Czy może być śmiesznie w więzieniu ?

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

No właśnie się dowiedziałyśmy, że będziemy startować z takim projektem. Wystarczyło podanie tego tematu, żeby na pyszczydle zaistniał mi uśmiech… i dodam tylko, że ironiczny. Najpierw coś mi się w głowie zetknęło nie tak i poszło spięcie, no bo jakby nie było – to nie jest to śmieszne miejsce. Częściej jest określane, jako piekło na ziemi, a nie scena kabaretowa. No, ale kto powiedział, że w piekle nie bywa zabawnie – szczególnie, kiedy zamarza 😉.

Parę niezłych dowcipów na temat piekła, to pewnie każdy zna albo przynajmniej słyszał, więc zaczęłam sobie przypominać takie pogięte sytuacje, które były zabawne głównie za sprawą danych osób i poszczególnych momentów. Znalazłam tym sposobem 2 słowa klucze, które mogą okazać się drogą do ,,sukcesu’’ 😉. To: ,,ironia’’ (niekoniecznie losu) oraz ,,bywa’’. Bez względu na to, jak kto określi to miejsce, ,,fucktycznie’’ BYWA tu zabawnie. Wszystko zależy od tego, jakie kto ma poczucie humoru albo co go bawi – ale jednak dla większości BYWA. Mój humor ponoć jest ,,specyficzny’’, i nawet jeśli nie wiem do końca, co oznacza to określenie w odniesieniu do mojego poczucia, to niech i tak będzie. Na próbę powiem Wam, co mnie któregoś razu rozbawiło.

Poznałam taką dziewczynę (no bo z facetami nie siedzimy w celach), Agnieszkę. Bardzo dobrze się dogadywałyśmy i wiecznie nam się gęby nie zamykały, bo non stop było o czym klepać. Lubię oglądać filmy i niektóre seriale, i akurat wtedy byłam zauroczona ,,Sherlockiem’’, którego zaliczyłam w całości. Jak to w telewizji – puścili powtórkę (albo powtórkę powtórki, już nie policzę), a że chwilę wcześniej właśnie o tym serialu opowiadałam Agnieszce, to chciała też obejrzeć. Siedzimy sobie na łóżku, gadamy jak to my i czekamy aż się zacznie. W pewnym momencie zobaczyłyśmy tylko napisy końcowe jakiegoś filmu, który oglądałyśmy na ,,doczekanie’’ do serialu. Później napisy początkowe kolejnego filmu; zaraz znowu końcowe, i tak do 12 przeleciało. Przegadywałyśmy totalnie wszystko… w pewnej chwili Aga rzuca hasłem, że ma ochotę na kisiel. No dobra, zrobię – zanim Sherlock się zacznie, to zdążę. Ciemno, jak nie powiem gdzie (nie byłam i nie widziałam, tak się tylko mówi), światło z ekranu telewizora jakie jest, każdy wie. Sypię ten proszek do miski zupełnie ,,na oko’’, zalewam wrzątkiem, mieszam, no i już czuję, że lekko przy gęsty wyszedł, ale co tam, zje się. Daję jej tą miskę, pierwszą łyżkę wkłada do ust i koniec… nie mogła otworzyć japy, bo ją ten kisielek zakleił na amen! Oczy jej wyszły z orbit, coś mi na migi pokazuje, i chwilę szukałam rozumu, zanim do mnie dotarło, że zaklajstrowałam ją tym przysmakiem (#klejdotapet). Zamiast jej pomóc, to ze śmiechu leżałam i wyłam jak głupia, popłakałam się, brzuch mnie bolał i myślałam też, że się uduszę, bo ciężko mi było złapać oddech. Na szczęście ofiar śmiertelnych nie było, ale nawet gdybym chciała, to nie byłam w stanie jej wtedy pomóc. Do dziś mi to wypomina, i pewnie tak już będzie do końca życia, no ale trudno. Najgorsze jest to, że przy każdej tej jej ,,wypomince’’ cała ta głupkowata akcja mi się przypomina igłowa mi się znowu śmieje. Mnie to rozbawia, bo w tym uczestniczyłam, ale czy może rozbawić kogokolwiek innego – tego nie wiem i raczej wątpię, bo sama opowieść, to nie to samo, co widzieć i przeżyć 😊.

Bez względu na wszystko, już trochę wiecie, co mnie potrafi doprowadzić do łez ze śmiechu. Jeżeli macie jakieś swoje śmiechowe historyjki, to opiszcie, bardzo Was proszę. Może Wasze będą zabawniejsze.

Pozdrawiam, Małgosia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Dziecko we mnie

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Mam wrażenie, że po przekroczeniu ZK, dziecko we mnie umarło. Nie śmieje się, nie cieszę, jestem poważna i mało się uśmiecham, przynajmniej nie będę miała zmarszczek… Gasnę, a miałam taką radość z życia, której nie mogę odnaleźć tutaj. Może to przez brak dzieci, mojego partnera, rodziny? A może stałam się zgorzkniała i taka już zostanę? Często zastanawiam się, jaka będę po wyjściu, czy odzyskam tę radość, swoje „wewnętrzne dziecko”, czy będę taka bez życia? I oczywiście boję się czy jeszcze kiedyś będę się śmiać, ale też w głębi ducha liczę na to, że dzięki dzieciom, partnerowi i rodzinie, odzyskam to wszystko. Cały czas myślę nad wieloma rzeczami, bo tu mam nadmiar czasu na myślenie. Powinnam zacząć od siebie, odzyskać to wewnętrzne tu i teraz! Bo powinnam zacząć od siebie, nie liczyć na bliskich, którzy mnie wyciągną z tego stanu. Bo to nie dzięki nim mam wrócić do życia „starej ja”, tylko dzięki sobie samej! Bo wtedy będę wartościowa, nie będę głazem, który trzeba ciągnąć.

Jaka jest recepta na szczęście w więzieniu? I to nie takie z doskoku, od telefonu do telefonu, tylko takie codzienne małe szczęścia, bez przykrywania ich kocem smutku, tęsknoty i żalu…

Sabina

♦♦♦

We mnie, odkąd pamiętam, jest coś z dziecka. Da się to zauważyć w moim zachowaniu. Denerwuję się dosłownie jak małe dziecko, tupię nóżką, często również płaczę jak dziecko z byle błahego powodu.  Koleżanki z celi też to zauważają jak się zachowuję, gdy coś mi nie wychodzi.

Postawić mnie koło dziecka, to wielkiej różnicy by nikt nie zauważył. Każdy ma coś z dziecka.

Bożenka

♦♦♦

Dziecko we mnie jest często nieokrzesane, kapryśnie i nieprzewidywalne.

Dziecko we mnie jeszcze nie poznało prawdziwej miłości, a mimo to wierzy w nią i ufa jej bezgranicznie.

Dziecko we mnie czasami bierze górę i ma szalone pomysły, z których czasami nie wynika nic dobrego.

Dziecko we mnie uchyla się od odpowiedzialności i myśli, że można działać wiecznie bez konsekwencji.

Dziecko we mnie pozwala mi zapomnieć o bólu i krzywdzie, i daje innym pełen kredyt zaufania.

Dziecko we mnie z łatwością przebacza i daje kolejną szansę.

Dziecko we mnie nie chce i nie potrafi nikogo skrzywdzić.

Dziecko we mnie często się uśmiecha i lubi pomagać innym.

Dziecko we mnie, mimo tego że bierze często nade mną górę i często się kłócimy i nie umiemy się dogadać, to cieszę się, że jeszcze ode mnie nie uciekło i nadal mnie akceptuje.

Dziecko we mnie często jest nie do zniesienia, ale gdyby nie ono, nie przetrwałabym w tym trudnym do ogarnięcia i skomplikowanym świecie.

Kasia

♦♦♦

Gdy byłam mała, byłam blond kręconą dziewczynką, często z dziadkiem chodziłam za rękę w parku i lubiłam tam chodzić. Ten park był bardzo duży, stały tam wielkie szachy. Gdy przy nich stawałam, były większe ode mnie. Lubiłam spoglądać, gdy się przesuwały, fajnie to wyglądało. Oczywiście zaraz po turnieju wracałam z dziadkiem za rękę do domu, gdzie czekała na nas moja Mama z rodzeństwem i Tatą. Jedliśmy pyszny obiad, pokręciłam się chwilę po domu i uciekłam na podwórko, gdzie razem z rodzeństwem oraz znajomymi bawiliśmy się w chowanego, w policję i złodziei, w zbijanego, i takie tam. To naprawdę było fajne. Wiele bym dała, żeby moje dzieciństwo trwało po dziś dzień. Gdy wracałam do domu, to nigdy nie byłam czysta, wyglądałam jak mały kocmołuch. Byłam szczęśliwym dzieckiem, bo wiedziałam że żyję.

Co z dzieciństwa mi pozostało? Na pewno to, że nie przejdę obok starszej osoby nie pomagając jej. Jestem pomocna, miła, uczynna i kreatywna. Zawsze robiłam laurki dla Mamy i Babci, a z małego kocmołuszka pozostało mi naprawianie i grzebanie w smarach przy samochodach.

Mała

♦♦♦

Pomimo tego, że stara już jestem i że przyszło mi żyć w tym miejscu, to gdy się nad tym głębiej zastanawiam, dochodzę do wniosku, że dziecko we mnie jeszcze tkwi. Co raz rzadziej wyrywa się na zewnątrz, co raz częściej przegrywa z takim przytłaczającym realnym życiem, ale jeszcze odrobina go walczy o przetrwanie. Najczęściej dzieckiem czuję się, dzięki mamie, i obstawiam, że dopóki ta fantastyczna kobietka będzie żyła, to i dziecko we mnie żyć będzie. Często śmieję się w duchu, że pępowiny to mi jeszcze nie odcięli i mocno jest to widoczne, gdy przez krótkie chwile mam bezpośredni kontakt z matulą 😊. Ma szczęście, że wyrosłam bardzo, bo gdyby nie to, to pewnie ładowałabym się jej jeszcze na kolana 😉, a że obawiam się zgniecenia jej, to tego nie robię. No i nie wyrosłam z grania w gry… Osoby, które obserwują mnie z boku, śmieją się, że kiedy gram i wszystko idzie po mojej myśli, to cieszę się jak dziecko 😉. Mocno przerośnięte, ale jednak. Ci, którzy lubią grać, rozumieją, że bicie rekordów, to radocha nie do opowiedzenia 😊. Jeszcze jedna rzecz jest we mnie, która wskazuje, że to dziecko nadal we mnie tkwi – potrafię z różnych drobnych lub drobniejszych rzeczy, niespodzianek, ludzkich fajnych zachowań albo prezencików, cieszyć się niemiłosiernie mocno. Nowe doświadczenia, próbowanie czegoś pierwszy raz, szeroko otwierają mi się oczy i usta ze zdziwienia. Zachwycają mnie przeróżne zjawiska, i choć teraz już może nie do stanu braku oddechu, ale jednak…

Pozdrawiam, Małgosia

♦♦♦

Pamiętam „małą Anię”, wiecznie było jej pełno. Gadatliwa i w przeciwieństwie do rówieśników – kochała owoce, warzywa (szpinak z jajkiem, który babcia Halinka robiła, najsmaczniejszy był na świecie)… Zawsze broniła słabszych, nawet Jasiu, z którym chodziła do III klasy w podstawówce, był jej podopiecznym (pomimo tego, że był o 2 głowy wyższy i przy kości). Nauczyła go sznurować buty (choć nikt z dorosłych nie potrafił mu tego wytłumaczyć), wszyscy się śmiali z niego, bo był nieporadny, przy kości i nosił okulary… Pomagała mu w lekcjach, broniła go (czasem stawała przed bandą chłopców i przeganiała ich, gdzie pieprz rośnie 😊 )!!!

Trochę później jej Mama zawsze powtarzała: „ Jak jest jakaś sytuacja, tak jak w tych bajkach japońskich, że widać kłąb dymu, ręce latają po bokach i nogi – to oczywiście Twoja głowa wychyla się w samym środku”! Tak też często później bywało… Ale czy Ania miała 10, 12 czy 15 lat, a nawet 30, co roku, gdy nadchodziła końcówka wiosny czy początek lata, od najmłodszych lat zrywała kwiatki – tulipany, konwalie, żonkile, bez, irysy i róże, a później robiła i robi bukiety do tej pory dla Mamy – która jest i była NAJWAŻNIJESZA W JEJ SERDUSZKU (dopóki części jej serca nie zajął również SYNEK ). Pamiętam, że od najmłodszych lat potrafiła całować Mamę po stopach, zawsze mówiła i mówi przed odłożeniem słuchawki czy na końcu listu – ŻE JĄ KOCHA – nigdy nie wstydziła się tych uczuć i nie będzie się wstydzić. 😊

Kiedy była małolatą, jej koledzy śmiali się, gdy mówiła KOCHAM MAMCIĘ, TO NIE JEST ŻADNA „STARA”!! Zawsze! Kochała psiaki, każdego jednego zaczepiała na ulicy, aby choć pogłaskać przez chwilkę. Mama opowiadała jej anegdotkę o pewnym jamniku z osiedla, którego zawsze tuliła i  całowała mając dwa lata. Psiak tej miłości nie wytrzymał i w zimowe popołudnie taką dziurę wygryzł na pupie, że mama w  duchu dziękowała, że jej mała miała kombinezon na sobie i nic takiego się nie wydarzyło. A Ania? Ania następnego dnia na placyku psiakowi rączkę w pysk wsadzała, nie pamiętając poprzedniego dnia i dziury 😊.

Przyprowadzała „najbrzydsze” psiaki z całej dzielnicy, które były bezpańskie! To, co myślała, to mówiła, nie patrząc na konsekwencje, choć przeprosić też potrafiła 😊. Dużo osób unikało jej, nie przepadało za nią, ale tylko te osoby, które usłyszały, co czuje, co myśli… Ale ci, którzy znają ją od najmłodszych lat, wiedzą, że jest empatyczna, słowna, szczera do bólu ­ – czasem 😊… Ma specyficzne poczucie humoru, jest sumienna, życzliwa, uczuciowa… Te historyjki, które przypominają mi się, gdy byłam „małą Anią”, po części są to rzeczy, które są we mnie, wspomnienia z najmłodszych lat… A których się nie wyzbędę, pomimo tego, że jestem już po 30 – stce. Nadal zbieram bez, co roku zrywam na Dzień Mamy, albo tak po prostu, bo jadę do Niej i chcę jej sprawić przyjemność. Zawsze, bez względu czy to 30 lat temu, 15 czy 20 w przyszłość, to będzie, była i jest Mamunia, a nie Matka!! Co najwyżej Mamcia 😊. Tak jak wtedy, gdy broniłam słabszych, teraz będąc dorosłą kobietą, nie przejdę obok gdy komuś dzieje się niesłusznie krzywda, bo jest chory pod względem fizycznym, psychicznym czy innym, z którego poniżają taką osobę… Empatię daję osobom, które na to zasługują i jest ku temu powód 😊. Ale tak jak kiedyś, nie wstydzę się swoich uczuć! Bezpośrednia? No nic mi z młodzieńczych czy smykowych czasów w tym kierunku nie ubyło… Poczucie humoru? Nadal specyficzne, jak wtedy, gdy na 8 urodziny koleżanki, za którą aż tak bardzo nie przepadałam, a która przyniosła mi cukierki w prezencie, a ja zabrałam je i zamknęłam drzwi przed nosem… No dla mnie to był wtedy świetny żart, a koleżankę doprowadził do histerii..!

Na szczęście już takie „żarty” do głowy mi nie przychodzą, ale to małe dziecko we mnie nadal potrafi i potrafiło przeprosić. Może troszkę (odkąd pamiętam), to moja wojowniczość przykrywała i przykrywa moją stronę uczuciową, ale byłam, jestem i będę osobą wrażliwą. Tą moją wrażliwość znają nieliczni, otaczający mnie.

Taka Ja

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Trwam

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Poraz kolejny wypisuję kartkę… ile ich już było?

Poraz kolejny staram się tak dobrać życzenia, by jednocześnie odzwierciedlały moją miłość do Ciebie, i podziękowanie za życie.

Życie, które na pewno nie tak miało wyglądać.

Dla nikogo się takiego nie planuje.

Jak egoistycznie na dobranej kartce brzmi ,,dużo zdrowia, uśmiechu, nadziei’’.

Bez Ciebie nie byłoby mnie – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie byłoby w ogóle. Nie byłoby teraz.

Trwam, bo kocham Cię.

Trwam, bo kiedyś mi powiedziałaś, że zabraniasz mi zrobić głupstwo i Bóg mnie kocha, że da mi siły do życia, gdziekolwiek przyjdzie mi żyć.

Trwam, by po raz kolejny Cię nie zawieść. Zapewne po tamtej stronie wstyd tak samo by ciążył.

Trwam, byśmy obie dokarmiały się słowami otuchy i tej, tak bardzo potrzebnej nam obu, nadziei.

Trwam, bo nie wyobrażam sobie nie usłyszeć Twojego głosu przez telefon. Głosu który kiedyś uspokajał przy płaczu, teraz motywuje! Głosu, który opowiada mi o dzisiejszym świecie.

Trwam, by zobaczyć Ciebie na Skype.

Trwam, dzięki wspomnieniom.

Trwam, by dożyć.

Pamiętam, jak byłyśmy w Bułgarii. Byłam tak samo mała, jak dumna z tego, że mam dwuczęściowy kostium kąpielowy, który nie miał czego zasłaniać, ale dumy dodawał. W takim kostiumie inaczej się chodziło po plaży, inaczej zjeżdżało do morza. Nawet jakoś inaczej arbuzy smakowały. Słońce tak paliło, że na moich ciemnych lokach wypaliło jasne pasemka, z których musiałaś się tłumaczyć w mojej szkole przed wychowawczynią. Pamiętam też jak kwitło morze, a innym razem pływałam między meduzami. Jak pozwoliłaś nam płynąć kutrem i źle się to skończyło. Lekarze, po włożeniu mnie do basenu z octem, kazali się tylko już modlić. I robiłyśmy to razem. Ja przy gorączce, Ty przy łzach.

Myślisz, że tak bardzo wtedy chciałam żyć?

Nieraz się zastanawiam czy nie byłoby Ci łatwiej, gdybym wtedy umarła… Tylko dziecko podobno najtrudniej pochować…

Wiem, bo przyczyniłam się do tego.

Pamiętam, jak szyłaś dla mnie swetry i sukienki, jak pozwoliłaś mi chodzić w koronkowej spódnicy. Jak wieczorem uciekałyśmy z domu. Jak trolejbusem jechałyśmy do cioci do Piaseczna. Pamiętam, jak pozwoliłaś mi przyjmować klientów w zakładzie na Nowym Świecie, w którym innych przyuczałaś do zawodu.

I jak odszedł ojciec.

I jak stanowczo zadecydowałaś do jakiej szkoły mam pójść, chociaż tam nie chciałam. Dziś zapewne już byś tak nie naciskała na tamto liceum, w którym niepotrzebnie trójka uczniów się spotkała. Ostatnio mi się śniło, że byłaś ze mną w więzieniu. Wyglądałaś młodo, tak jak wtedy, gdy mnie aresztowali. Za paręl at będę miała tyle co Ty wtedy…

Leżałaś na górnym łóżku i bardzo mnie to zdenerwowało, że nikt nie ustąpił Ci dolnego. Chodziłam po celach i szukałam wolnych miejsc. Choć Ty palisz papierosy, chciałam być z Tobą w celi.

Właśnie cieszyłam się, że jesteś obok mnie, jednak rano, po przebudzeniu zagryzłam szczęki ze strachu, że ja nie zdążę do Ciebie. Że obie nas skazano na dożywocie – bez siebie.

Przepraszam Cię Kochana, że taki los nam zgotowałam, że jestem sprawcą dni,w których nie mogłaś się przyznać, że masz mnie, bo to rodziłoby kolejne pytania: a co robi?

Przepraszam, że kiedy potrzebowałaś wsparcia i fizycznej pomocy, ja byłam daleko, a kiedy ja czegoś potrzebowałam, to nawet mur Ciebie nie zatrzymywał.

Wybacz, że nie umiem Ci powiedzieć, kiedy będę, ale wiedz jedno – żaden wyrok nie skaże mnie na zapomnienie Ciebie i Twojej miłości.

Wiem, że mnie kochasz i ciągle jesteś. Jeśli tylko będę mogła, to przyjdę.

W Dniu Matki – I ❤

Pełnoletnia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Kilka małych spraw – DO CZYTELNIKÓW 😊

Fragment postu Takiej Ja
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Drodzy Czytelnicy!!! Patrząc na reakcję z Waszej strony, po naszych REDAKCYJNYCH APELACH i takie ilości komentarzy… mam do Was PARĘ MAŁYCH SPRAW (choć znając mnie, to zapewne z paru zrobi się kilka 😊 )…Otóż – pierwszą z nich jest to:

Zaczęłyśmy pracę nad numerem 5 magazynu – W KRATKĘ! Który istnieje dzięki również WASZEJ POMOCY W RATOWANIU I WYDANIU 5 NUMERU, BAAARDZO POMOGLIŚCIE NAM! I chyba się udało?!? 😊. Dlatego fajnie, a nawet bardziej niż fajnie – byłoby GDYBYŚCIE powiedzieli nam co CHIELIBYŚCIE przeczytać 5 numerze W KRATKĘ?

My mamy już jakiś wewnętrzny plan od czego zacząć 😊 – ale zależy nam na Waszym zdaniu, oczywiście, tematy mogą być różne, lecz bardziej zależy naszej SKROMNEJ REDAKCJI 😊 😊, NA POWAŻNYCH TEMATACH, które po „riserczu” 😊, zostaną wybrane, i o których będziemy pisać w 5 numerze… zależy nam na tym, abyście wzięli nas na poważnie… 😊. Dlatego tak jak już napisałam wcześniej, piszcie do nas na: Blogu, Fb, FDK!! Napiszcie, nakreślcie, zobaczymy co możemy WSPÓLNYMI SIŁAMI ZDZIAŁAĆ!!!

Miłego pisania i świetnych pomysłów – CZEKAMY !

Druga sprawa, to: WYZWANIE GOTOWE!

Nie wiem czy pamiętacie, ale około 1,5 tygodnia temu miałyśmy ŚWIETNE ZAJĘCIA! Karolina zrobiła dla nas prezentacje na ŚWIATOWY DZIEŃ MATKI ZIEMI, po prezentacji dość długo dyskutowałyśmy na temat tego, jak ludzie są często bezmyślni (bez urazy) 😊, zaśmiecając, podrzucając śmieci, np. w lasach, parkach jak i na drogach ☹!!! KOCHANI, po zajęciach wpadłam na taki pomysł (myślę, że jak będę w domu już, to na 100% podejmę się tego również ja sama –bądź z bliskimi).

WYZWANIE GOTOWE!

Jestem ciekawa, czy podjęlibyście się takiego zadania 😊,­ ja niestety nie mogę jak na razie wziąć w nim udziału z oczywistych powodów – ale może Wy spróbujecie? Jesteście wstanie poświęcić CHOCIAŻ GODZINĘ, podczas spaceru, aby pozbierać choć reklamówkę czy worek na śmieci…odpady plastikowe czy szklane, papierki, itd.

Totaki mój pomysł na wyzwanie, które może NIESAMOWICIE poprawić humorek (dobry uczynek 😊), a przy okazji pomóc PRZYRODZIE 😊…Szczerze… to też fajnie uczenie w pewien sposób najmłodszych 😊 – dobrych nawyków. Dlatego wyzwanie rzucone 😊! Mam nadzieję, że napiszecie COKOLWIEK, jak zaopatrujecie się na taki pomysł 😊.

Pozdrawiam gorąco 😊😊. Taka Ja

P.S. A jednak zatrzymało się na PARU MAŁYCH SPRAWACH 😊…DO PRZECZYTANIA – Taka Ja

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Realia wokandy

Opis:

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Już od jakiegoś czasu uczestniczę w zajęciach, lecz do tej pory brakowało mi odwagi, by napisać cokolwiek. Dziś w moim życiu nastąpił przełom związany z moją wokandą, o której dla Was postanowiłam napisać kilka słów. 

Dla mnie osobiście to niesamowite przeżycie związane z pragnieniem, tęsknotą i wieloma innymi osobistymi odczuciami. Ogólnie, po jednostkach penitencjarnych poniewieram się już jakiś czas. Do końca została mi mała kropla w morzu, które przeszłam. Bywało różnie. Można zaliczyć to jako: progres, regres, progres. 😉 No i doszliśmy do sedna resocjalizacji. Hmm… szykuję się rano, idę sobie tanecznym krokiem do magicznego pomieszczenia z nadzieją, że może dziś zaświeci dla mnie słońce. Stanęłam przed Wyrocznią, gdzie w przeciągu 5 minut ważyły się moje losy. Mimo dużej pracy nad sobą, nienagannej postawy, gotowości do życia i powrotu do rodziny – sąd postanowił odmówić zwolnienia, mimo iż to tylko 4 miesiące. Poczułam rozczarowanie, ogromny żal, smutek,bo liczyłam, iż mimo wzlotów i upadków, nawet w tym miejscu dostanę szansę, bo ktoś we mnie wierzy. Przeliczyłam się. To przykre, ale prawdziwe.

Serdecznie pozdrawiam Czytelników. Cicha

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

To jest przesłanie dla Was, Czytelnicy

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury


Zatrzaśnij z impetem „drzwi”, zachowaj wspomnienia jako przestrogę na przyszłość, zbieraj to, co dobre i wyrzucaj to co złe – jak rzeka wyrzuca to co jej nie odpowiada. Wyspowiadaj się godnie i szczerze, z wielką dokładnością przed samym sobą. Oczyść duszę i umysł. Z takim przesłaniem do Was, Czytelników i samej siebie piszę ten tekst. Cholernie trudne zadanie, z którym teraz staję w oko w oko. Emocji, których temat dostarcza, jest mnóstwo. Zarówno tych dobrych, jak i złych, które wolałabym odziać pajęcza siecią i nigdy do nich nie wracać. Ponieważ same do mnie wracają jak bumerang, czas ich się pozbyć. Natłok myśli sprawia, że nie wiem od czego powinnam zacząć. Rozum podpowiada: „zacznij od początku”.

Maj 2018
Czuję, że tracę grunt pod nogami. Zapadły cztery skazujące wyroki. Adwokaci piszą o kolejne odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności. A ja mam dosyć. Psychika kompletnie tego nie wytrzymuje. Trudno jest unieść mój plecak doświadczeń. Presja zaczyna rujnować życie prywatne i zawodowe. Ze spokojnej kobiety, ceniącej mir rodzinny, staję się nerwowa i tonę w swoich myślach. Boję się tego, co może nastać. Zaczynam sobie wyobrażać pobyt w areszcie. Przecież znam to miejsce tylko z filmów i książek o tematyce kryminalnej, które lubiłam czytać. Widzę wszystko w czarnych barwach. Staje się apatyczna. Wycofuję się z życia społecznego.

Wrzesień 2018
Dokładnie 25 wrzesień godzina 11. Wychodzę ze szpitala. Pokonuję kilka schodów a tam czeka na mnie dwóch stróży prawa. Aresztują mnie. Przewożą do Aresztu Śledczego w Warszawie Grochowie. Pierwszy raz na rękach mam kajdanki. Niebawem od dziewczyn starszych stażem przebywania w zakładzie karnym dowiem się, że to nie kajdanki a bransoletki. Jestem zupełnie zagubiona. Nie znam więziennego języka. Nie wiem, że drzwi są klapą, tabort – fikołem, okno – lipem, korytarz – peronką, dyżurka oddziałowej – kondonem, radiokomunikator – betonem, list – grypsem, a pukanie w ścianę, które oznacza rozmowę przez okno z kimś z celi obok – pucą. 

Jestem przerażona tymi nowościami. Nie wiem, co u mojego partnera i dzieci. Na twarzy mam wyrysowane zmartwienie, a oczy za mgłą – świadczą o tym, że myślami jestem gdzieś daleko. Pierwsze telefony do bliskich to przepłakane pięć cholernie krótkich minut.
Co będzie dalej? Jak damy radę? Czy przetrwamy próbę czasu i nadal będziemy rodziną? Ciągle stawiałam sobie te pytania. Na odpowiedź trzeba było cierpliwie poczekać.

Marzec 2019
Zapada wyrok łączny. Dwa lata i dwa miesiące. Płaczę do słuchawki pytając partnera, jak my to wytrzymamy? On pociesza, jak może. Mówi, że damy radę. Że nasza miłość jest wieczna. Żebym nie martwiła się o dzieci. Że są zaopiekowane. Koniec rozmowy, czas upłynął.

Zdaję sobie sprawę, że Was bardziej ciekawi życie w areszcie. Dlatego postaram się szczerze na swoim przykładzie o tym opowiedzieć. Od razu zaznaczam na wstępie, że żadne książki bądź filmy, nie oddają tego jak tam jest w realu. Ja uczciwie pisząc muszę zaznaczyć, że znacznie gorzej wyobrażałam sobie prozę życia w takim miejscu. Fakt – do niektórych reguł i zasad trzeba się przyzwyczaić. Na większość rzeczy nie ma się wpływu. Ja nigdy w pełni tego nie akceptowałam (byłabym hipokrytką, gdybym napisała inaczej). Zaczęłam tolerować zasady. Zdałam sobie sprawę, że korona z głowy mi nie spadnie, jeśli dwa razy dziennie (7 i 19) wstanę do apelu. Łóżko zaścielone w ciągu dnia to nie koniec świata. Jeśli zrobią przeszukanie celi raz na jakiś czas – nie muszę się martwić, bo nie posiadam żadnych niedozwolonych przedmiotów. Posiłki w areszcie pozostawiają wiele do życzenia. I tu chwała moim bliskim, że dbali o mnie i wpłacali pieniądze na paczki i wypiski. Mały spacerniak i boisko, na którym nie rośnie trawa, nie zachęcały do spacerów. Ja jednak wiosną i latem korzystałam ze spacerów, celem zażycia kąpieli słonecznej. Zmieniałam często pozycję, by nie opalić się w kratkę.

Chcę w tym momencie zaznaczyć, że zakład karny jest paskudnym miejscem, ale jest dla ludzi. Na swoim przykładzie twierdzę, że jeśli ktoś ma godność względem siebie, to żaden wyrok nie jest w stanie jej zabrać.

Na koniec pozostawiam kwestię przebywania na małym metrażu z czterema osadzonymi kobietami. Tu kluczowy jest kompromis oraz tolerancja, umiejętność rzeczowej rozmowy oraz sztuka ustępowania. Wyda Wam się to pewnie zabawne, ale nieporozumienia rodzą się z banalnych spraw. Tematem kłótni są np. okna – czy mają być otwarte czy zamknięte. Jeden telewizor, a każda ma inną wizję wieczornego filmu. Albo pranie – kto robi w który dzień. Powodem do sporu może być nawet gra w karty. Były osoby, które zwyczajnie nie umiały przegrywać. Ile osób tyle charakterów.

Wystrój celi:
Pięć łóżek (dwa piętrowe), zlew, dwie szafki – oczywiście zielone, wieszak w tym samym kolorze i stół a raczej ławka szkolna oraz kącik sanitarny.

Da się to miejsce przeżyć. Wystarczy chcieć. Gwarantuję, że każdy ma tam mnóstwo czasu, aby swoje zachowanie przemyśleć oraz pomyśleć o przyszłości. Tylko nie wszyscy chcą.
Dlaczego nie chcą? Sama nie wiem. Nadal mnie to nurtuje. Jednak więzienie jest dla ludzi i pracują tam ludzie. A życie to najcenniejszy dar.
Pozdrawiam serdecznie Blondi.

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Charaktery w więzieniu

Artbookowy warsztat Beaty Sosnowskiej w Areszcie Śledczym Warszawie Grochowie, fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Ile osób w więzieniu, tyle charakterów. Każdy na swój sposób chce to miejsce przetrwać. Nieważne czy jest to wyrok 3 miesięcy, czy 3 lat. Każdy dzień w tym miejscu jest dniem, którego już na wolności nie przeżyjemy. Jestem w tym miejscu już prawie 5 lat i czasem mam wrażenie, że nic mnie już nie zdziwi, jeśli chodzi o charakter ludzki. A jednak, potrafi mi czasem zabraknąć słów, by coś skomentować.

Spotkałam się z osobą, która już od samej pobudki potrafi narzekać na wszystko. Nieważne czy to faktycznie tak było, czy nie, ale najważniejsze, że jest ona na nie. Czasami się zastanawiałam, kiedy będzie pretensja, że niebo jest niebieskie, a nie zielone, bo to jej ulubiony kolor. Na dłuższą metę odsiadka z taką osobą potrafi być nawet nie uciążliwa, ale zaraźliwa. To taki mój typ smerfa marudy.

Na samym początku wyroku trafił mi się „mecenas”. Mecenas niby z wolności , własna kancelaria itp.  Życie na wolności usłane różami. Doradzała wszystkim, co i jak napisać. A jak wychodziło, że pismo nie zostaje przyjęte przez sąd, to tłumaczenie było jedno – zmiana przepisów. Nawet sama o mały włos nie byłam jej klientem – gdzie, po jej dobrej radzie poddania się dobrowolnie  karze, propozycja prokuratora brzmiała 8 lat. Gdy zaczęłam sama bez pomocy „mecenasa” walczyć, to wyrok wyszedł 3 lata. A mecenas okazał się pijaczkiem odbywającym karę pozbawienia wolności za kradzież śmietnika z terenu przedszkola. Innym typem, który pozostał mi w pamięci, i z którym się stykam bardzo często to milioner.

Osoba, która miała wszystko na wolności. Życie, o którym słyszy się w filmach. Pieniądze, podróże, dom, oj, nie dom, a kilka domów w różnych krajach i mężczyzna, który poza nią świata nie widzi. Szkoda tylko, że jej wypiska, to 50 zł (bo niby ,,komornik wszystko zabrał”), a do tego jeszcze co druga cela to dług do oddania. Ale przecież ona na wolności ma miliony i idealne życie. Często się zastanawiam, co taka osoba chce osiągnąć, co ma na celu robienie z siebie bogatej , gdzie w tym miejscu bardziej się liczy człowiek, a nie zawartość paragonu. Więcej w tym miejscu można zyskać będąc szczerą osobą i będąc sobą, a nie „księżniczką”.

Wszyscy jedziemy na jednym wózku, nie ma tutaj gorszej i lepszej. Każda z nas jest pozbawiona wolności. Tylko patrząc na to wszystko z perspektywy czasu i swojego wyroku, to w dziewczynach zamiera cecha zwana autentycznością. 

Zołza

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

ŻYCZENIA WIELKANOCNE

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Życzenia

Kolorowych jajeczek,

Rozczochranych owieczek,

Rozkicanych króliczków,

pyszności w koszyczku

A przede wszystkim

Mokrego ubrania

W dniu wielkiego lania!

Pogodnych Świąt Wielkanocnych

ONA

Życzenia Wielkanocne

Rodzinnego czasu przepełnionego miłością, szacunkiem i spokojem w tym odizolowanym czasie. Cieszcie się sobą i bierzcie z tego całymi garściami. Obecność bliskich jest najwspanialsza!

 Sabina

Kochani moi Bliscy, Znajomi oraz Czytelnicy!

Z okazji zbliżających się wielkimi krokami Świąt Wielkanocnych chcę życzyć Wam – bez wyjątku – przede wszystkim ZDROWIA – w tych czasach (pandemii) jest ono najważniejsze!

SZCZĘŚCIA – które zapewne jest przyczyną bliskości z rodziną!

POMYŚLNOŚCI – której przy okazji każdych świąt się sobie życzy!

Oraz chciałabym życzyć Wszystkim, aby były to ostatnie Święta Wielkanocne – w czasie Koronawirusa. Aby już następne były „w pełni” szczęśliwe, bez ograniczeń i z CAŁĄ rodziną u boku, a nie składając życzenia przez MONITOR KOMPUTERA w samotności, którą u wielu z Was czy nas – spowodowała PANDEMIA.

Z całego serducha wielkiego życzy – Taka Ja

ŻYCZENIA NA ŚWIĘTA WIELKANOCNE

Niech Zmartwychwstanie Pańskie, które niesie odrodzenie duchowe, napełni wszystkich spokojem i wiarą, da siłę w pokonywaniu trudności i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość.

Życzę każdemu, żeby wiedział w jakim celu, dla kogo i po co żyje, aby nasze doświadczenie wykształciło w nas zdolność empatii i wczucia się w czyjeś położenie. Nie mamy wpływu na to, co się zadziało bądź dzieje, ale mamy wpływ na naszą wolność, która zmusi nas żeby w tym wszystkimi faktami coś zrobić.

Spokojnych Świąt.

Pełnoletnia

Życzenia Wielkanocne

Dla wszystkich Czytelników Bloga oraz dla całej Fundacji Dom Kultury:

Życzę smacznej święconki.

Dużo zdrowia, bo ono jest nam teraz bardziej potrzebne, niż kiedykolwiek.

Szybkiego powrotu do normalności, by ta pandemia w końcu się skończyła.

Szczęścia,wytrwałości, pogody ducha,

Mokrego Śmigusa Dyngusa

Oraz szybkiego spotkania się w gronie najbliższych,

I smacznego jajka!

Wesołych Świąt!

Życzy Mała

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Pięć fotografii z mojego życia

Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury
  • Zdjęcie pierwsze…

Czarno- biała fotografia, na której mnie jeszcze nie ma… Lecz są moi rodzice, jeszcze razem w kadrze, ubrani w stroje ślubne. Mama na głowie ma białą woalkę przyozdobioną delikatnymi dodatkami. Suknia gładka z pięknymi rękawkami, nie krzykliwa, wręcz skromna, ale pięknie w niej wygląda. Z oczu bije blask iskierek szczęścia…

Tata… przystojny, elegancki, który niesamowicie wygląda w garniturze. Uśmiechnięty, szczęśliwy młody człowiek. Szczerze mówiąc jest to jedno z niewielu zdjęć, które z nim posiadam…

  • Zdjęcie drugie…

Jak poprzednie, czarno- białe, ale w kadrze już ja z Mamą… Mamcia młoda, piękna, uśmiechnięta, wręcz rozbawiona, pochyla się nade mną. Czyli w tamtym momencie bobas leżący na kocyku, rozgogolony, uchachany od ucha do ucha 😊 (zapewne większość z nas ma takie fotki…)

  • Zdjęcie trzecie…

Już kolorowe, trochę większe. Robione u fotografa, z tłem, na fotelu wiklinowym. W kadrze ja z moją Babcią. Elegancka, w średnim wieku. Widać, wnioskując z ubrania, że to okres letni. Ubrana w sukienkę o krótkich rękawkach, z cienkiego materiału. Blondynka, o mocnych rysach twarzy, szczupła, średniego wzrostu, młodo wyglądająca jak na swój wiek 😊. Na kolanach siedzi u niej dziewczynka w wieku około 3 latek. Uśmiechnięta, rumiana, wpatrzona w Babcię – z którą spędzała i spędzać będzie bardzo dużo czasu (zawsze miałam bardzo bliską relację z moją Babcią, była zwariowaną kobietą, BARDZO!).

  •  Zdjęcie czwarte…

Kolorowe, w przybliżeniu buźka dzieciątka. Na główce błękitna czapusia, troszkę wyglądająca jak od krasnala z bajki. Małą buziulkę zakrywa smoczek, co prawda najmniejszy rozmiar, ale widać malutkie oczka, nosek, a resztę twarzyczki zasłania właśnie „on”. Buzieńka wygląda tak, jakby to była laleczka z porcelany, krucha, delikatna twarzyczka, strach ją mocniej dotknąć, wydaje się tak delikatna! Co po niektóre osoby, widząc to zdjęcie, zastanawiają się czy to laleczka, fotomontaż? Mój synek jest tak prześlicznym dzidziusiem… Pewnie co druga osoba czytając teraz to, co piszę pomyśli sobie, że każda matka gdy urodzi swoje maleństwo – twierdzi że jest najpiękniejszym darem na świecie… 😊. W międzyczasie, gdy malutka ja między tym zdjęciem, a poprzednim wydarzyło się wiele dobrych jak i złych rzeczy: dorastanie, szkoła, problem, którego nie mogła się pozbyć, dziwne związki, z których również nie potrafiła się wyplątać… Ale o tym to może innym razem…

  •  Zdjęcie piąte…

Te ostatnie – na ten moment w którego kadrze jestem ja, Mama, która jest w wieku dojrzałej kobiety, lecz nadal mająca błysk w oku, ale teraz już: nadziei, dobra, miłości, zrozumienia… Obok ja, jak wspominałam (dorosła kobieta, u której da się wyłapać ze spojrzenia, że nie było jej łatwo, lecz chce zawalczyć i są małe iskierki, chęci do wali o siebie i życie, które musi poukładać od nowa).

Po środku nas, tych dwóch kobiet, różniących się pokoleniami, poglądami, stylami życia – lecz tak bliskich sobie i rozumiejących się wzajemnie… stoi on! Już 11-lat, kolejne pokolenie, duży chłopiec, nastolatek, a nie dzieciaczek, maleństwo które dopiero co pojawiło się na świecie… Nastolatek stojący miedzy dwoma kobietami (mamą, babcią) podpierający się o hulajnogę… Ciemny blondyn o zielonych oczach, opalony, zdrowy, z aparatem na zębach (który tylko dodaje mu uroku). Razem z Mamą obejmujemy go, jak „skarb” – jedna z jednej, druga z drugiej strony… Uśmiechnięty od ucha do ucha, że aż mruży oczęta… 😊. Są we troje, ale szczęśliwi, pomimo problemów, których mieli wiele, wręcz bez końca, utraty najstarszego pokolenia… Parę lat, od tego momentu minęło, już ból straty zmniejszył się z czasem, który minął, już tak go nie czuć 😊. Chłopiec, który potrafi „zaabsorbować” sobą wszystkich dookoła, zaciekawiony różnych rzeczy, życia… Uważany przez kolegów za fajnego, bystrego, koleżeńskiego.

Teraz zaczyna się jego kolej na 5 zdjęć z jego życia. Może będzie za… dzieścia lat na nich babcia o laseczce, a mama, czyli ja z jego synkiem bądź córeczką na rękach już jako babcia, lecz dla kolejnego pokolenia… Już teraz zależy od Niego jakie te zdjęcia będą i kto będzie w kadrze…

Taka Ja

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.

Jacy ludzie trafiają do więzienia dziś, a jacy trafiali kiedyś

Fot. Małgorzata Brus
Właścicielem i wydawcą bloga eWKratke jest Fundacja Dom Kultury

Trudny orzech do zgryzienia, bo żeby tak przelecieć przez te lata to trzeba się trochę umysłowo napocić. Ciężko jest porównać tak bardzo szczegółowo, a zrobienie tego pobieżnie mija się z celem.

Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to że kiedyś więcej było kobiet, które miały problem z alkoholem, dziś więcej ma problemy z narkotykami. Bez względu na wszystko- uzależnienia są i były obecne. Dziś więcej jest osób z zaburzeniami psychicznymi, spory procent tego zjawiska jest wg mnie powodowany np. przez dopalacze albo inne używki temu podobne.

Kiedyś kobiety były bardziej charakterystyczne i nie mam na myśli wyglądu ale zachowania. Spotkałam takie, które zapamiętałam i pamiętam do dziś, choć nie wszystkie. Dziś „przelatują” przez mój umysł i nie zostają w nim na dłużej, czy krócej. Nieliczne mają w sobie coś, co dla mojej głowy jest warte zapamiętania. Dobrze, że w ogóle zdarzają się i takie. Więcej jest kobiet, które są wykształcone, skończyły szkoły średnie czy studia, znają obce języki. Więcej jest takich, które podróżują po świecie i mogą o tym opowiadać. Więzienie kojarzy się zazwyczaj z ludźmi w których myśli się i mówi „patologia’, a sporo osób tutaj pochodzi z tzw. dobrych domów. Trudno jest znaleźć taki wspólny mianownik dla wszystkich, zakładam, że to w ogólne niemożliwe, bo każda osoba to oddzielna historia. Nawet jeżeli na start wydają się do siebie podobne, gdy poznamy szczegóły to podobieństwo okazuje się pozorne.

Ktoś mmi kiedyś powiedział, że można ludzi w więzieniu podzielić na kilka kategorii, dla każdej bierze kubeczek i do tego „kubeczka” wrzuca poszczególnych. Zawsze jednak znajda się takie jednostki, które do tych kubeczków nie pasują. Każdy medal ma dwie strony, żadna to filozofia. Jest masa młodych dziewczyn które mając dostęp do wiedzy niemal całego świata na jedno kliknięcie o niczym sensownym czy mądrym nie potrafią powiedzieć. Znają się tylko na kosmetykach, koniecznie markowych ciuchach i imprezowaniu. Są również takie, które mają tak po ludzku poukładane w głowach i posiadają wiedzę z której można coś wyciągnąć dla siebie, albo przynajmniej jest z kim porozmawiać. Więcej jest osób za przekręty finansowe- takie drobniejsze, ale za to w większej ilości. Kiedyś było kilka tzw. finansówek, ale na dużą skalę. Tendencja się odwróciła. Kiedyś częściej spotykało się panie księgowe, które wykorzystywały okazję w pobałaganionych księgach rachunkowych. Teraz szybciej można wziąć kredyt czy pożyczki na mniejsza skale, a później się okazuje że jednak nie można tego spłacić i zaczynają się schody.

Pieniądze ściągają na ludzi kłopoty i tyle, bo teraz goni się za kasa i „ona” staje się najważniejsza. Nie dla każdego, nie uogólniam, ale niestety w dużym stopniu. Świat się zmienia, bardzo szybko, więc ludzi tez się zmieniają w zawrotnym tempie i jest to zauważalne dla kogoś takiego jak ja, bo jestem takim obserwatorem, który stoi z boku i widzi, to czego w pędzie nie widzą ci pędzący.

Małgosia

Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.