To co dla nas istotne – UKRAINA, czy kiedyś będzie spokój …

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Wojna w Ukrainie boli. I boleć nas jeszcze będzie bardziej. Jeśli ktoś z nas spodziewał się, że to epizod, że wszystko minie w kilka chwil i szybko wrócimy do uroków belle cpoque, to się bardzo mylił. Świat taki, jakim go pamiętamy sprzed kilku lat, nigdy już nie wróci. Przerażająca WOJNA w bratnim naszym kraju pewnie kiedyś się skończy. Możliwe, że za kilka miesięcy (a może jednak lat) ludzie przestaną w końcu do siebie strzelać, skończą się bombardowania i pożary, ale wojna zostanie w ludzkich głowach i sercach, bo to co przeszli Ukraińcy i nadal przechodzą – to tylko oni mają tego świadomość. Żadne media tego, co jest prawdą, nie mówią. Nie tylko po obu stronach wschodniej granicy Ukrainy. I trzeba będzie pokoleń, by się pozbyć tego. Nasi rządzący pokazują, jak łatwo  obudzić tamte demony sprzed lat. Ale o tym pisać nie będę. Mamy ciągle przed oczami koszmar innej wojny. Wciąż nam trudno w to uwierzyć, ale dzieje się to przy naszych granicach (70 km od mojego domu). Giną ludzie, dokonuje się ciągłych mordów, gwałtów i zbrodni, które miały być domeną wyobraźni filmów sensacyjnych a nie realnym życiem. Rzeczywistość znów nas zaskoczyła, to wszystko dzieje się w realu. 

Czy Wy macie tego świadomość, bo ja ciągle się zastanawiam, czy po więzieniu będę mieć do czego wracać.

Jak to rozwiązać? Metod jest wiele, ale to nie do nas te pytanie. Musimy czekać na „chyba” lepsze czasy?

Jednak to, co najważniejsze i o co tu chcę apelować, to empatia i rozumna pomoc dla wszystkich potrzebujących. Nie oceniajmy tylko okazujmy serce – bo może my kiedyś też będziemy potrzebować pomocy. 

Eveline



Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Gdyby jutro był koniec świata, jak spędziłabyś ten dzień?

Warszawa, KAWIARNIA FAWORY, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Iza 36 lat: chciałabym spędzić go ze swoim chłopakiem w jakimś domku nad jeziorem, umrzeć obok niego.
Monika 35 lat: z rodziną wyjechać do Disneylandu i tam umrzeć.
Ola 49 lat: wrócić do domu, do córki i mamy, tak po prostu umrzeć podczas snu.
Jola 62 lata: z dziećmi i wnuczką w swoim domu bo tylko tam czuję się bezpieczna.
Bożena 63 lata: na wolności z bliskimi, na wesoło.
Monika 39 lat: wyjść i spotkać się z synem.
Ela 51 lat: z dziećmi i wnukami gdzieś w górach.
Patrycja 44 lata: jeśli mogę wybrać, to z synkiem na Malediwach.
Danuta 66 lat: bawiłabym się, przetańczyła w dobrym towarzystwie z rodziną ostatnie godziny.
Iza 43 lata: pojechałabym na dyskotekę, bawiła się i spędziła upojną noc z chłopakiem.
Julka 22 lata: pojechałabym na Bali i skoczyła już bez spadochronu.
Magda 32 lata: upiłabym się i naćpała.
Magda 38 lat: w domu z dziećmi.
Elżbieta 58 lat: siedziałabym i czekała.


Kiedy zadawałam, to pytanie ludzie podnosili głowy w stronę nieba, by złapać ostatnie promienie słońca, przymykali oczy nie bojąc się niczego. Życie nie było idealne i spokojne bo dochodziło co chwila do jakichś tragedii. Bieda nie jednego prowadziła pod rękę, a miłość chroniła. Tęsknota, bez wyjątku, wszechobecna jak śmierć, kusiła opuszczonych i smuciła kochających. Łzy zawsze były zaraźliwe, a krzyk poprzez nie – przeraża każdego.


Pół roku od mojej rozmowy z osadzonymi z oddziału ich wersje ostatnich chwil zmierzają tylko do najbliższych, choć boją się teraz podwójnie. Wtedy podchodzili do mojego pytania jak do sondy, dziś się martwią, że wojna na Ukrainie może zmienić dosłownie wszystko. Sięgnąć nas i nasze rodziny. Codziennie, w każdej celi po kilka razy lecą wiadomości, powodują różne wypowiedzi i nastawienia. Dziewczyny, które pochodzą spod wschodniej granicy, nie czują egoistycznego zamartwiania się tylko o własne dzieci, mówią „jak najbardziej trzeba pomagać, Putin zwariował, dojdzie do trzeciej wojny, a my za tę pomoc zapłacimy polskim ciałem”. Inne dzwonią i bliskich namawiają do wzięcia ukraińskich kobiet do domów. Pierwsze minuty czy godziny nie pozwoliły żadnej na skrytykowanie polskiej reakcji, zachowania, pomocy. „Tego nie trzeba podkreślać” powiedziała jedna, „to było naturalne, jesteśmy najbliżej”. Ale z każdym dniem, kiedy wojna coraz dłużej trwa, zagarnia więcej miejsc, burzy, niszczy, zabija, powoduje też nerwowość, poczucia z tyłu. Na korytarzach cisza, ale zamknięte cele duszą różne wypowiedzi, od „dziękować Bogu, że to nie nas Putin napadł” czy „Putin nas zaatakuje, bo będzie chciał Ukraińców sięgnąć” po „moja siostra taka chora i tyle na lekarza musi czekać”. Kobiety boją się to wypowiadać poza swoim gronem, nie chcą być nazwane „znieczulicą”. Martwią się o bliskich. O pracę dla nich. O lekarza. O miejsce dla nich. Dla nas. Zamartwianie nie zabija empatii, a na pewno strach rodzi różne uczucia, niekiedy niezrozumiałe, niewypowiedziane publicznie. Niewypowiedziane, ale są w nas.


Znam te dziewczyny, najpierw pandemia odebrała nam normalny kontakt z rodzinami, przywrócili nam od tego miesiąca jedno widzenie przez pleksę, ale sytuacja obok granicy naszego państwa zwyczajnie paraliżuje. Informacje przez telefon trochę odbiegają od tych podawanych w wiadomościach – tym bardziej wzrasta lęk. Miesza w głowach i sercach.
Wszystkich nas łączy jeden strach.
Jedno pragnienie pokoju i jeden podziw dla prezydenta Ukrainy. Tu też wyrósł już na bohatera. Polacy też.
Trzymajcie się.


Pełnoletnia

Blog “eWKratke” jest dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Funduszu Promocji Kultury.

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Wywiad z Tanią

11 dzień wojny, Hala Global Expo przy ul. Modlińskiej w Warszawie, fot. Z. Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Ten czwartek zostanie zapisany w historii. Dokładnie 24 luty 2022 roku godzina 3:45. Godzinę później Armia Rosyjska zacznie ataki rakietowe. To co dzieje się za naszą wschodnią granicą obserwuje cały świat. Putin za kilkanaście dni zostanie zbrodniarzem wojennym. Ukraińskie matki i dzieci, te które mogą, uciekają. Większa część z nich trafia do Polski. Na granicy rozgrywają się dramaty. Ojcowie żegnają żony i dzieci, synowie żegnają matki i ojców. Sami wracają walczyć ze swoją kochaną Ukrainą o swoją przyszłość. Sercu niosąc słowa hymnu: Nie umarły jeszcze Ukrainy ni chwała, ni wolność. Jeszcze do nas, bracia młodzi, uśmiechnie się los. My Polacy staramy się stanąć na wysokości zadania. Nasze serca otwierają się na ludzi, którzy potrzebują pomocy.

W piątek w moim domu odbywa się narada i zostają podjęte decyzje. Nasz dom staje się otwarty a my ruszamy na granicę. Do domu nie wracamy sami. Wraca z nami Tatiana z dwojgiem dzieci. Marika lat 15 i Nazar lat 8. Pierwszemu spotkaniu towarzyszą  łzy. Miało być priviet i szto u Was? A była gula w gardle. Nasi goście są potwornie zmęczeni. Dwa dni odsypiają trudy podróży. Z komunikacją nie mamy problemu. Porozumiewamy się po angielsku i rosyjsku. Po tygodniu opracowaliśmy wspólny system, który sprawia, że każdemu żyje się w miarę komfortowo, że każdy ma jakąś swoją przestrzeń. W tym miejscu zapraszam do przeczytania wywiadu z Tatianą. Chciałabym, żebyście poznali tę dzielną kobietę. Osoba niezwykle zdeterminowaną, dla której rzeczy niemożliwe nie istnieją.

– Tania, czy możesz w kilku zdaniach przedstawić swoją rodzinę i troszkę o was opowiedzieć?

– Pewnie. Mam na imię Tatiana. Mam 40 lat dwoje dzieci i męża Bogdana, który został na Ukrainie. Oboje jesteśmy nauczycielami. Pochodzimy z obwodu wołyńskiego. Mamy psa, którego syn nazwał Bomba, gdy sytuacja na Ukrainie była jeszcze okej. Córka ma 15 lat i chodziła do 10 klasy. Uwielbia fizykę i matematykę. Lubi jeździć rowerem i przebieżki. Syn ma 8 lat i od dziecka nie słyszy. Walczyliśmy z mężem o aparaty słuchowe i się udało. Obecnie nauczyłam go mówić i rozumieć, z tego powodu ma jednak wiele ograniczeń.

– Taniu, patrząc na mapę Ukrainy można sądzić, że w twoim miejscu zamieszkania było względnie bezpiecznie. Chodzi mi o to, że nie było tam zbrojnych działań. A jednak zdecydowałaś się uciekać?

– O konflikcie zbrojnym na Ukrainie mówiło się dużo od wielu lat. W ostatnim czasie wiedzieliśmy, że Rosja stanowi duże zagrożenie. Jednak nikt się nie spodziewał, że Putin odważy się i zaatakuje. Gdy się to stało w miejscach, w których nawet nie dochodziło do czynnego ataku, non-stop wyły syreny. Mój syn używa aparatów słuchowych, które nie zawsze odcinają takie dźwięki. Zwyczajnie bałam się o jego zdrowie. Ciśnienie rosło, a z nosa leciała często krew.

– Myślę, że dla każdego człowieka to zrozumiałe. Czy możesz teraz powiedzieć kto z twoich bliskich został na Ukrainie?

– Został mąż. Patroluje miasto, w którym mieszkamy. Ostatnio dostałam od niego informację, że nad naszym miastem zaczęły latać rosyjskie drony. Bardzo mnie to martwi. Oprócz męża, zostali rodzice.

– Czy nie chcieli uciekać razem z tobą?

– Nie. Tata cierpi na chorobę nowotworową i był zbyt słaby. Siłą rzeczy mama też została.

– Taniu, dziękuję tobie w imieniu swoim i czytelników, że zgodziłaś się troszeczkę opowiedzieć o tobie i twoich bliskich.

Ja ten tekst kończę słowami ukraińskiego hymnu.

“Dusze ciało poświęcimy dla naszej Wolności, pokażemy żeśmy bracia z kozackiego rodu”.

Slava Ukraini!

Blondi

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

O wojnie Zośki

M. Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

HISTORIA MAGISTRA VITAE ?


Jestem z tych którzy widzieli
Ciepłe opary ludzkich wnętrzności
Słodką surowicę niezagojonych ran
Rzesze zadowolonych czerwi
Na ciele w głowach w drogich garniturach
Świat z którego zdarto skore
Ten świat konał nam w rękach (…)

Borys Humeniuk, „ Wiersze z wojny” (2014 – 2015)

Ogromne nieba suną z warkotem.
Ludzie w snach ciężkich jak w klatkach krzyczą.
Usta ściśnięte mamy, twarz wilczą,
Czuwając w dzień, słuchając w noc.

Krzysztof Kamil Baczyński „Pokolenie”, 1943

Z historii winniśmy wyciągnąć naukę, ale czy rzeczywiście pełni ona tę rolę? Poprzez dzieje ludzkości ciągnie się nieprzerwane, krwawe pasmo zbrojnych konfliktów. Wiemy, czym jest wojna i jakie są jej skutki. Nie jesteśmy nieświadomi niczym małe dziecko, które musi włożyć rękę w ogień, by się przekonać, że parzy. My jesteśmy ponoć dojrzali, cywilizowani.

I co? Ano nic! Dalej z zapałem prowadzimy wojny. W wielu miejscach na świecie nieustannie płoną ogniska konfliktów, niewyobrażalnie cierpią miliony ludzi. Nadal zabijamy się nawzajem z rozmaitych, niejednokrotnie, absurdalnych powodów; nie pomogło nawet dwa tysiące lat chrześcijaństwa. Od niedawna wojna rozgorzała również na wschodniej granicy Polski. Ja, urodzona piętnaście lat po II wojnie światowej, nie przypuszczałam, iż dożyję chwili, gdy nad Europą znów zawiśnie widmo zniszczenia. Nie minęło jeszcze osiemdziesiąt lat od zakończenia najstraszniejszego konfliktu w historii, wciąż żyją naoczni świadkowie tamtych okropieństw, a mimo to niektórzy przywódcy zdają się nie wyciągać żadnych wniosków z przeszłości lub być kompletnie pozbawieni wyobraźni (o empatii nie wspomnę). Ostatnio na horyzoncie zamajaczyła najgorsza zmora: groźba nuklearna. Przeraża myśl, że komuś może się zamarzyć wykrzyknąć patetycznie za Oppenheimerem: „I stałem się Śmiercią, niszczycielem światów”( jakże szatańsko kusi taka potęga!), a w rezultacie my zapłacimy za czyjąś megalomanię udziałem w tragedii, jaka po Hiroszimie nigdy więcej nie powinna się powtórzyć.


Otuchy w tej sytuacji dodaje jedynie zgodna reakcja większości świata, który mówi jednym głosem: „NIE DLA WOJNY!” Oby dzięki temu wspólnemu głosowi agresja Rosji na Ukrainę została powstrzymana. Osobiście ogromnie na to liczę. My, więźniowie, nie jesteśmy tu tak odizolowani od rzeczywistości, aby ten dziejowy wstrząs do nas nie dotarł, nie poruszył. Wśród nas również panuje niepokój. Niektórzy nie śpią po nocach. Leżą w celach i myślą, co będzie. Martwią się zwłaszcza ci pochodzący zza wschodniej granicy, którzy zostawili tam domy i rodziny. Chociaż muszę z przykrością nadmienić, iż są i takie osoby, które potrafią powiedzieć: „W Polsce też będzie wojna? No to wypuszczą nas z więzienia!”. Dla mnie jest to porażający przykład głupoty i egoizmu.
Dlatego nam wszystkim, aby nam nie zabrakło wyobraźni i abyśmy nie zapomnieli, dedykuję – niestety nadal aktualne – słowa poety najstraszliwszej wojny w dziejach ludzkości, któremu wojna ta odebrała młode życie, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego:

Gdy broń dymiącą z dłoni wyjmę
i grzbiet jak pręt rozgrzany stygnie,
niech mi nie kładą gwiazd na skronie
i pomnik niech nie staje przy mnie.

Bo przecież trzeba znów pokochać.
Palce mam – każdy czarną lufą,
co zabić umie. Teraz nimi
grać trzeba, i to grać do słuchu.

Bo przecież trzeba znów miłować.
Oczy – granaty pełne śmierci,
a tu by trzeba w ludzi spojrzeć
i tak, by Boga dojrzeć w piersi.

Bo przecież trzeba czas przemienić,
a tutaj ciemna we mnie siła,
i trzeba blaskiem kazać ziemi,
by z sercem razem jak krew bila.

(…)

I pośród nich jakże ja stanę
z garścią, co tylko strzelać umie,
z wiarą, co śmiercią przeorana,
z sercem, co nic już nie rozumie ?

(1944)

Zośka

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

POLSKA OKAZUJE DOBRO – DAJE POMOCNĄ DŁOŃ W OBLICZU WOJNY

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

W takich sytuacjach wciąż wybrzmiewają mi słowa wiersza Wisławy Szymborskiej.

“Jacyś ludzie w ucieczce przed jakimiś ludźmi.
W jakimś kraju pod słońcem
i niektórymi chmurami.

Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,
obsiane pola, jakieś kury, psy,
lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.”

Mam nadzieję, że kiedyś ta empatia i wrażliwość na tragedię, którą dziś obdarzamy naszych ukraińskich przyjaciół, wejdą w nasz narodowy krwiobieg – bo na co dzień też pomagamy ale ten tydzień wojny scalił nas bardzo. Nasi bliscy przyjmują matki z dziećmi, zwierzętami, ofiarują im wszystko, aby choć przez chwilę czuli się bezpiecznie u nas, bo tego co mają w pamięci, nie wymażemy im.

Ja jestem z Lublina mieszkam blisko granicy. Mój brat, który zatrudnia dwóch Ukraińców w swojej firmie, sam czekał trzy doby na granicy na ich żony i dzieci, aby zawieść ich do naszego domu. Są to ludzie bardzo wdzięczni za okazaną im pomoc. Każdego dnia patrzę na obrazki w gazecie i TV i widzę płaczące kobiety, maszerujące biedne dzieci, które nie są niczemu winne. Widzę mężczyzn, którzy po odstawieniu najbliższych do przejścia granicznego i po ostatnim buziaku w mokry policzek dziecka, wracają na front, aby walczyć o odzyskanie swojego kraju. Takie widoki chwytają mocno za serce, bo czemu winne jest to nowo narodzone dziecko, dziewczynka walczącą o życie po postrzale? Zadajemy sobie pytanie, ile to ma jeszcze trwać, ilu ludzi ma polec, aby Putin odpuścił. Czy on tego nie widzi, jak ludzie cierpią? Bo My Polacy dostrzegamy i pomagamy. Są dobre i złe obrazy, ale my będąc tu w Areszcie Śledczym i oglądając takie wiadomości widzimy tylko zło – ja osobiście bardzo się boję o swoich bliskich i myślę sobie, czy będę mieć gdzie wracać?

Mam nadzieje, że kiedyś ta empatia i wrażliwość na ludzką tragedię wejdą w nasz krwiobieg, że już nigdy nie pozwolą patrzeć z obojętnością, tak jak jeszcze kilka tygodni temu patrzyliśmy na los innych uchodźców. Doświadczenie tragedii i zagrożenia nie musi czynić lepszym, ale współczucie jest przecież dobre. Dobre jest też współdziałanie państwa i obywateli, dobre jest niezwracanie uwagi na różnice poglądów, kiedy komuś trzeba pomóc. Marzę o Polsce, w której to dobro pozostanie i o Ukrainie, która nie będzie musiała mierzyć się z takim wielkim złem.

Jestem z Wami

Pozdrawiam ciepło,

EVELINE

Wesprzyj działania w więzieniach Fundacji Dom Kultury wpłacając 25 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

O FILMACH moje wypociny

 1-DSC_1651

Mam chyba ze sobą jakiś problem. Ogólnie rzecz ujmując – jestem maniaczką kina, uwielbiam oglądać filmy i to bardzo różne, ale od pewnego czasu, gdy trafiam na coś polskiego, to dostaję niemalże wścieklizny. Po dziurki w nosie mam przede wszystkim bombardowania ze strony reżyserów tematyką żydowską. Mam wrażenie, że o niczym innym nie można w tym kraju zrobić filmu, jak o zagładzie, cierpieniu, prześladowaniach tego narodu. Jak nie „W ciemności”, to „Pokłosie”, albo „Ida” – z każdej strony niemalże jedno i to samo. Zaczynam na to „zagadnienie” patrzeć z takiej dziwnej perspektywy – a nawet dwóch – po pierwsze, mam wrażenie, że niektórzy reżyserzy celowo „biorą” się za ten temat, bo taki film musi – i odnosi – poniekąd sukces w naszym kraju. No sukces jak sukces, ale mało kto o filmie, w którym jest poruszana tematyka „jak to Żydzi cierpieli” pozwoli sobie na krytykę albo złe słowo, bo zaraz takiego delikwenta zakrzyczanoby i nazwano co najmniej rasistą, a żydofobem to na bank. Nie podoba ci się film o Holocauście, to znaczy, że jesteś antyżydowski, a to przecież zupełnie nie tak. Wydaje mi się, że historię wojny i powojenną znamy bardzo dobrze, bo przerabiamy to od kilkudziesięciu lat non-stop i to nie tylko w szkołach. Historię wojny i tego co po niej poznawałam w domu siedząc u dziadka na kolanach i myślę, że nie jestem jedyną osobą, której bliscy przeżyli to piekło i mówili o nim. Obstawiam wręcz, że większość Polaków ma w rodzinie takich dziadków lub babcie. Zadaję sobie więc pytanie – czy musimy być molestowani regularnie takimi filmami? Ciągle jakieś cierpięnictwo, płacze i rwanie włosów z głowy. Jakby sobie ktoś założył, że musisz wyjść z kina z ustami w podkowę, bo tylko to oznacza, że oglądałaś/eś dobry film. Nie chodzi mi o to, aby przejść nad tematem obojętnie, bo historia zawsze będzie częścią naszego życia, ale może ktoś zacząłby poza Holokaustem i epopejami narodowymi tworzyć w polskim kinie coś chociażby trochę wesołego. A horror może jakiś dobry by się przydał albo baśń, czy fantastyczny filmik jakiś dobry, no cokolwiek innego. Oklaskujemy teraz „Idę” – a dlaczego teraz, skoro to wg mnie stary film, bo sprzed kilku dobrych lat i jakoś wtedy szału nie było – a dlaczego? Nie podobał się szerokiej widowni? Tylko garstce jurorów na festiwalach? Udało się dostać Oscara i teraz „Ida” to jest coś? Nie powiem – trzy rzeczy mi się w tym filmie podobały. Akurat nie główny temat, bo to dla mnie do zwymiotowania, ale… po pierwsze fajnie, że film czarno – biały, po drugie rozbawiłam się, gdy Wanda wyszła sobie przez okno i odtwórczyni głównej roli – Trzebuchowska – była tu w więzieniu w zeszłym roku, przed Wielkanocą. Nikt nie skojarzył, że dziewczynka, która z nami majstrowała kurczaki z mąki i bibuły jest „tą” aktorką. Taka miła, normalna, skromna i mam nadzieję że nadal taka jest. Ta kolejna perspektywa to taka, że chyba ten czy inny „reżyser” traktuje nas jak lekko intelektualnie trzaśniętych. Musisz zobaczyć film o dzieciach, które prostytuują się po galeriach, albo zobaczyć film, że małolaty zachodzą w ciążę, bo jest poniekąd taki trend, albo że gość został zlinczowany we wsi, w której mieszkał, gdzie przez lata terroryzował mieszkańców siekierką. No jeszcze trochę i każdy telewizyjny „news” będą filmowali… Wmawia się przy tym, że te filmy są niesamowicie dobre przez wzgląd na to, że takie to naturalne. Jakby mało było codziennych wiadomości, w których rzadko kiedy mówi się o czymś przyjemnym. Mam gdzieś taki realizm, wiem co się działo i co się dzieje i autentycznie nie mam ochoty sięgać po polskie filmy, bo są dla mnie nudne, jednostajne i męczące. Na koniec jeszcze taka kwestia – jak już dany aktor lub aktorka staną się „sławni”, to eksploatuje się ich tak mocno, że są wszędzie. Film, reklama, gazety, radio – aż strach otworzyć konserwę. Mnie to osobiście irytuje, bo po obejrzeniu iluśtam filmów z powtarzającą się obsadą, podobnym poczuciem humoru i tekstami, to autentycznie nie rozróżniam tytułów. Straszne to jest wg mnie i odpycha zamiast przyciągać i może dlatego polskie kino nie rozkwita tak jakby mogło, gdyby przestało być takie monotonne.

MAŁGOSIA