Cisza, ciemność, wszystkie już zapadły w sen… Jest już po północy, na niebie skrawkowo widzianym przez jedne i drugie kraty, spogląda w oddali na mnie Księżyc w pełni, z nieodgadnioną miną… A jedyna mocno świecąca gwiazda kusi jakby ukazując drogę niczym niemy drogowskaz… Patrzę przed siebie, pomimo że blinda utrudnia spostrzeżenie czegokolwiek, spoglądam w dal, wyostrzając wzrok, niczym w obrazki 3D, które oglądałam i spostrzegałam wzory na nich, mając 15 lat… Za granicą między światów, od których oddziela mnie pleksa, majaczą światełka w oddali, wiem czym są,potrafię je nazwać, znam je od tamtej strony…
Tym najdalszym, które spostrzegam, jest znak ostrzegawczy postawiony przy torach – tak jakby przypominało, z jednej czy drugiej strony… Granicę przekraczaną do tego miejsca za grubymi, zimnymi, obserwowanymi od wewnątrz murami otaczającymi więzienie… I drogę powrotną… Sygnalizujące, zielone światło, mówiące że na Ciebie już czas! Abyś wróciła, czy wrócił do Domu! Tam, gdzie TWOJE MIEJSCE JEST NA ZIEMI, tak upragnione… Kilka bliżej światełek migoczących, zapalających się co dzień o wyznaczonej godzinie, tak jak apel, czy posiłki, tutejsza codzienność… Wiodą boczną ulicą, umykającą, niedostępną…
Te najbliższe, najbardziej dostrzegalne. Niby najjaśniej świecące, ale „niby” – bo nieprzyjemne, przypominające, co tu robię,gdzie jestem… Jeszcze kilka miesięcy temu chętniej stawałam w mroku przy oknie, opierając się łokciami, zamykałam oczy wsłuchując się w odgłosy dochodzące z lasku nieopodal, po bokach torów, za umykającą ulicą…
Ciche trele ptaków skrytych w koronach zielonych liści, nie tak częste ,jak nad ranem ale chociaż taka namiastka wolności, za którą tak bardzo tęsknię…
Nastała jesień, noce mroźne, rześkie, ale nieprzyjemne, gdy powiewa chłodem… Już nie poświęcam tyle sennych chwil na oddanie swoich myśli, pragnień nocy… I dnia, na który czekam! Z każdym zapaleniem świateł, nieprzyjemnych reflektorów, jestem o dzień bliżej zielonego światła, wskazującego „Drogę do Domu”… Każdej nocy nadal spoglądają na mnie coraz bardziej rozumnie, przyjaciele… Księżyc i Gwiazda jasno świecąca, która zawsze już będzie wskazywać mi drogę do mojego miejsca na Ziemi- DO DOMU, DO WAS <3 <3 <3 P. J. M. …
Pozdrawiam gorąco,
TAKA JA
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Ponieważ, w dzień jak same wiecie, program telewizyjny nie oferuje nic ciekawego, jedna ze mną osadzonych kobiet, postanowiła, że obejrzymy film przyrodniczy. Szczerze pomyślałam: „co za nuda: (film opowiadał o życiu i warunkach w jakich funkcjonuje stonoga). Najpierw żaden szczegół nie zwrócił naszej uwagi, aby się zainteresować dokumentem. Jednak gdy się przyjrzałyśmy owej stonodze rozwinęła się między nami zażarta dyskusja na temat: „Jak to możliwe, że owa stonoga jest w stanie zapanować nad taka ilością nóg?”. Pomyślałyśmy w tym momencie o sobie, że czasem się zdarza, iż nad dwiema naszymi kończynami ciężko zapanować. Że nasz błędnik płata figle i tracimy równowagę. Jak to możliwe, że stonoga jest w stanie płynnie się przemieszczać? My po obejrzeniu tego dokumentu nadal nie mamy pojęcia. Może wy znacie odpowiedź na nurtujące nas pytanie?
Kolejny film również przyrodniczy opowiadał o lwach. Stało się tak, że w tym momencie, gdy się zaczął byłam zajęta – robiłam pranie. Metr od telewizora siedziała jedna z osadzonych ze mną kobiet, z dużą wadą wzroku. Pyta: „Widziałaś kiedyś lwa z czarną grzywą?”, na co odpowiadam „Nie” i podnoszę się, aby spojrzeć w ekran. Patrzę i oczom nie wierzę. Lwy na ekranie owszem mają grzywę, ale w kolorze brązowym. I pytam koleżanki „Czy ty przetarłaś szkła? Coś chyba źle widzisz, bo te lwy wcale czarnej grzywy nie mają”. Na co ona odpowiada „Bo te lwy mają tylko nazwę czarnogrzywe„.
Doszłam do wniosku, że powinnyśmy dostać Nobla. W jakiej dziedzinie? Komunikacji międzyludzkiej.
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Matka przełożona mówi, że dręczą mnie wątpliwości. – Zakonnica nie patrzy na drugą siostrę, która siedzi obok. Patrzy na ozłocony słonecznym blaskiem klasztorny wirydarz. – Ale to nieprawda.
– Jesteś pewna? – Pyta druga.
Zakonnica nadal nie odwraca głowy.
– Ty też tak uważasz. Że moja formacja duchowa kuleje.
– Widać w tobie jakieś ustawiczne roztargnienie, siostro. Co zajmuje twój umysł i serce? Tam nie powinno być nic prócz Niego. Prócz Jezusa.
– Nie ma. – Kłamie zakonnica. Poczucie winy ściska jej piersi, rozlewa się ciężkim gorącem w żołądku, brzuchu, promienieje poprzez ścięgna i żyły aż do koniuszków palców.
– Może nie masz powołania. Może się pomyliłaś.
– Jak to pomyliłam?! – Zakonnica niemal podnosi głos.
Druga siostra ucisza ją, ściskając jej dłoń.
– To się zdarza. – Mówi spokojnie.
– Nie. – Zaprzecza zakonnica. – Nie mnie. – Myśli. – Mnie się to nie zdarzyło. Przecież moje życie ma sens i cel. Tego właśnie pragnęłam. Tak wybrałam. Jak mogłabym się pomylić?
– Odmówmy różaniec, siostro. – Druga zakonnica bierze w dłoń paciorki zawieszone u paska przy habicie.
Alicja też przesuwa palcami po sznurze różańca, ale tylko słucha głosu drugiej siostry. Modlitwa zamiera jej na ustach, pozbawiona treści słowa powtarzane raz za razem, aż zmienią się w nic nie znaczące dźwięki. Przed oczyma przebijają się wyobrażenia wszystkiego, z czego zrezygnowała, czego nigdy nie doświadczyła. Czy żartuje? Przecież i tak miała marne szanse.
A więc to, co zrobiłam ze swoim życiem, to wcale nie był wybór?
– Może nie powinnaś tu zostawać, siostro. – Szepcze druga zakonnica, zauważywszy puste spojrzenie i nieruchome wargi Alicji. – Może powinnaś odejść.
Odejść?! Odejść…?!
– Ja nie mam dokąd pójść. – Odpowiada Alicja, również szeptem. – Już nie, możliwe, że nigdy nie miałam.
DRZWI DRUGIE: LŚNIENIE
Jacht lekko kołysze się na wodach Zatoki Perskiej. Z bezchmurnego nieba spada powódź światła, zatapiając świat w lśnieniu i żarze. W pewnym oddaleniu za migotliwą zasłoną falującego z gorąca powietrza, rysują się sylwetki szklanych wież Dubaju. Lśnią.
Alicja sączy zimnego drinka. Krzywi się i mruży oczy, skryte za ciemnymi szkłami okularów. Jest znudzona i męczy ją kac stulecia. Wczoraj wieczorem znowu przesadziła z zabawą.
Dzwoni komórka. Alicja ospałym ruchem sięga po telefon.
– Hej, jak leci? – Słyszy głos jakiejś kobiety. Głos brzmi znajomo, lecz pomimo wysiłków nie może skojarzyć go z żadną twarzą ani imieniem.
– Świetnie, po prostu super. – Odpowiada. Wyświechtany banał, wypowiedziany tonem kompletnie wypranym z entuzjazmu, ale co można powiedzieć na kacu, w dodatku do nie wiadomo kogo.
– Co dziś robisz?
– Imprezuję.
– Tobie to dobrze… – Czyżby w głowie kobiety dźwięczała subtelna nutka drwiny?
– Tak – Alicja cedzi słowa. – Sama sobie zazdroszczę.
– Ależ z ciebie cyniczka. – Prycha kobieta. – Kto by się nie chciał z tobą zamienić? – Znowu jakby cień szyderstwa.
Ja, gdybym miała inną opcję, myśli Alicja i nieświadomie mówi to głośno.
– A co, nie masz? – pyta kobieta lekko, beztrosko. – Możesz zrobić ze swoją fortuną coś naprawdę pożytecznego. Wspaniałego. Wystarczy chcieć.
Alicja czuje ukłucie irytacji. Ostatnie, czego jej trzeba to kazanie na temat jej stylu życia.
– Muszą kończyć. – Rzuca i odkłada telefon.
Nie obchodzi jej, że jest niegrzeczna. Kimkolwiek była jej rozmówczyni. Nie do niej należy pouczanie Alicji.
„Możesz zrobić ze swoją fortuną coś wspaniałego! Wystarczy chcieć!” – Przedrzeźnia kobietę w myślach. Czyli co? – Pyta się w duchu. – Rozdać tobie i tobie podobnym? Przecież wie, że wszystkich, którzy ją otaczają, interesuję tylko ten blichtr, to lśnienie, jakie roztaczają jej pieniądze.
Bierze kolejny łyk drinka i przymyka oczy. Może czas zmienić otoczenie? Jeśli tylko sobie zażyczy jutro będzie już na drugim końcu świata. Na przykład w Rio albo….
Ale właściwie po co? Lepiej się napić, a wieczorem zafundować sobie dawkę szczęścia w pigułce. Lub w proszku. To takie proste i skuteczne.
Alicja odchyla głowę na oparcie krzesła. Jacht się kołyszę, a ona razem z nim. Nie może się doczekać wieczoru, kiedy odfrunie. Piękniejsza, lepsza, prawdziwsza.
DRZWI TRZECIE: ARTEFAKTY
– Pani Profesor, już późno. Może by pani odpoczęła. – Mówi asystentka.
Alicja nie odpowiada. Wpatruje się tępo w mierny plon całego dnia wykopalisk rozłożony na stole w namiocie. Marne niewiele warte artefakty leżą przed nią niczym metafora jej życia.
– Pani profesor? – Powtarza asystentka.
– Nie jestem zmęczona. – Mruczy Alicja, chociaż to nieprawda. Jest zmęczona, choć bynajmniej nie dniem spędzonym na grzebaniu w suchych i gorących piaskach egipskiej pustyni, pod bezlitosnym słońcem Doliny Królów. Męczy ją bezowocowość tej pracy. – Ale ty idź, idź spać. – Mówi do dziewczyny.
– Pani Profesor, niepotrzebnie się Pani zniechęca. – Asystentka jest pełna pasji i optymizmu, zupełnie jak Alicja dawno temu.
– Znów nic nie znaleźliśmy. – Głos Alicji brzmi smętnie. – I nie znajdziemy, prawda?
– Może tak, może nie. Czy jedyne znalezisko na miarę grobowca Tutanchamona jest w stanie panią zadowolić? Czyż samo badanie najdrobniejszego śladu przeszłości nie jest fascynujące? Każdy z tych przedmiotów pokazuje na wydobyte artefakty, opowiada własną, niepowtarzalna historię, wystarczy się wsłuchać.
– Możliwe, że masz rację. – Alicja kiwa głową. – Kiedyś też to czułam. Wzruszało mnie, gdy wydobywałam z ziemi coś, czego nie dotykał nikt od tysięcy lat. Byłam pierwsza, mogłam nawiązać bezpośrednią więź z właścicielem tej rzeczy, sięgnąć poprzez wieki ku żywej osobie, pochwycić ją, zrozumieć. Rozumiałam ją, ich wszystkich! Albo tylko mi się tak wydawało… – Głos Alicji cichnie do szeptu.
– Nic się pani nie wydawało. – Zaprzecza asystentka. – To właśnie tak działa. A pani jest w tym najlepsza.
Alicja wzrusza ramionami. Kogo to obchodzi? Świat łaknie sensacji, blasku złota, skarbów chronionych klątwą, a nie historii starożytnego właściciela glinianej miski. Życie nauczyło ją tej gorzkiej prawdy. Za sensacją spływają pieniądze, granty naukowe. Alicja ma dość borykania się z trudnościami finansowymi, płaszczenia przed sponsorami. Gdyby wykopała drugiego Tutanchamona, byłaby sławna, bogata i… wolna. Być może wtedy wróciłaby tamta pasja z czasów młodości.
– Niech pani to sobie przemyśli, pani profesor. – Dodaje jeszcze asystentka. – Niech pani zastanowi się nad tym, co w tej pracy najbardziej się liczy.
Wychodzi z namiotu. Alicja też wstaje i wygląda na zewnątrz. Obejmuje się ramionami, bo pustynna noc jest chłodna. Podnosi wzrok na niebo, ciasno nabite błyszczącymi ćwiekami gwiazd. Łatwo jej mówić, myśli, ale rzeczywistość nie przystaje do ideałów. Może zbłądziłam, poświęcając się bez reszty przeszłości. Może trzeba było bardziej żyć z ludźmi tu i teraz, zamiast uganiać się za cieniami zmarłych. Dziś jestem samotna i niespełniona… Jakże przewrotne potrafią okazać się marzenia!
…Albo to ja straciłam już umiejętność patrzenia z właściwej perspektywy… Niestety za późno na korekty.
DRZWI CZWARTE: ZAMĘT
– No, nareszcie za murem. – Mówi świeżo upieczona wolna osoba.
– Tak. – Odpowiada Alicja.
Obie stoją przed bramą więzienia, które dopiero co opuściły. Alicja stawia koło siebie torbę. Wbrew przewidywaniom, nie czuje się dziwnie, chociaż minęło tyle lat, odkąd ostatni raz mogła iść, gdzie tylko zechce. Nie boi się świata po tej stronie; przecież nic jej nie wyróżnia spomiędzy innych wolnych ludzi. Nie ma żadnego piętna na czole ani napisu na plecach.
– I co dalej? – Pyta była współosadzona.
– Czekam na męża. – Odpowiada Alicja. – Wracam do domu.
– Dobrze, że masz dokąd wracać. I z kim. Nie każda ma tyle szczęścia.
– Szczęście! Jakże różne może pokazać oblicza. – Śmieje się Alicja ciut melancholijnie.
– Żałujesz? – Pyta jej towarzyszka – Tych wszystkich lat?
Alicja zastanawia się przez chwilę.
– Chyba nie… może trochę… Niektórych rzeczy na pewno.
– Wiesz, wszyscy czegoś żałują. Nie tylko byli więźniowie.
– Tak, tyle, że ja żałuję tego, co przez cały czas leżało poza moim zasięgiem, nic nie mogłam zrobić, żeby się nie wydarzyło.
– Może mogłaś. – Mówi towarzyszka. – Gdybyś była mniej ufna, mniej naiwna.
– Nie taka głupia. – Wtrąca Alicja rzeczowym tonem.
– Skoro tak chcesz to nazwać…
– Owszem. Gdybym nie była taka głupia, nie straciłabym kontroli nad swoim życiem. Nie do tego stopnia.
– A gdybyś mogła cofnąć czas? – Mruczy jej towarzyszka.
Alicja wbija wzrok w ulicę przed sobą, potem przymyka oczy.
– Może coś bym zmieniła, a może nie. – Mówi cicho. – Nie wiem. Bo widzisz, moje życie, choć pełne zamętu, wzlotów i upadków, było właśnie moje i uczyniło mnie tym, kim jestem. Miałam w nim piękne chwile, a to już bardzo dużo. Potem splątało się tak fatalnie, że wylądowałam tutaj. – Ruchem brody pokazuje na mury za sobą. – W tym miejscu wiele straciłam, ale i zyskałam. Nauczyłam się wybaczać, doceniać drobne łaski i podnosić się z upadku. To nie była słodka lekcja, a teraz czeka mnie jeszcze trudna podróż…
– Podróż?
– We własną przeszłość.
Żeby ostatecznie pogodzić się z samą sobą i przeboleć to, czemu nie zdołałam zapobiec. Jednak nie zamieniłabym tego życia na inne. Mimo wszystko wierzę, że jeszcze potrafię być szczęśliwa… – Alicja milknie.
– I to się nazywa udane życie. – Komentuje jej towarzyszka.
PRZEDSIONEK
Alicja stoi naprzeciw czworga drzwi, otaczających ją półkolem.
– Pokazałam ci cztery drogi, cztery możliwości. Cztery Alicje. Wolno ci wybrać, którą z nich chcesz się stać. – Szepcze głos za jej plecami.
Alicja nie odwraca się. Zna ten głos. To jej siostra z zakonu, znajoma bez imienia, asystentka z wykopalisk i współosadzona. Głęboko nabiera powietrza w płuca i zdecydowanym krokiem zmierza ku czwartym drzwiom.
Zośka
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Świeżo skończyły się wakacje. Jestem w ZK i również je miałam. W czerwcu skończyłam 3. semestr liceum dla dorosłych w Grudziądzu. To jedyna szkoła w więzieniu dla kobiet. Jeśli chcesz się uczyć za kratkami, to musisz przyjechać właśnie tu do Grudziądza.
Spełniam swoje pragnienia, które pojawiło się już parę lat temu, a możliwość realizacji mam dopiero teraz. Od niedawna szkoła w Grudziądzu ma liceum. Zrobię sobie maturę. Chcę być grafikiem i tworzyć gry komputerowe. To połączenie wszystkiego, co lubię, rysunek, komputery i gry komputerowe. Matura to furtka do spełnienia tego marzenia. Opowiem trochę o mojej szkole. Istnieje ona od ponad 60 lat. Wcześniej była tu Zasadnicza Szkoła dla Dorosłych, jednak po zmianach w edukacji została przekształcona w Centrum Kształcenia Ustawicznego. Jakie zawody można tu uzyskać? Pieczenie ciast, gotowanie, szycie to znaczy: cukiernik, kucharz i krawiec. Można również ukończyć szkołę podstawową lub liceum ogólnokształcące, do którego uczęszczam ja. Nauczyciele są kochani i choć książek mało, to jakoś ta nauka idzie.
Ciekawi jesteście jak moja szkoła wygląda podczas pandemii? – jest wszystko to, co świetnie znacie, czyli reżim sanitarny, maseczki i dezynfekcja. Zero jedzenia i picia w szkole, a do toalet podczas przerwy tylko po 3 osoby. Miałyśmy też nauczanie zdalne. Z jednym wyjątkiem – odbywało się to bez komputerów. Jak to możliwe zapytacie? Otóż możliwe. Dostawałyśmy karty pracy, które po uzupełnieniu oddawałyśmy do oceny. Teraz, już po wakacjach, mam nadzieję, że wróci wszystko do normy, bo większość jest po szczepieniu i maseczki znikną, usta znów będzie można malować 😊 😊 kanapeczkę zjeść.
Jednak historia, jaką chciałam opowiedzieć, to nie historia szkoły, ale zderzenie z własnymi uprzedzeniami, które w tej szkole mi się przydarzyło. Uważam się za osobę bardzo otwartą, na bieżąco staram się wyzbywać wszystkich uprzedzeń, jeśli takie zauważę. Okazało się jednak, że w środku mnie zupełnie niezależnie od mojej woli podziały istnieją. W pierwszym semestrze mojej klasy podjęła współpracę z naszą szkołą, Nauczycielka od historii i wosu. Po paru pierwszych lekcjach i tematach ogólnie uważanych za trudne – polityka, religia, aborcja, stwierdziłam, nie wysiedzę na jej lekcjach, bo ma tak odmienne poglądy polityczne. No i wychodziłam z lekcji wzburzona i z wypiekami na twarzy i szyi i nie wiem, gdzie jeszcze… Po paru miesiącach i przeprowadzonych rozmowach Nauczycielka okazała się nie tak ograniczona a ja nie tak otwarta, jak myślałam na początku. Im więcej czasu mijało, tym bardziej doceniałam jej zaangażowanie, przekonywałam się jakim serdecznym człowiekiem jest. Teraz niekorzystne przezwisko, które Nauczycielce kiedyś nadałam, jest słowem rozpływającym się w nieistnieniu, a materializuje się stwierdzeniem „człowiek o odmiennych poglądach”.
Dziś cieszę się , że to właśnie ta Nauczycielka mnie uczy, bo robi to ciekawie i z pasją i cieszę się, że mogłam poznać ją wraz z jej światopoglądem. Nie zgadzamy się w wielu kwestiach, ale się lubimy. Oprócz wiedzy, dostałam możliwość konfrontacji ze sobą. Było burzliwie, porywająco i na pewno interesująco, a fajna znajomość zostanie, mam nadzieję.
Żałuję tylko, że nie mam więcej takich miejsc dla kobiet w innych więzieniach, a zawody nie są bardziej dostosowane do rynku pracy. Może kiedyś?
Monika
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Po godzinie 6.15, jarzeniówki rozpalają swe mdłe światło, śpiąc na dolnej „kolejce” – mniej irytuje i wkurza oko, na górnej „kolejce” (łóżko piętrowe), mniej przyjemną pobudką, przed 7.00 dobudzanie zaspanej: głowy, ciała… myśl dochodząca do głowy, niczym piorun z nieba. Boże znowu to samo! Kolejny dzień „Świstaka”, doprowadzający do szału, śmiechu przez łzy, powracający do „codzienności – realiów”, z pogodzeniem się…
Jak to moja Babcia Halinka powiadała: cierp ciało, jak chciało: p, co prawda to prawda! 7.45 około… śniadanie, w zależności jaka dieta, takie pseudo MENU – buhaha! Nie polecam osobiście ;)… Raczej „śniadań” nie jadam! DBAM O LINIĘ : P- powiedzmy 😉 …
Te kobiety, które nie pracują, czy nie mają możliwości, tak jak w moim przypadku realizowania się oraz odkrywania cech, o których nie miałam pojęcia :), przebywają w celi mieszkalnej, robiąc drzemkę, pisząc listy, czy robiąc pranie… W międzyczasie są spacery – godzina spędzona w czterech ścianach powiedzmy „pobielanych”, z arcydziełami pisarskimi w postaci wyznań oraz polsko-łacińskie teksty, których nie będę komentować…! Około godzinki 13.30 zajeżdża w NASZE progi… wózek z kalifaktorkami tj. osobami wydającymi posiłki…
Od koloru, do wyboru : ) – soja, kasza, ryba gotowana i na szczęście,nie tylko dla mnie – dieta bezmięsna! 🙂 Ogół – nie komentuję, tragedii nie ma, nie ma o czym mówić, ja jako „L”-lekkostrawna, gotowane, dużo marchewki, kurczaka i tak dalej… 🙂 z zakazem smażonego! Co oczywiste, nie ma to jak „elka”!: W zależności, jaki dzień tygodnia, każdy dzień jest praktycznie taki sam…
Dzień ŚWISTAKA! Około 17.00 kolacja, 19.00 apel! Tzn. przeliczenie, po którym, tylko jakaś gruba historia, typu karetka wezwana, padaczka czy inne „duże coś”, pozwoli otworzyć klapę po godzinie 19.00 i reagować! :/ W tym czasie, po „zamku” zazwyczaj poświęcam, te kilka godzin do 22.00, gdy światła już gasną, na listy, teksty do bloga, posty czy komentarze, to są minuty. Godziny, kiedy jest już „spokojniej” na oddziale i mogę przenieść się, do innego świata, przestać walczyć – do dnia następnego, z dniem „Świra”, zależnie jaki SQAD masz w celi, tak szybko ten dzień się kończy…czemu dzień „świra” w pakiecie? Patrząc dookoła, schiza schizą pogania, rzeczy niemożliwe stają się możliwymi! Niczym„CYRK MONTY PYTHONA”, połączony czasem z „PSYCHIATRYKIEM”, TAKA NA OGÓŁ „ŚWIROWNIA” :)… Już 21:21 i 21 sek, i co na to powiedzieć? To dopiero dzień świra, na szczęście końcówka :), jeszcze tylko: zaadresować list, ogarnąć się, przebrać, zapaść szybko w sen, aby nie rozkminiać dnia następnego „ŚWISTAKA WEL ŚWIRA”…
TAKA JA
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Marzenia…. Niedawno uświadomiłam sobie, że prawie zapomniałam czym są…
Zaczęłam się zastanawiać, czy potrafię je w sobie uaktywnić, wizualizować i najważniejsze czy ich potrzebuję? Przez ostatnie lata wszystkie jakie miałem, umarły we mnie śmiercią naturalną. Bez szans na ich urzeczywistnienie. Zbyt duży rozdźwięk między nimi a codziennością, jaką sobie wykreowałam. Odczuwałam je jako coś nieosiągalnego dla mnie. Przestałam marzyć, ale wraz tą decyzją coś we mnie gasło. Coś nieuchwytnego, nieznanego. Stałam się istotą zgorzkniałą bez poczucia celu, bez zrozumienia siebie samej. Od kilku dni pozwoliłam sobie zaryzykować…. Pomarzyć…Och jak różnią się te obecne od tych dziecięcych! Tamte wydumane, wręcz kuriozalne. A te obecne nieśmiałe i jakby zawstydzone sobą, ostrożne. Ktoś mógłby je określić jako przeciętnie przyziemne. Dla mnie są jednak jak maleńki rozbłysk w duszy, ładujące baterie, zrezygnowanego serca. Moje marzenia, dziś to: uśmiech moich dzieci, czyjeś ciepłe dłonie splątane w uścisku z moimi, radość w oczach mamy, że odnalazłam właściwy azymut, brak samotnych śladów moich stóp na plaży o zachodzie życia….
PiK
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
W więzieniu najważniejsza jest twoja psychika – albo masz ją silną, albo nie masz. Nie ma złotego środka na to, jak to wszystko przetrwać. Nie robisz nic – niedobrze, robisz coś – niedobrze… ogólnie lipa. Czego nie możesz w więzieniu robić albo nie powinnaś? ( Jedno i drugie ciężkie do wykonania.)
– Pożyczać w jedną i drugą stronę
Pożyczając komuś, licz się z tym, że nie odda, a jak ty pożyczysz od kogoś, to powie, że nie oddałaś. Płacisz podwójnie, niczym „chwilówkę”.
– Dzielić się tym, co masz – tzw. „wspólnota”
Jedzenie i tytoń kupujecie na spółkę i razem spożywacie; po odejściu współosadzonej z celi okaże się, że ona dawała więcej i dostaniesz info z wyliczeniem, ile jesteś winna, a co lepsze, to czasem do zwrotu w trybie ekspresowym (oczywiście nie jak Poczta Polska).
– Dawać namiarów na bliskich
Niekiedy prosimy o pomoc, by ktoś przekazał jakąś informację. W praktyce informacja brzmi: ona nie może zadzwonić do domu, ale prosi, żeby nie odbierano od niej telefonu, bo ma straszne kłopoty, za to osoba dzwoniąca może podać nr konta bankowego, gdzie można przelać pieniądze, i ta osoba jakoś je przekaże.
– Chodzić do wychowawcy
Częste wizyty w tym miejscu mogą się skończyć różnymi perypetiami. Na przykład zostaniesz nazwana kablem (nie mam na myśli takiego od telewizora, a raczej przedłużacz). Czasem można też się dowiedzieć, że jesteś czyjąś rodziną. Nieważne, że idziesz w sprawie „własnej”, bo w tym miejscu takich nie ma.
– Opowiadać o sobie
My, kobiety, lubimy rozmawiać, nie tylko o sobie, ale ogólnie. A gdy coś leży nam na sercu, przecież wygadać się trzeba, współosadzona wysłucha, doradzi, pomoże….a potem wykorzysta to przeciwko tobie. Oj, żeby tylko – czasem zostaniesz nazwana narcyzem bez uczuć, bo mówisz o sobie.
– Przejmować się plotkami na swój temat
Plotka – oto słowo jakże często powtarzane w tym miejscu. A przecież każdy się brzydzi plotkami (dziwne). Plotka żyje własnym życiem, nie potrzebuje nawet tlenu. Idziesz do telefonu, rozmawiasz z koleżanką, padną słowa: „Też za tobą tęsknię, Iza”, i już plotka gotowa – żyjesz w związku z kobietą. A kogo obchodzi prawda? Przecież jest nudna.
– Brać do siebie, że ktoś cię nie zna, a osądza
Oj, to jest temat najlepszy. Widzisz kogoś pierwszy raz na „peronce” (korytarzu), przechodzisz obojętnie. Nagle słyszysz, że przecież ona cię dobrze zna i wie takie cuda na twój temat, że cud w Kanie Galilejskiej to przy tym mały pikuś. A najlepsze jest to, że widząc kobietę ponownie, podchodzisz do niej i mówisz: „Siema”, zaś ona patrzy na ciebie jak na kosmitę i odpowiada: „Ale my się przecież nie znamy”.
– Mówić, ile wydajesz w kantynie
Robisz sobie zakupy w kantynie (tutejszej „Biedronce”). Uważasz to za normalne, że padnie kwota, jaką wydajesz, bo ceny są z Marsa – no przecież nie z Wenus( kobiety by takich nie wymyśliły). I co słyszysz w odpowiedzi? Jaka z ciebie bogaczka, trzaskasz kasą jak lalunia, po co ci balsam za 20 zł, skoro jest za 6? Myślisz, kurde, jestem nienormalna chyba😊. Ale czy kogoś obchodzi fakt, że to twoje pieniądze i twoje ciało? A skądże, bo przecież za tę różnicę możesz kupić dwa i dać jeden dla dziewczyny obok. No cóż, życie jak w pudelku, co nie zrobisz, jest źle…
– Wierzyć w to, co ktoś mówi
Słowo – niby nic, a jaką ma moc sprawczą. Pomyśl sobie, siedzisz w celi i słyszysz historie: byłam w Madrycie, jadłam homary w Dubaju, piłam wino z winnicy swojego mężczyzny. Oj, gdzie ona nie była. I co? Oczywiście, że zazdrościsz, myślisz sobie: jaka ze mnie dziewka od krów, nie znam świata. Tylko nagle wychodzi na jaw, że homar był rakiem z Dunajca, a ty jednak nie jesteś dziewką i nie masz krowy. A szkoda, bo mleko lubisz!
Zołza
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Odkąd sięgam pamięcią wieś była miejscem, gdzie czułam się doskonale, bez ograniczeń mogłam oddychać pełną piersią. To cudowne uczucie wyjść przed dom, pochodzić boso po porannej rosie, nacieszyć oko soczyście zielonym lasem, wsłuchać się w śpiew ptaków, zjeść wspólny posiłek na tarasie… Takie wspomnienia zostały mi z dzieciństwa, tak wyglądał mój dom rodziny. A taras, o którym wspominam, zresztą tak jak cały dom, zbudował mój ukochany Tato.
Niemal 20 lat mieszkałam z rodzicami na wsi, a od bardzo młodego wieku zaczęłam pomagać w gospodarstwie. Myślę, że nieodzownym elementem wsi jest właśnie gospodarstwo. Takie, gdzie w oborze stoją krowy, psy gonią swoje ogony, a kury znoszą jajka, czasami nawet gdzie popadnie. Piękny obrazek, taki mój. Często, kiedy nie mogę zasnąć, albo gdy ciągle zamknięte drzwi więziennej celi wywołują atak lęku czy paniki, staram się włączyć retrospekcję uczuć, wspomnień, cudownych chwil, których nikt nigdy mi nie zabierze. Myślę wtedy o Tacie, który tulił mnie do siebie, gdy kolejny raz byłam chora. Razem słuchaliśmy „Jolki” Krzysia Cugowskiego. Miałam wtedy może 6 lat, kompletnie nie rozumiałam słów tego naszego ulubionego przeboju. Tatuś nauczył mnie wszystkiego, co dobre, niezbędne w codziennym życiu. To on zaraził mnie miłością do szachów, nauczył jeździć na rowerze, a później i samochodem. Dzięki niemu mój system wartości jest dobrze rozwinięty i nie kuleje. Dziś, dzięki niemu, mam tak piękne wspomnienia, których kurczowo się trzymam. Idę do przodu, by kiedyś wrócić do domu rodziców i podziękować Ojcu, bo jak dotąd, będąc na wolności, nigdy nie miałam na to czasu.
FOTOGRAF
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Tak też myślałam do czasu, kiedy się tam nie znalazłam. Miałam takie samo zdanie o osadzonych , jak Ty, Czytelniku. Media karmią nas newsami, takimi stricte ekstremalnymi, które zwrócą uwagę widza czy odbiorcy słowa pisanego, aby pobudzić jego wyobraźnię. Skupiają się na czynach, głośnych rozprawach, a nie na tym jak funkcjonują osadzone kobiety w warunkach izolacji, kiedy kończy się ten medialny show. Przebywałam w celach, dla Was z kobietami skazanymi za najgorsze przestępstwa, jakich może dopuścić się człowiek. Takimi, które najchętniej społeczeństwo by skazywało na kary, jakich polski kodeks nie przewiduje. I chcę Wam, Czytelnikom, uświadomić, że nigdy nie miałam najmniejszego powodu, by się ich bać. Są to wrażliwe kobiety, które mają swój wewnętrzny kodeks moralno-etyczny. Ten kodeks, jest zdecydowanie bardziej bezlitosny, od karnego. Żałują. Każda przeżywa to na swój sposób. One nie skarżą się na to, że są w areszcie. Analizują i przeżywają, jak to możliwe, wracając do chwil poprzedzających czyn. Ta kara, którą dźwigają na barkach każdego dnia, jest wyniszczająca. Ktoś patrzy z boku spotykając je na więziennym korytarzu, zajęciach czy innych okolicznościach, gdy są poza cela mieszkalną i myśli sobie: uśmiechnięte pewnie nie żałują – zasłużyły. A co niby mają zrobić? Muszą jakość żyć, funkcjonować – one wiedzą doskonale, że życie to najcenniejszy dar. Ja proszę. aby społeczeństwo przestało je tak krytycznie odbierać. One już zostały osądzone i skazane. W głębi siebie przeżywają najbardziej krytyczną z kar. Są dla siebie bardzo surowe. Czasem warto każdy problem rozbić na czynniki pierwsze, wtedy spadają przysłowiowe klapki, które mamy na oczach. Blondi
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.
Praktycznie każdy dzień w więzieniu jest do siebie bardzo podobny, mamy ustalony plan dnia tj:
7:00 APEL. Wstajemy, a ilość osób przebywających we wszystkich celach jest przeliczana.
8:00 ŚNIADANIE. Cela otwiera się na chwilę i kalifaktorki podjeżdżają z wózkiem, na którym znajduje się jedzenie. Dostajemy chleby i śniadanie przysługujące każdej z nas (w zależności od diety).
13:00 OBIAD. Podajemy nasze zielone miski na zupy i platery (plastikowe talerze), na które nakładane są posiłki.
17:00 KOLACJA.
19:00 APEL.
Jest jeszcze temat „mycia się”. A więc mamy możliwość 2 razy w tygodniu pójść pod prysznic. W dni pozostałe korzystamy z misek na celi. Każda ma własny opracowany sposób. 😊
A więc czy to piątek, świątek czy niedziela – wszystko wygląda prawie tak samo. W oknach kraty i pleksa, przez którą nie widać światła, zamknięte przez 23 godziny na dobę w 5-osobowej celi.Czuć brak wolności, czuć te mury. Jest dużo czasu na wiele myśli,aż za dużo.
Ale są też przyjemne momenty, na przykład przysługujące godziny na spacer, gdzie wychodzimy do małego pomieszczenia otoczonego szarymi murami. Jednak nie ma dachu, lecz kraty, które pozwalają przedrzeć się promieniom słonecznym w część spacerniaka. Lubię tak usiąść na betonie, oprzeć się o mur, zamknąć oczy i wystawić twarz do słońca. Przez moment staram się zapomnieć o tym, gdzie jestem.Cieszę się chwilą.
Następną miłą odskocznią jest codzienny 6-minutowy telefon. W tym czasie możemy porozmawiać z bliskimi. To najmilsza część dnia codziennego, jednak zawsze czuję niedosyt i czekam na następny dzień.
Są chwile szczęścia, mimo miejsca w którym się znajdujemy. Także dostanie listu czy wypiski daje radość. Bo czy nie fajnie przeczytać, co słychać u przyjaciółki? Albo zjeść zakupioną w kantynie ulubioną czekoladę? 😊
Mimo tej monotonii i otaczających nas murów, każda z nas znajdzie jakąś swoją radość, taką nawet malutką 😊.
Jutro też będzie zwykły dzień w więzieniu, pojutrze również, tak samo za dwa dni… Ale może wydarzy się coś miłego? 😊Każda z nas na to liczy i czeka… Bo czasu mamy mnóstwo…
KALENKA
Warsztaty edukacji kulturalnej w więzieniach nasza Fundacja może prowadzić dzięki wsparciu osób takich, jak Ty. Wesprzyj je, wpłacając 23 zł online: https://platnosci.ngo.pl/c/1991/ lub przelewem na konto Fundacji: 28 1600 1462 1821 2325 1000 0001.