Co bym zmieniła w więzieniu

Bardzo dziękujemy niezrównanej artystce Magdzie Gładeckiej za prezent w postaci pięknej ilustracji do tego tekstu.
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-1024x399-1.jpg
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Na pierwszym miejscu chciałabym zmienić podejście lekarzy do skazanych, ponieważ mają lekceważące podejście – co by komuś nie było i tak powiedzą, że jesteś zdrowa. Drugą kwestią są telefony, których jest za mało moim zdaniem. Mamy będąc tu mamy bardzo ograniczony kontakt z rodzinami, więc powinnyśmy mieć więcej telefonów w tygodniu oraz dłuższe skype’y. Jak ja mam ponad 600 km do domu, to odległość jest tak duża, że moja rodzina nie ma możliwości co miesiąc do mnie przyjeżdżać. Trzecią kwestią jest to, że powinni bez problemów wpisywać bliskie osoby/partnerów na listę osób do widzeń i nie patrzeć na to, że ta osoba była karana, bo dużo osób było w tym miejscu i nie powinno mieć to wpływu na widzenia.

Misia


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji

Co bym zmieniła w więzieniu

Bardzo dziękujemy niezrównanej artystce Magdzie Gładeckiej za prezent w postaci pięknej ilustracji do tego tekstu.
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-1024x399-1.jpg
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Zmieniłabym średniowieczne, zbutwiałe i zatęchłe nastawienie do więzienia, do odbywania kary pozbawienia wolności. Nastawienie Polaków, ale przede wszystkim pracowników SW. „Kryminał” mówi wychowawca. Kryminał to słowo, które śmierdzi zgnilizną, szczurami, osiłkami i przywodzi na myśl jakąś odległą dzielnicę, na którą boją się zapuszczać nawet policjanci. „W kryminale” to nie, tamto nie, a o tym możecie tylko pomarzyć. Na Boga, podobno urodziłam się jako przedstawicielka naczelnych, które 6 mln lat temu zeszły z drzewa, a 230 tysięcy lat temu stały się stuningowaną formą homo sapiens. Tymczasem w polskim zakładzie karnym czuję się jak kurczak w masowym chowie klatkowym. I ta odpowiedzialność zbiorowa! Hit więziennictwa! Największy przebój rozwiniętej cywilizacji XXI wieku! Pierwsza zasada polskiego więziennictwa brzmi: „człowiek nie istnieje jako podmiot indywidualny”. Od roku walczę o talon na pisaki, bo jakaś błyskotliwa królewna przemycała w pisakach swoje eliksiry. Tuńczyka jeść nie mogę, bo ktoś się puszką pociął. Różańca od księdza nie dostanę, bo ktoś się na jakimś powiesił. Jest to smutne i tak naprawdę obrazuje nieudolność systemu.

Panie Prezydencie, proszę o ułaskawienie


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji

Nie ma dzieci niegrzecznych

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-1024x399-1.jpg
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Co raz częściej się słyszy, jak rodzice mówią „moje dziecko jest niegrzeczne”, „moje dziecko się nie słucha”, „moje dziecko wymusza” itd., natomiast moja babcia zawsze mówiła, że nie ma dzieci niegrzecznych, a problem tkwi w rodzinach, gdyż mamy takie czasy gdzie każdy jest w ciągłym biegu, głównie przez pracę, a dzieci to odczuwają. Dzieci poprzez swoje zachowanie, płacz, wymuszanie, krzyki, próbują zwrócić na siebie naszą uwagę.

Kiedyś nasze babcie, mamy, poświęcały nam dużo więcej uwag, dużo więcej czasu. Mama czy babcia w momencie kiedy gotowały, piekły ciasta to pozwalały nam w czymś pomóc, w ten sposób tworząc relację, więź z dzieckiem. Nie było takiej „ery” telefonów, tabletów, gier komputerowych, jak teraz – dlatego też rodzice grali z nami w gry planszowe, chętniej spędzali czas wspólnie poza domem.

Ja pamiętam, że jak byłam małym dzieckiem i padał deszcz to nie mogłam wyjść na podwórko, strasznie mi się nudziło, moja mama miała drewniane duże łyżki, z których wraz z nią zrobiłam teatrzykowe kukiełki, które finalnie przydały się później do zabawy.

Teraz, kiedy każdy za czymś goni, rodzice przenoszą pracę do domu, kiedy co raz mniej osób gotuje w domach, tylko zastępuje to gotowymi, kiedy nie piecze się już tak ciast, gdyż łatwiej i szybciej jest kupić, to dziecko nie każde jest w stanie zaznać tego, co dzieci z poprzedniego pokolenia. Rodzice nadrabiają pracę w domach w momencie i kiedy dziecko chce coś zrobić z nami, pobawić, a słyszy od rodzica „za chwilę”, „nie teraz”, „później” i za każdą podjęta próbą zabawy słyszy to samo – to w pewnym momencie czuje się odrzucone i wtedy stopniowo zaczyna się buntować, zaczyna się etap wymuszania, płaczu, krzyków. Rodzic zamiast zastanowić się, dlaczego tak jest, daje dziecku telefon bądź tablet. Dziecko zajmuje się jakiś czas sobą, jest cisza, spokój – możliwość na to, aby w tej chwili rodzic mógł skupić się na sobie.

Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to nie polepszy stanu dziecka, tylko ta „pętla” się co raz bardziej zaciska. Cisza jest na chwilę, a dziecko wie, że jeśli zacznie wymuszać, to rodzic dla chwili spokoju odpuszcza i ustępuje dziecku. Dlatego też uważam, że moja babcia mówiąc „nie ma dzieci niegrzecznych, a problem tkwi w rodzicach” – miała rację.

Powinniśmy nauczyć się rozgraniczać pracę od domu. Powinniśmy poświęcać więcej czasu i uwagi naszym pociechom, gdyż później na etapie dorastania, te wszystkie bodźce, które otrzymują na etapie małego dziecka – niestety wyjdą.

A.B.


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji

Co bym zmieniła w więzieniu

Bardzo dziękujemy artystce Magdzie Gładeckiej za utworzenie tej pięknej ilustracji i przekazanie jej eWKratke.pl pro bono.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-1024x399-1.jpg
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Chciałabym zmienić przede wszystkim to, że powinnyśmy mieć możliwość „swojego głosu” przy załatwianiu różnych formalnych rzeczy. Ciągle każą nam na wszystko czekać, ciągle słyszymy „dzwoniłem”, „mówiłem”, lecz tak naprawdę nic z tego nie wynika. Ta bezradność, którą ciągle tutaj mamy, jest strasznie wkurzająca. Czasem do tego stopnia, że z nadmiaru emocji człowiek zaczyna płakać i w sumie tylko tyle mu pozostaje. Chciałabym też zmienić tą izolację, która ciągle jest taka, że nie możemy mieć płatnej pracy, uczestniczyć w wielu rzeczach, a wszystko jest zależne od czyjegoś humoru czy chęci, a nie od tego, ile ktoś z nas daje z siebie. Chciałabym zmienić podejście służby zdrowia do osadzonych: przez to, jakie czasami elementy tutaj siedzą, inni, którzy naprawdę potrzebują pomocy, są zlewani, co jest chore.

No i wiadomo, kontakt z rodziną: chciałabym mieć więcej telefonów, skype’ów, na których, mimo braku widzeń, ma się 10 minut na zobaczenie bliskich. Nie każdy mieszka w Warszawie, czasami kilometry czy stan zdrowia nie pozwalają bliskim na przyjazd, ale tutaj przecież nikt się tym nie interesuje. Jednym zdaniem, jesteśmy tylko „numerkami w rejestrze”.

X


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji

Marzenia – endorfiny, hormon szczęścia

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-1024x399-1.jpg
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Każdy z nas ma marzenia, każdy z nas o czymś marzy, każdy z nas „coś” planuje. Każdy chciałby coś mieć, coś osiągnąć. Marzenia są piękne, a jeszcze piękniejsze stają się, gdy zostają zrealizowane. Niezależnie od wieku, w jakim jesteśmy, marzenia są zawsze. Będąc małymi dziećmi marzyliśmy o tym, aby rodzice kupili nam najpiękniejszą lalkę albo najbardziej „wypasiony” samochodzik z naszej dziecięcej wyobraźni. Oczywiście my rodzice w większości przypadków robimy wszystko, aby spełnić realne marzenia naszych pociech, gdyż wywołuje uśmiech na ich buźkach. Dziewczynki marzą o tym, żeby być księżniczkami z ulubionych bajek, a chłopcy super bohaterami z nadzwyczajnymi mocami. Dzieci na tym etapie rozwoju nie zdają sobie jeszcze sprawy, że postacie z bajek to fikcja. Później przechodząc w wiek młodzieżowy marzenia stają się bardziej realne, stopniowo przechodzą w plany.

Marzymy, planujemy, aby skończyć z jak najlepszym wynikiem szkołę, co otworzy nam furtkę na przyszłość. Marzymy, aby zdać jak najszybciej prawo jazdy i nie być zależnym od rodziców. Mieć najładniejszą dziewczynę w szkole, bądź najprzystojniejszego chłopaka.

Natomiast, gdy wchodzimy w dorosły wiek zaczynamy realizować nasze marzenia stopniowo planując wszystko, ponieważ marzenia to pewnego rodzaju plany i aby zostały zrealizowane musimy mieć dobry plan i sukcesywnie do tego dążyć. Generalnie wszystko jest możliwe, wszystko jest w zasięgu naszych rąk, tylko trzeba tego chcieć.

Nie strącajmy sobie sami, „wysoko zawieszonych poprzeczek”. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z naszym planem. Nie zawsze wszystko zostanie podane nam na tacy. Jednak grunt to nie poddawać się. Często o swoje marzenia musimy zawalczyć, często metodą „prób i błędów”. Czasem też, w połowie drogi okazuje się, że nie idzie nam najlepiej, lecz zamiast się poddawać, przeanalizujemy „nasz plan” raz jeszcze, może warto wprowadzić jakieś zmiany, ulepszyć.

Pamiętajcie, marzenia to plany, to cele. A cele, które osiągniemy to również pewien etap w drodze do spełnienia naszych marzeń. Dlatego jak sami widzicie, niezależnie od naszego wieku, od małego dziecka po dorosłość mamy marzenia. W zależności od tego, na jakim etapie życia jesteśmy, są one różne, z wiekiem wzrastają. Jedno jest pewne: nieważne ile mamy lat, nie ważne czy są to mniejsze czy większe marzenia. Ważne jest to, że zawsze wywołują uśmiech na naszych twarzach i są endorfinami, hormonami szczęścia.

Aszera


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji

WAKACJE W WIĘZIENIU

Spacerniak więzienny , fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-1024x399-1.jpg
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Z pewnością dla nikogo więzienie nie jest idealnym miejscem do spędzania letniego urlopu… Ja oczywiście również nie jestem zachwycona tym, że KOLEJNE wakacje spędzę za kratami. Mimo to, zamiast skupiać się na stratach i użalaniu nad swoim losem, wolę przedstawić Wam pozytywne strony najcieplejszej pory roku.

Generalnie lato zawsze było (i jest!) moim ulubionym sezonem – pobyt w pudle niczego tu nie zmienia! Co prawda jego zalety różnią się w zależności od „strony muru”, po której się znajduję, ale nadal tak samo obfituję w pozytywy.

W wakacje, najważniejszym elementem mojego dnia, są dla mnie spacery. W pozostałą część roku właściwie nie wynurzam się z pawilonu mieszkalnego, a niebo widzę praktycznie tylko w drodze na magazyn czy salę widzeń (pomijając oczywiście ten jego mały, zakratowany skrawek widoczny z mojego okna ponad blindą z plexi). Powodem tego jest fakt, że nasze spacerniaki znacznie różnią się od tych pokazywanych w TV, w kryminalnych filmach i serialach… w rzeczywistości nie jest to żaden skwerek otoczony płotem z siatki, a jedynie depresyjna, betonowa klitka wielkości kilku metrów kwadratowych. Siatka rozciąga się tu jedynie jako „sufit” (zamontowany chyba po to, żebyśmy nawet patrząc w niebo pamiętały gdzie jesteśmy). Zadeptany trawnik, umiejscowiony na środku owej klitki (nie większy niż 2x3m), nie rodzi już praktycznie nic, a jedyną wątpliwą „ozdobę” tego prostokąta ubitej ziemi, stanowi zniszczona ławeczka, zbita z trzech spróchniałych (i niejednokrotnie połamanych) desek.

Cały spacerniak otacza niegdyś biały mur, którego otynkowanie w wielu miejscach pęka i odpada. Mnożące się przez lata bazgroły, pozostawione przez znudzone spacerowiczki na każdej dostępnej powierzchni, tworzą obraz niezliczonych historii miłości i nienawiści (ze zdecydowaną przewagą tych drugich).

Dementując kolejny telewizyjny mit o więzieniach, muszę też podkreślić, że na spacerach nie spotykamy się ze wszystkimi innymi osadzonymi z jednostki, większość cel (w tym moja) jest na nie prowadzona osobno, w związku z czym, nawet taka stricte towarzyska motywacja do przewietrzenia nie ma racji bytu.

W wakacje wszystko się jednak odmienia. Spacer staje się dla mnie najważniejszą częścią dnia i to wokół niego kręci się cały jego rozkład. Rano mam motywację żeby wstać i się ogarnąć (bo nigdy nie wiadomo, o której po nas przyjdą). Potem ładuję swoje wewnętrzne akumulatory promieniami słonecznymi, opalając się w tak dziwnych pozycjach, że przypomina to zaawansowaną praktykę jogi.

Kiedy człowiek leży z zamkniętymi oczami w pełnym słońcu, różnice praktycznie się zacierają, nie ma znaczenia czy masz pod sobą ręcznik plażowy czy bluzę od więziennego mundurka… nie ma znaczenia również to czy otaczają Cię te obrzydliwe, pomazane mury z popękanym tynkiem, czy też pięciogwiazdkowy hotel gdzieś na egzotycznych wyspach. Odpędzasz się od takich samych komarów jak na Mazurach, a do spoconego ciała przykleja Ci się taki sam piasek jak na plaży nad Bałtykiem.

Letnie spacery są dla mnie jak taka „mała przepustka na wolność”. Wracam na celę z lepszym nastrojem i samopoczuciem. Czuję też, że wyglądam zdrowiej i mniej „więziennie”, bo moją skórę pokrywa lekka opalenizna. Cały otaczający mnie syf traci trochę swojej obrzydliwości, a ja sama nabieram nowych sił, żeby jakoś brnąć przez to wszystko.

Prawda jest taka, że różnica między „tutaj” a „tam” jest kolosalna i z tym nie ma co dyskutować… ale słońce jest jedno dla wszystkich – tak samo piękne nad Sopotem, Hiszpanią czy A.Ś. Warszawa-Grochów.

Życzę Wam miłego lata – bez względu na to, gdzie je spędzacie.

– A. –


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacji

CZYSZCZENIE PAMIĘCI

Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS.
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Źle śpię lub nie sypiam wcale i wtedy przez moją głowę przebiega stado dzików. Myśli krążą tak nieznośnie, że marzę o przeprowadzeniu lobotomii mózgu, zatrzymaniu gonitwy niezliczonych impulsów w neuronowym labiryncie, albo przynajmniej o przeprowadzeniu operacji czyszczenia pamięci przez system antywirusowy, by z radością patrzeć na paski postępu, bo tak bardzo chciałabym kliknąć w zapominanie. Chciałabym uwolnić się od gniotących duszę wycinków, od zbędnej wiedzy, zupy mlecznej z więzienia, od imion, twarzy, nazwisk, które raz spotkane, na zawsze wpadają mi w mózgowe zwoje i zostają z nimi jak Himilsbach z angielskim. Ale nie mam żadnego programu czyszczącego… Właściwie to nie mam tutaj niczego co chociaż pomogłoby mi zapomnieć. Podczas gdy w normalnym życiu mamy dużą nadpodaż łatwej kultury, wszystkie streamingi filmowe i serialowe, gry, książki, muzyka na Spotify, wszystko na pstryknięcie palcami, bez potrzeby wychodzenia z domu. Tak łatwo się zresetować, odciąć i nie myśleć… a tutaj każdą emocję, czy to radość, czy smutek odczuwa się mocniej i mimo, że pojedyncze kwiatki na spacerniaku pachną piękniej, to gówno śmierdzi bardziej i chyba nic tego nie zmieni.

A może jednak macie sposoby na odcinanie i zapominanie?

Piszcie! See U Soon

Kerasu


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001

Chwila wytchnienia – rok później

Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS


Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Rok temu w styczniu zaczęła się moja przygoda z transportami. Opisywałam Wam to w poście „Chwila Wytchnienia”, obiecałam też wtedy, że na bieżąco będę opisywała swoją podróż „po wyroku”, że tak to nazwę.

Tak więc minął rok. A że historia lubi się powtarzać, znowu nastąpił ten upragniony dzień, kiedy otrzymałam to samo: prowiant (zwiastun transportu). Mandżur spakowany, gotowa do drogi. Mądrzejsza już o dwa transporty, ze zbieracza zdobywcy nagle stałam się minimalistką. A więc dzień przed transportem, to co jeszcze tydzień temu było mi niezbędne w „kuwecie” (coś co funkcjonuje jako szafa, szuflady czy też komoda – jest zamontowana pod łóżkiem na kółkach) i pod żadnym względem bym tego nie oddała, a tym bardziej nie wymieniła, nagle okazało się, że w ogóle nie było mi potrzebne i już do niczego mi się nie przyda. Tak więc przed wyjazdem redukuję bagaż podręczny, moje współlokatorki wzbogaciły się o moje „nie wyrzucę”. I teraz pewnie one pielęgnują te skarby, dopóki gdzieś nie będą jechać.

Tym, co tego nie wiedzą, chcę powiedzieć, że jadąc w transport musimy się zmieścić w jedną torbę transportową i nie może ona przekraczać 30 kg. Więc cały mój więzienny majątek został zapakowany w torbę i pojechałam w Kujawsko-Pomorskie. A że Grudziądz nie taki straszny jak go malują, mordka mi się cieszyła od ucha do ucha. Tym razem zakwaterowana byłam na innym pawilonie. Mały, kameralny oddział z sześcioma celami dla kryminalistek. No i oczywiście powtórka z zeszłego roku – telefon, telefon i jeszcze raz telefon. Prawie zero kolejek do telefonu . Nooo…. jakby luksusowo.

Więc nadrabiałam zaległości z życia rodziny. Moja najmłodsza siostrzenica kończyła roczek ❤️ Jest prześliczna i za każdym razem karmi mnie na Skype. Zabawkami też się dzieli z chęcią. Moja starsza siostrzenica poszła do szkoły i wreszcie na spokojnie mogła mi opowiedzieć wszystkie swoje wrażenia, a było ich co niemiara. Bal karnawałowy. To było coś. Przebrana była za czarownicę i strasznie jej się podobało. Wygrała konkurs taneczny, więc mówię, żeby mi to opisała i narysowała. Ocho… za dużo już bym chciała, więc szybko mówi: ciociu ten bal to chała, w ogóle nie ma o czym gadać. Szybko wybrnęła z tego, żeby tylko nie pisać. A ja też nie pomyślałam, że ona i tak ma dosyć pisania w szkole, a tu jeszcze ja wyskakuję, żeby mi opisywała – przesadziłam.

Właśnie takie telefony są dla nas bardzo ważne, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Nie rozumiem tych zmian w K.K.W – bo skoro podstawą resocjalizacji jest kontakt z rodziną, to czemu go tak ograniczyli?! Odejdę trochę od tematu. Weźmy np. matkę czworga dzieci – na zamku ma 2 telefony w tygodniu po 10 minut. I jak ona ma podzielić czas na nich, przy czym z opiekunami dzieci też trzeba porozmawiać. Domyślam się co teraz większość z Was ma teraz w głowie. A czemu ta matka nie jest przy dzieciach tylko w więzieniu – ok, ale nie oceniajmy tego teraz, bo każda z nas ma jakąś historię za sobą. Tylko spójrzmy na to wszystko oczyma dziecka ☹ Jest to bardzo ciężki temat i na pewno do tego powrócimy. Tak mi się po prostu wkradł przy opisywaniu telefonów – ja już mam ten komfort dzwonienia, ale… jest jeszcze tyle matek, które tego komfortu nie mają z różnych powodów, nie koniecznie zależnych od nich.

No, ale powróćmy do mojej podróży, nowych miejsc i tego wszystkiego, czym chciałam się z Wami podzielić. No więc lecimy dalej. Wreszcie mogłam wysłuchać córki do końca, a nie w połowie zdania jej przerywać, bo czas telefonu się kończy. I już na spokojnie wszystkich obdzwonię – teraz nie przyjechałam tutaj na chwilę – tylko odbyć resztę kary. Przynajmniej tak myślałam. Tak więc w głowie wszystko zaplanowane, idę do pracy a za rok do szkoły, bo dopiero od 2025 roku rusza pierwszy semestr liceum. Plan w głowie jest i zaczynam go realizować.

Po dwóch tygodniach pobytu na Grudziądzu poszłam do pracy na Sarę. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak takie drelichy, które noszą robotnicy, muszą być dokładnie uszyte. Przecież czy ktoś na budowie patrzy na szew, że zjechał milimetr? Daję głowę że nie. Ale brygadzistka wszystko dojrzała. I takim to sposobem wyrobiła we mnie perfekcję w równym szyciu. W tym momencie chylę głowę przed każdym krawcem i krawcową, bo to ciężki kawałek chleba. Tak więc nauczyłam się, jak takie ogrodniczki szyć dobrze.

Praca mi się spodobała, chodziłam tam z chęcią, aż pewnej środy przy śniadaniu, znowu otrzymałam prowiant – zdębiałam! Tysiąc myśli naraz, pierwsza myśl – czynności, no ale jak? Przecież nie mam już żadnych spraw. Zresztą jest już 8:00, gdyby to były czynności, to już dawno bym była w samochodzie. Hm… oddziałowa nie każe mi się pakować na biegu – jedyna opcja, jaka zostaje, to komisja i R-3 (czyli zakład karny typu otwartego). Przecież to niemożliwe, gdzie? Za szybko! Lecę do oddziałowej i pytam się czy staję na komisję, a ona i mówi że tak. I wszystko jasne – jadę na Bydgoszcz na O.Z.

