O FILMACH moje wypociny

 1-DSC_1651

Mam chyba ze sobą jakiś problem. Ogólnie rzecz ujmując – jestem maniaczką kina, uwielbiam oglądać filmy i to bardzo różne, ale od pewnego czasu, gdy trafiam na coś polskiego, to dostaję niemalże wścieklizny. Po dziurki w nosie mam przede wszystkim bombardowania ze strony reżyserów tematyką żydowską. Mam wrażenie, że o niczym innym nie można w tym kraju zrobić filmu, jak o zagładzie, cierpieniu, prześladowaniach tego narodu. Jak nie „W ciemności”, to „Pokłosie”, albo „Ida” – z każdej strony niemalże jedno i to samo. Zaczynam na to „zagadnienie” patrzeć z takiej dziwnej perspektywy – a nawet dwóch – po pierwsze, mam wrażenie, że niektórzy reżyserzy celowo „biorą” się za ten temat, bo taki film musi – i odnosi – poniekąd sukces w naszym kraju. No sukces jak sukces, ale mało kto o filmie, w którym jest poruszana tematyka „jak to Żydzi cierpieli” pozwoli sobie na krytykę albo złe słowo, bo zaraz takiego delikwenta zakrzyczanoby i nazwano co najmniej rasistą, a żydofobem to na bank. Nie podoba ci się film o Holocauście, to znaczy, że jesteś antyżydowski, a to przecież zupełnie nie tak. Wydaje mi się, że historię wojny i powojenną znamy bardzo dobrze, bo przerabiamy to od kilkudziesięciu lat non-stop i to nie tylko w szkołach. Historię wojny i tego co po niej poznawałam w domu siedząc u dziadka na kolanach i myślę, że nie jestem jedyną osobą, której bliscy przeżyli to piekło i mówili o nim. Obstawiam wręcz, że większość Polaków ma w rodzinie takich dziadków lub babcie. Zadaję sobie więc pytanie – czy musimy być molestowani regularnie takimi filmami? Ciągle jakieś cierpięnictwo, płacze i rwanie włosów z głowy. Jakby sobie ktoś założył, że musisz wyjść z kina z ustami w podkowę, bo tylko to oznacza, że oglądałaś/eś dobry film. Nie chodzi mi o to, aby przejść nad tematem obojętnie, bo historia zawsze będzie częścią naszego życia, ale może ktoś zacząłby poza Holokaustem i epopejami narodowymi tworzyć w polskim kinie coś chociażby trochę wesołego. A horror może jakiś dobry by się przydał albo baśń, czy fantastyczny filmik jakiś dobry, no cokolwiek innego. Oklaskujemy teraz „Idę” – a dlaczego teraz, skoro to wg mnie stary film, bo sprzed kilku dobrych lat i jakoś wtedy szału nie było – a dlaczego? Nie podobał się szerokiej widowni? Tylko garstce jurorów na festiwalach? Udało się dostać Oscara i teraz „Ida” to jest coś? Nie powiem – trzy rzeczy mi się w tym filmie podobały. Akurat nie główny temat, bo to dla mnie do zwymiotowania, ale… po pierwsze fajnie, że film czarno – biały, po drugie rozbawiłam się, gdy Wanda wyszła sobie przez okno i odtwórczyni głównej roli – Trzebuchowska – była tu w więzieniu w zeszłym roku, przed Wielkanocą. Nikt nie skojarzył, że dziewczynka, która z nami majstrowała kurczaki z mąki i bibuły jest „tą” aktorką. Taka miła, normalna, skromna i mam nadzieję że nadal taka jest. Ta kolejna perspektywa to taka, że chyba ten czy inny „reżyser” traktuje nas jak lekko intelektualnie trzaśniętych. Musisz zobaczyć film o dzieciach, które prostytuują się po galeriach, albo zobaczyć film, że małolaty zachodzą w ciążę, bo jest poniekąd taki trend, albo że gość został zlinczowany we wsi, w której mieszkał, gdzie przez lata terroryzował mieszkańców siekierką. No jeszcze trochę i każdy telewizyjny „news” będą filmowali… Wmawia się przy tym, że te filmy są niesamowicie dobre przez wzgląd na to, że takie to naturalne. Jakby mało było codziennych wiadomości, w których rzadko kiedy mówi się o czymś przyjemnym. Mam gdzieś taki realizm, wiem co się działo i co się dzieje i autentycznie nie mam ochoty sięgać po polskie filmy, bo są dla mnie nudne, jednostajne i męczące. Na koniec jeszcze taka kwestia – jak już dany aktor lub aktorka staną się „sławni”, to eksploatuje się ich tak mocno, że są wszędzie. Film, reklama, gazety, radio – aż strach otworzyć konserwę. Mnie to osobiście irytuje, bo po obejrzeniu iluśtam filmów z powtarzającą się obsadą, podobnym poczuciem humoru i tekstami, to autentycznie nie rozróżniam tytułów. Straszne to jest wg mnie i odpycha zamiast przyciągać i może dlatego polskie kino nie rozkwita tak jakby mogło, gdyby przestało być takie monotonne.

MAŁGOSIA

9 komentarzy do „O FILMACH moje wypociny

  1. Hm;)jakby to żartobliwie ująć ,Żydzi na dalszą metę wpływają na wiele dziedzin życia-gospodarka,bankowość,kinematografia też.Taka „grupa nacisku”. Przecież w Ameryce połowa szych to Żydzi.Pytanie tylko,czy Polska teraz jakoś na siłę,czy ze strachu podlizuje się Żydom?Bo zauważyłam i nie tylko ja,takie tendencje.
    Co do sławy-media mają potężną siłę przekazu,z każdego potrafią zrobić amazing star…nie szłabym tak ślepo za tym przekazem.Przykład-niedawno zmarła aktoreczka komediowa,którą znałam osobiście.Niezbyt blisko,ale jednak.Powiem tylko metaforycznie-media zrobią z prosięcia księcia,jeśli chcą.
    I na koniec autentyk-historyjka-pewien gangster-jego ulubionym filmem (był wówczas na antenie TV) była „Ally McBeal”.Bo to taki ciepły,humorystyczny,uczciwy,wolny od tego syfu,z którym człowiek ma do czynienia na co dzień,film:)” powiedział.A parę lat później zarobił w Belgii kulkę w łeb.Coś jest na rzeczy.Człowiek,który ma stabilizację,adrenalina jest dla niego czymś niezwykłym i nęcacym.Człowiek,który żyje szybko i brudno,tęskni za czymś pięknym i czystym.

    1. Wydaje mi się, że prawdziwa jest zasada „co za dużo, to niezdrowo”. Mielenie ciągle jednego i tego samego (lub podobnego) tematu to przegięcie. Nie chciałabym, aby za 300 lat (choć nie dożyję raczej :)) ludzie w tym kraju żyli tym, co się wydarzyło w latach 39-45. Jesteśmy zmuszeni do takiego mentalnego tkwienia w tym, co było, a życie przecież płynie dalej. Nie wolno zapominać, ale nie wolno też na siłę rozpaczać. To co było udziałem np. moich dziadków poznałam z opowieści, ale to nie są moje doświadczenia (na szczęście!) i nie mam pojęcia przez co oni przeszli. Kurczę, nie pamiętam nazwiska tego politologa amerykańskiego, ale gość pisał o „grupie nacisku” w odniesieniu do Żydów w Stanach i dojechali go Żydzi przeogromnie. Dostało się facetowi od antysemity – i to było przy innych niemalże „pieszczotliwe” określenie. No z głowy mi wypadł też tytuł dokumentu, który został nakręcony przez chłopaka z Izraela. Obnażył on, jak bardzo tamtejsze opiniotwórcze media naciskają na wbijanie do głów np. nastolatków obrazu Polaka jako rasisty, nacjonalisty, antysemity. Nastolatkowie uczniowie przyjeżdżają do nas i boją się – celników, których uznają za gestapowców, wyjść z hotelu do rówieśników, bo ich zabiją, a w najlepszym przypadku pobiją, rozmów ze starszymi, bo choć nie rozumieją polskiego języka, to wiedzą, że są wyzywani… itp. itp. To jest przerażające bardziej niż zmuszanie dzieci do wycieczek objazdowych po obozach i płakanie na siłę. Powinnyśmy się skupić nie na tym, co było, tylko na tym, co jest i nie tworzyć podziałów – sztucznie – tylko dążyć do poznania się od nowa. Zamiast robić pranie mózgów młodym ludziom w złym kierunku, lepiej nie robić nic, bo może szkody będą mniejsze. Wpajanie nienawiści, która w rzeczywistości nie istnieje – to doprowadzi do tragedii.

      PS Ten politolog to John Mearsheimer! Znajdź, jeśli zechcesz, jego artykuły, bo on mówi prawdę niewygodną dla wielu osób.
      MAŁGOSIA

    1. Akurat filmu pt. „Kac Wawa” nie oglądałam, ale skoro, jak uważasz, lepszy jest od „Idy”, to przy okazji – jeśli się nadarzy – zobaczę. 🙂
      MAŁGOSIA

  2. Droga Malgosiu…, film „Ida” nie jest o Holokauscie, jak juz zostalo powiedziane kilka(dziesiat) razy… Sale na senasach byly pelne, wiec jednak ktos poszedl na ten film, nie tylko krytycy…
    Polecam „Zielone, smazone pomidory”, swietny (Oscarowy!) film i ksiazka.
    Pozdrawiam!

    1. Oglądałam „Idę” i wiem, że to nie o Holokauście. 🙂 Może gdzieś za szybko coś napisałam i stąd takie pomieszanie. Chodzi mi o to, że albo mamy w naszych rodzimych produkcjach tematykę męczeńską, albo kwestie żydowskie. Czemu bohaterka „Idy” nie mogła mieć problemu z pochodzeniem np. włoskim? Co by było, gdyby jej przodkami byli Włosi? Czemu to nie byłoby problematyczne? I czy wtedy kogokolwiek by to zainteresowało? Poza tym, można by krytykować do woli, bo kwestia włoska nie ma porównania z żydowską. Abstrahując od filmów – islandzki artysta przebiera nastolatków z zespołem Downa w stroje żydowskie, przyczepia im pejsy i w taki sposób przekazuje to, co ma do przekazania. Performance taki, a nie inny i OK. Ktoś się przez chwilę nad tym zastanowił, czy ta młodzież z racji choroby była świadoma, ale to też nieważne. Wyobrażasz sobie polskiego artystę z taką formą wyrazu? Nie tylko jemu, ale i całemu społeczeństwu dostałyby się cęgi za nasz „narodowy antysemityzm”. Co się wydarzyło podczas wojny, po niej i w ogóle, to się już stało, a ja mam takie poczucie, że za Holokaust, czy Jedwabne (to tylko przykłady) będziemy musieli się samobiczować przez następnych szereg pokoleń. Jakby ktoś „wklepywał” w nas poczucie winy za to co zrobili inni. Każdy wybryk typu napis „Jude raus” na ścianie równa się temu, że ktoś musi się za to gęsto tłumaczyć i pada ktoś na kolana i przeprasza uniżenie za coś, co mogło być raczej aktem wandalizmu, a nie przejawem rasizmu. Oglądałam już jakiś czas temu dokument, ale zapomniałam tytułu – chłopak z Izraela pokazał jakimi rasistami są właśnie Żydzi. Tak naprawdę to zawsze i wszędzie znajdą się ludzie ze skrajnymi poglądami i zachowaniami. Rozumiem, że można tego ignorować, ale też nie wolno wyolbrzymiać. Wracając do „Idy” – słyszałam, że sale były zapełnione – ale kiedy? Jak tylko film się ukazał, to szału nie było, dopiero po tym, jak jurorzy różnych festiwali coś tam napomknęli i nagrodzili, to za kilka lat „Ida” miała swoje „odrodzenie”, a po Oscarach, to było głośno. A „Pokłosie”? A „W ciemności”? A… W ogóle jakoś sporo tego cierpiętnictwa – wg mnie robionego dla kasy. „Smażone, zielone pomidory” – ten film widziałam chyba ze sto lat temu :). Jak go znajdę na dostępnych stacjach, to sobie przypomnę, bo majaczy mi się tylko fasada baru, na szybie to, co polecają i jakąś kobietę, która opowiada historię będąc w szpitalu lub domu spokojnej starości – nie wiem, czemu widzę Betty M. Poza tym, albo coś pokiełbasiłam, albo w tym barze był serwowany gulasz i żeberka, nie tylko z grilla, ale też z agenta FBI? 🙂 Nie pamiętam dokładnie, ale sto lat temu ten film mi się „podobał”. Pozdrawiam.
      MAŁGOSIA

  3. Z ust mi wyjęłaś to „czy musimy być molestowani (…) takimi filmami”!! Dzięki, że ktoś to powiedział. Masz wiele racji. Historię znamy. Od świadków. Może zresztą dlatego drażni nas majstrowanie tych różnych filmowców przy tjeże historii. Trzaskają kase na bladze, czasem zresztą obelżywej. A nas oś trzaska od tego ich trzaskania;)).
    Tak, też się od lat zastanawiam czemu nie robimy filmów takich jak np. „Kogel-mogel” albo nieśmiertelny „Miś”, który ma wręcz odniesienia do „Wesela” i wcale nie jest „tylko komedią”. No cóż, kto ma kasę, ten dyktuje warunki.
    Dlatego do lat nie chodzę do kina:). Telewizora tez się pozbyłam i oglądam filmy w necie – dużo stacji, zwł. zagranicznych ma dobre filmy za darmo. Z języka się można doszkolić, rozrywka jest na poziomie no i nie ma tego molestowania. Polecam ten sposób:).

    1. Strasznie żałuję, że jesteśmy „skazane” 🙂 na to, co nam serwuje cyfrowa telewizja naziemna i w necie sobie nie możemy wyszukać tego, co lubimy… Ale to nie skarga, bo czasami i tu udaje się znaleźć, nawet jeśli nie coś trafiającego we własny gust, to może coś, czego nie powtarzają setny raz :). To nie jest tak, że ja lubię tylko ambitne filmy, artystyczne kino, itp. – bo to czasem też bywa porażka i lubię czasem porechotać na „przygłupiej” komedii :). Brakuje mi w naszym kinie np.: ładnego filmu fantasy, horroru też, komedii nie ma oryginalnej. Drażni mnie to, że każą nam się fascynować zepsutą „Starą baśnią” czy „Wiedźminem” z bożej łaski. Patrzymy na nastoletnie prostytutki w galeriach handlowych w „Galeriankach” – jakby ludzie na żywo nie widzieli ich w tychże galeriach. „Lincz” – jakby w wiadomościach było tego tematu za mało, łącznie z ówczesnym min. sprawiedliwości. Albo to, albo epopeje narodowe… Albo słychać „polski Brad Pitt”, „polska Victoria Beckham”, „polska odpowiedź na „Kac Vegas””. Cierpimy na jakiś dziwny kompleks, bo w takiej formie „polskie = gorsze” – niestety i na mój gust tworzone są tanie podróby. 🙂 Pozdrawiam.
      MAŁGOSIA

  4. masz rację martyrologia i mnie się już przeżarła … w ambitne kino chyba nie bardzo chcą inwestować bo popyt mały , kicze idą jak świeże bułeczki gdyż przeciętny widz w swej przeciętności nie ma co udawać wymagający nie jest … Na szczęście żyjemy w czasach gdzie każdy ma prawo wyboru a więc sama szukaj i wybieraj to co chcesz oglądać . A jesli odkryjesz jakieś atrakcje filmowe godne w Twym mniemaniu polecenia to nam tu polecaj 🙂

Skomentuj ~Anna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *