Gdzie zniknęła mama

1-mama

Powiedziała, że przyjdzie.

Uspokajam się, choć z marnym skutkiem. Kolejna kawa, którą piję, wcale nie pomaga. Wręcz przeciwnie, tak mi się trzęsą ręce, że chyba nie pomaluję tego oka tuszem. Wiem, że przed świętami każdy chce spotkać się z bliskimi, więc pewnie jest dużo ludzi. Myślę, co tu jeszcze zrobić, aby zająć sobie czymś czas. Już chyba wszystko mam gotowe.

Najważniejsza jest gwiazdka zrobiona na szydełku dla mojej córeczki. Cieszę się, kiedy na nią patrzę, bo oczami wyobraźni widzę, jak mała wiesza ją na choince. To drobiazg, ale marzę o tym, aby choć troszkę poczuła, jak bardzo ją kocham, jak bardzo pragnę być blisko niej.

W grudniu mijają 2 miesiące, jak siedzę w więzieniu i niestety nie możemy z mamą ustalić odpowiedniej wersji dla dziesięcioletniego dziecka – gdzie zniknęła mama?

Tyle czasu, a wersji jeszcze więcej – szpital, praca za granicą itp. Wszystko bez sensu, bo serce boli kiedy musisz kłamać. Z tego myślenia wyrywa mnie dzwonek domofonu. Cieszę się, to już w końcu przyszedł po mnie. Łapię w locie mundurek i lecę. Oddziałowa krzyczy za mną – no tak przecież procedury. Ja już o tym nie myślę, chcę jak najszybciej zobaczyć się z moją mamą. Krótki spacerek przez “dziedziniec” – ale brzydka pogoda, deszcz, wiatr. Jestem jej jeszcze bardziej wdzięczna za to, że mogę się z nią spotkać, przecież wcale nie musiała. Tak ją uściskam, wycałuję. Po drodze trenuję najładniejszy uśmiech, bo przecież nie mogę pokazać, jak bardzo zżarły mnie nerwy od czekania.

Wchodzę na salę widzeń i staję jak wryta, aż cofnęłam się o krok. Nie wiem jak wyglądała moja mina, ale ładny uśmiech to na pewno nie był. Poczułam strach i niedowierzanie. Ale tylko na chwilę. Ogromny głaz zaczął zsuwać się z mojego serca, kiedy w ramiona wpadła mi moja córeczka a za nią chłopak i mama uśmiechnięta od ucha do ucha. Co za niespodzianka! Jestem taka szczęśliwa. To najpiękniejszy prezent świąteczny, jaki kiedykolwiek w życiu otrzymałam – Rodzina!

Łucja powiedziała, że wie wszystko o mojej chorobie przez którą trafiłam do więzienia. Ta choroba to uzależnienie od narkotyków. Przez godzinę nie da się przegadać wszystkich tematów i pytań zadanych przez dziecko. Ta godzina mija tak szybko, jak by była tylko chwilą, mrugnięciem oka. Ale stała się dobrym początkiem!

Wracając do “domu” nie omijałam nawet kałuż, nie czułam wiatru na twarzy ani deszczu. Jestem tu, ale moja dusza ciągle jest tam.

W nocy długo nie mogłem zasnąć. Wracając myślami do mijającego dnia i analizując każde słowo, które zostało wypowiedziane podczas spotkania. Czuję ogromną ulgę, ale wiem też, że przede mną ogrom pracy. Moje dziecko wie o wszystkim, ale nie chcę, aby moja choroba i moje błędy zabrały beztroskę dzieciństwa, choć i tak jest już obarczona problemami, których inne dzieci nie doświadczają.

Ag.U

29 komentarzy do „Gdzie zniknęła mama

  1. Kolejny przejmujący wpis na tym blogu. Chciałabym, żeby wszelkie poczynione dobre postanowienia udało się osiągnąć! Uważam, że należy ponosić konsekwencje swoich czynów, ale cieszę się ile razy ktoś podejmuje trud poprawy. Trzymaj się.

    1. Wiem, że konsekwencje naszych poczynań trzeba ponosić. Niektórzy uczą się na cudzych błędach, inni muszą sami doświadczyć życia – dobra i zła. Ważne co zrobisz potem.
      Trzymaj się ciepło.
      Ag.U

  2. Mam nadzieję, że już nigdy więcej tam nie wrócisz…. no ale żeby tak było musisz najpierw wyjść. Więc życzę nowego życia, takiego u boku córki i matki! Każdego dnia!! 🙂

    1. Może to zabrzmi dziwnie, ale naprawdę pobyt w ZK uratował mi życie, choć nie jest to miejsce moich marzeń, dzięki temu w końcu wytrzeźwiałam. Łucja, choć tęskni bardzo, to wie, że w końcu ma mamę, a nie kosmitę.
      Ag.U

    1. Choroba.

      Niezależnie od tego, jak doszło do tej choroby (na ile świadome były wybory, które do choroby doprowadziły).

      A choroba to straszna, jak każde uzależnienie.

      Z całego serca życzę siły, aby oprzeć się nałogowi. Groźny to nieprzyjaciel i tak naprawdę nigdy nie ustępuje. Trzeba się nauczyć żyć razem z nim i być zawsze o krok przed nim. Powodzenia.

      1. Twoje słowa są bardzo mądre!!! Podsumowują wszystko na temat tego, jak strasznie ciężko jest się wyrwać z tego g****! Ale można – dokonam tego i będę walczyć! Prowadzę bitwy od 11 lat, ale wojna nigdy się nie skończy.
        Ag.U

  3. To nie zastanawiaj się.Choroba.Sklasyfikowana w międzynarodowym rejestrze chorób od 1957 roku:)Miłego wieczoru.

    1. Dzieki za wyjasnienie, Zula! Jak dla mnie, to jednak nadal choroba na wlasne zyczenie, jako i alkoholizm. Pozdrawiam 🙂

      1. Uleje mi się offtop (i nic osobistego wobec Autorki). Z tymi chorobami też mam mieszane uczucia. No bo tak:
        – zwyczajowo choroba to coś, co się człowieka czepia „samo z siebie”,
        – ale są też choroby, na które człowiek „pracuje” (np. w wielu przypadkach – miażdżyca),
        – nie każdy stan „braku zdrowia” (czyt. złego samopoczucia) jest chorobą, bo np. teraz boli mnie łeb (subiektywnie i obiektywnie cierpię) itp a to nie jest choroba, tylko przemęczenie – wyśpię się i przejdzie,
        – przy chorobach maniupulują różne biurokraty np. homoseksualizm nie jest chorobą od jakiegoś tam czasu, bo… go wykreślono z listy (pomijam okoliczności całego tego raportu Kinseya) – czyli jak coś jest na oficjalnej liście, to jest chorobą a jak go nie ma na liście, to chorobą nie jest – trochę to zbyt biurokratyczne, no ale jakieś zasady muszą być; (I proszę w tym miejscu nie wyjeżdżać z „homofobią”, bo nie o to mi chodziło, tylko o to, by pokazać „papierowość” tego „oficjalnego spisu”);
        – niewątpliwie chorobą jest np. schizofrenia – przyparza chorym (i ich otoczeniu!) wiele cierpień. No dobra, ale co ze stanami podobnymi do schozofrenii wywołanymi „na własne życzenie chorego” (np. pochodne alkoholizmu, narkomanii)?? Gdzie leży granica między „to jest choroba” a „to jest twój własny wybór i sam chciałeś cierpieć”? Sądzę, że trudno odpowiedzieć na to pytanie. Wobec tego na roboczo można chyba przyjąć, że stan cierpienia (nie rozróżniamy w tym momencie czy cierpienie to „przyszło samo z siebie” czy też dana osoba na to „zapracowała”) jest jakimś zaburzeniem i jako taki wymaga udzielania rozumnej pomocy? Podkreślam słowo „rozumnej” – bo np. nie można nikogo leczyć na siłę itp. Wiem, wiem, tu się otwiera szerokie pole do wieeeelu dyskusji.

        Podsumowując:
        – nie wiem czy narkomania jest słusznie uznawana za chorobę, czy nie,
        – nie podoba mi się „choroba narkomanii” będąca wytłumaczeniem, zasłoną dymną; to nadużycie i przejaw hipokryzji;
        – z drugiej strony „choroba narkomanii” rozumiana jako „ja, Kowalski wiem, że mam problem z narkotykami i chcę ten problem pokonać” zasługuje na pomoc;
        – tak więc nie czepiając się słówek (jest to, czy nie jest choroba), pamiętając, że na narkomanię na ogół się zapracowuje i to świadomie; popieram jednak „leczenie” (no bo jak to inaczej nazwać?) tych narkomanów, którzy świadomie chcą „wyzdrowieć” (bo jak to inaczej nazwać?) i podjęli w tym kierunku wysiłek. Nie wiem ilu jest takich. Pewno niewielu. Ale to ich problem. Osoba, która chce z tego wyjść, winna wg mnie pomoc otrzymać. Co z tą pomocą zrobi, to już następna kwestia… I całkiem odrębny temat. Poważny, nie na spijanie se z dzióbków. Jak całe to życie;)…

  4. Kurczę,to takie dziwne.Wszystko rozbija się o świadomość społeczną jednak.Kiedy „mamy” przypadek anorektyczki lub bulimiczki,jednak nigdy nie słyszałam,by ktoś powiedział,że to nie choroba.A jednak,mimo iż dziewczyny dotknięte ED (zaburzenia odżywiania)nie cierpią katuszy głodu odstawienia narkotyków,które są potwornie bolesne i nie tylko w sferze fizycznej(przypominam),to jednak latami nie potrafią się zdobyć na „wyleczenie raz na zawsze”.Za niektórymi choroba ciągnie się latami,zaostrza w momentach kryzysu życiowego czy stresu.Mogą z dnia na dzień przestać się głodzić czy objadać? Ha.Niby mogą.Droga wolna! A jednak nie mogą.I nie znam NIKOGO,kto by wyszedł SAM bez fachowej pomocy z ED. Podobnie jest z heroiną.Zmienia człowieka tak bardzo,Anko,że nie tylko fizycznie staje się nie do poznania,ale i psychika jest bardzo,bardzo,bardzo poddana tylko narkotykowi.Można powiedzieć,choć zabrzmi to upiornie,że osoba uzależniona jak bardzo nie była wierna w stosunku do czegoś czy kogoś,w stosunku do heroiny będzie zawsze lojalna i przyjdzie do niej na kolanach i zrobi wszystko,by po raz kolejny znaleźć się w jej ramionach.
    A zatem ,świadomość społeczna;).”Nauczyli” już ludzi,że ED jest chorobą i to fatalną,ciężką,a nie chwilową fanaberią „pustych lal”.Czas na narkomanię? Ale to przecież już było….czy MONAR, ś.p. Kotański,Koczurowska,nie trąbili do znudzenia…?A może po prostu ludzie,którzy nic nie mają na temat hery do powiedzenia,bo nigdy od niej nie byli uzależnieni,ale „wiedzą wszystko”;),uważają,że to takie proste,jak zamknąć za sobą drzwi do domu?…..Bo sami byli w trudnym położeniu życiowym,ale z tego wyszli?No to chwała im za to,ale każdy człowiek jest inny i nie mierzmy wszystkich jedną miarą…..
    Pozdrawiam!

    1. Nie mowie, ze wiem wszystkiego… Doroslam w otoczeniu osob chorych na alkoholizm, ktory potwornie zmienil ich zycie, a takze i moje, niestety. Nie znaczy to, ze nie trzymam kciukow za kazda osobe, ktora chce wyjsc z takiego czy innego nalogu.
      Pozdrawiam serdecznie

      1. Choroba, czy nie choroba – co za różnica? Ten wpis jest zupełnie o czymś innym i to dużo ważniejszym niż to czy ktoś zaczął brać bo chciał czy lubił.

        Szkoda że ludzie tak samo często mają problem z interpretowaniem innych, jak i dostrzeganiem tego co mają zanim to stracą.

        1. Masz rację, wpis jest zupełnie o czym innym, ale fajnie, że podniósł tak wiele innych tematów. Fajnie, że ktoś się interesuje, czyta. Jest z nami!
          Ag.U

    2. Może i choroba, nie znam się na tym, ale proszę mi wytłumaczyć, czy zażycie narkotyku jest chorobą? W sensie psychiczną czy czym? Bo uzależnienie później to już może i taaak, ale jak się nie zażywa (nie zjada czy jak to tam nazwać), to niby skąd ta choroba? W sensie przenosi się drogą kropelkową? Bo ja np. jakoś nigdy nie zażyłem żadnego narkotyku. I nie płaczę teraz że jestem chory.

      1. Bliska mi osoba latami zmagala sie z uzaleznieniem od kokainy, najpierw „siupanej”na imprezach, potem przed sesja, potem, bo byl gorszy dzien,bo chlopak wolal inna… Moda na narkomanie? Tak bym tego nie nazwala, ale jest cichutkie przyzwolenie; w koncu celebryci wciagaja na imprezach… 😉
        Jakis czas temu przyznalam sie, ze nigdy nie probowalam.
        – Jak to,nigdy??? – zdziwilo sie towarzystwo. Towarzystwo przyszlych prawnikow; adwokatow, prokuratorow, dodam.
        Pozdrawiam blogerki i komentujacych !

      2. A czy jak sięgnęłaś po pierwsze piwo czy pierwszego drinka to byłaś PEWNA że nie zostaniesz alkoholiczką? Pewnie powiesz że tak bo to kontrolowałaś 🙂 Ja też a jednak zostałam a uwierz mi wcale nie chciałam. 🙂 Otwórzcie umysł Nie Rozumiem… ale czy próbujesz zrozumieć :).
        Do Ag.U. Mi Bóg oszczędził tego doświadczenia ale wiem że nie wiele trzeba. Kochana bądź dzielna. Masz wspaniałą i mądrą rodzinie żyj tym. Jesteś w moich myślach.

        1. Lilijko, jakos tak wyszlo, mam strasznie slaba glowe, wiec nie naduzywam alkoholu. Szkoda nastepnego dnia 😉

  5. Dobry wpis, masz super i mamę i córeczkę ….wiem że teraz to doceniasz…a ja życzę Tobie abyś doceniła to jak do nich wrócisz…Trzymam kciuki

  6. Żal matki, żal więziennej mamy i żal dziewczynki. Dziękuję matce mamy dziewczynki za opiekę nad dzieckiem. Współczuję wszystkim w tej rodzinie. Mam ufność, że choroba narkotykowa Ag.U. minie raz na zawsze, że będziesz miała siłę i osoby bliskie, które pomogą w przezwyciężeniu nałogu. Niech córka będzie silniejsza i da Tobie wsparcie oraz nigdy nie sięgnie po używki, na tyle by się uzależnić (wszystko dla ludzi, ale w odpowiednich ilościach). Życie jest piękne i trzeba je szanować. Mój bratanek był bardzo zdolnym i wrażliwym dzieckiem. Zginął topiąc się w jeziorze pod wpływem narkotyków mając 21 lat. Pisał wiersze, muzykę był wspaniałym młodzieńcem. Zawsze będzie mi Go brakowało. Życzę szybkiego powrotu do współpracy i wspierania się na wolności. Pozdrawiam gorąco.

  7. Do „Nie Rozumiejącego”-pewne osoby są bardziej predestynowane do pewnych działań i wiadomo już np chyba wszystkim,nawet mało zorientowanym w psychologii i neurologii oraz psychiatrii,że niektórzy ludzie uzależniają się o wiele szybciej niż inni.Niektórzy zaś,np słynni „borderlines”,(osoby z zaburzeniem osobowości typu z pogranicza psychozy i nerwicy)nie mają tendencji do popadnięcia w nałóg,mimo iż często eksperymentują z różnymi używkami.A do tego pcha ich ,być może,jedna z ich fundamentalnych cech osobowościowych(oczywiście nieprawidłowa)-poczucie pustki,nudy i bezsensu.
    Tak z ciekawości-czy wiecie,że 70% prostytutek było wykorzystywanych sexualnie w dzieciństwie?:((((
    Ot co,otoczenie,rodzina i geny kreują nasze niepowtarzalne osobowości wraz z ich mrocznymi tajemnicami….

    Zaś w temacie mogę powiedzieć tylko Autorce,by się trzymała i trzymała w przyszłości z dala….od bagna.Dla siebie samej i córki!:)

    1. Jestem w grupie tych podatnych, w domu byl alkohol i narkotyki („miekkie”,co prawda,ale jednak”, dlatego…zdecydowalam sie nie probowac narkotykow w ogole! Bo, nie czarujmy sie, ale wiedza, ze uzalezniaja i niszcza zycie jest dosc…powszechna.

  8. To piekne AGU co zes napisala. W koncu doszlas do tego co moze cie wyzwolic ze szponow nalogu. Tylko milosc,do corki,do rodziny. Za kazdym razem kiedy pomyslisz o zlamaniu apstynencji powiedz sobie ,,kocham cie Lucjo tak bardzo ,ze tego nie wezme – dla ciebie,z milosci do rodziny,,

  9. Witam…..
    Przeczytałam wpis jednym tchem….powalił mnie szczerością, opisem uczuć jak i odnowił wspomnienia, kiedy to ja siedziałam i czekałam na widzenie z osobami mi bliskimi. Pamiętam, że serce wtedy waliło mi jak dzwon, kawę piłam jedną po drugiej i ciągle patrzyłam w domofon…ciągle nasłuchiwałam trzasku krat wierząc, że to właśnie już oddziałowa idzie po mnie…Tego nie da się odczuć, poczuć i zrozumieć- nie będąc w tym miejscu…Dla mnie czas, w tym dniu, po godzinnym widzeniu był czasem mojej katatonii…w milczeniu, leżąc z kocem na głowie, tak jak napisałaś- analizowałam każde wypowiedziane i usłyszane słowo żałując, że tyle chciało się jeszcze powiedzieć, tyle usłyszeć ale emocje, stres i radość niewyobrażalna powodowały często zanik myśli..że ta godzina w innym miejscu, w innych okolicznościach wlekła by się w nieskończoność a tu…chwila, moment…i powrót do celi 🙁
    Trzymaj się i ciesz się każdą chwilą, kiedy spotykasz się z rodziną…bo tego Ci nikt, nigdy nie zabierze!

  10. Czasami tak się w życiu pogmatwa, ze zastanawiamy się kiedy i jak to się stało. Trzymam kciuki żebyś wytrwała w postanowieniu. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *