Mój patent na to, żeby nie wrócić do więzienia

1-DSC_0051-001

Tak, dożywotniego pozbawienia wolności, bo taki mam właśnie pomysł. Przestępstwo to przestępstwo, a kara być musi, więc po co się rozdrabniać? Nie ma kary śmierci, dlatego jestem aż tak łaskawa… Nie dziękujcie! Tego typu metoda wyeliminuje przestępczość, jeśli nie w całości, to w dużym stopniu…

Jedni powiedzą, że niesprawiedliwie byłoby skazać kogoś za kradzież batonika i kogoś za zabójstwo na taką samą karę i do tego tak wysoką. Ale nikt nie mówił mi, że mam być sprawiedliwa, bo niby i dlaczego. Każdego mogłabym mierzyć tą samą miarką, bo to metoda wygodna i dość w naszym świecie popularna. Przy tym taka kontrowersja sama w sobie stałaby się popularna – a nawet jeśli nie do końca, to przynajmniej zrobiłoby się o tym głośno, a przecież czasy takie, że mało istotne jest, czy coś ma sens, czy nie. Jeśli głośno, to zazwyczaj dobrze i wielu przyklaśnie, nawet gdy bezmyślnie.

Nie o to jednak chodzi, a serca trochę jeszcze mam (nawet jeśli według niektórych wołowego .

Moja metoda w rzeczywistości nie polegałaby na trzymaniu w więzieniach ludzi w nieskończoność, bo to wbrew pozorom bez sensu. Mam na myśli to, aby kara była efektywna, a nie efektowna i tylko pozornie różnica polega na zmianie literowej . Na myślenie w więzieniu każdy ma czas: jedni mają go więcej, inni mniej, ale rzecz w tym, żeby w głowie doszło do przewartościowania. Uważam, że człowiek, który musiałby (np. za kradzież) odsiedzieć dwa lata, ale ze świadomością, że ma na plecach dożywocie, po wyjściu nie wyciągnąłby ręki po cudzą własność. Te przykładowe dwa lata myślenia i przeświadczenia, że nigdy nie wyjdzie, w jego głowie zrobiłyby takie przemeblowanie, jakiego on sam by się nie spodziewał.

2-DSC_0070-001

Może moja nowoczesna metoda przypadnie komuś do gustu – patent oddam lekką ręką . A reszta świata niech się cieszy, że nie jestem sędzią

Małgosia

16 thoughts on “Mój patent na to, żeby nie wrócić do więzienia

    1. Tak szczerze, to nikomu nie życzę ani kary śmierci, ani dożywocia. Pierwsza kara jest czymś ostatecznym, a nigdy nie zagwarantuje w 100%, że podczas procesu ktoś się nie pomylił, ktoś nie skłamał i niewinny może „zawisnąć”, co jak wiemy zdarzało się i to niejednokrotnie, choć nie powinno. Druga kara jest natomiast taką, że nawet jeśli skazany się zmieni, to nie ma zbyt dużej szansy na to, aby to pokazać. Co z tego, że będzie taki bleblał rzeczy typu „zrozumiałem, więcej tego nie zrobię”, skoro takim słowom raczej trudno dać wiarę, no ale jeśli nie ma możliwości udowodnienia czynem, że tak jest, jak mówi, to cóż pozostaje? W sumie to całkiem nieźle rozwiązali sprawę Anglicy – tam skazany na dożywocie (o ile nie ma zaostrzenia kary), dostaje tzw. „licencję”. Wyjść może po na przykład dziewięciu latach i wtedy zachowaniem pokazuje, czy warto było mu szansę dać. Jeżeli przez 9 lat zrozumiał, to próbuje wrócić do życia i przestrzega prawa. Jeżeli nie zrozumiał i na przykład nie tyle zabija kogoś, ile kradnie cokolwiek, to nie organizuje mu się kolejnej sprawy za kradzież, tylko wraca na następne co najmniej dziewięć lat odsiadywać dożywocie. Każdy wtedy sam decyduje za to, co jest dla niego lepsze, ukraść byle gówno i tkwić za to szereg lat w więzieniu, czy zapracować i kupić to, co jest potrzebne. Według mnie jest to lepsze (i jakby nie patrzeć, dużo tańsze) rozwiązanie od naszego polskiego. Trzymać kilkadziesiąt lat kogoś w więzieniu, to kiepski pomysł, bo nawet jeśli dożyje momentu wyjścia, A podatnicy będą dalej na takiego bulić, tyle że wcześniej na więzienia, a później będą na hospicjum albo dom starców – i nie ma znaczenia sama nazwa instytucji. Co do tego, że kara dożywocia byłaby właściwą w przypadku recydywy, to wbrew pozorom nie byłoby to dobre. Jeżeli rozmawiałybyśmy o tym w odniesieniu do kogoś, kto np. zabija, to jedno, ale w stosunku do kogoś, kto np. kradnie, to już inna historia. Weź np. pod dyskusję osobę uzależnioną od narkotyków, która nie radzi sobie ze swoim nałogiem i dokonuje kradzieży, aby mieć za co kupić kolejną dawkę. Spotyka się tu wiele osób, które trafiają za tzw. drobne kradzieże, ale z racji tego, że dzieje się to co jakiś czas, to one są recydywą, Osobiście nie wyobrażam sobie, aby tych ludzi za np. czterokrotne złapanie na kradzieży kosmetyków skazywać na dożywocie. To jest złożona kwestia, nawet nie wiem, czy dałoby się to w jakiś sposób ujednolicić. Jest też zabójstwo i zabójstwo, bo nawet jeśli w efekcie nie żyje człowiek, to sposób, w jaki do tego doszło, może być różny. Już pomijam takie sytuacje, gdy na 25 lat zostaje skazany niewinny człowiek i ktoś może powiedzieć, że takie rzeczy się nie zdarzają lub zdarzają rzadko…. +/- 300 przypadków rocznie to według mnie wcale nie tak mało, bo to średnio prawie człowiek dziennie skazany za coś, czego nie zrobił (nawet jeśli nie każdy na długoletni wyrok, to jednak). Łatwo jest mówić, gdy człowieka coś bezpośrednio nie dotyczy, wtedy można zakładać, co się che i jak się chce. Spojrzenie na dane zagadnienie zależy z jakiej perspektywy patrzymy,
      Pozdrawiam serdecznie,
      Małgosia

    1. No właśnie nie do końca za najważniejszą uznałabym „świadomość braku wolności”. Choć z brakiem wolności człowiek się nie godzi, to nie ona jest najgorsza. Ciężka jest świadomość tego, kogo i co się zostawiło po tamtej stronie i że ani się tego nie naprawi ani nie nadgoni. Perspektywa szeregu lat przed, ale bez wpływu na swoje życie – nie jest to fajne.

  1. Te myślenie wydaje mi się ma polegać tylko i wyłącznie na strachu, a strach z czasem mija. Zapominamy o minusach, na rzecz teraźniejszych korzyści. Ta droga nie prowadzi do nikąd. Patrz USA jest kara śmierci a jak wielka przestępczość.

    1. Absolutnie nie chodzi mi o strach – bo masz rację, ten z czasem mija, mało tego nie zawsze działa. I wcale nie trzeba szukać w Stanach, w Polsce przecież jest kara dożywotniego pozbawienia wolności i w kilku uzasadnieniach padało zdanie, że zasądza się taki wyrok, cytuję: „ku przestrodze dla reszty społeczeństwa”. Jak wiadomo, „przestrogą dla reszty społeczeństwa” się ferowanie tym wyrokiem nie okazało. Gdyby mój post potraktować całkiem serio – czyli każdego skazywać na dożywocie, to nie zakłady karne trzeba by budować, tylko z automatu – domy starców lub hospicja, a to bez sensu. Według mnie – nieuchronność kary swoją drogą, ale wysokość robi swoje. Może właśnie wysokość przede wszystkim, a później nieuchronność. Rozmawiałam z wieloma osobami i przed popełnieniem przestępstwa niewiele z nich miało myśl pt. „pójdę siedzieć”, nawet jeśli czyn był zaplanowany. Inaczej jest gdy (przykładowo) mamy jednego potencjalnego przestępcę X, który dokonuje napadu rabunkowego i skazany zostaje na +/- 5 lat. Nieważne czy dobrze się będzie sprawował i wyjdzie po 2,5 roku czy po pięciu. Siedzi ileś lat, ale wie, że w końcu wyjdzie. I nie wnikamy teraz, czy „poprawiony” czy „popsuty” – wyjdzie i dobrze o tym wie. Jeśli X dostanie dożywocie i przez 5 lat będzie tkwił w więzieniu z myślą, że nie wyjdzie nigdy, to jego mózg cytuję: „nie zapomni o minusach na rzecz teraźniejszych korzyści”. Zakładając, że wytrzyma psychicznie te 5 lat. Wydaje mi się, że na końcu takiej drogi – jaśnieje światełko 🙂 (a że to moje przemyślenia, to muszę dodać, iż mam nadzieję, że światełko w tym teoretycznym tunelu, to nie jest pospieszny z Katowic 🙂 )
      Miłego dnia.

  2. Te myślenie wydaje mi się ma polegać tylko i wyłącznie na strachu, a strach z czasem mija. Zapominamy o minusach, na rzecz teraźniejszych korzyści. Ta droga nie prowadzi do nikąd. Patrz USA jest kara śmierci a jak wielka przestępczość. Chyba bardziej liczy się nieuchronność kary a nie wysokość.

    1. Uzupełniając Twoje refleksje: ja osobiście bym sobie życzyła, żeby kara wiązała się też z zadość ucznieniem. Np. pirat drogowy, który zabił człowieka niechby sprzątał w szpitalu. Co mi z tego, że będzie siedział (jeśli w ogóle, bo raczej sąd da mu zawiasy a ponowne złapanie pirata jest tak samo często spotykane jak jednorożec) i będę go karmić z moich podatków. Wolałabym, żeby kilka godzin w tygodniu pracował właśnie w szpitalu, bo tam brakuje rąk do pracy. Poza tym niech popatrzy na ofiary wypadków i ich rodziny… Może mu coś we łbie zaklika. Jak nie zaklika, to przy recydywie – znowu zamiast paki – sprzedaż auta i utrzymywanie rodziny zabitego (może nie dosłowie tak, ale w ten sens).
      Pijani rowerzyści, jakby tak np. posprzatali miasto albo odśnieżali parkingi dla niepełnosprawnych. Tu też brak rąk do pracy, miasta mają to wszystko gdzieś a potrzeby istneją wielkie. Myślę, że po odbyciu kary tego typu taki jeden z drugim miałby poczucie, że spłacił jakiś dług i teraz jest wolny. Społeczeństwo też by na nich nie patrzyło jak na darmozjadów. Byłoby mniej demoralizacji “więziennej”. Siedziałaby tylko recydywa i naprawdę poważne przypadki (nie przysłowiowe wafelki czy alimenciarze). Miałoby to więcej sensu, także ekonomicznego.
      Najważniejsza sprwa: ja osobiście uważam, że przestępca (no, nie każdy oczywiście, są bowiem przypadki wymagające bezwzględnej izolacji od społeczeństwa, dla bezpieczeństwa ludzi po prostu) powinien dostać realną możliwość poprawy i rehabilitacji. Albo z niej skorzysta (i tym samym społeczeństwo pozbędzie się choć cząstki patologii a karany wróci na normalne tory), albo nie, no to dla takich więzienia mamy gotowe, no i będzie się w nich umieszcząc ludzi już bez skrupułów typu “a może on siedzi za wafelka”.

  3. BK zgadzam się z Panią , uważam że forma bardziej czynnej kary byłaby zdecydowanie lepsza, a nie jak obecnie siedzi taki Człowiek na tyłku i przez większość czasu ogląda telewizję , oczywiście jak ma w celi telewizor…i co my z tego mamy…wychodzi taki nieprzystosowany do życia, zmęczony bo brak ruchu powoduje zastanie się straszne.

  4. Na myślenie w więzieniu każdy ma czas… prawda . Jednak nie mamy wglądu w to co kto tam naprawdę myśli i czy w ogóle myśli . Może tylko na takiego myślącego wygląda … trzeba sprawiać dobre wrażenie bo przecież chce się wyjść . A cudowne nawrócenia zdarzają się niezmiernie rzadko . Szydząc w poście z tych , którzy tu atakują próbujesz się bronić . Myślę , że przydałoby się jednak zachować więcej pokory. Trafiając za kraty straciłaś/straciłyście społeczne zaufanie . Nie ważne czy to był batonik czy próba pozbawienia kogoś życia , motyw za co ,nie jest teraz najważniejszy . Zostałaś/zostałyście osądzone i osadzone i teraz to Ty i pozostałe koleżanki musicie swoją postawą i pracą później na wolności odbudować to zaufanie . Powiem szczerze ,że nawet najgłębsze myśli , najpiękniej dobrane słowa wysyłane zza krat nie są w 100 % wiarygodne. A Twoje “reformatorskie” postulaty dotyczące wyeliminowania przestępczości i zapobiegające powrotom do więzienia są kpiną z czytelników .

    1. Czemu “kpiną”? Jak dla mnie kpiną jest brak elementów “wynagrodzenia” społeczeństwu/pokrzywdzonym za popełniny czyn. Dawniej była nie tylko kara, ale i zadośćuczynienie. obecnie tego brak. A co do postulatów Autorki: kary za niektóre czyny są nieadekwatne. Co mi z tego, że pijany rowerzysta posiedzi? Nic. Wyjdzie i znowu zrobi to samo. Może nawet (prawie na pewno) będzie bardziej zdemoralizowany. Albo z innego podwórka – taki Breivik – zastrzelił kupę luda a teraz kpi ze społeczeństwa i pisze skargi, bo kawa była za chłodna. To jest dopiero kpina!
      Więc gdyby tak poszukać rozwiązań, które by pozwoliły uniknąć tych kpin ze społeczeńśtwa (a z drugiej strony kary więzienia za czyny mało istotne), to wtedy by kpiny nie było, nie sądzisz?

      1. ~bk to w jaki sposób osądza się i jakie zapadają wyroki oraz za adekwatność kary w stosunku do popełnionego przestępstwa zależy niestety od dość niedoskonałego polskiego tzw WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI 🙂 Czyli znowu od ludzi , ale nie tych co siedzą , ale od ludzi w togach którzy ferują wyroki . Ich praca pozostawia wiele do życzenia, margines na ich własną interpretację prawa i ich “widzi mi się” jest chyba zbyt duży – fakt , ale to inny temat do rozważań . Z problemem kosztów społecznych utrzymywania więzień ,więźniów boryka się każde państwo … nie ma idealnych rozwiązań ,choć przyznaję Ci rację ,że u nas mimo wszystko sporo powinno się w tej kwestii zmienić .

        Natomiast to iż taki Breivik , czy nasza tu “reformatorka” piszą ” skargi i zażalenia ” jedno na zimną kawę a drugie na system jest dla mnie właśnie kpiną . 😉

        1. O widzisz, nie ma to jak porozmawiać. Od razu się wszystko wyjaśnia. Prywatnie mówiąc, spkojna dyskusja (czyli wymiana argumentów i przedstawianie przesłanek dla zajmowanego stanowiska – wyjaśnienie dla trolli i hejterów) jest w obecnych czasach czymś rzadkim (niestety) i cennym.
          Pozdrawiam

    2. Jeżeli nie rozumiesz mojego poczucia humoru, to najpierw dopytaj, aby się upewnić. Jeżeli to co powiedziałam uważasz za kpinę z siebie jako czytelnika tego bloga, to Twoja reakcja według mnie jest zbyt emocjonalna! Nie kpię, nie szydzę i absolutnie się nie bronię – w ogóle nie rozumiem skąd taki Twój odbiór mojej wypowiedzi. Gdy się przedstawiłam, wyraźnie zaznaczyłam, ze mam pogięte poczucie humoru i nie każdy musi je prawidłowo odbierać. Więc skoro takiego humoru nie łapiesz to dyskutuj z innymi – prosta sprawa.
      Inna kwestia: czemu dałeś sobie prawo i na jakiej podstawie do mówienia mi, żebym była pokorniejsza? Jeżeli rozmowę ze mną uzależniasz od tego, czy okażę Ci pokorę, czy też nie – toi nie porozmawiamy, bo sztuczna pokora nie jest w mojej naturze. Skoro Ty możesz mówić jak chcesz i co chcesz, to mi też wolno, choć według Ciebie nie działa taka zasada.

      Stwierdziłeś, że „szydząc z tych, którzy tu atakują:, a czy pisząc zdanie „NIE MAMY WGLĄDU W TO, CO KTO TAK NAPRAWDĘ MYŚLI .. MOŻE TYLKO NA TAKIEGO MYŚLĄCEGO WYGLĄDA” – nie atakujesz? To działa w dwie strony, ja też nie mam wglądu, co Ty tak naprawdę myślisz, choć nie powiedziałabym, że jesteś osobą w ogóle niemyślącą.

      Skoro jednak uważasz, że na tym blogu wypowiadają się kobiety, które nie myślą, to co tu robisz? Czy tylko na tle „niemyślących” możesz odgrywać myślącego? Przecież zawsze możesz znaleźć blog, który będzie odpowiadał Twojemu poziomowi intelektualnemu. Nikt nie każe Ci tu tkwić i prowadzić bezsensowne rozmowy. Nie wierzysz w to, co mówię i nie musisz, to sama akurat rozumiem, bo uważam, że nie słowa stanowią o człowieku, ale jego czyny.
      W tej chwili nie mam jednak możliwości swoich planów wprowadzić w życie. Poza tym – nie oszukujmy się – to nie Tobie muszę cokolwiek udowadniać, ani innym czytelnikom, tylko przede wszystkim poszkodowanym, swoim bliskim i sobie. Uważasz, że „MUSIMY SWOJĄ POSTAWĄ I PRACĄ ODBUDOWAĆ SPOŁECZNE ZAUFANIE” – nie musimy, Drogi Ferdydurke, nikt nie może drugiemu człowiekowi czegoś narzucać, jak Ty to robisz. Ważne jest, żebym CHCIAŁA to zrobić i jak już wspomniałam – dla siebie.
      Czym jest to całe „zaufanie społeczne”? Wyjdę, spotkamy się (teoretycznie to mówię!) i nawet nie pomyslisz, że siedziałam w więzieniu, o ile nie zechcę Co o tym pwoiedzieć. Tak samo może teraz być z Tobą (teoretycznie znów!): kto mi zagwarantuje, że za tymi wszystkimi twoimi teoriami nie kryje się gwałciciel, seryjny morderca lub pedofil? Albo „tatuś”, który regularnie bije dzieci, albo szef korporacji, który defrauduje steki tysięcy złotych? A co z tymi, którzy wychodzą, wyjeżdżają, jak najdalej stąd i nie tłumaczą się społeczeństwu z niczego? Też niezłe rozwiązanie, prawda? Wypinają się na tutejsze „społeczne zaufanie” i żyją po swojemu wśród ludzi, którym prezentują nowych siebie – też można!
      Pozdrawiam, Małgosia
      P.S. To co mówię, to nie skarga, ani zażalenie na system… raczej własne oprogramowanie 🙂

  5. Czy nikt z komentujących ten wpis nie zauważył, że jest on czymś w rodzaju pastiszu? Autorka w sposób dobitny, ironiczny i bardzo bezpośredni chciała odnieść się do komentarzy, które są tutaj wypisywane. Komentujący (w większości), wkładają wszystkich do jednego worka i stosują jedną miarkę – ”jak ktoś siedzi w więzieniu to niech już na nic nie liczy po wyjściu na wolność; niech nie pisze bloga bo to rozrywka; niech nic nie robi bo już jest napiętnowana na całe życie; chce się poprawić? to kłamstwo, przecież wszyscy po wyjściu z więzienia do niego znowu trafiają; powinna być resocjalizowana; nie, nie powinna bo siedzi w więzieniu – dobrze jej tak; powinna pracować a nie jeść za darmo; nie, nie powinna pracować bo to rozrywka; nie powinna pracować bo zabiera miejsce pracy dla ”uczciwych”; itd itd itd……………..”.
    Komentujący, nie bierzecie pod uwagę, że część z tych kobiet faktycznie chce po wyjściu coś zmienić w swoim życiu? Zgadzam się, że nie wszystkim to się uda, ale może chociaż niektóre z nich będą potrafiły poradzić sobie i spalić za sobą most do więzienia.
    Uważacie, że każda z nich jest winna najgorszych zbrodni, bo jest w więzieniu. Ok, to nie jest zaszczytne miejsce, ale nie można z góry przyklejać każdej osadzonej karteczki ”recydywa”.
    Nie chodzi mi też o to, aby Je głaskać po głowie (one za pewne nie na to czekają), ale jeżeli już komentujecie to róbcie to zdroworozsądkowo. Nie znacie ich przewinień, nie wiecie za co siedzą, ale tak lekko Wam przychodzi krytyka, aby nie powiedzieć internetowy lincz. Co to ma na celu?
    Mówi się, że policjanci biorą łapówki, lekarze biorą łapówki, księża chodzą na baby…… Tak, pewnie i są tacy, ale wśród nich są i inni którzy nie biorą łapówek i nie chodzą na baby. Czy wszyscy zasługują na etykietkę ”łapówkarz ; babiarz”? Każdemu można przypiąć etykietkę, każdemu. Powiedzcie czym się zajmujecie, kim jesteście a etykietka się znajdzie. Nie ważne będą wasze tłumaczenia. Ważne, że można przypiąć etykietkę. Miło by Wam było, Państwo komentujący?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *