Przyzwyczajenia z więzienia – czyli co nam zostaje po wyjściu!

1-DSC_0503

Mówiąc na swoim przykładzie, gdy po raz pierwszy opuściłam Zakład Karny, zrywałam się z łóżka na równe nogi, gdy ktoś z moich domowników wykonał rano jakąś czynność głośniej niż powinien – z myślą, że to już Apel. Wcześniej, przed pobytem w Z.K., lubiłam dłużej pospać, teraz nie ma już na to szans, 6:00 – 7:00 to moje godziny wstawania. Z kolei mój brat po opuszczeniu więzienia, po sześciu latach łapał się na tym, że po uprzednim ubraniu się do wyjścia czekał w przedpokoju, aż ktoś otworzy mu drzwi od zewnątrz. Niektóre osoby mają tzw. zbieractwo, czyli zostawianie – nazwijmy to po imieniu – śmieci, a bo może się przydać. Wąchanie ubrań – to też zostaje! Czy nie zatęchły, czy nie śmierdzą dymem z papierosów, itp. No i największa zmora – trzeba wdrożyć się w rytm normalnego życia. Przeszkadza zgiełk i ciężko się przyzwyczaić, że można robić wszystko, na co ma się ochotę i znów decydować o swoim życiu!

LEXI

Kilka lat minęło

1-DSC_0499

Kilka lat minęło. Kilka lat mojego życia, a pamiętam jak dziś moment, gdy brama więzienna zamknęła się za mną jak szczęki. Moje myśli były czarne jak noc listopadowa. Wołałam „nie przeżyję tego”. Lata mijały pełne emocji złych i dobrych, rozpaczy, radości. A dziś? Lada chwila wychodzę… Co czuję? Radość, radość oplecioną wielką pajęczyną strachu. Paraliżujących strach i te myśli, może trochę trywialne: czy słońce będzie jaśniej świeciło, czy powietrze będzie krystaliczne, czy po drugiej stronie będzie czekać na mnie miłość, jak ze starego romansu, czy ponura, trudna rzeczywistość? Co będzie? Jak będzie? Ten strach mnie obezwładnia, odsuwam te pytania od siebie, ale one ciągle wracają…

Spędziłam wiele lat w zamknięciu. Cela to był – jest – mój drugi dom.  Życie tutaj toczy się monotonnie, rutynowo. Apel, śniadanie, obiad, kolacja, apel. Jest też praca, które może oderwać nas od ponurych myśli.

Życie na zewnątrz jest jak moda podlegająca ciągłej zmianie, wszystko tam jest inne, ludzie pędzą przed siebie nie patrząc na innych… Czy ja się tam odnajdę> Czy nie podepczą mnie jak mrówki? Czy podadzą mi rękę, jak zawołam „pomocy!”? Czy w oczach każdego człowieka mijanego na ulicy będę widzieć mój czas spędzony za kratami…

Boję się spotkania z moimi najbliższymi osobami. Wiem, że mnie kochają, czekają na mnie, na pewno odliczają czas do spotkania ze mną….

Gdzieś na serca dnie czai się pytanie, czy wybaczą mi ten czas, kiedy z nimi nie byłam, nie uczestniczyłam w drobnych i wielkich smutkach i radościach?…

Z jednej strony ogromna radość… Długo oczekiwana Wolność…

Z drugiej przerażenie, czy dam radę, podołam temu wyzwaniu, któremu na imię Życie bez krat?…

Mimo tych wątpliwości, Życie, kocham cię, Życie – jak śpiewa Edyta Gepert, bo życie potrafi się rozjaśnić w najbardziej nieoczekiwany sposób…

E.K.M Iskierka