Babcia to inny wymiar, okulary, konfitury, stare fotografie, mają nauczyć dziecko, że czas może dzielić na równe godziny pełne ciszy i twórczej nudy. Nie jak w domu, gdzie każda minuta jest coraz krótsza, a rodzice gonią je w nieustannym pędzie z pokoju do łazienki, z zajęć na zajęcia. Tak. Babcia to niezbędne ogniwo w rozwoju dziecka. Moja ukochana Babcia, odeszła cztery lata temu. Dziś miałaby tyle samo lat co Królowa Elżbieta II 🙂 96, obie urodziły się tego samego dnia. Babcia, to najważniejsza osoba w moim dzieciństwie. To wakacje w Sulejówku, pachnące kompotem z wiśni, ciastem cytrynowym, deszczem parującym na rozgrzanym chodniku, lasem. Babcia to moja Alfa i Omega, która cierpliwie uczyła mnie matematyki, historii, angielskiego, niemieckiego i łaciny. Babcia to mecze w badmintona, w „nogę” jeden na jeden, partyjka szachów. Przez zabawę uczyła mnie wielu rzeczy. Babcia to wycieczki rowerowe, jazda na sankach, ulubiona cukiernia i ciastka pakowane w kartonik, zawijane w papier, przewiązane pomarańczowym sznurkiem. To zimowe wieczory pełne historyjek opowiadanych przez Babcię, zakraszane koglem- moglem, który kręciła aż nabrał kremowego koloru. Babcia to ciepło, bezpieczeństwo, otarcie łez. Jedyna osoba, która wykazywała się cierpliwością do mnie, czasem tylko okazując swój gniew ciszą. Dla niej zawsze byłam Karolem/ Karolkiem lub kiedy chciała mi dokuczyć, nazywała Karolusem- Baranusem 🙂 nawet mając 37 lat byłam Karolkiem. Moja Babcia była inna niż większość Babć. Słuchała Ace of Base, Monkey March, Kris Kross, Queen. Uczyła mnie piosenek Zauchy “Czarny Alibabo” 🙂 Santor czy Wodeckiego. Uwielbiałam z nią śpiewać „Panie Janie” na dwa głosy. Godzinami grała ze mną w „Piotrusia”, czy wysłuchiwała rzępolenia na keyboardzie. Bywało, że zirytowała mnie jej nadopiekuńczość. Syrop z cebuli kiedy tylko usłyszała chrypę w moim głosie, trzymanie za rękę, kiedy przechodziłyśmy przez pasy, a ja uparcie chciałam iść sama! Rajstopki podciągnięte niemiłosiernie wysoko, aż pod pachy, aby nie zaziębić nerek, rękawiczki na sznurku, co by nie zgubić (i tak gubiłam 🙂 ), czy stanie w dłuuugiej kolejce w kiosku, żeby kupić „Życie Warszawy” i „Skandale” (lata 90). W sumie te kolejki nie były takie złe. Za grzeczne stanie, Babcia kupowała mi w barze pyzy z mięsem x2 🙂 przysługując się mojej nadwadze, ku rozpaczy rodziców 🙂 Śmieszne, ale te wszystkie babcine nawyki, przeniosłam na siebie, w konsekwencji swoim dzieciom podciągając znienawidzone rajstopki pod szyję 🙂 czy „przemycając” czosnek leczniczo, pod plastrem wędliny w kanapce 🙂 Babcia to moje Sakrum. I bardzo mi jej brakuje. Choć cieszy mnie jedno, że nie widzi mnie „tu”, za kratami i murem, nie takiej przyszłości ode mnie oczekiwała. Wybacz mi Babciu. Już trzeci rok, nie zapalam znicza na jej grobie z okazji Dnia Babci, bo jestem „tu”. Ale w moim sercu jest i będzie zawsze. Dziś ja sama jestem Babcią 🙂 Mój Skarb ma ponad rok, kręcone blond włosy, duże niebieskie oczy, cudne, pulchne stópki i duży apetyt 🙂 Mój Wnuk Staś – moje życie. Boli że nie mogę być przy nim. Czuć jego zapachu, patrzeć jak rośnie i nieporadnie stawia dzielnie pierwsze kroki. Ale! Kiedy wrócę, będzie jeszcze małym szkrabem, któremu będę ukręcać kogel-mogel, uczyć piosenek, grać w szachy, jeździć rowerem, piec ciasta, gotować kompot i pewnie podciągać spodenki wysoko, aby nerki nie były odsłonięte 🙂 Wszystkim Babciom – pociechy z Wnuków 🙂
Karola J-Ż (Babcia Charlotta)
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Każda jednostka penitencjarna posiada tak zwaną bibliotekę centralną, do której można mieć dostęp wg wewnętrznego regulaminu. A jeśli nie można osobiście, to są do przejrzenia katalogi czy opcja napisania kartki z tematyką, która nas interesuje, bądź nazwisko autora, którego lubimy czytać, a osoba zatrudniona w bibliotece już coś wybiera do czytania. Ciekawą informacją może być to, że przeważnie w świetlicach oddziałów mieszkalnych stoi regał lub szafa książek, z której w ostateczności też coś można wybrać. Spora grupa osadzonych otrzymuje z wolności „lekturę” i zrozumiałym jest, że nie gromadzimy tego w celach. Trzeba się tego pozbywać; jedni odsyłają do domów, inni rozdają między sobą, ale też z prywatnych zbiorów książki trafiają do tej świetlicowej szafy.
To miejsce tego nie zmieniło, że rozmawia się na temat przeczytanych książek. Podawane są z ręki do ręki te ciekawe, ale i te bulwersujące. Opowiada się o nich, zachwala, krytykuje, a nawet niekiedy w złości niszczy.
W tym świecie, w jednej celi, mogą się wymieszać przeróżne zainteresowania; historia z fantazją, psychologia z religią, biografia z romansem. Przez „Mase” obok „Słowikowej” leży „Gad, spowiedź klawisza”. „Harry Potter” zmieni „Tożsamość Bourne’a” by stać się „Niewinnym”. „Dziewczyna, która igrała z ogniem” będzie „Blondynką wśród łowców tęczy”, by „Zaginiony symbol” odnaleźć w „Niedzielę, która zdarzyła się w środę”. „Piekło może zdarzyć się wszędzie”. „Jeden fałszywy ruch” i stajesz się „Zły”. Mało kiedy są z tego powodu jakieś poważne kłótnie, ewentualnie lekkie uśmieszki.
Jednak ostatnio miałam okazję wejść do celi, w której głośno dyskutowano na temat książki „Skazane na potępienie” Ewy Ornackiej. W jednostce, w której obecnie przebywam, dziewczyny odbywały karę z bohaterką owej książki. Zapewne zupełnie inaczej czyta się opowiadaną historię przez kogoś, z kim można było przebywać na co dzień – niekoniecznie w celi, ale niekiedy wystarczy spacer, kilka zamienionych słów by stwierdzić: „znam ją”. Osobiście walczę z tym stwierdzeniem od lat, bo wskazanie mnie paluchem nie równa się „znanie mnie”.
Ćwierć wieku tak samo jestem „ciekawostką więzienną”, ile sprawą medialną.
Katarzyna Bonda korzystała z mojej ksywy, wyroku i wybranych elementów procesowych ze znanych sobie tylko powodów. W owej książce kilka słów mocno wskazuje na moją osobę. Ciągle jestem „szarpana”, a ludzie nie mieli ze mną w ogóle styczności. Ponieważ pół roku temu przeczytałam „Skazane na potępienie” mogłam świadomie wziąć udział w dyskusji. Wręcz nawet mnie zachęcano pytaniami – „ty byłaś w Grudziądzu, powiedz, czy można się w łazience zamknąć i czy tak naprawdę w żadnej celi dzieciobój nie siedzi przy stole?”. Po pierwsze nie miałam możliwości spotkać osobiście osadzonej, która opowiadała swoją historię pani Ornackiej, w Grudziądzu byłam 10 lat temu, a książkę wydano w 2019r. Po drugie wątpię, by przez 10 lat zamontowano w łazienkach jakikolwiek mechanizm pozwalający się zamknąć, bo wtedy mogłoby dochodzić do tragicznych sytuacji. W nocy każde łóżko musi być odsłonięte tak, by przez kukiel (judasz) było widać osobę leżącą na łóżku. I nieistotne czy jest to „zamek” – cele zamknięte cały czas, czy „półotworek”, gdzie cele są otwarte do apelu wieczornego (18:30). Co do dzieciobojów, to jest to tak samobójczy temat, że bezpiecznie będzie napisać, że dobierano im skład w celi, a skoro decydowały się siedzieć z takimi osobami, to czemu nie miałyby siedzieć z nimi przy stole? „Półotworek” czyli grupa klasyfikacyjna P2 jest formą awansu z P1, czyli dla każdego jest to chyba zrozumiałe, że jest to nagroda? Nagroda, którą na ogół się dostaje za zachowanie, postawę, wykonywanie indywidualnego programu oddziaływania. Oczywiście jest ogrom osadzonych, które po celi przejściowej na komisji dostają P2, bo np. mają mniejsze wyroki i pomija je tak naprawdę prawdziwy „zapach” więzienia. To chodzenie w mundurku na widzenia, na których dzieci i bliscy patrzą na twój wygląd, to przebywanie w ciągle zamkniętej celi z osobami nie zawsze dobrze dobranymi. Więc kiedy czytam – cyt.: „nieraz widywałyśmy zielone mundurki – o księżniczki idą – mówiłyśmy z pogardą na ich widok”, to zasmuca, że ten cholerny skarbowy strój charakteryzował człowieka – sorry, księżniczkę!
Jest sporo osób na „półotworku”, które na nim się utrzymują, dzięki niesprawiedliwemu przymykaniu oka na ich wybryki i dawaniu kolejnych szans – bo mają małe wyroki. To nie pomaga w znoszeniu trudu i niemożliwości przegrupowania tym z „zamka”. Prawdą jest, że faktycznie „zamek” odróżnia się przede wszystkim mundurkiem, ale nie spotkałam się z sytuacją, by ktoś kimś gardził tylko z tego powodu, że jest z zamka. Jak mało mobilizujące jest widzenie i słyszenie, że na „półotworku” za powyzywanie oddziałowej dostały naganę, za pocięcie się – zabrana paczka, a z „zamka” niekiedy przez jeden wniosek nie można przejść na P2. Jak łatwo się wypowiadać o tych z „zamka”, w mundurku, który zapewne jest symbolem demoralizacji, a zapomnieć, że jest się tak samo osadzonym.
Osoba skazana na dożywocie, głównie taki wyrok ma za udział w zabójstwie bądź zabójstwo, tak zwane „cyfry”. Wyrok dwadzieścia pięć lat mogą mieć za napady i włamania. Cyfra już mniej zastanawia. Zdarza się, że pięć lat można dostać za zabójstwo męża bądź przekręt finansowy. Piętnastoletni wyrok za poćwiartowanie zwłok tak nie szokuje, jak dożywocie. 25 lat za zabicie trójki dzieci nie odbiera możliwości zatrudnienia.
Recydywistki, osoby notorycznie okaleczające się, wpadające na testach narkotykowych, po próbach samobójczych, zdegradowane, umieszczane w celach izolacyjnych, niepowracające z przerw czy przepustek – wszystkie, zawsze mają pierwszeństwo przed dożywotką. Czy chodzi o pracę czy zwykły kurs. Bez wyjątku. Pod każdym wyrokiem jest człowiek: jest jego historia i drzwi do niego. Skazanych na potępienie są tysiące; o jednym przypomną gazety, o drugich inne osadzone – właśnie! Tak samo osadzone.
Lesbijki to nie jest już temat tabu i jest ich coraz więcej, nawet w szeregach służby więziennej, i jakoś to nikogo nie zastanawia, że taka kobieta przeszukuje osadzoną np. powracającą z widzenia. To nie zastanawia, że może to być wstydliwe czy krępujące? Ale opis dwóch kobiet, które się do siebie zbliżyły ciekawi przeokrutnie.
Skąd się bierze to zainteresowanie więzieniem? Więźniem czy więzieniem?
Do ludzi zza muru docierają tak dziwnie wykrzywione informacje, jak cały ten program „Więzienie”. Mało kogo interesuje statystyka pozostawionych żon, znienawidzonych matek, pokiereszowanych małolat, którym lata przychodzi spędzić w izolacji. Mało kogo interesuje to, że wiele osób ma nieprzerobiony problem i powinna być wprowadzona terapia. Ludzie przebywający naście lat w więzieniu kierowani powinni być na badania psychologiczno-psychiatryczne celem wydania aktualnych orzeczeń psychologiczno-penitencjarnych. Zanik więzi z osobami z zewnątrz, bierność, obniżenie sprawności intelektualnej, utrata i zawężenie zainteresowań, to negatywne skutki związane z długoterminowym pobytem w warunkach izolacji. Jeśli kogoś to interesuje, to ja złożyłam taki wniosek i dostałam na niego odmowę.
Osobiście przeraża mnie fakt, że samych skazanych tak nakręcają do rozmów tego typu książki, jak „Skazane na potępienie” Ornackiej. Że osadzone przebywające kiedyś na przepustkach sprawdzały w internecie współosadzone. Że donoszenie jest mało weryfikowane i nie uważane za krzywdzące. Że niektóre grupy osadzonych się chroni, a inne szufladkuje w np. roszczeniowość. Bo książki były i będą – mnie to cieszy, bo z KAŻDEJ można coś wyciągnąć dla siebie. Nie skazujcie nas bardziej niż jesteśmy skazane.
Pełnoletnia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Długie, jesienne wieczory. Słota za oknem. A ja się
zastanawiam, przez które okna uwielbiałam wyglądać. Przecież lubię wracać
tam, gdzie byłam już.
Pierwsze okno, które przychodzi mi do głowy, to okno mojego pokoju z dzieciństwa. Wracam myślami do czasów, gdy mieszkałam z rodzicami i siostrą. Uwielbiałam widok z tego właśnie okna, ponieważ widziałam las, który o każdej porze roku wdzięczył się do mnie różnymi barwami. Zmienna pogoda na dworze sprawiała, że bywał stateczny, albo wirował za sprawą wiatru. Mój dom rodzinny to miejsce, gdzie czułam się bezpieczna i miejsce pełne miłości. A moja rodzinna Stalowa Wola to wspaniali ludzie, którzy kształtowali i mieli wpływ na moje życie. Moje pasje. Z wielkim sentymentem zawsze powracam tam, a w pamięci mam zachowane mnóstwo cudownych wspomnień. Teraz po latach gdy wracam do Stalowej Woli już z moimi dziećmi, odwiedzamy wspólnie miejsca, gdzie ja spędzałam czas będąc w ich wieku. I wydaje mi się, że te miejsca nadal mają moc, bo moje dzieci również pozytywnie je odbierają. Fajnie spotykać się ze znajomymi ze szkoły podstawowej czy liceum – tym razem we większym gronie, z naszymi partnerami oraz dziećmi. Jest inaczej jak kiedyś, ale równie przyjemnie. Świat nie stoi w miejscu i z perspektywy lat można dostrzec jak wiele się zmieniło w infrastrukturze. O polityce nie lubię rozmawiać, gdyż moja mama ukończyła politologię, i do dziś tak mam, że gdy zaczynają się wiadomości prowadzi z tatą żywiołowe dyskusje i ja zwyczajnie daję dyla. Muszę jednak przyznać, że miasto ma dobrego gospodarza.
Obecnie mieszkam na wsi nieopodal Ostrołęki. Takiej wsi, że nawet nie ma sklepu, czy komunikacji. Do miasta mam 10 km. Jednak coś za coś. Spokój, cisza, cudowna przyroda. Widok z okna również na las. Ten las był i pozostał. Zamieszkuję z miłością mojego życia i czworgiem przekochanych naszych pociech. Mamy psa oraz trzy koty. Z tymi kotami to ciągle się zmienia, ponieważ nasza kotka Monisia chodzi swoimi ścieżkami. Szkoda, że z ustaleniem ojcostwa danego miotu jest problem, bo pobierałabym alimenty. Żart.
Zawsze chciałam mieć dużą i szczęśliwa rodzinę. I taką mam. Mamy apetyt na życie i to sprawia, że nigdy nie jest nudno.
Lubimy również patrzeć przez okna, z których widok jest nam nieznany. Podróże to wspólna pasja. Te małe i te duże. Zawsze uważałam, że budynek jako dom to tylko dodatek. Liczą się domownicy i to oni sprawiają, że uwielbia patrzeć się przez okna i widok nigdy się nie nudzi.
Blondi
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Bieda w więzieniu – dla każdej z nas bieda ma inne znaczenie. Zależy też, jaka „bieda” najbardziej doskwiera. Moim zdaniem: bieda emocjonalna jest kalectwem, ponieważ bez emocji, których w tym miejscu mamy nadmiar, osoba zapewne funkcjonuje jak robot, albo na zasadzie słów z jednej piosenki- jeść, pić, spać – jak tamagotchi…
Człowiek też jest biedny będąc samotnym, nie mając nikogo po drugiej stronie (tego typu bieda miałaby na pewno największy wpływ na moją osobę – bez dwóch zdań). Raczej jest bardziej bolesna niż ta finansowa… Cóż tego, że półki pełne, gdy w serduszku pustka? Oczywiście, że brak pomocy finansowej z zewnątrz jest uciążliwy bardzo, ale nie mając nic, człowiek zaczyna doceniać każdą nawet najmniejszą pomoc… każdy najmniejszy gest, każdy grosz… Do „biedy finansowej” można „jakoś” się przyzwyczaić… Ale do „biedy” dotyczącej samotności? Raczej niemożliwe, bynajmniej nie w moim przypadku 🙂 Bliscy, miłość, emocje są bogactwem.
Pozdrawiam gorąco,
TAKA JA
Bieda w więzieniu przejawia się w kliku formach. Jest warstwowa.
Bieda potrafi sięgać do żołądka przez serce, aż do głowy.
Najczęściej się o niej słyszy, nigdy się chwali. Bieda to zdania:
– bieda bez tych widzeń, wszyscy chodzą, a mnie nikt tak daleko nie odwiedzi,
– nie mam nikogo, mąż zmarł, dzieci za granicą, człowiek taki sam jak palec, bieda mówię Ci,
– biedny człowiek bez tej miłości,
– jak ja bym chciała mieć takie problemy, jęczeć na takie duperele, bieda, mówię ci, do ortopedy się nie mogę dostać,
– zjadło się ten obiad, ale nic się więcej nie ma, bieda jak nigdy wcześniej,
– bieda to więzienna herbata,
– ale bieda w tym kryminale, nawet nie grzeją kaloryfery,
– wychowawca K. O. na urlopie, biblioteki nie ma – bieda bez tych książek,
– Boże, nawet w kantynie nie ma plastra, no bieda!
– ten jeden telefon to jakaś bieda!
– koleżanka skończyła terapię alkoholową, powiedzieli, że dobrze rokuje koniec resocjalizacji jej, a człowiek taki biedny, nawet uzależnień nie ma,
– bieda bez tej pralki, suszarki, żelazka,
– bieda, nie mieć tak celu.
Pełnoletnia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Jeśli myślicie, że posiadanie talii kart w celi, jest równoznaczne z grą w tysiąca czy makao, bardzo się mylicie. Karty w tym miejscu, służą zwykle do wróżb. Znaczenia poszczególnych kart, jeśli się chce, można się prędko nauczyć od koleżanek starszych stażem. Pytanie pasjansa o różne rzeczy, jest tu nagminne. Przez kilkanaście miesięcy, które tu spędziłam, musze przyznać, że z moich obserwacji wynika, iż niektórzy bardzo poważnie do tego podchodzą. Co ja o tym sądzę? W tym momencie pojawia się uśmiech na mojej twarzy. Ponieważ osoby, które stawiają karty, sporo o nas wiedzą, będąc z nami w celi 24 godziny na dobę. Przepowiednie są mocno naciągane. Rok temu byłam osadzona w celi ze starszą kobietą, która słowa naciąganej celowej wróżbitki brała jako pewniak. Szkopuł tkwił w tym, że owa wróżbitka jej nie lubiła. Nigdy przepowiednie nie były dla niej pozytywne, a ona się zamartwiała. Obserwowałam tę sytuację przez dwa miesiące. W pewnym momencie coś we mnie pękło. Pamiętam, że sięgnęłam do torby po karty i powiedziałam że tak samo jak ona umiem wróżyć. Chwilę później leżały rozłożone karty na stole. A ja zaczęłam przepowiadać przyszłość. Co powiedziałam? Otóż to, że następnego dnia o 6 rano zaświeci się w celi światło, około 7 będzie apel, że wypije mocną kawę, która postawi ją na nogi, że pójdzie odświeżyć się na łaźnię – lecz nie gwarantuję ciepłej wody i jeszcze kilka rzeczy, które były jasne jak słońce. I tym sposobem nasza celowa wróżbitka się uspokoiła, a starsza pani przestała jej słuchać z otwartymi ustami. W Areszcie można również usłyszeć o wielu przesądach. Gdy ktoś kichnie, nie życzysz mu stu lat, zaś wolności. Inny przesąd prawi, że gdy umyjesz okna – zmienisz celę. Gdy usłyszysz upadające klucze po drugiej stronie drzwi (klapy) celi, oznacza to, że ktoś opuści te frustrujące mury. Gdy masz wokandę – rzucasz butem o drzwi celi i sprawdzasz, w która stronę się ustawi, gdy się wychodzi na wolność, podobno warto – tak zapobiegawczo złamać szczoteczkę do zębów i zabrać ze sobą buty. Ma to zagwarantować, że się więcej tu nie wróci. Nie można również obracać się za siebie.
Czy coś z tych przesądów wezmę dla siebie? Tak, nie zamierzam wracać do przeszłości i oglądać się wstecz. Zacząć z czystą kartką, którą zapisze najlepiej jak umiem. Nie wrócić więcej do celi, która przypomina norę – oborę.
BLONDI
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Jeśli mielibyśmy odpowiedzieć na pytanie, z czym kojarzy nam się bieda, większość z nas odpowiedziałaby, że z bezdomnością, czy brakiem jedzenia. Ale czy możemy być „biedni” w więzieniu? Przecież mamy zapewniony dach nad głową i codziennie ciepłe posiłki…
Wbrew pozorom jesteśmy biedni, ale ubogość więźniów polega na czymś zupełnie innym niż ludzi na wolności.
Jesteśmy pozbawieni:
WOLNOŚCI – nie mamy możliwości wyjść gdziekolwiek sami. Praktycznie cały swój czas spędzamy zamknięci w celi. Zwykłe wyjście do sklepu jest marzeniem wielu z nas.
RODZINY – tęsknota za rodziną jest ogromna. Omija nas wszystko przy czym fizycznie nie możemy być. Dorastanie naszych dzieci czy pomoc starszym rodzicom.
CZUŁOŚCI – brak czułości doskwiera nawet największym twardzielom. Niemożliwe jest codzienne przytulenie własnego dziecka czy pocałunek z ukochanym.
INTYMNOŚCI – jest to sfera praktycznie nieosiągalna. Przebywając na niewielkim metrażu w 5 osób, nie pozwala to na własną strefę komfortu, intymności, czy pobyciu po prostu samym.
Niektórzy mogą powiedzieć „przecież więźniowie mają całkiem dobrze, wszystko zapewnione”. Ale jeśli człowiekowi zabierze się wolność i rodzinę, przyziemne rzeczy przestają mieć takie znaczenie. Na tym polega właśnie nasza kara i bieda. I tu sprawdza się powiedzenie: „DOCENIA TEN, KTO TRACI”.
Kalenka
Bieda w więzieniu? Zależy, z której strony podejdziemy do tematu. Bieda w tym miejscu ma wiele wariantów. Możemy być biedni pod względem finansowym. Brak pomocy materialnej, takiej jak odzież, chemia, czy same pieniądze na„wypiskę”, jest przykry. Niestety, na samej chemii i odzieży skarbowej oraz wyszukanych kulinariach więziennych nie da się przetrwać, dlatego np. zupka chińska jest prawdziwym rarytasem, a paczka odzieżowa największą radością.
Jest też bieda umysłowa. Niestety, spotykam ją zbyt często w tym miejscu. Nie chodzi mi tutaj o to, czy ktoś jest bardziej mądry, czy mniej. Czy ktoś skończył 5 fakultetów, czy 5 klas podstawówki. Wiele osób, niezależnie od statusu, trochę zatraciła się w tym miejscu, gdzie już dawno zniknęło człowieczeństwo. Rozumiem, okey, to więzienie, szkoła życia, trzeba być znieczulonym na przykrości. Ale może każdy z nas powinien pomyśleć i zechcieć znowu być człowiekiem.
Bożenka
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Cisza, ciemność, wszystkie już zapadły w sen… Jest już po północy, na niebie skrawkowo widzianym przez jedne i drugie kraty, spogląda w oddali na mnie Księżyc w pełni, z nieodgadnioną miną… A jedyna mocno świecąca gwiazda kusi jakby ukazując drogę niczym niemy drogowskaz… Patrzę przed siebie, pomimo że blinda utrudnia spostrzeżenie czegokolwiek, spoglądam w dal, wyostrzając wzrok, niczym w obrazki 3D, które oglądałam i spostrzegałam wzory na nich, mając 15 lat… Za granicą między światów, od których oddziela mnie pleksa, majaczą światełka w oddali, wiem czym są,potrafię je nazwać, znam je od tamtej strony…
Tym najdalszym, które spostrzegam, jest znak ostrzegawczy postawiony przy torach – tak jakby przypominało, z jednej czy drugiej strony… Granicę przekraczaną do tego miejsca za grubymi, zimnymi, obserwowanymi od wewnątrz murami otaczającymi więzienie… I drogę powrotną… Sygnalizujące, zielone światło, mówiące że na Ciebie już czas! Abyś wróciła, czy wrócił do Domu! Tam, gdzie TWOJE MIEJSCE JEST NA ZIEMI, tak upragnione… Kilka bliżej światełek migoczących, zapalających się co dzień o wyznaczonej godzinie, tak jak apel, czy posiłki, tutejsza codzienność… Wiodą boczną ulicą, umykającą, niedostępną…
Te najbliższe, najbardziej dostrzegalne. Niby najjaśniej świecące, ale „niby” – bo nieprzyjemne, przypominające, co tu robię,gdzie jestem… Jeszcze kilka miesięcy temu chętniej stawałam w mroku przy oknie, opierając się łokciami, zamykałam oczy wsłuchując się w odgłosy dochodzące z lasku nieopodal, po bokach torów, za umykającą ulicą…
Ciche trele ptaków skrytych w koronach zielonych liści, nie tak częste ,jak nad ranem ale chociaż taka namiastka wolności, za którą tak bardzo tęsknię…
Nastała jesień, noce mroźne, rześkie, ale nieprzyjemne, gdy powiewa chłodem… Już nie poświęcam tyle sennych chwil na oddanie swoich myśli, pragnień nocy… I dnia, na który czekam! Z każdym zapaleniem świateł, nieprzyjemnych reflektorów, jestem o dzień bliżej zielonego światła, wskazującego „Drogę do Domu”… Każdej nocy nadal spoglądają na mnie coraz bardziej rozumnie, przyjaciele… Księżyc i Gwiazda jasno świecąca, która zawsze już będzie wskazywać mi drogę do mojego miejsca na Ziemi- DO DOMU, DO WAS <3 <3 <3 P. J. M. …
Pozdrawiam gorąco,
TAKA JA
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Od dzisiaj zaczyna mi się urlop… jak co roku mam problem gdzie wyjechać? Więc standardowo zostanę w więzieniu. W końcu na wokandzie m.in. usłyszałam, że zasadą wyroku jest odbyć go w całości. Tragedia. Dzisiaj dostałam uzasadnienie wyroku. Zarzucono mi np.: że nie przygotowałam się na wolność bo nie ukończyłam żadnego kursu, a w każdym komunikacie odnośnie naboru na kursy jest warunek: „dla chętnych, którzy mają maksymalnie 2 lata do końca kary bądź 2 lata do nabycia praw do warunkowego zwolnienia”. Czyli ja dwa lata temu, czyli jak była pandemia, czyli jak nikt nie wchodził z wolności. Postanowiłam od dziś notować co się wydarzyło.
Byłam w magazynie i pożyczyłam książkę i dostałam serial „Ślepnąc od świateł”.
Ania znowu nie odebrała telefonu, przykre.
Dzwoniłam do mamy.
Pomimo urlopu wyszłam wydać obiad i kolację bo nie ma kalifaktorek.
Od jutra będę spisywać jadłospis.
14 października, czwartek
Różaniec.
Dzień łaźni. Na 12 prysznicy cztery mają gorącą wodę. Trzeba sobie radzić i łudzić się, że nie zachoruję. Łaźnia jest w piwnicy, muszę
zejść dwa piętra schodami, ominąć drzwi, którymi prowadzone są spacery, a na samym dole poczekać aż woda ciepła zacznie lecieć.
Czas operacyjny 7 min, zimna zlatuje ok. 1,5 minuty – cała moja kąpiel.
Telefon do Justyny. Muszę przyznać, że dzięki temu co mi powiedziała, a dokładnie jaką propozycję dostałam od Jacka Galińskiego
sprawia, że ten urlop będzie jednak inny.
???
Fasolowa była obrzydliwa! Jakby dolali oleju bo aż się rozwarstwiała.
Dostałam komentarze, a w nich tekst Zielonookiej „ona niestety nie może doświadczyć uczucia, bez którego inni nie potrafią żyć”.
Jadłospis dla kuchni w dniu 14.10.2021 dla normy żywienia P1
Śniadanie: indyczanka, chleb, tłuszcz do smarowania pieczywa, herbata
Obiad: fasolowa 0,5 litra, makaron z jajkiem
Kolacja: parówka drobinetka, chleb, tłuszcz do smarowania pieczywa, herbata.
Posiłki mogą zawierać alergeny.
15 października, piątek Różaniec.
Śniło mi się dzisiaj, że pływam w basenie. Znowu. Jakieś małe dziecko (we śnie wiedziałam, że to dziewczynka) uśmiechnięte samo pływało. Wzięłam je i wsiadłam do helikoptera. Już z góry zauważyłam poddenerwowanego mężczyznę, kręcącego się przy samochodzie. Krzyknęłam, że mam jego dziecko. I wylądowaliśmy.
Wynurzyłam się dzisiaj na spacer, 13 stopni Celsjusza, dosyć ciepło. Kurtkę miałam, więc było dosyć miło. O ile może być dla kogoś innego miło na spacerniaku, gdzie trzy ściany są z blachy falistej i tylko jedna z siatki. Powierzchnia 6 kroków na 13 kroków. Po środku kawałek ziemi, w którą wbita jest ławka. Blacha w lato to jak konserwa, prawdziwa puszka. Ale kiedy uciekasz myślami to nic z tego co wkoło nie istnieje. Jesteś wolny i tyle. Myślałam o Celinie, z którą kiedyś siedziałam…
Napisałam oświadczenie, że wyrażam zgodę na rozmowę z dziennikarzem odnośnie książki o Lidce.
Dostałam list od Eweliny.
Skończyłam drugi sezon „Kruka” – no cholernie mocny serial. I dygałam, i płakałam. Fajna muzyka.
Kapuśniak dzisiaj był zjadliwy. Nie ma kalifaktorek – dwie na L4, jedna na schodach się potknęła, więc znowu poszłam wydawać.
Jadłospis: Śniadanie: mielonka kanapkowa, chleb, tłuszcz do smarowania pieczywa, herbata Obiad: kapuśniak z kiszonej kapusty, makaron z twarogiem, surówka z kapusty czerwonej Kolacja: dżem wieloowocowy, chleb, tłuszcz do smarowania pieczywa, herbata.
16 października, sobota Różaniec.
Dzisiaj rozmawiałam z Leną, muszę jej wysłać ten film o Tomku Komendzie
O 8:00 w TVP 2 w Pytaniu na Śniadanie był Marek Łogodziński. Dziś jest Dzień papieski, a Marek spotkał się z Janem Pawłem II w 1988 r. I o tym mówił. Ale też pozdrowił mnie na antenie, bo miał na nadgarstkach bransoletki zielono-czarne, które robię dla Fundacji Sławek.
Obudziłam mamę. Dwa tygodnie chorowała, a teraz wróciła do pracy. Przemęczona, obolała, moja biedna.
Oj dawno tak sobie z mamą nie porozmawiałam! Opowiedziałam jej swój sen. Śnił mi się duży pająk za szybą, w regale na naszym starym mieszkaniu na Gocławiu. Chodził między szkłem i był obrzydliwy.
Z obiadu wyjadłam makaron z rosołu. Później zrobiłam sobie zupkę chińską… z Radomia.
„Blizny mają dziwną moc przypominania nam, że przeszłość wydarzyła się naprawdę”.
Jadłospis: Śniadanie: polędwiczanka drobiowa Obiad: rosół, hamburger drobiowy 2 szt., sos biały Kolacja: płatki owsiane na mleku, powidła śliwkowe.
18 października, poniedziałek Różaniec.
Wypiska. Drugi raz (w tym roku) kupiłam winogrono! Pyszne!!! To winogrono to jak kiedyś świąteczny pomarańcz, powaga. Za to pierwszy raz trafiłam na babkę drożdżową.
Zadzwoniłam do Mariolci, kochana kupuje już kartki na Boże Narodzenie.
Pół dnia pisałam artykuł, tyłek mnie tak boli, że szok, ale chyba bardziej łokieć.
Dzisiaj wychowawczyni zapytała, co by nam się przydało na świetlicę! Zaczęłam skromnie, od kart do grania (bo dziewczyny często o nie pytają), Eurobiznes, nowe rakietki do ping-ponga, ale też stepy, albo guma do ćwiczeń. Stwierdziłam, że stepy to priorytet.
Iza dzisiaj ściany umyła fioletowym Lenorem, jak u starej baby w szafie. Lawenda powieszona z zapachem jesionki. Tak mnie gryzło w gardle, że musiałam umyć te ściany samą wodą z płynem.
Mama nie mogła porozmawiać bo była w pracy, ciocia też nie.
Dzwoniłam do taty, cały czas dba o te kociaki.
Dzwoniłam do Bożenki, kochana jest. Podziękowałam jej za pieniądze.
Dzisiaj Marzena zdziwiła się, że ma zerowe konto na telegrosiku. Nigdy nikomu nie pożyczała, ale przypomniała sobie, że kiedyś poprosiła jedną z celi, by szybko zadzwoniła do męża czy się zarejestrował. Szła do lekarza i podała jej notes z pinem i numerem telefonu. Dwa tygodnie później tamtą przerzucili piętro wyżej. Przelała całość na swoją kartę, a kiedy Marzena się domyśliła to skwitowała „przecież tam były grosze”. 136 zł – w sumie „grosze”. Ja też miałam taką sytuację, zniknęło mi 44 zł i od razu się zorientowałam, że to na celi, bo zostawiłam na stole notes. Przykre jest to, że dzieją się takie rzeczy w celi, gdzie ludzie rozmawiają o swoich życiach, częstują się, jedzą wspólnie posiłek. Jak przy telefonie człowiek się odwraca czy ktoś nie stoi i nie spisuje pinu, to w celi też lipa. Notes chyba trzeba nosić w staniku.
Dzisiaj było sporo zamieszania na oddziale. Najpierw byłam na magazynie wymienić płyty, później w biegu leciałam na spacer – super ciepło. Nawet kaloryfery wyłączyli. Na oddziale zaczęły się przerzuty, przyszły nowe, następnie poszły na górę, te co do pracy na wolność też. Ja robię te telefony i wpisuję nazwiska i kto kiedy ma dzwonić, by był taki porządek płynny pod budkami. Tak ustaliłyśmy z dziewczynami, a i stała godzina jest dobra dla bliskich. Poza tym, zawsze można się zamienić czasem.
Zaczęłam oglądać „Ślepnąc od świateł”. Fajne! Najpierw przeczytałam książkę i napisałam posta.
Dzień łaźni, ale była gorąca woda, aż tyłek poparzyłam. Duże akrobacje uciekać przed strumieniem wrzątku.
Dostałam odpowiedź od dyrektora odnośnie kursów, a dokładnie chodziło mi o przesłanki, które powinny spełniać osoby dożywotnio pozbawione wolności. I tu też 2 lata do końca kary lub 2 lata do wokandy.
Dzisiaj dostałam tragiczną informację, zginęła w wypadku Ania. Z 14 na 15 października w nocy dachowali, 5 osób w tym podobno dwie zginęły. 11 października wyszła na wolność, to się w głowie mojej nie mieści… dlaczego? Jak zwykle przedwcześnie. A w piątek rano rozpiął mi się łańcuszek i medalik spadł na podłogę.
Akcja winda! Dzisiaj dziewczyna zgłosiła do pani dyrektor, że b. ciężko jest nam na drugie piętro wnosić bemary z jedzeniem. Tak, jak śniadanie jest do „zniesienia”, tak np. obiad dla pracy wolnościowej + kolacja dla dwóch pięter to kilka rund w tę i z powrotem po schodach. Winda zrobiona na początku roku, nie używana. Aż teraz nagle zaczęła jeździć! Dziewczyny, które są w tym zakładzie dłużej, stwierdziły, że pierwszy raz odkąd istnieje ten pawilon dla kobiet, jeździ winda.
Jolanta rządzi świetlicą. Babka 62 lata i cały czas ludzi namawia do gry w ping-ponga. Siedzi tam, czyta książkę, a jak ktoś wchodzi wyciąga piłeczkę na dłoni i mówi „zagramy?”. I często grałam. Daleko nam do Grubby, ale każdy ruch to zdrowie.
Dzwoniłam do Leny.
Napisałam krótki post o biedzie.
Dzisiaj dziewczyny kleiły flagi na Święto Niepodległości. Jedna odważnie robiła czerwono-białe. Ale machało się tak samo.
Wreszcie mama wyspana na wolnym dniu. To sobie nadrobiłyśmy cały tydzień. Moja kochana.
Jakoś ciężko mi idzie czytanie „Wołanie kukułki” Robert Galbraith, albo nie mogę się przez tę wiadomość o Ani skoncentrować, albo coś się ze mną dzieje.
Jadłospis: Śniadanie: parówka drobinetka, Obiad: ryżowa, pulpet drobiowy 1 szt., sos pieczeniowy, surówka z ogórka kiszonego, ziemniaki, Kolacja: płatki owsiane na mleku, dżem truskawkowy. 24 października, niedziela 7:00 msza, później różaniec. Cały czas myślę o Ance.
Dzisiaj mi się śniło, że sprawdzałam coś w telefonie. Dotykowy telefon – marzenie. Cały czas coś w nim szukałam, przesuwałam tym palcem po ekranie, a później mówię do mamy, że tu wszystko jest czytelne! Zawołałam ja i pokazałam jak sobie zrobić zdjęcie. Nacisnęłam i pojawiła się twarz faceta z brodą (mało podobny do mnie 🙂 ), ale we śnie mnie to zaskoczyło. Następnie poprosiłam mamę, by tak zrobiła jak będziemy na skype. Niby na wolności z mamą, a podświadomość gdzieś. Przez telefon dzisiaj mamie powiedziałam o tym wypadku Ani i medaliku co mi spadł, podsumowała, że może dała jakiś znak?
Coraz więcej zakażeń, tylko patrzeć jak znowu tu zamkną cele i będę siedzieć jak w dziupli. Niby tak nie chodzę po tych celach, ale świadomość, że zawsze mogę w potrzebie, dużo daje.
W nocy zrzuciłam DVD, ucieka kolor z ekranu, ale jak poruszę to wraca. Trzeba będzie coś nowego ogarnąć.
Cotton ballsy taka ciekawostka na baterie, może by napisać na święta?
Ja nie jestem przygotowana, opowiedziała mi dziś M., jak jej znajomi jechali na szkolenie i koleżanka w stopniu kaprala na znak ostrzegawczy „uwaga niewidomi” zareagowała „a na ch..j takie ostrzeżenie skoro i tak nie widzą?”. Jechali rosomakiem.
W Faktach o 19-tej mówili o Beacie Pasik, że wyszła na wolność. Siedziałam z nią, bardzo fajna i spokojna dziewczyna. Już wtedy odczuwało się, że może być niewinna. Cieszę się, że wyszła i przykre, że tyle musiała odsiedzieć. Bądź szczęśliwa!
To dzisiaj rano sobie oddziałowa krzyknęła: „śmieci idą” otwierając cele, by wypuścić dziewczyny do wyrzucenia śmieci. I co zrobisz…
Rano dostałam list od Andrzeja, niezmiernie denerwuje mnie to, że najwięcej pisze jak sam trafia do więzienia. Nie odpiszę.
Urzędówka przyniosła mi pismo z Galeny Sp. z.o.o, że moje zgłoszenie zostało rozpatrzone i zerwałam pin (nie był zabezpieczony) i napisałam reklamację. Dzisiaj dostałam pin z tamtej karty.
Do Marcina wpłynął termin apelacji.
List od Małgosi (a dzisiaj do niej wysłałam).
Od mamy książka J. Galińskiego „Kółko się pani urwało”. Od razu do niej zadzwoniłam, akurat kończył się „Elif”, a ona ten serial ogląda. Opowiedziałam mamie, że dzisiaj we śnie chciałam wódkę kupić, to się śmiała. Lubię jak mama się śmieje.
Dostałam „módlmy się w sprawach trudnych o beznadziejnych”. Akurat dla mnie.
Obejrzałam „Crisis”- fajny.
Marek do tej pory nie dosłał opinii o kursach dla mnie po wyjściu… Dlaczego ja tak mam?
Dzisiaj chłodno było na spacerze, dodatkowo mały deszczyk popadał, ale 30 min. pochodziłyśmy.
Łaźnia, znowu wrzątek, mało to przyjemne, ale kąpiel to kąpiel.
Dzwoniłam do taty o wymianę telewizora, bo mój nie ma DVB-T, a tutaj nie można dekoderów.
Muszę iść do okulisty.
Miałam dziś skype z mamą i bratową. Tęsknię za nimi cholernie!
Poprosiłam o rozmowę z panią dyrektor.
Jadłospis: Śniadanie: jajka gotowane 2 szt. Obiad: pieczarkowa z makaronem, sos warzywny 200g, ziemniaki. Kolacja: indyczanka,
Koniec urlopu.
Pełnoletnia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Ponieważ, w dzień jak same wiecie, program telewizyjny nie oferuje nic ciekawego, jedna ze mną osadzonych kobiet, postanowiła, że obejrzymy film przyrodniczy. Szczerze pomyślałam: „co za nuda: (film opowiadał o życiu i warunkach w jakich funkcjonuje stonoga). Najpierw żaden szczegół nie zwrócił naszej uwagi, aby się zainteresować dokumentem. Jednak gdy się przyjrzałyśmy owej stonodze rozwinęła się między nami zażarta dyskusja na temat: „Jak to możliwe, że owa stonoga jest w stanie zapanować nad taka ilością nóg?”. Pomyślałyśmy w tym momencie o sobie, że czasem się zdarza, iż nad dwiema naszymi kończynami ciężko zapanować. Że nasz błędnik płata figle i tracimy równowagę. Jak to możliwe, że stonoga jest w stanie płynnie się przemieszczać? My po obejrzeniu tego dokumentu nadal nie mamy pojęcia. Może wy znacie odpowiedź na nurtujące nas pytanie?
Kolejny film również przyrodniczy opowiadał o lwach. Stało się tak, że w tym momencie, gdy się zaczął byłam zajęta – robiłam pranie. Metr od telewizora siedziała jedna z osadzonych ze mną kobiet, z dużą wadą wzroku. Pyta: „Widziałaś kiedyś lwa z czarną grzywą?”, na co odpowiadam „Nie” i podnoszę się, aby spojrzeć w ekran. Patrzę i oczom nie wierzę. Lwy na ekranie owszem mają grzywę, ale w kolorze brązowym. I pytam koleżanki „Czy ty przetarłaś szkła? Coś chyba źle widzisz, bo te lwy wcale czarnej grzywy nie mają”. Na co ona odpowiada „Bo te lwy mają tylko nazwę czarnogrzywe„.
Doszłam do wniosku, że powinnyśmy dostać Nobla. W jakiej dziedzinie? Komunikacji międzyludzkiej.
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.