu opłacane są takie rzeczy, z których on sam nie korzysta i mógłby powiedzieć: po co jego kasa idzie na to czy tamto, skoro jego to nie dotyczy? Trochę by to przypominało dyskusję typu, co było pierwsze – kura czy jajko, ale że dyskutować lubię, to każda opinia i każde zdanie jest dla mnie ciekawe.