I tak też się stało – godzina 9:00 komisja, a o 16:00 powitał mnie O.Z. Bydgoszcz. Pierwsze wrażenie – hotel robotniczy. Normalne drzwi, nie ma krat na każdym kroku. Dwa boiska, jedno do koszykówki, drugie do piłki nożnej. Na dwór można wychodzić od godziny 7:00 do 19:00. W pokojach nie śmierdzi papierochami, bo pali się na dworze, a po 19:00 w palarni. Telefony są tak samo jak na Grudziądzu, prawie do 20:00. A drzwi są otwarte całą dobę. Jedyny mankament, to to, że łazienki nie ma w pokoju. No, ale nie narzekając, przecież nie można mieć wszystkiego. Hm… jestem tu dopiero parę dni i jeszcze wszystko jest dla mnie takie nowe i dziwne. Skype są dwa razy w tygodniu i to po 30 minut. Powiem Wam, że tyle lat na zamku zrobiło ze mnie jednak dzikusa. Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tego, że nie jestem prowadzona na smyczy jak niesforny szczeniak ???? Do tego z rękoma skutymi nawet do telefonu i weź się gimnastykuj z wybieraniem numeru, a co dopiero coś jeszcze zapisać. Szlag trafia od razu, a tu… przychodzi godzina Skype, idziesz sama, dzwonisz, otwierają ci kratę i to jest jedna z trzech krat, które widzę. Sama idę na widzeniówkę, nikt nie stoi za plecami, kiedy rozmawiam. Więc różnica jest diametralna w odbywaniu kary.

Rok temu Wam pisałam, że jestem ciężka do zresocjalizowania. Wtedy też w jednym z komentarzy Kasia życzyła mi powodzenia w resocjalizacji. Dziękuję Ci Kasiu – jak widać wszystko idzie w dobrym kierunku. Nie powiem, żeby to było proste, ale… mam o co walczyć. A tu nawet jak coś mnie zdenerwuje, to wychodzę sobie na dwór – parę głębszych wdechów i wszystko wraca do równowagi. Przestałam się denerwować na rzeczy, na które nie mam wpływu. Dziękuję wszystkim tym, którzy we mnie wierzą – Bonnie Clyde kocham i pamiętaj, że serduszkiem jestem cały czas przy Tobie.

Oczywiście WIELKIE DZIĘKI dziewczynom z Fundacji. Jesteście Aniołami. Pozdrawiam Majki.


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001

Good idea – recykling

Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Drodzy Czytelnicy :), parę, no może kilka dni temu, zmieniłam ,,meldunek”. Nowa choć mi znana współlokatorka 🙂 podrzuciła mi niezły pomysł… A mianowicie… pokazała notesik, który sama zrobiła, a ja?!?! Siadając i czytając 6 i 7 nr „W Kratkę”, tak sobie pomyślałam: a co mi tam, mam stare zeszyty, notes, notesik – które są ,,ulubione” i zawierają ważne telefony i etc, etc… Notes z zeszłego roku, który wpadł mi w rączki :). Zaczęłam z gazetek wybierać ilustracje, które bardzo przypadły mi do gustu i wyrywać – z całym szacunkiem, nie chcę nikogo urazić… Co prawda cały weekend zleciał, a ja dalej mam wenę! Odklejałam okładki, niczym w transie, coś starego zmieniam w nowe :). Widzę, że nawet dobrze to wygląda i ma przy okazji jakiś przekaz :). Z początku wiadomo, że wyglądało to mizernie, ale efekt końcowy jest bardzo ciekawy i pewnie dla każdego z nas byłby intrygujący oraz ,,samozadowalający”, że z niczego wychodzi takie cudo i nawet stara okładka od zeszytu (twarda), może przejść taką metamorfozę…

Akurat ja upatrzyłam sobie naszą gazetkę „W Kratkę”, ponieważ ilustracje z niej są rewelacyjne, więc wykorzystałam je, żeby nie leżały na półce tylko był z nich użytek :). Następne ,,prace” może zrobię z kolorowej prasy? Z żywszych kolorów? Więc ekonomicznie dając drugie życie robię recykling. Jak już wykończę wszystkie okładki, dookoła je podszyję, podczepiam lub… Nie mam pojęcia, jak to zrobię, ale coś wymyślę – żeby dorzucić w środek kartki nie niszcząc reszty!

A może Wy możecie podpowiedzieć jak mogę to ogarnąć – środek takiego notesu też jest ważny, bo skoro nadajesz mu duszę, dzięki Tobie przechodzi ,,reinkarnację”, to trzeba też dać ,,mu” serce :)… Bo po co odpicować ,,coś”, skoro zaraz go rzucisz w kąt?

Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten pomysł i sami spróbujecie nadać nowe życie – jakiemuś staremu notesowi czy zeszytowi :P, co Wy na co?

Wierzę w Was i Wasze zdolności – pokażcie swoją duszę :)… Udanej zabawy (szczerze mówiąc, te notesy to czaso-pożeracz! Weekend z życia wzięty;).

Pozdrawiam serdecznie Czytelników oraz oczywiście Redakcję 😉 jak i Fundację Dom Kultury ❤

– Taka Ja –


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001

BĘDĘ MIAŁA PRALKĘ!

Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS.
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

„Gdzie jest Nemo?” to animowana opowieść o losach małej rybki, która na skutek wyjątkowo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności wpada w potężne tarapaty i dostaje się do niewoli. Na szczęście, wytrwała grupa dzielnych przyjaciół rusza Nemo z odsieczą i wszystko dobrze się kończy… mimo, że nie jestem urocza jak Nemo, to idealnie opisuje to moją historię. Co prawda do mojego szczęśliwego zakończenia jeszcze trochę brakuje, ale to dzięki moim wspaniałym przyjaciołom, rodzinie i znajomym, wiem, że będzie dobrze – zupełnie jak u Nemo. I to oni są moją przyszłością, planami na życie „po więzieniu”.

Oczywiście często kiedy budzą nas na poranny apel o 6:00, myślę sobie, że zdecydowanie lepiej byłoby witać dzień oglądając wschód słońca np. na Radhangar Beach. Oczyma wyobraźni widzę piasek na którym nie widać śladu ludzkich stóp, ale bez trudu można dostrzec, którędy do oceanu zeszły żółwie. Morze szumi swą odwieczną mantrę, a fale wyłaniają się z fioletowej poświaty. Zaczyna się spektakl kolorów – ultramaryna przechodzi w kobalt i błękit królewski, a kiedy słońce wyłania się zza horyzontu, niebo przybiera barwę baby blue, a piasek ma kolor świeżego śniegu, a nad lasem deszczowym unoszą się mgły. Rybacy wchodzą po pas do oceanu i zarzucają długie sieci na ryby, które zjemy na kolację. Ale czym to wszystko byłoby gdybym nie miała obok siebie swoich bliskich ? Z tych wspomnień i iluminacji wybudza mnie skutecznie więzienne życie, ale obrazy z przeszłości pomagają przetrwać, bo to wszystko wróci. Gdziekolwiek będę żyła już nigdy nie pozwolę, aby samotność gasiła mnie każdego dnia, bo gdyby nie moi rodzice, moja druga połówka, rodzeństwo i przyjaciele, nie wytrzymałabym tutaj nawet jednego dnia. Relacje budowane latami stały się nierozerwalne i nawet więzienny drut kolczasty ich nie przetrwał. Jednak kiedy już stąd wyjdę, będę pamiętała o dwóch osobach, które były obok mnie tutaj kiedy potrzebowałam ich najbardziej na świecie. Nigdy im tego nie zapomnę. Obcy już nie są obcy i zawsze będę nosić ich w sercu.

Oprócz tych wszystkich emocjonalnych uniesień na pewno dam się ponieść pracy, bo to moje największe hobby. Już nie mogę się doczekać kiedy mózgowe zwoje ruszą, by rozwiązywać wszystkie zawodowe problemy – nigdy tak bardzo za nimi nie tęskniłam. A po pracy z wielką przyjemnością będę gotowała, sprzątała i prała, bo to jest pewne – BĘDĘ MIAŁA PRALKĘ i już zawsze będę żyła tak, aby to kodeks karny wyznaczał moje zasady i nic mi tej pralki nie odbierze ????

Kerasu


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie 05_znak_uproszczony_kolor_biale_tlo-1-1024x288.png

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001