Na
pierwszym miejscu chciałabym zmienić podejście lekarzy do
skazanych, ponieważ mają lekceważące podejście – co by komuś
nie było i tak powiedzą, że jesteś zdrowa. Drugą kwestią są
telefony, których jest za mało moim zdaniem. Mamy będąc tu mamy
bardzo ograniczony kontakt z rodzinami, więc powinnyśmy mieć
więcej telefonów w tygodniu oraz dłuższe skype’y. Jak ja mam
ponad 600 km do domu, to odległość jest tak duża, że moja
rodzina nie ma możliwości co miesiąc do mnie przyjeżdżać.
Trzecią kwestią jest to, że powinni bez problemów wpisywać
bliskie osoby/partnerów na listę osób do widzeń i nie patrzeć na
to, że ta osoba była karana, bo dużo osób było w tym miejscu i
nie powinno mieć to wpływu na widzenia.
Misia
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji
Zmieniłabym
średniowieczne, zbutwiałe i zatęchłe nastawienie do więzienia,
do odbywania kary pozbawienia wolności. Nastawienie Polaków, ale
przede wszystkim pracowników SW. „Kryminał” mówi wychowawca.
Kryminał to słowo, które śmierdzi zgnilizną, szczurami, osiłkami
i przywodzi na myśl jakąś odległą dzielnicę, na którą boją
się zapuszczać nawet policjanci. „W kryminale” to nie, tamto
nie, a o tym możecie tylko pomarzyć. Na Boga, podobno urodziłam
się jako przedstawicielka naczelnych, które 6 mln lat temu zeszły
z drzewa, a 230 tysięcy lat temu stały się stuningowaną formą
homo sapiens. Tymczasem w polskim zakładzie karnym czuję się jak
kurczak w masowym chowie klatkowym. I ta odpowiedzialność zbiorowa!
Hit więziennictwa! Największy przebój rozwiniętej cywilizacji XXI
wieku! Pierwsza zasada polskiego więziennictwa brzmi: „człowiek
nie istnieje jako podmiot indywidualny”. Od roku walczę o talon na
pisaki, bo jakaś błyskotliwa królewna przemycała w pisakach swoje
eliksiry. Tuńczyka jeść nie mogę, bo ktoś się puszką pociął.
Różańca od księdza nie dostanę, bo ktoś się na jakimś
powiesił. Jest to smutne i tak naprawdę obrazuje nieudolność
systemu.
Panie Prezydencie, proszę o ułaskawienie
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji
Co raz częściej się słyszy, jak
rodzice mówią „moje dziecko jest niegrzeczne”, „moje dziecko
się nie słucha”, „moje dziecko wymusza” itd., natomiast moja
babcia zawsze mówiła, że nie ma dzieci niegrzecznych, a problem
tkwi w rodzinach, gdyż mamy takie czasy gdzie każdy jest w ciągłym
biegu, głównie przez pracę, a dzieci to odczuwają. Dzieci poprzez
swoje zachowanie, płacz, wymuszanie, krzyki, próbują zwrócić na
siebie naszą uwagę.
Kiedyś nasze babcie, mamy, poświęcały
nam dużo więcej uwag, dużo więcej czasu. Mama czy babcia w
momencie kiedy gotowały, piekły ciasta to pozwalały nam w czymś
pomóc, w ten sposób tworząc relację, więź z dzieckiem. Nie było
takiej „ery” telefonów, tabletów, gier komputerowych, jak teraz
– dlatego też rodzice grali z nami w gry planszowe, chętniej
spędzali czas wspólnie poza domem.
Ja pamiętam, że jak byłam małym
dzieckiem i padał deszcz to nie mogłam wyjść na podwórko,
strasznie mi się nudziło, moja mama miała drewniane duże łyżki,
z których wraz z nią zrobiłam teatrzykowe kukiełki, które
finalnie przydały się później do zabawy.
Teraz, kiedy każdy za czymś goni,
rodzice przenoszą pracę do domu, kiedy co raz mniej osób gotuje w
domach, tylko zastępuje to gotowymi, kiedy nie piecze się już tak
ciast, gdyż łatwiej i szybciej jest kupić, to dziecko nie każde
jest w stanie zaznać tego, co dzieci z poprzedniego pokolenia.
Rodzice nadrabiają pracę w domach w momencie i kiedy dziecko chce
coś zrobić z nami, pobawić, a słyszy od rodzica „za chwilę”,
„nie teraz”, „później” i za każdą podjęta próbą zabawy
słyszy to samo – to w pewnym momencie czuje się odrzucone i wtedy
stopniowo zaczyna się buntować, zaczyna się etap wymuszania,
płaczu, krzyków. Rodzic zamiast zastanowić się, dlaczego tak
jest, daje dziecku telefon bądź tablet. Dziecko zajmuje się jakiś
czas sobą, jest cisza, spokój – możliwość na to, aby w tej
chwili rodzic mógł skupić się na sobie.
Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to
nie polepszy stanu dziecka, tylko ta „pętla” się co raz
bardziej zaciska. Cisza jest na chwilę, a dziecko wie, że jeśli
zacznie wymuszać, to rodzic dla chwili spokoju odpuszcza i ustępuje
dziecku. Dlatego też uważam, że moja babcia mówiąc „nie ma
dzieci niegrzecznych, a problem tkwi w rodzicach” – miała rację.
Powinniśmy nauczyć się rozgraniczać
pracę od domu. Powinniśmy poświęcać więcej czasu i uwagi naszym
pociechom, gdyż później na etapie dorastania, te wszystkie bodźce,
które otrzymują na etapie małego dziecka – niestety wyjdą.
A.B.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji
Chciałabym
zmienić przede wszystkim to, że powinnyśmy mieć możliwość
„swojego głosu” przy załatwianiu różnych formalnych rzeczy.
Ciągle każą nam na wszystko czekać, ciągle słyszymy
„dzwoniłem”, „mówiłem”, lecz tak naprawdę nic z tego nie
wynika. Ta bezradność, którą ciągle tutaj mamy, jest strasznie
wkurzająca. Czasem do tego stopnia, że z nadmiaru emocji człowiek
zaczyna płakać i w sumie tylko tyle mu pozostaje. Chciałabym też
zmienić tą izolację, która ciągle jest taka, że nie możemy
mieć płatnej pracy, uczestniczyć w wielu rzeczach, a wszystko jest
zależne od czyjegoś humoru czy chęci, a nie od tego, ile ktoś z
nas daje z siebie. Chciałabym zmienić podejście służby zdrowia
do osadzonych: przez to, jakie czasami elementy tutaj siedzą, inni,
którzy naprawdę potrzebują pomocy, są zlewani, co jest chore.
No
i wiadomo, kontakt z rodziną: chciałabym mieć więcej telefonów,
skype’ów, na których, mimo braku widzeń, ma się 10 minut na
zobaczenie bliskich. Nie każdy mieszka w Warszawie, czasami
kilometry czy stan zdrowia nie pozwalają bliskim na przyjazd, ale
tutaj przecież nikt się tym nie interesuje. Jednym zdaniem,
jesteśmy tylko „numerkami w rejestrze”.
X
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji
Każdy z nas ma marzenia, każdy z nas
o czymś marzy, każdy z nas „coś” planuje. Każdy chciałby coś
mieć, coś osiągnąć. Marzenia są piękne, a jeszcze piękniejsze
stają się, gdy zostają zrealizowane. Niezależnie od wieku, w
jakim jesteśmy, marzenia są zawsze. Będąc małymi dziećmi
marzyliśmy o tym, aby rodzice kupili nam najpiękniejszą lalkę
albo najbardziej „wypasiony” samochodzik z naszej dziecięcej
wyobraźni. Oczywiście my rodzice w większości przypadków robimy
wszystko, aby spełnić realne marzenia naszych pociech, gdyż
wywołuje uśmiech na ich buźkach. Dziewczynki marzą o tym, żeby
być księżniczkami z ulubionych bajek, a chłopcy super bohaterami
z nadzwyczajnymi mocami. Dzieci na tym etapie rozwoju nie zdają
sobie jeszcze sprawy, że postacie z bajek to fikcja. Później
przechodząc w wiek młodzieżowy marzenia stają się bardziej
realne, stopniowo przechodzą w plany.
Marzymy, planujemy, aby skończyć z
jak najlepszym wynikiem szkołę, co otworzy nam furtkę na
przyszłość. Marzymy, aby zdać jak najszybciej prawo jazdy i nie
być zależnym od rodziców. Mieć najładniejszą dziewczynę w
szkole, bądź najprzystojniejszego chłopaka.
Natomiast, gdy wchodzimy w dorosły
wiek zaczynamy realizować nasze marzenia stopniowo planując
wszystko, ponieważ marzenia to pewnego rodzaju plany i aby zostały
zrealizowane musimy mieć dobry plan i sukcesywnie do tego dążyć.
Generalnie wszystko jest możliwe, wszystko jest w zasięgu naszych
rąk, tylko trzeba tego chcieć.
Nie strącajmy sobie sami, „wysoko
zawieszonych poprzeczek”. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z
naszym planem. Nie zawsze wszystko zostanie podane nam na tacy.
Jednak grunt to nie poddawać się. Często o swoje marzenia musimy
zawalczyć, często metodą „prób i błędów”. Czasem też, w
połowie drogi okazuje się, że nie idzie nam najlepiej, lecz
zamiast się poddawać, przeanalizujemy „nasz plan” raz
jeszcze, może warto wprowadzić jakieś zmiany, ulepszyć.
Pamiętajcie, marzenia to plany, to
cele. A cele, które osiągniemy to również pewien etap w drodze do
spełnienia naszych marzeń. Dlatego jak sami widzicie, niezależnie
od naszego wieku, od małego dziecka po dorosłość mamy marzenia. W
zależności od tego, na jakim etapie życia jesteśmy, są one
różne, z wiekiem wzrastają. Jedno jest pewne: nieważne ile mamy
lat, nie ważne czy są to mniejsze czy większe marzenia. Ważne
jest to, że zawsze wywołują uśmiech na naszych twarzach i są
endorfinami, hormonami szczęścia.
Aszera
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacjiOtwórz panel publikacji
Z pewnością dla nikogo więzienie nie
jest idealnym miejscem do spędzania letniego urlopu… Ja oczywiście
również nie jestem zachwycona tym, że KOLEJNE wakacje spędzę za
kratami. Mimo to, zamiast skupiać się na stratach i użalaniu nad
swoim losem, wolę przedstawić Wam pozytywne strony najcieplejszej
pory roku.
Generalnie lato zawsze było (i jest!) moim ulubionym sezonem – pobyt w pudle niczego tu nie zmienia! Co prawda jego zalety różnią się w zależności od „strony muru”, po której się znajduję, ale nadal tak samo obfituję w pozytywy.
W wakacje, najważniejszym elementem
mojego dnia, są dla mnie spacery. W pozostałą część roku
właściwie nie wynurzam się z pawilonu mieszkalnego, a niebo widzę
praktycznie tylko w drodze na magazyn czy salę widzeń (pomijając
oczywiście ten jego mały, zakratowany skrawek widoczny z mojego
okna ponad blindą z plexi). Powodem tego jest fakt, że nasze
spacerniaki znacznie różnią się od tych pokazywanych w TV, w
kryminalnych filmach i serialach… w rzeczywistości nie jest to
żaden skwerek otoczony płotem z siatki, a jedynie depresyjna,
betonowa klitka wielkości kilku metrów kwadratowych. Siatka
rozciąga się tu jedynie jako „sufit” (zamontowany chyba po to,
żebyśmy nawet patrząc w niebo pamiętały gdzie jesteśmy).
Zadeptany trawnik, umiejscowiony na środku owej klitki (nie większy
niż 2x3m), nie rodzi już praktycznie nic, a jedyną wątpliwą
„ozdobę” tego prostokąta ubitej ziemi, stanowi zniszczona
ławeczka, zbita z trzech spróchniałych (i niejednokrotnie
połamanych) desek.
Cały spacerniak otacza niegdyś biały
mur, którego otynkowanie w wielu miejscach pęka i odpada. Mnożące
się przez lata bazgroły, pozostawione przez znudzone spacerowiczki
na każdej dostępnej powierzchni, tworzą obraz niezliczonych
historii miłości i nienawiści (ze zdecydowaną przewagą tych
drugich).
Dementując kolejny telewizyjny mit o
więzieniach, muszę też podkreślić, że na spacerach nie
spotykamy się ze wszystkimi innymi osadzonymi z jednostki, większość
cel (w tym moja) jest na nie prowadzona osobno, w związku z czym,
nawet taka stricte towarzyska motywacja do przewietrzenia nie ma
racji bytu.
W wakacje wszystko się jednak odmienia. Spacer staje się dla mnie najważniejszą częścią dnia i to wokół niego kręci się cały jego rozkład. Rano mam motywację żeby wstać i się ogarnąć (bo nigdy nie wiadomo, o której po nas przyjdą). Potem ładuję swoje wewnętrzne akumulatory promieniami słonecznymi, opalając się w tak dziwnych pozycjach, że przypomina to zaawansowaną praktykę jogi.
Kiedy człowiek leży z zamkniętymi
oczami w pełnym słońcu, różnice praktycznie się zacierają, nie
ma znaczenia czy masz pod sobą ręcznik plażowy czy bluzę od
więziennego mundurka… nie ma znaczenia również to czy otaczają
Cię te obrzydliwe, pomazane mury z popękanym tynkiem, czy też
pięciogwiazdkowy hotel gdzieś na egzotycznych wyspach. Odpędzasz
się od takich samych komarów jak na Mazurach, a do spoconego ciała
przykleja Ci się taki sam piasek jak na plaży nad Bałtykiem.
Letnie spacery są dla mnie jak taka
„mała przepustka na wolność”. Wracam na celę z lepszym
nastrojem i samopoczuciem. Czuję też, że wyglądam zdrowiej i
mniej „więziennie”, bo moją skórę pokrywa lekka opalenizna.
Cały otaczający mnie syf traci trochę swojej obrzydliwości, a ja
sama nabieram nowych sił, żeby jakoś brnąć przez to wszystko.
Prawda jest taka, że różnica między
„tutaj” a „tam” jest kolosalna i z tym nie ma co dyskutować…
ale słońce jest jedno dla wszystkich – tak samo piękne nad
Sopotem, Hiszpanią czy A.Ś. Warszawa-Grochów.
Życzę Wam miłego lata – bez
względu na to, gdzie je spędzacie.
– A. –
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001Otwórz panel publikacji
Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS.
Źle śpię lub nie sypiam wcale i
wtedy przez moją głowę przebiega stado dzików. Myśli krążą
tak nieznośnie, że marzę o przeprowadzeniu lobotomii mózgu,
zatrzymaniu gonitwy niezliczonych impulsów w neuronowym labiryncie,
albo przynajmniej o przeprowadzeniu operacji czyszczenia pamięci
przez system antywirusowy, by z radością patrzeć na paski postępu,
bo tak bardzo chciałabym kliknąć w zapominanie. Chciałabym
uwolnić się od gniotących duszę wycinków, od zbędnej wiedzy,
zupy mlecznej z więzienia, od imion, twarzy, nazwisk, które raz
spotkane, na zawsze wpadają mi w mózgowe zwoje i zostają z nimi
jak Himilsbach z angielskim. Ale nie mam żadnego programu
czyszczącego… Właściwie to nie mam tutaj niczego co chociaż
pomogłoby mi zapomnieć. Podczas gdy w normalnym życiu mamy dużą
nadpodaż łatwej kultury, wszystkie streamingi filmowe i serialowe,
gry, książki, muzyka na Spotify, wszystko na pstryknięcie palcami,
bez potrzeby wychodzenia z domu. Tak łatwo się zresetować, odciąć
i nie myśleć… a tutaj każdą emocję, czy to radość, czy
smutek odczuwa się mocniej i mimo, że pojedyncze kwiatki na
spacerniaku pachną piękniej, to gówno śmierdzi bardziej i chyba
nic tego nie zmieni.
A może jednak macie sposoby na
odcinanie i zapominanie?
Piszcie! See U Soon
Kerasu
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS
Rok temu w styczniu zaczęła się moja przygoda z transportami. Opisywałam Wam to w poście „Chwila Wytchnienia”, obiecałam też wtedy, że na bieżąco będę opisywała swoją podróż „po wyroku”, że tak to nazwę.
Tak więc minął rok. A że historia lubi się powtarzać, znowu nastąpił ten upragniony dzień, kiedy otrzymałam to samo: prowiant (zwiastun transportu). Mandżur spakowany, gotowa do drogi. Mądrzejsza już o dwa transporty, ze zbieracza zdobywcy nagle stałam się minimalistką. A więc dzień przed transportem, to co jeszcze tydzień temu było mi niezbędne w „kuwecie” (coś co funkcjonuje jako szafa, szuflady czy też komoda – jest zamontowana pod łóżkiem na kółkach) i pod żadnym względem bym tego nie oddała, a tym bardziej nie wymieniła, nagle okazało się, że w ogóle nie było mi potrzebne i już do niczego mi się nie przyda. Tak więc przed wyjazdem redukuję bagaż podręczny, moje współlokatorki wzbogaciły się o moje „nie wyrzucę”. I teraz pewnie one pielęgnują te skarby, dopóki gdzieś nie będą jechać.
Tym, co tego nie wiedzą, chcę powiedzieć, że jadąc w transport musimy się zmieścić w jedną torbę transportową i nie może ona przekraczać 30 kg. Więc cały mój więzienny majątek został zapakowany w torbę i pojechałam w Kujawsko-Pomorskie. A że Grudziądz nie taki straszny jak go malują, mordka mi się cieszyła od ucha do ucha. Tym razem zakwaterowana byłam na innym pawilonie. Mały, kameralny oddział z sześcioma celami dla kryminalistek. No i oczywiście powtórka z zeszłego roku – telefon, telefon i jeszcze raz telefon. Prawie zero kolejek do telefonu . Nooo…. jakby luksusowo.
Więc nadrabiałam zaległości z życia rodziny. Moja najmłodsza siostrzenica kończyła roczek ❤️ Jest prześliczna i za każdym razem karmi mnie na Skype. Zabawkami też się dzieli z chęcią. Moja starsza siostrzenica poszła do szkoły i wreszcie na spokojnie mogła mi opowiedzieć wszystkie swoje wrażenia, a było ich co niemiara. Bal karnawałowy. To było coś. Przebrana była za czarownicę i strasznie jej się podobało. Wygrała konkurs taneczny, więc mówię, żeby mi to opisała i narysowała. Ocho… za dużo już bym chciała, więc szybko mówi: ciociu ten bal to chała, w ogóle nie ma o czym gadać. Szybko wybrnęła z tego, żeby tylko nie pisać. A ja też nie pomyślałam, że ona i tak ma dosyć pisania w szkole, a tu jeszcze ja wyskakuję, żeby mi opisywała – przesadziłam.
Właśnie
takie telefony są dla nas bardzo ważne, zarówno kobiet, jak i
mężczyzn. Nie rozumiem tych zmian w K.K.W – bo skoro podstawą
resocjalizacji jest kontakt z rodziną, to czemu go tak ograniczyli?!
Odejdę trochę od tematu. Weźmy np. matkę czworga dzieci – na
zamku ma 2 telefony w tygodniu po 10 minut. I jak ona ma podzielić
czas na nich, przy czym z opiekunami dzieci też trzeba porozmawiać.
Domyślam się co teraz większość z Was ma teraz w głowie. A
czemu ta matka nie jest przy dzieciach tylko w więzieniu – ok, ale
nie oceniajmy tego teraz, bo każda z nas ma jakąś historię za
sobą. Tylko spójrzmy na to wszystko oczyma dziecka ☹
Jest to bardzo ciężki temat i na pewno do tego powrócimy. Tak mi
się po prostu wkradł przy opisywaniu telefonów – ja już mam ten
komfort dzwonienia, ale… jest jeszcze tyle matek, które tego
komfortu nie mają z różnych powodów, nie koniecznie zależnych od
nich.
No, ale powróćmy do mojej podróży, nowych miejsc i tego wszystkiego, czym chciałam się z Wami podzielić. No więc lecimy dalej. Wreszcie mogłam wysłuchać córki do końca, a nie w połowie zdania jej przerywać, bo czas telefonu się kończy. I już na spokojnie wszystkich obdzwonię – teraz nie przyjechałam tutaj na chwilę – tylko odbyć resztę kary. Przynajmniej tak myślałam. Tak więc w głowie wszystko zaplanowane, idę do pracy a za rok do szkoły, bo dopiero od 2025 roku rusza pierwszy semestr liceum. Plan w głowie jest i zaczynam go realizować.
Po dwóch tygodniach pobytu na Grudziądzu poszłam do pracy na Sarę. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak takie drelichy, które noszą robotnicy, muszą być dokładnie uszyte. Przecież czy ktoś na budowie patrzy na szew, że zjechał milimetr? Daję głowę że nie. Ale brygadzistka wszystko dojrzała. I takim to sposobem wyrobiła we mnie perfekcję w równym szyciu. W tym momencie chylę głowę przed każdym krawcem i krawcową, bo to ciężki kawałek chleba. Tak więc nauczyłam się, jak takie ogrodniczki szyć dobrze.
Praca mi
się spodobała, chodziłam tam z chęcią, aż pewnej środy przy
śniadaniu, znowu otrzymałam prowiant – zdębiałam! Tysiąc myśli
naraz, pierwsza myśl – czynności, no ale jak? Przecież nie mam
już żadnych spraw. Zresztą jest już 8:00, gdyby to były
czynności, to już dawno bym była w samochodzie. Hm… oddziałowa
nie każe mi się pakować na biegu – jedyna opcja, jaka zostaje,
to komisja i R-3 (czyli zakład karny typu otwartego). Przecież to
niemożliwe, gdzie? Za szybko! Lecę do oddziałowej i pytam się czy
staję na komisję, a ona i mówi że tak. I wszystko jasne – jadę
na Bydgoszcz na O.Z.
I tak też się stało – godzina 9:00 komisja, a o 16:00 powitał mnie O.Z. Bydgoszcz. Pierwsze wrażenie – hotel robotniczy. Normalne drzwi, nie ma krat na każdym kroku. Dwa boiska, jedno do koszykówki, drugie do piłki nożnej. Na dwór można wychodzić od godziny 7:00 do 19:00. W pokojach nie śmierdzi papierochami, bo pali się na dworze, a po 19:00 w palarni. Telefony są tak samo jak na Grudziądzu, prawie do 20:00. A drzwi są otwarte całą dobę. Jedyny mankament, to to, że łazienki nie ma w pokoju. No, ale nie narzekając, przecież nie można mieć wszystkiego. Hm… jestem tu dopiero parę dni i jeszcze wszystko jest dla mnie takie nowe i dziwne. Skype są dwa razy w tygodniu i to po 30 minut. Powiem Wam, że tyle lat na zamku zrobiło ze mnie jednak dzikusa. Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tego, że nie jestem prowadzona na smyczy jak niesforny szczeniak ???? Do tego z rękoma skutymi nawet do telefonu i weź się gimnastykuj z wybieraniem numeru, a co dopiero coś jeszcze zapisać. Szlag trafia od razu, a tu… przychodzi godzina Skype, idziesz sama, dzwonisz, otwierają ci kratę i to jest jedna z trzech krat, które widzę. Sama idę na widzeniówkę, nikt nie stoi za plecami, kiedy rozmawiam. Więc różnica jest diametralna w odbywaniu kary.
Rok temu Wam pisałam, że jestem ciężka do zresocjalizowania. Wtedy też w jednym z komentarzy Kasia życzyła mi powodzenia w resocjalizacji. Dziękuję Ci Kasiu – jak widać wszystko idzie w dobrym kierunku. Nie powiem, żeby to było proste, ale… mam o co walczyć. A tu nawet jak coś mnie zdenerwuje, to wychodzę sobie na dwór – parę głębszych wdechów i wszystko wraca do równowagi. Przestałam się denerwować na rzeczy, na które nie mam wpływu. Dziękuję wszystkim tym, którzy we mnie wierzą – Bonnie Clyde kocham i pamiętaj, że serduszkiem jestem cały czas przy Tobie.
Oczywiście WIELKIE DZIĘKI dziewczynom z Fundacji. Jesteście Aniołami. Pozdrawiam Majki.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS
Drodzy Czytelnicy :), parę, no może
kilka dni temu, zmieniłam ,,meldunek”. Nowa choć mi znana
współlokatorka 🙂 podrzuciła mi niezły pomysł… A mianowicie…
pokazała notesik, który sama zrobiła, a ja?!?! Siadając i
czytając 6 i 7 nr „W Kratkę”, tak sobie pomyślałam: a co mi
tam, mam stare zeszyty, notes, notesik – które są ,,ulubione” i
zawierają ważne telefony i etc, etc… Notes z zeszłego roku,
który wpadł mi w rączki :). Zaczęłam z gazetek wybierać
ilustracje, które bardzo przypadły mi do gustu i wyrywać – z całym
szacunkiem, nie chcę nikogo urazić… Co prawda cały weekend
zleciał, a ja dalej mam wenę! Odklejałam okładki, niczym w
transie, coś starego zmieniam w nowe :). Widzę, że nawet dobrze to
wygląda i ma przy okazji jakiś przekaz :). Z początku wiadomo, że
wyglądało to mizernie, ale efekt końcowy jest bardzo ciekawy i
pewnie dla każdego z nas byłby intrygujący oraz
,,samozadowalający”, że z niczego wychodzi takie cudo i nawet
stara okładka od zeszytu (twarda), może przejść taką
metamorfozę…
Akurat ja upatrzyłam sobie naszą
gazetkę „W Kratkę”, ponieważ ilustracje z niej są
rewelacyjne, więc wykorzystałam je, żeby nie leżały na półce
tylko był z nich użytek :). Następne ,,prace” może zrobię z
kolorowej prasy? Z żywszych kolorów? Więc ekonomicznie dając
drugie życie robię recykling. Jak już wykończę wszystkie
okładki, dookoła je podszyję, podczepiam lub… Nie mam pojęcia,
jak to zrobię, ale coś wymyślę – żeby dorzucić w środek kartki
nie niszcząc reszty!
A może Wy możecie podpowiedzieć jak
mogę to ogarnąć – środek takiego notesu też jest ważny, bo
skoro nadajesz mu duszę, dzięki Tobie przechodzi ,,reinkarnację”,
to trzeba też dać ,,mu” serce :)… Bo po co odpicować ,,coś”,
skoro zaraz go rzucisz w kąt?
Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten
pomysł i sami spróbujecie nadać nowe życie – jakiemuś staremu
notesowi czy zeszytowi :P, co Wy na co?
Wierzę w Was i Wasze zdolności –
pokażcie swoją duszę :)… Udanej zabawy (szczerze mówiąc, te
notesy to czaso-pożeracz! Weekend z życia wzięty;).
Pozdrawiam serdecznie Czytelników oraz oczywiście Redakcję 😉 jak i Fundację Dom Kultury ❤
– Taka Ja –
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001
Autorka ilustracji: Magdalena Gładecka. Ilustracja wykonana w ramach pracy licencjackiej na kierunku Grafika, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, Uniwersytet SWPS.
„Gdzie jest Nemo?” to animowana opowieść o losach małej rybki, która na skutek wyjątkowo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności wpada w potężne tarapaty i dostaje się do niewoli. Na szczęście, wytrwała grupa dzielnych przyjaciół rusza Nemo z odsieczą i wszystko dobrze się kończy… mimo, że nie jestem urocza jak Nemo, to idealnie opisuje to moją historię. Co prawda do mojego szczęśliwego zakończenia jeszcze trochę brakuje, ale to dzięki moim wspaniałym przyjaciołom, rodzinie i znajomym, wiem, że będzie dobrze – zupełnie jak u Nemo. I to oni są moją przyszłością, planami na życie „po więzieniu”.
Oczywiście często kiedy budzą nas na
poranny apel o 6:00, myślę sobie, że zdecydowanie lepiej byłoby
witać dzień oglądając wschód słońca np. na Radhangar Beach.
Oczyma wyobraźni widzę piasek na którym nie widać śladu ludzkich
stóp, ale bez trudu można dostrzec, którędy do oceanu zeszły
żółwie. Morze szumi swą odwieczną mantrę, a fale wyłaniają
się z fioletowej poświaty. Zaczyna się spektakl kolorów –
ultramaryna przechodzi w kobalt i błękit królewski, a kiedy słońce
wyłania się zza horyzontu, niebo przybiera barwę baby blue, a
piasek ma kolor świeżego śniegu, a nad lasem deszczowym unoszą
się mgły. Rybacy wchodzą po pas do oceanu i zarzucają długie
sieci na ryby, które zjemy na kolację. Ale czym to wszystko byłoby
gdybym nie miała obok siebie swoich bliskich ? Z tych wspomnień i
iluminacji wybudza mnie skutecznie więzienne życie, ale obrazy z
przeszłości pomagają przetrwać, bo to wszystko wróci.
Gdziekolwiek będę żyła już nigdy nie pozwolę, aby samotność
gasiła mnie każdego dnia, bo gdyby nie moi rodzice, moja druga
połówka, rodzeństwo i przyjaciele, nie wytrzymałabym tutaj nawet
jednego dnia. Relacje budowane latami stały się nierozerwalne i
nawet więzienny drut kolczasty ich nie przetrwał. Jednak kiedy już
stąd wyjdę, będę pamiętała o dwóch osobach, które były obok
mnie tutaj kiedy potrzebowałam ich najbardziej na świecie. Nigdy im
tego nie zapomnę. Obcy już nie są obcy i zawsze będę nosić ich
w sercu.
Oprócz tych wszystkich emocjonalnych uniesień na pewno dam się ponieść pracy, bo to moje największe hobby. Już nie mogę się doczekać kiedy mózgowe zwoje ruszą, by rozwiązywać wszystkie zawodowe problemy – nigdy tak bardzo za nimi nie tęskniłam. A po pracy z wielką przyjemnością będę gotowała, sprzątała i prała, bo to jest pewne – BĘDĘ MIAŁA PRALKĘ i już zawsze będę żyła tak, aby to kodeks karny wyznaczał moje zasady i nic mi tej pralki nie odbierze ????
Kerasu
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury –państwowego funduszu celowego.
Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł przelewem na konto Fundacji: BNP Paribas Bank Polska S.A. 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001