Jeden dzień w więzieniu…
6.15 – pobudka ( włączają prąd i światło), która mnie średnio dotyczy. Naciągam koc na głowę i śpię jeszcze jakieś 45 minut, dopóki apel nie wyciągnie mnie z niby łóżka.
7.00 – apel (czytaj – liczenie owiec albo baranów, jak kto woli) szybko przychodzi i szybko odchodzi.
7.00 – 10.00 – picie kawy, mycie, granie w gry.
10.00 – 13.00 – wykorzystuję na czytanie książek albo naukę, jeśli akurat mam na to ochotę, czasem piszę listy do bliskich i dalekich.
Około 13.00 – 14.00 – obiad, który albo się zjada, albo zmywa się po nim „naczynia”.
14.00 – 17.00 – człowieku! (możesz czytać, pisać, dłubać w nosie, patrzeć w sufit, drapać się po pośladkach (czytaj: po dupie…), spać. Czyli robisz, co chcesz, choć niewiele robić możesz.
17.00 – kolacja (patrz wyżej – obiad).
18.00 – 19.00 – „Szybcy i wściekli” (szkoda, że nie z Vinem Dieselem), czyli wyścig o to, kto szybciej się umyje.
19.00 – 23.00 – można pooglądać to, co serwuje telewizja, czytać albo pluć i łapać, albo zorganizować zawody wyławiania gluta z wody.
22.00 – światło off.
23.00 – koniec życia, the end.
Małgosia
