Dziewczyny o sobie c.d.

Zajęcia blogowe, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

♦♦♦

Paula

Jestem młodą dziewczyną w wieku 23 lat.

Jestem osobą dość spokojną. 

Lubię bardzo rysować i śpiewać. 

Kocham bardzo zwierzęta. 

Mój ulubiony sport to jazda konno. 


♦♦♦

Piękny Ptak

Mam 35 lat i jestem mamą kilkuletnich dziewczynek. Dłuższy czas prowadziłam własną działalność gospodarczą, z której podobnie jak z dzieci, byłam bardzo dumna.

Trafiłam tu na krótko, bo na 7 miesięcy. Jeden mały błąd sprawił, że zmieniło się całe moje życie. Nigdy nie przypuszczałam, że tu trafię. A jednak. Stało się… 

Początkowo przeżyłam szok, jednak z czasem doceniłam sytuację, w której się znalazłam. Dzięki pobycie tutaj doszłam do wniosków, które w normalnym życiu nigdy nie przyszłyby mi do głowy. Doceniłam to, co mam. Zrozumiałam siebie i pokonałam własne demony. Poznałam inne życie. I choć nie mam zamiaru tu znów trafić, to chcę z tego doświadczenia wyciągnąć jak najwięcej.


♦♦♦

Sallat

Sallat – to nazwa ulubionego miejsca tak zwanej “naszej bazy”, gdy miałam 9 lat, mam z nim bardzo mile wspomnienia i przeżyłam tam przygody, dlatego postanowiłam tej nazwy użyć jako mój pseudonim. Jestem osobą bardzo temperamentną, głośną, co wiadomo, nie każdemu odpowiada, ale taka już jestem. Dla bliskich oddam całe serce, jestem szczera, charakterna, popełniłam błędy jak każdy, ale zawsze staram się je naprawiać!

To tak w kilku słowach o mnie jestem zabawna i megazwariowana. 


♦♦♦

Snoki

Jestem osobą spokojną i bardzo wrażliwą. Umiem odnaleźć się między ludźmi, lecz wolę samotność. Bardzo cenię sobie spokój. Jestem osobą, która ceni sobie szczerość oraz lojalność.

Jestem osobą szczerą. Zawsze mówię, co myślę. Lepiej powiedzieć prawdę niż skłamać. Uważam, że w życiu nie jest ważne, ile razy upadniesz, ale ile razy powstaniesz.


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001



Dziewczyny o sobie

Zajęcia blogowe, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Koka

Jestem tutaj, bo mój tata popełnił błąd. W normalnym życiu na wolności pracuję jako asystentka zarządu. Tu jestem osadzoną, która boryka się z życiem w kryminale. Nie jest ono łatwe. Szczególnie wtedy, jeśli ktoś wie, że nie znalazł się z własnej winy.

Ja dałam ojcu tylko numer mojego konta, nic więcej i aż tyle.

Jest mi ciężko, bo czuję się wyalienowana. Nie mogę zrozumieć braku logiki w tym miejscu. Wszystko dzieje się inaczej niż na wolności. Ale też zaskoczeniem jest dla mnie to, jak wiele jest tu osób, które miały spieprzone dzieciństwo, były niekochane. Jak wiele jest trudnych historii. Jestem też zaskoczona tym, jak wiele jest tu osób utalentowanych i fajnych.

Próbuję się odnaleźć w tym miejscu. Próbuję, ale wciąż nie potrafię.


Poetka M.

Nieważne, jak mam na imię, wystarczy mój pseudonim.

Coś o sobie? No cóż…

Trafiłam do kryminału dawno temu – no może nie, aż tak dawno, ale leci zaraz dziesiąta wiosenka. Pobyt w takim miejscu mocno podbudował mój charakter, dzięki temu, że siedziałam w sześciu więzieniach i z różnymi ludźmi – grzecznymi i nie tylko… Tyle razy słyszałam, że w takich miejscach nigdy nie znajduje się i nie szuka przyjaźni, a jednak chciałam sama się przekonać. Okazało się, że jednak można tu znaleźć i Prawdziwego Przyjaciela i… nawet miłość. Nie uwierzyłabym- a jednak.

Nauczyłam się swoją agresję, smutek, żal, radość i złość “wrzucać” na papier i w ten sposób powstają m.in. moje wiersze. Piszę dużo. Bajki, wiersze, opowiadania, życzenia na różne okazje… Nauczyłam się także robić na szydełku. Może nie jakieś skomplikowane rzeczy, lecz serwetki, czapki, szaliki, różnego typu torebki (małe, średnie, duże)… Leci czas… Pracuję nieodpłatnie. Zobaczyłam, komu tak naprawdę na mnie zależało na wolności… Gdzie są teraz ci “pseudo przyjaciele”, którzy się nazywali prawdziwymi?

Kończę, bo czasu mało, a dużo chciałabym napisać. Jeśli ktoś chciałby czegoś się dowiedzieć o mnie, niech spyta. Łatwiej będzie mi napisać, odpowiadając na pytania – ewentualnie rozmowa z kimś.

Jestem skrytą osobą, jednak zdarza się, że zdejmuję swoją maskę, gdy mogę. Nie jestem taka, na jaką wyglądam. Niektórzy mnie nie znają, a oceniają. Myślę, że najpierw powinno się osobę poznać, a dopiero potem wypowiadać się, a nie słuchać plotek. Ja tego nie robię.


Magdzik

Nic się nie zmieniło od 2014 r., tylko mój wiek. Teraz to 41 lat. Ale nadal lubię masaż pleców i ptasie mleczko Wedla.


Karolcia

Nazywam się Karolcia mam 37 lat i jestem mamą dwóch wspaniałych córek o imieniu Natalka 14 lat i Kornelcia lat 6. Do więzienia trafiłam na 2 lata pozbawienia wolności za niewinność.

Zostałam pomówiona przez świadka koronnego (“60-tka”).

Kiedy przekroczyłam mury więzienia, mój świat odwrócił się do góry nogami. Bardzo tęsknię za dziećmi. Ta tęsknota utrudnia mi funkcjonowanie w areszcie. Zostałam podwójnie ukarana, gdyż straciłam wolność i możliwość patrzenia jak moje dzieci rosną i się rozwijają. Co jest dla mnie największą karą. Dni wyglądają tu tak samo strasznie, dłużą się. Chyba że konflikty, które narastają na celi w końcu wybuchają i jest istny Armagedon.

Po wyjściu chcę powrócić do normalnego życia, które prowadziłam dotychczas: dom, własna firma, życie rodzinne, którego brakuje mi najbardziej.

Na ten moment moim marzeniem jest powrót do dzieci. I już nigdy nie przekroczyć bramy więzienia.


Majki

Hej, przedstawiać się chyba nie muszę, bo wystarczyłoby wejść w archiwalne teksty z Fundacji Dom Kultury i ujawniłby się mój krótki opis. Ale komu by się chciało to robić, pewnie nikomu.

Wiec lecimy. Hm… łatwo się mówi, ciężej pisze. A więc tak: nie będę wywlekać, który raz tu jestem i czemu, bo hejtu tu i tak sporo, a tego przecież nie chcemy. Jedno Wam mogę powiedzieć, że teraz z pełną świadomością stwierdzam, że NADSZEDŁ TEN CZAS I ZMĄDRZAŁAM!

Ciężko mnie było zresocjalizować, ale… udało się na tyle, że zaczęłam o tym myśleć. A w moim przypadku to jest już bardzo duży krok do normalnego życia. Naprawdę sporo lat mi to zajęło. Wstydzę się tego bardzo, tylko… nie zawsze jest wszystko takie łatwe i proste jakby się zdawało. Czasem mi się wydaje, że po prostu zamieniłam się z bratem u mamy w brzuszku. Bo mam brata bliźniaka, który jest zupełnie inny ode mnie. No więc tak: wszystkim tym, co narozrabiałam obdzieliłabym chyba 2 małe mieściny. Ale teraz chcę już naprawdę żyć inaczej: wszystko dzięki moim bliskim i przyjaciołom, córce, siostrze. Kocham Was bardzo mocno i dziękuje Wam bardzo.

Pozdrawiam serdecznie, Majki



Miszania

Jestem w Areszcie od 2021 r, po raz kolejny trafiłam tu nie dlatego, że zrobiłam coś po raz kolejny po pierwszym wyroku, lecz jest to wyrok jeszcze z 2011 r., bo zawiódł kontakt z kuratorem w okresie pandemii. Za chwilę wyjdę z tego miejsca, ze smutkiem, że zostają tu jeszcze bliskie osoby.


Księżniczka na zamku 

Mam na imię Anka i 36 lat. Moje życie od 7 roku życia było skazane na ośrodki, kiedy zmarł mój tata i pojawił się ojczym, który był ważniejszy dla mojej matki niż ja. Tułaczka po ośrodkach tylko wzmocniła mój charakter. Wyszłam za mąż, po pół roku rozwód. I życie toczyło się dalej. Poznałam swojego drugiego męża, któremu urodziłam dwoje najwspanialszych dzieci. Przez moje błędne decyzje teraz jestem tu za murami Grochowa a moje wspaniale dzieci są w ośrodku. Mało ze nie mogę ich przytulic, zobaczyć, a właściwie brać udziału w ich rozwoju, to jestem tu w zamknięciu. Liczę jednak że po wyroku łącznym, kiedy już odsiedzę swoje, już nigdy nie przekroczę progu Grochowskiej bramy. W końcu jedyne osoby w moim życiu, które we mnie cały czas wierzą, liczą na mnie.


Rubin

Jestem Rubin, 39 lat.

W ZK przebywam od 2017 roku.

Nazwałam siebie tak, bo taki kolor mi się bardzo podoba: żywa czerwień – rubin.


Amanda

Nazywam się Amanda. Zawsze byłam osoba pogodną, wesołą, pełną życia, bardzo zorganizowaną. Teraz wydaje mi się że te wszystkie moje zalety, gdzieś się schowały, ale mam nadzieję, że znowu wrócą do mnie. W obecnym czasie stałam się smutna, rozkojarzona, bez energii, zagubiona. Ale mam swoja cel w życiu: być zawsze sobą, nie zmieniać się pod wpływem innych osób, zachować swoje zasady i kulturę, być zawsze dobrym człowiekiem i przede wszystkim wrócić do domu, do rodziny, która jest najważniejsza w moim życiu. Życie może być piękne.


Wiewióra

Nazywam się… w tym miejscu imienia się nie wymienia. Nie dlatego, że jestem jakimś groźnym przestępcą, tylko to taki żart koleżanek z celi.

Jestem prostą dziewczyną z kompleksami. Nie mogę się doczekać dzwona, jeszcze pół roku. Bycie tu i jednocześnie myślami na wolności jest bardzo trudne. Zajęcia od czasu do czasu dają trochę liźnięcia wolności. Bycie tu daje dużo do myślenia i refleksji. Moje samopoczucie bardziej się pogarsza niż polepsza.

Co mam jeszcze powiedzieć o sobie? Życzę sobie, by czas szybciej mijał.


Ziuzia

Wiem, że w tym miejscu jesteśmy tylko “sztukami”, ale uważam, że każda z nas jest wyjątkowa, inna, indywidualna, kochana. Jestem matką, mężatką, córką i myślę, że przede wszystkim człowiekiem. Niestety wydarzyło się tak, że “5 minut” zmieniło całe moje życie… Nie zmienię tego, ale mogę zmienić przyszłość na lepsze. Dzięki “W kratkę” i zajęciom zmieniłam poglądy na wiele rzeczy i widzę, że idę w dobrym kierunku.

Życzę, aby nikt nie “poznał” tego miejsca, bo macie wiele możliwości do lepszej przyszłości, a w tym zawsze pomoże rodzina i bliscy ludzie.


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001



LAS

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Przede wszystkim- mam las. Nie puszczę, nie bór, ale las- taki nieduży, ale zawsze. Skoro więc ja go mam, to i on ma mnie ☺. Dostał mi się po dziadkach- rodzicach mojej mamy, czyli przechodzi z pokolenia na pokolenie i jest sobie w naszych rodzinach od sama nie wiem kiedy. Mam nadzieję, że tak pozostanie na zawsze, czymkolwiek te „zawsze” jest. Wychodząc z domu przed bramę, trzeba minąć drogę z kocich łbów- taką raczej węższą niż szerszą, przeskoczyć rów, przejść około dwustu metrów i jest się w lesie, a tak bliziutko. Z tym lasem to od dziecka miałam przeboje… z naszej wioseczki żeby dotrzeć do następnej trzeba jechać przez ten właśnie las. Ta druga wioseczka ma stację kolejową, bo w naszej nie było. Pewnej zimy, kiedy byłam kilkuletnim dzieckiem, a babcia Zuzia odwiedzała nas uparłam się, że pojadę z nią na wieś, więc mnie zabrała. Ze stacji ciągnęła mnie na sankach ( to były czasy, gdy zimą było śniegu od groma i trochę) okutaną w kombinezon wdzianko typu miś, szalik, czapę i rękawice do domu. No i opowiadała mi, że w tym lesie mieszka sobie Baba Jaga w chacie na kurzej stopce, która gdybym się w tym lesie zapodziała, to zabierze mnie i nie odda. No ludzie! Tak się tej Baby Jagi bałam, że jeszcze będąc nastolatką serce mi łomotało, gdy tamtędy przejeżdżałam! Słowa babci- rzecz święta a dla małej dziewczynki, którą wówczas byłam to już w ogóle. Mało tego- ja do dzisiaj z tyłu głowy mam takie przekonanie, że ta Jaga tam jednak w moim lesie urzęduje, choć dziś to bym się chętnie z nią spotkała na pogaduchy ☺. Moja mama natomiast, gdy była ciut młodsza i fizycznie sprawniejsza, to z lasu mogłaby nie wychodzić. Baby Jagi nie bała się ani trochę, za to bała się żmij, choć żadna jej nigdy nie ukąsiła i obstawiam, że nigdy nie ukąsi. Śmieszne jest to, że takie strachy na lachy, które się dzieciom opowiada pozostają w głowach na długo, a czasem jeszcze na dłużej. Mama jest chodzącym atlasem grzybów- zna i rozróżnia wszystkie, więc wyjazdy na grzybobranie były stałym elementem mojego życia i całej rodziny. Jeździliśmy często aż pod Ostrołękę (ode mnie jest to spory kawałek drogi) i szaleliśmy po tamtejszych lasach. Gdy jeździliśmy na wieś do cioci i mieliśmy ochotę na pierogi z jagodami, to najpierw całą gromadą musieliśmy lecieć do lasu i te jagody zebrać. Wracaliśmy z umorusanymi buziami na fioletowo, o kolorze języków i zębów to nawet nie wspomnę, ale zawsze coś uzbieraliśmy i takie pierogi polane słodką śmietaną były najlepsze pod słońcem. Z dziadkiem od strony taty natomiast, regularniej niż regularnie jeździliśmy na wypady na tak zwane ścieżki zdrowia. Dziś już pewnie tego nie ma, ale kiedyś w lasach były tworzone takie miejsca, w których były z pni drzew i wszystkiego co w lesie było można znaleźć robione takie tory przeszkód- można tam było szaleć do upadłego! Babcia przygotowywała kanapki i coś do picia w bidonie i hulaj dusza! Dziadek nie straszył mnie Babą Jagą- tak na marginesie- ja się bała tylko tej w moim lesie, jakby w innych już być nie mogła, za to opowiadał mi inne niesamowite historie. Co roku szukałam z nim kwiatu paproci, więc każdy las przeszukiwałam wzdłuż i wszerz, próbowałam unikać strzyg bo też się ich bałam i słuchałam tego co miał do powiedzenia duch lasu i makosz- matka matek. Kwiatu paproci jeszcze niestety nie udało mi się znaleźć, ale wszystko przede mną, bo lasów jeszcze trochę do zaliczenia mi zostało tylko z moją szajbnięta jamniczką wypady na spacery do lasu były straszne. Za każdym razem, gdy tylko spuściło się wariatkę ze smyczy to był koniec. Można było ją wołać do wieczora i zedrzeć gardło, a wrócić nie chwiała. Gdy tak patrzę wstecz, to okazuje się, że sporo życia spędziłam w lesie, wyjazdy pod namiot z rodzicami w jakieś ciepłe wolne dni, spacery, kuligi w zimę. Las był stałym elementem życia mojego i mojej rodziny. Jakoś specjalnie nie zwracałam wtedy na to uwagi, bo to była dla nas norma i coś oczywistego. Uwielbiam zapach lasu, taką panującą w nim pozorna ciszę i spokój jaki niesie ze sobą przebywanie w nim. Dzisiaj tal lekko i przyjemnie to już nie ma. Albo susza taka, że do lasu wejść nie można, bo każda bytność w nim człowieka grozi pożarem, albo tyle śmieci się wala wszędzie, że trzeba zapomnieć o rozbiciu namiotu, bo co to za przyjemność z biwakowania na wysypisku. Nie mam stu lat żeby powiedzieć, że za moich czasów było inaczej… a jednak było i różnica jest tragicznie widoczna. Może szkoda, że nasi prastarzy bogowie nie mają już tyle siły, aby nas nauczyć rozsądku i poszczuć strzygą albo chociaż południcą i wygonić ze swego łona. Z drugiej strony może właśnie mają i za to, że nie dbamy o naturę odpłacą nam tym, że za wszystkie zaniedbania niedługo nie będziemy mieli możliwości kontaktu z naturą- i wtedy zatęsknimy, bo bez tego uschniemy.

Małgosia


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001



CZY WIĘZIENIE MA DOBRE STRONY?

Spotkanie w więziennej świetlicy z filozofką, Agatą Czarnacką, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Uważam, że jak najbardziej tak. 

Wiele z nas może uważać inaczej. Bo brak tutaj jakichś luksusów, a jemy plastikowymi sztućcami …

Jednak ja staram się na to patrzeć troszeczkę inaczej. Spotykam w tym miejscu setki osobowości, od których mogę się czegoś dowiedzieć, a do innych też zrazić- każdy jest inny, tak jak w życiu na wolności. Jedyne co jest tutaj zauważalne na pierwszy rzut oka to brak mężczyzn… hihi

Co do związków to wiadomo ogromne tęsknoty… Ale krótkie wyroki, jak kiedyś usłyszałam, to nawet odpoczynek, hihi… (“No…teraz zobaczymy jak sobie Stefanek poradzi z 3 małych dzieci, przedszkolem, pracą, domem, jedzeniem, hihi pewnie nie poznam domu po tych 2 miesiącach”).

Są jednak też te dłuższe wyroki, gdzie związki wystawiane są na ogromne próby i tylko nieliczne tak naprawdę tą rozłąkę przeżywają. 

Zmieniając temat na pozytywy: ja osobiście znalazłam tutaj Boga. Co mam na myśli? Ktoś mi podłożył książkę o Bogu. Z początku sobie darowałam czytanie jej, jednak w czasie od dostania książki do wzięcia jej do ręki działy się w moim życiu dziwne rzeczy ktoś rzucił, że Jezus miał synów, a w Biblii tego nie ma, że  św. Maria nie powinna być świętą, takie absurdy, że doszłam do wniosku, że właśnie mam czas na to bym sama podowiadywała się z wielu źródeł, jakie naprawdę było życie Jezusa na ziemi… 

Oprócz tego, o Bogu przeczytałam też wiele kryminałów, książek psychologicznych i wiele wiedzy zdobyłam… a przecież wiedzy nikt mi nie odbierze. To jest to, co zostaje ze mną na zawsze. Widziałam też jak inne dziewczyny uczyły się szydełkować i zrobiły miliony czapek dla fundacji Ronalda MACDONALDA… Wiec uważam, że każdy, jeżeli chce, to w tym wolnym czasie tu spędzonym może znaleźć- swoją “dobrą stronę”.

Pozdrawiam, KUNEGUNDA


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




CZY WIĘZIENIE MA DOBRE STRONY?

Nauka pisania blogowych postów w więziennej świetlicy, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Więzienie to nie ciemne mokre lochy z dybami, gdzie szczury nie chcą mówić nam dobranoc… Więzienie ma nas uświadomić o tym, jak postępujemy w życiu. Ale wiadomo, nie trzeba być życiowym filozofem, by to odkryć. Sztuką jest czas spędzony w tym miejscu wykorzystać odpowiednio, wydusić go jak cytrynę do ostatniej kropli.
Większość z nas, którzy nie mają styczności z tym miejscem i znają je
z opowiadań, gazet, książek, czy blogów nie wie, że można
w więzieniu podjąć naukę, skończyć szkołę, zdać maturę, rozpocząć studia, nauczyć się wielu zawodów, np. przez kursy, potem praca I nie jest to reklama czy zachwalanie tego miejsca…
Jeżeli ktoś, czegoś bardzo chce, a chce zmienić życie na lepsze i nie miał takiej możliwości na wolności, to tu ma do tego dobre warunki i może wydawać się to niemożliwe, a nawet absurdalne, ale to tak właśnie jest. Zdarza się, że to miejsce ratuje nawet życie, przed przedawkowaniem, zapiciem, wtedy ten czas leży w naszych rękach, bo ten czas to nasze życie, nasza przyszłość.
To miejsce jest nic nie warte, kiedy się poddajemy. Nasze życie jest nic nie warte, gdy nie szanujemy każdej danej nam szansy, by coś ze sobą zrobić, ze swoim życiem… Tu możemy odkryć siebie na nowo. Gorzej, gdy stajemy się pozerami, by nas fajnie postrzegali. Oszukani sztucznością, dajemy się nabrać tym, którzy dla własnych korzyści, udawali jak to miejsce ich zmieniło, ile dobrego wyciągnęli, potem opuszczają to miejsce, po to by za chwilę znowu tu wrócić w upodlonym stanie, leczyć się, podkarmić i od nowa mydlić oczy. Jest nas mało, ale jesteśmy jak WONDER WOMEN, dusimy to, co dobre z tego miejsca dla siebie, dla bliskich, i mogę powiedzieć, że jesteśmy osobistą sztabką złota, którą wytopiło to miejsce. Nie jestem dumna z tego, że tu jestem, ale jestem dumna z tego, że nie zmarnowałam ani jednego dnia w tym miejscu.


Kara vel Boska


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




Czy pobyt w więzieniu przynosi jakieś korzyści?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Może to dziwnie zabrzmi, ale kiedy tylko zaczęłam turlać w głowie to pytanie, od razu spadł na mnie grad potwierdzających odpowiedzi. Nie myślcie sobie, że jestem jakaś nienormalna i tak bardzo mi się tu podoba… NIC PODOBNEGO! Ale muszę oddać sprawiedliwość temu miejscu i przyznać, że gdyby nie pobyt tutaj, do pewnych wniosków prawdopodobnie nigdy bym nie doszła.

Więzienie niewątpliwie pozwala zatrzymać się „na chwilę”, przewartościować pewne rzeczy i spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Jest też skupiskiem naprawdę różnych ludzi, a każdy człowiek to skarbnica jakiejś wiedzy i doświadczeń, z którymi być może nigdy nie miałabym okazji się zetknąć. To nie tylko „książkowi kryminaliści”, lecz często ludzie wykształceni, z osiągnięciami i bezcenną życiową mądrością. Od każdego można się czegoś dowiedzieć, nauczyć. Można tez posiąść mnóstwo nowych umiejętności i odkryć w sobie nieznane pasje, bo więzienie to skarbnica niespożytkowanego czasu, który każdy, wypełnia na swój sposób. To również miejsce, gdzie nagle się okazuje, że jednak umiemy żyć bez pewnych rzeczy – telefonów, Internetu, wygód i szafy pełnej ciuchów. Z czasem człowiek uczy się żyć mając „minimum” i wykorzystując to, co w jego zasięgu, w warunkach, które na początku naprawdę go przerażają. 

Ale nie na tym chcę się skupić… 

Całkiem niedawno usłyszałam bardzo mądry i jakże trafny cytat: „Aby pokochać jakaś rzecz, wystarczy sobie powiedzieć, że można ją stracić” (G.K. Chesterton) … I to jest dla mnie najlepszym opisem korzyści związanych z pobytem w więzieniu. Tutaj człowiek naprawdę uczy się wdzięczności szczerze docenia małe rzeczy. Kiedy twoje życie składa się niemalże tylko z ograniczeń, zaczyna cieszyć każdy drobiazg. A kiedy wiesz, że wszystkim wokół jest podobnie ciężko jak Tobie, jesteś wdzięczną za każdy objaw życzliwości. Osobie, która nigdy nie znalazła się z tej strony, na pewno trudno to pojąć. Ale kiedy nagle trafisz do więzienia nie mając nic, a ktoś, kto sam za wiele nie ma, da ci parę swoich skarpetek (bo nie masz na zmianę” i odleje ci trochę swojego żelu do kąpieli, pamiętasz to latami. Kiedy po dwóch tygodniach “biedy” bez zakupów zjadacie na pięć jedną czekoladę ze 3,50 zł,  ona naprawdę smakuje wyjątkowo. 

Oczywiście ta wdzięczność odnosi się nie tylko do spraw materialnych. Więzienie to najlepsza weryfikacja lojalności i „prawdziwości” relacji międzyludzkich – niestety często bardzo bolesna. Kiedy tu trafiasz, nagle okazuje się, że duży procent twoich licznych „przyjaciół” gdzieś znika. Zawodzi chłopak, koleżanki… I nierzadko okazuje się, że zostajesz sama. Niejednokrotnie jednak trafia się ktoś, kto – ku twojemu zdziwieniu – nie zostawia cię „w biedzie”, choć na niego nie liczyłaś/eś.

Mnie osobiście więzienie nauczyło tego, że szkoda czasu na kurczowe trzymanie się relacji z ludźmi, którzy potrafią być przy mnie tylko w „dobrych czasach”. 

Tutaj docenia się rodzinę – za to, że jest (o ile jest), docenia się szczerą i bezinteresowną życzliwość (bo jest jej mało), docenia się drobne rzeczy, jak normalna kąpiel, czy lepszy płyn do prania (podkreślam- RĘCZNEGO)… 

To, co dla ludzi z zewnątrz jest po prostu „czymś normalnym”. 

Przede wszystkim docenia się jednak wpływ na własne życie i swoją niezależność po drugiej stronie muru, bo właśnie tego nam tu brakuje najbardziej. 

A kiedy stąd wyjdziemy – cóż… Znowu będziemy się delektować smakiem truskawek (których nie widzieliśmy, ileś lat) i cieszyć się na widok kasztanów, o które ty beznamiętnie potykasz się każdej jesieni… 

I na zawsze pozostanie w nas coś, czego ludzie bez takich doświadczeń nie mają – świadomość, jak kruche jest wszystko, co mamy, i jak łatwo można to stracić.  

Kobrzaczek


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.





Czy więzienie ma dobre strony?

Fitness w więzieniu, fot. M. Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zacznę od tego: wszystko zależy od punktu widzenia.

Wiele osób może uznać, że w tym „piekle” nie ma nic dobrego i że wszystko w tym miejscu jest do “chrzanu”. Moje odczucie jest inne. Uważam, że pobyt w zakładzie daje możliwość przemyślenia wszystkiego pod każdym kątem. Zrozumienia swoich błędów i poprawienia swojego toku myślenia. Najdłuższy wyrok, który odbyłam w Zakładzie Karnym to pięć lat i sześć miesięcy.Trafiłam tu jako 22latka i wyszłam 16 dni przed moimi 29-tymi urodzinami. W tym okresie przechodziłam bunt, przez co byłam często na dywaniku u Dyrektora. Później wyciągnięto do mnie rękę od strony Służby Więziennej. Wtedy to był dowódca zmiany zabrał mnie na sprzątanie terenu. Od tamtej pory zaczęłam regularnie co weekend wychodzić na sprzątanie i zbierać wnioski nagrodowe. Zaczęło mi zależeć na utrzymaniu dobrej opinii, przestałam robić na złość sobie i pracownikom więzienia. Z czasem dano mi szansę w pracy odpłatnej w firmie zewnętrznej na terenie zakładu na szwalni “Sara”. Czułam, że zaczynam dojrzewać i ze zbuntowanego bachora, w głowie zaczęła budować się wartość na trzeźwo, którą była praca. Później musiałam wyjechać z Warszawy do Lublińca.Tam przechodziłam terapię narkotykową. Wkręciłam tam się w sport. Podjęłam walkę z kilogramami. To dodatkowo utwardzało mój charakter. Wzrosła samoocena, systematyczność, dokładność, a terapia dala mi narzędzia, które pomogły mi z uzależnieniem na wolności. Podeszłam do niej z sercem, bo chciałam wyrwać się ze szponów uzależnienia. Po terapii dostałam nagrodę w postaci wyjazdu do Oddziału Zewnętrznego w Turowie. Tam odbywają karę tylko osoby, które mają mieć cele otwarte 24h/7. Jak na warunki i drogę jaką przeszłam, to totalnie inna liga w odbywaniu kary pozbawienia wolności. Czułam, że doceniono moją zmianę. Dostałam tam szansę na spacer po wolności z wychowawcą od zajęć. Udało mi się tam dostać do teatru i pojechaliśmy całą naszą grupą teatralną do Poznania odegrać scenę parodii “Romea i Julii” To był Ogólnopolski Konkurs Sztuki Więziennej. Otrzymaliśmy rzeczowe nagrody. Po tym zabrał nas wychowawca na kebaba, a nie jadłam go już ok 5 lat. Później po Świętach Wielkanocnych pojechałam na Grudziądz do pracy na wolności. Tam odbyłam resztę kary i 2.06.20 r. wyszłam na Wolność. Morał z tego taki, że naprawdę warto dać sobie szansę i zacząć od małych rzeczy, a skończyć na czymś, co na starcie nawet nam się nie śniło. Dlatego uważam, że więzienie daje szansę na lepsze życie. Bez nałogu, pracując legalnie i ciesząc się każdym dniem.

A dlaczego tu znowu jestem?

I co osiągnęłam na wolności?

Możecie się dowiedzieć jak napiszecie do mnie.

Pozdrawiam

Kajzerka


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




Home, sweet home

Więzienna cela, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Gdybym miała nadawać sobie imię lub los miałby nadawać mi je losowo, na pewno brzmiałoby KŁOPOT. Zawsze i wszędzie coś mi się przydarza, totalnie nad tym nie panuję i mimo że Kodeks Karny znam całkiem nieźle, to pobyt w więzieniu też mi się przydarzył , ale zanim moim adresem tymczasowym stal się Areszt na Grochowie prowadziłam całkiem normalne życie przeplatane kłopotami…

I tak będąc w podroży służbowej w Chinach, koszmarnie walcząc z jet lagiem, pomyślałam, że w czasie wolnym pojadę do znanego mi z wcześniejszych pobytów, uroczego miasteczka Fujian. Na wstępie podam, że podróżowanie w pojedynkę przez Chiny to marny pomysł, zwłaszcza jeśli się ma włosy blond w kraju Azjatów. Od początku los mi nie sprzyjał, przeklęta maszyna z biletami miała zepsutą angielską wersje językową, a ja niestety nie rozumiem chińskich hieroglifów, ale intuicyjnie spośród 4 opcji wybrałam ostatnią bo pomyślałam, że będzie najdroższa, więc dojadę do celu. I tak jechałam sobie pociągiem relacji XHEJIANG- FUJIAN przez SHANGRAO (je się tam najwięcej psów – koszmar!), patrzyłam sobie na identycznych Chińczyków, oni patrzyli na moje blond włosy (tak jakby tam nie sprzedawano farb o odcieniu “chłodowy blond”), a gdy weszła kontrola – dwóch identycznych skośnookich panów w mundurach, podałam im swój bilet i zaczęły się kłopoty. Zaczęli mówić do siebie w tylko im znanym języku, aż na stacji NANPING wyszarpali mnie z pociągu i prowadzili mnie nie wiadomo gdzie. Na dzień dobry zeskanowali mój kciuk na jakimś skanerze i wcisnęli mnie do jakiejś nory i to dosłownie, bo nie mogłam nawet rąk rozłożyć, więc ten pokój mógł mieć 1×2 m. Naprawdę myślałam (i widziałam to oczyma wyobraźni), że umieram w tym pokoju i nikt nie będzie mnie szukał w tej norze, bo nikomu nie przyjdzie do głowy, że kupiłam za tani bilet i władza Chin zechce mnie zagłodzić. Oczywiście rozładował mi się telefon, bo nudząc się w pociągu grałam w Mario Bros. Rzecz jasne nie pamiętałam numeru szefa, z którym byłam w Chinach, ale olśniło mnie i miałam wrażenie, że pamiętam, dlatego zaczęłam tłuc po drzwiach, z nadzieją, że ktoś pozwoli mi zadzwonić. Ale oczywiście nikt mnie nie rozumiał, więc wyrwałam klawiaturę jednemu Chińczykowi (o dziwo była to klawiatura QWERTY) i zaczęłam tłumaczyć przez translator słowo po słowie, aż doszliśmy do porozumienia, że mam zapłacić 200 CNY* kary i mogę wracać do hotelu. Zadowolona zaczęłam wygrzebywać wszystkie waluty z portfela, których używałam w ostatnich dniach i miałam euro, dolary i jeny i 150 CNY, więc pytam ich czy mogę zapłacić kartą, oni zaczęli coś tam krzyczeć, więc zrozumiałam, że nie i znowu wtrącili mnie do tej nory. Mijały godziny, aż ktoś się zjawił, nie mam pojęcia co mówił, ale zaprowadził mnie do telefonu i po kilku próbach wybrałam właściwy ciąg cyfr. Odebrał mój zaspany szef, ja po krótce wyjaśniłam co się stało, on się śmiał (a to wcale śmieszne nie było). Ale kazałam mu wkładać gacie i pędzić do NANPING z brakującymi 50 CNY. Kazał czekać. Więc czekałam, czekałam i czekałam, zgłosiłam chęć skorzystania z toalety, a Chińczyk zaprowadził mnie do innego pokoju wielkości nory tyle, że z dziurą w podłodze (jakby ktoś nie wiedział, to podobno najhigieniczniejszy sposób korzystania z toalety, dość popularny w krajach azjatyckich) i w tej norze mnie zostawił. Ja już czułam, że coś jest nie tak, bo zbyt długo to trwało, a mój szef działa szybko, dlatego zaczęłam analizować co mu powiedziałam i za chwile byłam już pewna, że nie powiedziałam gdzie dokładnie jestem… zwątpiłam, bo Nanping to miasto średniej wielkości i przejście wszystkich komisariatów będzie trwało wieki. Zaczęłam grzebać w torebce, bo już doskwierało mi pragnienie i wygrzebałam butelkę, którą rozdawali w samolocie (nie wiedziałam co to, bo azjatyckie linie lotnicze raczyły nas lokalnymi trunkami) wypiłam duszkiem, bo byłam naprawdę spragniona. A jako, że jestem “małolitrażowa” zasnęłam na podłodze. Sądzę, że to ze zmęczenia, ale to co wypiłam okazało się odpowiednikiem polskiego Bacardi. Aż przyszedł Chińczyk i zaczął mnie budzić, zobaczył butelkę (pustą) i wielka afera, bo to alkohol i tutaj różnice kulturowe dały się we znaki, bo w Chinach mało gdzie można spożywać alkohol, a na komisariacie szczególnie NIE. Minęło kolejnych kilka godzin i w końcu zjawił się mój wybawca (nigdy tak bardzo nie cieszyłam się na jego widok), ale okazało się, że dostałam kolejny mandat za spożywanie alkoholu w wysokości 1000 CNY. Było to o tyle absurdalne, że ja nie piję, po prostu sytuacja mnie zmusiła. A mój szef, jak zwykle bezgotówkowy miał tylko 300 CNY, więc pobiegł szukać bankomatu. Jednak opatrzność nade mną czuwała, bo szef był szczęśliwym posiadaczem karty American Express i udało mu się wypłacić żądaną kwotę. Można powiedzieć, że o 4 nad ranem bohatersko odbił mnie z rąk Chińczyków. Okazało się, że panowie, którzy mnie zatrzymali, byli kimś w rodzaju polskich odpowiedników  “straży ochrony kolei”. Trwało to tak długo, bo czekali na kogoś, kto zna angielski. A jako że Chińczycy “chodzą jak w zegarku” i zawsze mają dobry bilet, ja byłam jak egzotyczny okaz. Ale to nie koniec…

2 lata później, przez tego samego pana, który uratował mnie z rąk Chińczyków, trafiłam na Grochów. Miałam deja vu. Siedząc w Grochowskim sieczkarniku czułam się dość swojsko – wszyscy mnie rozumieli, normalna toaleta, pan z “obsługi” o europejskich rysach twarzy pokrzykiwał tylko co chwilę “CZEKAĆ”. Zamiast odcisków foteczki na więzienny profil osadzonego. Dostałam zielony zestaw stołowy, ręczniki, kocyki – żyć nie umierać, w Chinach nie dali mi nic oprócz mandatów. Uśmiechałam się w duchu do siebie i nie wiedziałam, czy tęsknić za Chinami, czy może wykazać lokalny patriotyzm i cieszyć się z Grochowa… W końcu w porównaniu do Chin, to home, sweet home… Jednak mimo, że wszyscy mówią tutaj w jednakowym języku, nikt mnie nie rozumie. Szkoda, że nie ma translatora, który przetłumaczyłby mi, o co tym wszystkim ludziom chodzi… 

PIKACZU


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




Ja czekam na Ciebie, otworzę Ci drzwi

Fot. M. Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Ten tekst chciałabym zadedykować osobie, która jest dla mnie i moich najbliższych kimś naprawdę ważnym, a która przewartościowała mój świat, dając nadzieje na to, że mimo wszystkich przeciwności i złego, co się wydarzyło, jeszcze będzie dobrze.

Ja czekam na Ciebie, otworzę Ci drzwi

Czy istnieją związki, które są w stanie przetrwać dzieląca zakochanych odległość tysięcy kilometrów, kraty i jeden krótki telefon w tygodniu? 

Opierając się jedynie na wcześniejszych doświadczeniach każdego, kto próbowałby mnie przekonać do tego, że faktycznie jest to możliwe, wyśmiałabym gromkim śmiechem. Jednak życie, jak wszyscy doskonale wiemy, lubi płatać figle, nie zważając na to, co sobie wcześniej zaplanowaliśmy. 

Za pośrednictwem “Ewkratkę” chciałabym opowiedzieć naszą historie, która stanowi potwierdzenie tezy, że “prawdziwa miłość przenosi góry”.

Karę pozbawienia wolności, z dwiema przerwami w jej wykonaniu, odbywam od 2018 roku. W trakcie tej ostatniej los postawił na mojej drodze S. 

Upalny początek lipca, Wydział Komunikacyjny Urzędu Miejskiego, kilkanaście osób w kolejce przede mną. W oczekiwaniu na złożenie wniosku o duplikat prawa jazdy, z nudów zalogowałam się na założony kilka tygodni wcześniej, za namową przyjaciela profil na “Sympatii”. Tego typu aplikacje zawsze traktowałam z przymrużeniem oka, nigdy nie przywiązywałam większej uwagi do nawiązywanych tam znajomości (które nigdy nie wychodziły poza sferę wirtualną), stanowiących jedynie zagospodarowanie nadmiaru wolnego czasu. W trakcie przerwy w karze takie chwile zdarzały się niezwykle rzadko – zalegle sprawy, codzienne obowiązki, prawa… wciągały mnie bez reszty. Prawie 3 lata nieobecności w domu dały się odczuć. A jednak… krótka chwila, jedno klikniecie spowodowała lawinę dobrych zdarzeń i sprawiło, że w wieku 34 lat poczułam, czym jest miłość od pierwszego wejrzenia. Od razu poczułam, że to jest to! Wieczorne rozmowy, podczas których obydwoje traciliśmy poczucie czasu, wrażenie, że znamy się od lat i rozumiemy się bez słów. Ale nauczona przykrym doświadczeniem wcześniejszego wieloletniego związku, postanowiłam, że będę odwlekać nasze spotkanie możliwie jak najdłużej. Chciałam utwierdzić się w przekonaniu, że to coś więcej niż tylko chwilowe zauroczenie. Nie było to trudne. S. na co dzień pracuje i mieszka w Niemczech, więc wspólnie ustaliliśmy datę spotkania na koniec lipca (lada dzień będziemy obchodzić 2 rocznicę: Wszystkiego Co Najlepsze Skarbie) 

Dzień, w którym nasza znajomość wyszła poza ramy wirtualnego świata wspominam jako jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Pierwszy raz zabrakło mi słów, chemia między nami była wyczuwalna w powietrzu. Już po krótkiej chwili zatraciłam się w jego ramionach. Nie sposób było nam się od siebie oderwać, jedno spojrzenie w oczy S. wystarczyło, bym upewniła się w przekonaniu, że jest to mężczyzna, z którym pragnę budować wspólną przyszłość i kiedyś także się zestarzeć.

Tak, takie coś przytrafia się raz w życiu i w duchu dziękuję Bogu, że zesłał to na mnie w najodpowiedniejszym momencie – gdyby nie S. z pewnością dorobiłabym się jeszcze wielu wyroków, które mogłabym sobie dopisać do i tak już bogatego “dossier”. Wziął na swoje barki ciężar bycia moim aniołem stróżem i z powodzeniem zawrócił mnie z drogi będącej równią pochylą. Za co i tak będę mu dozgonnie wdzięczną, bo pomógł mi odbudować relację z najbliższymi – lata kłamstw i niedomówień przyczyniły się do tego, że bardzo się od siebie oddaliliśmy. S. umiał na to wszystko spojrzeć z dystansu, a jego obecność bez wątpienia pomogła mi na nowo się otworzyć. 

Od momentu naszego poznania minęło sporo czasu i wiele się wydarzyło, bywały dobre i złe chwile, z których najgorszą był mój powrót do zakładu karnego. Jednak wiem, że jeśli byliśmy w stanie wybaczyć sobie to, co dla niektórych byłoby nie do przejścia, to nic nie stanie więcej ma drodze naszemu szczęściu, a przede wszystkim wielkiej i bezwarunkowej miłości: ani kontakt telefoniczny, który został ograniczony do minimum, ani dzielącą nas odległość, która uniemożliwia częste spotkania. 

Kocham S. miłością szczerą, czując pierwszy raz w życiu, że mogę się przed kimś w 100% otworzyć. 

Oczekujemy niecierpliwie na mój powrót do domu, patrząc razem w tym samym kierunku – w stronę wspólnej, szczęśliwej przyszłości i domu przepełnionego dziecięcym śmiechem i radością. 

eM


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.




WAKACJE Z PIEKŁA RODEM…

Widok w celi na okno, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Mam dwa twierdzenia odnośnie wakacji rodem z piekła, bo sami pomyślcie, czy to nie jest tak, że to od nas samych w dużej mierze zależy, jakie one będą, a cała reszta to wynik lawinowych konsekwencji, splotu wydarzeń. A niekiedy też zdarza się, że znajdujemy się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie i wśród niewłaściwych ludzi. 

Chyba że chodzi o wakacje z muzyką w tle „JADĘ NA HELL…” prawie jak AC/DC wiecie o co chodzi… … a może myśl przewodnia tegorocznych wakacji z przyjaciółmi „każdego dnia urządzamy sobie horrorowe atrakcje” … Każdy z nas ma swoje wizje wakacji. Tu w więzieniu wakacje każdy przeżywa inaczej, inni płaczą, bo tęsknią za wolnością leżąc i patrząc w sufit, inni zaś zajmują sobie czas tak bardzo, by nie myśleć o tym okresie wakacyjnym, jeszcze inni powiedzą, że to co tu przezywają to piekło i w większości się z tym zgodzę. I chociaż nikt tu nie biega za nami z piłą mechaniczną, nie obdziera nas ze skóry, to piekłem może i faktycznie można nazwać brak normalności, niemożność przebywania z rodziną, bliskimi, brak możliwości patrzenia jak nasze dzieci dorastają, przeżywają swoje pierwsze miłości, sukcesy, smutki, rozczarowania… Tyle że w większości przypadków to WAKACYJNE PIEKŁO FUNDUJEMY SOBIE SAMI…

Podchodząc do tego bardziej z przymrużeniem oka, bardziej na dystans to WAKACJE Z PIEKŁA RODEM MAM WTEDY, GDY Z NIEBA LEJE SIĘ ŻAR, PLEKSA TOPI MÓJ CELLULIT NA CELI . 

Kara vel Boska


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Tablica-na-bloga-1024x683.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Plakat-informacyjnty-bloga-724x1024.jpg

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.