W ogóle mam problem z
uzewnętrznianiem emocji. Nie wierzę światu, tzn. może nie całemu, a więc tak
naprawdę tylko sobie.
Jaka jestem? Na pewno
bardzo krytyczna i samokrytyczna, jestem perfekcjonistką (przynajmniej
zawodowo) i perfekcjonizm, maksymalizm mnie zjada.
Perfekcjonistka? – a
co robię w więzieniu?
Chyba za szybko
biegłam, przeskakiwałam stopnie, których nie powinnam pominąć – znów zawodowo.
A osobiście? Właśnie
pomijam jeden z najcenniejszych motywów
mojego życia…
Ale tak naprawdę
jestem Anią z Zielonego Wzgórza, Zosią Samosią, kocham aktywność, przyrodę, psy
i podróże. Wiatr i morze! Nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu, biegnę,
ciągle biegnę i ciągle mi mało wrażeń!
Kocham np. zdrowo i
pięknie żyć, poznawać nowe kultury, języki, ludzi. Mentalnie jestem kobietą
świata – bardzo wielokulturalną i interdyscyplinarną. Kocham sztukę, głównie
użytkową. Jestem z nią związana zawodowo, choć nie do końca… Po prostu lubię
pracować w branży twórczej, kreatywnej, funkcjonalnej dla człowieka – choć sama
nie jestem artystą – przynajmniej zawodowo.
Czegoś ciągle
brakowało mi do spełnienia… teraz mam czas, żeby szukać wszystkich odpowiedzi
na dręczące pytania.
Ciągle nie wiem,
kiedy się zgubiłam, ale wiem, że muszę do tego dotrzeć. Jeśli ja jestem
płynącą w nieznane wartką wodą, to moja
rodzina jest ostoją, skałą – ziemią…Jestem ciągłą podróżniczką.
W ramach zajęć blogowych uczymy
się pisać wywiady – dzięki nim, możecie poznać kilka z nas. Dziś część
pierwsza.
Pani Ania
Jesteśmy na zajęciach blogowych.
Mamy za zadanie przeprowadzić wywiad z osobą nieznaną.
Pani Ania jest wysoką brunetką w
średnim wieku. Pochodzi z Grochowa. Poznałyśmy się na zajęciach bloga
eWKratke.pl.
– Jak Pani się czuje ze swoim
wyrokiem?
– Zostało mi 1 ,5 miesiąca, w
chwili obecnej czuję się podminowana, poddenerwowana, a zarazem szczęśliwa, bo
niedługo wychodzę.
– Ma pani plany po wyjściu?
– Uzyskałam tu emeryturę i po
wyjściu czeka mnie operacja. Zamierzam dużo odpoczywać po operacji i dochodzić
do siebie po odbytym wyroku.
– Czy czeka na panią rodzina?
– Tak, syn, mąż, ogólnie wszyscy
bliscy.
– W takim razie życzę pani
wszystkiego dobrego i szczęśliwych chwil w gronie rodziny.
Safi
Lwica
Mirka jest drobną, młodą brunetką.
– Jak się czujesz ze swoim wyrokiem?
– Mój wyrok jest bardzo długi, postaram się zrobić wszystko,
żeby nie zmarnować pozostałych 10 lat. Mam w planach skończyć szkołę.
– Jaką szkołę byś chciała skończyć?
– Chciałabym skończyć liceum elektryczne. Niestety, w
więzieniu jest to niemożliwe, więc postanowiłam spróbować innych możliwości,
które zaproponuje mi wychowawca.
– Czy chciałabyś podjąć pracę w więzieniu?
– Zamierzam podjąć pracę, po skończonej terapii, wraz ze
szkołą.
– Co zamierzasz po wyjściu?
– Mam 14-letniego syna. Jeżeliby się okazało po wyjściu, że
jestem babcią, to zamierzam wychować wnuki. Rozpocznę normalne życie.
Życzę wszystkiego najlepszego, spełnienia wszystkich marzeń
i szybkiego powrotu do normalności.
Anna
Sylwia
Swoją rozmówczynię po raz pierwszy miałam okazję spotkać na
spacerniaku w tutejszej placówce. Pani Sylwia ma 44 lata, jest ładną, wysoką
blondynką, o pięknym, białym uśmiechu. Na pytanie o dzieci, z ogromnym
uśmiechem odpowiedziała, że jest mamą wspaniałej córki, która pomimo swojego
młodego wieku, świetnie sobie radzi z tą trudną sytuacją, która ją spotkała. Z
radością i ze łzami w oczach ze wzruszenia, powiedziała, że jest bardzo dumną,
spełnioną mamą. Kochająca zwierzęta, sama posiada cztery koty, które traktuje
jak swoje dzieci. Otwierając listy, które dostaje od swojej rodziny, zawsze
musi znaleźć co najmniej jedno zdjęcie swoich pociech (kotków). Widok pani
Sylwii otwierającej kopertę jest bezcenny, z taką tęsknotą do zobaczenia swoich
pociech, która jest nie do pisania. Nawet jak to opowiada, to z takimi
emocjami, że aż łzy się same cisną do oczu.
Pati
Patrycja
Spotykam Patrycję w Zakładzie Karnym na spacerniaku. Jest
inna niż większość poznanych do tej pory dziewczyn. Wesoła, uśmiechnięta,
pogodna. Nie widać na jej twarzy załamania, iż znalazła się w tym miejscu.
Pati jest zadbaną młodą kobietą, mocno stąpającą po ziemi.
Pochodzi z Warszawy.
Z rozmowy z nią wiem, iż ma dwoje dzieci – córeczkę i synka,
za którymi bardzo tęskni.
W obecnej chwili pociechy są pod opieką babci, czyli jej
mamy, która wraz z partnerem Patrycji wspierają ją w tym trudnym miejscu. Muszę
również stwierdzić, iż pomimo tego, że moja rozmówczyni wydaje się być otwartym
człowiekiem, jest na tyle skryta, że nie udaje mi się uzyskać więcej informacji
na jej temat.
Pewnie przy bliższym spotkaniu Patrycja opowie mi wiele
ciekawych historii z jej życia, gdyż tak inteligentna osoba na pewno ma o czym
mówić 🙂
Mam nadzieję, że czas odsiadywania przez nią dwuletniego
wyroku, szybko jej minie i wróci do swych ukochanych bliskich.
-Rico-
Ola
Rozmawiam ze szczupłą, lekko siwiejącą kobietą. Kręcone
włosy związane ma w koka. Zero makijażu. Bardzo spokojna postawa. Nie za
chętnie odpowiada na moje pytania związane z prywatnym życiem, ale bardzo
łagodnie to robi. Jej lekki uśmiech po pytaniu jest jakoś dla mnie czytelny, że
mam nie brnąć w dany temat. Ola jest w Grochowie 3 tygodnie więc nie mogę
wymagać od niej otwartości. Tak naprawdę to zna swoją sytuację sprzed
przetransportowania jej z Kielc. Ma 54 lata, jest z Krakowa i została wyrwana z prywatnej celi, w której
pisała książkę. Jak bardzo zaskoczyło mnie to, że nie jest to książka o
więzieniu, ani o własnej sprawie?
Ola uciekła w świat fantasy, który interesował ją od zawsze.
Z wykształcenia jest historykiem. Bardzo by chciała wrócić na południe Polski,
by być bliżej męża. Świetnie ją rozumiem, bo sama zrezygnowałam kiedyś z
lepszych warunków odbywania kary, żeby być bliżej rodziny. Kontakt z bliskimi to najważniejsza rzecz. Bliscy to
nasz azyl, nasz spokój, nasza przyszłość. To im się ufa i tylko oni nas
rozumieją. Życzę Oli, aby udało jej się jak najszybciej przywrócić spokój
ducha.
To nic innego jak papierowa forma przekazu własnych uczuć.
Kiedy dociera do człowieka, że izolacja od społeczeństwa przestaje mieć
znaczenie przy wymiarze bólu izolacji od bliskich, wtedy zaczyna przygniatać
świadomość 2 godzin regulaminowego widzenia z rodziną plus codzienne rozmowy
telefoniczne po 5 minut. Optymista uczepi się słów „codzienne rozmowy”,
pesymista „5 minut”. Niektórzy dopiero tutaj pewne rzeczy rozumieją, do
niektórych dopiero „coś” dociera, bo trzeźwieją?
Jeżeli wyrok porównać do dystansu, to chyba nie ma nigdy
etapu, w którym wystarczałoby godzin i telefonów. Ja wiem, że więzienie to
kara, że powinno boleć, byś tak dostał w tyłek, by tu nie wracać. Masz tęsknić,
przewartościować życie, zrozumieć, przemyśleć i przede wszystkim ZOBACZYĆ ile i
co straciłeś. ZOBACZYĆ I POCZUĆ. Każdy dźwiga indywidualną tragedię, różnie się
to przechodzi, ale wszyscy mogą przelać na papier myśli, lęki, zapewnienia Dla
niektórych to pierwsze podejście do bycia szczerym, prawdziwym. Listy
wyzwalają. Niekoniecznie trzeba do tego podchodzić jako jedynej formy monologu
z tego miejsca. Niektórzy przecież tylko piszą, co potrzebują, ale często
słyszę, że dają możliwość „powiedzenia” tego, czego by się w oczy nie
powiedziało, że zdejmują wstyd i otwierają serce. Są listy spowiedzi i listy
bólu. Gdyby człowiek z tyłu głowy nie miał świadomości, że jest cenzura – może
jeszcze więcej by napisał? List to wyciągnięcie ręki na zgodę, to „rysunek” dla
dziecka, walentynka dla ukochanego. To miłość do rodziców czy rodzeństwa, gest
przyjaźni i terapia oczyszczająca. Kartka to łącznik z tamtym światem Łącznik
sumienia z sercem Łącznik z najbliższymi.
Było wiele sytuacji, do których pasowałby poniższy
artykuł; kiedy ludzie stąd wychodzą, kiedy żegnają się z dziewczynami, kiedy w
kilka „sekund” zostaje wprowadzone bezwzględne dożywocie, kiedy jest „głośna” sprawa,
czy mowa o stygmatyzacji, łamaniu prawa, dyskryminacji, kolejnej wydanej
książce byłej skazanej/ skazanego, czy po pojawieniu się świetnego artykułu w
Newsweeku Elżbiety Turlej…. ale właśnie dziś pomyślałam że….
Bardzo lubię podkreślać, że więzienie jest
dla ludzi. I nie ważne, że przebywam w nim „naście” lat i te lata zmieniły
mnie, ale nie moje zdanie, że ten „przybytek” jest dla ludzi.
Nie mam pewności, ile osób wchodzi, by poczytać z
ciekawości – ciekawości tego miejsca i ludzi z niego, ciekawości umysłu tych
ludzi, tego, co mają do powiedzenia, a może pocieszenia się, że mamy od kogoś
gorzej? Bo mamy! I jeśli to miałoby być przestrogą – to zawsze się „pocieszaj”
i staraj się żyć tak, by tu nie trafić.
Ale zdarzają się w tym miejscu i takie sytuacje, no nie jak z filmu i
nie wiem też czy typowo więzienne, ale coś mi dzisiaj przypomniało pewna
rozmowę. Zdajecie sobie z tego sprawę, że skazany tak naprawdę mało ma do
powiedzenia, z kim siedzi? Oczywiście zdarzają się „wyjątki” (czyt. skazane), które
przychylniejszym okiem są traktowane, siedzą w lepszych składach, Celę, o
której chcę napisać, to chyba
przypadkowo stworzono.
Nie ma więzienia, gdzie dziewczyna z dużym wyrokiem
nie byłaby niepokazywana palcem, to jest nagminne, a już dożywotkę to szczególnie
się pokazuje. Z racji lat odsiedzianych, coraz mniej mnie zaskakuje, mam nawet
takie głupkowate porzekadło „mnie to nawet dowódca w ciąży nie zaskoczy” (na
ogół przy słowie dowódca, pada jednego nazwisko, którego rzecz jasna nie mogę
podać 😊).
Ta sytuacja –
rozmowa, jakoś często do mnie wraca. Polubiłam te dwie osoby i tak naprawdę
g…no mnie obchodziło, ile było prawdy w tym, co pisały gazety, a już najmniej
to, co mówią inne osadzone. O każdym tu gadają i nawet sama daje się wkręcać w
tego typu gadki, w tym, co chcę napisać była ważna TA chwila, TA rozmowa, TO
zwierzenie.
Patrzysz na
osobę, która nie ma końca kary i człowiek się zastanawia nad wieloma rzeczami:
dla kogo ona trwa?, co ją napędza by codziennie wstawać?, czy ma nadzieję
każdego dnia?, a może żyje tylko do śmierci bliskich? Czy ktoś w jakiś
delikatny sposób o tym próbuje się dowiadywać?…i w tym wszystkim te
zaostrzenia rządu…
Podczas
rozmowy, której byłam świadkiem na niektóre pytania, odpowiedzi padły. W
absolutnej ciszy – bo człowiek z jednej strony chce tego posłuchać, a z drugiej
siedzi cicho, bo nie wiadomo co zrobić.
Dwie
imienniczki, dwie prawie rówieśnice, dwie historie, dwie tragedie. Obie jakby z
wyrokiem śmierci… Jedna i druga z ogromnym ciężarem smutku, osamotnienia, tęsknoty,
strat, grzechów i – w zależności od dnia – z większą lub mniejszą nadzieją.
Nie tak ważne
w tej rozmowie było to, co dźwigają, lecz co jedna powiedziała drugiej.
Widziałam pierwszy raz takie zaskoczenie na twarzy. Osoba, która pierwsze
podejście do wokandy ma po ćwierćwieczu pobytu w więzieniu, słyszy, że ktoś by
się z nią zamienił. Nie na bagaż, ale na sytuację, na możliwości. W tamtym
momencie miałam wrażenie jakby gęstniało powietrze, że cisza boli jak krzyk i
że tamta postradała zmysły.
-„Proszę,
zakończmy ten temat, bo żadna z was nie jest w stanie zrozumieć, co znaczy nie
mieć końca kary” – docierają do mnie słowa.
Nigdy
wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, człowiek skupia się na swoich
problemach, swoje wypłakuje, ze swoimi się śmieje. Nigdy też przedtem nie
zwróciłam uwagi na to, że ludzie na tą osadzoną patrzą przez pryzmat wyroku. O
kimś innym powiedzą, że siedzi za zabójstwo, czy udział w nim, a o niej, że
jest dożywotką. Przemyślenia przerywa mi opowiadanie tamtej drugiej o swoim cudownym
dzieciństwie, rodzicach, całej gamie dobrego życia jako jedynaczka i to, jak
wszystko zaczyna się sypać przez jeden wypadek, który został spowodowani nie
przez nią.
Wypadek,
który jest pierwszym puzzlem „domina śmierci”. Pierwszym, który uderza w jej mózg,
kręgosłup, przykuwa na prawie rok do łóżka, z sali szpitalnej robi dom; w
którym rodzice przepłakują dni, miesiące. Umiera pierwszy rodzic, choć głowa
siada, ten cios stawia ją w pion. Wychodzi o własnych siłach, by ……..pochować
za chwilę drugiego rodzica. Nie jest sama, na drogę dostaje glejaka. Może się z
nim zaprzyjaźnić na tylko kilka lat lub podjąć operacji, która ponownie
zatrzyma ją w szpitalu, nawet na zawsze – tak jak w przypadku tamtej
dziewczyny, nigdy nie wiadomo, kiedy to „na zawsze” ma swój koniec. Chciała się
z tą dziewczyną zamienić tylko i wyłącznie, by móc widywać bliskich. Później
padały jeszcze mocne słowa, szczere wypowiedzi, cholernie smutne z obu stron,
ale było to zbyt prywatne; nie chciałabym powodować niepotrzebnych komentarzy
dla żadnej z nich.
Jedna, jak
się domyślacie do dziś siedzi, druga na wolności. Nie mają ze sobą kontaktu,
choć tamta o tej pamięta. Pisze, ale bez adresu zwrotnego.
W zasadzie to
mnie bardziej interesował wniosek po rozmowie, jak powierzchownie się pochylamy
nad drugim człowiekiem. Że tak naprawdę to większość informacji posiadamy z
oddziału lub mało życzliwych osób. Jak bardzo oceniamy i szybko przekreślamy, a
jak słyszymy taką rozmowę, która wypada z ramek naszej wyobraźni, to pozostaje
jedynie echem w nas.
Widuję tą
dziewczynę i nie raz mam ochotę zapytać, co u niej, ale tak między nami – to
głupio mi się przyznać, że fakt bycia świadkiem tamtej rozmowy zawstydził mnie.
Chyba potrzebowałam tego wysłuchać dla siebie jako skazanej, ale też jako
człowieka. Uświadomiłam sobie jak bardzo wygodnie się idzie w grupie, a jak
trudno jest mieć odmienne zdanie. Jak ciężko lubić kogoś, kogo większość
odrzuca – tu należałoby się zastanowić, z jakich naprawdę powodów?
Człowiek przy
takich tragediach robi się malutki, współczuje jej, ale robi się bezradny do
ogromu sytuacji… Dziś wiem jedno: bardziej doceniam to, co mam i mniej
narzekam.
Kocham Was
moi bliscy, dziękuję, że Was mam, że mogę być sobą, że nie muszę się przed Wami
tłumaczyć, dlaczego ją lubię… To, Wy mi dajecie wiarę w ludzi, każdemu należy
się druga szansa…
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
Chciałam przede wszystkim podziękować za wszystkie
komentarze i miłe słowa; ale jestem też wdzięczna tym, którzy jedynie czytają z
ciekawości.
Nasz blog „podumiera”.
Coraz mniej po mojej stronie dziewczyn chce się otwierać lub dzielić własnymi
odczuciami, ale też po Waszej, małe grono interesuje się co z nami, co u nas…
Dlatego
tym bardziej to GRONO pozdrawiam! Wszystkich razem i każdego z osobna:
– uściski dla Kasi Sawko;
jestem wdzięczna za chwilę luxusu
– dla Igora Wysockiego,
Krzysztofa Szczecińskiego, Pawła Szczepaniaka i Alesi Diewy jednokierunkowej
drogi do szczęścia (gdzie indziej się będziemy rozpychać łokciami 😊)
– z okazji urodzin
(01.08.) dla Mileny Zawistowskiej najlepsze życzenia, jesteś kochanym
człowiekiem. Chwytaj dzień.
– dziękuję za tyle lat
wsparcia i bycia przy mnie Ewie z Gorlic. Ukochaj dzieciaki i męża😊
– Natalcia! Pozdrawiam i
jesteśmy w kontakcie
– ogromne podziękowania
dla Martyny Tutkaj- brakuje mi głośnego śmiechu, ale ważne, że żyjesz
– ściskam wszystkich
fanów fundacji Dom Kultury!!!Dzięki Wam piszę!
– ale najbardziej
wzruszyłaś mnie Ty – Aniu Bony! Dlaczego nie dałaś znaku, że Ty to Ty? Mam
nadzieję, że wszystko Ci się ułożyło i jakoś się tam wiedzie? Bądź szczęśliwa
na własnych warunkach, miło było się przekonać, że to Ty Lolu-całusek, pa.
Nie jestem wstanie nic
Wam ofiarować, ale wiedzcie o tym, że każde zdanie to namiastka wolnościowej
pamięci, namiastka swobody, że nie jestem oceniana, przekreślana…Namiastka
tego, że ktoś przy/ dla mnie jest.
Bądźcie zadowoleni z
każdego dnia na wolności, z każdej chwili, kiedy nie odczuwacie osamotnienia, z
wypitej kawy w czyimś towarzystwie, miłym zapachu, dźwięku, widoku. Śmiejcie
się, ile już za Wami, cieszcie się, ile jeszcze przed. Każdy dzień po tamtej stronie
wart jest nienarzekania…
Większość ludzi mówi, że w więzieniu jest tak dużo czasu, że
tylko uczyć się języków, ćwiczyć i czytać dobre książki. Że osadzony tylko sobie
leży, ogląda filmy w TV lub na DVD, gra na plejaku – jednym zdaniem nie
doświadcza kary, tylko odpoczywa. Kiedy Minister Sprawiedliwości nakazał
więźniom pójść do pracy, w zakładach dzielono etaty na pół, by więcej było osób
zatrudnionych. Czyli u niektórych zmniejszył się czas tego leżakowania i
patrzenia w TV.
Ja patrząc na to z tej strony stwierdziłabym, że większa
liczba osób otrzymała szansę na podjęcie pracy (osadzony dąży do robienia
czegoś!) Jedni idą dla zabicia czasu, drudzy, by spłacać zadłużenia, a jeszcze
kolejni, by odłożyć coś na wyjście. Ktoś, kto jest zabiegany i nie ma na nic
czasu, może nie zrozumieć, że za dużo czasu może zabić. Pamiętam swoje
„początki”, jak nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Sięgałam wtedy po jakąś
książkę, by tylko wlepiać się w jedną kartkę, bo myśli się kotłowały w mojej
głowie. Książka w ręku to taki znak do nieprzeszkadzania. Nie wypada gadać do
kogoś, kto czyta – prawda? I tak się siedzi z pochyloną głową, a czacha dymi.
Nie wiesz, czy nie przekreślą cię najbliżsi, czy nie zawiodłeś ich na tyle, by
chcieli cię odwiedzać, dlaczego zraniłeś?, po co tam byłeś?, czy nie masz
rozumu?, czy ty chciałbyś znać kogoś takiego?. Gotujesz umysł, tniesz mózg,
czasu się nie cofnie. Czegoś już nie naprawisz, czegoś już nie wytłumaczysz.
Lata mijają, rodzina cię nie zostawia – pomimo wszystko. A ta czacha dalej
dymi. Na ile im jeszcze wystarczy sił? Powinieneś być po tamtej stronie, przy
nich, pomagać im, a nie oni tobie…. Dymi, dymi…. Spotykasz na swojej drodze
ludzi, którzy tobą gardzą, bo brałeś udział w tym czy w tamtym. Nie pozwolą, by
rana się zabliźniła. Zastanawiasz się, ile mają racji.
Droga jest jedna, tego nie możesz zmienić. Obok tych, co
„opluwają”, są też tacy, którzy wyciągają do ciebie rękę, chcą ci pomóc, nawet
polubią. A głowa analizuje, czy oni wiedzą, co zrobiłeś? Czy możliwe by
uwierzyli? Dostrzegli zmianę bądź dążenie do niej. … dymi… Tylko praca,
zajęcia, może nawet terapie zajmują głowę. Dużo wolnego czasu niszczy.
Stosunkowo niedawno, w bardzo krótkim odstępie czasu, usłyszałam, że
„na start zakładam najgorsze”, „że zbyt dużo we mnie pesymizmu”, że „w taki
sposób nie będę szczęśliwa”, „żeby pomyślała trochę o sobie” i jeszcze klika
innych mądrych stwierdzeń.
W krótkim odstępie czasu dwie osoby się na mnie uwzięły? 🙂
Wiem, że nie chcą źle – nawet bardzo im za to dziękuję, bo wyczuwam
troskę. Ale niekiedy trzeba „za kogoś” pomyśleć, może to trochę krzywdzące,
może bolące, ale ile razy się mówiło” „poboli i przestanie”. W życiu każdego
człowieka pojawia się taki dylemat – co zrobić, by jak najmniejsze były szkody,
emocjonalne, uczuciowe. Jak coś przekazać, by być właściwie zrozumianym, że
choć robię coś wbrew sobie i danej chwili, to robię coś według siebie dobrego?
Kiedy moje dobro przestaje być dobrem drugiej osoby? Czyt to właśnie wtedy,
kiedy zakładając najgorsze podejmuję daną decyzję?
Więzienie odbiera mi szaleństwo w decydowaniu. Czy w ogól ktoś by mi
uwierzył, że robię tu, co chcę? No właśnie….
Ale dziś nie zakładałam, tylko zdejmowałam. Moje myśli płynęły tylko
w dobrą stronę, ogarniało mnie szczęście i legalnie chciało mi się żyć! Wybyłam
się pesymizmu. Niepotrzebne myśli, złe fluidy gdzieś sobie odleciały.
To ktoś pomyślał o mnie. To ktoś podał mi dłoń…, nawet dwie :).
Dzisiaj zażyłam hawajskiego masażu! I nie przeszkadzało mi, że odbywa
się to na więziennej świetlicy, że słyszę głosy dziewczyn, które przecież
przyszły ze mną na te zajęcia. Nie czułam tego specyficznego, więziennego
zapachu, tylko olejek kokosowy. Poddałam się tej chwili, zatęskniłam za
obrazami, dźwiękami, zapachami, za tym, co znałam i za tym, co mogłabym jeszcze
przeżyć…. W tej chwili, gdyby ktoś „pierdyknął” przede mną na kolanko – to by,
się zgodziła :). A jeszcze jakby miał bukiet uwielbianej przeze mnie natki….
Hmmy!
Tak bardzo tej chwili potrzebowałam, że przepraszam wszystkich,
którzy mnie teraz nienawidzą za ten luksus. Raz nie znaczy zawsze…
Pozdrawiam, Pełnoletnia
Warsztaty hawajskiego masażu lomi lomi w więzieniu prowadziła Kasia
Sawko, która na co dzień zajmuje się „stolarką dla kobiet i nie tylko” i
prowadzi warsztat „Wióry lecą”. „Potrzebowałam
odmiany od piłowania desek i życia z wiertarko-wkrętarką. Masaż lomi lomi jest
bardzo czuły, delikatny i pozwala nosić piękne pareo, więc się wkręciłam
Bardzo się cieszę, że mogłam się podzielić z dziewczynami
chociaż odrobinę. Dostałam bransoletkę od Pełnoletniej na koniec, bardzo mnie
to poruszyło”.
Moim największym marzeniem jest móc przytulić moje ukochane
wnuczki, które na dzień dzisiejszy są sensem mojego życia. Cieszy mnie fakt, że
ten czas jest już bliski. Będę je rozpieszczać i tuczyć jak Baba Jaga Jasia i
Małgosię.
Jeszcze jednym, ale drugoplanowym marzeniem jest wyjazd do Peru,
abym mogła się wyciszyć, uspokoić emocje, zrobić bilans sama ze sobą.
Ryba
Największym moim marzeniem jest (w chwili obecnej) spędzić letnie
miesiące po drugiej stronie muru. Wsiąść w samochód/na motor i … pojechać
daleko przed siebie.
Poczuć wiatr we włosach, promienie słońca na twarzy, ciepły
deszczyk, tęczę na żywo, wschody i zachody słońca na plaży – być wszędzie,
tylko nie tutaj! Pozdrawiam wszystkich wakacjuszy, he, he, he!
Bella
Jak każdego więźnia – moim marzeniem jest po prostu wyjść na wolność. Nie wiem, czy w moim przypadku nie lepiej by było napisać – moim marzeniem jest dożyć wyjścia. Ale jak już będzie mi to dane, to spełnię swoje kolejne: zjem obiad z bliskimi, pójdę z nimi na spacer, nacieszę oczy obrazami, kolorami, uszy dźwiękami. Wezmę psa ze schroniska i pomarzę o wyjeździe. Kiedyś uwielbiałam jeziora, ale teraz jak byłoby mi dane, to pojechałabym w góry. Tutaj lubię samotność – bo jej nie mam, tam pojechałabym z bliskimi. Moi rodzice są po rozwodzie wiele lat, nie rozmawiają ze sobą – więc dorzucam marzenie, by pojechać gdzieś z nimi razem. Oni pewnie by wybrali morze. Wszystko jedno gdzie – aby tam, aby z nimi, aby daleko stąd.
Myślę, że jest to zależne, z jakiej perspektywy na to patrzeć. Bo jeśli bym nie popełniła wykroczenia jakiego dokonałam, to oczywiście, że nie powinnam siedzieć więzieniu, tylko żyć jak prawo nakazuje: jak normalny, cywilizowany człowiek. Ale niestety, pech tak chciał, że jestem niepokorną osobą i trzymałam się zdania: „Pier ……ę system, w tym jestem Mistrzem”. I tak też po raz kolejny, bezmyślnie ten oto system złamałam i dlatego ponoszę konsekwencje swoich czynów.
System naruszyłam jazdą samochodem bez uprawnień i pod wpływem alkoholu, choć już miałam wcześniej wyrok dwa lata zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Wyrok, który został wprowadzony względem mnie, jednak złamałam i po raz wtóry jechałam: nie dość, że bez uprawnień, to i pod wpływem alkoholu. I obecnie ponoszę konsekwencje swojego czynu.
Uważam, iż słusznie odsiaduje swój wyrok, bo twierdzę, że powinno być jak najmniej pijanych kierowców czy też po innych używkach. Dopiero jak osoba trzeźwa zdaję sobie sprawę, że mogłam zabić człowieka czy też jakieś zwierzę, prowadząc po alkoholu. Bogu dzięki, że do tego nie doszło, gdyż tylko uderzyłam w mur i ani mnie, ani pasażerowi nic się nie stało oraz że nikogo nie było w okolicy. A naprawdę było nieciekawie, bo straż pożarna musiała rozcinać drzwi, bo się zakleszczyły i różne płyny wyciekały spod auta.
Jakaś część ludzi osadzonych dopiero w trakcie odbywania kary pozbawienia wolności zastanawia się, jak duży popełnili błąd. Ale niestety, jest już za późno i czasu się nie cofnie, a konsekwencje swoich czynów trzeba ponieść. Taki już los.
Wiem na pewno, że już nigdy więcej nie powielę swojego czynu, ponieważ nie chcę ponownie trafić do więzienia. Aby to był już mój ostatni raz, więc wszystko w moich rękach
Uważam, że nie ma usprawiedliwienia na takie zachowanie, choć wiele osób się usiłuje tłumaczyć: bo to, bo tamto, ale każdy, wie co robi i powinien się kontrolować. Wiele osób się może ze mną nie zgadzać, lecz ja będę przy tym trwać.
Myślę, że to by było na tyle, bo można jeszcze sporo o tym pisać, ale po co zanudzać. Jedyne co mogę dodać, to aby nikt nie był taki głupi, żeby ponownie łamać prawo, bo wtedy i tak trafi do więzienia, Prędzej czy później. Życie na zewnątrz, na wolności jest więcej warte niż moment głupoty.
Pozdrawiam,
Ewenement
♦
Kiedyś przeczytałam że śmierć jednej osoby to tragedia, a śmierć kilku to statystyka.
Brałam udział w zabójstwie jednej osoby, czyli jestem współpracą tragedii. Tragedii bliskich tej jednej osoby, tragedii moich bliskich. Zostałam skazana z artykułu 148 §1 kk, który przewiduje karę pozbawienia wolności od pojedynczej cyfry do dożywocia.
Powinnam przez to wszystko przejść, przez co przeszłam – ale dlaczego moja rodzina musiała doświadczyć przykrości? Dlaczego cała nienawiść do mnie została przelana na moich najbliższych? Tak jak większość z Was nie interesuje, co mnie tu spotkało, jak zaczynałam dopiero odbywać karę, tak mnie boli, że inni cierpieli i cierpią przeze mnie. To też jest tragedia.
Wystarczy że ja im przyniosłam wstyd, nie trzeba ich dobijać.
To ja powinnam ponieść karę.
To ja powinnam siedzieć więzieniu.
Pełnoletnia
♦
Pozbawienie wolności powoduje nieuniknione szkody: izoluje społecznie, ogranicza potencjał, przerywa więzi rodzinne. Tragizm sytuacji polega na tym, że podstawowe narzędzie za pomocą którego radzimy sobie z osobami budzącymi w innych ludziach przerażenie, udaremnia zarazem ich resocjalizację.
Izolując więźniów od społeczeństwa, sprawiamy, że więźniowie czują się jak w pułapce. Kara więzienia to kosztowny sposób czynienia ludzi jeszcze gorszymi. Trudno uwierzyć w ten system, gdy się go pozna od środka.
Żeby wszystko było jasne: nie podchodzę do czynów, które popełniłam, zupełnie bezkrytycznie, ale karanie nas izolacją i skazywanie na ostracyzm społeczny nie spełnia swojej resocjalizacyjnej roli.
Zajęcia z pisania eWKratke to możliwość poznawania wciąż nowych osób: ktoś wychodzi, ktoś odjeżdża do innego zakładu, ktoś dołącza do grupy. Dlatego co pewien czas publikujemy sylwetki naszych dziennikarek.
♦
– Jak teraz zamkniesz oczy – o czym myślisz?
– O swoim wnuczku i dzieciach.
– Co według ciebie jest najfajniejszego w byciu dzieckiem?
– Jest to coś wspaniałego, jest się rozpieszczanym, ma się dużo zabawek, bo się dużo dostaje. Ojciec mi tyle rzeczy kupował i chciałabym wrócić do czasów dzieciństwa.
– Czy chciałabyś takiego życia, jak miałaś sama, dla wnuczka?
– Zdecydowanie tak! Jest śliczny, nie da się go nie kochać.
– Przed czym chciałabyś go uchronić?
– Przed narkotykami, bo znam z doświadczenia straty, jakie przynoszą.
Rozmawiałam z Basią, naszą świetlicową, z którą chodzę na różne zajęcia. Jest to 55-letnia babcia, uśmiechnięta przez całą rozmowę. Basia pochodzi z Ochoty i jest tu (w więzieniu) już trzeci raz. Z siedem miesięcy opuszcza Z.K. I pragnie zabrać wnuczka na plac zabaw.