Fasolka

Fot. Małgorzata Brus
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie FDK-SNO-1024x399.jpg
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Jest koniec roku 2015 – grudzień, a dokładnie 6 grudnia – „Mikołajki”! Od paru dni czuję się nieswojo. Jest mi niedobrze, mdli mnie, wymiotuję i cały czas jestem śpiąca. Informuję o tym mojego narzeczonego – Kamila, parę minut nim odwiezie mnie do salonu (jestem kosmetyczką, grudzień to szalony miesiąc w salonach i najbardziej dla nas zarobkowy). Wiem, co dzieje się z moim organizmem (jestem mamą trójki dzieci), ale staram się nie panikować i tłumaczyć to przepracowaniem, lecz oboje z Kamilem dobrze wiemy co to oznacza! Jestem przerażona, gdy mój narzeczony informuje mnie, że odbierze mnie po pracy i pójdziemy razem do ginekologa! 

Docieramy do salonu w milczeniu lecz Kamil ma cały czas uśmiech na twarzy, a jego oczy aż się iskrzą ze szczęścia, ja niestety nie podzielam jego optymizmu ☹ (od dłuższego czasu jestem poszukiwana do odbycia kary pozbawienia wolności). Nie wyobrażam sobie, jak poradzimy sobie w tej sytuacji ☹ Dzień w salonie mija bardzo szybko, nie mam czasu zastanowić się nad sytuacją, w którą się wpakowaliśmy! Jak co dzień Kamil odbiera mnie z pracy (razem raźniej i bezpieczniej wrócić do domu – tak mi mówi każdego dnia 😊) i jedziemy do prywatnej kliniki ginekologicznej. Lekarz potwierdza nasze przypuszczenia – jestem w ciąży!!!!!! 😮 Wychodzimy z kliniki i Kamil tańczy ze szczęścia na ulicy, przytula mnie, całuje, pociesza, a mi po policzku płyną łzy ☹ Mam tysiące myśli na sekundę i jestem wściekła, że on nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji!!! Ja poszukiwana do odbycia paru ładnych lat pozbawienia wolności, nieuregulowana sytuacja prawna z dziećmi, remont w mieszkaniu, otworzyłam niedawno z siostrą nowy salon kosmetyczny i w dodatku jestem w ciąży! Taka refleksja dopadła mnie w Mikołajki – ludzie w ten dzień podarowują sobie lub dzieciom prezenty, my na Mikołajki dostaliśmy dziecko – najpiękniejszy dar losu – ale docenię to dopiero za parę, paręnaście miesięcy – obecnie myślę tylko o tym, że to tylko zły sen i zaraz się obudzę z tego koszmaru, jakim jest obecna sytuacja i wiadomość o ciąży …… ☹ 

Tak mija nam dzień za dniem w wielkim przedświątecznym pędzie i moimi myślami, aby samej stawić się do Zakładu Karnego….. Tylko jak, skoro jestem w ciąży, a każda rozmowa z Kamilem nie idzie mi łatwo – on się nie godzi, abym sama stawiła się do ZK! Chce abym rodziła na wolności, ukrywała się i udawała, że nasze życie jest normalne, dopóki się da! Tylko ile się tak da!? Piszę do sądu o warunkowe zawieszenie kary z nadzieją, że system w polskim sądownictwie przychyli się do mojego wniosku… Niestety myliłam się, a mój narzeczony popada w depresję, nie mogąc pogodzić się z decyzją sądu, chce by zawiesili mi mi karę do czasu porodu i przekazali dziecko – Kamilowi…! Nadchodzi wigilia – najpiękniejsza jaką spędziliśmy z Kamilem i jego rodziną w jego rodzinnym domu. Jest choinka, którą do dziś mam przed oczami, ma ponad 2,5 metra wysokości i rozpiętości 😊 Jest ubrana w białe ręcznie haftowane bombki – są śliczne! Wyglądają jakby były z białych małych kryształków. Te święta są jak najpiękniejszy sen, jaki mogłam sobie wyśnić z całą rodziną obok mnie i maleńką – „fasolką” – (tak nazywa nasze maleństwo Kamil) – nikt przy stole nie jest świadomy, że to ostatnie takie piękne święta, za rok zabraknie przy tym stole troje z nas ☹ Już nigdy nie będzie takie jak było…! 

Święta, święta i po świętach… znowu szaleństwo w pracy, każda kobieta chce wyglądać pięknie na sylwestra 😊 Zaczyna się Nowy Rok, a ja próbuję oswoić się z nową sytuacją i problemami, jakie mamy! Planujemy ślub na Wielkanoc z nadzieją, że do tego dnia mnie nie zatrzyma policja – w razie czego będzie o wiele prościej przekazać mu dziecko – mężowi i ojcu, jakbym musiała urodzić za murami! 10 styczeń – pada pierwszy raz śnieg tej zimy, finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (te dwie rzeczy już zawsze będą wywoływać u mnie złe wspomnienia) – cały dzień mamy zaplanowany, mamy dziś odebrać garnitur Kamila na nasz ślub, potem zjeść obiad z jego rodziną i wieczorem jechać na Światełko do Nieba, na które mamy zabrać Kamila czternastoletniego brata 😊😊😊 Wstajemy bardzo wcześnie, postanawiam szybko wyskoczyć do sklepu, tak naprawdę nie pamiętam dziś po co, ale oboje jesteśmy dziś poddenerwowani, pewnie z napięcia, jakie każdy dusi w sobie. Kamil jest jak zawsze bardzo opiekuńczy dla mnie i bardzo czuły 😊 Prosi, abym założyła czapkę i szalik, bo na dworze jest zimno i spadł śnieg, a ja muszę o siebie bardziej dbać, bo jestem w ciąży! Jego troska o mnie dziś zaczyna mnie irytować, chociaż Kamil zawsze okazuje mi swoje uczucia i to jak się martwi o mnie! Mamy wymianę zdań w przedpokoju o to, że jestem za lekko ubrana, a ja nie chcę założyć czapki i szalika. Czy on nie rozumie, że wychodzę na 15-20 minut – no góra 30 minut, a on w tym czasie ma się ogarnąć, bo musimy jechać po garnitur. Wychodzę z domu, w dość szybkim tempie docieram do sklepu, ale nie mam pojęcia co mam kupić, krążę między półkami, mam jakieś złe przeczucia, że mojemu narzeczonemu dzieje się krzywda!!! Wybiegam ze sklepu nie kupując niczego, biegnę w stronę domu najszybciej, jak się da. Pada tak gęsty śnieg, że nie  widać nic co jest w koło mnie, ani nic co jest przede mną. Wpadam na starszą panią, próbuje szybko ją przeprosić i biec dalej, ale uderzam w nią z taką siłą brzuchem, że muszę na chwile ukucnąć, bo ból przeszywa mnie całą! Kobieta schyla się nade mną i pyta czy nic mi nie jest, patrzy mi prosto w oczy i chyba zauważa panikę w moich oczach… podając mi ręce podnosi się ze mną do pozycji stojącej i mówi: „nie śpiesz się tak dziecino, co ma się stać to i tak się stanie, zwolnij troszeczkę”, wstaję i odchodzę od nie…. Wchodzę do domu, siadam na przedpokoju, aby zdjąć buty, widzę Kamila w progu kuchni jakby klęczał i coś robił przy szafkach. Mówię do niego, że nic nie kupiłam, że miałam w sklepie jakieś dziwne przeczucie, że dzieje mu się krzywda i, że bardzo się cieszę, że go widzę 😊 Po chwili dociera do mnie, że on się do mnie nie odzywa – pewnie jest obrażony za tą czapkę i szalik, że ich nie założyłam! Spoglądam w jego stronę i dociera do mnie obraz, który zarejestrowałam od razu po wejściu do domu, jednak mój mózg doznał tak zwanego szoku i przestał racjonalnie myśleć (tak stwierdził psycholog 3 lata później), mój Kamil wisiał, KUXXXX… popełnił samobójstwo na klęcząco!!! Stałam tak i patrzyłam na niego parę sekund, chodź wtedy wydawało mi się to wiecznością ☹ Całe życie stanęło mi przed oczami… Krzyczałam do niego, aby się nie wygłupiał, że to nie jest śmieszne, zaczęłam nerwowo szukać na blacie w kuchni noża, nie mogłam żadnego znaleźć, zaczęłam wysuwać i wywalać wszystko z szuflad i wysypywać ich zawartość na podłogę, jest!!! Nóż!!! Zaczęłam ciąć materiał z którego zrobił sobie linę, jego ciało się zakołysało, próbowałam podciągnąć jego ciało ku górze jedną ręką, a drugą cięłam materiał… . Upadł twarzą na podłogę i w tym samym momencie poczułam jakby w moim brzuchu pękł mały balonik… Krzyczałam, że nie teraz, aby Bóg mi go nie zabierał, nie teraz gdy mam pod sercem jego dziecko, że go teraz potrzebuję najbardziej!!! Próbowałam go reanimować, niestety bezskutecznie. Pamiętam jak klęczałam w kuchni z jego głową na kolanach, otwierałam mu oczy i zamykałam, całując jego twarz i błagałam na wszystkie świętości, aby Kamil wstał ze mną z tej podłogi… 

Parę godzin później jestem w szpitalu. Jakaś kobieta prosi stojąc nade mną, abym się rozebrała, bo musi mnie zbadać – mam silny krwotok ☹ Ciąża jest bardzo zagrożona, krwotok nie ustępuje … do gabinetu wchodzi kolejna kobieta, która informuje mnie, że będzie robiła mi USG  i w tym momencie moja panika wzrasta do ogromnych rozmiarów, jedyne co jestem w stanie z siebie wydusić to proszę, aby zawołali moją Mamusię, teściową! Stoi obok mnie leżącej na kozetce, trzyma mnie za rękę i słyszymy pierwszy raz bicie serca małej Fasolki, w tej najważniejszej dla mnie chwili zamiast Kamila jest obok moja Mamusia (teściowa)… Dzień, w którym Kamila serce przestało dla nas bić, pierwszy raz usłyszałam bicie serca naszej Fasolki… Poddałam się, dalsze ukrywanie nie miało sensu, tak naprawdę wszystko straciło sens… 6 dni po pogrzebie trafiłam do Zakładu Karnego i to był pierwszy raz od śmierci Kamila, gdy poczułam spokój i w pewnym sensie ulgę ☹ Nie pamiętam za bardzo tych paru miesięcy pod celą, jedyne co się dla mnie liczyło, to to co dzieje się u moich dzieci na wolności, ciąża która od prawie początku do końca była zagrożona, po za tym cały czas spałam lub płakałam! Pod koniec 28 tygodnia ciąży nastąpił transport do Grudziądza – niebawem poród, znowu dopada mnie ogromny strach, a z drugiej strony cieszy mnie fakt, że coraz bliżej do terminu porodu, a dziecko jest na tyle duże i w pełni rozwinięte, że gdyby akcja porodowa miała zacząć się wcześniej – Fasolce nie zagraża już nic! 😊 Termin porodu lekarze obliczyli na 28.08 – Kamila data urodzin – SZOK! Niedowierzanie! Jest 03.08 – idę jak każdego dnia na pawilon – „E” ginekologa – na KTG  – lecz tętno Fasolki nie jest takie jak każdego dnia, jest o wiele słabsze i podejmują decyzję o konwoju do szpitala!!! Jestem przerażona i to bardziej niż można sobie wyobrazić. Otaczają mnie ludzie w mundurach w kamizelkach kuloodpornych, za paskami mają broń!!! Wiozą mnie kabaryną (metalowym samochodem, gdzie obijam się jak worek kartofli na śliskich siedzeniach, za każdym razem gdy auto skręca), do tego mam skute ręce ☹ Wprowadzają mnie do szpitala – ginekologia! W poczekalni siedzi mnóstwo kobiet w ciąży, obok nich siedzą ich mężczyźni – tatusiowe! A ja w obstawie dwóch mężczyzn i jednej kobiety w tych okropnych umundurowaniach. Nie ma koło mnie Kamila, nie ma obok ukochanego człowieka, z którym dziś powinnam tu być, z którym dzieliłam smutek, radość i życie!!! Lekarze są wściekli, podchodzi do nas kobieta w białym kitlu i oznajmia, że dziś mają „komplet” i nie ma mowy, żeby ktokolwiek zajął się dziś „skazaną”, bo oni po prostu mnie tu dziś przywieźli. Słysząc to wybuchłam takim płaczem, że słyszy mnie chyba cały szpital, wszyscy patrzą w moją stronę ale mnie to nie obchodzi!!! Patrzę na oddziałową i szlochając krzyczę do niej, aby coś zrobiła, bo dziecka tętno jest słabe, nie czuję jego ruchów!!! Podchodzi do mnie kobieta, przedstawia się jako ordynator oddziału, prosi abym przestała płakać i powiedziała co się dzieje. Jednym tchem mówię, że miałam godzinę temu KTG, że tętno dziecka było bardzo słabe, że jak coś się stanie, to ja tego nie wytrzymam, straciłam narzeczonego, nie wytrzymam straty dziecka! P. Doktor decyduje się na zrobienie mi USG i okazuje się, że dziecko jest owinięte pępowiną, stwierdza, że nie mamy zbyt dużo czasu i wykonuje parę telefonów, 15 minut później leżę na sali operacyjnej. Anestezjolog robi mi znieczulenie dolędźwiowe, jakaś kobieta liczy z boku narzędzia, po mojej prawej stronie stoi oddziałowa, po jej minie widać, że jest równie zszokowana i zmartwiona co ja i reszta ludzi na tej sali. Obok stoi P. Doktor, która ma wykonać cesarskie cięcie, mówi do mnie, że jestem w dobrych rękach, że obiecuje mi, że będzie dobrze i że dziecko i ja wyjdziemy z tej sali cali i zdrowi… . Zamykam oczy i błagam w myślach, aby to wszystko już było za mną, leżę tak i czuję jak dosłownie ktoś grzebie mi w brzuchu, ale nie czuję bólu. Nagle jakiś głos do mnie mówi, abym otworzyła oczy. Otwieram je i widzę jak kobieta trzyma nad moją twarzą – najpiękniejszą istotę na świecie, mojego synka i mówi do mnie, że mogę go pocałować 😊 Całuję go i mówię „to mój wielki mały człowiek”.

Bonita 

Blog “eWKratke” jest dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Funduszu Promocji Kultury.


Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

5 thoughts on “Fasolka

  1. Witaj! Gratuluje Tobie przede wszystkim odwagi, że napisałaś tak bardzo osobisty tekst i umiesz się dzielić tym co przeżyłas jakby nie było z nieznajomymi. Życzę Ci, aby szczęście się uśmiechnęło do Ciebie. Abyś jak najszybciej to miejsce opuściła. Mam nadzieję, że limit nieszczęść jakim jest usłana Twoja droga wyczerpałas. Podobno Bóg nie obarcza człowieka krzyżem którego nie uniesie. Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na kolejne wpisy.

    1. Witaj, niestety musiałam przyjść tu kolejny raz naszczęście tylko na 8 miesięcy, albo aż! Zważywszy, że czekają na mnie dzieci i rodzina, ale już niedługo wychodzę do domku, Pozdrawiam Cię serdecznie Bonita 

  2. Jakie to smutne. Dlaczego tata dziecka to zrobił? Nie mogę pojąć… Życzę dużo sił i wytrwałości. Warto walczyć z trudnościami zycia dla swojego syna.

    1. Barbaro, myślę, że Kamil był chory  niestety jego rodzice stracili 3 synów i myślę, że byli tak bardzo pogrążeni w żałobie, że ikt nie zauważył co się dzieje z Kamilem. Ja też nie zauważyłam znaków, które Kamil dawał  Niestety ludzki mózg jest niezbadany i myślę, że nigdy technologia tak się nie rozwinie, abyśmy mogli znać myśli drugiej osoby- niestety 

      Dziękuję za słowa otuchy i wsparcie 

      Warto walczyć o każdy dzień dla siebie i dzieci, lepszy dzień  Pozdrawiam 

  3. Witaj !
    Przeczytałem Twoją opowieść dwa razy.
    Życzę żeby wszystko ułożyło się dla Ciebie jak najlepiej.

    Interesuje się amatorsko tym co nieznane.
    Pomyślałem, że podzielę się jakie pytanie mnie się nasunęło po przeczytaniu tego tekstu.
    Pytanie to wraca do mnie jak bumerang, odpowiedzi jest wiele ale nie wiadomo, która jest właściwa.
    W którym momencie dusza wchodzi w posiadanie ciała ?
    Pozdrawiam 3maj się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *