Ty Też możesz pomóc! Zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia.
Działamy w więzieniach od 2011 r. Docieramy ze sztuką i kulturą tam, gdzie nikt nie chce być. Wierzymy, że sztuka nie ocenia.
Prowadzimy zajęcia artystyczne i kulturalne z osadzonymi w Areszcie Śledczym Warszawa Grochów. Namawiamy artystów do wspólnych działań, prowadzimy warsztaty i spotkania. Często nasze działania są jedynymi, które przywracają kawałek normalności osadzonym.
Jednym z wyjątkowych na skalę Polski projektów jest blog eWkratke.pl
Tworzą go kobiety odbywające karę więzienia w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie. Bez dostępu do Internetu, przede wszystkim dzięki mrówczej pracy oddanych wolontariuszy, już czwarty rok możecie czytać ich posty i prowadzić z nimi dialog.
Dwa razy w tygodniu prowadzimy dla blogerek zajęcia, takie okna na świat, okna na wolność. Prowadzą je specjaliści z różnych dziedzin, hobbyści, pasjonaci. Opowiadają o swoich fascynacjach, pracy, problemach. A potem dziewczyny piszą posty, które publikujemy na eWKratke.
Nasze działania to konkretne koszty:
23 zł to koszt biletu, który pozwala nam dojechać do aresztu.
53 zł to koszt materiałów plastycznych i piśmienniczych na jedne zajęcia.
100 zł to koszt jednych zajęć artystycznych prowadzonych przez edukatora.
Dlatego potrzebujemy wsparcia Darczyńców takich jak TY!
1) AMNESTIA BANKOWA: HASŁO – Moment zapłacenia to moment wykreślenia
W celu zdynamizowania gospodarki należy wprowadzić
program dla osób znajdujących się na tzw. „bębnach”, które monitorują
zadłużenia i zobowiązania obywateli. O ile łatwo zapłacić swój dług i usunąć
„obciążający” wpis np. z KRD lub BIG, o tyle gorzej sytuacja przedstawia się z
BIK lub BRNK (MIG), gdzie wpis, dotyczący naszej nierzetelności widnieje przez
okres 5 i 10 lat.
Wpisy takie powodują niemożność zaciągnięcia kredytu,
nawet w sytuacji, kiedy posiadamy stałą pracę na czas nieokreślony lub chcemy
zabezpieczyć taki kredyt ruchomością lub nieruchomością. AMNESTIA polegałaby na
całkowitym usunięciu dyskwalifikujących nas wpisów. Otworzyłoby to nam
możliwości związane z kredytowaniem np.: zakupu własnego mieszkania lub domu.
Spowodowałoby „bum” na rynku obrotu nieruchomościami. Wzrosłaby również podaż
na środki transportu, wzmogłoby znacznie zakupy ruchomości – sprzedaż ratalna,
umożliwiłoby tworzenie własnych przedsiębiorstw – dynamika w sektorze
prywatnym.
SAME ZALETY
KRD – krajowy rejestr długów
BIG – bank informacji gospodarczej
BIK – bank informacji kredytowej
BRNK – baza nierzetelnych klientów bankowych.
2) PRYWATNE WIĘZIENIA – TAK!!! HASŁO – ŻYJĘ ZA SWOJE!!!
Wszyscy „uczciwi” narzekają na to: ile przeciętny
Kowalski dokłada na osadzonego. Jest to nieprawda – pod warunkiem, że pieniądze
przeznaczone na więziennictwo w całości trafiałyby na odpowiedni cel i
właściwie byłyby wydawane. Wystarczy godzina lub dwie serfowania w Internecie i
przekonamy się, ile pieniędzy z funduszów: Skarbu Państwa, Unijnego, Postpenitencjarnego
powinno wpłynąć na jednego więźnia. Przy niedużym wysiłku wprowadzenie
odpowiednich Bonusów: wiele przedsiębiorstw, korporacji i instytucji
zatrudniłoby osadzonego. Wystarczyłoby oddzielić koszty związane z utrzymaniem
Służby Więziennej i tych, które dotyczą utrzymania osadzonych. Skarb Państwa
(czyli podatnicy) niech pokryją koszty utrzymania administracji, która
koordynowałaby działalność więzienia na równi z właścicielem. Natomiast Fundusz
Unijny i Postpenitencjarny niech pokrywa koszty związane z utrzymaniem obiektu,
osadzonych i inwestycji dotyczących budowania obiektów, gdzie tworzone byłyby
nowe miejsca pracy dla skazanych oraz budynków socjalnych, np.: mieszkań dla
byłych osadzonych – i to jest dział prywatny.
Myślę, że znaleźliby się również prywatni inwestorzy
zainteresowani tym projektem, stworzyłoby to sytuację, gdzie osadzenia
zarabialiby na swoje utrzymanie i nie tylko na to!!!
Poprawiłoby to również świadomość społeczeństwa, że ci
„źli” nie są „pasożytami” wykradającymi pieniądze z prywatnych kieszeni.
3) WNIOSKI SENIORA HASŁO – DŁUGOWIECZNOŚĆ TO ZDROWIE A ZDROWIE TO SZCZĘŚCIE, A SZCZĘŚCIE
TO GODNE ŻYCIE
Senior – osoba częstokroć samotna, licząca na opiekę
Państwa, borykająca się ze starością i problemami dnia powszedniego.
Jak to osiągnąć?
Jest wiele obiektów na terenie Polski po byłych
ośrodkach wypoczynkowych – jeszcze z okresu PRL – u, które stoją nie
zagospodarowane i są bezużyteczne. Mogą one być bazą dla stworzenia Wiosek
Seniora. Stwórzmy na próbę 3 miejsca, gdzie mieszkałyby małżeństwa seniorów
(razem) lub osoby samotne w domach modułowych (oczywiście ekologicznych,
energooszczędnych i bezpiecznych) z niedużymi ogródkami. Wypoczynek, rekreacja
i poczucie posiadanie własnego miejsca to tylko nieliczne zalety tego przedsięwzięcia.
W projekcie: w domku seniorów, byłby salon z niedużym aneksem kuchennym,
sypialnia i łazienka, ale istniałaby również stołówka z zapleczem kuchennym,
która dodatkowo zajęłaby się cateringiem i wytwarzaniem żywności. Aspekt
samofinansowania się, a nawet zarabiania przez te obiekty to dodatkowy plus.
Przychodnia dla seniorów, innowacyjna, bo miałaby w swojej ofercie, usługi
(geriatryczne) medyczne, profilaktyczne, a nawet związane z chirurgią
plastyczną, z której korzystaliby odpłatnie klienci zewnętrzni. Wycieczki i
atrakcje organizowane przez „wioski” byłyby również w ofercie sprzedaży: opłaty
za uczestnictwo w kwotach konkurencyjnych. Spa dla seniora? Dlaczego nie… 😊
Wioski pracowałyby w sieci. Tworzyłyby wspólny fundusz asekuracyjny (inwestowany).
Korzystałyby ze wspólnej np.: pralni, biblioteki, hurtowych zakupów i usług
itp. Pracowałyby w silnej grupie, która wspomagałaby się wzajemnie.
4) PFRON – HASŁO – NIEPEŁNOSPRAWNY PEŁNOSPRAWNYM CZŁONKIEM SPOŁECZEŃSTWA
Pamiętamy afery, które dotyczyły „przekrętów”
związanych z wykorzystaniem funduszów z PFRONU, a co za tym idzie
niepełnosprawnych. Zakłady Pracy Chronionej, Spółdzielnie Inwalidów, Agencje
Aktywacji Zawodowej Osób Niepełnosprawnych i inne twory prowadziły do
patologii, nadużyć i tak naprawdę nie robiły nic dobrego dla osób
niepełnosprawnych. Osoby z niepełnosprawnością traktowane były jak „martwe”
dusze, na których można zarobić. Wszystkie instytucje nie dawały
zainteresowanym poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji czy satysfakcji z wykonywanej
pracy. Nie generalizuję, ale wiem, że najlepszym sposobem na wypracowanie
uczciwej i dającej się monitorować metody jest stworzenie posady: Opiekuna Osób
Niepełnosprawnych. Człowiek, pracujący na takim stanowisku musiałby zaangażować
się w życie podopiecznego i kontrolowałby sytuację rodzinną, finansową, ale i
zawodową. Współpracowałby z Fundacjami, Stowarzyszeniami, organizowałby pomoc
cywilno – prawną i przede wszystkim dbałby o to, żeby niepełnosprawny prowadził
życie na jakie zasługuje. Pensja opiekuna pokrywana byłaby z PFRON-u.
Ciekawostki???
Czy wiecie, że osoby niedosłyszące lub głuche „czują”
muzykę?
Czy wiecie, że osoby na wózkach marzą o tym, żeby iść
na dyskotekę?
Czy wiecie, że nie ma miejsc, gdzie niepełnosprawni
mogliby napić się drinka i poszaleć we własnym gronie?
UWAGA!!! Jest nisza na rynku, która obejmuje obiekty
komercyjne związane z rozrywką dla niepełnosprawnych. Najpilniejsze Centrum
Doradztwa Ślubnego, Centrum Położnictwa, Dyskoteka, Spa, Basen…
Warto pomyśleć czy niepełnosprawni nie są traktowani
jak zło konieczne. Niepełnosprawność nie zaraża, ale może spotkać każdego z
nas.
Ty Też możesz pomóc! Zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia.
Działamy w więzieniach od 2011 r. Docieramy ze sztuką i kulturą tam, gdzie nikt nie chce być. Wierzymy, że sztuka nie ocenia.
Prowadzimy zajęcia artystyczne i kulturalne z osadzonymi w Areszcie Śledczym Warszawa Grochów. Namawiamy artystów do wspólnych działań, prowadzimy warsztaty i spotkania. Często nasze działania są jedynymi, które przywracają kawałek normalności osadzonym.
Jednym z wyjątkowych na skalę Polski projektów jest blog eWkratke.pl
Tworzą go kobiety odbywające karę więzienia w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie. Bez dostępu do Internetu, przede wszystkim dzięki mrówczej pracy oddanych wolontariuszy, już czwarty rok możecie czytać ich posty i prowadzić z nimi dialog.
Dwa razy w tygodniu prowadzimy dla blogerek zajęcia, takie okna na świat, okna na wolność. Prowadzą je specjaliści z różnych dziedzin, hobbyści, pasjonaci. Opowiadają o swoich fascynacjach, pracy, problemach. A potem dziewczyny piszą posty, które publikujemy na eWKratke.
Nasze działania to konkretne koszty:
23 zł to koszt biletu, który pozwala nam dojechać do aresztu.
53 zł to koszt materiałów plastycznych i piśmienniczych na jedne zajęcia.
100 zł to koszt jednych zajęć artystycznych prowadzonych przez edukatora.
Dlatego potrzebujemy wsparcia Darczyńców takich jak TY!
W ramach zajęć blogowych uczymy
się pisać wywiady – dzięki nim, możecie poznać kilka z nas. Dzisiaj część
trzecia.
Kinga
Przeprowadzam wywiad ze współosadzoną. Poznałam ją niedawno i wydaje mi się być wesołą i miłą osóbką. Ma na imię Kinga. Jest ładną blondynką o niebieskich oczach. Jest urocza. Mimo swojej drobnej postury, potrafi wzbudzi zainteresowanie i ciekawość. Donośny głos pokazuje jej siłę przebicia i charakter.
Kiedy zapytałam się, czy godzi się na wywiad dobrowolnie, odpowiada:
– Nie, zapłacili mi za to.
Jest to dla mnie zaskoczenie. Chociaż w takim miejscu jest
to możliwe. Mimo to zaobserwowałam, że koleżanka czuje się komfortowo
rozmawiając ze mną. Nie zaprzeczyła temu, choć nie należy do najwylewniejszych.
Kinga w Zakładzie Karnym przebywa już dwa lata, przed nią
drugie tyle. Będzie więcej, bo jeszcze czeka na drugi wyrok. A jeszcze jest
jakiś łączny, więc nie można sprecyzować, kiedy ten upragniony koniec kary.
Co do planów na przyszłość, Kinga ich nie ma. Może nie chce
mieć. To zrozumiałe, gdy się nie wie, kiedy się wychodzi.
Dodała:
– Chcę wyjść za te mury. Wrócić do rodziny, a przede
wszystkim zaspokoić swoje pragnienia.
Możemy się tylko domyślać, co rozmówczyni miała na myśli.
Gdy zadałam jej pytanie, o przyjemne wspomnienie z
dzieciństwa, jej oczy zastygły w jednym punkcie. Chwila zastanowienia. Brak
odpowiedzi.
Kinga po krótkiej rozmowie o opuszczeniu tego miejsca nie
potrafiła powrócić do rozmowy.
Postanowiłam to uszanować i nie męczy c koleżanki już
pytaniami.
Przeprowadziłam wywiad z 24-letnią Kingą obecnie
przebywającą w ZK Warszawa Grochów.
Ty
Też możesz pomóc! Zobacz dlaczego potrzebujemy Twojego wsparcia.
Działamy
w więzieniach od 2011 r. Docieramy ze sztuką i kulturą tam, gdzie nikt nie chce
być. Wierzymy, że sztuka nie ocenia.
Prowadzimy
zajęcia artystyczne i kulturalne z osadzonymi w Areszcie Śledczym Warszawa
Grochów. Namawiamy artystów do wspólnych działań, prowadzimy warsztaty i
spotkania. Często nasze działania są jedynymi, które przywracają kawałek
normalności osadzonym.
Jednym
z wyjątkowych na skalę Polski projektów jest blog eWkratke.pl
Tworzą go kobiety odbywające karę więzienia w Areszcie Śledczym
Warszawie Grochowie. Bez dostępu do Internetu, przede wszystkim dzięki mrówczej
pracy oddanych wolontariuszy, już czwarty rok możecie czytać ich posty i
prowadzić z nimi dialog.
Dwa razy w tygodniu
prowadzimy dla blogerek zajęcia, takie okna na świat, okna na wolność. Prowadzą
je specjaliści z różnych dziedzin, hobbyści, pasjonaci. Opowiadają o swoich
fascynacjach, pracy, problemach. A potem dziewczyny piszą posty, które
publikujemy na eWKratke.
Nasze działania to
konkretne koszty:
23 zł to koszt biletu, który pozwala nam dojechać do aresztu.
53 zł to koszt materiałów plastycznych i piśmienniczych na jedne zajęcia.
100 zł to koszt jednych zajęć artystycznych prowadzonych przez edukatora.
Dlatego potrzebujemy
wsparcia Darczyńców takich jak TY!
W ramach zajęć blogowych uczymy
się pisać wywiady – dzięki nim, możecie poznać kilka z nas. Dzisiaj część
druga.
Monika
Siedzę obok czarnowłosej dziewczyny. Wygląda młodziej, niż
wskazywałaby jej metryka. Jest rozmowna, przyjazna. Odnoszę bardzo pozytywne
wrażenie w pierwszym kontakcie. Dobrze sobie radzi w warunkach więziennych,
przynajmniej potrafi stworzyć taki obraz siebie na użytek otoczenia. Jest to
potrzebne, żeby tu przetrwać. Jaka jest naprawdę w środku, jeszcze nie wiem ale
myślę, że mogę ją polubić! Na pewno wiele przeszła, podobnie jak ja, więc choć
praktycznie jej nie znam, odczuwam w stosunku do niej ten rodzaj wspólnoty,
który rodzi się pomiędzy osobami o podobnych doświadczeniach.
Monika przykuwa uwagę. Warto nie przejść obok niej obojętnie,
lecz strać się ją lepiej poznać, zrozumieć. To, co przeżyła, jest zapewne
niestandardowe, odbiega od życiowego
doświadczenia, tak zwanego przeciętnego człowieka, ale w związku z tym może być
ciekawsze, bardziej pouczające. Ja osobiście chciałabym ją bliżej poznać.
Zośka
Ola
Ola to szczupła brunetka. Ma niebieskie oczy o łagodnym
kształcie i małe usta. Ola od 11-tu lat zajmowała się wyłudzeniami i
fałszerstwem. Pierwsze 100 tysięcy
pożyczki wzięła z powodu dziadka chorego na raka. Kilkaset tysięcy
kredytu sąd zamienił jej na dwa lata i kolejne 200 tysięcy tak samo. Ola
opisując swoje dzieciństwo mówi: „Mnie wychował Mokotów”. Ma w swoim otoczeniu
ludzi poukładanych, tak zwanych normalnych,
jednak ciągnie ją mimo wszystko do innego towarzystwa. Na pytanie, czy
ten proceder się opłacał względem kary, którą dostała, mówi „dla dziadka
zrobiłabym to jeszcze raz”. Mama Oli także zmarła na raka płuc, chwilę przed
jej odsiadką. Zostawiła Ola także po drugiej stronie muru trójkę swoich
ukochanych maluchów. Gdy mąż też został aresztowany, dzieci znalazły się w domu
dziecka. Ola codziennie kontaktuje się ze swoimi skarbami, bardzo je kocha. Na
pewno będzie walczyła o nie po wyjściu.
Big Ola
Maja
– wiek: 40 lat
– opis: szczupła blondynka
– pochodzenie: Warszawa
– osadzona od 2,5 lat.
Przebywając w więzieniu dane mi było poznać starszą od
siebie kobietę, Maję. Odbywa ona karę w
warunkach recydywistycznych, jednakże zdołała już odbyć 2,5 roku z wyrokiem 3,5
lat. Wnioskuję więc, że jest kobietą o silnej osobowości i mocnym charakterze.
Na pytanie zadane: „Co zamierza pani robić po opuszczeniu ZK?”, odpowiada:
„Pracować, przede wszystkim, żeby zapewnić sobie pieniądz na godne życie”.
Utrzymuje ona dobre kontakty z córką i rodziną, którzy pomagają jej zakończyć
rozdział więzienny w jej życiu. Na zapytanie o zainteresowania z entuzjazmem
odpowiada: książki, lekkoatletyka. Kobieta, którą poznałam, jest zaręczona i
oczekuje na ślub z mężczyzną, którego szczerze kocha. Myślę, ze miłość, która
wkroczyła w jej życie, z pewnością pomoże jej zapomnieć o czasie spędzonym za
murem. Kobieta siedząca przede mną potwierdza moją myśl. Maja nie jest
wegetarianką, jednak lubi odżywiać się zdrowo.
Ewa 18
Ewa 18
Ewę spotkałam w Z.K. na Grochowie. – jest to szczupła
szatynka o dłuższych włosach, młodziutka, 18-letnia dziewczyna, która wizualnie
nie pasuje do tego miejsca. Ewa pochodzi z Kutna, przed osadzeniem w jednostce
penitencjarnej uczyła się w liceum o profilu psychologii społecznej. Do
więzienia trafiła za rozbój, dostała 2 lata. Po wyjściu zamierza dalej się
uczyć, pójść na studia.
Po przyjeździe do jednostki była strasznie przerażona, bała
się nieznanego – nikogo tu nie znała – nie bardzo umiała w tej rzeczywistości
się odnaleźć. W tym więzieniu bardzo pomogła jej rodzina. w szczególności mama,
z którą jest bardzo zżyta. Ewa interesuje się książkami i fotografią, choć w
przyszłości chciałaby zostać psychologiem. Po roku pobytu w izolacji mówi, że
zupełnie inaczej wyobrażała sobie więzienie – jej obraz przypominał cele z
amerykańskich filmów. I jak sama mówi: nie jest najgorzej, ale nigdy nie chce
tu wracać.
Ewa jest młodziutką osobą, która bardzo lubi rozmawiać z
ludźmi, wgłębiać się w ich problemy i oraz pomagać w ich rozwiązywaniu. Po
wyjściu zamierza się uczyć, nie myśli jeszcze o założeniu rodziny, ponieważ
twierdzi , że sama jeszcze jest dzieckiem. Do więzienia trafiła przez głupotę,
nie chce rozmawiać o sprawie, mam wrażenie, że siedzi w niej jeszcze bunt
młodzieńczy i potrzebuje czasu na dojrzałe zrozumienie co się stało. Ewa jest
bystrą dziewczynką, która jest bardzo skryta i skromna – myślę, że te dwie
spowodują, że osiągnie w życiu bardzo wiele. Musi się jeszcze pozbyć tego
młodzieńczego buntu.
W ramach zajęć blogowych uczymy
się pisać wywiady – dzięki nim, możecie poznać kilka z nas. Dziś część
pierwsza.
Pani Ania
Jesteśmy na zajęciach blogowych.
Mamy za zadanie przeprowadzić wywiad z osobą nieznaną.
Pani Ania jest wysoką brunetką w
średnim wieku. Pochodzi z Grochowa. Poznałyśmy się na zajęciach bloga
eWKratke.pl.
– Jak Pani się czuje ze swoim
wyrokiem?
– Zostało mi 1 ,5 miesiąca, w
chwili obecnej czuję się podminowana, poddenerwowana, a zarazem szczęśliwa, bo
niedługo wychodzę.
– Ma pani plany po wyjściu?
– Uzyskałam tu emeryturę i po
wyjściu czeka mnie operacja. Zamierzam dużo odpoczywać po operacji i dochodzić
do siebie po odbytym wyroku.
– Czy czeka na panią rodzina?
– Tak, syn, mąż, ogólnie wszyscy
bliscy.
– W takim razie życzę pani
wszystkiego dobrego i szczęśliwych chwil w gronie rodziny.
Safi
Lwica
Mirka jest drobną, młodą brunetką.
– Jak się czujesz ze swoim wyrokiem?
– Mój wyrok jest bardzo długi, postaram się zrobić wszystko,
żeby nie zmarnować pozostałych 10 lat. Mam w planach skończyć szkołę.
– Jaką szkołę byś chciała skończyć?
– Chciałabym skończyć liceum elektryczne. Niestety, w
więzieniu jest to niemożliwe, więc postanowiłam spróbować innych możliwości,
które zaproponuje mi wychowawca.
– Czy chciałabyś podjąć pracę w więzieniu?
– Zamierzam podjąć pracę, po skończonej terapii, wraz ze
szkołą.
– Co zamierzasz po wyjściu?
– Mam 14-letniego syna. Jeżeliby się okazało po wyjściu, że
jestem babcią, to zamierzam wychować wnuki. Rozpocznę normalne życie.
Życzę wszystkiego najlepszego, spełnienia wszystkich marzeń
i szybkiego powrotu do normalności.
Anna
Sylwia
Swoją rozmówczynię po raz pierwszy miałam okazję spotkać na
spacerniaku w tutejszej placówce. Pani Sylwia ma 44 lata, jest ładną, wysoką
blondynką, o pięknym, białym uśmiechu. Na pytanie o dzieci, z ogromnym
uśmiechem odpowiedziała, że jest mamą wspaniałej córki, która pomimo swojego
młodego wieku, świetnie sobie radzi z tą trudną sytuacją, która ją spotkała. Z
radością i ze łzami w oczach ze wzruszenia, powiedziała, że jest bardzo dumną,
spełnioną mamą. Kochająca zwierzęta, sama posiada cztery koty, które traktuje
jak swoje dzieci. Otwierając listy, które dostaje od swojej rodziny, zawsze
musi znaleźć co najmniej jedno zdjęcie swoich pociech (kotków). Widok pani
Sylwii otwierającej kopertę jest bezcenny, z taką tęsknotą do zobaczenia swoich
pociech, która jest nie do pisania. Nawet jak to opowiada, to z takimi
emocjami, że aż łzy się same cisną do oczu.
Pati
Patrycja
Spotykam Patrycję w Zakładzie Karnym na spacerniaku. Jest
inna niż większość poznanych do tej pory dziewczyn. Wesoła, uśmiechnięta,
pogodna. Nie widać na jej twarzy załamania, iż znalazła się w tym miejscu.
Pati jest zadbaną młodą kobietą, mocno stąpającą po ziemi.
Pochodzi z Warszawy.
Z rozmowy z nią wiem, iż ma dwoje dzieci – córeczkę i synka,
za którymi bardzo tęskni.
W obecnej chwili pociechy są pod opieką babci, czyli jej
mamy, która wraz z partnerem Patrycji wspierają ją w tym trudnym miejscu. Muszę
również stwierdzić, iż pomimo tego, że moja rozmówczyni wydaje się być otwartym
człowiekiem, jest na tyle skryta, że nie udaje mi się uzyskać więcej informacji
na jej temat.
Pewnie przy bliższym spotkaniu Patrycja opowie mi wiele
ciekawych historii z jej życia, gdyż tak inteligentna osoba na pewno ma o czym
mówić 🙂
Mam nadzieję, że czas odsiadywania przez nią dwuletniego
wyroku, szybko jej minie i wróci do swych ukochanych bliskich.
-Rico-
Ola
Rozmawiam ze szczupłą, lekko siwiejącą kobietą. Kręcone
włosy związane ma w koka. Zero makijażu. Bardzo spokojna postawa. Nie za
chętnie odpowiada na moje pytania związane z prywatnym życiem, ale bardzo
łagodnie to robi. Jej lekki uśmiech po pytaniu jest jakoś dla mnie czytelny, że
mam nie brnąć w dany temat. Ola jest w Grochowie 3 tygodnie więc nie mogę
wymagać od niej otwartości. Tak naprawdę to zna swoją sytuację sprzed
przetransportowania jej z Kielc. Ma 54 lata, jest z Krakowa i została wyrwana z prywatnej celi, w której
pisała książkę. Jak bardzo zaskoczyło mnie to, że nie jest to książka o
więzieniu, ani o własnej sprawie?
Ola uciekła w świat fantasy, który interesował ją od zawsze.
Z wykształcenia jest historykiem. Bardzo by chciała wrócić na południe Polski,
by być bliżej męża. Świetnie ją rozumiem, bo sama zrezygnowałam kiedyś z
lepszych warunków odbywania kary, żeby być bliżej rodziny. Kontakt z bliskimi to najważniejsza rzecz. Bliscy to
nasz azyl, nasz spokój, nasza przyszłość. To im się ufa i tylko oni nas
rozumieją. Życzę Oli, aby udało jej się jak najszybciej przywrócić spokój
ducha.
Zajęcia z Zumby
pozwalają nam w pozytywny sposób spożytkować energię, która rozsadza nas z
każdym mijającym dniem coraz bardziej. Dzisiejszy ranek, południe czy wieczór
niczym nie różni się od wczorajszego czy tego z przed tygodnia, dlatego zajęcia
te cieszą i sprawiają ogromną radość, dają naszym mięśniom zmęczenie – i to
„pozytywne i dobre zmęczenie”, po którym chce się rano wstać oraz dostarczają
endorfin.
Ta godzina zajęć to chwila, kiedy nasze problemy wewnętrzne i
zewnętrzne „odpływają”, ponieważ wtedy dobrze się bawimy, a nasze myśli
skupione są na tym, żeby lewej ręki nie pomylić z prawą nogą. Odkrywamy w sobie
pasje i talenty – okazuje się, że potrafimy tańczyć !
Pozdrawiam naszą prowadzącą Anetę – już nie możemy się
doczekać! Przy okazji serdecznie pozdrawiam całą naszą Fundację – CZEKAMY NA
ZAJĘCIA – TĘSKNIMY !!!!!!
To nic innego jak papierowa forma przekazu własnych uczuć.
Kiedy dociera do człowieka, że izolacja od społeczeństwa przestaje mieć
znaczenie przy wymiarze bólu izolacji od bliskich, wtedy zaczyna przygniatać
świadomość 2 godzin regulaminowego widzenia z rodziną plus codzienne rozmowy
telefoniczne po 5 minut. Optymista uczepi się słów „codzienne rozmowy”,
pesymista „5 minut”. Niektórzy dopiero tutaj pewne rzeczy rozumieją, do
niektórych dopiero „coś” dociera, bo trzeźwieją?
Jeżeli wyrok porównać do dystansu, to chyba nie ma nigdy
etapu, w którym wystarczałoby godzin i telefonów. Ja wiem, że więzienie to
kara, że powinno boleć, byś tak dostał w tyłek, by tu nie wracać. Masz tęsknić,
przewartościować życie, zrozumieć, przemyśleć i przede wszystkim ZOBACZYĆ ile i
co straciłeś. ZOBACZYĆ I POCZUĆ. Każdy dźwiga indywidualną tragedię, różnie się
to przechodzi, ale wszyscy mogą przelać na papier myśli, lęki, zapewnienia Dla
niektórych to pierwsze podejście do bycia szczerym, prawdziwym. Listy
wyzwalają. Niekoniecznie trzeba do tego podchodzić jako jedynej formy monologu
z tego miejsca. Niektórzy przecież tylko piszą, co potrzebują, ale często
słyszę, że dają możliwość „powiedzenia” tego, czego by się w oczy nie
powiedziało, że zdejmują wstyd i otwierają serce. Są listy spowiedzi i listy
bólu. Gdyby człowiek z tyłu głowy nie miał świadomości, że jest cenzura – może
jeszcze więcej by napisał? List to wyciągnięcie ręki na zgodę, to „rysunek” dla
dziecka, walentynka dla ukochanego. To miłość do rodziców czy rodzeństwa, gest
przyjaźni i terapia oczyszczająca. Kartka to łącznik z tamtym światem Łącznik
sumienia z sercem Łącznik z najbliższymi.
Było wiele sytuacji, do których pasowałby poniższy
artykuł; kiedy ludzie stąd wychodzą, kiedy żegnają się z dziewczynami, kiedy w
kilka „sekund” zostaje wprowadzone bezwzględne dożywocie, kiedy jest „głośna” sprawa,
czy mowa o stygmatyzacji, łamaniu prawa, dyskryminacji, kolejnej wydanej
książce byłej skazanej/ skazanego, czy po pojawieniu się świetnego artykułu w
Newsweeku Elżbiety Turlej…. ale właśnie dziś pomyślałam że….
Bardzo lubię podkreślać, że więzienie jest
dla ludzi. I nie ważne, że przebywam w nim „naście” lat i te lata zmieniły
mnie, ale nie moje zdanie, że ten „przybytek” jest dla ludzi.
Nie mam pewności, ile osób wchodzi, by poczytać z
ciekawości – ciekawości tego miejsca i ludzi z niego, ciekawości umysłu tych
ludzi, tego, co mają do powiedzenia, a może pocieszenia się, że mamy od kogoś
gorzej? Bo mamy! I jeśli to miałoby być przestrogą – to zawsze się „pocieszaj”
i staraj się żyć tak, by tu nie trafić.
Ale zdarzają się w tym miejscu i takie sytuacje, no nie jak z filmu i
nie wiem też czy typowo więzienne, ale coś mi dzisiaj przypomniało pewna
rozmowę. Zdajecie sobie z tego sprawę, że skazany tak naprawdę mało ma do
powiedzenia, z kim siedzi? Oczywiście zdarzają się „wyjątki” (czyt. skazane), które
przychylniejszym okiem są traktowane, siedzą w lepszych składach, Celę, o
której chcę napisać, to chyba
przypadkowo stworzono.
Nie ma więzienia, gdzie dziewczyna z dużym wyrokiem
nie byłaby niepokazywana palcem, to jest nagminne, a już dożywotkę to szczególnie
się pokazuje. Z racji lat odsiedzianych, coraz mniej mnie zaskakuje, mam nawet
takie głupkowate porzekadło „mnie to nawet dowódca w ciąży nie zaskoczy” (na
ogół przy słowie dowódca, pada jednego nazwisko, którego rzecz jasna nie mogę
podać 😊).
Ta sytuacja –
rozmowa, jakoś często do mnie wraca. Polubiłam te dwie osoby i tak naprawdę
g…no mnie obchodziło, ile było prawdy w tym, co pisały gazety, a już najmniej
to, co mówią inne osadzone. O każdym tu gadają i nawet sama daje się wkręcać w
tego typu gadki, w tym, co chcę napisać była ważna TA chwila, TA rozmowa, TO
zwierzenie.
Patrzysz na
osobę, która nie ma końca kary i człowiek się zastanawia nad wieloma rzeczami:
dla kogo ona trwa?, co ją napędza by codziennie wstawać?, czy ma nadzieję
każdego dnia?, a może żyje tylko do śmierci bliskich? Czy ktoś w jakiś
delikatny sposób o tym próbuje się dowiadywać?…i w tym wszystkim te
zaostrzenia rządu…
Podczas
rozmowy, której byłam świadkiem na niektóre pytania, odpowiedzi padły. W
absolutnej ciszy – bo człowiek z jednej strony chce tego posłuchać, a z drugiej
siedzi cicho, bo nie wiadomo co zrobić.
Dwie
imienniczki, dwie prawie rówieśnice, dwie historie, dwie tragedie. Obie jakby z
wyrokiem śmierci… Jedna i druga z ogromnym ciężarem smutku, osamotnienia, tęsknoty,
strat, grzechów i – w zależności od dnia – z większą lub mniejszą nadzieją.
Nie tak ważne
w tej rozmowie było to, co dźwigają, lecz co jedna powiedziała drugiej.
Widziałam pierwszy raz takie zaskoczenie na twarzy. Osoba, która pierwsze
podejście do wokandy ma po ćwierćwieczu pobytu w więzieniu, słyszy, że ktoś by
się z nią zamienił. Nie na bagaż, ale na sytuację, na możliwości. W tamtym
momencie miałam wrażenie jakby gęstniało powietrze, że cisza boli jak krzyk i
że tamta postradała zmysły.
-„Proszę,
zakończmy ten temat, bo żadna z was nie jest w stanie zrozumieć, co znaczy nie
mieć końca kary” – docierają do mnie słowa.
Nigdy
wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, człowiek skupia się na swoich
problemach, swoje wypłakuje, ze swoimi się śmieje. Nigdy też przedtem nie
zwróciłam uwagi na to, że ludzie na tą osadzoną patrzą przez pryzmat wyroku. O
kimś innym powiedzą, że siedzi za zabójstwo, czy udział w nim, a o niej, że
jest dożywotką. Przemyślenia przerywa mi opowiadanie tamtej drugiej o swoim cudownym
dzieciństwie, rodzicach, całej gamie dobrego życia jako jedynaczka i to, jak
wszystko zaczyna się sypać przez jeden wypadek, który został spowodowani nie
przez nią.
Wypadek,
który jest pierwszym puzzlem „domina śmierci”. Pierwszym, który uderza w jej mózg,
kręgosłup, przykuwa na prawie rok do łóżka, z sali szpitalnej robi dom; w
którym rodzice przepłakują dni, miesiące. Umiera pierwszy rodzic, choć głowa
siada, ten cios stawia ją w pion. Wychodzi o własnych siłach, by ……..pochować
za chwilę drugiego rodzica. Nie jest sama, na drogę dostaje glejaka. Może się z
nim zaprzyjaźnić na tylko kilka lat lub podjąć operacji, która ponownie
zatrzyma ją w szpitalu, nawet na zawsze – tak jak w przypadku tamtej
dziewczyny, nigdy nie wiadomo, kiedy to „na zawsze” ma swój koniec. Chciała się
z tą dziewczyną zamienić tylko i wyłącznie, by móc widywać bliskich. Później
padały jeszcze mocne słowa, szczere wypowiedzi, cholernie smutne z obu stron,
ale było to zbyt prywatne; nie chciałabym powodować niepotrzebnych komentarzy
dla żadnej z nich.
Jedna, jak
się domyślacie do dziś siedzi, druga na wolności. Nie mają ze sobą kontaktu,
choć tamta o tej pamięta. Pisze, ale bez adresu zwrotnego.
W zasadzie to
mnie bardziej interesował wniosek po rozmowie, jak powierzchownie się pochylamy
nad drugim człowiekiem. Że tak naprawdę to większość informacji posiadamy z
oddziału lub mało życzliwych osób. Jak bardzo oceniamy i szybko przekreślamy, a
jak słyszymy taką rozmowę, która wypada z ramek naszej wyobraźni, to pozostaje
jedynie echem w nas.
Widuję tą
dziewczynę i nie raz mam ochotę zapytać, co u niej, ale tak między nami – to
głupio mi się przyznać, że fakt bycia świadkiem tamtej rozmowy zawstydził mnie.
Chyba potrzebowałam tego wysłuchać dla siebie jako skazanej, ale też jako
człowieka. Uświadomiłam sobie jak bardzo wygodnie się idzie w grupie, a jak
trudno jest mieć odmienne zdanie. Jak ciężko lubić kogoś, kogo większość
odrzuca – tu należałoby się zastanowić, z jakich naprawdę powodów?
Człowiek przy
takich tragediach robi się malutki, współczuje jej, ale robi się bezradny do
ogromu sytuacji… Dziś wiem jedno: bardziej doceniam to, co mam i mniej
narzekam.
Kocham Was
moi bliscy, dziękuję, że Was mam, że mogę być sobą, że nie muszę się przed Wami
tłumaczyć, dlaczego ją lubię… To, Wy mi dajecie wiarę w ludzi, każdemu należy
się druga szansa…