To, co moje

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Odkąd sięgam pamięcią wieś była miejscem, gdzie czułam się doskonale, bez ograniczeń mogłam oddychać pełną piersią. To cudowne uczucie wyjść przed dom, pochodzić boso po porannej rosie, nacieszyć oko soczyście zielonym lasem, wsłuchać się w śpiew ptaków, zjeść wspólny posiłek na tarasie… Takie wspomnienia zostały mi z dzieciństwa, tak wyglądał mój dom rodziny. A taras, o którym wspominam, zresztą tak jak cały dom, zbudował mój ukochany Tato.

Niemal 20 lat mieszkałam z rodzicami na wsi, a od bardzo młodego wieku zaczęłam pomagać w gospodarstwie. Myślę, że nieodzownym elementem wsi jest właśnie gospodarstwo. Takie, gdzie w oborze stoją krowy, psy gonią swoje ogony, a kury znoszą jajka, czasami nawet gdzie popadnie. Piękny obrazek, taki mój. Często, kiedy nie mogę zasnąć, albo gdy ciągle zamknięte drzwi więziennej celi wywołują atak lęku czy paniki, staram się włączyć retrospekcję uczuć, wspomnień, cudownych chwil, których nikt nigdy mi nie zabierze. Myślę wtedy o Tacie, który tulił mnie do siebie, gdy kolejny raz byłam chora. Razem słuchaliśmy „Jolki” Krzysia Cugowskiego. Miałam wtedy może 6 lat, kompletnie nie rozumiałam słów tego naszego ulubionego przeboju. Tatuś nauczył mnie wszystkiego, co dobre, niezbędne w codziennym życiu. To on zaraził mnie miłością do szachów, nauczył jeździć na rowerze, a później i samochodem. Dzięki niemu mój system wartości jest dobrze rozwinięty i nie kuleje. Dziś, dzięki niemu, mam tak piękne wspomnienia, których kurczowo się trzymam. Idę do przodu, by kiedyś wrócić do domu rodziców i podziękować Ojcu, bo jak dotąd, będąc na wolności, nigdy nie miałam na to czasu.

FOTOGRAF

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

5 fotografii Eveline # To, co o mnie # Rodzina – Miłość #

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

5 fotografii – nie, to będzie rozpiska, ,,Ziomeczki’’. To moja ukochana rozpiska. Należy do mojej przyjemności.

Rozpiska ,,Ziomeczki’’ to nic innego, jak spis bliskich mojemu sercu osób, ale… z nutą uśmiechu, zaskoczenia i dobrego humoru.

  1. Tomasz

Punkt Tomaszek dotyczy mojego narzeczonego. Pewnie jesteście ciekawi, jak się poznaliśmy ☺. Otóż byłam na próbie teatru do spektaklu ,,Jaskinia Filozofów’’. Początkowo trochę Tomka olałam, ale w końcu pochwyciliśmy się wzrokiem i zaczęliśmy rozmawiać. Jedno z pytań, które mu zadałam dotyczyło pasji, ponieważ kocham ludzi, którzy mają swoje ,,zajawki’’. Powiedział ,,jestem kierowcą rajdowym słuchającym romantyczne ballady’’… Hmm… Jako, że ja kiedyś przecież też śpiewałam, to wzięłam go za rękę – nie wiem, co we mnie wstąpiło! – i powiedziałam ,,chodź do biblioteki, co coś ci pokażę’’. Tomek poczuł się wówczas odrobinkę nieswojo, jak mi potem zdradził, pomyślał sobie ,,taka fajna dziewczyna, a od razu przechodzi do takich rzeczy…’’ Ale…poszedł za mną.

Znaleźliśmy się więc w tej bibliotece, gdzie mu zaśpiewałam ,,Kołysankę dla Nieznajomej’’ zespołu Perfect. Tomek stwierdził, że w życiu nie spotkał takiej pokręconej wariatki… I jesteśmy razem do dziś. To już 3 lata.

Tomasz – osoba o wielkim sercu, po prostu dobry człowiek. Nawet moja rodzina nie wierzy, że trafił mi się ktoś tak wyjątkowy. Kocham go przeokrutnie, bo jest moim najlepszym przyjacielem. Wspiera mnie, motywuje, a jak trzeba to ochrzani. Pragnę dla niego wszystkiego, co najlepsze.  Oddałabym mu wszystko, co mam. Może to głupie, bo jak to mówią ,,facetom nie można do końca nigdy ufać’’, ale on skradł moje serce. Ma wady, jak każdy, ale prawie w ogóle się nie kłócimy… choć czasem nie rozumiem, jak to możliwe. Pewnie to kwestia dobrej komunikacji. Czasem, jak na niego patrzę, to myślę, że jestem prawdziwą szczęściarą.

Wybrałam go na wzór mojego taty. Bardzo mi go przypomina z charakteru. Jest spokojny, opanowany i wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko.

Prosty przykład: po 3 tygodniach znajomości powiedziałam mu, że jeśli będzie się nam super układać, to będzie miał 2 lata, żeby mi się oświadczyć… Tak, wiem, że w tym momencie każdy by uciekł ☺ Dałam mu więc wybór, jeśli się nie zgodzi na taki układ, to droga wolna. Może sobie pójść…zostać. Uczynił to – pokazałam mu, jaki pierścionek mi się podoba – nie byłam zaskoczona, gdy po 3 tygodniach poprosił mnie o rękę.

Oczywiście usłyszałam od wielu osób, że to na nim wymusiłam. Nie sądzę, żeby tak było. Tomasz jest ugodowy, ale jeśli czegoś nie chce, to tego nie zrobi – proste. Tomek pokazał mi i udowodnił najważniejszą rzecz: gdy facet chce, to nie odpuści i będzie się o Ciebie starał. Jeśli facetowi zależy, to da z siebie wszystko, a jeśli nie daje… no cóż, możesz łudzić się dalej, ale to słabo rokuje. Nie da się nikogo zmusić do miłości. Smutne, ale taka jest prawda. Dlatego dostrzegaj to, co masz wokół siebie.

  1. Kasia

Kasia jest dla mnie, jak siostra. Też mamy swoje kłótnie, nieporozumienia, ale bardzo się kochamy i dbamy o siebie, bo wiemy, jak ciężko buduje się taką relację. Znamy się od 1995 roku, a przyjaźnimy się od 2000 r. Jako nastolatki uwielbiałyśmy układać choreografię do ulubionych piosenek. Potrafiłyśmy godzinami się przebierać w ciuchy naszych mam. Działo się, ale mamy co obie wspominać.

Ech… tyle wspomnień, tyle przeżyć. Tyle lat za nami, a jeszcze więcej przed nami.

    3) Olga

Nikt nie wie, jak to się dzieje, że się przyjaźnimy. Sama czasem się nad tym zastanawiam… Ale tak serio: Olga – ma złote serce, i jeśli trzeba, to przyjedzie po mnie na koniec świata, spełni każdą jedną moją prośbę. Jest wtedy, kiedy jej potrzebuję.

    4) Ciocia Bożenka

Trudno mi z nią być w kontakcie. To ,,krejzolka’’, fashionistka, która często wpada do Warszawy na zakupy. Zna się na technologiach, a jej pasją jest kuchnia. Potrafi upichcić dowolną potrawę z każdego zakątka świata. Najlepsze krewetki? Tylko u Cioci!!! Mhm. Bardzo ją kocham! Można powiedzieć, że w dużej części, to właśnie ona mnie wychowała i przekazała mi wartości, którymi kieruję się do dziś. Nie wyobrażam sobie tego, żeby jej w moim życiu nie było.

      5) Rodzina

Rodzice, rodzeństwo chcą być anonimowi – nie lubią, jak się o nich czyta. Jednak coś o nich napiszę. Kocham ich najbardziej za to, że pokazali mi, czym jest prawdziwa rodzina – oni stanowią dobry przykład. Zawsze mogę na nich polegać, mimo że czasem, szczególnie ja i mama, patrzymy inaczej na różne sprawy. O moim tacie mogłabym wiele powiedzieć. O nim i o miłości do niego mogłabym napisać nie jeden tekst. Jak sobie czasem wspomnę, to nieraz płaczę – nie, nie z powodu facetów czy niepowodzeń, ale dlatego, że tak kocham swojego tatę – jest taki cudowny. Tato jest po prostu cudownym człowiekiem! Nigdy nikomu źle nie życzył, nigdy nikomu nie zazdrościł. Nauczył mnie, że nic nie spada z nieba i na wszystko trzeba ciężko pracować. Zawsze mnie wspiera, jak tylko może.

,,Każdy, kto go poznał, może potwierdzić moje ochy i achy. A kto zna i jego i Tomasza przyzna, że ten drugi jest na podobieństwo pierwszego’’.

Eveline

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

List Blondynki do Syna

„Blondynka”, Hubertus 2010, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Piszę do Ciebie tych parę linijek, żebyś wiedział, że do Ciebie piszę. Jak ten list dostaniesz, to znaczy, że do Ciebie doszedł. Jak go nie dostaniesz, to daj mi znać, wyślę jeszcze raz. Piszę do Ciebie wolno, bo wiem, że nie umiesz szybko czytać. Niedawno tata przeczytał w jakiejś gazecie, że najwięcej wypadków zdarza się kilometr od domu, więc przeprowadziliśmy się kawałek dalej. Jest tu pralka, choć nie jestem pewna, czy się nie zepsuła. Wczoraj wrzuciłam do niej pranie, nacisnęłam guzik i pranie zniknęło. Ale przecież z tego powodu się nie powieszę. Pogoda nie jest najgorsza. W zeszłym tygodniu padało tylko dwa razy. Za pierwszym razem padało trzy dni, a za drugim cztery.

Co do tej kurtki, którą chciałeś, to wujek Piotr powiedział, że jak Ci wyślę z guzikami, to będzie dużo kosztować, bo guziki są ciężkie. Dlatego oberwałam guziki i włożyłam do kieszeni.

Tata dostał nową pracę, chodzi dumny jak paw, bo ma pod sobą jakieś 500 osób – wysiewa trawę na cmentarzu.

Twoja siostra, Julka, która wyszła wtedy za mąż, jest w ciąży. Nie znamy jeszcze płci dziecka, więc nie powiem Ci czy jesteś wujkiem czy ciocią. Jak to będzie dziewczynka, to Twoja siostra chce jej dać na imię po mnie, ale to będzie dziwne mówić na swoją córkę ,,mama’’.

Gorzej jest z Twoim bratem, Jankiem. Zamknął samochód i zostawił kluczyki w środku. Musiał iść do domu po drugi komplet, żeby nas wyciągnąć ze środka.

Chciałabym Ci włożyć parę złotych, ale już zakleiłam kopertę.

Mała

Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl

Moje siódme niebo


Idealna rodzina to taka, jak w serialu „Siódme niebo”. Wiecie, taka fajna, duża rodzina. Świetni rodzice, super rodzeństwo, wszyscy się wspierają.

 Rzeczywistość jest jednak inna niż w TV. Co wcale nie znaczy, że gorsza.

 W swojej rodzinie zmieniłabym tatę, ale nie na innego, tylko zmieniłabym w nim parę cech i wtedy moja rodzina byłaby idealna, jak w tym filmie. Jednak, skoro to niemożliwe, trzeba cieszyć się z tego wszystkiego, co jest dobre.

 Ja cieszę się z mojej Mamy.

 Mama – to kobieta, którą podziwiam za siłę, z jaką pędzi przez życie, za radość, którą ze sobą niesie, gdy dostrzega zawsze te lepsze strony, za wsparcie, które ze sobą przynosi i za miłość, którą cała emanuje.

 Podziwiam ją i jej dziękuję.

 Monika

 

 

 

Rodzina – jaka według mnie powinna być…. WYMARZONA

Oczywiście, że mam wyobrażenie, jaka powinna być rodzina. Taką wymarzoną rodzinę też mam… i najlepsze w tym wszystkim jest dla mnie jest to że taka właśnie jest rodzina,w której miałam szczęście się urodzić i żyć. Już na ten temat kiedyś pisałam i nadal uważam, się za szczęściarę, że “trafili” mi się tacy dokładnie rodzice, tacy dokładnie dziadkowie, tacy dokładnie wujkowie oraz nie inne ciocie, kuzynki czy kuzyni.

Kiedyś podczas rozmowy z moją przyjaciółką, a gadam raczej szybko, zdarzył mi się lapsusik i zamiast powiedzieć “każdy człowiek ma wady i zalety”, padło zdanie “każdy człowiek ma zady i walety”. Moja rodzina – a dokładniej jej członkowie – mają swoje “zady i walety”, ale dla mnie jest to rodzina idealna i bez względu na wszystko nie chciałabym mieć innej.

Małgosia

Moja własna rodzina

Moja rodzina jeszcze pięć lat temu była dla mnie totalną abstrakcją. Dziś jednak jest rzeczywistością. Jest moja własna,jedyna, kochana. Jest Grzegorz i mój mały urwisek Szymonek. Nie wyobrażam sobie życia bez moich chłopców. Są jego sensem.

Chciałbym przede wszystkim, żeby moja rodzina kochała się miłością bezwarunkową, nie za coś, lecz pomimo wszystko. Chciałabym, żeby nie myślała cały czas, 24 h na dobę o hajsie na wydatki, żeby nasza trójka potrafiła rozmawiać o wszystkim, żeby nigdy w siebie nie wątpiła, żeby była bez fałszu, złośliwości, żeby zawsze szła w stronę dobrego bytu, żeby była lojalna, żeby nie krzywdziła ludzi, żeby pomagała tym, którzy tego potrzebują, żeby nie przechodziła obojętnie obok ludzkiej krzywdy, żeby szanowała siebie i innych.

Ilona

Mój pierwszy dzień w więzieniu

1-DSC_0876-001

Zacznę może od tego, że wszystko zaczęło się w zimny grudniowy poranek 2008 roku.

Miałam tedy 19 lat, a więzienia było dla mnie tak odległym miejscem, jak wycieczka na Seszele.

Wielkimi krokami zbliżało się Boże Narodzenie. Mama wydzwaniała do mnie i pytała: kiedy przyjeżdżasz, trzeba pomóc, wiesz, że zjeżdża się cała rodzina. Ale ja, jak zwykle, na wszystko miałam czas. Razem z kolegą spędzałam dni w salonie gier, przegrywając pieniądze na prezenty i łudząc się, że jeszcze wszystko odegram.

Niestety, nie udało mi się wygrać. I wtedy w mojej głowie zrodził się pomysł, że możemy okraść ten salon, podzielić się hajsem i rozjechać do domów, no bo przecież za chwilę Boże Narodzenie. Podzieliłam się tym pomysłem z kolegą, a on oczywiście się zgodził. Nie zastanawiając się na konsekwencjami, przystąpiliśmy do realizacji naszego planu.

Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że usłyszałam tylko: „Policja, na ziemię, nogi szeroko”! I nim zdążyłam się zorientować, już leżałam skuta kajdankami, twarzą do ziemi.

Pomyślałam wtedy: „Boże, jak to się stało?”. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że wypowiadam te słowa na głos, ale musiało tak być, bo w odpowiedzi usłyszałam głos policjanta: „Ty, mała, Boga w to nie mieszaj, posiedzisz parę latek, to na drugi raz się zastanowisz, co robisz”.

Potem wsadzili nas do radiowozu i przewieźli na komisariat. Zadawali pytania „Po co? Na co? Dlaczego? Czy ktoś ci kazał to zrobić?”. Była jak w letargu, nic nie mówiłam. Słyszałam tylko, jak policjanci mówili między sobą: „Nie chcą gadać, będą sanki”. Potem przewieźli nas na noc na tzw. dołek. Następnego dnia zawieźli nas do prokuratury i dowiedziałam się, że „sanki” to tymczasowe aresztowanie i właśnie o to wnioskuje prokurator.

W trakcie przesłuchania nie mówiłam nic, bo tak polecił mi adwokat przyprowadzony przez mojego tatę. Mówił, że będzie dobrze, że wyjdę na dozór policyjny, że zastosują poręcznie majątkowe. Następnego dnia w sądzie okazało się, że starania mojego obrońcy spełzły na niczym. Sędzia powiedział: „Sąd postanawia zastosować wobec podejrzanej środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy”.

I wtedy mój świat się zawalił. Zaczęłam się zastanawiać, jak to będzie. Próbowałam sobie przypomnieć, co znajomi mi mówili o więzieniu, jak trzeba się zachowywać. Po chwili przypomniało mi się, że kiedyś znajomy mi powiedział, że „jak się zjeżdża na puchę, to najważniejsze jest, żeby mieć papiery na to, że się nikogo nie zakapowało”. Jedyne, co przy sobie miałam, to postanowienie z sądu o tymczasowym aresztowaniu i było tam napisane, że w czasie czynności wstępnych odmówiłam składania wyjaśnień, więc pomyślałam, że to wystarczy.

Z rozmyślań wyrwał mnie głos policjanta: „Księżniczko, zapraszam, jedziesz do zamku”. Dla niego było to zabawne, dla mnie troszkę mniej. Stało się, wieźli mnie do więzienia. Była troszkę załamana, ale nie okazywałam tego, musiałam być twarda.

Na miejscu po przebrnięciu przez wszystkie procedury i przeszukani, dowiedziałam się, że idę na celę przejściową.

Postanowienie z sądu trzymałam w ręku i z duszą na ramieniu weszłam do celi przejściowej!

Były w niej cztery kobiety w różnym wieku. Powiedziałam „Cześć” i próbowałam podać im papier, w którym było napisane, że nie jestem kapusiem. Jedna z nich powiedziała: „A po co nam to? Nie chcemy tego widzieć!”. I zaczęła się głośno i serdecznie śmiać. I wtedy pomyślałam: „Chyba nie będzie tak źle!.”

Lexi

Ojciec

1-DSC_0973

Mój ojciec to skończony frajer. Ciągle mu mało krzywdzenia ludzi, którzy byli rodziną i całe szczęście uwolniliśmy się od niego. Choć nie do końca, bo przecież musi znaleźć sobie zajęcie, raz na jakiś czas zjawić się i przypomnieć o swoim istnieniu… Oh życie, życie, czy żeś ty zgrozą?

Czy da się nienawidzić kogoś tak, że samo wspomnienie to ból, łzy i strach…? Oczywiście nie potrafię mu wybaczyć tego, jak zniszczył życie mi, mamie i bratu. Ten strach towarzyszący przez lata. Nie jestem gotowa, by mu przebaczyć, choć modlę się o siłę, by to mi się kiedyś udało. Świadomość, że miałam takiego ojca pozostawia mnie w przekonaniu, że nigdy nie będę chciała partnera, który będzie miał cechy jak mój pseudo ojciec. Albo nie będę miała partnera w ogóle. W duchu się do siebie śmieję, że kupię sobie bujany fotel, kota na kolana , kubek z gorącym napojem. Siedząc na altance z ukochaną mamą, śmiejąc się z życia. Być może takie mnie czeka życie, choć ta wersja mnie nie przeraża, przeraża mnie myśl, że mogłabym wpakować się w gówno, jak moja mama kiedyś, gdy pseudo ojciec miał być kochanym mężem i ojcem, a okazał się frajerem.

Podsumowując: Jak każda kobieta marzę o wspaniałej, idealnej miłości. O partnerze, który by mnie kochał do utraty tchu , a to się raczej nie spełni, pozostaje mi tylko marzyć

Iwona

Moje autorytety

1-DSC_0659

Moimi autorytetami są zwykli ludzie, a może i niezwykli, dla mnie najwspanialsi – moi rodzice. Są dla mnie przykładem pracowitości, odpowiedzialności, miłości i poświęcenia. Mimo iż mają odmienne charaktery, wspaniale się uzupełniają i tworzą cudowną parę. Od kiedy pamiętam, Tata był zawsze od zabierania nas na wycieczki, od tłumaczenia matematyki i opowiadania historii. Do tej pory imponuje mi swoim opanowaniem i spontanicznością. Mama jest przeciwnością Taty. Zawsze reagowała na wszystko emocjonalnie, mimo to jest uosobieniem dobra i odpowiedzialności. Jest wzorem poświęcenia i oddania. Walczy o rodzinę jak lwica, jest gotowa wszystko oddać, aby dzieci i wnuki były szczęśliwe. To jest mój autorytet, dla niektórych może banalny, ale dla mnie największy.

Zastanawiam się tylko, jak mając takich rodziców, można być tak popierdzielonym i tak skończyć.

Miśka30