Rodzinnego czasu
przepełnionego miłością, szacunkiem i spokojem w tym odizolowanym czasie.
Cieszcie się sobą i bierzcie z tego całymi garściami. Obecność bliskich jest
najwspanialsza!
Sabina
Kochani moi Bliscy, Znajomi oraz Czytelnicy!
Z okazji zbliżających się wielkimi krokami Świąt Wielkanocnych chcę życzyć Wam – bez wyjątku – przede wszystkim ZDROWIA – w tych czasach (pandemii) jest ono najważniejsze!
SZCZĘŚCIA – które zapewne jest przyczyną bliskości z rodziną!
POMYŚLNOŚCI – której przy okazji każdych świąt się sobie życzy!
Oraz chciałabym życzyć Wszystkim, aby były to ostatnie Święta Wielkanocne – w czasie Koronawirusa. Aby już następne były „w pełni” szczęśliwe, bez ograniczeń i z CAŁĄ rodziną u boku, a nie składając życzenia przez MONITOR KOMPUTERA w samotności, którą u wielu z Was czy nas – spowodowała PANDEMIA.
Z całego serducha wielkiego życzy – Taka Ja
ŻYCZENIA NA ŚWIĘTA WIELKANOCNE
Niech Zmartwychwstanie Pańskie, które niesie odrodzenie duchowe, napełni wszystkich spokojem i wiarą, da siłę w pokonywaniu trudności i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość.
Życzę każdemu, żeby wiedział w jakim celu, dla kogo i po co żyje, aby nasze doświadczenie wykształciło w nas zdolność empatii i wczucia się w czyjeś położenie. Nie mamy wpływu na to, co się zadziało bądź dzieje, ale mamy wpływ na naszą wolność, która zmusi nas żeby w tym wszystkimi faktami coś zrobić.
Spokojnych Świąt.
Pełnoletnia
Życzenia Wielkanocne
Dla wszystkich Czytelników Bloga oraz dla całej Fundacji Dom Kultury:
Życzę smacznej święconki.
Dużo zdrowia, bo ono jest nam teraz bardziej potrzebne, niż kiedykolwiek.
Szybkiego powrotu do normalności, by ta pandemia w końcu się skończyła.
Szczęścia,wytrwałości, pogody ducha,
Mokrego Śmigusa Dyngusa
Oraz szybkiego spotkania się w gronie najbliższych,
I smacznego jajka!
Wesołych Świąt!
Życzy Mała
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Czarno- biała fotografia, na której mnie jeszcze nie ma… Lecz są moi rodzice, jeszcze razem w kadrze, ubrani w stroje ślubne. Mama na głowie ma białą woalkę przyozdobioną delikatnymi dodatkami. Suknia gładka z pięknymi rękawkami, nie krzykliwa, wręcz skromna, ale pięknie w niej wygląda. Z oczu bije blask iskierek szczęścia…
Tata… przystojny, elegancki,
który niesamowicie wygląda w garniturze. Uśmiechnięty, szczęśliwy młody
człowiek. Szczerze mówiąc jest to jedno z niewielu zdjęć, które z nim posiadam…
Zdjęcie drugie…
Jak poprzednie, czarno- białe,
ale w kadrze już ja z Mamą… Mamcia młoda, piękna, uśmiechnięta, wręcz
rozbawiona, pochyla się nade mną. Czyli w tamtym momencie bobas leżący na
kocyku, rozgogolony,
uchachany od ucha do ucha 😊 (zapewne większość z nas ma takie fotki…)
Zdjęcie trzecie…
Już kolorowe, trochę większe.
Robione u fotografa, z tłem, na fotelu wiklinowym. W kadrze ja z moją Babcią.
Elegancka, w średnim wieku. Widać, wnioskując z ubrania, że to okres letni.
Ubrana w sukienkę o krótkich rękawkach, z cienkiego materiału. Blondynka, o
mocnych rysach twarzy, szczupła, średniego wzrostu, młodo wyglądająca jak na
swój wiek 😊. Na kolanach siedzi u niej dziewczynka w
wieku około 3 latek. Uśmiechnięta, rumiana, wpatrzona w Babcię – z którą
spędzała i spędzać będzie bardzo dużo czasu (zawsze miałam bardzo bliską
relację z moją Babcią, była zwariowaną kobietą, BARDZO!).
Zdjęcie czwarte…
Kolorowe, w przybliżeniu buźka
dzieciątka. Na główce błękitna czapusia, troszkę wyglądająca jak od krasnala z
bajki. Małą buziulkę zakrywa smoczek, co prawda najmniejszy rozmiar, ale widać
malutkie oczka, nosek, a resztę twarzyczki zasłania właśnie „on”. Buzieńka
wygląda tak, jakby to była laleczka z porcelany, krucha, delikatna twarzyczka,
strach ją mocniej dotknąć, wydaje się tak delikatna! Co po niektóre osoby,
widząc to zdjęcie, zastanawiają się czy to laleczka, fotomontaż? Mój synek jest
tak prześlicznym dzidziusiem… Pewnie co druga osoba czytając teraz to, co piszę
pomyśli sobie, że każda matka gdy urodzi swoje maleństwo – twierdzi że jest
najpiękniejszym darem na świecie… 😊. W międzyczasie, gdy malutka ja między tym
zdjęciem, a poprzednim wydarzyło się wiele dobrych jak i złych rzeczy:
dorastanie, szkoła, problem, którego nie mogła się pozbyć, dziwne związki, z
których również nie potrafiła się wyplątać… Ale o tym to może innym razem…
Zdjęcie piąte…
Te ostatnie – na ten moment w którego kadrze jestem ja, Mama, która
jest w wieku dojrzałej kobiety, lecz nadal mająca błysk w oku, ale teraz już:
nadziei, dobra, miłości, zrozumienia… Obok ja, jak wspominałam (dorosła
kobieta, u której da się wyłapać ze spojrzenia, że nie było jej łatwo, lecz
chce zawalczyć i są małe iskierki, chęci do wali o siebie i życie, które musi
poukładać od nowa).
Po środku nas, tych dwóch kobiet, różniących się pokoleniami, poglądami, stylami życia – lecz tak bliskich sobie i rozumiejących się wzajemnie… stoi on! Już 11-lat, kolejne pokolenie, duży chłopiec, nastolatek, a nie dzieciaczek, maleństwo które dopiero co pojawiło się na świecie… Nastolatek stojący miedzy dwoma kobietami (mamą, babcią) podpierający się o hulajnogę… Ciemny blondyn o zielonych oczach, opalony, zdrowy, z aparatem na zębach (który tylko dodaje mu uroku). Razem z Mamą obejmujemy go, jak „skarb” – jedna z jednej, druga z drugiej strony… Uśmiechnięty od ucha do ucha, że aż mruży oczęta… 😊. Są we troje, ale szczęśliwi, pomimo problemów, których mieli wiele, wręcz bez końca, utraty najstarszego pokolenia… Parę lat, od tego momentu minęło, już ból straty zmniejszył się z czasem, który minął, już tak go nie czuć 😊. Chłopiec, który potrafi „zaabsorbować” sobą wszystkich dookoła, zaciekawiony różnych rzeczy, życia… Uważany przez kolegów za fajnego, bystrego, koleżeńskiego.
Teraz zaczyna się jego kolej na 5 zdjęć z jego życia. Może będzie za…
dzieścia lat na nich babcia o laseczce, a mama, czyli ja z jego synkiem bądź
córeczką na rękach już jako babcia, lecz dla kolejnego pokolenia… Już teraz
zależy od Niego jakie te zdjęcia będą i kto będzie w kadrze…
Taka Ja
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Trudny orzech do zgryzienia, bo żeby tak przelecieć przez te lata to trzeba się trochę umysłowo napocić. Ciężko jest porównać tak bardzo szczegółowo, a zrobienie tego pobieżnie mija się z celem.
Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to że kiedyś więcej było kobiet, które miały problem z alkoholem, dziś więcej ma problemy z narkotykami. Bez względu na wszystko- uzależnienia są i były obecne. Dziś więcej jest osób z zaburzeniami psychicznymi, spory procent tego zjawiska jest wg mnie powodowany np. przez dopalacze albo inne używki temu podobne.
Kiedyś kobiety były bardziej charakterystyczne i nie mam na myśli wyglądu ale zachowania. Spotkałam takie, które zapamiętałam i pamiętam do dziś, choć nie wszystkie. Dziś „przelatują” przez mój umysł i nie zostają w nim na dłużej, czy krócej. Nieliczne mają w sobie coś, co dla mojej głowy jest warte zapamiętania. Dobrze, że w ogóle zdarzają się i takie. Więcej jest kobiet, które są wykształcone, skończyły szkoły średnie czy studia, znają obce języki. Więcej jest takich, które podróżują po świecie i mogą o tym opowiadać. Więzienie kojarzy się zazwyczaj z ludźmi w których myśli się i mówi „patologia’, a sporo osób tutaj pochodzi z tzw. dobrych domów. Trudno jest znaleźć taki wspólny mianownik dla wszystkich, zakładam, że to w ogólne niemożliwe, bo każda osoba to oddzielna historia. Nawet jeżeli na start wydają się do siebie podobne, gdy poznamy szczegóły to podobieństwo okazuje się pozorne.
Ktoś mmi kiedyś powiedział, że można ludzi w więzieniu podzielić na kilka kategorii, dla każdej bierze kubeczek i do tego „kubeczka” wrzuca poszczególnych. Zawsze jednak znajda się takie jednostki, które do tych kubeczków nie pasują. Każdy medal ma dwie strony, żadna to filozofia. Jest masa młodych dziewczyn które mając dostęp do wiedzy niemal całego świata na jedno kliknięcie o niczym sensownym czy mądrym nie potrafią powiedzieć. Znają się tylko na kosmetykach, koniecznie markowych ciuchach i imprezowaniu. Są również takie, które mają tak po ludzku poukładane w głowach i posiadają wiedzę z której można coś wyciągnąć dla siebie, albo przynajmniej jest z kim porozmawiać. Więcej jest osób za przekręty finansowe- takie drobniejsze, ale za to w większej ilości. Kiedyś było kilka tzw. finansówek, ale na dużą skalę. Tendencja się odwróciła. Kiedyś częściej spotykało się panie księgowe, które wykorzystywały okazję w pobałaganionych księgach rachunkowych. Teraz szybciej można wziąć kredyt czy pożyczki na mniejsza skale, a później się okazuje że jednak nie można tego spłacić i zaczynają się schody.
Pieniądze ściągają na ludzi kłopoty i tyle, bo teraz goni się za kasa i „ona” staje się najważniejsza. Nie dla każdego, nie uogólniam, ale niestety w dużym stopniu. Świat się zmienia, bardzo szybko, więc ludzi tez się zmieniają w zawrotnym tempie i jest to zauważalne dla kogoś takiego jak ja, bo jestem takim obserwatorem, który stoi z boku i widzi, to czego w pędzie nie widzą ci pędzący.
Małgosia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Sianie i zbieranie… To jest coś,
na czym opiera się życie. Każdego roku trzeba siać i zbierać. I jest to bardzo
wdzięczny obraz, szczególnie dla tego, który kiedyś coś tam uprawiał… I
wiadomo, że co się posieje, to potem wyrośnie, zakwitnie, zaowocuje, a na
koniec wyda kolejne nasiona, które będą zaczątkiem tego samego, co pierwotnie
zostało posiane.
I jest z tym związanych wiele
ciekawych faktów, na przykład sieje się rośliny pożyteczne do jakiegoś celu, chwastów
nie trzeba siać, same nie wiadomo skąd się zasieją. I nie dość, że to wiatr je
przyniósł, choć dokładaliśmy starań, żeby ich nie było, to jeszcze będą rosnąć
znacznie lepiej i znacznie szybciej niż pożyteczne rośliny! Czasami trzeba dużo
czasu, żeby jakaś roślina wykiełkowała, a chwasty zwykle szybko wschodzą. I na
początku pięknie się zielenią i nieźle wyglądają – można by nawet powiedzieć,
że obiecująco! Nie to co te nędzne, chude, wschodzące pędy pietruszki… Jakby
nie wyglądały, to prawda jest taka, że jeśli chwastów nie wyrwiemy, gdy są
jeszcze malutkie i piękne, to zagłuszą te ,,dobre’’ rośliny. I być może potem
uda się coś jeszcze uratować, ale będzie kosztowało to znacznie więcej wysiłku.
Jeśli nie usuniemy szkodników na czas, to pożyteczne rośliny będą coraz
wątlejsze i z czasem zupełnie znikną, nie będzie z nich ani owoców ani nasion…
Kolejny fakt – chociaż nasiona
różnych roślin mogą być do siebie podobne, to wyrośnie nam dokładnie to, co
zasialiśmy 😊. Jest oczywistym, że jeśli zasiejemy oset,
to nie wyrośnie nam marchewka, choćbyśmy 5 razy dziennie zaklinali naszą
grządkę ,,rośnij marchewko, bo ja potrzebuję marchewki!’’ 😊
Nawet więcej – choćbyśmy codziennie prosili, żeby na naszej grządce wyrosła
marchewka, i tak wyrośnie oset 😊.
Z tym sianiem i zbieraniem, to
mam jeszcze dużo skojarzeń, ale dzisiaj na tym poprzestanę, żeby przejść do
sedna. Można przyjąć, że gleba jest jak nasze serce, czyli centrum dowodzenia
naszym życiem 😊. I w tej glebie możesz posiać, co tylko
zapragniesz. Musisz mieć tylko świadomość, że to, co posiejesz, to Ci potem
wyrośnie, wyda owoc, a potem nasiona. Ostatecznie ,,wyleje się’’ na zewnątrz i
da życie kolejnym bytom sobie podobnym.
Więc jeśli zasiejesz tam złość, to nie licz na to, że wyrośnie z tego
łagodność i wyda owoce dobroci i wykiełkuje na zewnątrz w nasionach
szlachetności… Za to masz jak w banku, że jak posiejesz malutkie nasionko
złości i nie wyrwiesz jej na początku, kiedy jest jeszcze malutka – wyrośnie na
wielką złość. Choćbyś jej nawet nie podlewał, to zagłuszając inne, ,,dobre’’
nasiona, wydostanie się na zewnątrz w postaci wielu nasionek złości, które
dadzą początek innym złościom ☹.
Wybór należy do nas. Wszystkiemu
można nadać lepszy kierunek, siać coraz więcej ,,dobrych nasion’’. Wszystkie
chwasty można sukcesywnie wyrywać i ostatecznie dodawać kolejne zachwycające
,,puzzle’’ do naszego obrazu… Tylko nie ma co się mamić, tłumaczyć, zaklinać…
Dorocia
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Jestem w tunelu czasowym. W takiej czasoprzestrzeni, gdzie czas rządzi
się swoimi prawami. Mam budzik (legalnie, na talon), więc wiem, o czym mówię.
Czasami godzina, to mozolnie wleczone się czas. Czasami wstaję i już idę spać.
Najrzadziej biegnie normalnie… To samo dotyczy afer, aferek, plotek i
ploteczek. Mamy tu ponad 100 kobiet. Rzeczą niebywałą byłoby, gdyby afer nie
było. Jest ich tak wiele, no całe masy, że jedne idą w niepamięć po chwili, a o innych opowiada
się latami. Są też takie, które funkcjonują w sposób ciągły, tylko dotyczą co
chwilę innych osób.
Te krótkoterminowe, to plotka typu:
– Wiesz, że Ala
była u wychowawcy, później był u nas kipisz. Na pewno doniosła na nas i stąd to
przeszukanie.
Nieważne, że przeszukanie może
być w każdej celi i każdego dnia. Temat też dotyczy tzw. Przerzutek, czyli
przeniesienia z celi do celi lub testów na obecność narkotyków.
Drugi rodzaj, to już afery. Grubszy kaliber plotki. To musi być już
coś, a nie takie byle co:
– Wiesz, że Alina pobiła tę Józię po apelu? Podbiła jej oko i wybiła
sobie palec. Musieli ściągnąć dowódcę zmiany i otwierać klapę.
Poniekąd jest to zazwyczaj prawda, aczkolwiek ludziom odbija tu
czasami i krzyczą sobie tylko.
Ostatni gatunek, to:
– Wiesz, że Alinę mąż zostawił?
– Bożenka jest winna Wioli 6 tytoni?
– Pelaśka
jest teraz z Pauliną?
Są tematy, które omawiane są codziennie, i to są ploteczki. Zmienia
się tylko obsada. Ja również usłyszałam takie stwierdzenia na swój temat.
Mąż mnie zostawił już czerokrotnie… – hmm, tylko ja męża nie mam.
Winna byłam różne dobra współosadzonym. Dotyka mnie to, ale co mam zrobić… W
zakładzie karnym typu zamkniętego nie masz możliwości konfrontacji. Kto
powiedział komu i co – to sprawy nieodgadnione i owiane tajemnicą. Pociecha
jest taka, że większość afer i plotek funkcjonują chwilę i przelatują jak
motyle.
Florynka
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Kiedy dotykam papier podczas przerzucania kartek czwartego numeru w nowym magazynie „W Kratkę”, przypominam sobie z jaką dumą trzymałyśmy w dłoniach pierwszy numer. Jak każdą wzruszył jej artykuł, który wydawałoby się, że zna na pamięć.
Pamiętam też, że żadna nie ośmieliła się tego nazwać
magazynem, mówiłyśmy standardowo — „gazetka więzienna”.
Większość więzień — choć głównie męskich, posiada własna
gazetkę z wybranymi tematami i indywidualną oprawą. Jednak to do naszego
nieregularnika zajrzeli wspaniali artyści. Narzędziami własnych zdolności
połączyli nasz świat ze światem ich pasji.
Dotykając odpowiednim kolorem historii osadzonej, malowali tak naprawdę
od nowa życie ludzkie. Obrazem, podkreślali kształt artykułów, zaciekawiając
Was, zachęcając do dalszej pracy nas.
Pisanie w takim miejscu to codzienność. List, to podstawowy
łącznik z najbliższymi. Jednak pisanie dla i do Was, w dodatku z więzienia — to
wyzwanie! Ale nie tylko. Dla mnie to prawda, choć ocenzurowana, z którą na
Wasze zaproszenie przychodzimy. I nawet gdy nas krytykujecie i chcecie takich
jak ja wyeliminować, to dzieje się to po coś.
Gdzieś pojawi się ulga, gdzieś zastanowienie „na groma to
komentować?”, ale ZAWSZE budzą się emocje.
„W Kratkę” jest specyficznym magazynem — i tu mi musicie przyznać
rację!!! Nasze myśli, przemyślenia, tęsknoty, zrozumienia się pozytywnym
aspektem odbywania kary. Czerpiemy lekcje, którymi chcemy się w swoich tekstach
z Wami dzielić. Nasz ból, ma być też przestrogą przed więzieniem, ale nasz
oddech jest obwodem też na życie.
Tym razem nie dostaliśmy dofinansowania z Ministerstwa
Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a chcemy dalej istnieć w postaci również
papierowej.
Koniec Mszy Św., wchodzi do kaplicy oddziałowa i mówi, że chce zabrać
mnie ,,w transport’’.
Ale gdzie, pani oddziałowa?
W odpowiedzi słyszę: ,,Nie wiem, chyba
badanie rtg’’. Ok, zbieram się szybciutko. Zaglądam jeszcze na chwilę do
zakrystii, aby wziąć karty świąteczne i różaniec – upatrzony przeze mnie
tydzień temu. Idę szybko w asyście SW na oddział, do celi, aby zaliczyć toaletę
i wziąć coś słodkiego na wszelki wypadek. Wodę (małą butelkę) niegazowaną
zazwyczaj mam przy sobie, bez względu na to czy idę na spacer, do kaplicy, czy
w inne miejsce, np. magazyn. Dostaję na
to dwie minuty od oddziałowej. Odpowiadam, że półtorej minuty za dużo ☺ Ale ona
rozumie to odwrotnie, odpowiada – ,,dobrze, ma pani półtorej minuty’’ ☺ Po
chwili prowadzi mnie do ,,sieczkarnika’’ przy magazynie, a tam jest już sześć
pań oczekujących na transport. Za kilkanaście minut zostaje doprowadzonych kolejnych
sześć osób. Czekamy na więziennego busa. Rozglądam się po osobach siedzących. I
co widzę? Wygląd tych pań nie zachęca mnie do podjęcia jakiejkolwiek rozmowy.
Mam wrażenie, że trafiły tu prosto z pustostanów lub z recydywy.
Zadaję sobie pytanie: gdzie ja jestem i co ja tu robię? Modlę się,
Boże, daj mi siły. I w tym momencie przychodzi mi myśl ,,nie wybrzydzaj i nie
podskakuj, Bóg je kocha takimi, jakie są’’. Uspokajam się.
Wsiadamy do busa. Ja wchodzę ostatnia. Wszystkie miejsca zajęte. W
ostatnim rzędzie, po prawej stronie jest jedno wolne. Mam wybór, mogę usiąść
obok pani, która wygląda, że jest w trakcie ciężkiej choroby lub dopiero co
wyszła z ,,pustostanu’’, lub usiąść sama na ostatniej tylnej pięcioosobowej
kanapie.
Wybieram miejsce koło ,,bezdomnej’’.
Po dłuższej chwili próbuję coś zagadnąć i jakoś nawiązać rozmowę. Nie
jest skora do rozmowy. Jadę w milczeniu i nagle doznaję olśnienia. Przecież ja
pasuję do nich wszystkich ,,jak ulał’’. One patrząc na mnie też mogą czuć się
nieswojo.
Wyglądam jak ,,bandytka’’.
Mam duże ciemne sińce wokół prawego oka, szwy (sześć) nad prawym
łukiem brwiowym po zabiegu i podniesioną prawą brew wyżej niż lewą, co jest
bardzo widoczne.
Zupełnie zapomniałam o swoim wyglądzie. I teraz dopiero zrozumiałam
rezerwę z jaką one mnie traktowały i podejrzliwie na mnie patrzyły ☺.
Żadna nie odezwała się do mnie nawet jednym słowem ☺.
Uspokoiłam się, byłam wśród swoich ☺.
Rozśmieszyły mnie nalepki w busie. Jedna z nich dotyczyła zakazu
palenia papierosów, a druga mówiła o obowiązku zapięcia pasów, tyle tylko, że
nie było pasów ☺.
Piratka
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Jak sami wiecie, Fundacja razem z kobietami z Aresztu Śledczego w Warszawie Grochowie tworzy gazetkę „W Kratkę”. Na chwilę obecną brak nam środków na kolejny numer. Chcę Was prosić o symboliczne wpłaty, aby wesprzeć tak fajną gazetę, do której piszą kobiety pełne empatii, pokory. SKAZANE – ale pełne mądrych myśli, które przelewają na papier tworząc posty. Bez Was – nas nie będzie.
Nie musimy robić nic szczególnego. Jeśli miłość jest szczera
i prawdziwa, przetrwa wszystko, nawet najgorsze sztormy.
♥♥♥
Małgosia:
Bez serduszek, kwiatuszków, pudrowego różu, serc krwistej
czerwieni i całego lukru, który zalewa mnie z zewsząd aż do zwymiotowania.
Wystarczy Ktoś, kto jest miły w dotyku, kto rozbawia się ze mną po seksie bez
skrępowania i z kim chcę rozmawiać lub nie do późna w nocy.
♥♥♥
Ona:
Nie wiem. Miłość to drogocenny dar, ale nieliczni mają
szczęście jej doświadczyć.
Miłość
Taka ja:
Szczere, piękne, niezbędne uczucie. Do życia, do istnienia,
do bycia… Często kłamstwo, obłuda i zdrada. Rozczarowanie. Był bliski myślami na zawsze i kiedyś. Teraz
jest już na nigdy. Teraz jest coś nowego. Postać, ktoś, uczucie: zauroczenie,
zaufanie, którego było brak wcześniej. Zaczyna się tęsknota (pozytywna),
początki szczerej i prawdziwej… Nowy początek szczęścia w nieszczęściu. Tylko
jedno słowo: kocham.
♥♥♥
Mała:
To uczucie we mnie płonie i przenigdy nie przestanie, na
zawsze w moim sercu jesteś i będziesz, tylko ty kochanie.
♥♥♥
Sabina:
Miłość bywa trudna i trudniejsza.
Dni, kiedy budzisz się otoczona miłością i tak jej nie
czujesz.
Dni, kiedy budzisz się bez miłości i też jej nie czujesz.
Samotność trudna i trudniejsza.
♥♥♥
O miłości
Spotykasz pewnego dnia kogoś, kto całkiem odmieni Twoje życie.
Odnowi Twoją wiarę w ludzi, we własne siły, poczucie wewnętrznej siły.
Wyciągnie Cię z tego bagna, w którym zatapiałaś się od dłuższego już
czasu.
I poprowadzi nową drogą.
Co ważniejsze – będzie szedł zaraz obok Ciebie.
Bo każde serce dla kogoś bije,
Bo każda łza przez kogoś płynie.
Życie nauczyło mnie jednego,
Zawsze trzeba szukać
Pozytywnych stron tego, co nas spotyka,
Pamiętając przy tym,
Że nic nie dzieje się bez przyczyny…
Chcę czuć, że jestem dla Ciebie
Najważniejsza, najpiękniejsza, najlepsza.
Że mnie kochasz jak nikogo innego.
Że jak trzeba, to pójdziesz dla mnie na wojnę.
Że mnie doceniasz, że jestem tą jedyną,
Dla której zrobiłbyś wszystko ♥
Mała
♥♥♥
O miłości
Miłość:
Jest jak
róża,
Czyli
piękna.
Lecz czasem
nie przetrwa, usycha i umiera.
♥♥♥
Co to znaczy Miłość:
To uczucie,
które bardzo dużo przetrwa,
lecz czasami szybko odchodzi i przemija.
BOŻENKA
♥♥♥
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Zapewne
każdy z Was miewał w życiu zakwasy? I to nie jeden raz – prawda?
Dla
jednego wystarczy dzień niećwiczenia, by bezruch na dłużej zawitał, a u kogoś
innego dopiero jakiś życiowy „dół” odbiera chęć do tego, co powodowało, że nie
łapało się zadyszki po lekkim truchcie.
Ja
swoje regularne ćwiczenia jakoś zawiesiłam z przejściem na „półotworek”. Na
początku bardziej wkręciła mnie ta możliwość przemieszczania się po celach (to
też ruch 😊),
swobodny dostęp do sprzętu na świetlicy, ale i tak nie było to codziennie. W
ciągu dnia do celi ktoś zawsze przychodzi, ktoś woła i nie ma jak się rozłożyć
z tą karimatą…a może ja po prostu chciałam wziąć „urlop od ćwiczeń”? Ale to
jakoś głupio brzmi…. Tak.
Przyszło
mi po tylu latach zmienić jednostkę i z tego miejsca chciałabym podkreślić, że
już kochani nie będę z Wami tak na bieżąco w komentarzach, ale postaram się
pozostać na łączach.
Podróż
wielogodzinna na twardym plastikowym siedzonku, przede wszystkim, zajęła się
moimi plecami, no i pośladkami. Legalnie miałam wrażenie, że co jakiś czas,
krzesełko prądem wali, takie uczucie mnie „pieściło”.
Cały
dobytek musiałam zmieścić w sentymentalnej, ruskiej torbie w kratę (od razu się
wraca myślami na stadion XX -lecia (wtedy zlikwidowali koronę tę i może
niedługo obecnie panującą), ale o wiele gorzej po takiej podróży te trzydzieści
kilo znieść po schodkach z łuku bagażowego. No, mi musieli pomagać! Gwieździste
niebo powodowało, że chciało się jak najszybciej zakończyć ten wieczór
legnięciem na łóżko, ale wiedziałam, chcieć a móc, to odległe bieguny.
Ramiona
sztywne, tyłek obity, włos zwichrzony, ale do przodu, a tu – schody! Jezu!
Czemu ja nie mam 5 lat, nie jest to Smyk, a schody cieszą? Chryste! Za co?
W
myślach karciłam się: „i bardzo Ci tak dobrze! Zaprzestałaś ćwiczeń, to teraz
sap!”
Jeśli
nie przechodzi się przez magazyn depozytowy, w którym trzeba wszystkie rzeczy
wpisać, to po takim przyjeździe na celę bierzesz tylko, co potrzebne np. do
wieczornej toalety. Łapałyśmy piżamy, klapki, jakąś herbatę, coś do zjedzenia.
Po kontroli poszłyśmy po mandżurek i – uwaga! Suprise! –MATERACE!!! Normalnie jak
zielone żołnierzyki stały w pionie, każda musiała wziąć dla siebie, z braku już
sił bardziej się nimi ciągnęło po tej podłodze jak Krzyś Kubusia Puchatka, ale
stało się.
Wydawałoby
się, że ten ostatni etap jakoś uspokoił wszystkie. Lekkie rozmowy się zaczęły,
pytania o podróż, z jakiej karty można dzwonić itp. Ciszę na zakładzie
najbardziej zagłuszyły te nasze szurające materace.
Po
minięciu kilku krat, skrętach w prawo bądź w lewo, ruszaniu przed siebie, pada
hasło:
– „ A
teraz schodami do góry!”
Serio?
Znowu? Do którego miejsca?
– „ Na
sama górę” – pada tekst, jakby odpowiadali na moją myśl.
I znowu
się karcę za te słabe ręce, podsapywanie, trzęsące nogi jak po… (😊 to już prywatne wspomnienia! 😊)
III piętro!!! Matko Boska!!!
Na III
piętrze mieszkał kiedyś Daniel. Fajny chłopak, ale do niego, to raczej
schodziłam, bo ja byłam z V-tego. Pamiętam, że gadałam z nim z łazienki, on w
swojej, ja w swojej, tak dobrze po pionie szło 😊. Poza tym w bloku mieliśmy windę,
a tu…
No cóż,
prawie wbiłam paznokcie w ten materac i szłam… a raczej wchodziłam. Zdobywałam
swoje K2 do snu.
Obudziłam
się sporo przed porannym apelem, a raczej obudził mnie ból ud – „Oho! Zakwasy!”
– pomyślałam. Później odezwały się z okolicy, gdzie zwykle ludzie biceps mają,
dołączył lekki ból krzyża i myśl „ musisz to wszystko z całą sobą zrzucić z
górnego łóżka”. Jak wyzwanie to wyzwanie!
Cały
dzień (czyli już kolejny) zaliczałam schody parę razy:
– do
magazynu po rzeczy, z magazynu z rzeczami
– do
wychowawcy, od wychowawcy
– na
łaźnię (która jest w piwnicy), z łaźni
Łydki
będę miała jak wróbel… – Agata Wróbel!
Następny
dzień – spacer i wypiska, na którą chodzi się do kantyny (no, bieganie oczami
po półkach wyrzuciło z mózgu ból… do czasu, kiedy dostrzegłam naproxen żel, no
kupiłam, jakby inaczej…)
Tutaj
schody prowadzą wszędzie.
Nogi
ćwiczysz – chcąc nie chcąc.
Ale
najlepsze zakwasy dopiero przede mną.
Żeby
tak tyci zobrazować to, co chcę opisać, pozwolę sobie zapytać Was – czy
pamiętacie skecz o Tofiku kabaretu „Ani Mru Mru”? Jak skakał – chyba z radości,
pod piłeczką ping-pongową?
To ja
byłam inna wersją tego Tofika, otóż dopadłam piłkę do kosza i mogłam sobie
porzucać. PO TYLU LATACH BYŁAM NA SALI GIMNASTYCZNEJ!!! Normalnej Sali! WOW!!
Nie
chcę nawet wiedzieć jak wyglądałam, nie interesuje mnie ewentualna chęć
zgłoszenia mnie do egzorcyzmów, ważne – że dorzuciłam „za trzy”, i za drugim
razem trafiłam! Że zapomniałam o schodach, o bólu, o tym miejscu, o wyroku, o
latach na karku. W godzinę byłam w tylu miejscach, co kiedyś z drużyną po
Polsce.
Próbowałam
tego wszystkiego, co mnie kiedyś nauczono, no nie wychodziło już tak jak
kiedyś, ale nie to się liczyło.
Ważna była ta chwila, ta godzina, ta piłka, ta
radość. Obudziłam się obolała, jak po jakiejś ustawce – i to przegranej, ale za
to jak spałam!!! Jak dziecko!!!
Dalej
odczuwam zakwasy, ale jutro zejdę na świetlicę i chociaż pojeżdżę na rowerku 😊 … na pewno zacznę znowu ćwiczyć.
Pozdrawiam
Wszystkich z Fundacji Dom Kultury, wolontariuszy, blogerki, Panią Ewę, Czytelników
i moich znajomych.
PEŁNOLETNIA
Forum Służby Więziennej objęło patronatem medialnym blog ewkratke.pl