Więziennych miłostek cd.

dłonieMam ochotę trochę pochylić się nad postem o więziennych „miłostkach”. I pal sześć, że to nie czas walentynek… 😉 Absolutnie nie mam zamiaru oceniać ani krytykować tego co uważa Kaczi – jej zdanie i ma do niego pełne prawo, a mi nic do tego. Dla mnie ten temat ma dwie strony – i to najmarniej. Może o miłości i związkach (jakichkolwiek) to nie powinnam się wypowiadać, bo niewiele o tym wiem – szczególnie o tych ostatnich, ale… Moja przyjaciółka wyszła za mąż w więzieniu. Z jednej strony jestem raczej przeciwna związkom, ale akurat bardzo kibicowałam i jej, i jemu. Nie chodziło im ani o finanse, ani o przyziemne rzeczy – zakochali się ot tak w sobie wzajemnie. Były chwile, że ona miała wątpliwości i to różnego kalibru. Jedną była ta, że wszystko może się skończyć za parę lat. Pamiętam, co jej wtedy powiedziałam: że nieistotne jest, czy to małżeństwo potrwa sto lat, dziesięć, czy dwa – ważne jest to, że przez dwa, dziesięć lub sto – będzie szczęśliwa. Nie ważne, czy przez te X lat będzie doświadczała radości, czy smutku, czy będzie płakała, czy się cieszyła, według mnie ważne jest to, aby w ogóle doświadczać. I niech targają nią uczucia i emocje – każde. Bo myślę, że szczególnie tu, gdzie nie ma zbyt wielu bodźców, które mogłyby nas stymulować, człowiek się wyjaławia. Może lepiej jest doświadczać czegokolwiek, niż niczego i być swego rodzaju pustą ludzką skorupą?

Może zbarzmi to trochę jakbym uważała małżeństwo za niezłą rozrywkę – tu w więzieniu, ale to nie tak :). Czy tu w więzieniu, czy na wolności związek może albo trwać, albo się rozpierdzielić. Z jednej strony tu trudniej jest o niego dbać. Bywa niestety też tak, że i tu i tam ludzie żyją z sobą przez szereg lat i okazuje się, że nie znają się wzajemnie. Na to chyba nie ma reguły.

Pozdrawiam, Małgosia

5 komentarzy do „Więziennych miłostek cd.

  1. Nikt nie może zagwarantować nam trwałości związku! Bez znaczenia czy jesteśmy na wolności czy za kratkami… jesli się kogoś kocha to trzeba to uczucie pielęgnować i to jest jedyna recepta. 🙂

  2. Chciałabym wierzyc w moc miłości ale moja wiara ostatnimi czasy jest wytawiana na ogromna próbę. Niestety. Traiłam przypadkiem, będę zaglądac częściej, w wolnej chwili przeczytam wcześniejsze teksty. 🙂

  3. Specyficzne warunki w jakich teraz się znajdujesz w jakimś sensie wyzwalają takie podejście do sprawy związków … Nie mogę odmówić logiki Twojemu rozumowaniu. 🙂 Niemniej uważam, że ślub w więzieniu z kimś kogo zna się w zasadzie tylko z listów to parodia związku . To bardzo niedojrzałe podejście do sprawy. I tu generalnie nie ma znaczenia fakt czy związki tak w ogóle są trwałe czy nie . Tu chodzi o postawę tych dwojga .

    Oczywiście życzę szczęścia tym dwojgu i trwałości ich związku .

  4. Jesli dwie osoby sie kochaja i sa pewne swych uczuc ( choc tez nie zawsze mozna byc do konca pewnym czegos nienamacalnego ) to sadze ze nie ma roznicy gdzie wezma slub, gdzie przebywaja. Milosc wszedzie jest taka sama:) jesli ma trwac to przetrwa i wiezienie a jesli bedzie miala umrzec, skona i w wenecji paryzu …
    Pozdrawiam cieplo:)
    uposledzona.blogujaca.pl

  5. przez czas mojego 2letniego pobytu na Kamczatce poznała. Miłość mojego życia… co z tego że też odbywał wyrok,że jest 19lat starszy,że pochodzilismy z dwóch końców Polski?Co z tego ze nikt nie dawał szans na przetrwanie naszego związku?? dziś oboje jesteśmy za murem(ja od 3miesięcy on 5).Jesteśmy ze sobą szczęśliwi i gdyby nie pobyt w Zk dziś by nas nie było.Dlatego nie ważne co gadają inni, nawet osadzona ma prawo do miłości! Dziewczyny trzymam za was kciuki i szybkiej wolności życzę!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *